Malta. Rodzina zamordowanej dziennikarki sprzeciwia się składowi komisji badającej sprawę

Rodzina zamordowanej maltańskiej dziennikarki Daphne Caruany Galizii protestuje przeciwko składowi komisji powołanej przez premiera Josepha Muscata do przeprowadzenia niezależnego publicznego dochodzenia w sprawie tego, czy rząd mógł zapobiec zabójstwu. Caruana Galizia, która pisała o korupcji wśród maltańskich polityków, zginęła w zamachu bombowym przed swoim domem w październiku 2017 roku.

Zarzut morderstwa dziennikarki postawiono trzem mężczyznom, którzy mają stanąć przed sądem. Policja kontynuuje dochodzenie, by ustalić, kto zaplanował zabójstwo i jaki był jego motyw. Przeprowadzenie niezależnego publicznego dochodzenia zostało przewidziane w czerwcowej rezolucji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

W skład komisji weszli: emerytowany sędzia Michael Mallia, prawnik i ekspert ds. prawa konstytucyjnego Ian Refalo i były ekspert z zakresu medycyny sądowej Anthony Abela Medici.

Rodzina zabitej dziennikarki w wydanym oświadczeniu poprosiła o spotkanie z premierem w celu przedyskutowania wątpliwości dotyczących składu komisji. Podkreślono, że komisja nie zrealizuje swojego celu, jeśli społeczeństwo będzie miało wątpliwości co do jej niezależności i bezstronności.

Rzecznik biura premiera poinformował, że trwają w tej sprawie rozmowy z rodziną zabitej dziennikarki.
Źródło info i foto: interia.pl

W przyszłą środę będzie gotowy raport z pracy komisji ds. Amber Gold

W przyszłą środę na posiedzeniu komisji zostanie posłom udostępniony raport końcowy – poinformowała w czwartek PAP przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann (PiS). W raporcie tylko dwie instytucje państwowe oceniono pozytywnie – KNF i Ministerstwo Gospodarki – dodała.

Podczas posiedzenia komisji raport zostanie udostępniony, a potem posłowie dostaną czas na zapoznanie się z nim – powiedziała Wassermann.

Raport na ten moment, a cały czas jeszcze coś dopisujemy, ma 633 strony, więc dam członkom komisji około miesiąca na zapoznanie się, sformułowanie uwag, potem będzie dyskusja, głosowanie, no i kończymy pracę – dodała szefowa komisji.

Pytana o główną tezę raportu Wassermann zwróciła uwagę, że „obowiązkiem komisji było badanie instytucji państwowych, które podlegały kontroli Sejmu”. Podkreśliła, że komisja nie miała za zadanie np. ustalać, gdzie jest przechowywane złoto Amber Gold albo gdzie zostały przekazane pieniądze.

Komisja tylko i wyłącznie miała za zadanie analizę postępowania tych funkcjonariuszy publicznych, którzy podlegają kontroli Sejmu – zaznaczyła Wassermann.

Przyznała też, że z powodów prawnych zawiadomienia do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa komisja przekazywała na bieżąco, a nie zostawiała sobie na koniec prac.

Gdy zobaczyłam w roku 2016 dokumenty, zorientowałam się, że w przypadku dużej części przestępstw jesteśmy na granicy przedawnienia, nie możemy więc czekać, tylko musimy te zawiadomienia przesyłać na bieżąco – wyjaśniła.

Jak dodała, zawiadomienia zostały więc przekazane i „postępowania się toczą, nawet z efektami”. – Pokażę wyniki pracy prokuratury, na tyle ile mogę, żeby nie utrudnić postępowania – zapowiedziała. We wnioskach końcowych, związanych z raportem, wniosków do prokuratury już jednak nie będzie – przyznała.

Szefowa komisji dodała, że ocena instytucji państwowych, zawarta w raporcie „jest w największej części krytyczna”. – Są tylko dwie instytucje, które możemy ocenić pozytywnie lub pozytywnie z pewnymi uwagami, natomiast większość z tych ocen jest bardzo zła – powiedziała.

Te dwie instytucje ocenione pozytywnie to Ministerstwo Gospodarki oraz Komisja Nadzoru Finansowego. Pozostałe, jak dodała, działały „w sposób zły albo nawet krytyczny”. Do instytucji najgorzej ocenionych należy np. prokuratura – poinformowała szefowa komisji.

Zgodnie z ustawą o sejmowej komisji śledczej, jej przewodniczący przygotowuje i przedstawia komisji projekt stanowiska w badanej przez komisję sprawie. Do tego stanowiska członkowie komisji mogą zgłaszać poprawki. Ostatecznie swój końcowy raport komisja przyjmuje w drodze uchwały.

Celem powołanej w lipcu 2016 r. komisji śledczej było zbadanie i ocena prawidłowości i legalności działań podejmowanych wobec Amber Gold przez rząd, w szczególności ministrów: finansów, gospodarki, infrastruktury, spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i podległych im funkcjonariuszy publicznych. Od początku funkcjonowania komisja przesłuchała 150 świadków, zapoznała się też z dokumentami.

Do zadań komisji należało też zbadanie działań, jakie podejmowali w sprawie spółki: prezes UOKiK, Generalny Inspektor Informacji Finansowej, prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego, a także prokuratura oraz organy powołane do ścigania przestępstw, w szczególności szefowie ABW i CBA oraz Komendant Główny Policji i podlegli im funkcjonariusze publiczni. Komisja śledcza miała także zbadać działania podejmowane ws. Amber Gold przez Komisję Nadzoru Finansowego.

Ostatnim przesłuchiwanym świadkiem, w listopadzie 2018 roku, był były premier Donald Tusk. Poza nim w 2018 roku zeznania przed komisją złożyli m.in. b. szef resortu finansów Jan Vincent-Rostowski, b. wiceszef MF Andrzej Parafianowicz, oraz b. szefowie: KPRM Tomasz Arabski, MSW – Jacek Cichocki, CBA – Paweł Wojtunik, ABW – Krzysztof Bondaryk, BOR – gen. Marian Janicki, a także syndyk masy upadłości Amber Gold Józef Dębiński.

We wrześniu ub. roku komisja zdecydowała, że m.in. wobec Parafianowicza złoży zawiadomienie do prokuratury „za szereg elementów składających się na niedopełnienie obowiązków po jego stronie” w związku ze sprawą Amber Gold.

Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W połowie 2011 r. spółka przejęła większościowe udziały w liniach lotniczych Jet Air, następnie w niemieckich OLT Germany, a pod koniec 2011 r. w liniach Yes Airways. Powstała wtedy marka OLT Express.

Linie OLT Express upadłość ogłosiły pod koniec lipca 2012 r. Z kolei Amber Gold ogłosiła likwidację 13 sierpnia 2012 r., a tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich. Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. swoich klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo Pauliny D. Są wyniki badań DNA

Badania DNA potwierdziły, że ciało znalezione w Łodzi należy do zaginionej Pauliny D. Dziś ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok kobiety, a także badania toksykologiczne. Na ich podstawie śledczy ustalą, czy nie podano jej środków odurzających. Wczoraj prokuratura otrzymała wstępne wyniki badań próbek DNA. Badanie to pomogło ustalić, że znalezione na Stawach Jana ciało należy do zaginionej Pauliny D.

W związku z postępowaniem zatrzymane zostały trzy osoby – 44-letnia Białorusinka, która usłyszała zarzuty dot. niezawiadomienia o zbrodni zabójstwa, mimo posiadania wiarygodnych informacji o niej oraz składania fałszywych zeznań a także dwóch Gruzinów: 41-letni podejrzany o niezawiadomienie o zabójstwie i 38-letni, któremu jeszcze nie postawiono zarzutów.

Morderca jednak cały czas jest na wolności. Nie wiadomo, czy przebywa jeszcze w Polsce, czy jest już za granicą. Nad sprawą pracuje kilku prokuratorów i grupa funkcjonariuszy policji, a także wielu biegłych i techników. Ze względu na dobro postępowania śledczy nie przekazują na razie bardziej szczegółowych ustaleń.

Zaginięcie 28-letniej Pauliny D. zgłoszono w minioną sobotę. Kobieta wyszła z domu w piątek, by wieczorem spotkać się ze znajomymi. Ostatni raz była widziana w towarzystwie nieznanego mężczyzny – co zapisały kamery monitoringu – na jednej z łódzkich ulic.

Dotychczasowe ustalenia prokuratury wskazują na to, że 28-latka została zamordowana w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Żeromskiego w Łodzi. Na podstawie zabezpieczonych śladów i innych dowodów ustalono, że do zabójstwa doszło w godzinach przedpołudniowych w sobotę, a przed godz. 18 zwłoki – po zapakowaniu w torbę i owinięciu w folię – zostały przewiezione do lasku w okolicach Stawów Jana.
Źródło info i foto: onet.pl

Kompletnie pijany kierowca staranował 8 aut we Wrocławiu

Osiem rozbitych aut, uszkodzona przyczepa samochodowa, znak drogowy i słup oświetleniowy. Taki widok zastali mieszkańcy jednego z wrocławskich osiedli przy ul. Pereca, których około piątej nad ranem obudził ogromy huk. Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, ale po pewnym czasie wrócił i oddał się w ręce policji. Badanie wykazało u niego niemal 2,5 promila alkoholu w organizmie.

– Usłyszałem tylko łoskot, wyjrzałem przez okno, ale nic się nie działo. Tylko jeden samochód pod drzewem miał alarm włączony, więc położyłem się spać – relacjonował w rozmowie z TVN24 pan Jerzy, właściciel jednego ze zniszczonych aut.

Dopiero rano właściciel auta dowiedział się co się wydarzyło. – Przyszedł szwagier i mówi, że moje auto jest całe rozbite i nadaje się do kasacji – opowiadał mężczyzna. Jego samochód stracił koło, nadkole, część drzwi i szybę.

Sprawca pojawił się w trakcie wykonywania czynności przez policję. Oświadczył, że to on kierował pojazdem. Został zatrzymany. 29-latek nie zgodził się na badanie alkomatem, dlatego został przetransportowany na komendę. Badanie wykazało u niego niemal 2,5 promila alkoholu w organizmie. Od mężczyzny pobrano też krew do badań, by sprawdzić, czy nie był pod wpływem środków odurzających.

Mężczyzna uszkodził osiem zaparkowanych na poboczu pojazdów, przyczepkę samochodową, słup oświetleniowy i znak drogowy. BMW, którym dokonał zniszczeń, znaleziono na sąsiedniej ulicy. Miał tylko trzy koła, czwarte leżało w pobliżu rozbitych aut.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Samochody od bezdomnego dla ojca Rydzyka. Skarbówka umyła ręce

To nie Fundacja Lux Veritatis, której prezesem jest ojciec Tadeusz Rydzyk, została obdarowana przez bezdomnego dwoma samochodami. Dlatego nie musiała płacić podatku od darowizny – ustalił dziennik.pl. Izba Administracji Skarbowej w Warszawie zakończyła badanie sprawy. Gdzie są więc samochody i kto powinien rozliczyć się z fiskusem?

Sprawa o. Rydzyka i jego dwóch samochodów marki Volkswagen od bezdomnego Stanisława utknęła w martwym punkcie. Jak już pisaliśmy, zawiadomienie, które złożył Adam Szłapka, poseł i sekretarz Nowoczesnej, przekazano z Torunia do Izby Administracji Skarbowej w Bydgoszczy, a ta wysłała dokumenty do Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

Dlaczego właśnie do stolicy? Bydgoska Izba ustaliła, że poselski wniosek dotyczy, tu cytat: przekazanych przez bezdomnego darowizn dwóch luksusowych samochodów prawdopodobnie na rzecz Fundacji Lux Veritatis z siedzibą w Warszawie, (…) w której Tadeusz Rydzyk pełni funkcję Prezesa Zarządu.

I jak udało się nam ustalić, warszawska IAS zakończyła właśnie badanie sprawy. Efekty?

– W toku przeprowadzonych czynności weryfikacyjnych na podstawie dostępnych Izbie Administracji Skarbowej w Warszawie materiałów źródłowych ustalono, że Fundacja Lux Veritatis nie była stroną darowizny, w związku z czym nie powstał obowiązek podatkowy z tytułu podatku dochodowego od osób prawnych – powiedziała dziennik.pl Anna Szczepańska, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Warszawie.

Co na to poseł Nowoczesnej?

– Fundacja nie była stroną darowizny? To komu auta zostały przekazane? Prawdopodobieństwo otrzymania dwóch samochodów od osoby bezdomnej jest mniejsze niż trafienie szóstki w totolotka, bo w tym przypadku przynajmniej się gra. Nie spotkałem się nigdy z przypadkiem przekazywania samochodów przez osoby bezdomne – skomentował w rozmowie z dziennik.pl Adam Szłapka.

W ocenie polityka najważniejsze będzie to, co ustali prokuratura. A śledczy z Warszawy są na etapie „czynności sprawdzających”

Przypomnijmy: założyciel Radia Maryja ujawnił, skąd ma auta. Stwierdził, że bezdomny Stanisław z Warszawy miał ufundować samochody za pieniądze wygrane w lotto. Ofiarodawca zmarł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Francja: Niedługo poznamy przyczyny śmierci 9-letniej Maelys

Horror we francuskich Alpach! Żandarmeria odnalazła tam nowe szczątki 9-letniej Maelys, która zaginęła prawie pół roku temu w czasie wesela w miejscowości Pont-de-Beauvoisin. Będę one precyzyjnie analizowane, bo były żołnierz Nordahl Lelandais, który przyznał się do jej zabicia, ciągle odmawia podania szczegółów zbrodni.

Poszukiwania szczątków 9-latki prowadzone były przez cały dzień niedaleko miejscowości Pont-de-Beauvoisin, gdzie dziewczynka została porwana prawie pół roku temu w czasie wesela przez jednego z gości – 34-letniego byłego trenera wojskowych psów Nordahla Lelandais. Już wczoraj odkryto tam m.in. czaszkę dziecka. Dziś prokuratura w Grenoble poinformowała, ze odnaleziono już prawie wszystkie szczątki dziewczynki, które zostaną przesłane do podparyskiego laboratorium żandarmerii w celu ustalenia przyczyn jej śmierci. Sprawca twierdzi, że „zabił ją nieumyślnie”, ale odmawia podania szczegółów. 34-latek był już wcześniej karany za drobne przestępstwa, usłyszał też zarzut zabójstwa 23-letniego żołnierza, którego prawdopodobnie podwiózł samochodem z dyskoteki do domu.

W październiku ubiegłego roku policja zdobyła nagranie jednej z kamer monitorujących ulice koło miejsca zaginięcia Maelys de Araujo. Widać na nim 34-letniego byłego żołnierza za kierownicą samochodu. Na siedzeniu obok jest osoba wyglądające jak Maelys – zgadza się wzrost i ubiór.

Uwagę funkcjonariuszy przyciągnęły od samego początku sprzeczności w zeznaniach byłego żołnierza. Okazało się też, że w momencie zaginięcia dziewczynki mężczyzna opuścił wesele. Tłumaczył, że poplamił koszulę i pojechał do domu, żeby się przebrać. Funkcjonariusze zwrócili również uwagę na zadrapania, które mężczyzna miał na rękach. Twierdził wówczas, że wielokrotnie się skaleczył, pracując w przydomowym ogródku. Zapewniał, że nie wie, co się stało z zaginioną dziewczynką.

Po zniknięciu Maelys policja przesłuchała ponad 200 potencjalnych świadków. Setki wolontariuszy pomagały przez kilka dni przeszukiwać okolicę. Psy policyjne odkryły zapach dziewczynki, ale zgubiły go na parkingu przed salą weselną, sugerując, że mogła zostać wepchnięta lub dobrowolnie weszła do jednego z zaparkowanych pojazdów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

W piątek odbędzie się sekcja zwłok Magdaleny Żuk

Samolot z ciałem Magdaleny Żuk wylądował w Warszawie; w piątek rano we Wrocławiu przeprowadzona zostanie sekcja zwłok – poinformował w czwartek po południu minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro.

Około godzinę temu wylądował na Okęciu samolot, który przywiózł zwłoki do kraju. W tej chwili są transportowane do Zakładu Medycyny Sądowej w Warszawie w celu przeprowadzenia specjalistycznego badania tomografem komputerowym – powiedział Ziobro na konferencji prasowej przed 16.00. Badanie to pozwoli w sposób precyzyjny ustalić stan tkanek układu kostnego, tkanek miękkich i poszczególnych organów – dodał. Podkreślił, że taki był też wniosek pełnomocnika rodziny pokrzywdzonej.

W dniu jutrzejszym, w godzinach rannych, odbędzie się we Wrocławiu sekcja zwłok. W związku z tą sekcją zostaną też przeprowadzone konkretne, szczegółowe badania histopatologiczne, toksykologiczne, które odpowiedzą na ważne pytania śledczych i będą miały istotne znacznie dla ustalenia całokształtu okoliczności w tym postępowaniu – powiedział Ziobro.

Minister podkreślił, że ta sprawa to bodaj pierwszy przypadek w historii, kiedy polski prokurator i biegły biorą udział w sekcji zwłok obywatela Polski za granicą. To pokazuje nasze zaangażowanie i profesjonalne podejście do tego postępowania – zaznaczył minister.

Podkreślił, że polska prokuratura podjęła ponadstandardowe działania w całej sprawie. Zbliża się czas urlopowy i Polacy powinni mieć pewność, że w sytuacjach krytycznych polskie państwo będzie ich wspierać – oświadczył Ziobro.

Prokuratura Okręgowa w Jeleniej Górze, która prowadzi śledztwo w sprawie, poinformowała, że po tym, jak ciało zostanie sprowadzone do Polski, zostanie przeprowadzona sekcja zwłok w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

27-letnia Magdalena Żuk 25 kwietnia poleciała na wycieczkę do kurortu Marsa-Alam. Po dwóch dniach partnera kobiety, który miał z nią kontakt telefoniczny, zaniepokoiło jej zachowanie; zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobieta trafiła do szpitala. W tym samym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że kobieta nie żyje. Zmarła w wyniku obrażeń odniesionych wskutek upadku z pierwszego lub drugiego piętra szpitala w Marsa-Alam, gdzie przebywała.

Śledztwo prowadzone jest w kierunku zabójstwa, co jest wstępną kwalifikacją. W toku tego postępowania zakładamy kilka wersji śledczych, w tym zabójstwo mające związek z handlem ludźmi i handlem narkotykami. Brane jest również pod uwagę możliwe załamanie nerwowe i śmierć samobójcza – mówił we wtorek szef Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze Marek Gołębiowski. Nie chciał przesądzać, która wersja jest uznawana za najbardziej prawdopodobną.

Prokuratura informowała, że z wstępnego raportu medycznego (który powstał po sekcji zwłok przeprowadzonej w Egipcie) nie wynika, aby na ciele ofiary znaleziono ślady, które świadczyłyby o użyciu wobec niej przemocy. Zdaniem prokuratury, aby jednak ostatecznie wykluczyć udział osób trzecich, potrzebne są dodatkowe badania, m.in. biologiczne.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Biegli przygotują opinię ws. Kajetana P. do końca miesiąca

Nowy zespół biegłych przeprowadzi w najbliższym czasie jednorazowe badanie psychiatryczno-psychologiczne Kajetana P. i do końca stycznia prześle warszawskim śledczym ekspertyzę oceniającą stan jego zdrowia psychicznego – dowiedział się portal tvp.info. Od ponad dwóch tygodni Kajetan P. przebywa na specjalnym oddziale psychiatrycznym poznańskiego aresztu. Został tam przeniesiony z aresztu w Radomiu, ponieważ w grudniu znacznie pogorszył się stan zdrowia podejrzanego o brutalne zabójstwo lektorki włoskiego Katarzyny J.

Według nieoficjalnych informacji P. cierpi na ciężką, dziedziczną chorobę psychiczną. Ta diagnoza miała być m.in. podstawą uznania go przez pierwszy zespół biegłych za niepoczytalnego.

Nowy zespół biegłych, powołany w połowie grudnia na wniosek stołecznej Prokuratury Okręgowej zbada w najbliższym czasie Kajetana P. – Będzie to jednorazowe badanie, ponieważ wyczerpaliśmy już dopuszczalny prawem limit zamkniętej obserwacji psychiatrycznej. Biegłym sprzyja fakt, że na oddziale psychiatrycznym poznańskiego aresztu P. może być nie tylko dozorowany, ale także obserwowany przez fachowy personel. Ostateczna opinia ekspertów Instytutu Psychiatrii i Neurologii ma być gotowa do końca stycznia. Od niej będzie zależało, jakie decyzje podejmiemy w sprawie śledztwa – mówi tvp.info jeden z warszawskich śledczych.

Wciąż za dużo pytań

W czerwcu zakończyła się dwumiesięczna obserwacja psychiatryczna Kajetana P. podejrzanego o brutalne morderstwo Katarzyny J. Biegli, którzy początkowo zapowiadali, że wydadzą opinię w ciągu miesiąca, uznali jednak, że sprawa jest zbyt skomplikowana. Ekspertyza była gotowa w październiku i wynikało z niej, że w chwili morderstwa Kajetan P. był niepoczytalny. Jak się nieoficjalnie dowiedział portal tvp.info, biegli wskazali m.in. na poważaną chorobę psychiczną w rodzinie podejrzanego.

Od samego początku z ustaleniami biegłych nie zgadzali się prowadzący śledztwo prokuratorzy i policjanci. Zwracali uwagę, że zbrodnia była przygotowana „na zimno”. Podczas składania wyjaśnień Kajetan P. starał się mówić tonem beznamiętnym, ukrywając uczucia. Nie wyraził skruchy czy żalu.

– Dlatego zdecydowaliśmy się powołać nowy zespół biegłych. Eksperci dadzą ostateczną odpowiedź na pytanie, czy Kajetan P. był poczytalny w chwili morderstwa, czy też nie. Mieliśmy dużo wątpliwości co do pierwszej opinii. Uznaliśmy, że nie daje nam odpowiedzi na wszystkie nasze pytania – mówił w grudniu jeden ze śledczych.

Koszmarne odkrycie

W środę 3 lutego 2016 r., strażacy dostali wezwanie do budynku przy ul. Potockiej na warszawskim Żoliborzu. Zaniepokojeni sąsiedzi zaalarmowali, że z lokalu na pierwszym piętrze wydobywa się dym. Po wejściu do środka strażacy odkryli, że pali się duży worek. Okazało się, że w środku jest ciało młodej kobiety bez głowy. Znaleziono ją w innym pomieszczeniu, ukrytą w plecaku. Dzień później śledczy potwierdzili, że zamordowaną jest Katarzyna J., mieszkanka Radomia, która jakiś czas temu zamieszkała w Warszawie.

Kajetan P. uciekł z Polski, najpierw do Niemiec, a później do Włoch, skąd dotarł na Maltę. Tam właśnie został zatrzymany 17 lutego. Planował wtedy wyjazd do Tunezji.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła mu 27 lutego zarzut zabójstwa Katarzyny J. Kajetan P. przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Zrezygnował z renomowanego prawnika, którego wynajęła mu rodzina. Stwierdził, że chce sam bronić się przed sądem. Jednak prokuratura przyznała mu obrońcę z urzędu.

Przypadkowa ofiara

Decyzję o morderstwie P. miał podjąć „miesiąc lub dwa przed samym zdarzeniem”. Podczas przesłuchania tłumaczył, że morderstwo miało na celu – jak sam powiedział – „pozbycie się słabości, jaką jest przekonanie, iż życie ludzkie jest warte więcej od świni lub komara”.

– Poszukiwał ofiary. Uznał, ze powinna to być osoba obca, lektor języka, ponieważ z taką osobą miałby – z uwagi na wykonywane obowiązki – pewną nić porozumienia i wzbudzałby zaufanie. Całkowity przypadek zadecydował, że ofiarą została Katarzyna J. Telefon do niej znalazł na stronie internetowej z ogłoszeniami o korepetycjach językowych – mówił prok. Przemysław Nowak, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Żródło info i foto: TVP.info

Piekary Śląskie: Nie żyje 2-letnie dziecko. Matka i konkubent na przesłuchaniu

Okoliczności śmierci 2,5-letniej dziewczynki bada policja w Piekarach Śląskich. W sobotę wieczorem do dziecka wezwano pogotowie, a lekarz zawiadomił policję. – Zgłoszenie o śmierci dziewczynki otrzymaliśmy od lekarza pogotowia, który przybył na miejsce zdarzenia w sobotę po godz. 21. Dziecko miało siniaki, nie były to jednak obrażenia świeże. Przyczynę śmierci określi zarządzona przez prokuratora sekcja zwłok. Przesłuchania matki i ojczyma również będą odbywały się jutro – powiedziała tvp.info st. aspirant Dagmara Wawrzyniak z piekarskiej policji.

W mieszkaniu była 24-letnia matka dziewczynki, jej 32-letni konkubent oraz 5-letnia siostra zmarłej, którą przekazano pracownikom Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Badanie stanu trzeźwości mężczyzny wykazało 2 promile alkoholu.

– Podczas policyjnej interwencji kobieta właściwie się nie odzywała, być może była w szoku – relacjonowała policjantka. Dziewczynka miała na ciele liczne siniaki a także urazy głowy.
Żródło info i foto: TVP.info

Na Sardynii skradziono próbki z DNA stulatków

Na Sardynii nieznani sprawcy ukradli 14 tysięcy próbek z materiałem DNA mieszkańców, w tym wielu stulatków. Ta włoska wyspa słynie na świecie z długowieczności, a badania jej przyczyn prowadzone są od lat. Badacze z wielu krajów i uniwersytetów oraz instytutów naukowych analizują od dawna fenomen długowieczności i zdrowia Sardyńczyków i szukają przyczyn zarówno w ich diecie oraz trybie życia, jak i predyspozycjach genetycznych.

Włoskie media podały, że kradzieży dokonano w banku danych naukowych Genos w mieście Ogliastra, gdzie przechowanych jest 230 tys. zgromadzonych przez wiele lat próbek, m.in. z materiałem od 13 tys. ochotników, zarówno dzieci, jak i stulatków.

Zebrano je po to, by spróbować dotrzeć do sekretu wyjątkowej zdolności Sardyńczyków do dożywania bardzo sędziwego wieku, jak również by przeprowadzić badania dotyczące chorób endemicznych, czyli utrzymujących się na określonym obszarze.

Naukowcy uważają zbiór ten za bezcenny i, jak zauważa prasa, zapewne właśnie to skłoniło nieznanych sprawców do włamania się do tego skarbca, w którym próbki przechowuje się w temperaturze minus 80 st. Celsjusza.

Dochodzenie w sprawie włamania do lodówki w laboratorium prowadzi miejscowa prokuratura, która poleciła karabinierom, by dokładnie przeliczyli próbki, jakie pozostały.

Przy okazji zauważa, że ich kradzież wymagała specjalnego, kompetentnego przygotowania i skrupulatnych zabiegów, bo – jak wyjaśnili eksperci – skrzynki z materiałem biologicznym po wyjęciu z lodówki musiały natychmiast zostać obłożone lodem, a następnie załadowane do samochodu.

Naukowcy uspokajają, że złodzieje próbek niewiele mogą zrobić ze swoim łupem i na pewno nie stworzą dzięki niemu eliksiru zapewniającego długowieczność. Zagadką pozostaje natomiast to, na czyje zamówienie dokonano włamania. Wśród hipotez stawianych przez mieszkańców wyspy pojawiła się i ta, że próbki mogą trafić do koncernu farmaceutycznego, który będzie próbował wyprodukować specyfik gwarantujący długie życie.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl