Podwójne zabójstwo w szkole na Białorusi. 16-latek skazany

Na 13 lat więzienia skazał sąd 16-letniego sprawcę podwójnego zabójstwa w szkole w Stołpcach w obwodzie mińskim. Do przestępstwa doszło w lutym 2019 r. Sąd obwodowy w Mińsku uznał 16-latka winnym podwójnego zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i chuligaństwa, wymierzając nastolatkowi karę 13 lat pozbawienia wolności i pobytu w kolonii wychowawczej (więzieniu dla skazanych, którzy nie osiągnęli pełnoletniości).

13 lat pozbawienia wolności to maksymalny możliwy w tym przypadku wymiar kary. Sprawca ma również wypłacić 110 tys. rubli białoruskich (ok. 206 tys. zł) bliskim zamordowanej nauczycielki.

Proces rozpoczął się 19 sierpnia i miał charakter niejawny ze względu na to, że oskarżony w momencie dokonywania przestępstwa nie ukończył jeszcze 16 lat. Ponadto w materiałach sprawy są informacje o stanie jego zdrowia, które są objęte tajemnicą lekarską.

Do zabójstwa doszło 11 lutego br. w szkole średniej w Stołpcach. Uczeń 10. klasy zadał ciosy nożem nauczycielce historii i trójce uczniów. Pedagog i jeden z uczniów zmarli na skutek odniesionych ran. Dwie pozostałe osoby trafiły do szpitala z obrażeniami.

Biegli ocenili, że chłopiec był poczytalny. Według Komitetu Śledczego „częściowo” przyznał się on do winy.

Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Straż Graniczna przechwyciła kuriera z 50 kg partią haszyszu

Ponad 50 kg haszyszu usiłował przemycić z Polski na Białoruś członek rosyjskiego gangu handlarzy narkotykami. Z ustaleń lubelskich „pezetów” i funkcjonariuszy Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej wynika, że narkotyk miał trafić do Petersburga – dowiedział się portal tvp.info.

Do zatrzymania rosyjskiego kuriera doszło przed dziesięcioma dniami, jednak śledczy z lubelskiego wydziału Prokuratury Krajowej i pogranicznicy wstrzymali się z ujawnieniem tej informacji. Wiadomo, że do ujęcia przemytnika doszło w rejonie miejscowości Kossaki Borowe (woj. podlaskie) w okolicach Zambrowa.

Funkcjonariusze Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali do kontroli obywatela Rosji Antona B., który podróżował samochodem smart forfour. To nie był przypadek. Z informacji operacyjnych wynikało, że w aucie są ukryte narkotyki. I rzeczywiście, w pojeździe natrafiono na specjalnie skonstruowane skrytki, w których znajdowało się 50 kilogramowych pakietów haszyszu. Szacunkowa wartość kontrabandy to ponad 2 mln zł.

Anton B. przekonywał, że nie wie nic o kontrabandzie. usłyszał zarzuty usiłowania wywozu z terenu Unii Europejskiej znacznej ilości narkotyku. Sąd aresztował go na trzy miesiące.

Sądny dzień

Śledczy z Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej są przekonani, że udało im się rozpracować kanał przerzutowy haszyszu przez Polskę do Rosji. Zatrzymany Rosjanin jest według prokuratury członkiem gangu, zaopatrującego w narkotyki półświatek Petersburga.

– Petersburg to miasto, do którego trafia najwięcej „towaru”. Począwszy od marihuany i haszyszu po kokainę. Narkotyki dostarczają tam zazwyczaj rodzime gangi, a cudzoziemcy co najwyżej zajmują się sprzedażą w krajach Europy Zachodniej. Haszysz trafia do Rosji z Holandii lub Hiszpanii przez Polskę i Białoruś – opowiada jeden ze śledczych.

Na trop nowego kanału przerzutowego narkotyków prokuratorzy i pogranicznicy wpadli w przed kilkoma miesiącami. 9 marca w Terespolu zatrzymano do kontroli Rosjanina jadącego innym smartem. W aucie natrafiono na skrytki, w których znajdowały się 84 kg haszyszu.

Co ciekawe, tego samego dnia w Terespolu zatrzymano Rosjanina, który jadąc volvo xc90 próbował przemycić na Białoruś ponad 120 kg haszyszu. Z informacji portalu tvp.info wynika, że ta próba przemytu związana jest z innym rosyjskim gangiem. – Po kurierach przyjdzie teraz czas na zatrzymania sprzedawców i organizatorów – zapewnia jeden ze śledczych.
Źródło info i foto: TVP.info

SG rozbiła grupę przemytników, którzy pontonami i samolotem transportowym przerzucali papierosy do Polski

Prawie 2 i pół miliona paczek papierosów przemyciła z Ukrainy i Białorusi do Polski grupa przestępcza rozbita przez strażników granicznych. W skład tej grupy wchodzili między innymi skorumpowani funkcjonariusze straży, oraz żołnierz. Straty skarbu państwa oszacowano na 50 milionów złotych. Potężne ilości papierosów przemytnicy ładowali do łodzi pontonowych na ukraińskim i białoruskim brzegu Bugu. Od strażników granicznych, za łapówki w wysokości do 10 tysięcy złotych, otrzymywali informacje, gdzie aktualnie przebywają patrole.

Po polskiej stronie na kontrabandę czekały samochody terenowe wyposażone między innymi w noktowizory. Przewoziły one papierosy w głąb kraju. Ustalono też, że do przemytu używano samolotu transportowego AN-2. Grupa działała od 2015 roku w powiatach chełmskim, hrubieszowskim i włodawskim. Do tej pory udowodniono jej ponad 90 przemytów. W sumie zarzuty usłyszały 32 osoby.

Grupą kierował przedsiębiorca z Chełma.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Białoruś: Kolejne rozstrzelania skazanych

Za naszą wschodnią granicą doszło do kolejnego wykonania kary śmierci przez rozstrzelanie. Informacja została ujawniona przez przypadek, przy okazji apelacji od wyroku innych skazanych. Odwołania do Sądu Najwyższego złożyli Alaksandr Żylnikau i Wiaczasłau Sucharka, którzy byli oskarżeni o zabójstwo trzech osób. – Siedziałem w celi skazanych na śmierć, których wyroki już się uprawomocniły. Z 15 na 16 maja zabrali z celi Michalenię i Letawa – mówił ostatni z wymienionych cytowany przez portal belsat.eu.

33-letni Aleksiej Michalenia został rozstrzelany za zamordowanie dwóch sąsiadów-emerytów. Miał już na swoim koncie wyroki za kradzież i zabójstwo. Z kolei 31-letniego Wiktara Letawowa skazano za zabicie trzech innych więźniów w kolonii karnej w Głębokiem.

Obecnie na wykonanie kary śmierci oczekują na Białorusi cztery osoby. Państwo Aleksandra Łukaszenki to jedyny w Europie kraj, gdzie stosuje się egzekucje. Od lat budzi to sprzeciw obrońców praw człowieka i Rady Europy.
Źródło info i foto: wp.pl

Białoruś: Operator Biełsatu w areszcie

– Operator Biełsatu Andrej Kozieł trafił do aresztu na ul. Akrescina – poinformował PAP oficjalny przedstawiciel stacji na Białorusi Alaksiej Minczonak. Kozieł został wcześniej pobity przez czterech milicjantów w lokalu wyborczym.

– Jutro najprawdopodobniej odbędzie się rozprawa – powiedział Alaksiej Minczonak.

O pobiciu operatora poinformował w niedzielę wieczorem on sam na swoim profilu w serwisie Facebook, a także jego żona, Wolha Czajczyc, również dziennikarka Biełsatu.

– Andruś zadzwonił i zdążył powiedzieć tylko, że został pobity przez czterech milicjantów. Wcześniej prowadził przy pomocy telefonu komórkowego transmisję liczenia głosów w lokalu wyborczym okręgu nr 27 – powiedziała Czajczyc w rozmowie z PAP.

W niedzielę na Białorusi odbywały się wybory do władz lokalnych. Jak wyjaśniła, Kozieł przebywał w lokalu legalnie, mimo to został z niego siłą wyprowadzony przez funkcjonariuszy. Kozieł zdążył poinformować, że milicjanci rozbili mu głowę do krwi o drzwi lokalu, a następnie zabrali na komisariat. Czajczyc i Minczonak, którzy udali się do siedziby milicji, potwierdzili, że operatorowi zarzucono niepodporządkowanie się funkcjonariuszom milicji i odwieziono go do aresztu.
Źródło info i foto: TVP.info

Dziś Europejski Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi

Ukraina, Białoruś, Bułgaria, Rumunia, Tajlandia i Chiny – z tych krajów najczęściej pochodzą ofiary handlu ludźmi, które trafiają do Polski – powiedział rzecznik KGP mł. insp. Mariusz Ciarka. Dzisiaj w UE obchodzony jest po raz jedenasty Europejski Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi. Jak podaje ONZ, handel ludźmi – dziećmi i kobietami zmuszanymi do prostytucji oraz pracownikami zmuszanymi do niewolniczej pracy – jest dzisiaj najbardziej dochodowym przestępstwem w Europie. Szacuje się, że zyski z handlu ludźmi wynoszą rocznie 2,5 mld euro (na całym świecie dochodzą do 32 mld dolarów).

Ciarka powiedział, że w ostatnich latach wyraźnie wzrosło wykorzystanie ofiar do pracy przymusowej, w tym także Polaków. – Wejście Polski do strefy Schengen, a tym samym możliwość swobodnego przekraczania granic, spowodowała, iż z kraju wyłącznie pochodzenia ofiar Polska stała się krajem zarówno ich tranzytu, jak i przeznaczenia. Identyfikowane w ostatnim czasie w Polsce ofiary pochodzą głównie z Ukrainy i Białorusi, Bułgarii i Rumunii, a także państw azjatyckich, takich jak Tajlandii i Chin. Polskie ofiary wykorzystywane są głównie w krajach Europy Zachodniej np. w Wielkiej Brytanii, Irlandii i Niemczech – wskazał Ciarka.

Dodał, że dominującą formą eksploatacji ofiar handlu ludźmi jest ich wykorzystanie seksualne. Podkreślił, że jedną z najważniejszych rzeczy związanych ze zwalczaniem handlu ludźmi jest budowanie szeroko rozumianej świadomości społecznej.

– Potencjalne ofiary handlu ludźmi to osoby małoletnie, osoby znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej, poszukujące pracy za granicą, bez znajomości języka, prawa i kultury kraju, w którym się znalazły – powiedział Ciarka.

Za handel ludźmi uważa się werbowanie, transport, dostarczanie, przekazywanie, przechowywanie lub przyjmowanie osoby z zastosowaniem: przemocy lub groźby bezprawnej, uprowadzenia, podstępu, wprowadzenia w błąd, nadużycia stosunku zależności.

Handel ludźmi dotyczy także wykorzystania czyjegoś krytycznego położenia, bezradności lub wykorzystania kogoś za pieniądze – nawet za jego zgodą – w prostytucji, pornografii lub innych formach seksualnego nadużycia, w pracy lub usługach o charakterze przymusowym, w żebractwie, w niewolnictwie lub innych formach wykorzystania poniżających godność człowieka, a także w celu pozyskania komórek, tkanek i narządów wbrew przepisom ustawy.

Na poziomie krajowym policja w walce z handlem ludźmi współpracuje z organizacjami pozarządowymi, społecznymi i instytucjami użyteczności publicznej, takimi jak: Krajowe Centrum Interwencyjno-Konsultacyjne dla Ofiar Handlu Ludźmi, Fundacja „La Strada”, Fundacja „Dajemy Dzieciom Siłę”, ITAKA – Centrum Poszukiwań Ludzi Zaginionych, Stowarzyszenie „PoMOC” czy Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji.

Z uwagi na międzynarodowy charakter przestępstwa handlu ludźmi policja współpracuje z polskimi i zagranicznymi oficerami łącznikowymi, a także międzynarodowymi instytucjami policyjno-prokuratorskimi, tj. Interpolem, Europolem, Eurojustem (Europejska Jednostka Współpracy Sądowej), Frontexem (Europejska Agencja Zarządzania Współpracą Operacyjną na Granicach Zewnętrznych Państw Członkowskich Unii Europejskiej).

Policja uczestniczy ponadto w pracach „EMPACT-u” tj. europejskiej platformy przeciwko zagrożeniom przestępczością zorganizowaną, w tym handlu ludźmi, w skład, której wchodzą m.in. przedstawiciele 24 krajów Unii Europejskiej oraz mi.in. Szwajcarii. W ramach tej platformy ustalane są główne cele i zadania w zakresie zwalczania i zapobiegania handlowi ludźmi w Europie.

W KGP w działa infolinia 664-974-934, gdzie można również w sposób anonimowy przekazać wszelkie informacje dotyczące procederu handlu ludźmi oraz uzyskać poradę lub wsparcie. Więcej informacji na temat przestępstwa handlu ludźmi oraz Europejskiego Dnia Przeciwko Handlowi Ludźmi można przeczytać na stronie http://www.policja.pl/pol/kreci-mnie-bezpieczenst-1/31506,Europejski-Dzien-Przeciwko-Handlowi-Ludzmi.html oraz http://www.handelludzmi.eu.
Źródło info i foto: onet.pl

Jest gotowy akt oskarżenia przeciwko „Czekolindzie”

Jest akt oskarżenia przeciwko Karolinie P. ps. Czekolinda, która – według śledczych – kierowała grupą specjalizującą się w werbowaniu i czerpaniu zysków z prostytucji kobiet m.in. z Ukrainy, Białorusi i Polski. Gang prowadził w Warszawie ekskluzywną agencję towarzyską.

Razem z „Czekolindą” oskarżono 11 osób, w tym jej partnera Norberta K. Akt oskarżenia do warszawskie sądu okręgowego skierowała warszawska prokuratura okręgowa.

Grupa rozbita została w listopadzie 2016 r. Razem z „Czekolindą” zatrzymano m.in. jej partnera Norberta K. Śledczy ujawnili wówczas, że agencja Rasputin, którą grupa prowadziła, była największą ekskluzywną agencją w Warszawie. Klienci – jak wynikało z śledztwa – niejednokrotnie zostawiali w niej jednorazowo ponad 100 tys. zł. Preferowane były płatności gotówką i kartami kredytowymi. Jak poinformował PAP rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej Łukasz Łapczyński, Karolina P. oraz Norbert K. zostali oskarżeni o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą; P. w okresie od grudnia 2014 r. do końca października 2016 r., zaś K. w okresie od grudnia 2014 r. do lutego 2016 r. Odpowiedzą też „za czerpanie korzyści majątkowych z uprawiania prostytucji przez inne osoby”.

– Ustalono, że z popełniania tych przestępstw uczynili sobie stałe źródło dochodów – dodał prokurator.

„Czekolinda” odpowie też, za pranie brudnych pieniędzy oraz m.in. przestępstwa związane ze sprzedażą nielegalnego alkoholu. Grozi jej, podobnie jak Norbertowi K. do 15 lat więzienia.

Pozostali podejrzani – osoby zatrudnione bądź współpracujące z agencją, w tym ochroniarze, obsługa baru, osoby pośredniczące w pobieraniu i przekazywaniu opłat za usługi seksualne – zostali oskarżeni o udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Z ustaleń śledczych wynika, że agencja towarzyska Rasputin zaczęła działać w grudniu 2014 r. Jej otwarcie poprzedziła akcja promocyjna na terenie Warszawy, zachęcająca do skorzystania z oferty firmy, zarejestrowanej później jako „Choco Event”. – Przez cały okres działalności agencji pracowało w niej od kilkunastu do kilkudziesięciu kobiet miesięcznie; różnej narodowości – m.in. polskiej, ukraińskiej, białoruskiej – powiedział PAP Łapczyński.

Grupa nastawiała się na duże zyski. W agencji działały terminale płatnicze – klienci mogli za usługi i napoje płacić kartą. – Szacuje się, że w okresie działalności agencji, osoby, które ją prowadziły uzyskały korzyści majątkowe w łącznej kwocie nie mniejszej niż 4,5 mln zł – dodał prokurator.

Jak ustalili śledczy, rekrutacją, podziałem zadań i w końcu dzieleniem zysków zajmowała się właśnie Karolina P. i do pewnego czasu jej partner Norbert K.

– Pozostałe osoby zatrudnione jako barmanki i ochroniarze wykonywały polecenia kierujących grupą i miały pełną świadomość, że ich działanie stanowi ułatwianie prostytucji, jak też tego, że osiągane przez nich zyski pochodzą z usług seksualnych świadczonych przez zatrudnione w agencji kobiety – podkreślił Łapczyński.

Śledztwo w tej sprawie warszawska prokuratura okręgowa prowadziła wspólnie z Wydziałem do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Kryminalnej Centralnego Biura Śledczego Policji Zarządu w Warszawie. Na poczet, m.in. grożących kar, prokurator dokonał zabezpieczenia majątkowego – w przypadku Karoliny P. na łączną kwotę ponad 800 tys. zł; w przypadku innych oskarżonych na kwotę łącznie prawie 1,5 mln zł.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Białoruś: Zaatakował ekspedientkę piłą mechaniczną. Dobił siekierą

Wszedł do domu towarowego, przypadkowej kobiecie próbował odciąć głowę piłą, a następnie dobił ją siekierą. W Mińsku na Białorusi rozpoczął się w poniedziałek proces 18-latka. Sprawca makabrycznej zbrodni z 8 października 2016 r. nie może zostać skazany ani na karę śmierci, ani na dożywocie. W chwili popełnienia przestępstwa był bowiem niepełnoletni. Grozi mu od 6 do 15 lat pozbawienia wolności.

Uład Kazakiewicz, gdy późnym wieczorem poszedł do centrum handlowego „Europa”, był studentem I roku stosunków międzynarodowych. Wchodząc do centrum miał w ręku kupioną kilka dni wcześniej piłę spalinową, a przez ramię przewieszony futerał od gitary, w którym schował ciężką siekierę. Jeszcze w domu wziął porządny łyk wódki – na odwagę, jak zeznał później.

Ochrona nie zwróciła na niego uwagi, gdyż wszedł bocznym wejściem. W środku przebrał się w błyszczący, długi płaszcz i kominiarkę. Na oczy założył dodatkowo narciarskie gogle, a na uszy naciągnął duże słuchawki. I wtedy uruchomił piłę.

Zginęła, bo zamieniła się z koleżanką

Jego ofiarą padła zupełnie przypadkowa kobieta. 43-letnia ekspedientka pracowała w jednym ze sklepów w centrum zaledwie od dwóch tygodni. Tego dnia przyszła do pracy tylko dlatego, że zamieniła się koleżanką. Poszkodowanymi w sprawie, która w poniedziałek trafiła na wokandę Sądu Miejskiego w Mińsku są dwie zranione kobiety oraz rodzina zamordowanej.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Nagranie zarejestrowało wybuch samochodu Pawła Szeremeta

Jest nagranie wideo z wybuchu samochodu Pawła Szeremeta – dziennikarza, czołowego publicysty niezależnych mediów na Ukrainie, w Białorusi i Rosji, który nie bał się krytykować działań Putina. Film ukazujący moment wybuch, został zarejestrowany przez kamery monitoringu.

Nagranie z wybuchu samochodu Pawła Szeremeta zostało zarejestrowane przez kamery monitoringu. Jak zauważają niektórzy, podejrzenie budzi zachowanie jednego z przechodniów, który mimo tego, że był najbliżej wybuchu, nie wystraszył się huku. – Mężczyzna w czapce i z laską zachowuje się nienaturalnie. Ten mężczyzna idzie z kierunku, z którego jedzie samochód Szeremeta. Dochodzi do skrzyżowania i się zatrzymuje! Po co? – opisuje w rozmowie z telewizją Biełsat Andrzej Mroczek z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas i City Security – W chwili wybuchu stoi tyłem, nawet nie drgnął podczas eksplozji. Po wybuchu proszę spojrzeć na jego lewą rękę: jakby nią coś poprawiał, żeby nie wypadło z kieszeni – zauważa Andrzej Mroczek.

Do wybuchu auta, w którym podróżował Szeremet doszło 20 lipca w centrum Kijowa. Dziennikarz zginął w zwęglonym pojeździe, należącym do naczelnej „Ukraińskiej Prawdy”. Policja nie miała wątpliwości – to nie wypadek, a zabójstwo. Bombę, którą zdetonowano przez radio, umieszczono pod fotelem.

Dlaczego bomba wybuchła właśnie w aucie Pawła Szeremeta? Był on czołowym publicystą niezależnych mediów na Ukrainie, w Białorusi i Rosji. Nakręcił film o wojnie w Czeczenii, w którym skrytykował Rosję, pokazując jej prowokacje i zarabianie na tragedii. Operator, który z nim wtedy pracował, zaginął. Szeremet opisywał rozwój autorytaryzmu na Białorusi, za co już wcześniej dostawał pogróżki, był współautorem książki o Aleksandrze Łukaszence. Wskazywał Putina jako winnego wybuchu wojny na Ukrainie.
Żródło info i foto: se.pl

Białoruski szpieg skazany w Polsce nie będzie odbywał wyroku na Białorusi

Skazany na 7 lat więzienia za szpiegostwo obywatel Białorusi nie będzie odbywał kary w swym kraju. Dzisiaj Sąd Okręgowy w Warszawie uznał niedopuszczalność prawną przekazania Aleksandra Lianiuki do odbycia reszty kary w Republice Białorusi. Lianiuka został prawomocnie skazany za to, że pozorując przez 8 lat współpracę wywiadowczą z b. Wojskowymi Służbami Informacyjnymi, jako białoruski agent przekazał im bezwartościowe informacje – czym wyłudził 319 tys. dolarów i 18 tys. euro.

Dzisiaj SO rozpoznawał wniosek skazanego o przekazanie reszty kary do wykonania w Republice Białorusi. Lianiuka został doprowadzony na posiedzenie przez policję. Sąd zdecydował o utajnieniu posiedzenia; dziennikarze nie mogli nawet wejść na salę. Prokurator nie chciał ujawnić PAP, jaki wniosek w sprawie przedstawiła sądowi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

– Sąd wskazał, że przestępstwo z art. 130 par. 1 Kodeksu karnego, za które m.in. Aleksander L. został skazany, jako czyn godzący w bezpieczeństwo zewnętrzne Polski, nie jest przestępstwem według prawa białoruskiego – przekazała PAP sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak, rzeczniczka SO ds. karnych. – Tym samym przekazanie kary do wykonania byłoby sprzeczne z umową między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Białorusi sporządzoną 26 października 1994 r. w Mińsku o pomocy prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych, rodzinnych, pracowniczych i karnych – dodała.

Art. 130 Kk stanowi: „Kto bierze udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”. Polsko-białoruska umowa przewiduje możliwość przekazania skazanego do odbycia kary w drugim państwie m.in. gdy dany czyn jest karalny również w drugim państwie lub byłby karalny sądownie, gdyby został popełniony na jego terytorium. Przejęcie wykonania kary jest niemożliwe m.in., jeżeli czyn jest uważany przez umawiającą się stronę za przestępstwo polityczne lub wojskowe lub gdy zdaniem strony wykonanie orzeczenia zagrażałoby suwerenności lub bezpieczeństwu albo pozostawałoby w sprzeczności z podstawowymi zasadami prawa tego państwa.

Jak podawała w czerwcu br. stacja „Biełsat”, szef białoruskiego KGB Walery Wakulczyk mówił, że Lianiuka był „zwyczajnym oszustem i zdrajcą”. – Mówić o tym, że to szpieg jest bez sensu – oświadczył.

W maju br. Lianiuka został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Warszawie na 7 lat więzienia za to, że od 1999 r. do 2007 r. „pozorował oddawanie usług wywiadowczych RP” przez dostarczanie podrobionych lub przerobionych dokumentów oraz doprowadzenia WSI do „niekorzystnego rozporządzenia mieniem”. SA utrzymał taki wyrok SO z grudnia 2014 r., choć zarazem zmienił ustalenie SP, że nie działał on w ramach obcego wywiadu. Na wniosek Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie SA uznał, że Lianiuka działał w ramach „gry operacyjnej białoruskiego wywiadu przeciwko Polsce”.

Według obu sądów Lianiuka świadomie przekazywał takie nieprawdziwe informacje, jak np. wiadomość o rzekomych agentach białoruskich, uplasowanych w najważniejszych instytucjach państwa polskiego oraz o działalności siatki szpiegów białoruskich w Polsce. Zmusiło to WSI do „nieefektywnych działań operacyjnych”. Ponadto Lianiuka przekazał fałszywą listę oficerów białoruskich służb specjalnych oraz inne rzekome tajne dokumenty Białorusi, m.in. o jej siłach zbrojnych – w istocie były to przerobione materiały ogólnodostępne, pochodzące m.in. z czasów ZSRR.

By się uwiarygodnić w oczach WSI, Lianiuka przedłożył im sfałszowane zaświadczenie o ukończeniu kursu służb specjalnych Białorusi – było to przerobione zaświadczenie KGB ZSRR, na którym widniał m.in. herb ZSRR. Według sądów oskarżony ujawnił białoruskiemu wywiadowi metody pracy i obszary zainteresowania wywiadu WSI.

Jak ujawnił SO, współpraca Lianiuki z WSI – oraz krótko ze Służbą Wywiadu Wojskowego (zastąpiła ona WSI, rozwiązane przez rząd PiS) – trwała do 2007 r. W 2011 r. nawiązał on jeszcze kontakt z SWW, od której chciał wyłudzić pieniądze w zamian za rzekome materiały tajnych służb Białorusi (m.in. o rzekomym Polaku z nimi współpracującym). SWW nic mu jednak nie zapłaciła, a wkrótce po kontakcie z jej oficerem, Lianiuka został w listopadzie 2011 r. zatrzymany i aresztowany. Od tego czasu przebywa w polskim areszcie.

Akt oskarżenia wpłynął do SO w lutym ub.r., a tajny proces ruszył w czerwcu ub.r. Jako świadkowie anonimowi zeznawali w nim oficerowie służb specjalnych RP. Koniec kary przypada 15 listopada 2018 r. Pod koniec roku skazany nabierze prawa do wystąpienia o przedterminowe warunkowe zwolnienia z reszty kary.

5 listopada przed warszawskim SO ma ruszyć niejawny proces innego obywatela Białorusi Jurija K., oskarżonego o udział w działalności wywiadowczej przeciw Polsce. Odpowiadającemu z aresztu oskarżonemu grozi do 10 lat więzienia.

Według rocznego raportu ABW „kierunek polski pozostaje jednym z priorytetów działalności służb specjalnych Białorusi. Są one ukierunkowane na „poszukiwanie rynków zbytu na towary białoruskie, firm gotowych inwestować w ich kraju, a także możliwości uzyskiwania środków z programów pomocowych UE”. Ponadto interesują się one polskim sektorem zbrojeniowym, wojskiem i systemami bezpieczeństwa wewnętrznego.

W 2009 r. Sąd Okręgowy w Warszawie, po tajnym procesie, skazał na pięć lat i sześć miesięcy więzienia obywatela Białorusi Siergieja Monicza. Sąd uznał, że za pieniądze chciał on zdobyć tajne informacje o polskim MSZ. Monicza zatrzymano w 2006 r. na Litwie na wniosek Polski, która zażądała jego ekstradycji, na co zgodził się litewski sąd. Monicz twierdził, że padł ofiarą prowokacji polskich służb.
Żródło info i foto: onet.pl