Świadkowie wypadku z udziałem Beaty Szydło przed sądem

Trwa proces w sprawie wypadku byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało dziś sześciu świadków. Trzech z nich zgodziło się, aby dziennikarze wysłuchali ich odpowiedzi. Dwaj mężczyźni i kobieta stwierdzili zgodnie, że podczas przejazdu rządowej limuzyny nie słyszeli sygnałów dźwiękowych, a jedynie widzieli sygnały świetlne.

Posiedzenie sądu w sprawie wypadku z udziałem rządowej kolumny i fiata seicento odbyło się przed sądem w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało sześciu uczestników terapii uzależnień. Wcześniej sąd pytał każdego ze świadków, czy zgadzają się na składanie zeznań w obecności dziennikarzy i czy obecność mediów nie będzie dla nich problemem ze względu m.in. na poruszanie prywatnych problemów, takich jak problemy zdrowotne.

Trzy osoby zgodziły się odpowiadać w obecności dziennikarzy na pytania dotyczące wypadku z 10 lutego 2017 roku, w którym ranna została premier Beata Szydło i funkcjonariusz BOR. Każdy z tych świadków zeznał, że widział sygnały świetlne rządowej kolumny. Żadna z tych osób nie słyszała jednak sygnałów dźwiękowych.

– Widziałam niebieskie światła. Kilka sekund później usłyszałam huk. Sygnałów dźwiękowych nie słyszałam ani przed hukiem, ani po nim. Gdyby pojazdy miały włączone sygnały dźwiękowe, to bym je słyszała – zapewniła przed sądem Ewa S. cytowana przez portal „Fakty Oświęcim”.

Kobieta zeznała także, że niedługo po wypadku pojechała do domu, jednak jak tylko usłyszała w „Wiadomościach”, że rzekomo kolumna rządowa miała włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe, postanowiła zeznawać. Kolejny świadek – Waldemar H., podobnie jak poprzedniczka, widział sygnały świetlne, ale słyszał tylko huk wypadku. Trzeci świadek, Marek W. odpowiedział podobnie, jak poprzednicy.

Jak relacjonuje portal „Fakty Oświęcim”, prokurator Rafał Babiński wnioskował, aby świadkowie zostali poddani badaniom psychologicznym, psychiatrycznym i internistycznym. Na ten wniosek zareagował adwokat Władysław Pociej – pełnomocnik kierowcy seicento, który stwierdził, że byli oni już zbadani przez biegłych lekarzy.

Podobnie jak trzej świadkowie kierowca seicento – Sebastian Kościelnik, który jest oskarżony o spowodowanie wypadku, w wywiadach twierdził, że nie słyszał sygnałów dźwiękowych. Poruszana podczas rozprawy kwestia jest kluczowa do rozstrzygnięcia, ponieważ zdaniem obrońcy 22-latka, zgodnie z przepisami, aby pojazd był uznany za uprzywilejowany, musi mieć włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe. Kolejna rozprawa w sprawie wypadku z udziałem premier Beaty Szydło w Oświęcimiu odbędzie się w maju.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Wypadek z udziałem premier Beaty Szydło. Proces jest tajny, choć nie powinien

Nie ma powodów, aby utajniać wszystkie informacje związane z wypadkiem Beaty Szydło – twierdzą eksperci cytowani przez „Rzeczpospolitą”. Tylko jedna z sześciu rozpraw w tej sprawie była jawna. W lutym 2017 r. w Oświęcimiu rządowe audi wjechało w drzewo. Jak donosi „Rzeczpospolita”, powołując się nie na informacje z sądu, w trwającym od trzech miesięcy procesie przesłuchano 12 świadków. Wśród nich jest kierowca audi, szef ochrony ówczesnej premier i ośmiu funkcjonariuszy z tzw. kolumny rządowej BOR.

54 osoby do przesłuchania

Zdaniem rozmówców dziennika, utajnianie czynności procesowych może nie służyć sprawie. – Utajnianie wszystkiego jest błędne, także dlatego, że powstaje pole do spekulacji – ocenia Kazimierz Olejnik, były wice-prokurator generalny.

Wyrok w tej sprawie będzie podzielony na część jawną i niejawną. Według dziennika oznacza to, że opinia publiczna nigdy nie dowie się, co mówili funkcjonariusze BOR i premier Szydło. „To ważne, bo nawet prokuratura miała wątpliwości, czy mówili prawdę, zeznając, że rządowa kolumna miała włączone sygnały świetlne i dźwiękowe” – czytamy.

Tajne przesłuchanie Szydło

Utajniono nawet sam fakt przesłuchania obecnej wicepremier, którą do sądu w Krakowie wprowadzano tylnymi drzwiami. – Nie ma najmniejszego powodu, by utajnić proces. Nie ma tu nic, co godziłoby w bezpieczeństwo państwa, a utajnia ten, kto ma coś do ukrycia – powiedział „Rzeczpospolitej” Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.
Źródło info i foto: wp.pl

Wypadek z udziałem Beaty Szydło. Zaskakująca decyzja kierowcy seicento przed krakowskimsądem

Przed Sądem Okręgowym w Krakowie rozpoczęła się druga rozprawa w procesie Sebastiana Kościelnika, kierowcy fiata seicento, oskarżonego o nieumyślne spowodowanie wypadku z udziałem kolumny BOR, w którym poszkodowana została ówczesna premier Beata Szydło. Jeden ze świadków nie stawił się, wobec tego zarządzono przerwę do godz. 11.15.

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu.

Proces rozpoczął się 16 października przed Sądem Rejonowym w Oświęcimiu, jednak ze względu na to, że sąd ten nie posiada sali do wykonywania czynności, gdy postępowanie jest niejawne i konieczne jest korzystanie z materiałów znajdujących się w kancelarii tajnej, kolejną rozprawę wyznaczono w Krakowie. Beata Szydło została wezwana na nią jako świadek – pokrzywdzona. Podobnie jak funkcjonariusz ówczesnego BOR.

Na środowej rozprawie stawił się oskarżony. Reprezentujący go mecenas Władysław Pociej powiedział dziennikarzom przed rozprawą, że jego klient zgodził się na ujawnienie wizerunku oraz imienia i nazwiska. – Mój klient uznaje, że nie ma niczego do ukrycia w tej sprawie, stąd taka decyzja – podkreślił.

Prokuratura zarzuciła Sebastianowi Kościelnikowi nieumyślne spowodowanie wypadku. Mężczyzna nie przyznaje się do winy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Wiemy już, kto odpowiada za kolizję Beaty Szydło

Prawie 300 stłuczek i kolizji zanotowała w czwartek śląska policja. Wśród nich była ta, o której mówi cały kraj, czyli kolizja rządowej kolumny w Imielinie. Poszkodowanych nie ma, są za to trzy uszkodzone pojazdy. Dwa z nich to samochody rządowe. Ustalono, że za stłuczkę odpowiada kierowca ostatniego samochodu kolumny i to on został ukarany mandatem oraz punktami karnymi.

Funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, który spowodował kolizję w Imielinie, został ukarany mandatem w wysokości 220 złotych oraz 6 punktami karnymi. Ustalono, że za stłuczkę odpowiadał kierowca ostatniego samochodu kolumny.

Ukarano kierowcę, który w rządowej kolumnie jechał jako drugi. Jego samochodów miał największe uszkodzenia, ale to nie jest auto, w którym jechała wicepremier.

W sumie w kolizji brały udział 3 pojazdy. Pierwszy samochód, mieszkańca Imielina, zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Tuż za nim zdążył zahamować kierowca pierwszego rządowego auta. Ale wtedy w ten pojazd uderzył kierowca drugiego samochodu z rządowej kolumny. Wówczas na zasadzie domina stojące już pierwsze rządowe auto uderzyło w samochód mieszkańca Imielina.

Ukarany kierowca najprawdopodobniej nie dostosował prędkości do panujących na drodze warunków, było mokro i ślisko. Mężczyzna przyjął policyjny mandat.

Krótko po kolizji reporter RMF FM Marcin Buczek rozmawiał z mężczyzną, który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych. Był wyraźnie zdenerwowany. Powiedział, że zatrzymał się, żeby przepuścić pieszego i wtedy poczuł uderzenie w tył swojego samochodu. Mężczyzna mówił też, że jechał wolno.

Rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara relacjonowała, że auto zahamowało przed przejściem dla pieszych. Pojazd przewożący byłą premier nie zdążył wyhamować.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dziś rusza proces w sprawie wypadku kolumny BOR w Oświęcimiu

W Sądzie Rejonowym w Oświęcimiu rozpoczął się proces w sprawie wypadku kolumny BOR z fiatem seicento w lutym ub.r. Śledczy oskarżyli kierowcę fiata Sebastiana K. o nieumyślne spowodowanie wypadku. Sebastian K. na salę rozpraw przyszedł wraz z obrońcą Władysławem Pociejem. Przed wejściem przyznał, że nie jest zdenerwowany, ale nieco zestresowany obecnością mediów. Dodał, że jedne z pierwszych słów, które zamierza wypowiedzieć na sali rozpraw, to: „Nie przyznaję się do winy”.

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło wyprzedzała fiata seicento. Jego kierowca Sebastian K. przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu. Samochód z Beatą Szydło wjechał w drzewo. Poszkodowana została w nim premier oraz funkcjonariusze BOR.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa wypadku z udziałem Beaty Szydło w Oświęcimiu trafi na rozprawę

Sprawa zderzenia seicento i kolumny BOR, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło, trafi na rozprawę – poinformował sąd w Oświęcimiu. Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło (jej pojazd znajdował się w środku kolumny – red.) wyprzedzała fiata seicento. Jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

14 lutego ubiegłego roku prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca Fiata Seicento Sebastian K. Mężczyzna nie przyznał się do winy. W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała, utrzymujące się dłużej niż siedem dni, odnieśli Beata Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR – szef ochrony premier. Ówczesna szefowa rządu do 17 lutego ub.r. przebywała w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. U drugiego funkcjonariusza BOR – kierowcy pojazdu – stwierdzono lżejsze obrażenia.
Źródło info i foto: onet.pl

Prokuratura naciąga fakty w sprawie wypadku Beaty Szydło?

Aby wybielić rządową ochronę, prokuratura naciągnęła fakty o wypadku premier w Oświęcimiu.

Na podwójnej ciągłej, przekraczając dopuszczalną prędkość i bez sygnałów dźwiękowych – tak rządowa kolumna wioząca premier Beatę Szydło poruszała się po Oświęcimiu 10 lutego 2017 r. tuż przed wypadkiem. To ustalenia śledztwa, jakie przez ponad rok toczyło się w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie. Sprzeczne wnioski, jakie na bazie zebranych materiałów wysnuła prokuratura, by przypisać winę Sebastianowi K., szokują.

ANI SŁOWA O DŹWIĘKACH

Prokuratura uznała, że kierujący seicento Sebastian K. nie zachował należytej ostrożności, skręcając w lewo na skrzyżowaniu w Oświęcimiu, czym nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, i doprowadził do wypadku. Śledczy chcieli, by K. przyznał się do winy bez procesu – w kwietniu skierowali wniosek o warunkowe umorzenie sprawy przeciwko K. Ten jednak odmówił, bo nie poczuwa się do winy.

Zebrane w śledztwie materiały, jakie poznała „Rzeczpospolita”, pokazują jednak, że prokuratura mocno nagięła fakty, by wybronić z zarzutów rządową ochronę pani premier – wnioski, które postawiła, wzajemnie się wykluczają.

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, wersja funkcjonariuszy BOR, którzy zgodnie twierdzili, że mieli włączone sygnały świetlne i dźwiękowe, nie została potwierdzona w postępowaniu – tak wynika m.in. z wniosku o warunkowe umorzenie sprawy. Co w nim jest?

Na rządową kolumnę, która wymijała seicento składały się trzy auta. Pierwsze jechało bmw, drugie audi wiozące premier Szydło, a trzeci – VW Multivan.

Śledczy ustalili, że Sebastian K. na skrzyżowaniu zatrzymał się i przepuścił bmw.

Prok. Rafał Babiński napisał we wniosku, że K. „świadomie zrezygnował z przysługującego mu pierwszeństwa przejazdu”, przepuszczając bmw. Co istotne, prokurator nazwał bmw „pojazdem emitującym sygnały świetlne uprzywilejowania” – słowem nie wspomina o sygnałach dźwiękowych.

Główny zarzut wobec Sebastiana K. sprowadza się do tego, iż nie ustalił, czy „pojazd emitujący sygnały świetlne uprzywilejowania (czyli bmw – red.) jest jeden, czy też? jadą? za nim inne pojazdy”. Kontynuował jazdę, nie upewniając się, że droga jest wolna, i „nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu kierującemu audi”.

Tu pojawia się kolejna sprzeczność. Prokuratura we wniosku nazywa audi (inaczej niż bmw) po prostu „pojazdem”.

Dlaczego? Bo – jak się okazuje – audi wiozące premier, wymijając seicento, nie miało „koguta” ani dźwięków – w lusterku Sebastiana K. wyglądało więc jak zwykły, cywilny samochód. Można to zobaczyć na filmiku z prywatnego monitoringu, jaki zaraz po zdarzeniu opublikowała TVN 24. Światła błyskają tylko w pierwszym pojeździe z kolumny (bmw) i ostatnim (czyli VW Multivan).

Materiał nie nagrał dźwięków, ale 11 funkcjonariuszy BOR, zeznając w prokuraturze, miało zapewniać, że sygnały dźwiękowe były włączone.

Prawo o ruchu drogowym mówi wyraźnie, że pojazd uprzywilejowany to taki, który wysyła sygnały świetlne „w postaci niebieskich świateł błyskowych i jednocześnie sygnały dźwiękowe o zmiennym tonie”. Zgodnie z przepisami audi nie musiało mieć koguta – ale tylko w sytuacji, gdy było w kolumnie pojazdów uprzywilejowanych.

Ale jak wiemy z tego telewizyjnego nagrania, odstęp pojazdów w kolumnie był za duży – to oraz brak koguta na dachu audi mogło zmylić kierowcę seicento.

Wygląda na to, że materiały śledztwa nie dały prokuratorowi Babińskiemu podstaw do wysnuwania tezy, że kolumna miała włączone sygnały dźwiękowe. A skoro ich nie miała, to nie była kolumną uprzywilejowaną i pierwszeństwo przejazdu miał Sebastian K.

Prokuratura, choć nie dała wiary BOR-owikom, nie wyjaśniła sprzeczności i oskarżyła Sebastiana K. mimo wzajemnie wykluczających się dowodów. Uznała, że rządowa kolumna spełniała wymogi uprzywilejowania na drodze, choć nie miała „dźwięków” (we wniosku o warunkowe umorzenie słowem o nich nie wspomina). Nie oskarżyła funkcjonariuszy o składanie fałszywych zeznań, a wątpliwości rozmyła.

NA PODWÓJNEJ CIĄGŁEJ

O tym, że kolumna nie była uprzywilejowana, w opinii prokuratury świadczy też inny fakt, przywołany w materiałach śledztwa.

2 lutego 2018 r. prokurator wyłączył z głównej sprawy obszerne materiały dotyczące ujawnionych „ewentualnych wykroczeń” kierowców pojazdów rządowych – audi, bmw i VW tuż przed wypadkiem. Takich jak: przejechanie podwójnej linii ciągłej (wykroczenie z art. 92 § 1 kodeksu wykroczeń), niedostosowanie się do ograniczenia prędkości (prawo o ruchu drogowym) i spowodowanie na drodze publicznej zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym (art. 86 § 1 kodeksu wykroczeń).

Co to oznacza? Że prokurator nie uznał kolumny BOR za uprzywilejowaną w ruchu, bo tylko takiej wolno złamać wszystkie te przepisy (przy zachowaniu szczególnej ostrożności).

Jak wiemy, trójka prokuratorów, która od początku prowadziła śledztwo (na finale postępowanie zostało im odebrane po konflikcie z przełożonym), nie zgadzała się, by całą winą za wypadek obciążyć Sebastiana K. – chcieli też uznać, że do kraksy przyczynił się kierowca rządowego audi. Ponadto, śledczy chcieli dogłębnie zbadać wiarygodność funkcjonariuszy BOR, którzy zgodnie zeznali, iż kolumna miała włączone sygnały dźwiękowe – przeczą temu nie tylko relacje bezstronnych świadków. Dziś już wiemy, że BOR-owikom nie uwierzyła również sama prokuratura.

– W świetle tych materiałów oskarżenie kierowcy seicento nie ma prawa utrzymać się w sądzie – ocenia wysokiej rangi prokurator specjalizujący się w katastrofach drogowych.

Nie dziwi decyzja trójki prokuratorów, którzy w finale wyłączyli się ze śledztwa i nie podpisali postanowienia o warunkowym umorzeniu.

Szef prokuratury Rafał Babiński wziął osobistą odpowiedzialność za oskarżenie, które jest pełne luk i sprzeczności. Zapewne wszystkie bezlitośnie wypunktuje obrońca Sebastiana K.?
Źródło info i foto: rp.pl

Sprawa wypadku z udziałem premier Szydło trafi do sądu wyższej instancji?

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu skierował wniosek do Sądu Apelacyjnego w Krakowie o przekazanie sprawy przeciw Sebastianowi K., podejrzanemu o nieumyślne spowodowanie wypadku z udziałem b. premier Beaty Szydło, do rozpoznania Sądowi Okręgowemu w Krakowie.

Jak poinformował w komunikacie Sąd Apelacyjny w Krakowie, wniosek o przekazanie sprawy do sądu wyższej instancji został uzasadniony szczególną zawiłością i wagą sprawy. Zostanie on rozstrzygnięty przez SA na posiedzeniu niejawnym 12 czerwca tego roku.

W sprawie wypadku Prokuratura Okręgowa w Krakowie w połowie marca skierowała do Sądu Rejonowego w Oświęcimiu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania przeciw Sebastianowi K., podejrzanemu o nieumyślne spowodowanie wypadku.

Nie ma zgody na warunkowe umorzenie postępowania

Na początku tego miesiąca do sądu w Oświęcimiu wpłynęła odpowiedź obrońcy obrońcy podejrzanego mec. Władysław Pocieja. Potwierdził on wtedy, że nie wyraził w imieniu swojego klienta zgody na warunkowe umorzenie postępowania, ponieważ nie jest ono korzystne dla Sebastiana K.

– Takie rozwiązanie nie jest dla mojego klienta korzystne. Po pierwsze wskazuje jednoznacznie jego winę – z czym my chcemy polemizować; po drugie naraża go na ewentualne koszty z tytułu odszkodowania – wyjaśniał wówczas mec. Pociej. – Dlatego nie godzimy się na warunkowe umorzenie postępowania. Nasze stanowisko przekażemy sądowi, który będzie je musiał wziąć pod uwagę – zapowiadał adwokat.

W przypadku braku zgody podejrzanego na warunkowe umorzenie postępowania sąd skieruje sprawę na rozprawę główną, a prokurator będzie miał siedem dni na uzupełnienie wniosku o umorzenie o elementy niezbędne dla aktu oskarżenia (m.in. listę świadków, wykaz dowodów do przeprowadzenia).

Wypadek z udziałem Beaty Szydło

Do wypadku doszło 10 lutego 2017 r. w Oświęcimiu. Policja podała, że rządowa kolumna trzech samochodów, w której jechała ówczesna premier Beata Szydło (jej pojazd znajdował się w środku kolumny) wyprzedzała fiata seicento; jego 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie zaczął skręcać w lewo i uderzył w auto ówczesnej szefowej rządu, które następnie uderzyło w drzewo.

14 lutego ub.r. prokuratorski zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku usłyszał kierowca fiata seicento Sebastian K. Kierowca nie przyznał się do winy, prokuratura nie podawała treści jego wyjaśnień.

W wyniku wypadku poważne obrażenia ciała, utrzymujące się dłużej niż siedem dni, odnieśli Beata Szydło i jeden z funkcjonariuszy BOR – szef ochrony premier. Beata Szydło do 17 lutego ub.r. przebywała w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. U drugiego funkcjonariusza BOR – kierowcy pojazdu – stwierdzono lżejsze obrażenia.

Dwie wersje przebiegu wypadku

Jak podawała prokuratura, w toku śledztwa przyjęto dwie wersje przebiegu wypadku. Jedna zakłada używanie sygnałów świetlnych i dźwiękowych przez pojazdy poruszające się w kolumnie uprzywilejowanej, a druga – używanie wyłącznie sygnałów świetlnych. – Żadnej z nich nie wyklucza prokuratura, a uprawnionym do oceny tej kwestii jest sąd – podkreślała prokuratura 

Powoływała się na ustalenia biegłych, którzy stwierdzili, że – niezależnie od używania bądź nie sygnałów dźwiękowych przez pojazdy z kolumny uprzywilejowanej – wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca Fiata Seicento Sebastian K. Według biegłych nie rozeznał on prawidłowo sytuacji na jezdni.

Prokuratura podawała także, że „zebrany materiał dowodowy umożliwił odtworzenie przebiegu wypadku, ale nie pozwolił na zweryfikowanie twierdzenia o używaniu przez pojazdy uprzywilejowane sygnałów dźwiękowych”. – To zagadnienie może być rozstrzygnięte na podstawie osobnego materiału dowodowego, w zależności od decyzji i interpretacji sądu – wskazywała.

Po zamknięciu śledztwa prokuratura wyłączyła sprawę ewentualnych wykroczeń funkcjonariuszy BOR podczas wypadku z udziałem ówczesnej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu i przekazała policji do prowadzenia. Chodziło o podejrzenie przekroczenia dozwolonej prędkości i przekraczania linii ciągłej na jezdni przez funkcjonariuszy BOR, którzy prowadzili pojazdy wchodzące w skład kolumny uprzywilejowanej. 11 lutego br. sprawa ewentualnych wykroczeń uległa przedawnieniu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Beata Szydło złamała prawo? Jest zawiadomienie do prokuratury

„Nowoczesna przygotowała wniosek do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa skarbowego przez Beatę Szydło. Zawiadomienie ma związek z nagrodami, jakie była premier przyznała swoim sekretarzom i podsekretarzom” – powiedział w Sejmie Marek Sowa z Nowoczesnej.

Poseł podkreślił, że premier Beata Szydło złamała przynajmniej dwa przepisy. Jeden to artykuł 11. ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych oraz artykuł 82 kodeksu karno-skarbowego.

W zawiadomieniu Nowoczesna napisała, że „w sytuacji, gdy wynagrodzenia są regulowane rozporządzeniem, wątpliwa wydaje się praktyka wypłacania wysokich premii, które stały się nie formą wynagrodzenia za szczególne osiągnięcia, ale de facto dodatkiem do pensji poszczególnych osób”.

Sowa podkreślił, że Nowoczesna jest „głęboko przekonana, że te dodatki zostały wypłacane z naruszeniem prawa”. Jak dodał, liczy, że prokuratura podejmie właściwe kroki.

Nowoczesna chce też przyjrzeć się wydatkom prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Poseł Piotr Misiło twierdzi, że pieniądze za ochronę lidera PiS powinny być ujęte w jego zeznaniu podatkowym jako korzyść materialna, od której należy uiścić podatek dochodowy. Poseł Nowoczesnej stwierdził, że tylko w 2016 roku PiS przeznaczyła na ochronę Jarosława Kaczyńskiego ponad półtora miliona złotych. Dlatego też – jak poinformował Piotr Misiło – jeszcze dziś złoży zawiadomienie do I Urzędu Skarbowego o przeprowadzenie działań kontrolnych.

Według posła Misiły tylko za 2016 rok lider partii rządzącej powinien dopłacić kilka tysięcy złotych tytułem podatku dochodowego.
Źródło info i foto: interia.pl

Wypadek z udziałem rządowej limuzyny. Sebastian K. musi zapłacić za warunkowe umorzenie śledztwa

1500 złotych nawiązki musiałby zapłacić Sebastian K., jeśli chciałby warunkowego umorzenie postępowania. Mężczyzna jest według prokuratury sprawcą wypadku drogowego, w którym ucierpiała Beata Szydło. Sebastian K. nie zgadza się na umorzenie, choć za tym rozwiązaniem optuje prokuratura.

Do feralnego zdarzenia doszło 10 lutego 2017 roku. Kolumna trzech rządowych samochodów, wśród których znajdował się pojazd z Beatą Szydło w środku, wyprzedzała fiata seicento, za kierownicą którego siedział 21-letni Sebastian K.. 21-latek miał przepuścić pierwszy pojazd, po czym skręcił w lewo zderzając się z audi A8, którym podróżowała ówczesna premier. Beata Szydło i dwóch funkcjonariuszy BOR odniosło obrażenia, a sprawa trafiła na usta całej Polski.

21-latek mocno przeżył nie tylko zdarzenie, ale także i medialną wrzawę, która rozpętała się wokół niego. Czuł się „jakby już był skazany” i przychodziły mu do głowy „same najgorsze rzeczy, jak więzienie”, mówił w rozmowie z dziennikarzami TVN. Teraz sprawa znalazła się na kolejnym etapie, a prokuratura chce jej warunkowego umorzenia.

Na to nie zgadza się Sebastian K., dla którego wiązałoby się to nie tylko z zapłaceniem nawiązki w wysokości 1500 złotych, ale jednoczesnym uznaniem, że to właśnie on był winny spowodowania wypadku. Zarówno mężczyzna, jak i jego obrońca, liczą na to, że w sądzie zostanie on uniewinniony. Adwokat dodaje, że w śledztwie nie zostały wyjaśnione wszystkie okoliczności zdarzenia, jak chociażby to, czy rządowa kolumna jechała na sygnale.

W razie, gdyby postępowanie warunkowo umorzono, koszty postępowania poniósłby Skarb Państwa. A te, jak informuje RMF FM, mogą sięgać nawet 150 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: Fakt.pl