Posts Tagged “Berlin”

Aresztowany w Polsce 18-letni Ilyas A., podejrzany o zabójstwo mieszkanki Berlina, nie miał prawa przebywać w Niemczech. Niemieckie urzędy popełniły rażące błędy.

Ilyas A. został aresztowany w Polsce. Policja wpadła na jego trop, kiedy w okolicach Warszawy włączył telefon swojej ofiary. 18-letni Czeczen podejrzewany jest o zamordowanie w Berlinie 60-letniej Susanne Fontaine. Jej zwłoki znaleźli spacerowicze w berlińskim parku Tiergarten dopiero na trzeci dzień po zabójstwie.

W Niemczech Ilyas A. ubiegał się o azyl, ale Czeczen dawno już miał być deportowany do Rosji – informują niemieckie media. Był dobrze znany niemieckiej policji. Przyjechał do Niemiec z rodziną w 2012 roku. Dwa lata później cała rodzina została odesłana do Polski – bo tam dostała się do UE. Kilka miesięcy później 15-letni wówczas Ilyas ponownie zagościł w Niemczech i wystąpił w Berlinie o azyl. Niemieckie urzędy pozwoliły mu – pod pewnymi warunkami zostać niemal do końca sierpnia 2015. Ilyas A. szybko jednak popadł w konflikt z prawem. Miał na koncie liczne kradzieże, włamania i napady. Jego ofiarami padali najczęściej seniorzy, za którymi wkradał się do domów. W czerwcu 2015 w ciągu pięciu dni napadł na trzy kobiety w podeszłym wieku – przypomina dziennik “Tagesspiegel”.

W szarej strefie

Policja aresztowała Ilyasa A. już we wrześniu 2015. Powędrował za kratki na 18 miesięcy. Potem – w grudniu 2016 – miał być deportowany. Do deportacji jednak nie doszło. Jak informuje stołeczny tabloid “B.Z.”, rosyjskie urzędy odmówiły opieki nad niepełnoletnim jeszcze wtedy Ilyasem.

Do deportacji miało dojść najpóźniej 10 sierpnia 2017, kiedy Czeczen osiągnął pełnoletność. Pomiędzy jego urodzinami a 5 września – dniem zamordowania Susanne Fontaine – było 3,5 tygodnia, w których można go było wsadzić do samolotu w kierunku Rosji – pisze “Tagesspiegel”. Problem tylko w tym, że nikt nie znał miejsca jego pobytu. Ilyas A. znalazł się w szarej strefie.

Zawinił system

To nie jedyny taki przypadek – zaznacza “Tagesspiegel”. Dziennik przypomina, że podobny dotyczył Anisa Amriego, zamachowca na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie w grudniu 2016, w którym zginęło 12 osób. “Amri nie miał wtedy prawa siedzieć za kierownicą ciężarówki, tylko za kratkami, jeśli niemiecki system prawny dobrze by funkcjonował” – zauważa “Tagesspiegel”.

Inna sprawa dotyczy Huseina K., który w październiku 2016 zgwałcił i zamordował studentkę we Fryburgu. Afgańczyk miał już za sobą karę więzienia w Grecji, gdzie napadł na studentkę, która cudem przeżyła. Z 10 lat odsiedział tylko 2,5. Kiedy pod koniec 2015 roku przyjechał do Niemiec, porównano jego odciski palców z bazą danych “Eurodac”, w której teoretycznie mają być zarejestrowane wszystkie osoby ubiegające się o azyl w UE. Rejestracji powinni już byli dokonać greccy urzędnicy. “Często jednak nie działa komunikacja między urzędami, nawet w Niemczech. Błędy, wygoda, ignorancja, wyrozumiałość” – konstatuje “Tagesspiegel”.

Susanne mogłaby nadal żyć

Stołeczny dziennik zauważa, że z 11 tys. osób w Berlinie, których wnioski o azyl zostały odrzucone i które podlegają wydaleniu z kraju, aż 6 tys. ma status tzw. pobytu tolerowanego. “Jeśli prawo i wyrok zezwalały na deportację, zastanawiam się, dlaczego to się nie stało już siedem miesięcy temu!” – mówił dziennikarzom “B.Z.” wdowiec po Susanne Fontaine, Klaus Rasch: “Jestem pewny, że moja żona nadal by żyła”.

Podejrzany o zabójstwo Czeczen został już deportowany do Niemiec i przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Berlińska policja popełniła w działaniach operacyjnych przeciwko tunezyjskiemu terroryście Anisowi Amriemu rażące błędy – wynika z raportu śledczego Bruno Josta. Jego zdaniem możliwe było wcześniejsze aresztowanie islamisty, co zapobiegłoby zamachowi.

Nie mamy matematycznej pewności, że można było aresztować Amriego i zapobiec zamachowi, ale istniała w każdym razie – gdyby wszystko przebiegło pomyślnie – realna szansa na zatrzymanie go i umieszczenie przynajmniej na jakiś czas w areszcie śledczym – powiedział Jost dziennikarzom w czwartek w Berlinie podczas prezentacji raportu końcowego.

19 grudnia 2016 roku Amri porwał z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając dalszych 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.

Autor raportu zwraca uwagę, że Amri uznany został przez policję za osobę stanowiącą zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Policja zrezygnowała jednak z niezrozumiałych powodów po sześciu tygodniach – w czerwcu 2016 roku – z obserwowania islamisty, pomimo zgody prokuratury na działania operacyjne wobec niego do 21 października 2016 roku. Berlińska policja twierdziła, że obserwowany nie zachowuje się w sposób charakterystyczny dla islamistów.

Zdaniem Josta policja nie zwróciła należytej uwagi na handel narkotykami uprawiany przez Amriego na skalę przemysłową. Z rozmów telefonicznych z matką wynikało, że przekazywał jej do Tunezji spore sumy pieniędzy, których – po skreśleniu mu zasiłku – nie mógł uzyskiwać w uczciwy sposób.

Brak analizy zawartości telefonu komórkowego

Za ciężki błąd Jost uznał brak analizy zawartości telefonu komórkowego zarekwirowanego Amriemu przez policję w lutym 2016 roku.

Zdaniem śledczego w lipcu 2016 roku nadarzyła się dogodna okazja aresztowania Amriego na kilka miesięcy. Podczas kontroli we Friedrichshafen na południu Niemiec policja znalazła u niego dwa sfałszowane włoskie dowody osobiste oraz narkotyki. Przesłuchanie zatrzymanego przeprowadzono zdaniem Josta w sposób “dyletancki”, a powinni byli uczestniczyć w nim śledczy z Berlina.

Chaos w niemieckiej administracji migracyjnej

Autor raportu zwraca przy okazji uwagę na panujący w 2015 roku chaos w niemieckiej administracji migracyjnej, który uniemożliwiał władzom dokładną rejestrację migrantów. Amri został zarejestrowany po raz pierwszy 6 lipca 2015 roku we Fryburgu (Badenia-Wirtembergia) i skierowany do ośrodka dla uchodźców w Karlsruhe. Przy tej okazji zostały pobrane od niego odciski palców i dłoni.

Tunezyjczyk nie zgłosił się jednak w wyznaczonym miejscu, lecz dał się zarejestrować ponownie, tym razem w Ellwangen, podając inną datę urodzenia. W tym samym roku trzykrotnie zgłosił się do urzędu migracyjnego w Berlinie, podając za każdym razem inną tożsamość i narodowość, m.in. egipską i palestyńską.

Osobną sprawą, rzucającą cień na berlińską policję, była próba wprowadzenia w błąd władz Berlina przez pracowników Urzędu Kryminalnego poprzez manipulację dokumentów po zamachu. W tej sprawie toczy się śledztwo. Minister spraw wewnętrznych Berlina Andreas Geisel zlecił Jostowi w kwietniu przygotowanie raportu oceniającego pracę policji i innych władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Nieznani sprawcy poważnie uszkodzili w nocy z czwartku na piątek samochód członka zarządu antyimigranckiej partii Alternatywa dla Niemiec (AfD) Georga Pazderskiego i zaatakowali jego dom w Berlinie – potwierdziła niemiecka policja. Według Pazderskiego w jego samochodzie przedziurawiono opony i wybito szyby. Na fasadzie domu w dzielnicy Rahnsdorf na południowo-wschodnim skraju Berlina widoczne są ślady spryskania farbą.
 
- Napastnicy obrzucili dom butelkami i kamieniami brukowymi. Moja żona i ja coś także słyszeliśmy, ale z powodu huraganu (Xavier) zakładaliśmy, że spadły gałęzie – powiedział Pazderski, który przewodniczy frakcji AfD w Izbie Deputowanych (parlamencie krajowym) Berlina. W wyborach do Bundestagu w ubiegłym miesiącu bezskutecznie ubiegał się o mandat bezpośredni w okręgu Berlin-Pankow.

W opinii rzecznika do spraw polityki wewnętrznej frakcji AfD w berlińskiej Izbie Deputowanych Karstena Woldeita współodpowiedzialność za atak przeciwko Pazderskiemu ponosi berliński socjaldemokratyczny senator (krajowy minister) spraw wewnętrznych Andreas Geisel.
 
Na plenarnym posiedzeniu Izby pod koniec września Geisel skomentował zajścia przed sztabem wyborczym AfD zaraz po ogłoszeniu sondażowych wyników wyborów do Bundestagu. Według protokołu miał powiedzieć: “Wychowano mnie tak, że moja matka mówiła mi zawsze: kto rozdziela ciosy, ten musi również potrafić je przyjmować”. Geisel dodał, że ten kto przyczynił się do zaostrzenia dyskusji politycznej w kraju, nie powinien się dziwić protestom skierowanym odwrotnie. – Popieram całkiem zdecydowanie protesty skierowane odwrotnie – akty przemocy potępiam – zaznaczył polityk SPD.
 
Zdaniem Woldeita “zapewne ekstremistycznie lewicowi sprawcy” potraktowali słowa Geisela jako inspirację dla siebie. Nie był to pierwszy tego rodzaju incydent dotyczący działacza AfD. 28 września nieznani sprawcy obrzucili w Hamburgu woreczkami z farbą dom sekretarza wykonawczego frakcji tej partii w Bundestagu Bernda Baumanna.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed sądem w Celle w Dolnej Saksonii rozpoczął się we wtorek proces radykalnego islamskiego kaznodziei Abu Walaa. Według prokuratury jest on czołową postacią tak zwanego Państwa Islamskiego w Niemczech. Razem z nim na ławie oskarżonych zasiada czterech innych islamistów. 33-letni Irakijczyk pełnił funkcję imama w meczecie w Hildesheim w Dolnej Saksonii. Prokuratura zarzuca mu głoszenie islamistycznych kazań wzbudzających nienawiść i wykorzystywanie meczetu do werbowania na terenie Niemiec bojowników IS na wojnę w Syrii i Iraku.

Abu Walaa działał także w Nadrenii Północnej-Westfalii. Według niemieckich służb radykalny kaznodzieja skłonił do wyjazdu w rejon walk co najmniej 24 osoby, z których sześć zginęło.

Nadzwyczajne środki ostrożności

Na ławie oskarżonych zasiada oprócz Abu Walla czterech innych mężczyzn w wieku od 27 do 51 lat oskarżonych o rekrutowanie ochotników do dżihadu. Cała grupa został aresztowana w listopadzie 2016 roku. W budynku Wyższego Sądu Krajowego w Celle zastosowano nadzwyczajne środki ostrożności. Oskarżeni zostali umieszczeni za szybą ze szkła pancernego. Grozi im do 10 lat pozbawienia wolności.

Koronny świadek w procesie Anil O. twierdzi, że uległ radykalizacji właśnie pod wpływem kazań Abu Walaa. 23-latek walczył po stronie IS w Syrii, ale po pewnym czasie zerwał z dżihadystami. Po powrocie do Niemiec skazany został na karę więzienia w zawieszeniu.

Inspirował zamach w Berlinie?

Tunezyjski terrorysta Anis Amri, który w grudniu 2016 roku porwał ciężarówkę, zamordował jej polskiego kierowcę, a następnie wjechał w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie zabijając 12 osób i raniąc blisko 60, miał utrzymywać kontakty zarówno z samym Abu Walaa, jak i z jego współpracownikami – podała telewizja ZDF.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Niemiecka policja popełniła kardynalne błędy podczas działań operacyjnych przeciwko Tunezyjczykowi Anisowi Amriemu, który w grudniu 2016 r. porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu polskiego kierowcy wjechał nią w tłum w Berlinie, zabijając 12 osób – podał w sobotę “Der Spiegel”.

Jak pisze wydawany w Hamburgu magazyn, przebywający na Zachodzie Niemiec Amri przyjechał 18 lutego do Berlina. Policja w Nadrenii Północnej-Westfalii kontrolująca jego rozmowy w internecie z bojownikami Państwa Islamskiego (IS) w Libii uznała go za osobę niebezpieczną, która może w każdej chwili dokonać aktu przemocy.

Z tego powodu policja w Berlinie dostała polecenie dyskretnego obserwowania migranta z Tunezji. Jednak berlińscy funkcjonariusze wbrew wcześniejszym ustaleniom zabrali podejrzanego z dworca autobusowego na komendę i w dodatku zarekwirowali mu będący na podsłuchu telefon komórkowy.

Jak wynika z akt śledztwa, do których dotarł “Spiegel”, od tego momentu Amri nie tylko był uprzedzony o działaniach operacyjnych, lecz w dodatku ostrzegł innych islamistów o obserwacji. Agent policji “Murat” uplasowany w kręgach islamistów zaznał, że Amri poinformował go o przesłuchaniu w Berlinie i konfiskacie telefonu.

W tym czasie radykalny kaznodzieja Boban S. o przydomku “Serb” zaapelował do islamistów, by byli bardziej ostrożni i nie zabierali telefonów komórkowych udając się w podróże.

Wpadka berlińskiej policji to nie jedyny błąd popełniony wobec Amriego. W marcu 2016 roku w Oberhausen pracownica urzędu miejskiego miała ostrzec Amriego, że musi uważać, ponieważ policja podejrzewa go o wyłudzanie świadczeń.

Amri 19 grudnia 2016 roku porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.

Amri znany był niemieckiej policji na długo przed zamachem. Funkcjonariusze berlińskiego urzędu kryminalnego, którzy obserwowali podejrzanego, zbagatelizowali jednak zagrożenie, a po fakcie sfałszowali dokumentację, by ukryć swój błąd. Powołana przez władze Berlina komisja analizuje przyczyny nieprawidłowości.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Z piątku na sobotę doszło do strzelaniny na ulicach Berlina. Jest ofiara śmiertelna i są ranni. Policja poszukuje sprawców napadu i bada ich motywy. Jedna osoba nie żyje, a trzy zostały ranne w wyniku nocnej strzelaniny na ulicach Berlina. Do incydentu doszło w nocy z piątku na sobotę przed jedną z berlińskich dyskotek.

“Nie znamy motywów sprawców, nie wiemy, kim są” – oświadczyła policja.

Pierwsze ustalenia funkcjonariuszy wskazują jednak na większą grupę ludzi między, którymi wywiązała się awantura. W pewnym momencie ktoś chwycił za broń i oddał strzały.
Źródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Jak podaje Radio ZET, szczecińska prokuratura przedłuża śledztwo dotyczące zamachu terrorystycznego w Berlinie oraz powiązanego z nim zabójstwa polskiego kierowcy.

Zamach terrorystyczny miał miejsce 19 grudnia ubiegłego roku w Berlinie. Zamachowiec uprowadził ciężarówkę polskiej firmy transportowej i zastrzelił kierującego nią Polaka. Rozpędzona ciężarówka wjechała w tłum ludzi zgromadzonych na jarmarku bożonarodzeniowym. Sprawcą zamachu był 24-letni Tunezyjczyk Anis Amri. Mężczyzna został zastrzelony we Włoszech.

W piątek Radio ZET poinformowało, że prokuratura w Szczecinie zdecydowała o przedłużeniu śledztwa. Polscy śledczy twierdzą, że zamachowiec Anis Amri mógł mieć pomocników. Według nieoficjalnych informacji, chodzi o wsparcie w ukryciu się po zamachu oraz w przygotowaniach do zabójstwa polskiego kierowcy. Śledczy o pomoc prawną w ustaleniu domniemanych pomocników terrorysty, zwrócili się do niemieckiej prokuratury.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Comments Brak komentarzy »

Przed Sądem Krajowym w Berlinie rozpoczął się w środę proces dwóch Polaków oskarżonych o zamordowanie 47-letniego muzyka Jima Reevesa. Do zbrodni doszło w lutym 2016 roku w jednym z berlińskich hosteli. Zdaniem prokuratury motywem zbrodni była homofobia.

Biseksualny Reeves i jego domniemani oprawcy nocowali w 6-osobowym pokoju w jednym z hosteli w Berlinie. Następnego ranka personel hotelu znalazł ciało martwego muzyka. W akcie oskarżenia zarzucono obu Polakom brutalne znęcanie się nad ofiarą z nienawiści do homoseksualistów.

Sprawcy bili mężczyznę pięścią i krzesłem, a następnie zgwałcili go za pomocą długiego przedmiotu. Ofiara ataku zmarła wskutek wewnętrznego krwotoku. Agencja dpa podkreśla, że obaj oskarżeni w wieku 23 i 30 lat nie okazują podczas rozprawy żadnych emocji i milczą.

Domniemani sprawcy są robotnikami budowlanymi. W Berlinie zatrzymali się przejazdem. Po zbrodni odjechali samochodem innego Polaka. Kierowca i jeden z pasażerów zostali powołani na świadków. Prokuratura opiera się m. in. na materiale DNA zabezpieczonym w miejscu zbrodni.

Jeden był wcześniej karany, przy drugim znaleziono fałszywe dowody

23-latek zatrzymany został w Polsce 18 dni po dokonaniu zbrodni. Po odbyciu w Polsce kary za inne przestępstwo, został wydany władzom niemieckim.

Drugi z Polaków wpadł w ręce policji pod Barceloną w Hiszpanii w lutym br. Funkcjonariusze znaleźli przy nim dwa sfałszowane dowody osobiste, paralizator, trzy telefony komórkowe i 7000 euro w gotówce. Pochodzący z Kolonii Reeves był liderem zespołu Squeezer, który największe sukcesy osiągał w latach 90. Do największych przebojów zespołu należały utwory “Blue Jeans” i “Sweet Kisses”. W okresie późniejszym artysta pracował jako aktor i model.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Pochodzący z Tunezji islamski terrorysta Anis Amri, który w grudniu 2016 roku porwał ciężarówkę i wjechał nią w tłum w Berlinie, zabijając 12 osób, uczył się podczas wcześniejszego pobytu we Włoszech strzelania – podał niemiecki tygodnik “Spiegel”. Tunezyjczyk, który w 2011 roku razem z Amrim przedostał się z Afryki na włoską wyspę Lampedusa, a potem udzielił mu na krótko gościny w swoim mieszkaniu we Włoszech, powiedział włoskiej policji, że obaj ćwiczyli strzelanie z pistoletu w okolicach wulkanu Etna na Sycylii.

Zdaniem “Spiegla” wcześniejsze ćwiczenia w obchodzeniu się z bronią mogły umożliwić Amriemu zastrzelenie z zimną krwią polskiego kierowcy, którego samochód porwał przed zamachem.

Z zeznań wynika ponadto, że Amri starał się o fałszywe dokumenty. Miał za nie zapłacić 3200 euro, nie wiadomo jednak, czy transakcja doszła do skutku.

Amri 19 grudnia 2016 roku porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.

Amri znany był niemieckiej policji na długo przed zamachem. Funkcjonariusze berlińskiego urzędu kryminalnego, którzy obserwowali podejrzanego, zbagatelizowali jednak zagrożenie, a po fakcie sfałszowali dokumentację, by ukryć swój błąd. Powołana przez władze Berlina komisja analizuje przyczyny nieprawidłowości.

Tunezyjczyk, który w 2011 roku razem z Amrim przedostał się z Afryki na włoską wyspę Lampedusa, a potem udzielił mu na krótko gościny w swoim mieszkaniu we Włoszech, powiedział włoskiej policji, że obaj ćwiczyli strzelanie z pistoletu w okolicach wulkanu Etna na Sycylii.

Zdaniem “Spiegla” wcześniejsze ćwiczenia w obchodzeniu się z bronią mogły umożliwić Amriemu zastrzelenie z zimną krwią polskiego kierowcy, którego samochód porwał przed zamachem.

Z zeznań wynika ponadto, że Amri starał się o fałszywe dokumenty. Miał za nie zapłacić 3200 euro, nie wiadomo jednak, czy transakcja doszła do skutku.

Amri 19 grudnia 2016 roku porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.

Amri znany był niemieckiej policji na długo przed zamachem. Funkcjonariusze berlińskiego urzędu kryminalnego, którzy obserwowali podejrzanego, zbagatelizowali jednak zagrożenie, a po fakcie sfałszowali dokumentację, by ukryć swój błąd. Powołana przez władze Berlina komisja analizuje przyczyny nieprawidłowości.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Rząd Niemiec wznowił zawieszoną w 2011 roku procedurę odsyłania uchodźców do Grecji. Niemieckie MSW potwierdziło we wtorek, że do końca lipca wystąpiło do władz Atenach o przyjęcie 392 osób. Grecja wyraziła dotychczas zgodę na powrót trzech osób. Rzeczniczka MSW w Berlinie Lisa Haeger powiedziała PAP, że decydując się na odsyłanie uchodźców Niemcy kierowały się zaleceniami Komisji Europejskiej z 8 grudnia 2016 roku.

KE uznała, że wznowienie procedury deportacji jest pod pewnymi warunkami możliwe. Zastrzegła, że dotychczas strona niemiecka nie przekazała Grecji żadnego uchodźcy.

Bez gwarancji godziwego traktowania

Zgodnie z zasadami porozumienia z Dublina uchodźcy powinni złożyć wniosek o azyl i oczekiwać na decyzję władz migracyjnych w pierwszym kraju UE, do którego wjechali. Jeżeli przed wydaniem decyzji wyjadą do innego kraju, powinni być odesłani do miejsca, gdzie złożyli wniosek. W przypadku Grecji przepisy o deportacji zawieszono w 2011 roku ze względu na ciężką sytuację gospodarczą w tym kraju, nie gwarantującą godziwego traktowania migrantów.

“Dobra wola” Aten

Grecki minister do spraw migracji Ioannis Mouzalas powiedział telewizji ARD we wtorek, że Ateny zgodziły się – “okazując dobrą wolę” przyjąć “niewielką liczbę osób” z Niemiec i innych krajów UE.

- Kraje te wywierały na nas presję. Rządy tych krajów chcą pokazać swoim obywatelom, że podejmują działania. Dlatego chcę im pomóc – powiedział grecki polityk w wyemitowanej wieczorem audycji “Raport z Moguncji”.

Organizacje wspierające uchodźców ostro krytykują niemiecki rząd. Rzecznik organizacji Pro Asyl Karl Kopp powiedział, że władze “popełniają grzech”, gdyż sytuacja w Grecji jest nadal katastrofalna. Zapowiedział, że jego organizacja będzie starała się zablokować deportacje.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »