Wspólna akcja KAS i CBŚP. 10 milionów papierosów wśród koszulek z Bangladeszu

Prawie 10 mln nielegalnych papierosów wartych ok. 6,8 mln zł wykryli w kontenerze z koszulkami funkcjonariusze pomorskiej KAS i CBŚP z Gdańska – podała Krajowa Administracja Skarbowa i Centralne Biuro Śledcze Policji. Dodano, że Skarb Państwa mógł stracić ponad 11 mln zł. Pod koniec stycznia funkcjonariusze KAS i CBŚP skontrolowali kontener, który przypłynął z portu Chittagong w Bangladeszu. Obie służby podkreśliły, że sprawdzenie kontenera, to efekt wymiany informacji pomiędzy pomorską KAS i CBŚP z Gdańska.

Zgromadzone przez służby informacje doprowadziły do szczegółowej kontroli transportu z deklarowanym ładunkiem koszulek, który miał trafić na Węgry – funkcjonariusze najpierw zeskanowali kontener za pomocą urządzenia RTG, a następnie użyto psa wyszkolonego do wykrywania tytoniu.

– Zarówno obraz zarejestrowany przez skaner, jak i reakcja psa służbowego nie pozostawiały złudzeń, co do konieczności szczegółowego sprawdzenia kontenera – powiedziała rzeczniczka prasowa CBŚP nadkom. Iwona Jurkiewicz.

Funkcjonariusze tuż po otwarciu kontenera zobaczyli kartony z koszulkami, za którymi przemytnicy ukryli kontrabandę. – Jest to dość powszechna praktyka stosowana przez grupy przestępcze zajmujące się przemytem kontenerowym – oceniła Jurkiewicz.

– Po wyładowaniu kartonów z towarem mundurowi dotarli do niemal 10 mln szt. papierosów bez polskich znaków akcyzy. Nielegalny towar został zabezpieczony. Szacunkowa wartość rynkowa zatrzymanego towaru wynosi ok. 6,8 mln zł – Skarb Państwa mógł stracić na tej próbie przemytu ponad 11 mln zł – przekazała rzecznik szefa KAS Anita Wielanek.

Dalsze czynności w tej sprawie wykonuje Pomorski Urząd Celno-Skarbowy w Gdyni wspólnie z Prokuraturą Rejonową w Gdyni.
Źródło info i foto: TVP.info

Bangladesz: Islamiści skazani na śmierć za zamach

W Bangladeszu zapadł wyrok w sprawie zamachu terrorystycznego z 2016 roku, w którym zginęły 22 osoby. Siedmiu członków islamistycznego ugrupowania bojowego zostało skazanych na śmierć. Sędzia specjalnego sądu do walki z terroryzmem w Dhace Mojibur Rahman uznał islamistów z ugrupowania Dżamaat ul-Mudżahidin Bangladesz (JMB) za winnych wielu zarzutów, w tym zaplanowania ataku, przygotowania bomb i zabójstwa.

Zarzuty im postawione zostały udowodnione ponad wszelką wątpliwość. Sąd wymierzył im najwyższa karę – powiedział dziennikarzom prokurator Golam Sarwar Khan po ogłoszeniu werdyktu. Jeden z ośmiu oskarżonych islamistów, został uniewinniony. Cała siódemka, która została skazana na najwyższy wymiar kary przez powieszenie, twierdzi, że jest niewinna i może jeszcze odwołać się od wyroku.

Rozprawa odbywała się w warunkach zwiększonych środków bezpieczeństwa.

Po ogłoszeniu wyroku oskarżeni mężczyźni, którzy – jak pisze Reuters – wyglądali wyzywająco – krzyczeli na sali sądowej: „Allahu akbar” (Bóg jest wielki).

Atak na kawiarnię w stolicy

W lipcu 2016 r. islamiści z JMB zaatakowali kawiarnię w Dhace, biorąc 22 zakładników, w tym 18 cudzoziemców z Japonii, Włoch i Indii, i wszystkich zabili w ciągu 12 godzin.

Do ataku przyznała się sunnicka ekstremistyczna organizacja zbrojna Państwo Islamskie (IS), ale premier Hasina Wazed odrzuciła to, mówiąc, że IS jest nieobecna w Bangladeszu i, że za zamachem stoi lokalne ugrupowanie. Po tamtym ataku siły bezpieczeństwa przystąpiły do rozprawy z islamistami w ramach polityki „zerowej tolerancji” ogłoszonej przez premier.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Oskarżyła dyrektora o molestowanie, została spalona żywcem. 16 osób z zarzutami

Szesnaście osób usłyszało zarzuty w sprawie brutalnego morderstwa 19-letniej Nusrat Jahan Rafi, uczennicy szkoły islamskiej w Pheni w Bangladeszu. Nastolatka najpierw została zwabiona na dach szkoły, a następnie oblana naftą i podpalona. Jej zabójstwo miał zlecić dyrektor szkoły, którego Rafi oskarżyła o molestowanie seksualne.

Nusrat oskarżyła dyrektora szkoły o molestowanie 27 marca – to wtedy udała się na posterunek policji w Pheni (małe miasto leżące 180 km od stolicy kraju – Dhaki) i poinformowała, że gdy dyrektor Siraj Ud Doula zaprosił ją do swojego gabinetu, gdzie dotykał ją w miejsca intymne.

Mężczyzna został aresztowany, a nastolatka wróciła do szkoły. Większość uczniów domagała się jednak wypuszczenia mężczyzny. Przekonywali, że zarzuty Rafi są bezpodstawne. Rodzina nastolatki zeznała, że dziewczyna bała się o swoje bezpieczeństwo.

„Będę walczyć do ostatniego tchnienia”

6 kwietnia, w dniu egzaminów końcowych, jedna ze znajomych Rafi miała poinformować ją, że jej przyjaciel został pobity na dachu szkoły. Gdy dziewczyna dotarła na miejsce otoczyła ją grupa osób w burkach, które zaczęły domagać się, by Nusrat wycofała oskarżenia. W momencie, w którym 19-latka odmówiła, została oblana naftą i podpalona.

Szef biura śledczego policji w Pheni Banaj Kumar Majumder poinformował, że napastnicy chcieli upozorować samobójstwo nastolatki. Po tym, jak zamaskowane osoby uciekły z miejsca zdarzenia, 19-latka została przetransportowana do szpitala. Oparzenia pokrywały 80 proc. jej ciała.

Nastolatka, cały czas przytomna, przeczuwając, że nie przeżyje, nagrała swoje zeznanie na telefon komórkowy. – Nauczyciel dotykał mnie. Będę walczyć z tą zbrodnią do mojego ostatniego tchnienia – mówiła na nagraniu. Nusrat podczas swojego ostatniego nagrania zidentyfikowała kilku napastników – według niej byli to uczniowie medresy.

Zaplanowana zbrodnia

Nusrat zmarła 10 kwietnia na skutek odniesionych obrażeń, w szpitalu w Dhace. W jej pogrzebie wzięło udział tysiące osób.

Policja w sprawie zatrzymała 16 osób. Wśród nich są uczniowie szkoły, do której uczęszczała Nusrat, oskarżony o molestowanie dyrektor, a także dwóch lokalnych polityków, którzy byli w zarządzie placówki.

Śledczy poinformowali, że dyrektor przyznał się do zlecenia zabójstwa nastolatki. Według policji zbrodnia została zaplanowana bardzo dokładnie – oskarżony mężczyzna zlecił kupienie rękawiczek, burek i nafty. Polecił też, by w dniu zabójstwa część uczniów pilnowała, by do środka wchodzili tylko uczniowie placówki. Dlatego też 6 kwietnia, do szkoły nie został wpuszczony brat Nufrat, który regularnie ją odprowadzał.

Zeznania pokrywające się z wersją Nusrat potwierdziła większość oskarżonych. Z kolei politycy zamieszani w sprawę zaprzeczają, że mają z nią cokolwiek wspólnego. Sąd ma wkrótce wyznaczyć termin rozprawy. Premier Bangladeszu Sheikh Hasina, która spotkała się z rodziną nastolatki poinformowała, że osoby, które przyczyniły się do śmierci Rafi nie uciekną przed wymiarem sprawiedliwości.

– Chcemy, by wszyscy odpowiedzialni za tę zbrodnię zostali skazani na śmierć – zapewnił „The Guardian” brat zamordowanej nastolatki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejny brutalny gwałt na plaży w Rimini. Sprawcą 37-latek z Bangladeszu

Włoska policja zatrzymała podejrzanego o gwałt 37-latka pochodzącego z Bangladeszu. Mężczyzna był dobrze znany śledczym, miał w kartotece już trzy inne podejrzenia o napaści seksualne, w tym jedną na osobę nieletnią.

Ofiarą jest turystka z Danii. 26-latka wieczorem pokłóciła się z chłopakiem i sama wracała do hotelu. To wtedy zaczął zaczepiać ją uliczny handlarz różami. Miał najpierw „komplementować” kobietę, a później zaciągnął ją w krzaki i brutalnie zgwałcił.

Krzyczącą ofiarę usłyszał klient pobliskiej restauracji. Przybiegł na miejsce, przez co wystraszył oprawcę. Już po zatrzymaniu gwałciciela, świadek go rozpoznał i pomógł zidentyfikować – informuje breitbart.com.

To kolejny gwałt na turystce we Włoszech w ostatnim czasie. Niedawno ofiarą napaści seksualnej padła inna turystka z Danii, która wypoczywała z rodziną nad jeziorem Garda. Rok temu ofiarą gwałtu w Rimini padła też młoda Polka.
Źródło info i foto: o2.pl

Rzym: Imigrant z Bangladeszu zgwałcił młodą Finkę

Młoda kobieta z Finlandii została zgwałcona w Rzymie przez imigranta z Bangladeszu, który ma prawo pobytu we Włoszech z powodów humanitarnych – podały media. Sprawca napaści został aresztowany.

Włoskie media wyjaśniły, że do ataku doszło w nocy z piątku na sobotę w rejonie dworca Termini. Do młodej Finki, idącej z koleżanką po wieczorze w barze podszedł mężczyzna, który zaoferował, że odwiezie ją do domu. Jej koleżanka nie skorzystała z propozycji i wzięła taksówkę.

Finka została wciągnięta do pustej klatki schodowej i zgwałcona. Kobieta złożyła zeznania na policji, a potem trafiła do szpitala. Gwałciciela aresztowano. Okazał się nim 22-letni imigrant z Bangladeszu, z prawem pobytu we Włoszech z powodów humanitarnych. Prasa przytacza zeznania ofiary, która mówiła, że napastnik groził jej śmiercią.

Przypomina się, że prawo pobytu z powodów humanitarnych ma także sprawca napaści na polskich turystów w Rimini, 20-letni Kongijczyk. Burmistrz Wiecznego Miasta Virginia Raggi wyraziła solidarność z kobietą z Finlandii i oświadczyła: „Rzym nie akceptuje żadnej formy przemocy”.
Źródło info i foto: TVP.info

Buddyjski mnich produkował metamfetaminę w klasztorze

W Birmie policja aresztowała buddyjskiego mnicha. Według relacji służb w jego samochodzie i klasztorze znaleziono ponad 4 miliony tabletek metamfetaminy. Mnich został zatrzymany w niedzielę w północnym stanie Rakhine, który graniczy z Bangladeszem. Miejscowe władze zostały ostrzeżone, że planuje on przemycić nielegalnie wyprodukowaną metę.

Departament do zwalczania przestępczości narkotykowej znalazł w samochodzie mnicha 400 tysięcy pigułek. Kolejne przeszukania w klasztorze aresztowanego doprowadziły do zabezpieczenia ponad czterech milionów tabletek metamfetaminy wartych blisko czterech milionów dolarów. W samochodzie mnicha znaleziono ponadto prawie osiemset dolarów w gotówce.

– Nie jest to zwykły przypadek. Kiedy zostaliśmy poinformowani o zatrzymaniu mnicha byliśmy w szoku – powiedział Kyaw Mya Win, policjant z Township.

Birma jest jednym z głównych producentów metamfetaminy, która najczęściej trafia do krajów sąsiednich na południowym-wschodzie. Państwo to jest także drugim co do wielkości na świecie wytwórcą opium i heroiny. Dyrektor generalny Ministerstwa Spraw Religijnych, Soe Min Tun przyznał, że mnich będzie musiał porzucić stan zakonny i stać się zwykłym człowiekiem.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolejne zatrzymania po ataku w Dhace

Służby bezpieczeństwa z Bangladeszu aresztowały w czwartek cztery osoby z islamskiej organizacji Jamaat-ul-Mujahideen – podaje Reuter. Podejrzane są one o udział w organizacji ataku terrorystycznego, do którego doszło na początku lipca w Dhace. Zginęły wtedy 22 osoby, głównie cudzoziemcy. W ręce policji wpadło trzech członków organizacji oraz ich przywódca. Funkcjonariusze z elitarnej jednostki Rapid Action Battalion dokonali szturmu na jedno z mieszkań znajdujących się na peryferiach stolicy Bangladeszu. Wśród zatrzymanych jest student medycyny.

W mieszkaniu policja znalazła dużą ilość amunicji, broni, materiałów wybuchowych oraz podręczniki dla dżihadystów. To nie pierwsze zatrzymania w sprawie zamachu. W sobotę policja metropolitalna w Dhace aresztowała trzy osoby, które wynajęły lokal sprawcom ataku na restaurację w ekskluzywnej dzielnicy Dhaki. Wśród aresztowanych byli profesor Uniwersytetu Północ-Południe (North South University), jego siostrzeniec oraz administrator posiadłości.

Zarzuca się im ukrycie faktu wynajmu mieszkania. W lokalu znaleźli schronienie powiązani z Państwem Islamskim terroryści, którzy wprowadzili się w czerwcu, przekształcili mieszkanie w mały skład broni i bezpośrednio stamtąd przeprowadzili atak na restaurację. Terroryści lokal zaatakowali 2 lipca. Zginęło wtedy 22 zakładników, w tym 18 cudzoziemców. Wśród ofiar byli m.in. Włosi, Japończycy i Amerykanie. Restauracja, w której doszło do zamachu, była popularna wśród dyplomatów. Do ataku przyznało się Państwo Islamskie (IS).
Żródło info i foto: RMF24.pl

ISIS nie stoi za zamachem w Dhace

Za atak na restaurację w stolicy Bangladeszu, Dhace, jest odpowiedzialna organizacja Dżamatul Mudżahedin Bangladesz – poinformował szef resortu spraw wewnętrznych tego kraju. Ugrupowanie to nie ma powiązań z tzw. Państwem Islamskim, które według wcześniejszych informacji miało stać za zamachem.

W zaatakowanej w piątek późnym wieczorem przez terrorystów restauracji zginęło łącznie 26 osób. Wśród zabitych jest 20 zakładników i sześciu napastników. Po ponad 12 godzinach od wtargnięcia terrorystów do lokalu, policja i siły specjalne przeprowadziły szturm. Jednego z napastników ujęto.

Większość ofiar to osoby, które zostały śmiertelnie ranne podczas strzelaniny, gdy terroryści opanowali restaurację. Wśród 13 zakładników, których uwolniono, jest obywatel Japonii i dwoje obywateli Sri Lanki.

MSZ Włoch oświadczyło, że wśród ofiar śmiertelnych ataku jest dziewięciu włoskich obywateli. Według agencji Ansa zabici w stołecznej kawiarni Włosi to przedsiębiorcy i handlowcy, prowadzący interesy w Bangladeszu. Przedstawiciel władz Japonii podał, że wśród zabitych jest siedmioro obywateli japońskich, w tym pięciu mężczyzn i dwie kobiety.
Żródło info i foto: TVP.info

Atak na restaurację w Dhace. Napastnicy krzyczeli „Allahu Akbar”

Policja i wojsko zakończyły w sobotę rano szturm na restaurację w stolicy Bangladeszu Dhace, gdzie uzbrojeni napastnicy przetrzymywali zakładników. Uwolniono 13 zakładników, zabito sześciu terrorystów – podaje AFP. Wśród oswobodzonych są cudzoziemcy – poinformowali funkcjonariusze.

„Zastrzeliliśmy co najmniej sześciu terrorystów i oczyściliśmy główny budynek, jednak operacja trwa dalej” – mówił agencji Associated Press dowódca policyjnych Batalionów Szybkiego Reagowania (RAB) pułkownik Tuhin Mohammad Masud. Podkreślił, że wśród ofiar są zakładnicy, jednak nie chciał podać ilu dokładnie. W gronie uratowanych był natomiast Japończyk i dwie osoby ze Sri Lanki. Masud dodał, że zatrzymano też kilku bojowników.

Co się stało?

W piątek około 21:20 lokalnego czasu uzbrojeni napastnicy wtargnęli do restauracji w Holey Artisan Bakery w popularnej wśród dyplomatów dzielnicy Gulshan w mieście Dhaka, stolicy Bangladeszu. Lokal był pełen gości. Według właściciela lokalu Sumona Rezy, który zdołał uciec, do środka weszli mężczyźni uzbrojeni w broń ręczną, granaty i ładunki wybuchowe. Otworzyli ogień krzycząc „Allahu Akbar” (arab. „Bóg jest wielki”).

W szturmie na restaurację uczestniczyło ponad 100 komandosów wspieranych przez pojazdy opancerzone. Napastnicy mieli przetrzymywać ok. 35 zakładników, w tym 20 cudzoziemców; wcześniej udało się uwolnić 12 osób. Policja podała, że w operacji zginęło dwóch funkcjonariuszy.
Podczas wymiany ognia z napastnikami rany odniosło 26 osób, z czego 10 jest w stanie krytycznym – podały źródła medyczne. Wśród poszkodowanych ma być tylko jeden cywil.
Według agencji Associated Press podczas szturmu z wnętrza restauracji dały się słyszeć dwie silne eksplozje.
Kim są zakładnicy?
Jak poinformował Mizanur Rahman Bhuiyan, zastępca szefa policyjnych Batalionów Szybkiego Reagowania (RAB), nie było jasne ilu napastników i zakładników znajduje się w restauracji.

Z pierwszych informacji wynikało, że restauracja została zaatakowana przez 8-9 osób. Włoski ambasador w Bangladeszu Mario Palma powiedział włoskiej telewizji, że wśród przetrzymywanych w restauracji są Włosi. Wcześniej pojawiły się tez informacje, że wśród zakładników są obywatele Indii.

Kto za tym stoi?

Wcześniej Państwo Islamskie (IS), które przyznało się do ataku, umieściło w sieci zdjęcia cudzoziemców, którzy mieli ponieść śmierć podczas ataku na restaurację. Według IS miały zginać 24 osoby, ale policja zaprzecza temu.

Zamachy w 160-milionowym Bangladeszu, kraju głównie muzułmańskim, rozpoczęły się w 2013 roku i nasiliły w dwa lata później. Ich ofiarami padają chrześcijanie, buddyści, hinduiści oraz członkowie muzułmańskich sekt niezwiązanych z sunnizmem, wolnomyśliciele, działacze na rzecz praw homoseksualistów, obywatele obcych państw oraz blogerzy krytykujący islamski fundamentalizm.

Pogarszająca się sytuacja w dziedzinie bezpieczeństwa powoduje, że z Bangladeszu wycofują się zagraniczni inwestorzy, w tym zwłaszcza zachodni producenci odzieży, którzy mają w tym kraju wiele zakładów produkcyjnych.
Żródło info i foto: interia.pl

Hakerzy przeprowadzili atak na system, którym banki przesyłają pieniądze

Hakerom udało się dostać do światowej sieci wymiany informacji między bankami SWIFT, która uważana jest za bardzo bezpieczną i za pomocą której codziennie przesyłane są miliardy dolarów. Był to już drugi taki atak; do pierwszego doszło w lutym. Wykradziono wtedy z konta banku centralnego Bangladeszu 81 milionów dolarów.

W drugim przypadku celem ataku był bank komercyjny – powiedziała cytowana przez agencję Reutera rzeczniczka SWIFT Natasha de Teran. Nie podała jednak nazwy banku. Na razie nie wiadomo, czy napastnicy wykradli pieniądze i jaka była to ewentualnie suma.

Wcześniej SWIFT ostrzegał, że atak na bank centralny Bangladeszu nie był odosobnionym przypadkiem, ale twierdzono wówczas, że podstawowy system wymiany informacji nie został naruszony. Jednak po potwierdzeniu przez SWIFT drugiego ataku na bank najpewniej zwiększony zostanie nadzór nad bezpieczeństwem sieci, która jest istotą światowego systemu finansowego – komentuje agencja Reutera.

SWIFT napisał w oświadczeniu, że napastnicy wykazali się „głęboką i wyrafinowaną znajomością kontroli operacyjnej” w bankach, które były ich celem i mogli zdobyć tę wiedzę przy pomocy dobrze poinformowanych osób lub za pomocą cyberataków, a być może jednego i drugiego. SWIFT to stowarzyszenie z siedzibą w Belgii, którego właścicielem są banki członkowskie. System pośredniczący w transakcjach między 11 tys. instytucji finansowych na całym świecie i jest niezbędny do funkcjonowania świata finansów.
Jak podała organizacja, według ekspertów ten drugi przypadek ataku świadczy o tym, że atak na banglijski bank „nie był odosobnionym przepadkiem, lecz był częścią szerszej i wysoce adaptacyjnej kampanii wymierzonej w banki”.

Władze Bangladeszu wciąż badają lutowy cybernapad na rachunek banglijskiego banku centralnego w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. Hakerom udało się wtedy przelać 81 mln dolarów na różne konta na Filipinach za pomocą wiadomości, które wydawały się pochodzić z banku centralnego Bangladeszu. SWIFT przyznał, że autorzy tego ataku wprowadzili zmiany w oprogramowaniu SWIFT, by ukryć dowody fałszywych transferów. Jednak stowarzyszenie podawało, że system wymiany informacji nie został naruszony.

W obu przypadkach według SWIFT dobrze poinformowanym osobom lub hakerom udało się wejść do systemów banków, które były ich celem, uzyskać poświadczenia użytkownika i zainicjować fałszywe transfery. W drugim przypadku napastnicy wykorzystali też złośliwe oprogramowanie o nazwie „Trojan PDF reader”, by w celu ukrycia śladów zmanipulować raporty w PDF potwierdzające wiadomości.
Żródło info: RMF24.pl