Białystok: Potrącił 9-latka i jego ojca. Trwają poszukiwania kierowcy

Policjanci szukają kierowcy, który w poniedziałek późnym wieczorem (19.10) potrącił 9-letniego chłopca i jego ojca na przejściu dla pieszych w Białymstoku. Obydwaj w ciężkim stanie trafili do szpitala.

„Na skrzyżowaniu ulic Zielonogórskiej i Wrocławskiej w Białymstoku został potrącony 9-letni chłopiec, który przechodził przez przejście razem ze swoim ojcem. Kierowca pojazdu nie udzielił pomocy potrąconym osobom i oddalił się z miejsca wypadku” – mówi nadkom. Tomasz Krupa.

Policjanci proszą wszystkich świadków tego wypadku o kontakt.

„Wszystkie osoby, które widziały to zdarzenie, prosimy o pilny kontakt. Z ustaleń policjantów wynika, że kierowca najprawdopodobniej poruszał się pojazdem koloru ciemnego, to było auto o typie nadwozia hatchback, Audi albo Peugeot” – dodaje nadkom. Tomasz Krupa.

Osoby, które mają informacje na temat tego wypadku, mogą je przekazać policjantom, dzwoniąc pod numer 112.
Źródło info i foto: radio.bialystok.pl

Zaginęła 47-letnia Urszula Gryciuk

Policjanci z Komisariatu Policji II w Białymstoku poszukują zaginionej 47-letniej Urszuli Gryciuk. Funkcjonariusze nie podają szczegółów na temat okoliczności zaginięcia kobiety. Jednostka policji prowadząca poszukiwania Komisariat Policji II w Białymstoku, 15-201 Białystok, ul. Warszawska 65, telefon: 47 711 32 22 lub 47 711 32 06, email: dyzurny.kp-2@bk.policja.gov.pl
Źródło info i foto: se.pl

Nowe informacje o sprawcy wybuchu w Białymstoku

Mężczyzna, który prawdopodobnie dokonał tzw. rozszerzonego samobójstwa w Białymstoku, miał w związku z zarzutami znęcania się nad bliskimi m.in. czasowy nakaz opuszczenia domu. W białostockim sądzie jest akt oskarżenia; proces miał rozpocząć się pod koniec listopada.

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku będzie prowadziła śledztwo dotyczące okoliczności śmierci czterech osób i eksplozji, do której doszło w poniedziałek w jednym z domów jednorodzinnych w mieście. Ofiary, to 10-letnia dziewczynka, jej rodzice w wieku 40 lat (matka) i 47 lat (ojciec) oraz 72-letnia babcia, matka mężczyzny. Pierwsze informacje wskazywały na to, że są to ofiary eksplozji, najprawdopodobniej gazu. Po wstępnych oględzinach zwłok okazało się jednak, że dziewczynka i dwie kobiety mają na ciele rany zadane ostrym narzędziem i ślady wskazujące na to, że się broniły przed atakiem; mężczyzna zaś miał na szyi pętlę.

Stąd wstępna ocena śledczych, że doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa, czyli sytuacji, gdy najpierw dochodzi do zabójstwa (lub zabójstw), a potem ich sprawca sam odbiera sobie życie.

Rodzina miała założoną w maju tzw. niebieską kartę (związaną z przypadkami przemocy domowej). Funkcjonariusze zostali wtedy raz wezwani do przypadku przemocy mężczyzny wobec rodziny, napastnik został zatrzymany; sprawa zakończyła się zarzutami i aktem oskarżenia.

Jak poinformowało biuro prasowe Sądu Rejonowego w Białymstoku, mężczyzna został oskarżony o dwa przestępstwa: znęcanie się psychiczne i fizyczne nad żoną i znęcanie się psychiczne nad małoletnią córką oraz kierowanie gróźb karalnych wobec matki. Sprawa miała być rozpoznana przez sąd 24 listopada.

W ramach postępowania przygotowawczego Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe stosowała wobec niego środki zapobiegawcze: dozór policji połączony z obowiązkiem stawiennictwa na komisariacie raz w tygodniu (według policji, mężczyzna bez zarzutu wywiązywał się z tego nakazu), ale też zakaz kontaktowania się z pokrzywdzonymi i zbliżania się do nich na odległość 3 metrów oraz nakaz opuszczenia lokalu mieszkalnego, zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonymi.

Jak powiedział zastępca szefa Prokuratury Regionalnej w Białymstoku Paweł Sawoń (prokuratura ta kontroluje akta tej sprawy), nakaz opuszczenia lokalu miał obowiązywać w okresie od 1 czerwca do 1 września 2020 roku.

25 sierpnia Sąd Rejonowy w Białymstoku stwierdził brak podstaw do przedłużenia środka zapobiegawczego w postaci nakazu opuszczenia lokalu. Spotkało się to z reakcją prokuratury w postaci zażalenia na to postanowienie. Naszym zdaniem, sąd zupełnie bezpodstawnie stwierdził, że nie zachodzą podstawy do przedłużenia tego środka zapobiegawczego – dodał prok. Sawoń. Zażalenie nie było jeszcze rozpoznane.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprawa wybuchu gazu w Białymstoku. Prokuratura przejmuje śledztwo

W wyniku wybuchu gazu w poniedziałek doszło do śmierci czterech osób. Jedną z prawdopodobnych wersji wydarzeń jest tzw. samobójstwo rozszerzone. Śledztwo przejmie miejscowa prokuratura okręgowa. Do wybuchu gazu doszło w poniedziałek. Najpierw podano informację, że w wyniku eksplozji zmarły cztery osoby. To ojciec, matka, ich 10-letnia córka i babcia. Później okazało się, że przyczyna śmierci trzech osób mogła być inna. Wiele wskazuje na tzw. rozszerzone samobójstwo.

Według wstępnych ustaleń mężczyzna miał zabić trzy kobiety, a następnie popełnić samobójstwo, doprowadzając do wybuchu gazu. Rodzina miała założoną niebieską kartę. To procedura dotycząca rodzin, w których wykryto przypadki przemocy domowej.

Co więcej, mężczyzna po założeniu karty, w maju tego roku miał zniknąć na kilka miesięcy. Pojawił się dopiero chwilę przed wybuchem gazu. Według wstępnych oględzin straży pożarnej konstrukcja domu została naruszona. Jednak inspektor nadzoru budowlanego wydał zgodę na prowadzenie dalszych czynności. Te ma prowadzić prokuratura okręgowa w Białymstoku.

Dotychczasowe ustalenia są wstępne i mogą ulec zmianie.
Źródło info i foto: wp.pl

Wybuch gazu w jednym z domów w Białymstoku. „Nowe ustalenia są szokujące”

W poniedziałek w Białymstoku doszło do wybuchu gazu w jednym z domów przy ulicy Kasztanowej. W chwili eksplozji w budynku przebywała czteroosobowa rodzina. Niestety nikogo nie udało się uratować. Według wstępnych ustaleń policji doszło do rozszerzonego samobójstwa.

– Śledczy dalej pracują na miejscu wybuchu. Nowe ustalenia są szokujące. Wszystko wskazuje na to, że mamy tu do czynienia z rozszerzonym samobójstwem. W tej chwili wykonujemy oględziny wewnątrz budynku – powiedział podczas konferencji prasowej podinsp. Tomasz Krupa, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.

Wybuch gazu w Białymstoku. Prawdopodobną przyczyną mogło być samobójstwo rozszerzone

Jak informuje „Kurier Poranny”, policja potwierdziła, że na ciałach ofiar odnaleziono rany kłute. Mężczyzna mieszkający w domu miał wcześniej „wielokrotnie grozić rodzinie” i był dobrze znany policji.

– Trzy ofiary miały na ciele rany cięte i kłute. Na ciele czwartej z ofiar stwierdzono pętlę wisielczą, co wskazuje na samobójstwo – dodał Krupa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Białystok: 41-latek zatrzymany z narkotykami

Białostoccy policjanci zajmujący się przestępczością narkotykową zaskoczyli 41-letniego mieszkańca bloku na osiedlu Piasta, pukając o świcie do jego drzwi. Po okazaniu „blach” i stosownych „kwitów”, mundurowi przeszukali mieszkanie i znaleźli w nim blisko 45 gramów narkotyków. Mężczyźnie zgodnie z polskim prawem grozi teraz kara nawet 3 lat więzienia.

Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku dowiedzieli się, że 41-letni mieszkaniec osiedla Piasta może mieć w swoim mieszkaniu sporą ilość narkotyków. Mundurowi swoją poranną wizytą zaskoczyli mężczyznę.

Podczas przeszukania mieszkania kryminalni znaleźli foliowy worek z suszem roślinnym, który po wstępnym badaniu narkotesterem okazał się być marihuaną. Kryminalni zabezpieczyli blisko 45 gramów tego narkotyku, a 41-latek usłyszał zarzut posiadania środków odurzających.

Za to przestępstwo Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje karę do 3 lat więzienia.
Źródło info i foto: se.pl

Białystok: Prokuratura wyjaśni okoliczności śmierci 5-miesięcznego niemowlęcia

We wtorek rano policjanci otrzymali zgłoszenie o śmierci 5-miesięcznego niemowlęcia w jednym z mieszkań w Białymstoku. Sprawę bada prokuratura. O zdarzeniu policjanci zostali poinformowani we wtorek ok. 9:00 rano. W jednym z mieszkań na osiedlu Zielone Wzgórza w Białymstoku zmarło 5-miesięczne niemowlę. Funkcjonariusze zabezpieczyli materiał dowodowy. Na miejscu pracował także prokurator. Sprawa zostanie przekazana do prokuratury.

Policja nie udziela szczegółowych informacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Białystok: Pijany wyprzedzał na przejściu dla pieszych. Po zatrzymaniu rzucał nożami w policjantów

Nożami rzucił w policjantów kierowca, który był kontrolowany w Białymstoku po tym, jak wyprzedził na przejściu dla pieszych inne auto. Okazało się, że mężczyzna był pijany i pod wpływem środków odurzających, do tego nie miał prawa jazdy.

Jak podał we wtorek zespół prasowy podlaskiej policji, całe zdarzenie zaczęło się od kontroli drogowej 32-letniego kierowcy osobowego opla, który w Białymstoku na przejściu dla pieszych wyprzedzał inny pojazd. Patrol od razu go zatrzymał, a mężczyzna przyznał, że nie ma prawa jazdy. Ponieważ funkcjonariusze wyczuli od niego woń alkoholu, nakazali wyłączyć silnik i wyjąć kluczyki ze stacyjki.

Wtedy kierowca zaczął zachowywać się agresywnie, padły wyzwiska pod adresem policjantów. Kiedy przez okno ze swojej strony (tam stali funkcjonariusze) rzucił dwa noże, funkcjonariusze wyciągnęli go z auta i obezwładnili, wzywając też kolejny patrol.

Zatrzymany został też wstępnie przebadany na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu; alkomat wskazał ponad pół promila. Również badanie na zawartość środków odurzających w organizmie dało wynik pozytywny. Pies tropiący pomógł znaleźć w samochodzie (pod osłoną przy skrzyni biegów) porcję marihuany. Po sprawdzeniu danych kierowcy w policyjnych systemach, potwierdziło się, że nie ma on uprawnień do kierowania; stracił je w tym roku za jazdę pod wpływem środków odurzających.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Białystok: 60-latek kilka razy złamał zasady kwarantanny. Usłyszał zarzut i trafił do aresztu

Mieszkaniec Białegostoku kilka razy złamał zasady odbywania kwarantanny, a test wykazał, że jest chory na COVID-19. Prokuratura przedstawiła 60-latkowi zarzut, a sąd zdecydował, że na miesiąc trafi on do aresztu.

O aresztowanie mężczyzny na miesiąc wystąpiła Prokuratura Rejonowa Białystok-Południe. W ocenie śledczych, w tym przypadku tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze nie dadzą rezultatu. Podejrzany bowiem już kilka razy naruszył zasady przebywania na kwarantannie.

– Sąd uwzględnił wniosek – poinformowała w środę rzecznik Sądu Rejonowego w Białymstoku, sędzia Beata Wołosik.

Sprawa wyszła na jaw, ponieważ 60-latek – według policji – sam pochwalił się w sklepie, iż jest poddawany kwarantannie. To pracownik sklepu zadzwonił do dyżurnego komendy miejskiej w Białymstoku, a ten wysłał patrol przygotowany na możliwość kontaktu z osobą zakażoną.

Okazało się, że klientem sklepu jest mężczyzna, który niedawno wrócił z Niemiec i w tej sytuacji rzeczywiście podlega obowiązkowej 14-dniowej kwarantanny. Policjantom tłumaczył, że chciał sobie zrobić zakupy, by nie fatygować bliskich. Został zatrzymany. Okazało się też, że to nie było jego pierwsze złamanie kwarantanny.

Śledczy zlecili wykonanie testu na obecność koronawirusa, a badanie dało wynik dodatni. Prokuratura zarzuciła 60-letniemu mężczyźnie sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia lub zdrowia wielu osób poprzez spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego lub szerzenia się choroby zakaźnej. Przy nieumyślnym działaniu sprawcy grozi za to do 3 lat więzienia. Jeśli jednak zostanie mu udowodnione umyślne działanie – nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

Śledczy chcą teraz ustalić krąg osób, z którymi podejrzany miał kontakt, kiedy naruszał zasady kwarantanny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

25-letni Mariusz J. skazany za brutalne pobicie chłopaka na Marszu Równości

Nie ma zgody na brutalność i chuligańskie wybryki! Sąd w Białymstoku skazał Mariusza J. (25 l.) na karę bezwzględnego więzienia za to, że kopnął młodego chłopaka i złamał mu obojczyk. – Wszyscy byli brutalni, to i mi się udzieliło – tłumaczył w sądzie zadymiarz. Teraz za swój czyn spędzi 20 miesięcy za kratkami.

Pierwszy Marsz Równości w Białymstoku od początku budził wiele kontrowersji. Uczestnicy parady byli przez chuliganów wyzywani i opluwani, w ruch poszły kamienie i jajka. Pech chciał, że na trasie marszu znalazł się 18-letni Michał P.

– Słyszałem krzyki, było niebezpiecznie. Nagle podbiegł do mnie jakiś chłopak i kopnął w bark. Byłem w szoku. Na początku nie czułem, jak bardzo boli. Okazało się, że mam połamane kości. Wiele miesięcy spędziłem w gipsie – wyjaśnia zaatakowany chłopak.

W sądzie 25-letni chuligan, który go zaatakował, przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień i stwierdził tylko, że nie wie, dlaczego tak postąpił. – Inni też byli agresywni, to i mi się udzieliło – stwierdził.

Obrona Mariusza J. walczyła o nałożenie na mężczyznę tzw. kary mieszanej – najpierw trzech miesięcy pozbawienia wolności, a potem obowiązku odrobienia prac społecznych. Sąd jednak orzekł bezwzględne więzienie. – Oskarżony zaatakował przypadkową osobę, która niczym mu nie zawiniła, w żaden sposób nie sprowokowała. Nie da się go w żadnym wypadku usprawiedliwić – podkreślała w uzasadnieniu orzeczenia sędzia Alina Dryl. – Nikt nie może czuć się bezkarny w tłumie – dodała.

Wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: Fakt.pl