Posts Tagged “błędy”

Rzeczniczka dowództwa sił powietrznych USA przyznała wczoraj, że według wstępnych ustaleń wojsko dopuściło się zaniedbań w sprawie sprawcy niedzielnej masakry w Teksasie. Nie dostarczyło bowiem danych na temat jego kryminalnej przeszłości krajowej bazie danych. Sprawca masakry, w której zginęło 26 osób, a 20 zostało rannych, 26-letni były żołnierz sił powietrznych USA Devin Patrick Kelley, był w 2012 r. uznany winnym przez sąd wojskowy dwóch zarzutów znęcania się nad żoną i przybranym synem.

Jednak informacja na ten temat nie została, jak wymagają tego procedury, przekazana do bazy danych Krajowego Centrum Informacji Kryminalnej (National Criminal Information Center – NCIC).

Prawo federalne zabrania sprzedaży lub udostępniania broni palnej osobom skazanym za przestępstwo przemocy domowej wobec współmałżonka lub dziecka.
Rozpoczęto dochodzenie

- Wojska lotnicze rozpoczęły dochodzenie mające wyjaśnić, w jaki sposób postępowano wobec danych o kryminalnej przeszłości byłego żołnierza Devina P. Kelley’a po jego skazaniu w 2012 r. za przemoc domową – oświadczyła rzeczniczka US Air Force Ann Stefanek.

Kelley strzelając z karabinu automatycznego Ruger AR-556, zabił w niedzielę w kościele baptystów w Sutherland Springs, w Teksasie, 26 osób i ranił 20. Władze Teksasu poinformowały wczoraj, że 10 rannych jest w stanie krytycznym. Najmłodsza z ofiar śmiertelnych miała 18 miesięcy, najstarsza 77 lat.

Sprawca masakry został wydalony z wojska po odsiedzeniu kary 12 miesięcy pozbawienia wolności, na jaką skazał go w 2012 r. sąd wojskowy. W 2014 r. był skazany na grzywnę za okrucieństwo wobec zwierząt. Według władz stanowych nie wydaje się, by Kelley był powiązany z jakimś ugrupowaniem terrorystycznym. Wykluczono też raczej nienawiść rasową jako motyw zbrodni.

W śledztwie ustalono już, że motywem sprawcy mogły być nieporozumienia rodzinne. Według przedstawiciela teksańskiego ministerstwa bezpieczeństwa publicznego Freemana Martina, wiadomo, że Kelley “był wściekły” na swoją teściową. Wysyłał jej SMS-y z groźbami. Jego teściowie przychodzili czasem, choć nieregularnie, do kościoła w Sutherland Springs.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

W trakcie zatrzymania Piotra T., znanego specjalisty ds. wizerunku, mogło dojść od błędów policji – twierdzi tvn24.pl. Według ustaleń portalu funkcjonariusze nie znaleźli w hotelu jego rzeczy osobistych. Piotr T. został zatrzymany przez policję 21 października na polecenie prokuratury Warszawa-Praga. Znany specjalista ds. wizerunku jest podejrzany o posiadanie i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych z udziałem osób małoletnich, zwierząt oraz z użyciem przemocy. Decyzją sądu najbliższe dwa miesiące spędzi w areszcie.

W dniu zatrzymania Piotr T. prowadził szkolenie w jednym z warszawskich hoteli – ustalił portal tvn24.pl. Funkcjonariusze stołecznej policji najpierw mieli pozwolić mu na spokojne dokończenie wykładu. Co więcej, po odjechaniu z hotelu okazało się, że w budynku pozostały osobiste rzeczy Piotra T. – niezabezpieczone przez policję.

Według informacji portalu, rzeczy te trafiły wtedy z pokoju T. do apartamentu zajmowanego przez prezesa firmy, dla której zorganizowano wykład. Stamtąd własność T. odebrała następnie osoba należąca do jego najbliższej rodziny.

Legitymacja policyjna, drugi dowód

Tvn24.pl pisze, że wśród wspomnianych przedmiotów znalazły się “szokujące” rzeczy, takie jak legitymacja policyjna, drugi dowód osobisty, legitymacje dyplomaty międzynarodowych organizacji praw człowieka czy wreszcie komputer i telefon.

Policja oraz prokuratura odmówiły jednak portalowi szerszego komentarza w tej sprawie. Przynajmniej do czasu, aż Piotr T. zdecyduje się na wniesienie zażalenia na zatrzymanie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Upadek ISIS jest błogosławieństwem dla innej organizacji terrorystycznej. Kilka miesięcy po świętowaniu porażki Państwa Islamskiego szef wywiadu w irackim Kurdystanie ostrzega: powstanie Al-Kaida na sterydach.

Lata istnienia ISIS nie są w Al-Kaidzie rozpatrywane jako czas stracony. Struktury, którym przewodzi młody Hamza bin Laden, chłoną teraz doświadczonych w boju żołnierzy Państwa Islamskiego. Dodatkowo organizacji jako wartościowa lekcja służy historia błędów i porażek ISIS. Przywódcy Al-Kaidy są dziś mądrzejsi – czytamy w “Gazecie Wyborczej”.

Teraz na scenę wkracza również “lew z jaskini Al-Kaidy” – jak 28-letniego Hamzę opisywał jeden z obecnych liderów organizacja. Syn Osamy jeszcze dwa lata temu był anonimowy, potem zaczął pojawiać się w nagraniach propagandowych Al-Kaidy. Nie pokazuje twarzy, ale chętnie i dużo mówi. “Gazeta Wyborcza” podkreśla, że może to wynikać z faktu, że ma głos bardzo podobny do głosu ojca.

Za Hamzą stoi nazwisko, ale ten nie chce iść drogą ojca. Zamiast mozolnie przygotowywanych spektakularnych zamachów woli ataki “każdą dostępna bronią”. Syn bin Ladena nigdy też nie krytykował dżihadu, co sprawia, że wciąż pozostawił otwarte drzwi dla wszystkich, którzy w ostatnich latach walczyli w Syrii.

Osama właśnie Hamzę miał namaścić na swojego następcę. Ten od stycznia figuruje na liście najbardziej poszukiwanych terrorystów.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Aresztowany w Polsce 18-letni Ilyas A., podejrzany o zabójstwo mieszkanki Berlina, nie miał prawa przebywać w Niemczech. Niemieckie urzędy popełniły rażące błędy.

Ilyas A. został aresztowany w Polsce. Policja wpadła na jego trop, kiedy w okolicach Warszawy włączył telefon swojej ofiary. 18-letni Czeczen podejrzewany jest o zamordowanie w Berlinie 60-letniej Susanne Fontaine. Jej zwłoki znaleźli spacerowicze w berlińskim parku Tiergarten dopiero na trzeci dzień po zabójstwie.

W Niemczech Ilyas A. ubiegał się o azyl, ale Czeczen dawno już miał być deportowany do Rosji – informują niemieckie media. Był dobrze znany niemieckiej policji. Przyjechał do Niemiec z rodziną w 2012 roku. Dwa lata później cała rodzina została odesłana do Polski – bo tam dostała się do UE. Kilka miesięcy później 15-letni wówczas Ilyas ponownie zagościł w Niemczech i wystąpił w Berlinie o azyl. Niemieckie urzędy pozwoliły mu – pod pewnymi warunkami zostać niemal do końca sierpnia 2015. Ilyas A. szybko jednak popadł w konflikt z prawem. Miał na koncie liczne kradzieże, włamania i napady. Jego ofiarami padali najczęściej seniorzy, za którymi wkradał się do domów. W czerwcu 2015 w ciągu pięciu dni napadł na trzy kobiety w podeszłym wieku – przypomina dziennik “Tagesspiegel”.

W szarej strefie

Policja aresztowała Ilyasa A. już we wrześniu 2015. Powędrował za kratki na 18 miesięcy. Potem – w grudniu 2016 – miał być deportowany. Do deportacji jednak nie doszło. Jak informuje stołeczny tabloid “B.Z.”, rosyjskie urzędy odmówiły opieki nad niepełnoletnim jeszcze wtedy Ilyasem.

Do deportacji miało dojść najpóźniej 10 sierpnia 2017, kiedy Czeczen osiągnął pełnoletność. Pomiędzy jego urodzinami a 5 września – dniem zamordowania Susanne Fontaine – było 3,5 tygodnia, w których można go było wsadzić do samolotu w kierunku Rosji – pisze “Tagesspiegel”. Problem tylko w tym, że nikt nie znał miejsca jego pobytu. Ilyas A. znalazł się w szarej strefie.

Zawinił system

To nie jedyny taki przypadek – zaznacza “Tagesspiegel”. Dziennik przypomina, że podobny dotyczył Anisa Amriego, zamachowca na jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie w grudniu 2016, w którym zginęło 12 osób. “Amri nie miał wtedy prawa siedzieć za kierownicą ciężarówki, tylko za kratkami, jeśli niemiecki system prawny dobrze by funkcjonował” – zauważa “Tagesspiegel”.

Inna sprawa dotyczy Huseina K., który w październiku 2016 zgwałcił i zamordował studentkę we Fryburgu. Afgańczyk miał już za sobą karę więzienia w Grecji, gdzie napadł na studentkę, która cudem przeżyła. Z 10 lat odsiedział tylko 2,5. Kiedy pod koniec 2015 roku przyjechał do Niemiec, porównano jego odciski palców z bazą danych “Eurodac”, w której teoretycznie mają być zarejestrowane wszystkie osoby ubiegające się o azyl w UE. Rejestracji powinni już byli dokonać greccy urzędnicy. “Często jednak nie działa komunikacja między urzędami, nawet w Niemczech. Błędy, wygoda, ignorancja, wyrozumiałość” – konstatuje “Tagesspiegel”.

Susanne mogłaby nadal żyć

Stołeczny dziennik zauważa, że z 11 tys. osób w Berlinie, których wnioski o azyl zostały odrzucone i które podlegają wydaleniu z kraju, aż 6 tys. ma status tzw. pobytu tolerowanego. “Jeśli prawo i wyrok zezwalały na deportację, zastanawiam się, dlaczego to się nie stało już siedem miesięcy temu!” – mówił dziennikarzom “B.Z.” wdowiec po Susanne Fontaine, Klaus Rasch: “Jestem pewny, że moja żona nadal by żyła”.

Podejrzany o zabójstwo Czeczen został już deportowany do Niemiec i przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Comments Brak komentarzy »

Berlińska policja popełniła w działaniach operacyjnych przeciwko tunezyjskiemu terroryście Anisowi Amriemu rażące błędy – wynika z raportu śledczego Bruno Josta. Jego zdaniem możliwe było wcześniejsze aresztowanie islamisty, co zapobiegłoby zamachowi.

Nie mamy matematycznej pewności, że można było aresztować Amriego i zapobiec zamachowi, ale istniała w każdym razie – gdyby wszystko przebiegło pomyślnie – realna szansa na zatrzymanie go i umieszczenie przynajmniej na jakiś czas w areszcie śledczym – powiedział Jost dziennikarzom w czwartek w Berlinie podczas prezentacji raportu końcowego.

19 grudnia 2016 roku Amri porwał z parkingu, po zastrzeleniu polskiego kierowcy, ciężarówkę i wjechał nią w ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina, zabijając dalszych 11 osób i raniąc blisko 100. Terrorysta uciekł z miejsca zamachu. Włoska policja zastrzeliła go cztery dni później w okolicach Mediolanu.

Autor raportu zwraca uwagę, że Amri uznany został przez policję za osobę stanowiącą zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego. Policja zrezygnowała jednak z niezrozumiałych powodów po sześciu tygodniach – w czerwcu 2016 roku – z obserwowania islamisty, pomimo zgody prokuratury na działania operacyjne wobec niego do 21 października 2016 roku. Berlińska policja twierdziła, że obserwowany nie zachowuje się w sposób charakterystyczny dla islamistów.

Zdaniem Josta policja nie zwróciła należytej uwagi na handel narkotykami uprawiany przez Amriego na skalę przemysłową. Z rozmów telefonicznych z matką wynikało, że przekazywał jej do Tunezji spore sumy pieniędzy, których – po skreśleniu mu zasiłku – nie mógł uzyskiwać w uczciwy sposób.

Brak analizy zawartości telefonu komórkowego

Za ciężki błąd Jost uznał brak analizy zawartości telefonu komórkowego zarekwirowanego Amriemu przez policję w lutym 2016 roku.

Zdaniem śledczego w lipcu 2016 roku nadarzyła się dogodna okazja aresztowania Amriego na kilka miesięcy. Podczas kontroli we Friedrichshafen na południu Niemiec policja znalazła u niego dwa sfałszowane włoskie dowody osobiste oraz narkotyki. Przesłuchanie zatrzymanego przeprowadzono zdaniem Josta w sposób “dyletancki”, a powinni byli uczestniczyć w nim śledczy z Berlina.

Chaos w niemieckiej administracji migracyjnej

Autor raportu zwraca przy okazji uwagę na panujący w 2015 roku chaos w niemieckiej administracji migracyjnej, który uniemożliwiał władzom dokładną rejestrację migrantów. Amri został zarejestrowany po raz pierwszy 6 lipca 2015 roku we Fryburgu (Badenia-Wirtembergia) i skierowany do ośrodka dla uchodźców w Karlsruhe. Przy tej okazji zostały pobrane od niego odciski palców i dłoni.

Tunezyjczyk nie zgłosił się jednak w wyznaczonym miejscu, lecz dał się zarejestrować ponownie, tym razem w Ellwangen, podając inną datę urodzenia. W tym samym roku trzykrotnie zgłosił się do urzędu migracyjnego w Berlinie, podając za każdym razem inną tożsamość i narodowość, m.in. egipską i palestyńską.

Osobną sprawą, rzucającą cień na berlińską policję, była próba wprowadzenia w błąd władz Berlina przez pracowników Urzędu Kryminalnego poprzez manipulację dokumentów po zamachu. W tej sprawie toczy się śledztwo. Minister spraw wewnętrznych Berlina Andreas Geisel zlecił Jostowi w kwietniu przygotowanie raportu oceniającego pracę policji i innych władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Niemiecka policja popełniła kardynalne błędy podczas działań operacyjnych przeciwko Tunezyjczykowi Anisowi Amriemu, który w grudniu 2016 r. porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu polskiego kierowcy wjechał nią w tłum w Berlinie, zabijając 12 osób – podał w sobotę “Der Spiegel”.

Jak pisze wydawany w Hamburgu magazyn, przebywający na Zachodzie Niemiec Amri przyjechał 18 lutego do Berlina. Policja w Nadrenii Północnej-Westfalii kontrolująca jego rozmowy w internecie z bojownikami Państwa Islamskiego (IS) w Libii uznała go za osobę niebezpieczną, która może w każdej chwili dokonać aktu przemocy.

Z tego powodu policja w Berlinie dostała polecenie dyskretnego obserwowania migranta z Tunezji. Jednak berlińscy funkcjonariusze wbrew wcześniejszym ustaleniom zabrali podejrzanego z dworca autobusowego na komendę i w dodatku zarekwirowali mu będący na podsłuchu telefon komórkowy.

Jak wynika z akt śledztwa, do których dotarł “Spiegel”, od tego momentu Amri nie tylko był uprzedzony o działaniach operacyjnych, lecz w dodatku ostrzegł innych islamistów o obserwacji. Agent policji “Murat” uplasowany w kręgach islamistów zaznał, że Amri poinformował go o przesłuchaniu w Berlinie i konfiskacie telefonu.

W tym czasie radykalny kaznodzieja Boban S. o przydomku “Serb” zaapelował do islamistów, by byli bardziej ostrożni i nie zabierali telefonów komórkowych udając się w podróże.

Wpadka berlińskiej policji to nie jedyny błąd popełniony wobec Amriego. W marcu 2016 roku w Oberhausen pracownica urzędu miejskiego miała ostrzec Amriego, że musi uważać, ponieważ policja podejrzewa go o wyłudzanie świadczeń.

Amri 19 grudnia 2016 roku porwał ciężarówkę i po zastrzeleniu w szoferce polskiego kierowcy Łukasza Urbana wjechał w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w centrum Berlina. W zamachu zginęło 12 osób, a ponad 50 zostało rannych. Terrorystę, który zbiegł z miejsca przestępstwa, zastrzelili cztery dni później pod Mediolanem włoscy policjanci.

Amri znany był niemieckiej policji na długo przed zamachem. Funkcjonariusze berlińskiego urzędu kryminalnego, którzy obserwowali podejrzanego, zbagatelizowali jednak zagrożenie, a po fakcie sfałszowali dokumentację, by ukryć swój błąd. Powołana przez władze Berlina komisja analizuje przyczyny nieprawidłowości.
Źródło info i foto: interia.pl

Comments Brak komentarzy »

Arcybiskup Lyonu Philippe Barbarin przyznał w poniedziałek, że w jego archidiecezji popełniono błędy w zarządzaniu i nominacjach księży w związku z dochodzeniem w sprawie niezgłoszenia przez władze kościelne czynów pedofilskich zarzucanych jednemu z księży. 65-letni kardynał Barbarin, który nosi tytuł prymasa Galii, czyli Francji, jest jedną z pierwszoplanowych osobistości francuskiego Kościoła katolickiego.

Sprawa dotyczy głównie napaści na tle seksualnym popełnionych przez księdza Bernarda Preynata w latach 1986-1991 wobec młodych skautów w Lyonie. Preynatowi, który posługę kapłańską sprawował do sierpnia 2015 roku, w styczniu br. prokuratura postawiła zarzuty czynów pedofilskich. Przyznał się do zarzucanych mu czynów. Niektóre z ofiar Preynata wniosły skargi przeciwko władzom kościelnym, w tym kardynałowi Barbarinowi, o niepoinformowanie wymiaru sprawiedliwości o nadużyciach ze strony księdza.

Komunikat kurii arcybiskupiej wydano po naradzie duchowieństwa Lyonu z udziałem 220 księży. Była na niej obecna jedna z ofiar księdza Preynata. – Kardynał przyznał, że diecezja popełniła błędy w zarządzaniu i nominacji niektórych księży – głosi komunikat. Wcześniej prymas stanowczo dementował, by postąpił nieprawidłowo w jakikolwiek sposób.

- Okazało się, że nie posiadaliśmy całej wiedzy o pewnych faktach. Nie dopełniliśmy wszystkich naszych obowiązków w zakresie dochodzenia i poszukiwania prawdy – powiedział na konferencji prasowe wikariusz generalny archidiecezji ks. Yves Baumgarten. Dodał, że na spotkaniu większość księży opowiedziała się za tym, by kardynał kontynuował sprawowanie godności arcybiskupa metropolity lyońskiego mimo pojawiających się apeli o ustąpienie.

W następstwie nagłośnienia sprawy ks. Preynata pewien mężczyzna – ofiara pedofilii innego księdza z początku lat 90. – wniósł skargę przeciwko kardynałowi Barbarinowi, twierdząc, że poinformował go o swoim przypadku w 2009 roku, lecz ten od tamtej pory niczego nie zrobił.

Sprawa prymasa Galii jest największym tego rodzaju problemem francuskiego Kościoła, od kiedy w 2001 roku sąd skazał biskupa Bayeux i Lisieux, Pierre’a Pican, na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu za niepoinformowanie wymiaru sprawiedliwości o przestępstwach seksualnych popełnionych na nieletnich przez podlegającego mu księdza.

Diecezja lyońska należy do najstarszych we Francji i w Europie, została założona w II wieku, a już w III wieku wyniesiono ją do rangi archidiecezji.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Comments Brak komentarzy »

Kościół popełnił “ogromne błędy” w podejściu do skandalu pedofilii – przyznał bliski współpracownik papieża Franciszka, australijski kardynał George Pell, składając zeznania przed działającą w jego kraju rządową komisją, która zajmuje się sprawą nadużyć. Kardynał Pell, który jest prefektem Sekretariatu ds. Ekonomii, czyli odpowiednikiem ministra finansów w Watykanie, zeznawał w nocy z niedzieli na poniedziałek podczas wideokonferencji, zorganizowanej między hotelem w Rzymie a siedzibą komisji w Australii. Tę formę wysłuchania dostojnika wybrano, gdy poinformował on komisję, że nie może stawić się przed nią, gdyż długa podróż samolotem nie jest wskazana przy jego stanie zdrowia.

Podczas pierwszej z kilku zaplanowanych telekonferencji hierarcha złożył kilkugodzinne wyjaśnienia dotyczące licznych przypadków wykorzystywania dzieci w kościelnych szkołach i innych placówkach w mieście Ballarat w stanie Wiktoria, gdzie był wiceproboszczem w latach 1973-1983 i w diecezji w Melbourne. Tam najpierw pełnił funkcję biskupa pomocniczego, a potem metropolity.

Kolejne zeznania mają dotyczyć jego posługi jako arcybiskupa Sydney. Jak informowano, komisja oczekuje wyjaśnień, jakie było podejście tamtejszego Kościoła do tysięcy przypadków takich przestępstw w szeregach duchowieństwa. Niektóre z ofiar księży pedofilów zarzucają australijskiemu kardynałowi tuszowanie oraz lekceważenie skandalu i przenoszenie sprawców takich czynów do innych parafii, a nawet próbę ich przekupienia w zamian za milczenie. On sam zaś te oskarżenia stanowczo odrzuca. Wielokrotnie mówił też, że nie wiedział o pedofilii w Ballarat.

“Skandaliczne okoliczności”

Agencja Ansa podała, że w czasie rozmowy z komisją kardynał Pell przyznał, że wiele wiarygodnych, jak podkreślił, sygnałów o wykorzystywaniu dzieci w jego kraju zostało zlekceważonych w “skandalicznych okolicznościach”. “Katastrofą” nazwał to, w jaki sposób australijski Kościół podchodził do sprawy seryjnego księdza pedofila Geralda Ridsdale’a, który był przenoszony z jednej parafii do drugiej. Kardynał Pell zapewnił zarazem, ze kiedy pracował w diecezji Ballarat, nie wiedział o przestępstwach, jakich dopuszczał się właśnie tam Ridsdale.

Hierarcha dodał, że Kościół “spowodował ogromne szkody w wielu miejscach rozczarowując wiernych”. – Ale teraz pracuje na rzecz tego, by temu zaradzić – dodał. Wśród popełnionych przez ludzi Kościoła błędów wymienił wiarę w to, że księży pedofilów można wyleczyć dzięki pomocy psychologicznej.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Dr Martin Trenneborg, 38, skazany w szwedzkim sądzie okręgowym na dziesięć lat więzienia za porwanie. Ale bunkier – gdzie przetrzymywał kobietę – zostanie własnością lekarza, ponieważ prokurator popełnił błąd. Wniosek konfiskaty (obowiązkowe przekonuje Stan) budynku, skierowany jest przeciwko niewłaściwej osobie.

Nieruchomość jest własnością firmy Martina Trenneborga – która jest odrębnym podmiotem prawnym, a podmiotem, który wymaga przepadek powinny zostać skierowane przeciwko innej osobie – twierdzi Sąd Rejonowy w Sztokholmie.

Konfiskata drewnianego budynku zawierający betonowy bunkier, gdzie kobieta była przetrzymywana została odrzucona przez sąd. W wyroku czytamy: “okazało się, że wniosek nie został złożony przeciwko właścicielowi nieruchomości.”

Błędy te oznaczają, że ​​Trenneborg może zachować całą nieruchomość łącznie z bunkrem. Wszystkie rzeczy, których użył dr Martin Trenneborg, w tym leki, sprzęt medyczny i kajdanki zostały skonfiskowane.
Żródło info i foto: PoszukiwaniMagazyn.pl

Comments Brak komentarzy »

Hannibal z Żoliborza popełniał błąd za błędem. Kajetan P. chciał wyłudzić tunezyjską wizę – ustalił reporter Radia ZET. Kajetan P. w środę pojawił się w tunezyjskiej ambasadzie. Powiedział, że nie ma paszportu, ale ma dowód osobisty i pytał czy na dowód dostanie wizę. Otrzymał jednak odmowę. Kilkadziesiąt minut później wrócił i powiedział, że w Tunezji zgłosi się do polskiej ambasady, gdzie dostanie nowy paszport i czy może w ten sposób dadzą mu wizę.

- Ponownie odmówiliśmy – powiedział Mounir Jomni z Ambasady Tunezji i dodał: – Zachowywał się normalnie, w jego zachowaniu nie było nic specjalnego.

2 godziny później Kajetan P. został aresztowany.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Comments Brak komentarzy »