Niemcy: Policja zatrzymała zwolenniczkę IS. Chciała wrócić do kraju

Niemiecka policja zatrzymała przy wjeździe do kraju wydaloną przez Turcję Niemkę, która miała być zwolenniczką tzw. Państwa Islamskiego. Niemieckie służby bezpieczeństwa zatrzymały podczas wjazdu do Niemiec domniemaną zwolenniczkę tzw. Państwa Islamskiego. Prokuratura federalna w Karlsruhe zarzuca Niemce tureckiego pochodzenia przynależność do bojówek tej organizacji terrorystycznej.

Zatrzymana wraz z inną kobietą została wydalona przez władze tureckie i przybyła samolotem liniowym w piątek wieczorem do Frankfurtu nad Menem. Jak poinformowały służby bezpieczeństwa, na pokładzie maszyny znajdował się także funkcjonariusz Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA).

Pieniądze od ISIS

Prokuratura generalna zarzuca zatrzymanej, że pod koniec 2014 r. wyjechała do Syrii, by żyć na terytorium tzw. Państwa Islamskiego. W 2015 r. kobieta miała poślubić jednego z dżihadystów, z którym przeniosła się do Iraku, gdzie zamieszkali w jednym z domów udostępnionych przez ISIS.

Kobieta zajmowała się gospodarstwem domowym, aby jej mąż mógł pozostać bez ograniczeń do dyspozycji organizacji. Podejrzana miała otrzymywać miesięcznie od ISIS 100 dolarów oraz posiadała karabin szturmowy. Para miała później wrócić do Syrii, gdzie na początku 2019 r. została zatrzymana przez kurdyjskie siły bezpieczeństwa.

Sędzia śledczy zadecyduje o aresztowaniu

Kobieta jeszcze w sobotę stanie przed sędzią śledczym Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH), który zadecyduje o wydaniu nakazu aresztowania i umieszczenia jej w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: interia.pl

Marek Falenta siedzi sam w celi z kamerami

Marek Falenta trafił do jednoosobowej celi monitorowanej całą dobę, ma pomoc psychologa, został potraktowany jak szczególny więzień – informuje „Rzeczpospolita”. Marek Falenta w ubiegłym tygodniu został sprowadzony z Hiszpanii do Polski, by odbyć karę więzienia za swój udział w tzw. aferze taśmowej (skazano go na 2,5 roku za kratkami). W ostatni poniedziałek Falenta nie trafił jednak do zakładu półotwartego, a do zamkniętego.

Decyzją Służby Więziennej Marka Falentę, ze względów bezpieczeństwa, umieszczono w celi jednoosobowej, która jest monitorowana całą dobę – podaje „Rzeczpospolita”. Miały o tym zadecydować „szczególne okoliczności”. Jakie? Gdy Falenta zbiegł do Hiszpanii przed odsiadką, podczas zatrzymania, groził policjantom, że popełni samobójstwo. Wszedł na balustradę w trakcie akcji służb i straszył, że skoczy z 9. piętra.

Falenta, o czym przypomina dziennik, miał nie chcieć trafić do polskiego więzienia, argumentując to obawami o swoje życie. Marek Falenta dostał też pomoc psychologa, jest objęty dodatkową kontrolą. Biznesmena od afery taśmowej umieszczono w celi Aresztu Śledczego Warszawa-Służewiec przy ul. Kłobuckiej.

„Z uwagi na medialny charakter sprawy objęty jest nadzorem i wzmożoną kontrolą funkcjonariuszy Służby Więziennej mającą na celu zapewnienie mu bezpieczeństwa” – wyjaśniała te szczególne środki ostrożności w rozmowie z „Faktem” płk Elżbieta Krakowska, rzeczniczka Służby Więziennej.

Marek Falenta i afera taśmowa. Biznesmen grozi PiS „ujawnienie szczegółów”
Drugim powodem, przez który ma takie specjalne traktowanie, są niedawne rewelacje ujawnione przez „Rz”. Chodzi o list Falenty do prezydenta Andrzeja Dudy, napisany przez biznesmena, gdy był w areszcie w Hiszpanii.

Falenta prosi w nim prezydenta o ułaskawienie, a jednocześnie grozi, że jeśli do tego nie dojdzie, to „ujawni zleceniodawców i wszystkie szczegóły” afery taśmowej. Marek Falenta w swoim piśmie wskazuje 13 osób z otoczenia Prawa i Sprawiedliwości, które miały zachęcać go do nagrywania VIP-ów w warszawskich restauracjach i wiedziały o jego działaniach.

Wśród wymienionych przez Falentę ludzi PiS są prezes tej partii Jarosław Kaczyński, który miał zaakceptować nagrywanie, a także były skarbnik Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Kostrzewski, który miał zlecać mu dalsze pozyskiwanie nagrań. Biznesmen od afery taśmowej wskazuje też w piśmie, że w zamian za jego „pracę” ludzie PiS obiecywali mu szereg korzyści.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Barcelona: Zwiększono ochronę Sagrada Familia

Wokół bazyliki Sagrada Familia w Barcelonie, niedokończonego arcydzieła katalońskiego architekta Antoniego Gaudiego, wzmocniono środki bezpieczeństwa. Zainstalowano 10 wykrywaczy metalu, skanery, kamery przemysłowe i zwiększono liczbę funkcjonariuszy do 40.

Katalonii, w których zginęło 16 osób. Przedstawiciele świątyni wyjaśnili jednak, że nowe środki bezpieczeństwa, działające od początku tego roku, „nie są bezpośrednią konsekwencją akcji terrorystycznych”, choć zamachy też brano pod uwagę.

Grupa dżihadystów 17 sierpnia zabiła w Barcelonie 15 osób i jedną w Cambrils nad Morzem Śródziemnym. Bojownicy przygotowali także – według jednego z zatrzymanych w związku z atakami – materiały wybuchowe do ataków na zabytki i kościoły, w tym na Sagrada Familia.

Środki bezpieczeństwa, wzorowane na stosowanych w Watykanie i na lotniskach, kosztowały 2,4 mln dolarów. Wcześniej kontrolę zwiedzających, którzy wchodzili do świątyni, przeprowadzono ręcznie i wizualnie. Sagrada Familia, uznawana za największe osiągnięcie Gaudiego, który kształtom wzorowanym na gotyckich katedrach nadał secesyjną formę, stała się jednym z symboli Barcelony i należy do najbardziej rozpoznawanych kościołów na świecie. Odwiedza ją w ciągu roku 4,5 mln turystów.
Źródło info i foto: TVP.info

ABW: Rosyjski naukowiec wydalony z Polski

Na wniosek Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego został wydalony z Polski Dmitryi K., naukowiec i przedstawiciel Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych w Moskwie – dowiedziała się PAP. Mężczyzna miał prowadzić działalność wymierzoną w polskie interesy. Rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn poinformował, że mężczyzna został wydalony z Polski w środę.

Z ustaleń ABW wynika, że mężczyzna prowadził działalność wymierzoną w polskie interesy, inicjował elementy wojny hybrydowej przeciwko Polsce, a także utrzymywał kontakty z rosyjskimi służbami specjalnymi – powiedział PAP Żaryn.

Materiały zgromadzone przez ABW wskazywały, że przebywanie Rosjanina w Polsce rodzi ryzyko dla naszego bezpieczeństwa narodowego. Działalność K. na rzecz wrogiego państwa nie mogła być tolerowana i szef ABW wniósł o wydalenie K. z Polski – wyjaśnił Żaryn. Rosjaninowi cofnięto zgodę na pobyt w RP i wydalono go z kraju – dodał.

Żaryn wyjaśnił, że K. działając oficjalnie jako naukowiec i badacz Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych w Moskwie, nawiązywał kontakty w środowiskach naukowych m.in. historyków i dziennikarzy. Znajdował osoby o prorosyjskich poglądach i wciągał je do współpracy. Oferował współpracę z rosyjskimi uczelniami, publikacje i wyjazdy naukowe finansowane przez stronę rosyjską.

Grupę współpracujących z nim osób instruował, co mówić, by prezentować prorosyjski punkt widzenia – zaznaczył rzecznik. Jak dodał, tak stworzoną sieć kontaktów, Dmitryi K. wykorzystywał do szerzenia propagandy prorosyjskiej.

Z ustaleń ABW wynika, że w ramach swojej działalności K. podejmował szereg inicjatyw wymierzonych w polskie interesy, m.in. inicjował kampanie informacyjne na rzecz Rosji prowadzone w Polsce, prowadził kampanie podgrzewające polsko-ukraińskie animozje, stymulował działania w Polsce, sprzeciwiające się demontowaniu sowieckich pomników, a także akcje dyskredytowania polskich władz, zarówno w polskich jak i zagranicznych mediach – tłumaczył Żaryn.

ABW ustaliło, że Dmitryi K. utrzymywał kontakt z rosyjskimi służbami specjalnymi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Przemycał bombę na lotnisku w Manchesterze. Sąd skazał 43-latka

Mężczyźnie, który w styczniu przybył na lotnisko w Manchesterze z bombą domowej roboty w walizce i próbował przemycić ją na pokład samolotu lecącego do Włoch, sąd koronny w Manchesterze wymierzył w środę karę 18 lat więzienia. Oskarżony nie przyznał się do winy. 43-letniemu Nadeemowi Muhammadowi postawiono zarzuty na początku miesiąca. Mężczyzna twierdził, że „nie miał z tym nic wspólnego”.

Do zdarzenia doszło 30 stycznia. Podczas kontroli bezpieczeństwa w bagażu podręcznym Muhammada znaleziono improwizowany ładunek wybuchowy zbudowany z taśmy maskującej, kabli, szpilek, baterii i tubki po markerze. Po zatrzymaniu przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa na lotnisku mężczyzna powiedział, że bomba została mu przez kogoś podrzucona. Mężczyznę przesłuchano, a ładunek zabezpieczono. Muhammad nie został aresztowany i po kilku dniach poleciał do Włoch.

Po jego wylocie biegły zbadał ładunek i stwierdził, że jest „prymitywny, lecz potencjalnie zdolny do wybuchu”. Zdaniem ekspertów ładunek zawierał nitroglicerynę i nitrocelulozę. Następnie przeszukano dom Muhammada we Włoszech. Urodzony w Pakistanie mężczyzna, który ma też paszport włoski, został zatrzymany po powrocie do Wielkiej Brytanii.

Twierdził, że dziecko włożyło bombę do walizki?

Zdaniem prokuratury zamierzał on zdetonować ładunek podczas lotu linią Ryanair do Bergamo we Włoszech. Sąd uznał go za winnego posiadania ładunków wybuchowych, które mogły narazić życie lub mienie. Prokuratorzy oświadczyli, że służby bezpieczeństwa początkowo nie uznały tej improwizowanej bomby za zdolną do eksplozji. Po ogłoszeniu wyroku sędzia Patrick Field poddał krytyce służby bezpieczeństwa lotniska za wysunięcie tego „całkowicie błędnego i potencjalnie niebezpiecznego” wniosku.

Muhammad utrzymywał, że nigdy wcześniej nie widział tego urządzenia i nie miał z tym nic wspólnego. Dodał, że najprawdopodobniej domowej roboty bombę włożyło do walizki jego dziecko.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Urzędy celne Unii Europejskiej wykryły 41 mln podrabianych towarów

W 2016 roku unijne urzędy celne wykryły na zewnętrznych granicach UE i zatrzymały ponad 41 mln podrabianych produktów – podała w czwartek Komisja Europejska. Całkowita ich wartość to ponad 670 mln dolarów. Ponad 80 proc. towarów pochodziło z Chin.

KE podała, że jedną trzecią stanowiły produkty i przedmioty, które mogły stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia, takie jak żywność i napoje, leki, zabawki i artykuły gospodarstwa domowego.
 
– Podrabiane towary stanowią rzeczywiste zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa konsumentów w UE, a także osłabiają legalne przedsiębiorstwa i dochody budżetowe państwa. Badania pokazują, że UE jest szczególnie narażona na przywóz podrabianych produktów. Chcę oddać hołd ciężkiej pracy organów celnych w walce z tymi fałszywymi towarami. (…) Współpraca między organami ścigania powinna zostać wzmocniona, a systemy zarządzania ryzykiem poprawione, aby chronić UE przed towarami naruszającymi prawa własności intelektualnej – powiedział komisarz ds. gospodarczych i finansowych Pierre Moscovici.

Najwięcej papierosów i zabawek
 
Wśród przechwyconych towarów najwięcej było papierosów (24 proc.), a następnie zabawek (17 proc.) i artykułów spożywczych (13 proc.). Liczba przechwyconych artykułów wzrosła o 2 proc. w porównaniu z 2015 rokiem.
 
Z informacji KE wynika, że podrabiane napoje alkoholowe pochodziły głównie z Singapuru, ubrania z Iranu, telefony komórkowe i akcesoria do samochodów z Chin i Hongkongu, a leki – z Indii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

42-latek z Grudziądza podłożył bombę pod autem żony, nauczycielki z Warlubia. Usłyszał zarzut

42-letni mieszkaniec Grudziądza został doprowadzony do prokuratury w Świeciu. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa żony. Mężczyzna jest podejrzany o podłożenie ładunku wybuchowego pod samochodem nauczycielki z Warlubia. 42-latek jest przesłuchiwany przez prokuraturę w Świeciu w województwie kujawsko-pomorskim. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Jak informuje reporter RMF FM Kuba Kaługa, prokuratura wystąpiła już do sądu o 3-miesięczny areszt dla mężczyzny.

Podczas przesłuchania mężczyzna nie przeczył, że własnoręcznie skonstruował ładunek wybuchowy, i że podłożył go pod auto żony. Twierdził jednak, że nie chciał zabić kobiety. Nie umiał jednak wyjaśnić, dlaczego to zrobił. Z jednej strony wspominał, że chciał pozbyć się żony, a z drugiej mówił, że chciał ją nastraszyć, zmienić sposób jej myślenia o nim.

Prokurator uznał, że te wyjaśnienia są niespójne i nielogiczne. Postawił 42-latkowi zarzut usiłowania zabójstwa w związku ze skonstruowaniem ładunku wybuchowego. Biegli stwierdzili, że w razie eksplozji 2-kilogramowej mieszaniny z pewnością zniszczone zostałoby auto, wybuch doprowadziłby do jego pożaru, a wtedy życie kobiety byłoby realnie zagrożone.

Także dla jej bezpieczeństwa prokurator uznał, że konieczne jest aresztowanie mężczyzny. Małżonkowie, choć się rozwodzą, wciąż ze sobą mieszkają. Nauczycielka z Warlubia, która w poniedziałek przyjechała do pracy, pod swoim autem znalazła bańkę z nieokreśloną substancją i mechanizmem tykającym jak budzik. Zaalarmowała dyrekcję szkoły, na miejsce wezwano policję. Ewakuowanych zostało 680 przedszkolaków, uczniów i nauczycieli Zespołu Szkół i pobliskiego Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego.

Policyjni pirotechnicy korzystając z robota usunęli podejrzany ładunek spod samochodu i zneutralizowali go wywołując eksplozję kontrolowaną. Bomba skonstruowana prawdopodobnie przez 42-latka znajdowała się w pojemniku po płynie do spryskiwaczy. W pojemniku były jeszcze dwa mniejsze. Jeden – po lodach – wypełniony był petardami. Drugi – po soku – nieustaloną masą pirotechniczną. Wszystko było podłączone do budzika i 9-voltowej baterii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kuba i Stany będą współpracowały w walce z terroryzmem

Kuba i USA będą współpracowały w walce z terroryzmem, handlem ludźmi i cyberprzestępczością. Porozumienie w tej sprawie podpisali wczoraj w Hawanie szef kubańskiego MSW Julio Cesar Gandarilla i nominowany na ambasadora USA na Kubie Jeffrey DeLaurentis. Podczas podpisania umowy obecny był także doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa Ben Rhodes.

W zwalczaniu terroryzmu i ściganiu przestępstw oba kraje chcą dzielić się informacjami i doświadczeniami. Porozumienie przewiduje także wspólne operacje i wymianę oficerów łącznikowych. W grudniu 2014 roku prezydenci USA i Kuby, Barack Obama i Raul Castro, ogłosili historyczne ocieplenie relacji. Od tego czasu USA stopniowo wprowadzają w życie różne ułatwienia w kontaktach z Kubą.

Nie wiadomo, jaka będzie polityka wobec Kuby Donalda Trumpa, który w piątek zostanie zaprzysiężony na prezydenta USA. Podczas kampanii wyborczej zapowiadał on, że zamierza odwrócić proces odwilży w stosunkach USA-Kuba.
Żródło info i foto: onet.pl

Niemcy muszą przyzwyczaić się do zamachów?

Ostatni akt terroru w Berlinie jest kolejnym sygnałem, że społeczeństwa zachodnie muszą zacząć uczyć się żyć z zamachami terrorystycznymi. Służby nie będą w stanie powstrzymać wszystkich, możliwa jest jedynie minimalizacja ryzyka i strat.

Dla ekspertów zajmujących się problematyką bezpieczeństwa i terroryzmu, zamachy dokonywane przy użyciu samochodów i ciężarówek nie są zaskoczeniem. Już lata temu – przed Arabską Wiosną, wojną w Syrii i tzw. Państwem Islamskim – wzywała do tego Al-Kaida. W 2010 roku, w jednym z pierwszych numerów dżihadystycznego, propagandowego magazynu internetowego „Inspire”, ugrupowanie Osamy bin Ladena nawoływało swoich zwolenników mieszkających na Zachodzie, żeby dokonywali aktów terroru i wstępowali na drogę dżihadu wszelkimi metodami, jakie znajdują się zasięgu ich ręki.

W tym kontekście bezpośrednio wskazywano na samochody, jako potencjalne narzędzia do prowadzenia „świętej wojny”. Propagandyści AL-Kaidy udzielali nawet dokładnych instrukcji, by planować zamachy na zatłoczonych deptakach i w miejscach pełnych przechodniów, najlepiej wyłączonych z ruchu dla innych pojazdów. Zalecano również, by przed wjechaniem w „niewiernych” odpowiednio rozpędzić auto, dla osiągnięcia „jak największych rozmiarów masakry”.

Samochodem w tłum

Powstanie samozwańczego Państwa Islamskiego w 2014 roku zapoczątkowało kolejną odsłonę globalnej wojny z terroryzmem islamskim i nową falę zamachów na Zachodzie. Nie jest przypadkiem, że od tamtego czasu radykalnie wzrosła liczba ataków z użyciem samochodów i ciężarówek. Kulminacyjnym momentem tego procesu były tragiczne wydarzenia z Nicei, gdzie latem „samotny wilk” zabił w ten sposób 84 osoby.

– Jest to bardzo łatwy środek do przeprowadzenia zamachów – wyjaśnia w rozmowie z Wirtualną Polską Andrzej Mroczek, ekspert Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. Wraz postępującą wojną z terroryzmem rośnie skuteczność i czujność zachodnich służb, więc coraz trudniej jest przygotować i przeprowadzić konwencjonalne zamachy z użyciem broni i materiałów wybuchowych, które przecież trzeba jakoś zdobyć (lub przeszmuglować), narażając się tym samym na wykrycie przez organy ścigania. Samochody takich podejrzeń nie wzbudzają, można je łatwo pozyskać i nie trzeba szczególnie eksperckiej wiedzy, by z nich zrobić użytek.

W opinii Mroczka niebezpieczeństwo ze strony podobnych ataków można jednak skutecznie ograniczyć, stosując odpowiednie środki. – Ważna jest architektura antyterrorystyczna, która jest umieszczana na stałe, jak również w sposób przenośny, by zagwarantować bezpieczeństwo w określonym czasie i miejscu. Odpowiedni dobór elementów architektonicznych w przypadku Berlina mógłby udaremnić wjazd tego typu pojazdu w to, a nie inne miejsce – wyjaśnia ekspert Centrum Badań nad Terroryzmem.

– To jest cała filozofia architektoniczna, która może być wkomponowana w otoczenie i na pierwszy rzut oka w ogóle nie być zauważalna. Można również tworzyć widoczne zabezpieczenia, jak zapory i bloki betonowe, które widzimy na przykład przy ambasadach USA czy Izraela w Warszawie – dodaje.

„Samotne wilki” śmiertelnie groźne

Nie zmienia to faktu, że szalenie trudno jest powstrzymać pojedynczego sprawcę bez żadnych związków organizacyjnych z komórkami dżihadystów, który zradykalizował pod wpływem islamistycznej ideologii i samotnie podjął zbrodnicze działania. Służby nie mają szans, by zawczasu rozpoznać i wyeliminować każde takie niebezpieczeństwo. – Służby opierają się na na przekazywanych im informacjach oraz własnej pracy operacyjnej. Jeżeli tych informacji nie ma, to nie mają jak wyłowić potencjalnego zagrożenia – mówi Mroczek.

– W tym przypadku narzędzie używane do siania terroru jest kwestią wtórną – wskazuje z kolei Tomasz Otłowski, ekspert ds. bezpieczeństwa i terroryzmu, były analityk wywiadu w administracji państwowej. – Jak ktoś nie ma samochodu, to bierze siekierę albo nóż i wsiada do pociągu. Chodzi o to, że rośnie liczba ludzi, którzy są zradykalizowani i idą za wezwaniem do dżihadu. I robią to wszelkimi możliwymi sposobami – dodaje.

– Z punktu widzenia radykałów islamskich jest to metoda diabelsko skuteczna. Z ich perspektywy lepiej przeprowadzić sto ataków na mniejszą skalę, ale relatywnie częstych i przypadkowych, wręcz prymitywnych na pierwszy rzut oka, niż jedną wielką operację z setkami ofiar, tak jak robiła to Al-Kaida. W ten sposób terroryści mogą liczyć na efekt skali, a oddziaływanie psychologiczne wielu zamachów rozłożonych w długim czasie jest znacznie silniejszy – wyjaśnia Otłowski.

Nauczyć się żyć z zamachami

Eksperci są zgodni, że w tym kontekście bardzo ważny jest czynnik społeczny. Jeżeli ktoś widzi, że w jego bliskim środowisku dana osoba przechodzi proces wzbudzający podejrzenia, radykalizuje się, wysyła niepokojące sygnały, powinien to zgłaszać odpowiednim organom.

– Wszystkie działania państwa i służb (zwalczające terroryzm – przyp. red.) powinny być koherentne z edukacją w zakresie rozpoznawania symptomów zagrożeń i radykalizacji. Ale to są projekty, które muszą być systemowe, muszą mieć podstawę programową i być realizowane na przestrzeni wielu lat – podkreśla Mroczek.

– Okrutna rzeczywistość tych czasów jest taka, że musimy nauczyć się żyć ze świadomością tego, że może wystąpić zagrożenie o charakterze terrorystycznym. Przede wszystkim powinniśmy przygotowywać się, jak rozpoznawać symptomy terroryzmu i radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach – podsumowuje ekspert Centrum Badań nad Terroryzmem.
Żródło info i foto: wp.pl

Tyciące dżihadystów po ucieczce z Syrii może zagrozić północnej Afryce i Europie

Ucieczka tysięcy dżihadystów z Syrii, Iraku, Jemenu i Libii staje się jednym z największych zagrożeń, wobec których może stanąć w najbliższej przyszłości Europa i północna Afryka – ostrzegł algierski ekspert w dziedzinie terroryzmu Smail Chergui. Chergui, komisarz Unii Afrykańskiej ds. pokoju i bezpieczeństwa, powiedział, że dwa do dwóch i pół tysiąca zagranicznych terrorystów „może powrócić z tych krajów do Europy i do swych krajów pochodzenia w Afryce”. Jako przykład wymienił sytuację w Somalii, gdzie „pojawili się uzbrojeni terroryści z Jemenu”.

Chergui wypowiadał się w czwartek w związku z rozpoczynającą się w Algierze konferencją Afrykańskiego Centrum Studiów i Badań nad Terroryzmem (CAERT). Innym krajem, z którego może w każdej chwili nadejść nowe zagrożenie terrorystyczne dla Tunezji, Algierii, regionu Sahelu, jest Libia. Dyrektor CAERT Larry Gbevlo Lartey oświadczył, że „sytuacja w Libii sprawia, że kraje Unii Afrykańskiej i sąsiednie koncentrują swą uwagę na tym obszarze”.
Żródło info i foto: polsatnews.pl