Niemcy: Berliński sąd nakazał rządowi repatriację żony islamisty i ich dzieci

Sąd w Berlinie zdecydował, że rząd Niemiec musi sprowadzić do kraju niemiecką obywatelkę, która wyszła za domniemanego bojownika tzw. Państwa Islamskiego (IS), a wraz z nią ich troje dzieci – poinformowała w piątek BBC. To pierwszy tego rodzaju wyrok w RFN. Sąd uznał, że dzieci kobiety ucierpiałyby, gdyby musiały dalej pozostawać w obozie dla uchodźców Al-Hol w Syrii.

Do tej pory władze niemieckie deklarowały gotowość do przyjęcia części dzieci islamistów, ale bez towarzyszących im matek, których możliwa radykalizacja budziła obawy ze względów bezpieczeństwa. W tym konkretnym przypadku sąd doszedł do wniosku, że brak działania sprawiłby, że dzieci byłyby narażone na „poważny, nieuzasadniony i nieuchronny uszczerbek”.

Według dziennika „Sueddeutsche Zeitung”, troje dzieci ze związku Niemki z domniemanym bojownikiem IS jest w wieku dwóch, siedmiu i ośmiu lat, a ich matka pochodzi z Dolnej Saksonii na północy kraju.

Decyzja berlińskiego sądu zapadła na skutek pozwu, jaki władzom RFN wytoczyła rodzina kobiety.

To tylko jeden z procesów wytoczonych rządowi w Berlinie przez rodziny podejrzanych bojowników IS. Na repatriację do kraju w syryjskich obozach dla uchodźców, gdzie panują bardzo złe warunki, oczekuje kilkadziesiąt Niemek, które wyszły za domniemanych islamistów oraz co najmniej 100 dzieci – podkreśla korespondent BBC.

Mężczyźni, którzy wcześniej przyłączyli się do IS, obecnie niemal w każdym przypadku po powrocie do Niemiec poddawani są śledztwu. W przypadku powracających kobiet dochodzenie karne wszczynano dopiero po znalezieniu większej ilości dowodów. To podejście zmieniło się jednak w grudniu 2017 r., kiedy ogłoszono, że kobiety i mężczyźni podejrzani o przyłączenie się do IS będą traktowani jednakowo.
Źródło info i foto: interia.pl

Zaginiona 17-letnia Patrycja odnaleziona w Niemczech

Odnalazła się 17-letnia Patrycja, która zaginęła w Berlinie przed majówką – poinformowała Wirtualną Polskę działaczka grupy „Zaginieni przed laty”. Dziewczyna przebywała na terenie Niemiec i jest w rękach tamtejszej policji. Na miejsce jedzie już jej matka.

Patrycja była poszukiwana od ostatniej środy kwietnia. Miała wtedy pojechać do Warszawy, by spotkać się ze swoim chłopakiem. Dziewczyna trafiła do Berlina. Roztrzęsiona dzwoniła stamtąd do swojej matki. Później kontakt z nią się urwał. 17-latki szukała polska i niemiecka policja oraz wolontariusze koordynowani przez grupę „Zaginieni przed laty”.

„Nigdzie nie jadę”

– Jeszcze tego samego dnia Patrycja zadzwoniła do mnie, płakała i mówiła do kogoś z kim była, że „nigdzie nie jedzie”. Ten telefon mnie przeraził i natychmiast zgłosiłam zaginięcie córki na policji – powiedziała Wirtualnej Polsce Zuzanna Sierańska, mama nastolatki.

Patrycja próbowała dodzwonić się do matki w czwartek. Zanim pani Zuzanna zapytała, gdzie jest córka, połączenie zostało przerwane. Mama 17-latki zadzwoniła na niemiecki numer, który jej się wyświetlił.

Była na dworcu z mężczyzną

– Okazało się, że to telefon jakiejś kobiety, Niemki. Zauważyła na dworcu Ostbanhof w Berlinie (obsługuje połączenia dalekobieżne – przyp. red) płaczącą dziewczynę. Podeszła do niej i zapytała, czy nie potrzebuje pomocy. Patrycja poprosiła ją o to, aby mogła skorzystać z telefonu. Tłumaczyła, że jej telefon nie działa – powiedziała Wirtualnej Polsce pani Zuzanna.

Jak twierdziła właścicielka telefonu, dziewczyna była na dworcu z mężczyzną.
Źródło info i foto: wp.pl

Zaginęła 17-letnia Patrycja Sierańska

Patrycja Sierańska w środę pojechała do Warszawy. Tam miała spotkać się z chłopakiem. Następnego dnia zadzwoniła do swojej mamy z Berlina. Płakała. Od tej pory kontakt z nastolatką się urwał.

O zniknięciu dziewczyny napisano na profilu „Zaginieni przed laty” na Facebooku. Z postu dowiadujemy się, że Patrycja Sierańska ma 17 lat i mieszka pod Warszawą. W środę wyjechała z miejscowości Szelków koło Warszawy. Rodzinie powiedziała, że jedzie spotkać się z chłopakiem, który mieszka na Białołęce. To starszy od niej mężczyzna o imieniu Artur.

– Jeszcze tego samego dnia Patrycja zadzwoniła do mnie, płakała i mówiła do kogoś z kim była, że „nigdzie nie jedzie”. Ten telefon mnie przeraził i natychmiast zgłosiłam zaginięcie córki na policji – powiedziała Wirtualnej Polsce pani Zuzanna, mama nastolatki.

Tajemniczy telefon z Berlina

Drugi i ostatni raz kontakt z rodziną Patrycja nawiązała w czwartek rano. Zadzwoniła do mamy z nieznanego telefonu z dworca kolejowego Ostbanhof w Berlinie, który obsługuje połączenia dalekobieżne. Zanim pani Zuzanna zapytała, gdzie córka jest, ta rozłączyła się. Mama 17-latki zadzwoniła na niemiecki numer, który jej się wyświetlił.

– Okazało się, że to telefon jakiejś kobiety, Niemki. Zauważyła na dworcu płaczącą dziewczynę. Podeszła do niej i zapytała, czy nie potrzebuje pomocy. Patrycja poprosiła ją o to, aby mogła skorzystać z telefonu. Tłumaczyła, że jej telefon nie działa – powiedziała Wirtualnej Polsce pani Zuzanna.

Jak twierdziła właścicielka telefonu, dziewczyna była na dworcu z mężczyzną. Wtedy po raz ostatni mama rozmawiała z Patrycją. Od tej pory nie ma z nastolatką kontaktu.

Rysopis nastolatki

Patrycja była ubrana w czarne legginsy oraz bluzę i buty Nike w tym samym kolorze. Ma 152 cm wzrostu, 50-52 kg, zielono-szare oczy, włosy jasny blond. Jej cechą charakterystyczną jest bardzo jasna karnacja.

Osoby, które wiedzą, gdzie może przebywać Patrycja Sierańska, proszone są o kontakt z Komendą Rejonową Policji Warszawa Wola, tel. (22) 603 94 50 lub 112.
Źródło info i foto: wp.pl

Sprawcy śmiertelnego postrzelenia Polki w Berlinie trafili do aresztu. Policja: Powód był błahy

Niemiecka policja ujawniła kolejne szczegóły śledztwa po postrzeleniu 25-letniej Polki na ulicach Berlina. 2 i 3 stycznia aresztowano dwóch mężczyzn, którzy przyznali się do współudziału w zarzucanych czynów – podaje niemiecki portal dw.pl. Polka prawie dobę walczyła o życie; zmarła w szpitalu.

Wiktoria S. została postrzelona z bliska w głowę 27 grudnia w berlińskiej dzielnicy Neukoelln. Według świadków i lokalnej policji Polka została postrzelona najprawdopodobniej w wyniku kłótni.

Niemiecka policja i prokuratura, które badają sprawę poinformowały w piątek, że w sprawie zatrzymano dwóch mężczyzn; ich narodowość nie została ujawniona.

29-letni „były przyjaciel” Wiktorii i inny 39-latek przyznali się kolejno do sprawstwa i współsprawstwa – podaje dw.pl. Pierwszy już przebywa w areszcie. Wobec drugiego sąd ma zadecydować o środku zapobiegawczym.

W komunikacie podano, że policja odnalazła również broń, z której postrzelono Polkę. – Wstępne ustalenia wskazują na błahy powód zabójstwa – podaje policja. 25-letnia Wiktoria po przewiezieniu jej do szpitala przebyła operację głowy. Jednak po kilkunastu godzinach zmarła w wyniku odniesionych obrażeń.
Źródło info i foto: TVP.info

Areszt dla dwóch podejrzanych o zamordowanie 25-letniej Polki

Prokuratura generalna w Berlinie zatrzymała dwóch podejrzanych o zamordowanie w ubiegłym tygodniu 25-letniej Polki Wiktorii S. Mężczyźni zostali tymczasowo aresztowani w środę (2 stycznia) i czwartek – podała stołeczna prokuratura. Obydwaj są obecnie przesłuchiwani. Ciąży na nich podejrzenie zamordowania strzałem w głowę 25-letniej Polki Wiktorii S. Berlińska policja nie podaje na razie szczegółów toczącego się śledztwa. Nie podaje także wieku ani narodowości zatrzymanych.

Strzał w głowę

Wiktoria S. została postrzelona z najbliższej odległości w poświąteczny czwartek, 27 grudnia. Zdarzenie miało miejsce w berlińskiej dzielnicy Neukoelln na ulicy Oderstrasse w pobliżu Siegfriedstraße. Znajdują się tam budynki mieszkalne, a także kompleks sportowy i szereg warsztatów samochodowych. Wieczorami i w nocy miejsce to jest opustoszałe.

O ciężko rannej zawiadomił pogotowie anonimowy informator. Mimo natychmiastowej operacji lekarze nie zdołali uratować Polki. Zmarła w szpitalu.

Policja szuka świadków

Śledczy poszukują świadków, którzy widzieli już kiedyś Wiktorię S., jak piszą niemieckie gazety „ładną, rudowłosą kobietę o poważnym spojrzeniu”.

Zabójstwo Polki było w ubiegłym roku już drugą, spektakularną sprawą kryminalną na ulicy Oderstrasse. We wrześniu został tam zastrzelony przestępca, członek arabskiego klanu Nidal R. Do dzisiaj nie wykryto sprawców. Policja wyklucza związek tego przestępstwa z morderstwem na Polce.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Nie żyje 25-letnia Polka postrzelona w czwartek w Berlinie

Postrzelona w czwartek wieczorem w berlińskiej dzielnicy Neukoelln 25-letnia Polka zmarła w szpitalu. Taką informację podały niemiecka prokuratura i policja. W czwartek późnym wieczorem anonimowy informator zawiadomił straż pożarną o leżącej na chodniku Neukoelln nieprzytomnej kobiecie.

Polkę z raną postrzałową głowy przewieziono do szpitala. Tam przez ponad dobę walczyła o życie.

Nie jest jeszcze znany motyw zbrodni. We wrześniu na tej samej ulicy zastrzelono jednego z członków arabskiego klanu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Berlin: Dodatkowe zabezpieczenia bożonarodzeniowego jarmarku. Na ulicach staną betonowe cokoły

Dwa lata po zamachu terrorystycznym, w którym zginęło 12 osób, rozpoczęły się przygotowania do otwarcia bożonarodzeniowego jarmarku przy Breitscheidplatz w Berlinie – tym razem przy podjętych przez władze daleko idących środkach bezpieczeństwa.

W poniedziałek po południu rozpoczęło się rozstawianie różnego rodzaju zapór i blokad, które mają zapobiec ewentualnemu kolejnemu atakowi.

Na ulicach położonych w okolicy śródmiejskiego placu Breitscheidplatz pojawią się ciężkie metalowe słupy, metalowe kosze wypełnione workami z piaskiem, a także stalowe i betonowe cokoły. Zabezpieczenia te mają uniemożliwić przeprowadzenie zamachu z wykorzystaniem samochodu o wadze do 40 ton.

W związku z podjętymi zabezpieczeniami zablokowany będzie też pobliski odcinek popularnej handlowej ulicy Kurfuerstendamm w kierunku zachodnim.

2,5 mln euro na zabezpieczenia

Na zabezpieczenia jarmarku władze kraju związkowego Berlin wydały ok. 2,5 mln euro. Metalowe słupy i bloki z betonu w przyszłości mają być wykorzystywane ponownie. Działania podjęte na Breitscheidplatz mają pomóc władzom w ustaleniu, jakie zabezpieczenia będą potrzebne w innych miejscach.

Bożonarodzeniowy jarmark przy Breitscheidplatz, w pobliżu znanego Kościoła Pamięci Cesarza Wilhelma (Kaiser-Wilhelm-Gedaechtniskirche), ruszy za tydzień, 26 listopada.

W ubiegłym roku jarmark również się odbył, z wyjątkiem rocznicy zamachu, kiedy zorganizowano uroczystości związane z tym wydarzeniem i odsłonięto pomnik poświęcony pamięci ofiar.

Zastrzelił polskiego kierowcę i wjechał w tłum

Pochodzący z Tunezji terrorysta Anis Amri 19 grudnia 2016 roku zastrzelił w Berlinie polskiego kierowcę Łukasza Urbana i wjechał jego 40-tonową ciężarówką na świąteczny jarmark na placu Breitscheidplatz, zabijając tam 11 osób i raniąc ponad 70. Udało mu się zbiec do Włoch, gdzie w cztery dni po zamachu zginął w wymianie ognia z policją.

Był to – jak pisze agencja dpa – największy dotąd zamach terrorystyczny w Niemczech.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: Muzyk zamordowany przez Polaków. Sąd był bezlitosny

Sąd krajowy w Berlinie wymierzył we wtorek kary długoletniego więzienia dwóm polskim robotnikom budowlanym, oskarżonym o zamordowanie z motywów homofobicznych 47-letniego muzyka Jima Reevesa. Do zbrodni doszło w lutym 2016 roku.

31-letni współsprawca zabójstwa został skazany na 14 lat pozbawienia wolności, a jego 24-letni kompan na 13 lat. Jak głosi sentencja wyroku, obaj są winni szczególnie ciężkiego przypadku zabójstwa oraz szczególnie ciężkiego przypadku wykorzystania osoby niezdolnej do stawiania oporu. W chwili popełniania zbrodni znajdowali się w stanie silnego upojenia alkoholowego.

Biseksualny Reeves i jego zabójcy nocowali w 6-osobowym pokoju w jednym z hosteli w Berlinie. Jak podano w wyroku, muzyk zaproponował najpierw obu mężczyznom kontakt seksualny. Został pobity do nieprzytomności, a następnie sprawcy „w zdegenerowany, będący przejawem homofobicznych uczuć sposób kilkakrotnie nadziali go na nogę od krzesła”. Ofiara ataku zmarła wskutek wewnętrznego krwotoku.

Prokurator żądał dla każdego z oskarżonych kary 14 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. 24-latek przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów, natomiast drugi współsprawca twierdził, iż jest niewinny. Sąd orzekł ponadto umieszczenie 31-latka na oddziale odwykowym. Wyrok sądu krajowego nie jest jeszcze prawomocny.

24-latek zatrzymany został w Polsce 18 dni po dokonaniu zbrodni. Po odbyciu w Polsce kary za inne przestępstwo został wydany władzom niemieckim.

Drugi z Polaków wpadł w ręce policji pod Barceloną w Hiszpanii w lutym ubiegłego roku. Funkcjonariusze znaleźli przy nim dwa sfałszowane dowody osobiste, paralizator, trzy telefony komórkowe i 7 tys. euro w gotówce.

Pochodzący z Kolonii Reeves był liderem zespołu Squeezer, który największe sukcesy osiągał w latach 90. Do największych przebojów zespołu należały utwory „Blue Jeans” i „Sweet Kisses”. W okresie późniejszym artysta pracował jako aktor i model.
Źródło info i foto: TVP.info

Berlin: Starcia neonazistów z antyfaszystami. Ranny policjant

Co najmniej jeden policjant został w sobotę ranny w Berlinie, gdzie około pięciuset antyfaszystowskich działaczy starło się z podobną liczbą neonazistów, którzy obchodzili 31. rocznicę samobójczej śmierci w tamtejszym więzieniu Rudolfa Hessa. Wielu skrajnie prawicowych działaczy, ubranych w czerwień i biel, niosło czerwono-biało-czarne flagi Trzeciej Rzeszy z 1933-35 roku.

Jedna grupa niosła transparent z napisem „Niczego nie żałuję: Berlińscy Narodowi Socjaliści”, nawiązujący do cytatu z Hessa, jednego z przywódców Trzeciej Rzeszy.

„Pojawiły się doniesienia o obrażeniach, gdy kilka kamieni i butelek zostało rzuconych w stronę skrajnie prawicowych demonstrantów” – powiedział agencji Reutera rzecznik prasowy berlińskiej policji Thilo Cablitz. „Co najmniej jeden policjant został ranny. Ale marsz wciąż trwa” – dodał.

Ponad 2 tys. funkcjonariuszy policji

W celu zapobieżenia przemocy podczas marszu neonazistów w Berlinie oraz osobnego marszu w Spandau, na przedmieściach miasta, rozmieszczono około 2300 funkcjonariuszy policji. W marszu w Spandau, gdzie Hess odbywał karę więzienia, uczestniczyło około 50 osób.

Jak podaje Reuters, wielu różnych kontrdemonstrantów prowadziło pokojowe siedzące protesty wzdłuż trasy marszu neonazistów w berlińskiej dzielnicy Lichtenberg, podczas gdy inni gromadzili się i wykrzykiwali antyfaszystowskie hasła, jak „Naziści won!”.

Rudolf Hess, partyjny zastępca Adolfa Hiltera w NSDAP, uciekł w 1941 roku samolotem do Wielkiej Brytanii, gdzie był internowany do końca wojny. Międzynarodowy Trybunał w Norymberdze skazał go na dożywotnie więzienie. Karę odbywał w więzieniu Spandau. 17 sierpnia 1987 roku znaleziono 93-letniego więźnia powieszonego w celi na kablu elektrycznym.

Zakaz używania symboli nazistowskich

W Niemczech obowiązują restrykcyjne przepisy zakazujące używania symboli nazistowskich, takich jak flaga ze swastyką. W ostatnich latach jednak skrajna prawica umocniła się w następstwie przybycia z początkiem 2015 r. ponad miliona głównie muzułmańskich migrantów.

W lipcu br. z aresztu w Monachium zwolniono Ralfa Wohllebena, który w procesie dotyczącym zbrodni popełnionych przez neonazistowską organizację NSU (Narodowosocjalistyczne Podziemie) został skazany na 10 lat więzienia za dostarczenie jej członkom broni.

Do uprawomocnienia się wyroku mężczyzna miał pozostać w areszcie. Wyższy Sąd Krajowy w Monachium uchylił jednak nakaz aresztowania Wohllebena; ponieważ mężczyzna spędził w areszcie już sześć lat i osiem miesięcy, uznano, że reszta kary będzie znikoma.

W toczącym się przez ponad pięć lat procesie w sprawie NSU skazanych zostało ogółem pięć osób, w tym neonazistka Beate Zschaepe, uznana za winną współudziału w 10 zabójstwach. Zschaepe przez niemal 14 lat była partnerką życiową członków NSU, Uwe Mundlosa i Uwe Boehnharda, gdy ci popełniali zbrodnie, w tym zabójstwa ośmiu tureckich drobnych przedsiębiorców, greckiego restauratora i niemieckiej policjantki w latach 2000-2007. Członkowie NSU dokonali ponadto 15 napadów na banki i dwóch zamachów bombowych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Większe pieniądze dla rodzin ofiar zamachu w Berlinie. Właściciel skradzionego tira nie ma szans na wyższe odszkodowanie

Niemiecki parlament uchwali wyższe świadczenia dla ofiar zamachów terrorystycznych. Otrzymają je m.in. bliscy ofiar ataku terrorystycznego w Berlinie, wśród których jest rodzina polskiego kierowcy ciężarówki, zabitego przez zamachowca przed atakiem na jarmark bożonarodzeniowy. Szans na wyższe odszkodowanie nie ma natomiast polski przedsiębiorca, którego ciężarówka została użyta w zamachu.

Nowe przepisy stanowią, że ofiary zamachów terrorystycznych będą dostawać 30 tys. euro jednorazowej rekompensaty. Wcześniej ta kwota wynosiła 10 tys. euro. Większą sumę – 15 tys. euro (zamiast 5 tys.) – otrzymywać będzie też rodzeństwo ofiar.

Według nowych przepisów, dzieci, które na skutek zamachu terrorystycznego utraciły któregoś z rodziców, otrzymają w przyszłości do 45 tys. euro jednorazowej zapomogi na życie. Pieniądze dostanie również rodzina zamordowanego przez zamachowca z Berlina polskiego kierowcy ciężarówki – Łukasza Urbana.

Ubezpieczyciel odmówił wypłaty odszkodowania

Polak był pierwszą ofiarą zamachu, którego 19 grudnia ub.r. dokonał Tunezyjczyk Anis Amri. Terrorysta porwał ciężarówkę, zabił Urbana, a następnie wjechał 40-tonowym pojazdem w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina na Breitscheidplatz. W wyniku zamachu zginęło 12 osób, a ponad zostało 50 rannych, wiele bardzo ciężko.

Nowe przepisy nie obejmą za to Ariela Żurawskiego – właściciela firmy transportowej z Gryfina, którego ciężarówka została wykorzystana w tym zamachu terrorystycznym.

Przedsiębiorca w przeszłości otrzymał 10 tys. euro, choć swoje straty, związane z utratą leasingowanej ciężarówki, wycenił na ponad 90 tys. euro.

– Ubezpieczyciel odmówił mi wypłaty odszkodowania, uznając iż polisa nie obejmuje zamachu terrorystycznego – mówił nam Żurawski w październiku 2017 r. Przedsiębiorca domagał się m.in. zwrotu 34 tys. euro pierwszej wpłaty leasingu oraz kosztów naprawy naczepy.

Polak rozmawiał w tej sprawie m.in. z byłym pełnomocnikiem ds. ofiar Kurtem Beckiem. – Spotkania były krótkie, zdawkowe i nic nie dały – powiedział Żurawski w rozmowie z Deutsche Welle.

„Nie tak wyobrażałem sobie pomoc ze strony Niemiec”

Niemcy argumentują, że „pomoc finansowa dla Ariela Żurawskiego została wypłacona z pieniędzy ministerstwa spraw zagranicznych, które nie mają nic wspólnego z funduszem dla ofiar zamachów terrorystycznych”.

Polakowi, który prywatnie był kuzynem zamordowanego kierowcy, pomogła firma, od której leasingował ciężarówkę. Scania zgodziła się zatrzymać pojazd i rozwiązać umowę leasingową, nie żądając spłaty kolejnych rat. Podobnie zachowała się firma ThyssenKrupp, do której kierowca pana Ariela wiózł stalowe konstrukcje. Dotarły ona z kilkumiesięcznym opóźnieniem, zardzewiałe, ale ThyssenKrupp odstąpiło od roszczeń z tego tytułu.

Żurawski, który powtarza, że „nie tak wyobrażał sobie pomoc ze strony Niemiec”, w przeszłości zrezygnował również z pieniędzy z internetowych zbiórek.

– Prosiłem o zamknięcie tych zbiórek – mówił polsatnews.pl. Według niego zebrane w ten sposób pieniądze mogłyby mu przynieść więcej szkody niż pożytku – nie tylko w rozliczeniu ze skarbówką, ale i w konfrontacji z ludzką zawiścią. – Byłbym ze wszystkiego rozliczany – argumentował Żurawski, który tuż po zamachu, w „gorącym” okresie przedświątecznym, musiał „wstrzymać” na kilka dni działalność swojej firmy.

Jak wyjaśniał, miał dużo zleceń, ale ich nie wykonywał, przez co poniósł kolejne straty. Teoretycznie przedsiębiorca mógłby dochodzić swoich spraw przed sądem, jednak jak tłumaczy, nie stać go na tak kosztowny proces.
Źródło info i foto: polsatnews.pl