Posts Tagged “biegłych”

Skatowane dwumiesięczne dziecko przywieziono do szpitala w Ełku. O tej bulwersującej sprawie dowiedzieliśmy się z Czerwonego Telefonu Radia ZET. Dwumiesięczny chłopiec w nocy w stanie ciężkich trafił do szpitala w Ełku w woj. warmińsko-mazurskim. Niemal natychmiast został przetransportowany śmigłowcem do specjalistycznej placówki w Białymstoku

Ze wstępnych ustaleń wszystko wskazuje na to, że dziecko zostało pobite. Sprawcą może być ojciec malucha, 25-letni mężczyzna. Prawdopodobnie nie był pod wpływem alkoholu, ale na wszelki wypadek pobrano krew. W tej chwili jest przesłuchiwany. Sprawa trafiła już do prokuratury, powołano także biegłych.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Jak ustalił “Super Express”, aż 1000 pedofilskich zdjęć i filmów zabezpieczyli śledczy w komputerze byłego doradcy Andrzeja Leppera (+57 l.) Piotra T. (54 l.). Do tego biegły, który badał komputer specjalisty ds. wizerunku, wykrył, że usunięto z laptopa plik zawierający program do pobierania i rozpowszechniania pedofilskich treści. Piotr T. nie przyznaje się do zarzutów.

- Cała sprawa ma początek w czerwcu 2015 r. Wtedy to policjanci otrzymali od niemieckich funkcjonariuszy informację, że na komputer znajdujący się w domu, w którym mieszka Piotr T., ściągane są treści pornograficzne z udziałem osób małoletnich. Policjanci zdecydowali się wejść do tego pomieszczenia i zabezpieczyć komputery, z których korzystał Piotr T. Wtedy nie postawiono mu zarzutów. Powołaliśmy biegłego z zakresu informatyki, który zbadał komputer. Okazało się, że zainstalowany był program, który umożliwiał ściąganie i rozpowszechnianie takich plików, jak również samą obecność takich plików. Łącznie to jest 500 plików- zdjęć z pornografią dziecięcą i 500 plików filmów z pornografią z udziałem małoletnich. Oprócz tego jeden film z przemocą i jeden film z udziałem zwierzęcia. Program usuwano z komputera, biegłemu udało się go odtworzyć – ujawnia nam Marcin Saduś, rzecznik prokuratury Warszawa-Praga.

Przypomnijmy, że Piotr T., były doradca Leppera, został zatrzymany 21 października. Usłyszał zarzuty związane z posiadaniem i rozpowszechnianiem pornografii dziecięcej. Obecnie siedzi w areszcie. Grozi mu do 12 lat więzienia. – Musiałbym być zboczeńcem, żeby mieć coś takiego u siebie. I kompletnym idiotą. Albo mi ktoś coś podrzucił, albo próbował podrzucić – bronił się T. w 2015 r. Obecnie także nie przyznaje się do zarzutów.
Źródło info i foto: se.pl

Comments Brak komentarzy »

Są już wstępne wyniki sekcji zwłok Adama Z., który zginął w Nadarzynie podczas policyjnego pościgu. Przyczyną śmierci była rana postrzałowa, która spowodowała masywny krwotok wewnętrzny – poinformował PAP prokurator Łukasz Łapczyński.

W środę odbyła się sekcja zwłok kierowcy, który uciekał przed policjantami skradzionym samochodem. – Ze wstępnej opinii biegłych z zakresu medycyny sądowej wynika, iż bezpośrednią przyczyną śmierci Adama Z. była rana postrzałowa, która spowodowała masywny krwotok wewnętrzny. Stwierdzono również powierzchowne obrażenia głowy, kończyn górnych i dolnych – podał Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Podczas sekcji zwłok zabezpieczono pocisk, który ranił mężczyznę. Śledczy będą teraz ustalać jaki był tor lotu pocisku oraz który z policjantów oddał strzał. Opinię w tej sprawie wyda biegły z zakresu broni palnej i amunicji oraz balistyki.

Wątek dotyczący nieumyślnego spowodowania śmierci kierowcy pojazdu dostawczego badany jest w odrębnym postępowaniu. Związane jest to z niedopuszczalnością kumulacji ról procesowych osoby podejrzewanej i pokrzywdzonego w ramach jednego postępowania – poinformował Łapczyński.
Jak dodał, w postępowaniu badane będą okoliczności, w jakich doszło do śmierci mężczyzny. Podkreślił jednak, że na tym etapie śledztwa prokuratura nie dysponuje “procesowymi ustaleniami wskazującymi na to, że ze strony policjantów biorących udział w akcji doszło do nieprawidłowości”.

4 listopada br. policjanci zostali powiadomieni o kradzieży w Żyrardowie dostawczego volkswagena. Krótko po północy skradziony samochód zauważyli policjanci z Grodziska, kierowca auta nie zareagował na sygnały nakazujące mu zatrzymanie się i rozpoczął ucieczkę.

Jak poinformowała komenda stołeczna policji w pościgu uczestniczyło kilka policyjnych radiowozów. Na jednej z dróg policjanci ustawili blokadę, jednak uciekający mężczyzna staranował policyjny radiowóz i dalej uciekał. W Nadarzynie mężczyzna wjechał w ślepą ulicę, zawrócił, i znowu staranował kolejne radiowozy, raniąc niektórych policjantów. Aby zatrzymać uciekiniera policjanci użyli broni palnej, łącznie oddając kilkanaście strzałów.

KSP podała, że po tym, jak policjanci użyli broni palnej, mężczyzna przejechał jeszcze kilkaset metrów i uderzył samochodem w drzewo. Trafił do szpitala, gdzie zmarł. Do szpitala trafiło również czterech policjantów, którzy odnieśli obrażenia podczas pościgu. Pościg prowadzono drogami w podwarszawskich powiatach; grodziskim, pruszkowskim i piaseczyńskim.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Śledczy uznali, że nie przedłużą śledztwa w sprawie nieprawidłowości w stadninie w Janowie pod rządami Marka Treli. Śledczy – jak donosi RMF FM – oparli się na kosztującej 100 tys. złotych opinii biegłych, którzy nie znaleźli żadnych nieprawidłowości w zarządzaniu stadniną przez byłego dyrektora, Marka Trelę. Dlatego też prokuratura uznała, że nie przedłuży śledztwa, co oznacza umorzenie sprawy.

Biorąc pod uwagę sytuację procesową, jaka w tej sprawie występuje – a więc fakt, że w toku tego postępowania nikomu nie przedstawiono zarzutów popełnienia przestępstwa – opracowanie aktu oskarżenia, siłą rzeczy, jest oczywiście z powodów proceduralnych niedopuszczalne. Prokurator nie może sporządzić aktu oskarżenia w sprawie, w której żadnej z osób nie postawiono wcześniej zarzutu popełnienia przestępstwa – powiedział rozgłośni prok. Waldemar Moncarzewski z Prokuratury Regionalnej w Lublinie.

Odwołanie Marka Treli w lutym 2016 ze stanowiska prezesa janowskiej stadniny spotkało się z oburzeniem środowiska hodowców koni w kraju i za granicą; wiele krytycznych głosów padło ze strony polityków opozycji i mediów.

Zwolnienie Treli ANR uzasadniała “brakiem odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego nad końmi arabskimi czystej krwi”. Prezesom obu stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie zarzucono też dopuszczenie “do pobierania przez zagranicznych kontrahentów większej liczby zarodków niż dopuszczają to polskie regulacje” oraz “zawieraniem przez zarządy obu spółek umów dzierżawy klaczy z zagranicznymi ośrodkami hodowlanymi w sposób, który nie zabezpieczył w pełni interesów polskich podmiotów oraz ograniczał możliwości dochodzenia roszczeń”.

Na początku marca ANR złożyła do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa ws. nieprawidłowości w stadninach Janowie i Michałowie. Śledztwo dotyczące niegospodarności, jakiego miały się dopuścić odwołane w lutym władze stadnin, prowadzi Prokuratura Regionalna w Lublinie. Po zwolnieniu Treli, prezes ANR powołał na stanowisko prezesa janowskiej stadniny Marka Skomorowskiego z wykształcenia ekonomistę, który wcześniej m.in. był zastępcą dyrektora lubelskiego oddziału ARiMR. Ta nominacja też była krytykowana, wskazywano, że nowy prezes nie ma odpowiednich kwalifikacji.

W marcu w stadninie w Janowie padły dwie klacze – Preria i Amra – należące do stadniny koni Halsdon Arabians, której właścicielką jest Shirley Watts, stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland. Oba konie zostały niegdyś kupione przez Watts właśnie na aukcjach w Janowie. Według dotychczasowych ustaleń prokuratury konie padły z powodu skrętu jelit. W październiku 2015 r. w podobnych okolicznościach jak klacze Watts, z powodu skrętu jelit, padła inna utytułowana klacz janowskiej stadniny – Pianissima – co również było jednym z powodów odwołania Treli.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Na nośnikach danych elektronicznych znalezionych u Mariusza Trynkiewicza w ośrodku w Gostyninie były materiały pornograficzne z udziałem dzieci poniżej 15 roku życia – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Prokuratura prowadząca śledztwo w tej sprawie otrzymała właśnie opinię biegłych, którzy analizowali dane.

Prokuratura planuje postawić nowe zarzuty Mariuszowi Trynkiewiczowi. Zabezpieczono 68 nośników: telefony komórkowe, laptopy, pendrive’y i płyty CD. Pliki w większości były bardzo starannie zaszyfrowane. Ostatecznie biegłym udało się odczytać niewielką liczbę danych. Wśród nich były pliki pedofilskie – powiedziała RMF FM Iwona Śmigielska-Kowalska z Prokuratury Okręgowej w Płocku.

Jak najbardziej jest to wystarczające do przedstawienia zarzutów. Nawet jeden plik spełnia znamiona przestępstwa posiadania pornografii dziecięcej – dodaje.

Śledczy z zarzutami dla Mariusza Trynkiewicza czekają jeszcze na opinię biegłych informatyków, którzy mają sprawdzić, czy używane przez niego oprogramowanie było legalne. Śledztwo w tej sprawie zostało przedłużone do 11 sierpnia. Mariusz Trynkiewicz to pedofil, który został skazany we wrześniu 1989 roku na karę śmierci za zabójstwo czterech chłopców. Na mocy amnestii z grudnia 1989 roku karę tę zamieniono mu na 25 lat więzienia – w polskim kodeksie karnym nie było wówczas dożywotniego pozbawienia wolności. Od kwietnia 2014 roku przebywa w zamkniętym ośrodku w Gostyninie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Stołeczna prokuratura podaje w wątpliwość wiarygodność zwolnień lekarskich, które Arkadiusz Ł. ps. Hoss wysłał sądowi zarówno ostatnio, jak i w czasie poznańskiego procesu – dowiedział się portal tvp.info. Śledczy chcą, by sąd wyznaczył swoich biegłych, którzy zbadają domniemanego „króla fałszywych wnuczków”. – Analiza zachowań „Hossa” przed lutowym zatrzymaniem i materiał niejawny zdobyty przez policję wskazują, że podejrzany może symulować chorobę, aby uniknąć odpowiedzialności – mówi rozmówca tvp.info.

Z informacji portalu tvp.info wynika, że Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która prowadzi śledztwo przeciwko Arkadiuszowi Ł. ps. Hoss uważa, że podejrzany może nie być tak chory, żeby uniemożliwiało mu to stawianie się na komisariacie czy w sądzie na rozprawach.

– Mamy pewne podstawy, by podejrzewać, że podejrzany symuluje chorobę lub bezpodstawnie otrzymał zwolnienie lekarskie. Nasze argumenty przedstawimy na posiedzeniu sądu okręgowego, który będzie rozpatrywał zażalenie na decyzję sądu okręgowego o niezastosowaniu tymczasowego aresztu dla pana Ł. – twierdzi rozmówca portalu tvp.info.

Według ustaleń tvp.info śledczy będą chcieli, aby stan zdrowia Arkadiusza Ł. zbadał biegły lub zespół biegłych wskazanych przez sąd. Wiele wskazuje na to, że prokuratur może chcieć zweryfikować zwolnienia lekarskie „Hossa”.

Batalia

W czwartek przed południem sąd okręgowy rozstrzygnie, czy domniemany „król fałszywych wnuczków” powinien trafić do aresztu. Prokuratura poważnie traktuje tę batalię. Śledczych ma reprezentować w sądzie aż dwóch prokuratorów: referent sprawy oraz naczelnik wydziału, w którym prowadzone jest postępowanie przeciwko Ł. Sprawa choroby „Hossa” to jeden z kilku punktów, jakie mają poruszyć śledczy. Ich zdaniem wątpliwość może też budzić sposób wpłacenia poręczenia majątkowego, choć w tym przypadku można mówić tylko o pewnych niuansach proceduralnych.

Śledztwo ws. działań sądu

W środę Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie sędzi, która podejmowała decyzję o środkach zapobiegawczych wobec „Hossa”. Z analizy Prokuratury Krajowej wynika m.in., że sąd przekroczył termin 24 godzin, które ma na ewentualne aresztowanie podejrzanego od chwili przekazania mu sprawy przez prokuraturę. – Wydział Spraw Wewnętrznych wszczął postępowania w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego i nielegalnym pozbawieniu wolności – poinformowała rzeczniczka Prokuratury Krajowej prokurator Ewa Bialik.

Pomysłodawca oszustwa „na wnuczka”

Arkadiusz Ł. ps. Hoss, uważany za pomysłodawcę oszustwa metodą „na wnuczka”, został zatrzymany w Warszawie przez funkcjonariuszy CBŚP na początku lutego. Mężczyzna przez półtora roku skutecznie ukrywał się przed policją po tym, jak w 2015 r. okpił sąd i prokuraturę wnosząc o dobrowolne poddanie się karze i kaucję, w zamian za co odzyskał wolność. Wówczas miał wrócić do oszukiwania starszych ludzi w Europie Zachodniej. „Hoss” usłyszał zarzuty popełnienia, w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, czterech oszustw metodą „na wnuczka” na łączną kwotę ponad 1,4 mln zł.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa, który zajmował się wnioskiem prokuratury o areszt dla Ł., uznał, że nie ma takiej potrzeby. Dlaczego? Bo „Hoss” od razu przyznał się do zarzucanych mu przestępstw i obiecał nie utrudniać postępowania. Sąd uznał więc, że wystarczająco dolegliwą sankcję będzie poręczenie majątkowe w wys. 300 tys. zł oraz dozór policyjny „z obowiązkiem stawiennictwa 5 razy w tygodniu w Komendzie Rejonowej Policji, właściwej ze względu na miejsce zamieszkania podejrzanego” i „zakaz opuszczania kraju połączony z zatrzymaniem paszportu”. „Hoss” stawił się na komisariacie raz. Później jego adwokat poinformował, że Ł. jest chory.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Biegli określili prędkość auta, w którym jechała premier Beata Szydło, na 50 do 60 km/godz. Według przesłuchiwanych świadków sygnały świetlne i dźwiękowe kolumny były włączone w momencie wypadku.

Rzecznik KGP Mariusz Ciarka powiedział w TVN24, że policjanci byli na miejscu wypadku auta Beaty Szydło po 5 minutach i zabezpieczyli teren. Po akcji ratunkowej wykonano dokumentację fotograficzną i przesłuchano pierwszych świadków. Ciarka uważa, że policjanci nie mają sobie niczego do zarzucenia. Dodał też, że na miejsce zdarzenia zostało wezwanych dwóch biegłych z zakresu ruchu drogowego i rekonstrukcji wypadków drogowych.

- Te dane, które uzyskała policja, prokurator, to nie są dane wymyślone, to są dane, które podali biegli sądowi, którzy byli wezwani na miejsce. To nie jest norma, że na miejsce każdego wypadku drogowego wzywani są natychmiast biegli, najczęściej powołuje się ich po pewnych czasie i oni wydają ekspertyzę, czy opinię na podstawie dokumentacji – zaznaczył.

Według jego słów biegli, którzy byli na miejscu, określili prędkość pojazdu od 50 do 60 kilometrów na godzinę. Jak dodał, jest duża szansa, że biegli – na podstawie zeznań świadków, dokładnej dokumentacji fotograficznej – będą w stanie określić odległości, w jakiej jechały poszczególne pojazdy w kolumnie szefowej rządu. Zdjęcia z monitoringu mają potwierdzać wersję przedstawioną przez policję.

- Są zarzuty, że kolumna miała poruszać się z bardzo dużą prędkością, na tym filmie, sprzed miejsca wypadku, widać, że samochody poruszają się z normalną prędkością, już jest obalony argument niektórych pseudoekspertów, którzy mówili, że kolumna mknęła bardzo szybko, te samochody poruszają się, jak na kolumnę pojazdów uprzywilejowanych, naprawdę z prędkością miejską, nieprzekraczającą chociażby prędkości dopuszczalnej – powiedział.

Rzecznik KGP stwierdził, że żadne przepisy nie określają odległości między pojazdami w kolumnie. Jego zdaniem eksperci wprowadzają w błąd, kiedy mówią, że samochody muszą jechać “na zderzaku”. Taktykę dostosowuje się do sytuacji, są sytuacje, gdzie ze względu na bezpieczeństwo osób chronionych te samochody powinny jechać blisko siebie, są sytuacje, gdzie wręcz te odległości powinny być większe.

Ciarka powiedział również, że materiał dowodowy policji – która zabezpieczała miejsce zdarzenia i przesłuchiwała świadków – wskazuje, że w kolumnie były włączone sygnały dźwiękowe i świetlne.

- Potwierdziło to 11 funkcjonariuszy BOR przesłuchanych pod rygorem odpowiedzialności karnej, a więc praktycznie wszyscy, którzy podróżowali tymi samochodami, a także trzech niezależnych świadków – zaznaczył.

Rzecznik KGP powiedział też, że nic nie wie o tym, jakoby samochody BOR były wyposażone w kamerki. W piątek ok. godz. 18.30 w Oświęcimiu doszło do wypadku, w którym poszkodowana została premier Beata Szydło. Rządowa kolumna trzech samochodów pojazd premier jechał w środku – wyprzedzała fiata seicento. 21-letni kierowca przepuścił pierwszy samochód, a następnie miał zacząć skręcać w lewo i zderzyć się z autem, w którym była szefowa rządu. Oprócz niej poszkodowani zostali dwaj funkcjonariusze BOR z tego samochodu, w tym kierowca.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »

Nowy zespół biegłych przeprowadzi w najbliższym czasie jednorazowe badanie psychiatryczno-psychologiczne Kajetana P. i do końca stycznia prześle warszawskim śledczym ekspertyzę oceniającą stan jego zdrowia psychicznego – dowiedział się portal tvp.info. Od ponad dwóch tygodni Kajetan P. przebywa na specjalnym oddziale psychiatrycznym poznańskiego aresztu. Został tam przeniesiony z aresztu w Radomiu, ponieważ w grudniu znacznie pogorszył się stan zdrowia podejrzanego o brutalne zabójstwo lektorki włoskiego Katarzyny J.

Według nieoficjalnych informacji P. cierpi na ciężką, dziedziczną chorobę psychiczną. Ta diagnoza miała być m.in. podstawą uznania go przez pierwszy zespół biegłych za niepoczytalnego.

Nowy zespół biegłych, powołany w połowie grudnia na wniosek stołecznej Prokuratury Okręgowej zbada w najbliższym czasie Kajetana P. – Będzie to jednorazowe badanie, ponieważ wyczerpaliśmy już dopuszczalny prawem limit zamkniętej obserwacji psychiatrycznej. Biegłym sprzyja fakt, że na oddziale psychiatrycznym poznańskiego aresztu P. może być nie tylko dozorowany, ale także obserwowany przez fachowy personel. Ostateczna opinia ekspertów Instytutu Psychiatrii i Neurologii ma być gotowa do końca stycznia. Od niej będzie zależało, jakie decyzje podejmiemy w sprawie śledztwa – mówi tvp.info jeden z warszawskich śledczych.

Wciąż za dużo pytań

W czerwcu zakończyła się dwumiesięczna obserwacja psychiatryczna Kajetana P. podejrzanego o brutalne morderstwo Katarzyny J. Biegli, którzy początkowo zapowiadali, że wydadzą opinię w ciągu miesiąca, uznali jednak, że sprawa jest zbyt skomplikowana. Ekspertyza była gotowa w październiku i wynikało z niej, że w chwili morderstwa Kajetan P. był niepoczytalny. Jak się nieoficjalnie dowiedział portal tvp.info, biegli wskazali m.in. na poważaną chorobę psychiczną w rodzinie podejrzanego.

Od samego początku z ustaleniami biegłych nie zgadzali się prowadzący śledztwo prokuratorzy i policjanci. Zwracali uwagę, że zbrodnia była przygotowana „na zimno”. Podczas składania wyjaśnień Kajetan P. starał się mówić tonem beznamiętnym, ukrywając uczucia. Nie wyraził skruchy czy żalu.

– Dlatego zdecydowaliśmy się powołać nowy zespół biegłych. Eksperci dadzą ostateczną odpowiedź na pytanie, czy Kajetan P. był poczytalny w chwili morderstwa, czy też nie. Mieliśmy dużo wątpliwości co do pierwszej opinii. Uznaliśmy, że nie daje nam odpowiedzi na wszystkie nasze pytania – mówił w grudniu jeden ze śledczych.

Koszmarne odkrycie

W środę 3 lutego 2016 r., strażacy dostali wezwanie do budynku przy ul. Potockiej na warszawskim Żoliborzu. Zaniepokojeni sąsiedzi zaalarmowali, że z lokalu na pierwszym piętrze wydobywa się dym. Po wejściu do środka strażacy odkryli, że pali się duży worek. Okazało się, że w środku jest ciało młodej kobiety bez głowy. Znaleziono ją w innym pomieszczeniu, ukrytą w plecaku. Dzień później śledczy potwierdzili, że zamordowaną jest Katarzyna J., mieszkanka Radomia, która jakiś czas temu zamieszkała w Warszawie.

Kajetan P. uciekł z Polski, najpierw do Niemiec, a później do Włoch, skąd dotarł na Maltę. Tam właśnie został zatrzymany 17 lutego. Planował wtedy wyjazd do Tunezji.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła mu 27 lutego zarzut zabójstwa Katarzyny J. Kajetan P. przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Zrezygnował z renomowanego prawnika, którego wynajęła mu rodzina. Stwierdził, że chce sam bronić się przed sądem. Jednak prokuratura przyznała mu obrońcę z urzędu.

Przypadkowa ofiara

Decyzję o morderstwie P. miał podjąć „miesiąc lub dwa przed samym zdarzeniem”. Podczas przesłuchania tłumaczył, że morderstwo miało na celu – jak sam powiedział – „pozbycie się słabości, jaką jest przekonanie, iż życie ludzkie jest warte więcej od świni lub komara”.

– Poszukiwał ofiary. Uznał, ze powinna to być osoba obca, lektor języka, ponieważ z taką osobą miałby – z uwagi na wykonywane obowiązki – pewną nić porozumienia i wzbudzałby zaufanie. Całkowity przypadek zadecydował, że ofiarą została Katarzyna J. Telefon do niej znalazł na stronie internetowej z ogłoszeniami o korepetycjach językowych – mówił prok. Przemysław Nowak, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Żródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

O 9 rano przed Sądem Okręgowym w Poznaniu rozpocznie się proces Adama Z. oskarżonego o zabójstwo Ewy Tylman. Mężczyzna nie przyznaje się do zarzucanego mu czynu. Za zabójstwo grozi mu kara do 25 lat więzienia lub dożywocie. Do końca 2017 roku zaplanowano 11 rozpraw.

Prokurator oskarżył Adama Z. o to, że 23 listopada 2015 r. zepchnął Ewę Tylman ze skarpy, a potem nieprzytomną – do wody. Według biegłych, mężczyzna w chwili popełnienia przestępstwa był poczytalny.

Wtorkowa rozprawa odbędzie się w największej sali poznańskiego sądu okręgowego. Podczas procesu Adam Z. będzie się znajdował w pomieszczeniu za pancerną szybą. Na sali ma być ok. 60 dziennikarzy, fotoreporterów i pracowników mediów, którzy będą relacjonowali proces. W loży na piętrze i częściowo na parterze zasiądzie natomiast ponad 100 osób publiczności, które wcześniej osobiście odebrały wydawane przez sąd specjalne karty wstępu. Przed rozprawą wszyscy będą musieli przejść kontrolę bezpieczeństwa.

Akt oskarżenia przeciwko Adamowi Z. liczy kilkadziesiąt tomów. W śledztwie wykonano kilkanaście różnego rodzaju ekspertyz, zabezpieczono wszelkie dostępne nagrania z monitoringu. Przed sądem ma zeznawać ok. 60 świadków spośród ok. 200, którzy zostali w tej sprawie przesłuchani przed śledczych. W pierwszej kolejności wyjaśnienia będzie składał oskarżony. Odtworzony zostanie także eksperyment procesowy, rekonstruujący przebieg zdarzenia. Później będą przesłuchiwani świadkowie, w tym policjanci, którzy uczestniczyli w zatrzymaniu Adama Z.
Żródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

Kajetan P. ma zostać ponownie przebadany przez biegłych, po tym, jak prokuratura odrzuciła ekspertyzę poprzedniego zespołu. Według tego dokumentu, P. miał być całkowicie niepoczytalny. Podejrzany będzie badany na oddział psychiatryczny aresztu w Poznaniu, gdzie trafił, bo “może być w złym stanie zdrowia psychicznego”. To kolejna zmiana miejsca – 27-latek był wcześniej przetrzymywany w Radomiu i Warszawie. Decyzją sądu areszt został P. został przedłużony do 4 lutego, ale ekspertyza ma powstać już przed końcem roku.

O co podejrzany jest mężczyzna?

27-letni Kajetan P. jest podejrzany o to, że w lutym zamordował w Warszawie Katarzynę J. Ciało 30-latki z odciętą głową przewiózł do wynajmowanego mieszkania i podpalił. Tam odkryli je strażacy. Mężczyzna uciekł z Polski; 17 lutego zatrzymano go w stolicy Malty, La Valletcie. Tamtejszy sąd zgodził się na jego ekstradycję, a 26 lutegoP. został przewieziony do Polski. Mężczyzna w ostatnich tygodniach usłyszał też zarzuty napaści na psycholog i ranienia kawałkiem szkła oddziałowego podczas obserwacji psychiatrycznej. 27-latek przebywa w areszcie od chwili zatrzymania.

Dlaczego P. zabił?

Podczas przesłuchania mężczyzna nie okazał skruchy. Jak ujawniła prokuratura, z jego wyjaśnień wynikało, że kobieta była przypadkową ofiarą. Mówił, że postanowił zabić człowieka “w ramach pracy nad sobą i walki ze słabościami”. Za zabójstwo grozi kara dożywocia. Osoba uznana za niepoczytalną nie może być sądzona – śledztwo jest wtedy umarzane, a sąd bezterminowo umieszcza ją w zakładzie zamkniętym.

Czym jest niepoczytalność?

Osoba niepoczytalna nie potrafi ocenić znaczenia swojego działania czy kierować świadomie swoim zachowaniem. Do przyczyn niepoczytalności zalicza się m.in. upośledzenie umysłowe czy chorobę psychiczną.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »