Zmiana zarzutów dla Krystiana O. Może być sądzony za „zabójstwo drogowe”. Grozi mu dożywocie

Prokuratura zmieniła zarzuty dla Krystiana O., mężczyzny, który śmiertelnie potrącił pieszego na Sokratesa. Biegli wyliczyli też, z jaką prędkością jechał swoim bmw w chwili wypadku.

O zmianie zarzutów poinformowała „Gazeta Stołeczna”. Krystian O., zdaniem biegłych, w miejscu, gdzie obowiązuje dopuszczalna prędkość 50 km/h, miał na liczniku 136 km/h. „Biorąc pod uwagę, że Krystian O. przekroczył blisko trzykrotnie dopuszczalną prędkość podczas zbliżania się do przejścia dla pieszych, prokurator uznał, że podejrzany przewidywał możliwość zabicia człowieka i godził się na popełnienie takiego czynu. W takiej sytuacji zachowanie podejrzanego należało zakwalifikować z art. 148 § 1 Kodeksu karnego” – mówi „Wyborczej” prokurator Mirosława Chyr, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Co to oznacza? Krystian O. będzie więc odpowiadał przed sądem za „zabójstwo w zamiarze ewentualnym”, za co grozi mu nawet dożywotnie pozbawienie wolności.

Ponadto, jak podaje „Gazeta Stołeczna” do prokuratury wpłynęła opinia z zakresu techniki motoryzacyjnej. Specjalista stwierdził, że auto po przeróbkach „było w stanie technicznym niepozwalającym na dopuszczenie do ruchu”. BMW według biegłego miało zmodyfikowany układ hamulcowy, zdemontowany czujnik ABS, zmodyfikowany układ kierowniczy i układ zawieszenia, nieprzewidywane przez producenta przystosowanie pojazdu do ruchu prawostronnego.

Tragiczny wypadek

Do tragicznego wypadku doszło w październiku. Przez pasy na Sokratesa w rejonie Petofiego przechodzili rodzice z dzieckiem w wózku. Rozpędzony kierowa bmw śmiertelnie potrącił ojca, który szedł przed matką z dzieckiem. Tragiczne wydarzenia rozegrały się na przejściu dla pieszych z azylem. Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zapowiedział, że ulica Sokratesa przejdzie gruntowną modernizację.

Kierowca bmw usłyszał początkowo zarzut spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym oraz narażenia pieszych – kobiety i jej dziecka – znajdujących się na przejściu na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Czerwony Bór: Są wyniki zwłok noworodka znalezionego w sortowni śmieci. Chłopczyk padł ofiarą zabójstwa

Sekcja zwłok wykazała, że odnaleziony na wysypisku śmieci w Czerwonym Borze (woj. podlaskie)  martwy noworodek padł ofiarą zabójstwa – podaje lokalny serwis Poranny.pl. Ciało malca zostało odnalezione 8 maja, przez pracownika sortowni. Do zdarzenia doszło na Podlasiu, w zakładzie w miejscowości Czerwony Bór. Sprawę wyjaśnia Prokuratura Okręgowa w Łomży. Wiadomo, że zwłoki noworodka odkrył pracownik Zakładu Przetwarzania i Unieszkodliwiania Odpadów. Jak przekazały lokalne media, sekcja zwłok wykazała że chłopczyk padł ofiarą zabójstwa. Przyczyną zgonu był uraz wielomiejscowy.

Służby wciąż proszą o wsparcie informacyjne. Policja szuka osób, które wiedzą więcej o zabójstwie dziecka. Zapewniają anonimowość i proszą o kontakt z Komendą Wojewódzką Policji w Białymstoku lub pod numerem alarmowym 112.

„Każda przekazana policjantom informacja, nawet anonimowa, zostanie dokładnie sprawdzona” – zapewniał na łamach Kuriera Porannego Tomasz Krupa, rzecznik podlaskiej policji.

Biegli stwierdzili, że chłopczyk urodził się żywy, a przyczyną jego śmierci był wielomiejscowy uraz. Bardziej szczegółowe informacje będą jasne po dodatkowych badaniach. Śledczy szukają matki zabitego noworodka. Pogrzeb dziecka odbędzie się w poniedziałek 18 maja o godzinie 13.30 na cmentarzu komunalnym w Zambrowie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa zabójstwa Pauliny D. Biegli wydali decyzję ws. poczytalności Mamuki K.

Według psychiatrów Gruzin był poczytalny w momencie w momencie dokonywania zabójstwa na 28-letniej kobiecie w 2018 r. To oznacza, że mężczyzna będzie mógł odpowiadać za swoją zbrodnię. Grozi mu nawet dożywocie. Sprawa dotyczy zabójstwa Pauliny D. z Łodzi, do którego doszło w październiku 2018 r. 28-latka bawiła się przy ul. Piotrkowskiej. Rano wyszła z kolegą, a godzinę później kamery nagrały jak wchodzi z innym mężczyzną do mieszkania przy ul. Żeromskiego. Kilka dni później znaleziono zwłoki kobiety. Na ciele widoczne były ślady pobicia i rany kłute. Podejrzanym o gwałt i zabójstwo był Mamuka K.

Biegli psychiatrzy którzy zbadali mężczyznę uznali, że jest w pełni poczytalny – podaje se.pl. To oznacza, że 41-latek może stanąć przed sądem i odpowiadać za swoją zbrodnię. Prokuratura podkreśla, że ma już cały materiał dowodowy w sprawie. Śledztwo ma zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni. Na razie do sądu został skierowany wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec Gruzina.

Tuż po popełnieniu morderstwa Mamuka K. wyjechał z Łodzi, a następnie przekroczył granicę z Ukrainą i ukrywał się w Kijowie. Był poszukiwany międzynarodowym listem gończym. Ostatecznie mężczyzna trafił do polskiego aresztu, po tym jak nie było pewne, czy ukraińska strona wyda decyzję ws. ekstradycji. Gruzinowi grozi dożywocie.
Źródło info i foto: wp.pl

Para nastolatków zabiła sąsiada siekierą. Jest opinia biegłych

Jessica (17 l.) przyniosła do domu siekierę, podała ją koledze i wskazała na sąsiada. – Zabij go! – rozkazała. Sebastian (17 l.) bez wahania zadał aż 15 ciosów. Na koniec zwyrodnialcy załadowali zmasakrowane zwłoki na taczkę i pod osłoną nocy wyrzucili do rowu. Podłość i okrucieństwo tych młodych zwyrodnialców jest niewyobrażalna. Ale biegli są zgodni: zarówno nastolatka, jak i jej kolega działali z zimną krwią. Prokuratorzy właśnie otrzymali opinie biegłych na temat ich stanu psychicznego.

– Oboje mogą stanąć przed sądem. Nasze śledztwo właśnie dobiega końca – wyjaśnia Marta Pętkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Krwawy dramat rozegrał się w ubiegłym roku w podkarpackiej miejscowości Słonne. Dwoje nastolatków poznało się w ośrodku wychowawczym, z którego wspólnie uciekli. Ukryli się w domu matki dziewczyny. Odwiedził ich tam mieszkający w sąsiedztwie Wojciech P. (†38 l.). Kiedy zrobiło się późno, przy stole zostali tylko mordercy i ich ofiara. W pewnym momencie dziewczynie nie spodobało się to, w jaki sposób odzywa się do niej mężczyzna. Wspólnie z Sebastianem postanowili go zamordować. Zwłoki porzucili w pobliżu domu rodziców ofiary.

Teraz na Jessice ciążą poważne zarzuty. Za nakłanianie do zabójstwa i współudział w zbrodni grozi jej – tak samo jak Sebastianowi – do 25 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Biegli orzekli: Marek Falenta poczytalny

Biegli uznali, że w czasie popełniania zarzucanych czynów Marek Falenta był w pełni poczytalny – powiedział „Rzeczpospolitej” Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. We wtorkowym wydaniu „Rz” przypomina, że biznesmen cztery lata temu został skazany na 2,5 roku więzienia za zorganizowanie afery taśmowej – czyli zlecenie podsłuchów VIP-ów w warszawskich restauracjach.

„Już po zamknięciu głównego śledztwa na światło dzienne za sprawą prawicowych mediów i TVP wyszły nowe nagrania z potajemnie utrwalanych rozmów, które według prokuratury miał zlecać właśnie Falenta. Sprawę nazwano tzw. małą aferą taśmową, a dotyczące jej śledztwo jest bliskie końca” – wskazano w artykule.

Dziennik informuje, że niedawno do prokuratury wpłynęła przesądzająca opinia.

– Biegli uznali, że w czasie popełniania zarzucanych czynów (rzekomego zlecenia nagrywania polityków i VIP-ów – red.) Marek Falenta był w pełni poczytalny. Nie rozpoznano u niego choroby psychicznej ani innego stanu, który znosiłby albo ograniczał zdolność rozpoznania znaczenia czynów oraz pokierowania swoim postępowaniem – powiedział „Rz” Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, gdzie toczy się śledztwo w sprawie tzw. małej afery taśmowej.

– Podejrzany może brać udział w postępowaniu sądowym oraz prowadzić obronę w sposób samodzielny i rozsądny – zaznacza prokurator Saduś.
Źródło info i foto: onet.pl

Żona podejrzana o zabójstwo męża. Miał ponad 20 ran kłutych

45-latka podejrzana o zabójstwo swojego męża została aresztowana na trzy miesiące – poinformował w środę Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. Zwłoki 46-latka z ponad 20 ranami kłutymi znaleziono w poniedziałek w jednym z mieszkań w tym mieście.

W środę Sąd Rejonowy w Ostrowie Wlkp. wydał postanowienie w sprawie aresztowania na trzy miesiące 45-letniej kobiety, podejrzanej o zabójstwo męża. Posiedzenie sądu – jak poinformował prokurator Maciej Meler – odbyło się w szpitalu z uwagi na stan zdrowia podejrzanej.

Umyta podłoga, włączona pralka

Ciało 46-letniego mężczyzny znaleziono na podłodze w jednym z mieszkań przy ul. Piastowskiej w Ostrowie Wielkopolskim. W mieszkaniu policjanci zastali jego 45-letnią żonę i 18-letnią córkę.

– Biegły określił, że zgon nastąpił 9 lutego około godziny 22. Na ciele mężczyzny widocznych było 21 ran kłutych w okolicach klatki piersiowej – poinformował prokurator Meler.

Śledczy dostrzegli również, że ktoś próbował zatrzeć ślady w mieszkaniu. Przed przyjazdem służb podłoga została umyta, a pralka była włączona. Jak podaje prokuratura, pralka i znajdujące się w niej rzeczy zostały zabezpieczone w ramach postępowania.

Usłyszała zarzut

We wtorek prokuratura poinformowała, że przesłuchała żonę ofiary. Kobieta usłyszała zarzut zabójstwa.

– Zarzut dotyczy tego, że kobieta w miejscu swojego zamieszkania, działając z bezpośrednim zamiarem, pozbawiła życia swojego męża. Zrobiła to w taki sposób, że zadała mu co najmniej 21 ciosów nożem. Rany były na tyle poważne, że mężczyzna zmarł – tłumaczy Meler.

Dodał, że kobieta przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu, natomiast w obszernych wyjaśnieniach wskazywała na okoliczności zdarzenia i pewne relacje, które śledczy będą weryfikować. Częściowo zasłaniała się też niepamięcią.

– Konieczne będzie powołanie biegłych, którzy ocenią jej stan psychiczny – zaznaczył prokurator Meler.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Prokuratura postawiła zarzuty ws. tragedii w Bukowinie Tatrzańskiej

Mężczyzna usłyszał zarzut popełnienia samowoli budowlanej i złożył wyjaśnienia. Grożą mu dwa lata pozbawienia wolności, jednak śledczy nie wykluczają możliwości postawienia mu kolejnych zarzutów.

Inwestorem jest dzierżawca terenu, mieszkaniec Podhala. – Nie było podstaw do stosowania aresztu. Sprawca do prokuratury zgłosił się dobrowolny. Zastosowaliśmy wobec niego dozór policyjny, zakaz opuszczania kraju i poręczenie majątkowe – powiedziała szefowa Prokuratury Rejonowej w Zakopanem Barbara Bogdanowicz

Prokuratura prowadzi śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci. Inwestorowi grożą dwa lata pozbawienia wolności. Prokuratura nie wyklucza postawienia przedsiębiorcy kolejnych zarzutów.

Tragiczny wypadek w Bukowinie Tatrzańskiej

– Przesłuchano wszystkich świadków, którzy byli bezpośrednio na miejscu zdarzenia. Sprawca również złożył wyjaśnienia. Zostali powołani biegli z zakresu medycyny sądowej, w najbliższych dniach zostaną powołani biegli w zakresie budownictwa

Do tragicznego wypadku doszło na parkingu przy górnej stacji wyciągu narciarskiego Rusiń-Ski w Bukowinie Tatrzańskiej w poniedziałek przed godz. 11. Podmuch wiatru zerwał dach z wypożyczalni sprzętu narciarskiego. Dach spadł wprost na czwórkę turystów z Warszawy. Mimo reanimacji nie udało się uratować 52-latki i jej 15-letniej córki. 21-latka – druga córka zmarłej kobiety – w bardzo ciężkim stanie została przetransportowana do szpitala w Nowym Targu, gdzie wieczorem tego samego dnia zmarła. Kolejny poszkodowany to 16-latek, który z urazami głowy i stłuczeniem barku trafił do szpitala w Zakopanem.
Źródło info i foto: onet.pl

Zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin. Jakub A. był poczytalny

Biegli psychiatrzy wydali opinię na temat Jakuba A., 22-latka, który jest podejrzany o zabójstwo 10-letniej Kristiny z Mrowin na Dolnym Śląsku. Uznali, że był w chwili popełnienia czynu w pełni poczytalny; nie stwierdzono również u mężczyzny zaburzeń preferencji seksualnych.

22-letni Jakub A. został zatrzymany 16 czerwca ubiegłego roku. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem – z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, ze znieważeniem zwłok – oraz zarzut podżegania wcześniej innej osoby do udziału w zabójstwie.

10-letnia Kristina 13 czerwca 2019 roku około godz. 13:00 wyszła ze szkoły w centrum wsi Mrowiny. Od domu dzielił ją kilometr. Ostatni raz była widziana 200 metrów od domu. Jej ciało znaleziono tego samego dnia w lesie – 6 km od Mrowin. Prokuratura poinformowała, że przyczyną śmierci 10-latki były liczne rany kłute klatki piersiowej i szyi.

22-letni Jakub A. został zatrzymany 16 czerwca. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem – z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, ze znieważeniem zwłok – oraz zarzut podżegania wcześniej innej osoby do udziału w zabójstwie.

10-letnia Kristina została uprowadzona i przewieziona w miejsce zbrodni samochodem. Dziecko zginęło od ciosu ostrym narzędziem, najpewniej nożem.

Dziś o wnioskach z opinii biegłych psychiatrów poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy prok. Tomasz Orepuk. Biegli psychiatrzy w wydanej opinii stwierdzili, że Jakub A. zarówno w chwili popełnienia czynów, jaki i teraz był i jest w pełni poczytalnych. Nie stwierdzono też u Jakuba A. zaburzeń preferencji seksualnych – powiedział.

Relacjonując wydarzenia z Mrowin reporterzy RMF FM informowali, że 22-latek dobrze znał się z matką dziewczynki i był w niej zakochany. Niewykluczone, że chciał nawiązać bliską relację z kobietą, ta jednak wolała poświęcić się wychowywaniu dzieci, w tym Kristiny. Motywem zbrodni mogła więc być zazdrość. Dziewczynka miała być przeszkodą stojącą na drodze związku mężczyzny z jej matką.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Afera podsłuchowa. Marek Falenta po badaniach psychiatrycznych

Marek Falenta został przebadany przez biegłych psychiatrów – dowiedział się reporter RMF FM. Lekarze sprawdzali, czy biznesmen skazany w aferze taśmowej, a teraz podejrzany o kolejne czyny związane z nagrywaniem polityków i biznesmenów oraz ujawnianiem tych nagrań, jest poczytalny.

Od ubiegłego roku Marek Falenta – skazany za zlecenie podsłuchów w restauracjach – jest także podejrzany w śledztwie dotyczącym tzw. małej afery finansowej. Postępowanie prowadzi ta sama Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, która w 2016 roku skarżyła Falentę za taśmy.

Opinię biegłych psychiatrów w sprawie poczytalności Marka Falenty poznamy być może w przyszłym tygodniu. Dwóch psychiatrów na razie przeprowadziło rozmowę z podejrzanym. Zadawali mu różne pytania, które miały wykazać, czy w momencie popełniania zarzucanych mu czynów był poczytalny.

Teraz psychiatrzy analizują to badanie i zapoznają się z dokumentacją medyczną Falenty, między innymi z przetłumaczonymi protokołami badań z Hiszpanii, gdzie został zatrzymany.

Od opinii biegłych będzie zależało, czy prokuratura będzie kontynuować śledztwo w tak zwanej „małej aferze taśmowej”. Jeśli by się okazało, że był niepoczytalny, taka decyzja – jak się wydaje mało prawdopodobna – miałaby znaczenie dla oceny prawnej całej afery taśmowej.

Zatrzymanie Falenty w Hiszpanii

Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii 5 kwietnia 2019 roku. Wcześniej – według informacji reportera RMF FM – na krótko zatrzymywał się w kilku innych europejskich krajach. Został namierzony przez policjantów ze specjalnego wydziału poszukiwań, a jego zatrzymanie było możliwe dzięki wydaniu za nim Europejskiego Nakazu Aresztowania.

O kulisach zatrzymania Falenty opowiedział w rozmowie z RMF FM rzecznik prasowy polskiej policji Mariusz Ciarka. Zdradził, że tuż przed zatrzymaniem biznesmen przebywał z kobietą, obywatelką Polski. Kiedy zorientował się, że są w pobliżu policjanci, wyszedł na balustradę. Tutaj była sugestia, że może z niej wyskoczyć, jeżeli policjanci nie odstąpią od zatrzymania. Szybkie, skuteczne negocjacje sprawiły, że zrezygnował z tego kroku. Oddał się w ręce policjantów – mówił Ciarka.

Afera podsłuchowa

Biznesmen był poszukiwany od lutego tego samego roku: 1 lutego miał bowiem stawić się w zakładzie karnym w celu odbycia kary, ale nie zrobił tego. W marcu Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie o wydaniu za nim listu gończego.

O tym, że Marek Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Marek Falenta został skazany w 2016 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017, ale obrońcy Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego. W styczniu 2018 roku zwrócili się również do prezydenta Andrzeja Dudy z wnioskiem o ułaskawienie biznesmena – bezskutecznie.

Afera podsłuchowa, która wybuchła w 2014 roku po ujawnieniu w tygodniku „Wprost” nagrań rozmów ludzi z kręgów polityki i biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych, wywołała kryzys w rządzie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Konin: Śmierć 21-latka. Prokuratura i biegli przeprowadzili eksperyment

Adam († 21 l.) leżał, gdy policjant posłał w jego kierunku morderczą kulę? W poniedziałek na miejscu tragedii w Koninie odbył się eksperyment z udziałem prokuratora i biegłych. Ze wstępnych wyników badań wyłania się niepokojący obraz policyjnej interwencji. Zdaniem pełnomocnika rodziny zabitego, funkcjonariusz nie miał żadnych powodów do tego by strzelać do Adama.

Tragedia miała miejsce 14 listopada. W poniedziałek na placu zabaw przy ul. Wyszyńskiego w Koninie, łódzki prokurator oraz biegli próbowali odtworzyć okoliczności wypadku, podczas którego zginął Adam Czerniejewski. Eksperyment polegał na rekonstrukcji momentu oddania strzału przez policjanta.

Z badań wynika, że strzał padł z góry. Oznacza to, że w chwili tragedii Adam przewrócił się lub musiał być pochylony. Policjant mógł stać nad nim. To obalałoby hipotezę, że chciał zaatakować policjanta biurowymi nożyczkami (miał je przy sobie podczas interwencji policji). Biegli dokładnie odmierzali trajektorię lotu pocisku, mierzyli również wysokość krawężnika, o który mógł się potknąć chłopak.

– Jestem przekonany, że policjant w ogóle nie powinien wyciągać broni, bo nie było to konieczne – twierdzi mecenas Michał Wąż, pełnomocnik rodziny zabitego Adama. Jednocześnie podkreśla, że wcześniejsze badania wykonywane przez śledczych z Konina nie były dość dokładnie i pozostawiały wiele pytań, na które nie było odpowiedzi.

Badania biegłych na zlecenie łódzkiego śledczego powinny lepiej zobrazować moment tragedii. – Dopiero, gdy będziemy mieli wszystkie opinie oraz zebrane dowody będziemy mogli mówić o przedstawianiu ewentualnych zarzutów. To może potrwać tygodnie, a nawet miesiące. Na razie jesteśmy na wstępnym etapie ustalania przebiegu całego zdarzenia – mówi Wojciech Zimoń z prokuratury regionalnej w Łodzi, który prowadzi postępowanie.
Źródło info i foto: Fakt.pl