Posts Tagged “Berlin”

Szef MSW Niemiec Thomas de Maiziere powiedział w poniedziałek w wywiadzie dla gazet wydawanych przez Funke Mediengruppe, że rok po zamachu w Berlinie, w którym zginęło 12 osób, Niemcy stały się bezpieczniejsze dzięki zmianom w prawie i reorganizacji policji.

“Podjęliśmy szereg działań: w prawie dotyczącym deportacji i wydalania z kraju, w tworzeniu wspólnych banków danych w Europie. Mamy więcej ludzi, nową organizację pracy i lepsze wyposażenie policji. Takie konsekwencje wyciągnęliśmy z zamachu terrorystycznego w Berlinie” – powiedział de Maiziere.

Minister zaznaczył, że niemieckim służbom udało się w mijającym roku zapobiec kilku zamachom. Zastrzegł jednak, że absolutne bezpieczeństwo nie jest możliwe.

Pochodzący z Tunezji islamski terrorysta Anis Amri 19 grudnia 2016 roku ukradł z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając kolejne 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.

Śledztwo wykazało, że niemiecka policja popełniła szereg poważnych błędów i nie wykorzystała możliwości wcześniejszej deportacji migranta, zanim dokonał zamachu.

De Maiziere przyznał, że służby policyjne niewłaściwie oceniły stopień zagrożenia ze strony Amriego. “Denerwuje mnie też to, że Amri nie został deportowany, chociaż było to możliwe” – dodał szef resortu spraw wewnętrznych. Za błąd uznał też brak decyzji o objęciu islamisty aresztem deportacyjnym.

Szef MSW zadeklarował gotowość do współpracy ze strony resortu, jeśli Bundestag powoła komisję śledczą do wyjaśnienia wszystkich okoliczności zamachu w Berlinie.

Niemieckie media ujawniły szereg wpadek popełnionych w postępowaniu z Amrim. Policjanci obserwujący islamistę zarekwirowali jego telefon komórkowy, nie przeanalizowali jednak zawartości pamięci telefonu, zawierającej m.in. zdjęcia bojowników IS z bronią. Nie zadali sobie także trudu zidentyfikowania rozmówcy Amriego. Zlekceważono ostrzeżenia syryjskiego uchodźcy, który mieszkał z Amrim w ośrodku w Emmerich (Nadrenia Północna-Westfalia) i informował władze o radykalnych poglądach współmieszkańca. Policja miała też podstawy, by zatrzymać Amriego za handel narkotykami, nie skorzystała jednak z tej możliwości.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

“Znaczna ilość” amunicji została odnaleziona dziś w pobliżu świątecznego jarmarku w stolicy Niemiec. Policja nazwała zdarzenie “niebezpieczną sytuacją” – podaje RT. Według informacji RT, foliową paczkę z 200 nabojami odnaleziono na podziemnym parkingu w Spandauer Damm. Pakunek był ukryty za stosem opon.

Osoba, która odkryła naboje, natychmiast powiadomiła policję. Funkcjonariusze przekazali informacje urzędnikom odpowiedzialnym za bezpieczeństwo w stolicy Niemiec. Policja bada miejsce, w którym odnaleziono amunicję.

- Ze względu na bliskość jarmarku świątecznego oraz faktu, że tuż nad parkingiem znajduje się meczet, uznano tę sytuację za realnie niebezpieczną – pisze niemiecki “Bild”, powołując się na informacje policji.

Natychmiast przystąpiono do przeszukiwania okolicy parkingu. – Do tej pory nie udało nam się znaleźć żadnych innych niebezpiecznych materiałów – mówił rzecznik policji Winfrid Wenzel. – Nie jest jasne, do kogo należała amunicja – dodał.

Wenzel podkreślił, że w tym momencie nie ma podejrzeń, że sprawa może mieć związek z terroryzmem. – W Berlinie często dostajemy informacje o odnalezionej amunicji – mówił. – Ktoś zapewne sprzątał piwnicę i odnalazł rzeczy, które pozostawił po sobie jego dziadek – wytłumaczył reporterowi Reutersa.

Policja podkreśliła także, że nie ma żadnych powodów, aby sądzić, że znalezisko ma związek ze znajdującym się niedaleko budynkiem meczetu.

Wzmożona czujność policji

Jarmark w Berlinie jest w tym roku dokładnie zabezpieczony. Ma to związek z zamachem, do którego doszło w ubiegłym roku.

Prawie rok temu, 19 grudnia 2016 roku tunezyjski terrorysta porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał nią w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło łącznie 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Niemiecka telewizja publiczna ZDF dotarła do dokumentów, które świadczą o poważnych błędach popełnionych przez policję w sprawie Anisa Amriego. Tunezyjski terrorysta rok temu dokonał zamachu w Berlinie; zabił 12 osób. Z analizy dokumentów wynika, że w lutym 2016 r. Amri kontaktował się za pośrednictwem internetu z bojownikiem dżihadystycznego Państwa Islamskiego (IS). Podczas rozmowy padło słowo „ślub”, będące w języku dżihadystów terminem oznaczającym zamach samobójczy.

Policjanci obserwujący Amriego zarekwirowali jego telefon komórkowy, nie przeanalizowali jednak zawartości pamięci telefonu, zawierającej m.in. zdjęcia islamistów z bronią. Nie zadali sobie także trudu zidentyfikowania rozmówcy Amriego.

Jak twierdzą dziennikarze, do danych rozmówcy Amriego można dotrzeć za pomocą „kilku kliknięć”. Był nim walczący w Libii po stronie IS jego rodak z Tunezji.

Redakcja audycji „Frontal21” przypomniała przy okazji o swoich ustaleniach sprzed dwóch miesięcy. Wynika z nich, że Syryjczyk Mohammed J., który mieszkał z Amrim w jednym pokoju w ośrodku dla uchodźców w Emmerich (Nadrenia Północna-Westfalia), już w październiku 2015 r. ostrzegał przed jego radykalnymi poglądami.

Syryjczyk poinformował kierownictwo ośrodka, że jego współmieszkaniec głosi salafickie poglądy i chwali się – demonstrując nagrania na YouTubie – znajomością z islamistami walczącymi w Syrii. Pracownicy ośrodka zawiadomili policję, ta nie przesłuchała jednak świadka.

Mohammed J. powtórnie ostrzegał przed Amrim w lecie 2016 r. podczas rozmowy z pracownikami Federalnego Urzędu Migracji i Ucieczek (BAMF), którzy decydowali o jego wniosku o azyl, jednak i wtedy przekazane przez niego informacje nie zostały wykorzystane.

Dopiero w kilka tygodni po zamachu, w styczniu 2017 r. policja przypomniała sobie o jego ostrzeżeniach. Mohammed J. został wezwany na przesłuchanie. Szefowa „Frontal21” Ilka Brecht powiedziała, że przedstawiciele niemieckich władz nie chcieli komentować podanych przez redakcję informacji. Zdaniem ZDF niemiecki aparat ścigania „zawiódł totalnie” w tej sprawie.

19 grudnia 2016 r. Amri porwał z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając kolejne 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Anonimowy autor, przedstawiający się jako długoletni pracownik Urzędu Kryminalnego w Berlinie, twierdzi, że do berlińskiej policji przyjmowani są pomimo wcześniejszych kolizji z prawem członkowie arabskich klanów przestępczych – podał w piątek “Tagesspiegel”.

Redakcja “Tagesspiegla” dotarła do anonimowego listu skierowanego do komendanta policji w Berlinie Klausa Kandta. Jego autor obarcza odpowiedzialnością za zaistniałą sytuację wiceszefową policji Margarete Koppers, która prowadzi politykę przyjmowania do policji młodych migrantów pochodzących przede wszystkim z krajów muzułmańskich.

REKLAMA
Autor listu twierdzi ponadto, że adwokatem Koppers jest prawnik broniący członków arabskich klanów w procesach sądowych. Władze policyjne tłumią wszelką krytykę ze strony szeregowych funkcjonariuszy – czytamy w liście.

Szef policji Kandt powiedział, że list zawiera “szkalujące” treści. Zapewnił, że zarówno on, jak i jego zastępczyni są otwarci na dialog i krytykę. Zaznaczył, że nie będzie komentował “anonimowych inwektyw”.

Zdaniem “Tagesspiegla” list jest autentyczny. Funkcjonariusze, z którymi rozmawiali dziennikarze, potwierdzili zarzuty zawarte w piśmie. Policjanci obawiają się wzrostu postaw antysemickich, homofobicznych i wrogich wobec kobiet. Jeden z policjantów potwierdził, że te problemy występują od dawna, jednak napływ słabo wykształconych, pochodzących często z Libanu kandydatów prowadzi do zaostrzenia negatywnych zjawisk.

Gdy nie akceptuje się kobiet jako przełożonych, ponieważ są kobietami, gdy uczestnicy szkolenia odmawiają wejścia do basenu, ponieważ wcześniej mogły się w nim kąpać “nieczyste”, to znaczy, że tolerancja, kultura powitania i “multikulti” wyczerpały się – cytuje fragment listu “Tagesspiegel”.

Anonimowy list jest kolejnym sygnałem wskazującym na problemy w berlińskiej policji. Media informowały wcześniej o incydentach w Akademii Policyjnej w Berlinie. Kandydaci z rodzin migranckich traktują z wyższością kobiety, a ich etos zawodowy pozostawia wiele do życzenia – pisał w czwartek “Die Welt”. Część przyszłych policjantów ma ponadto problemy z językiem niemieckim.

Policja sprawdza obecnie anonimowe zgłoszenie policjanta szkolącego nowych rekrutów w akademii w berlińskiej dzielnicy Spandau. W wypowiedzi nagranej na Mailbox funkcjonariusz mówi o “nienawiści, niechęci do nauki i przemocy” panujących w jego klasie, w której jest wielu uczniów z rodzin migranckich. To nie są nasi koledzy, to jest wróg. To jest wróg w naszych szeregach – ocenił anonimowy policjant.

W Akademii Policyjnej uczy się 1200 przyszłych policjantów. Ok. jedna trzecia pochodzi z rodzin migranckich.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Pełnomocnik niemieckiego rządu Kurt Beck zamiast jak najszybciej załatwić sprawę odszkodowań dla Ariela Żurawskiego, właściciela ciężarówki ukradzionej, a następnie wykorzystanej do zamachu terrorystycznego w Berlinie, unika z nim spotkania – informuje „Gazeta Polska Codziennie”. W sprawę zaangażował się mec. Stefan Hambura. Do zamachu doszło 16 grudnia podczas jarmarku bożonarodzeniowego; terrorysta wjechał w tłum, zabijając 11 osób i raniąc 50. Zginął też polski kierowca ciężarówki. Odpowiedzialność za zamach wzięło na siebie Państwo Islamskie; a zamachowiec Anis Amri został zastrzelony kilka dni później w Mediolanie.

40-tonowa ciężarówka była własnością firmy transportowej należącej do Ariela Żurawskiego. Po zamachu niemiecka policja przetrzymywała samochód przez wiele miesięcy; choć przedsiębiorca poniósł z tego tytułu poważne straty, do dziś nie dostał odszkodowania. Jego interesy reprezentuje berliński adwokat Stefan Hambura, który w rozmowie z „GPC” mówi, że on i jego klient „mieli problem, by pełnomocnik niemieckiego rządu Kurt Beck wyznaczył im spotkanie”.

– Okazuje się, że pan Kurt Beck jest także przewodniczącym należącej do SPD Fundacji Eberta i brakuje mu czasu na spotkanie z poszkodowanym. Uważam, że rząd federalny nie wywiązał się do końca ze swoich obowiązków, bo pełnomocnik powinien być osiągalny codziennie, a nie pracować jedynie z doskoku. To nie jest najlepsza forma pomocy ofiarom zamachu – podkreśla Hambura i dodaje, że ostatecznie do spotkania dojdzie w środę.

– Mam nadzieję, że usłyszymy konkretne propozycje – przyznaje Hambura i podkreśla, że „jego mocodawca uważa, że stroną, która powinna wyrównać jego straty, jest Republika Federalna Niemiec”.
Źródło info i foto: szczecin.tvp.pl

Comments Brak komentarzy »

Aresztowany w Polsce 18-letni Ilyas A., podejrzany o zabójstwo mieszkanki Berlina, nie miał prawa przebywać w Niemczech. Niemieckie urzędy popełniły rażące błędy.

Ilyas A. został aresztowany w Polsce. Policja wpadła na jego trop, kiedy w okolicach Warszawy włączył telefon swojej ofiary. 18-letni Czeczen podejrzewany jest o zamordowanie w Berlinie 60-letniej Susanne Fontaine. Jej zwłoki znaleźli spacerowicze w berlińskim parku Tiergarten dopiero na trzeci dzień po zabójstwie.

W Niemczech Ilyas A. ubiegał się o azyl, ale Czeczen dawno już miał być deportowany do Rosji – informują niemieckie media. Był dobrze znany niemieckiej policji. Przyjechał do Niemiec z rodziną w 2012 roku. Dwa lata później cała rodzina została odesłana do Polski – bo tam dostała się do UE. Kilka miesięcy później 15-letni wówczas Ilyas ponownie zagościł w Niemczech i wystąpił w Berlinie o azyl. Niemieckie urzędy pozwoliły mu – pod pewnymi warunkami zostać niemal do końca sierpnia 2015. Ilyas A. szybko jednak popadł w konflikt z prawem. Miał na koncie liczne kradzieże, włamania i napady. Jego ofiarami padali najczęściej seniorzy, za którymi wkradał się do domów. W czerwcu 2015 w ciągu pięciu dni napadł na trzy kobiety w podeszłym wieku – przypomina dziennik “Tagesspiegel”.

W szarej strefie

Policja aresztowała Ilyasa A. już we wrześniu 2015. Powędrował za kratki na 18 miesięcy. Potem – w grudniu 2016 – miał być deportowany. Do deportacji jednak nie doszło. Jak informuje stołeczny tabloid “B.Z.”, rosyjskie urzędy odmówiły opieki nad niepełnoletnim jeszcze wtedy Ilyasem.

Do deportacji miało dojść najpóźniej 10 sierpnia 2017, kiedy Czeczen osiągnął pełnoletność. Pomiędzy jego urodzinami a 5 września – dniem zamordowania Susanne Fontaine – było 3,5 tygodnia, w których można go było wsadzić do samolotu w kierunku Rosji – pisze “Tagesspiegel”. Problem tylko w tym, że nikt nie znał miejsca jego pobytu. Ilyas A. znalazł się w szarej strefie.

Zawinił system

To nie jedyny taki przypadek – zaznacza “Tagesspiegel”. Dziennik przypomina, że podobny dotyczył Anisa Amriego, zamachowca na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie w grudniu 2016, w którym zginęło 12 osób. “Amri nie miał wtedy prawa siedzieć za kierownicą ciężarówki, tylko za kratkami, jeśli niemiecki system prawny dobrze by funkcjonował” – zauważa “Tagesspiegel”.

Inna sprawa dotyczy Huseina K., który w październiku 2016 zgwałcił i zamordował studentkę we Fryburgu. Afgańczyk miał już za sobą karę więzienia w Grecji, gdzie napadł na studentkę, która cudem przeżyła. Z 10 lat odsiedział tylko 2,5. Kiedy pod koniec 2015 roku przyjechał do Niemiec, porównano jego odciski palców z bazą danych “Eurodac”, w której teoretycznie mają być zarejestrowane wszystkie osoby ubiegające się o azyl w UE. Rejestracji powinni już byli dokonać greccy urzędnicy. “Często jednak nie działa komunikacja między urzędami, nawet w Niemczech. Błędy, wygoda, ignorancja, wyrozumiałość” – konstatuje “Tagesspiegel”.

Susanne mogłaby nadal żyć

Stołeczny dziennik zauważa, że z 11 tys. osób w Berlinie, których wnioski o azyl zostały odrzucone i które podlegają wydaleniu z kraju, aż 6 tys. ma status tzw. pobytu tolerowanego. “Jeśli prawo i wyrok zezwalały na deportację, zastanawiam się, dlaczego to się nie stało już siedem miesięcy temu!” – mówił dziennikarzom “B.Z.” wdowiec po Susanne Fontaine, Klaus Rasch: “Jestem pewny, że moja żona nadal by żyła”.

Podejrzany o zabójstwo Czeczen został już deportowany do Niemiec i przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Berlińska policja popełniła w działaniach operacyjnych przeciwko tunezyjskiemu terroryście Anisowi Amriemu rażące błędy – wynika z raportu śledczego Bruno Josta. Jego zdaniem możliwe było wcześniejsze aresztowanie islamisty, co zapobiegłoby zamachowi.

Nie mamy matematycznej pewności, że można było aresztować Amriego i zapobiec zamachowi, ale istniała w każdym razie – gdyby wszystko przebiegło pomyślnie – realna szansa na zatrzymanie go i umieszczenie przynajmniej na jakiś czas w areszcie śledczym – powiedział Jost dziennikarzom w czwartek w Berlinie podczas prezentacji raportu końcowego.

19 grudnia 2016 roku Amri porwał z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając dalszych 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.

Autor raportu zwraca uwagę, że Amri uznany został przez policję za osobę stanowiącą zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Policja zrezygnowała jednak z niezrozumiałych powodów po sześciu tygodniach – w czerwcu 2016 roku – z obserwowania islamisty, pomimo zgody prokuratury na działania operacyjne wobec niego do 21 października 2016 roku. Berlińska policja twierdziła, że obserwowany nie zachowuje się w sposób charakterystyczny dla islamistów.

Zdaniem Josta policja nie zwróciła należytej uwagi na handel narkotykami uprawiany przez Amriego na skalę przemysłową. Z rozmów telefonicznych z matką wynikało, że przekazywał jej do Tunezji spore sumy pieniędzy, których – po skreśleniu mu zasiłku – nie mógł uzyskiwać w uczciwy sposób.

Brak analizy zawartości telefonu komórkowego

Za ciężki błąd Jost uznał brak analizy zawartości telefonu komórkowego zarekwirowanego Amriemu przez policję w lutym 2016 roku.

Zdaniem śledczego w lipcu 2016 roku nadarzyła się dogodna okazja aresztowania Amriego na kilka miesięcy. Podczas kontroli we Friedrichshafen na południu Niemiec policja znalazła u niego dwa sfałszowane włoskie dowody osobiste oraz narkotyki. Przesłuchanie zatrzymanego przeprowadzono zdaniem Josta w sposób “dyletancki”, a powinni byli uczestniczyć w nim śledczy z Berlina.

Chaos w niemieckiej administracji migracyjnej

Autor raportu zwraca przy okazji uwagę na panujący w 2015 roku chaos w niemieckiej administracji migracyjnej, który uniemożliwiał władzom dokładną rejestrację migrantów. Amri został zarejestrowany po raz pierwszy 6 lipca 2015 roku we Fryburgu (Badenia-Wirtembergia) i skierowany do ośrodka dla uchodźców w Karlsruhe. Przy tej okazji zostały pobrane od niego odciski palców i dłoni.

Tunezyjczyk nie zgłosił się jednak w wyznaczonym miejscu, lecz dał się zarejestrować ponownie, tym razem w Ellwangen, podając inną datę urodzenia. W tym samym roku trzykrotnie zgłosił się do urzędu migracyjnego w Berlinie, podając za każdym razem inną tożsamość i narodowość, m.in. egipską i palestyńską.

Osobną sprawą, rzucającą cień na berlińską policję, była próba wprowadzenia w błąd władz Berlina przez pracowników Urzędu Kryminalnego poprzez manipulację dokumentów po zamachu. W tej sprawie toczy się śledztwo. Minister spraw wewnętrznych Berlina Andreas Geisel zlecił Jostowi w kwietniu przygotowanie raportu oceniającego pracę policji i innych władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Nieznani sprawcy poważnie uszkodzili w nocy z czwartku na piątek samochód członka zarządu antyimigranckiej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) Georga Pazderskiego i zaatakowali jego dom w Berlinie – potwierdziła niemiecka policja. Według Pazderskiego w jego samochodzie przedziurawiono opony i wybito szyby. Na fasadzie domu w dzielnicy Rahnsdorf na południowo-wschodnim skraju Berlina widoczne są ślady spryskania farbą.
 
- Napastnicy obrzucili dom butelkami i kamieniami brukowymi. Moja żona i ja coś także słyszeliśmy, ale z powodu huraganu (Xavier) zakładaliśmy, że spadły gałęzie – powiedział Pazderski, który przewodniczy frakcji AfD w Izbie Deputowanych (parlamencie krajowym) Berlina. W wyborach do Bundestagu w ubiegłym miesiącu bezskutecznie ubiegał się o mandat bezpośredni w okręgu Berlin-Pankow.

W opinii rzecznika do spraw polityki wewnętrznej frakcji AfD w berlińskiej Izbie Deputowanych Karstena Woldeita współodpowiedzialność za atak przeciwko Pazderskiemu ponosi berliński socjaldemokratyczny senator (krajowy minister) spraw wewnętrznych Andreas Geisel.
 
Na plenarnym posiedzeniu Izby pod koniec września Geisel skomentował zajścia przed sztabem wyborczym AfD zaraz po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów do Bundestagu. Według protokołu miał powiedzieć: “Wychowano mnie tak, że moja matka mówiła mi zawsze: kto rozdziela ciosy, ten musi również potrafić je przyjmować”. Geisel dodał, że ten kto przyczynił się do zaostrzenia dyskusji politycznej w kraju, nie powinien się dziwić protestom skierowanym odwrotnie. – Popieram całkiem zdecydowanie protesty skierowane odwrotnie – akty przemocy potępiam – zaznaczył polityk SPD.
 
Zdaniem Woldeita “zapewne ekstremistycznie lewicowi sprawcy” potraktowali słowa Geisela jako inspirację dla siebie. Nie był to pierwszy tego rodzaju incydent dotyczący działacza AfD. 28 września nieznani sprawcy obrzucili w Hamburgu woreczkami z farbą dom sekretarza wykonawczego frakcji tej partii w Bundestagu Bernda Baumanna.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed sądem w Celle w Dolnej Saksonii rozpoczął się we wtorek proces radykalnego islamskiego kaznodziei Abu Walaa. Według prokuratury jest on czołową postacią tak zwanego Państwa Islamskiego w Niemczech. Razem z nim na ławie oskarżonych zasiada czterech innych islamistów. 33-letni Irakijczyk pełnił funkcję imama w meczecie w Hildesheim w Dolnej Saksonii. Prokuratura zarzuca mu głoszenie islamistycznych kazań wzbudzających nienawiść i wykorzystywanie meczetu do werbowania na terenie Niemiec bojowników IS na wojnę w Syrii i Iraku.

Abu Walaa działał także w Nadrenii Północnej-Westfalii. Według niemieckich służb radykalny kaznodzieja skłonił do wyjazdu w rejon walk co najmniej 24 osoby, z których sześć zginęło.

Nadzwyczajne środki ostrożności

Na ławie oskarżonych zasiada oprócz Abu Walla czterech innych mężczyzn w wieku od 27 do 51 lat oskarżonych o rekrutowanie ochotników do dżihadu. Cała grupa został aresztowana w listopadzie 2016 roku. W budynku Wyższego Sądu Krajowego w Celle zastosowano nadzwyczajne środki ostrożności. Oskarżeni zostali umieszczeni za szybą ze szkła pancernego. Grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.

Koronny świadek w procesie Anil O. twierdzi, że uległ radykalizacji właśnie pod wpływem kazań Abu Walaa. 23-latek walczył po stronie IS w Syrii, ale po pewnym czasie zerwał z dżihadystami. Po powrocie do Niemiec skazany został na karę więzienia w zawieszeniu.

Inspirował zamach w Berlinie?

Tunezyjski terrorysta Anis Amri, który w grudniu 2016 roku porwał ciężarówkę, zamordował jej polskiego kierowcę, a następnie wjechał w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie zabijając 12 osób i raniąc blisko 60, miał utrzymywać kontakty zarówno z samym Abu Walaa, jak i z jego współpracownikami – podała telewizja ZDF.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Niemiecka policja popełniła kardynalne błędy podczas działań operacyjnych przeciwko Tunezyjczykowi Anisowi Amriemu, który w grudniu 2016 r. porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu polskiego kierowcy wjechał nią w tłum w Berlinie, zabijając 12 osób – podał w sobotę “Der Spiegel”.

Jak pisze wydawany w Hamburgu magazyn, przebywający na Zachodzie Niemiec Amri przyjechał 18 lutego do Berlina. Policja w Nadrenii Północnej-Westfalii kontrolująca jego rozmowy w internecie z bojownikami Państwa Islamskiego (IS) w Libii uznała go za osobę niebezpieczną, która może w każdej chwili dokonać aktu przemocy.

Z tego powodu policja w Berlinie dostała polecenie dyskretnego obserwowania migranta z Tunezji. Jednak berlińscy funkcjonariusze wbrew wcześniejszym ustaleniom zabrali podejrzanego z dworca autobusowego na komendę i w dodatku zarekwirowali mu będący na podsłuchu telefon komórkowy.

Jak wynika z akt śledztwa, do których dotarł “Spiegel”, od tego momentu Amri nie tylko był uprzedzony o działaniach operacyjnych, lecz w dodatku ostrzegł innych islamistów o obserwacji. Agent policji “Murat” uplasowany w kręgach islamistów zaznał, że Amri poinformował go o przesłuchaniu w Berlinie i konfiskacie telefonu.

W tym czasie radykalny kaznodzieja Boban S. o przydomku “Serb” zaapelował do islamistów, by byli bardziej ostrożni i nie zabierali telefonów komórkowych udając się w podróże.

Wpadka berlińskiej policji to nie jedyny błąd popełniony wobec Amriego. W marcu 2016 roku w Oberhausen pracownica urzędu miejskiego miała ostrzec Amriego, że musi uważać, ponieważ policja podejrzewa go o wyłudzanie świadczeń.

Amri 19 grudnia 2016 roku porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.

Amri znany był niemieckiej policji na długo przed zamachem. Funkcjonariusze berlińskiego urzędu kryminalnego, którzy obserwowali podejrzanego, zbagatelizowali jednak zagrożenie, a po fakcie sfałszowali dokumentację, by ukryć swój błąd. Powołana przez władze Berlina komisja analizuje przyczyny nieprawidłowości.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »