Malta: Znany biznesmen podejrzany o zabójstwo dziennikarki

Maltańska policja zatrzymała w środę Yorgena Fenecha, jednego z czołowych biznesmenów w kraju, w związku z dochodzeniem w sprawie zabójstwa znanej dziennikarki śledczej Daphne Caruany Galizii – poinformował Reuters, powołując się na dwa źródła.

Zanim policja ujęła Fenecha, przed świtem w środę, ok. 8 km na północ od stołecznej Valetty, zatrzymano jego luksusowy jacht. Policja weszła na pokład i wymusiła skierowanie jachtu do portu. Fenech jest dyrektorem i współwłaścicielem grupy przedsiębiorstw, która wygrała państwowy przetarg w 2013 r. na budowę elektrowni gazowej – pisze Reuters. Portal Times of Malta przekazał, że jest on szefem przedsiębiorstwa 17 Black.

Dzień wcześniej poinformowano o zatrzymaniu mężczyzny podejrzanego o to, że pośredniczył w zleceniu zabójstwa dziennikarki.

Będzie ułaskawienie?

Caruana Galizia, która pisała o korupcji wśród maltańskich polityków, zginęła w zamachu bombowym przed swoim domem w pobliżu Valetty w październiku 2017 roku. Gazeta „Times of Malta” podała we wtorek, że rząd rozważa ułaskawienie, jeśli podejrzany pośrednik doprowadzi śledczych do organizatora całej operacji. Trzech mężczyzn podejrzanych o dokonanie zabójstwa zatrzymano w grudniu 2017 r. Mieli oni podłożyć bombę w samochodzie dziennikarki i odpalić ją zdalnie. Twierdzą, że są niewinni.

Śmierć Galizii, którą czasami nazywano „jednoosobową Wikileaks”, wywołała ogromne poruszenie nie tylko na Malcie, ale także poza jej granicami. Reuters wskazuje, że zabójstwo Galizii zszokowało europejską opinię publiczną i podało w wątpliwość rządy prawa na Malcie.

Pisała o niewygodnych faktach

53-letnia autorka popularnego bloga ujawniała najciemniejsze aspekty maltańskiej polityki, koncentrując się na przypadkach korupcji wśród miejscowych polityków. Atakowała premiera Josepha Muscata, a także szefa opozycji Adriana Delię. Pisała o maltańskich gangsterach i handlarzach narkotyków. Prowadziła też dochodzenie w sprawie Panama Papers i obnażyła powiązania między głównymi politykami i spółkami-krzakami. Opublikowała tysiące artykułów potępiających nadużycia władzy, przypadki korupcji i niewłaściwego administrowania.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gangster „Kadafi” zatrzymany. CBŚP udaremniło porwanie biznesmena

Obserwowali przyszłą ofiarę, kupili już broń, paralizatory, maski i inne akcesoria. Funkcjonariusze CBŚP i prokuratorzy zapobiegli uprowadzeniu biznesmena dla okupu. Do sprawy zatrzymali trzech mężczyzn, w tym Tomasza B., ps. „Kadafi”, słynnego bydgoskiego gangstera, poszukiwanego do odbycia kary 15 lat więzienia za wcześniejsze przestępstwa.

Zaczęło się od tego, że funkcjonariusze CBŚP z Bielska-Białej dotarli do informacji, z której wynikało, że członkowie zorganizowanej grupy przestępczej mogą przygotowywać się do uprowadzenia przedsiębiorcy mieszkającego w Małopolsce. To miało być porwanie dla okupu.

Obserwowali przyszłą ofiarę

– Aby osiągnąć ten cel, na terenie województwa małopolskiego został wynajęty dom. Zdobyto już broń palną, maski, paralizatory czy sprzęt elektroniczny. Przy pomocy środków technicznych stale obserwowano cykl dnia przyszłej ofiary – relacjonuje komisarz Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP.

Z zebranych przez funkcjonariuszy wynikało, że wśród podejrzanych o przygotowywanie porwania miał być Tomasz B., ps. „Kadafi”, poszukiwany listem gończym do odbycia kary 15 lat więzienia. Mężczyzna został skazany za kierowanie największą na terenie województwa kujawsko-pomorskiego zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze zbrojnym. Jej członkowie zajmowali się wprowadzaniem do obrotu narkotyków, stręczycielstwem i rozbojami.

Według śledczych wspólnikiem „Kadafiego” podczas przygotowania do uprowadzenia miał być Dariusz L. Ten mężczyzna był z kolei poszukiwany listem gończym do odbycia kary 14 lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Natomiast za wynajęcie nieruchomości oraz finansowanie przygotowań do porwania miał być odpowiedzialny Artur G.

Posługiwali się fałszywymi dokumentami

Policjanci namierzyli miejsca przebywania podejrzanych i urządzili akcję zatrzymań. W działaniach wzięli udział funkcjonariusze CBŚP z Katowic i z Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA. Na terenie Małopolski w ręce mundurowych wpadł Tomasz B. i Dariusz L. Po przeszukaniu ich mieszkań funkcjonariusze zabezpieczyli kominiarki, maski, rękawiczki, paralizatory, sprzęt elektroniczny, lornetkę, opaski zaciskowe, a także broń palną, noże i siekierę. Jak ustalił nieoficjalnie Onet, znaleziono też fałszywe dokumenty, którymi posługiwali się przestępcy.

– Kolejną akcję przeprowadzono na Podkarpaciu, gdzie zatrzymano trzeciego podejrzanego, Artura G. Z zebranego materiału wynika, że to właśnie on może być pomysłodawcą planowanego uprowadzenia – relacjonuje Iwona Jurkiewicz,

Zatrzymani zostali doprowadzeni do śląskiego oddziału Prokuratury Krajowej w Katowicach. Tam usłyszeli zarzuty m.in. działania w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu uprowadzenie osoby. Decyzją Sądu Rejonowego w Katowicach wszyscy zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące.

– Sprawa ma charakter rozwojowy. Funkcjonariusze nie wykluczają dalszych zatrzymań – podkreśla rzeczniczka CBŚP.

Kim jest „Kadafi”?

Tomasz B. był przez długi czas uważany za „króla bydgoskiego podziemia”. Gang „Kadafiego” działał w latach 2001-2011, do czasu, aż rozbili go śledczy. Według nich grupa na potężną skalę handlowała narkotykami, czerpała korzyści z usług przydrożnych prostytutek, zajmowała się haraczami i oszustwami. „Kadafi” wyszedł na wolność w 2013 r., po wpłaceniu kaucji 100 tys. zł. Deklarował dobrowolne poddanie się karze.

W lutym 2018 r. sąd skazał go na 15 lat więzienia. Kilka miesięcy później, jak pisaliśmy w Onecie, przepadł jak kamień w wodę. Podobnie jak jego dwóch bliskich współpracowników, Jaromir M.-O., ps. „Jurgen” i Adam P., ps. „Pluto”, którzy także otrzymali wysokie wyroki. Nie czekali na rozstrzygnięcie w drugiej instancji. Śledczy wydali za nimi listy gończe. Kilka miesięcy temu Sąd Apelacyjny w Gdańsku zmniejszył „Kadafiemu” karę do 14,5 roku więzienia.

Jaromir M.-O. wpadł rok temu. Nie uciekł zbyt daleko. Ukrywał się na działce 20 km za Bydgoszczą. Natomiast Adam P. został ujęty pół roku temu na Wyspach Brytyjskich. „Kadafi” wpadł dopiero teraz.
Źródło info i foto: onet.pl

Burmistrz dzielnicy Włochy przed sądem

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa trwa posiedzenie aresztowe burmistrza stołecznych Włoch i biznesmena Sabriego B. Prokuratura zarzuca im korupcję. Śledczy chcą, by podejrzani trafili do aresztu na trzy miesiące. Artur W. i turecki biznesmen zostali zatrzymani przez CBA we wtorek po wręczeniu 200 tys. łapówki.

Według prokuratury Artur W. miał przyjąć 200 tysięcy złotych łapówki od Sabriego B., byłego właściciela Pogoni Szczecin. W zamian miał zaoferować przychylne decyzje w sprawie inwestycji w Warszawie. Podejrzani w czasie środowego przesłuchania nie przyznali się do winy.

CBA w tym tygodniu przeszukało gabinet burmistrza i siedzibę firmy Sabriego B i zabezpieczyło możliwe dowody w sprawie.

Zarząd Platformy Obywatelskiej podjął tymczasem jednomyślną decyzję o wykluczeniu z partii Artura W, a prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski odwołał wszelkie pełnomocnictwa i upoważnienia udzielone samorządowcowi.
Źródło info i foto: TVP.info

Wnioski o areszt dla burmistrza dzielnicy Włochy Artura W. i biznesmena Sabriego B.

Są wnioski o trzymiesięczny areszt dla burmistrza warszawskiej dzielnicy Włoch Artura W. oraz tureckiego biznesmena Sabriego B. Samorządowiec miał od przedsiębiorcy przyjąć łapówkę w wysokości 200 tys. zł. Obaj zostali przyłapani przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego na gorącym uczynku.

CBA we wtorek poinformowało o zatrzymaniu w Warszawie dwóch osób „uwikłanych w korupcyjny proceder”. Jak wynika z informacji naszego dziennikarza Krzysztofa Zasady, turecki przedsiębiorca budowlany Sabri B. wrzucił torbę z 200 tys. zł przez okno do służbowej skody samorządowca. Potem obaj się rozjechali.

Turek swoim Mercedesem S klasy pojechał do restauracji, a Artur W. – do garażu w domu teścia. Tam też próbował ukryć wręczone pieniądze. Dwie ekipy funkcjonariuszy CBA w dwóch miejscach w Warszawie zatrzymały obu mężczyzn.

Łapówka od tureckiego biznesmena miała być zapłatą za wydanie korzystnych dla dewelopera decyzji – chodziło o nieruchomość przy ulicy Łopuszańskiej w Warszawie. Obaj mężczyźni usłyszeli już zarzuty. Jest także podejrzenie, że już wcześniej burmistrz dzielnicy Włochy wziął pierwszą transzę łapówki – w podobnej kwocie 200 tysięcy złotych.

Burmistrz dzielnicy Włochy i jego majątek

Artur W. z Koalicji Obywatelskiej został burmistrzem Włoch w listopadzie ubiegłego roku, wcześniej był zastępcą burmistrza Bielan. W związku z jego zatrzymaniem prezydent Rafał Trzaskowski odwołał mu wszelkie udzielone pełnomocnictwa i upoważnienia. Mężczyzna zasiada w radzie nadzorczej Przedsiębiorstwa Gospodarki Maszynami Budownictwa. Jak wynika z jego oświadczenia majątkowego, z tego tytułu w 2018 roku osiągnął dochód w wysokości ponad 40 tys. zł.

Firma, w której w radzie nadzorczej zasiada Artur W., wynajmuje maszyny i urządzenia budowlane. Oferuje również wynajem dźwigów. Według oświadczenia majątkowego za 2018 rok Artur W. posiada dom o powierzchni 160 metrów kwadratowych, którego wartość wycenił na 700 tys. złotych. Jest też właścicielem działki o powierzchni 3000 metrów kwadratowych (wartość 60 tys. zł) i współwłaścicielem działki o wielkości 2055 metrów kwadratowych (wartość 230 tys. zł).

Zarobił ponadto 146 235,27 zł w dzielnicowym ratuszu. Ma też 140 tys. zł oszczędności. W oświadczeniu nie ma informacji, że Artur W. posiada jakikolwiek samochód. Nie jest też zadłużony.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest akt oskarżenia ws. porwania i śmierci biznesmena z Krakowa

​Jest akt oskarżenia przeciwko mężczyznom, którzy porwali i torturowali znanego 76-letniego krakowskiego biznesmena. Mężczyzna w wyniku zdarzenia zmarł. Porywaczy oskarżono także o uprowadzenie 10-latka. Prokuratura stwierdziła, że w obu przypadkach doszło do uprowadzenia połączonego ze szczególnym udręczeniem. Obaj podejrzani przyznali się do zarzutów i złożyli wyjaśnienia. Bogusławowi K. grozi 25 lat więzienia, a Dariuszowi S. – 15 lat pozbawienia wolności.

Porywacze są także powiązani z głośnymi zbrodniami z lat 90., m.in. z zabójstwem małżeństwa Jaroszewiczów w 1992 roku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Są wyniki badań psychiatrycznych Marka Falenty

Wyniki badań psychiatrycznych Marka Falenty nie dają podstaw do tego, by zmienić mu sposób odbywania kary albo żeby miał ją odsiadywać w szczególnych warunkach – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM. Orzeczenie w sprawie biznesmena skazanego w aferze podsłuchowej powstało po kilku tygodniach badań w zakładzie karnym w warszawskiej Białołęce.

Badania psychiatryczne Marka Falenty zlecił dyrektor zakładu karnego na warszawskim Służewcu, gdzie biznesmen odsiaduje wyrok. Ma taką możliwość, by osadzonego, co do którego stanu zdrowia ma wątpliwości, skierować na badania. Takie badania obowiązkowo przechodzą osoby skazane na 25 lat więzienia i dożywocie oraz niepełnoletni osadzeni.

Lekarze badają cechy osobowości, stan psychiczny, decydują, czy wobec skazanego musi być stosowana szczególna terapia, a ostatecznie, czy może odbywać karę w normalnym zakładzie. Falenta po badaniach wrócił do swej pierwotnej celi na Służewcu. W monitorowanym pomieszczeniu przebywa sam.

Zatrzymanie Falenty w Hiszpanii

Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii 5 kwietnia. Wcześniej – według informacji reportera RMF FM – na krótko zatrzymywał się w kilku innych europejskich krajach. Został namierzony przez policjantów ze specjalnego wydziału poszukiwań, a jego zatrzymanie było możliwe dzięki wydaniu za nim Europejskiego Nakazu Aresztowania.

O kulisach zatrzymania Falenty opowiedział w rozmowie z RMF FM rzecznik prasowy polskiej policji Mariusz Ciarka. Zdradził, że tuż przed zatrzymaniem biznesmen przebywał z kobietą, obywatelką Polski. Kiedy zorientował się, że są w pobliżu policjanci, wyszedł na balustradę. Tutaj była sugestia, że może z niej wyskoczyć, jeżeli policjanci nie odstąpią od zatrzymania. Szybkie, skuteczne negocjacje sprawiły, że zrezygnował z tego kroku. Oddał się w ręce policjantów – mówił Ciarka.

Afera podsłuchowa

Biznesmen był poszukiwany od lutego tego roku: 1 lutego miał bowiem stawić się w zakładzie karnym w celu odbycia kary, ale nie zrobił tego. W marcu Sąd Okręgowy w Warszawie wydał postanowienie o wydaniu za nim listu gończego. O tym, że Marek Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Marek Falenta został skazany w 2016 roku przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017, ale obrońcy Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego. W styczniu ubiegłego roku zwrócili się również do prezydenta Andrzeja Dudy z wnioskiem o ułaskawienie biznesmena – bezskutecznie.

Afera podsłuchowa, która wybuchła w 2014 roku po ujawnieniu w tygodniku „Wprost” nagrań rozmów ludzi z kręgów polityki i biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych, wywołała kryzys w rządzie Donalda Tuska. Nagrania rejestrowane były od lipca 2013 do czerwca 2014 roku w warszawskich restauracjach – według sądu: właśnie na zlecenie Marka Falenty. Nielegalnie podsłuchano i nagrano wówczas m.in. ówczesnych szefów: MSW Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Marek Falenta siedzi sam w celi z kamerami

Marek Falenta trafił do jednoosobowej celi monitorowanej całą dobę, ma pomoc psychologa, został potraktowany jak szczególny więzień – informuje „Rzeczpospolita”. Marek Falenta w ubiegłym tygodniu został sprowadzony z Hiszpanii do Polski, by odbyć karę więzienia za swój udział w tzw. aferze taśmowej (skazano go na 2,5 roku za kratkami). W ostatni poniedziałek Falenta nie trafił jednak do zakładu półotwartego, a do zamkniętego.

Decyzją Służby Więziennej Marka Falentę, ze względów bezpieczeństwa, umieszczono w celi jednoosobowej, która jest monitorowana całą dobę – podaje „Rzeczpospolita”. Miały o tym zadecydować „szczególne okoliczności”. Jakie? Gdy Falenta zbiegł do Hiszpanii przed odsiadką, podczas zatrzymania, groził policjantom, że popełni samobójstwo. Wszedł na balustradę w trakcie akcji służb i straszył, że skoczy z 9. piętra.

Falenta, o czym przypomina dziennik, miał nie chcieć trafić do polskiego więzienia, argumentując to obawami o swoje życie. Marek Falenta dostał też pomoc psychologa, jest objęty dodatkową kontrolą. Biznesmena od afery taśmowej umieszczono w celi Aresztu Śledczego Warszawa-Służewiec przy ul. Kłobuckiej.

„Z uwagi na medialny charakter sprawy objęty jest nadzorem i wzmożoną kontrolą funkcjonariuszy Służby Więziennej mającą na celu zapewnienie mu bezpieczeństwa” – wyjaśniała te szczególne środki ostrożności w rozmowie z „Faktem” płk Elżbieta Krakowska, rzeczniczka Służby Więziennej.

Marek Falenta i afera taśmowa. Biznesmen grozi PiS „ujawnienie szczegółów”
Drugim powodem, przez który ma takie specjalne traktowanie, są niedawne rewelacje ujawnione przez „Rz”. Chodzi o list Falenty do prezydenta Andrzeja Dudy, napisany przez biznesmena, gdy był w areszcie w Hiszpanii.

Falenta prosi w nim prezydenta o ułaskawienie, a jednocześnie grozi, że jeśli do tego nie dojdzie, to „ujawni zleceniodawców i wszystkie szczegóły” afery taśmowej. Marek Falenta w swoim piśmie wskazuje 13 osób z otoczenia Prawa i Sprawiedliwości, które miały zachęcać go do nagrywania VIP-ów w warszawskich restauracjach i wiedziały o jego działaniach.

Wśród wymienionych przez Falentę ludzi PiS są prezes tej partii Jarosław Kaczyński, który miał zaakceptować nagrywanie, a także były skarbnik Prawa i Sprawiedliwości Stanisław Kostrzewski, który miał zlecać mu dalsze pozyskiwanie nagrań. Biznesmen od afery taśmowej wskazuje też w piśmie, że w zamian za jego „pracę” ludzie PiS obiecywali mu szereg korzyści.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Marek Falenta domaga się ułaskawienia

„Rzeczpospolita” opublikowała fragmenty wniosku o ułaskawienie, który biznesmen Marek Falenta skierował do prezydenta Andrzeja Dudy. Skazany za aferę podsłuchową Falenta twierdzi, że został „oszukany” przez Prawo i Sprawiedliwość, a działacze partii mieli obiecywać mu „wiele korzyści i łupy politycznych”.

Biznesmen Marek Falenta w kwietniu skierował trzeci wniosek do prezydenta Andrzeja Dudy o ułaskawienie. Dwa poprzednie zostały odrzucone. „Rzeczpospolita” poznała treść kwietniowego pisma. Wniosek powstał w momencie, gdy Falenta znajdował się w areszcie w Walencji w Hiszpanii. Trafił tam na początku kwietnia po tym, jak został zatrzymany przez polskich i hiszpańskich funkcjonariuszy. Na początku lutego nie stawił się w zakładzie karnym, aby odbyć karę pozbawienia wolności.

Marek Falenta do Andrzeja Dudy: Zostałem okrutnie oszukany

Za zlecenie nagrywania rozmów między innymi polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w warszawskich restauracjach Marek Falenta został prawomocnie skazany w styczniu 2017 roku na 2,5 roku więzienia.

„W hiszpańskim więzieniu „gnije” człowiek, który wierzył w sprawę pt. Polska uczciwa i sprawiedliwa. Zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic i został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana formacji. Obiecali wiele korzyści i łupów politycznych. Czekałem lata codziennie łudzony, że niebawem nadejdzie dzień, w którym zostanę przez Pana ułaskawiony. Nie widać nadziei na jego nadejście” – napisał Marek Falenta do Andrzeja Dudy. Jak informuje „Rzeczpospolita”, Falenta zapowiada, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, „ujawni zleceniodawców i wszystkie szczegóły”.

Marek Falenta został w piątek przetransportowany do Polski i trafił do jednego z warszawskich aresztów śledczych. Został umieszczony w celi przejściowej, gdzie w najbliższym czasie wykonane zostaną badania lekarskie. W tym tygodniu komisja penitencjarna ma zdecydować o tym, do jakiego zakładu karnego trafi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Marek Falenta nie zostanie ułaskawiony

Nie będzie ułaskawienia Marka Falenty – dowiedziało się RMF FM. Sąd który skazał biznesmena na 2,5 roku więzienia za udział w aferze podsłuchowej, bez rozpoznania pozostawił prośbę o łaskę dla Falenty.

Jak podaje RMF FM decyzja jest formalna, podjęta w oparciu o przepis kodeksu postępowania karnego, który pozwala sądowi nie rozpoznawać wniosku o ułaskawienie, jeśli złożono go przed upływem roku od negatywnego rozpatrzenia poprzedniej prośby. Ta została złożona przez córkę Falenty 19 stycznia zeszłego roku, a sąd odrzucił ją 6 kwietnia.

Obecna decyzja jest z 3 kwietnia 2019 roku. Wcześniej wniosek o ułaskawienie był u prezydenta – także Andrzej Duda nie przystał na skorzystanie z prawa łaski wobec skazanego.

Zgodnie z art. 561 Kodeksu postępowania karnego prośbę o ułaskawienie przedstawia się sądowi, który wydał wyrok w pierwszej instancji. Powinien on rozpoznać prośbę o ułaskawienie w ciągu 2 miesięcy od daty jej otrzymania. Zgodnie z art. 565 prośbę o ułaskawienie skierowaną bezpośrednio do Prezydenta RP przekazuje się Prokuratorowi Generalnemu w celu nadania jej biegu.

Rozpoznając prośbę o ułaskawienie sąd powinien mieć na względzie zachowanie się skazanego po wydaniu wyroku, rozmiary wykonanej już kary, stan zdrowia skazanego i jego warunki rodzinne, naprawienie szkody wyrządzonej przestępstwem, a przede wszystkim szczególne wydarzenia, jakie nastąpiły po wydaniu wyroku.

Marek Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą podsłuchową. Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Chodziło o nagrywane od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osoby z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

Wyrok na Falentę uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Obrońcy biznesmena złożyli kasację do Sądu Najwyższego, zaś w styczniu ubiegłego roku do prezydenta Dudy trafił wniosek o ułaskawienie biznesmena.

Falenta miał stawić się w zakładzie karnym w celu odbycia kary 1 lutego, ale nie zrobił tego. Od tamtego momentu ukrywał się i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 roku.

22 marca Wydział Kryminalny Komendy Stołecznej Policji poinformował sąd, że „skazany Marek F. nie został zatrzymany na podstawie listu gończego i opuścił terytorium Polski”. Następnie 28 marca Sąd Okręgowy w Warszawie wydał Europejski Nakaz Aresztowania Falenty. Do zatrzymania Falenty na podstawie ENA doszło w piątek w Hiszpanii.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kulisy zatrzymania Marka Falenty

Biznesmen Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii przez polską policję. O kulisach akcji powiedział w rozmowie z TVN24 rzecznik Komendanta Głównego Policji Mariusz Ciarka.

Ponieważ biznesmen – mimo wyroku sądu – nie stawił się do odbycia kary 2,5 roku pozbawienia wolności, od lutego był poszukiwany przez policję. Do sprawy włączył się także detektyw bez licencji Krzysztof Rutkowski. W piątek 5 kwietnia w godzinach wieczornych Joachim Brudziński poinformował, że służby zatrzymały biznesmena w Hiszpanii. „Tak jak mówiłem, polska policja jak zawsze dała radę. Marek Falenta zatrzymany. Słowa uznania kieruję do funkcjonariuszy zaangażowanych w tę akcję” – napisał szef MSWiA.

Z ustaleń TVN24 wynika, że Marka Falentę tropił zespół funkcjonariuszy z Poznania i Komendy Stołecznej Policji. Ponieważ Falenta nie posługiwał się żadnymi urządzeniami elektronicznymi i zacierał za sobą ślady, praca śledczych była utrudniona. W rozmowie z TVN24 rzecznik Komendanta Głównego Policji poinformował, że biznesmenowi w momencie zatrzymania, do którego doszło w okolicach Walencji w Hiszpanii, towarzyszyła kobieta z Polski. – Ta kobieta prawdopodobnie pomagała mu się ukrywać. Również w momencie zatrzymania próbowała negocjować z policjantami hiszpańskimi i polskimi, aby nie zatrzymywać poszukiwanego – powiedział Mariusz Ciarka. Rzecznik KGP dodał, że „w momencie zatrzymania biznesmen wszedł na balustradę, a więc groził, że może popełnić samobójstwo – taka była sugestia”. – Dzięki naszej rozmowie, negocjacjom, zszedł z balustrady i został skutecznie zatrzymany – podkreślił Mariusz Ciarka.

Według ustaleń TVN24 kobieta, która towarzyszyła Markowi Falencie, to jego pełnomocniczka. To, czy jej rola wykroczyła poza doradztwo prawne i stanowiła pomoc w ukrywaniu się przed polskim wymiarem sprawiedliwości, ustalą prokuratura oraz policja.

Afera podsłuchowa

Przypomnijmy – w grudniu 2016 roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Marka Falentę na dwa i pół roku bezwzględnego więzienia w tak zwanej aferze podsłuchowej. Falenta został uznany winnym większości zarzutów, m.in. zlecania podsłuchów. Zdaniem prokuratury motywy działania osób związanych z aferą miały „charakter biznesowo-finansowy”. Sprawa dotyczyła nagrywania w warszawskich restauracjach rozmów osób z kręgów polityki czy biznesu. Proceder trwał od lipca 2013 roku do czerwca 2014 roku. Wyrok uprawomocnił się w 2017 roku. Obrońcy Marka Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego. W październiku 2018 roku Sąd Okręgowy w Warszawie odrzucił ich wniosek o odroczenie wykonania przez Marka Falentę kary pozbawienia wolności. Jednocześnie zgodnie z postanowieniem sądu, samo wykonanie kary zostało wstrzymane do czasu „rozpoznania ewentualnego zażalenia”.

31 stycznia 2019 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie zdecydował, że Marek Falenta trafi do więzienia na 2,5 roku więzienia, tym samym podtrzymał wyrok niższej instancji i odrzucił zażalenia obrońców, którzy wnioskowali o odroczenie wykonania kary ze względu na zły stan zdrowia klienta.
Źródło info i foto: Wprost.pl