20-latek groził wysadzeniem budynku Ministerstwa Sprawiedliwości. Grozi mu 8 lat więzienia

Zaledwie kilkunastu godzin potrzebowali stołeczni policjanci, aby ustalić 20-letniego autora gróźb wysadzenia budynku Ministerstwa Sprawiedliwości – poinformował rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkomisarz Sylwester Marczak.

Całe zdarzenie miało miejsce w środę, 9 października. Tego dnia 20-letni mężczyzna wysłał maila z groźbami do Ministerstwa Sprawiedliwości. Z przesłanej wiadomości wynikało, że w budynku zostanie podłożona bomba – przekazał nadkomisarz.

Rzecznik Komendy Stołecznej Policji dodał, że sprawą zajęli się policjanci ze stołecznego wydziału do walki z cyberprzestępczością. Policjanci bardzo szybko dotarli do konta nadawcy oraz ustalili dane osób, które mogły z niego korzystać. Jednak sprawa wydała się policjantom zbyt prosta. Podejrzewając, że nie mają do czynienia z osobami, które są autorami groźby, zaczęli badać inne hipotezy. Najbardziej prawdopodobną z nich była ta dotycząca włamania lub nieuprawnionego przejęcia adresu mailowego, co szybko zostało potwierdzone – przekazał policjant.

Wskazał, że następne ustalenia policjantów jasno wykazały, że mają do czynienia z osobą, która potrafi ukryć swoją tożsamość w sieci i doskonale wie jak poruszać się w wirtualnym świecie. Dzięki intensywnej pracy i wykorzystaniu nowoczesnych technologii, funkcjonariusze bardzo szybko dotarli do autora gróźb – dodał.

Okazał się nim 20-letni mieszkaniec Płońska. Został zatrzymany w czwartek.

Jak przekazał nadkomisarz, w piątek mają zostać przeprowadzone czynności procesowe z udziałem 20-letniego mężczyzny, a prokurator zadecyduje o kwalifikacji prawnej czynu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Waszyngton: Matka wydała 17-letniego syna policji. Nastolatek planował zamach

17-letni chłopiec ze stanu Washington został zatrzymany po tym, jak jego matka poinformowała policję, że nastolatek planuje zamach w College Park High School – podaje „Daily Mail”.

Matkę 17-latka w Stanach Zjednoczonych już okrzyknięto bohaterką. Kobieta poinformowała służby, że jej syn stworzył bardzo dokładny plan zamachu w szkole średniej. Nastolatek w dzienniku odnalezionym przez jego matkę opisał jakiej użyje broni, gdzie dokona zamachu, a ponadto, że zabije swoją matkę oraz jej partnera, a później popełni samobójstwo. 17-latek wyznaczył również konkretną datę ataku – 20 kwietnia 2020, czyli rocznicę zamachu w Columbine. W 1999 roku w liceum w Columbine zginęło 12 uczniów i jeden nauczyciel.

Niedoszłego zamachowca zatrzymano w połowie września. Postawiono mu już zarzuty. W jego pokoju znaleziono instrukcję, jak samemu zbudować bombę oraz książkę o zamachu w Columbine.

Matka 17-latka w wywiadach dla mediów podkreślała, że długo zastanawiała się co zrobić, gdy dowiedziała się o planach syna. Stwierdziła, że nastolatek cierpi na depresję i potrzebuje pomocy.

Znam dużo osób uczęszczających do College Park High School. Ich życia byłyby zagrożone – mówiła, tłumacząc co wpłynęło na jej decyzję o wydanie syna służbom.

Szef policji w College Place pochwalił kobietę za jej decyzję. Stwierdził, że matka 17-latka wykazała się „dużą odwagą”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

„Dzieci Państwa Islamskiego” zagrażają bezpieczeństwu Europy?

Rozmowa z Hoszyarem Siwailim, szefem Biura Zagranicznego Partii Demokratycznej Kurdystanu (rządzącej w Regionie Kurdystanu w Iraku).

„Państwa, które nie chcą zabrać swoich obywateli nie powinny krytykować Iraku za wykonywanie na nich kary śmierci”

Witold Repetowicz: Jaka jest obecna kondycja Państwa Islamskiego w Iraku?

Hoszyar Siwaili: Państwo Islamskie zostało pokonane militarnie ale wciąż zachowało zdolność do zdobywania poparcia dla swoich działań i ideologii. Organizacja ta dokonała przegrupowania swoich sił i przyjęła nową strategię oraz taktykę, przechodząc do działań partyzanckich i korzystając z próżni bezpieczeństwa spowodowanej sporem między Kurdystanem a władzami federalnymi Iraku o niektóre tereny. Chodzi w szczególności o miejsca, z których kurdyjskie wojsko, Peszmerga, musiało się wycofać jesienią 2017 r. Siły Państwa Islamskiego tam wróciły. Naszym zdaniem wprowadzenie wspólnych patroli Peszmergi i sił federalnych Iraku poprawiłoby sytuację i pozwoliłoby wielu uchodźcom wrócić do domu.

Jak wielu członków Państwa Islamskiego trafiło do więzień w Regionie Kurdystanu w Iraku i jak z nimi postępujecie?

W Kurdystanie nie ma wielu takich więźniów, wszyscy są raczej w irackich obozach. Jeżeli jacyś są w naszych więzieniach to naszym celem jest przekazanie ich pod jurysdykcję władz federalnych Iraku.

Ale Kurdowie też byli przecież w szeregach Państwa Islamskiego?

Tak ale nie było ich wielu i albo wciąż są na wolności albo zginęli. Nie znam przypadków by byli w kurdyjskich więzieniach.

A co Irak powinien robić ze schwytanymi członkami Państwa Islamskiego, zwłaszcza tymi, którzy oskarżeni są o potworne zbrodnie? Wielu z nich skazywanych jest na śmierć przez irackie sądy co spotyka się z międzynarodową krytyką. Czy uważa Pan, że istnieje jakaś alternatywa dla surowych kar?

W Iraku są sądy, które prowadzą postępowania karne przeciwko terrorystom Państwa Islamskiego, w tym również zagranicznym bojownikom, tzw. foreign fighters. Np. niedawno skazano na śmierć grupę Francuzów. Nie ma żadnej alternatywy dla takiego rozwiązania bo musi być wymierzona sprawiedliwość. To obowiązek zarówno wobec ofiar jak i sprawców tych okropnych zbrodni. Jedynym możliwym rozwiązaniem są uczciwe procesy karne.

A czy oskarżeni mają zapewniony uczciwy proces w Iraku?

Nie wiem, nie jestem specjalistą w tej sprawie, ale alternatywą jest jedynie międzynarodowy trybunał powołany na wzór tego, który sądził zbrodnie popełnione w Rwandzie czy b. Jugosławii. Póki co ani ONZ ani społeczność międzynarodowa nie wykazały żadnej woli by pójść w tym kierunku.

Jak Pan ocenia podejście niektórych krajów, których obywatele, byli członkowie Państwa Islamskiego, znajdują się w rękach Iraku lub Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF) ale te kraje nie chcą ich wziąć z powrotem, a jednocześnie krytykują sposób postępowania wobec więźniów przez Irak czy SDF?

To nie jest uczciwe i to delikatnie mówiąc. Ci ludzie są obywatelami tych krajów i one ponoszą za nich odpowiedzialność. Powinny wziąć swoich obywateli z powrotem, a jeśli nie są do tego gotowe to przynajmniej nie powinny krytykować to jakie Irak podejmuje działania przeciwko tym osobom. Jeśli te osoby mają pozostać w Iraku to muszą stanąć przed sądem i postępowanie musi się toczyć według irackiego prawa.

„Nie ma żadnego planu co zrobić z członkami Państwa Islamskiego pozostającymi w rękach SDF w Syrii, społeczność międzynarodowa ponosi za to odpowiedzialność”

Czy to prawda, że Irak zadeklarował, że weźmie również więźniów przetrzymywanych przez SDF ale zażądał za to pieniędzy od społeczności międzynarodowej ?

Takie informacje były rozsiewane w mediach społecznościowych ale nic mi nie wiadomo by Irak rzeczywiście skierował do SDF propozycję przejęcia zagranicznych bojowników. Prowadzone są natomiast negocjacje miedzy władzami Iraku a SDF dotyczące przejęcia ok. 30 tys. obywateli irackich, b. członków Państwa Islamskiego, przetrzymywanych przez SDF w różnych obozach w Syrii, głownie w al-Hol. Najprawdopodobniej będą oni repatriowani do Iraku. Ale tylko Irakijczycy, o foreign fighters nie ma mowy bo za nich odpowiedzialne są te kraje, których są oni obywatelami.

Ale te kraje nie chcą ich brać z obawy o bezpieczeństwo, co Pan na to?

Nie wszystkie, według naszych danych wzięto już 450 osób, przede wszystkim dzieci. Na przykład Rosja zabrała do siebie około 34 dzieci. Natomiast nikt nie chce raczej brać tych, którzy walczyli w szeregach Państwa Islamskiego. Dlatego są tylko dwie opcje: albo zabranie ich albo sądzenie na miejscu. Tylko w Iraku jest to łatwiejsze bo jest to suwerenny kraj i ma swój wymiar sprawiedliwości, który może też sądzić foreign fighters. Znacznie trudniejsze jest to w Syrii, zwłaszcza w Syrii Północno-Wschodniej, czyli na terenach kontrolowanych przez SDF, bo formalnie nie jest to państwo i władze tego terytorium nie cieszą się uznaniem międzynarodowym, wiec prowadzenie jakichkolwiek postępowań, nawet wobec terrorystów pochodzących z tych terenów, nie mówiąc już o foreign fighters, jest bardzo problematyczne.

To co powinno się stać z tymi, którzy są w rękach SDF?

To jest wielkie pytanie i nikt nie zna na nie odpowiedzi. To jest odpowiedzialność wszystkich tylko, że nikt nie chce jej ponosić. SDF zostało z tym problemem bez niezbędnego wsparcia ze strony społeczności międzynarodowej i musi sobie z nim radzić. Dotyczy to zwłaszcza obozu w al-Hol, gdzie przebywa ok. 70 tys. osób. SDF zaproponowało stworzenie międzynarodowego trybunału karnego w celu osądzenia tych więźniów ale nie spotkało się to z żadną poważną reakcją społeczności międzynarodowej. Tymczasem w obozach panują straszne warunki, nawet w irackich, bo brakuje środków. Ale to nie SDF ponosi za to odpowiedzialność tylko społeczność międzynarodowa. SDF nie ma ani środków finansowych, ani logistycznych, ani legalnych. Jak może prowadzić jakieś postępowania jak niektóre kraje nie uznają i krytykują nawet te procesy, które toczą się w Iraku, choć w przeciwieństwie do Syrii Północno-Wschodniej jest to suwerenne państwo.

„Zawsze były podejrzenia, że wśród uchodźców zmierzających do Europy są terroryści, więc nikt nie powinien się dziwić jeśli spotyka ich na niemieckich ulicach”

W Europie odzywają się też takie głosy, że SDF powinien rozwiązać ten problem po prostu zabijając wziętych do niewoli terrorystów, co Pan na to?

Nie, to jest absolutnie wykluczone. Zabijanie bez sądu absolutnie nie wchodzi w grę. Egzekucja może nastąpić tylko po procesie przeprowadzonym albo zgodnie z prawem międzynarodowym albo krajowym. Nie powinno się nawet wspominać o takiej opcji jak zabijanie bez sądu.

Pojawiły się doniesienia, że jazydzkie kobiety, które wyjechały np. do Niemiec, spotykają tu swoich prześladowców. Wielu terrorystów też wyjechało udając uchodźców i nie są oni skazywani bo sądy w Europie mają problemy z udowodnieniem im winy. Czy problemem jest współpraca między europejskim i irackim wymiarem sprawiedliwości?

Nie ma problemu jeśli chodzi o współpracę między federalnym wymiarem sprawiedliwości w Iraku a sądami w Kurdystanie, natomiast jeśli są jakieś problemy między sądami europejskimi i irackimi to na pewno nie z winy Iraku. Irackie sądy z całą pewnością są gotowe pomóc europejskiemu wymiarowi sprawiedliwości w każdy możliwy sposób o ile zostaną o to poproszone. Inną sprawą jest to, że zawsze były podejrzenia, że wśród uchodźców zmierzających do Europy są członkowie Państwa Islamskiego, więc nie ma się co dziwić, że teraz można ich spotkać na ulicach europejskich miast.
Źródło info i foto: TVP.info

Zamach w Turcji. Wielu rannych po wybuchu bomby

Wiele osób zostało rannych w środę w eksplozji bomby w mieście Adana na południu Turcji – poinformowały media w tym kraju. Według agencji informacyjnej Ihlas zamach wymierzony był w autokar przewożący policjantów. Gubernator Adany Mahmut Demirtas, cytowany przez państwową agencję informacyjną Anatolia, powiedział, że ranni nie odnieśli poważniejszych obrażeń.

Stacja CNN Turk pokazała nagranie wideo, na którym widać bardzo uszkodzony autokar pośród gruzów i zniszczonych samochodów pod kładką dla pieszych w jednej z dzielnic liczącej 1,7 mln mieszkańców Adany.

Policja otoczyła teren ataku i bada miejsce zdarzenia. Na razie nie jest jasne, kto może stać za atakiem.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Siedem osób zginęło w zamachu w Turcji

Co najmniej siedmiu cywilów zginęło, a dziewięciu zostało rannych w zamachu bombowym, do którego doszło w czwartek po południu w południowo-wschodniej Turcji. Tureckie władze oskarżają o przeprowadzenie ataku Partię Pracujących Kurdystanu.

Do ataku doszło w czwartek około godziny 18:00 w dzielnicy Kulp w mieście Diyarbakir. Improwizowany materiał wybuchowy został umieszczony na drodze i wybuchł w momencie, kiedy przejeżdżał na nim bus przewożący pracowników leśnych – podaje Anadolu Agency. Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział, że do złapania sprawców zamachu zostaną wykorzystane wszelkie środki.

Turcja: Władze podejrzewają, że zamach przeprowadzili kurdyjscy separatyści

Władze Turcji podejrzewają, że odpowiedzialnymi za zamach bombowy przeprowadzony na południowym wschodzie kraju są członkowie Partii Pracujących Kurdów. Jest to partia polityczna i ruch separatystyczny Kurdów tureckich, który przez Unię Europejską, USA, Turcję, Australię, Kanadę, Kazachstan, Irak, Iran, Japonię i Syrię uznawany jest za organizację turystyczną. Z danych Interpolu wynika, że głównym źródłem finansowania działalności tej organizacji jest handel narkotykami.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ugrupowanie Nowa IRA podłożyła bombę w mieszkaniu. Policję obrzucono koktajlami Mołotowa

W trakcie akcji policyjnej śledczy odnaleźli bombę, która została podłożona przez paramilitarne ugrupowanie Nowa IRA w jednym z mieszkań w Londonderry (Derry). Podczas rozbrajania ładunku funkcjonariusze zostali zaatakowani. W Irlandii Północnej rośnie napięcie. Jedną z przyczyn niestabilnej sytuacji wewnątrz kraju jest brexit.

Rzecznik policji w Londonderry [nazwa stosowana naprzemiennie z Derry, używanym przez katolicką część miasta – red.] poinformował, że podłożenie ładunku wybuchowego przez dysydenckie ugrupowanie Nowa IRA było bezpośrednio wymierzone w funkcjonariuszy policji .

Do zdarzenia doszło, gdy śledczy prowadzili dochodzenie w sprawie śmierci Lyry McKee – zastrzelonej przed kilkoma miesiącami dziennikarki. Policjanci przeszukiwali jeden z samochodów przy ulicy Creggan Heights, gdy odnaleziono bombę. Kilka chwil po zarządzeniu ewakuacji okolicznych domów, w kierunku funkcjonariuszy poleciały płonące butelki z benzyną.

„Ładunek wybuchowy szczęśliwie udało się rozbroić. W operacji brało udział 80 funkcjonariuszy. W starciach z policją ucierpiało dwóch bojówkarzy. Żaden funkcjonariusz nie odniósł obrażeń” – podaje BBC,

„W trakcie prowadzenia czynności policyjnych nieopodal zgromadziła się grupa licząca od 60 do 100 osób, która zaatakowała funkcjonariuszy. W kierunku policji poleciało około 40 podpalonych butelek z benzyną ” – czytamy w oświadczeniu rzecznika Policji Irlandii Północnej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Grajewo: Nocą podłożył dwie „bomby”. Został zatrzymany

Sprawca zdarzenia został już zatrzymany. Jeżeli usłyszy zarzut wywołania fałszywego alarmu bombowego, będzie mu za to groziło do 8 lat pozbawienia wolności.

Wydarzenia rodem z filmu sensacyjnego wydarzyły się w poniedziałek wieczorem w Grajewie (woj. podlaskie). Jak informuje portal Grajewo24.pl, kierowca niebieskiej skody najpierw zostawił ładunek przypominający bombę przed budynkiem Państwowej Straży Pożarnej, a następnie przed Komendą Powiatowej Policji. Z paczki wystawały dwa żółte kable.

Na miejsce wezwano odpowiednie służby. Przyjechali m.in. pirotechnicy z Białegostoku ze specjalnym robotem. Po sprawdzeniu podejrzanych pakunków okazało się, że były atrapą. W jednym z nich znajdowały się czarne kamienie.

Portal Grajewo24.pl informuje, że sprawcę szybko złapano. Okazał się nim białostoczanin, który w Mońkach „ukradł samochód swojej byłej żonie”. W samochodzie miały się też znajdować petardy.

Policja przypomina, że fałszywe informacje o podłożeniu ładunków wybuchowych lub innych zagrożeniach uruchamia całą lawinę działań policji i innych służb zaangażowanych w zabezpieczenie miejsca rzekomego podłożenia ładunku. Za to przestępstwo grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Autorzy takich fałszywych alarmów są bardzo szybko ustalani i pociągani do odpowiedzialności karnej. Pamiętajmy, że oprócz odpowiedzialności karnej, takie osoby muszą się liczyć także z odpowiedzialnością cywilnoprawną, możliwością obciążenia kosztami przeprowadzonej akcji, czy np. odszkodowaniami za straty spowodowane wstrzymaniem działalności danej instytucji.
Źródło info i foto: se.pl

Próba zamachu w Irlandii Północnej

W północnoirlandzkim hrabstwie Fermanagh, przy granicy z Irlandią, wybuchła w poniedziałek bomba – poinformowała policja Irlandii Płn. Jej zdaniem ładunek podłożono celowo, by zwabić i zabić policjantów. Zapewniono, że w wybuchu nikt nie ucierpiał. Irlandzki nadawca RTE podaje, że wcześniej w pobliżu znaleziono atrapę ładunku wybuchowego. Policja przekazała, że informacja o wykryciu bomby wpłynęła do niej w sobotę wieczorem.

Do poniedziałkowej eksplozji doszło, kiedy policjanci i saperzy sprawdzali teren wokół znalezionej wcześniej atrapy.

„Choć śledztwo w tej sprawie jest na bardzo wczesnym etapie, jestem głęboko przekonany, że była to celowa próba zwabienia na miejsce policji i wojskowej jednostki saperów, by ich zabić” – podkreślił w oświadczeniu zastępca komendanta miejscowej policji Stephen Martin.

Sytuacja w Irlandii Północnej jest niestabilna od początku roku. Przyczynia się do tego rosnąca niepewność dotyczącą przyszłości procesu pokojowego po decyzji Wielkiej Brytanii o wyjściu z Unii Europejskiej. Brexit może doprowadzić np. do powrotu twardej granicy pomiędzy Irlandią Północną a pozostającą we Wspólnocie Republiką Irlandii.

W kwietniu podczas zamieszek w Londonderry od postrzału zginęła dziennikarka Lyra McKee. Odpowiedzialność za jej śmierć wzięła na siebie Nowa Irlandzka Armia Republikańska, podkreślając jednak, że jej celem byli policjanci. Nowa IRA to organizacja, która powstała w 2012 roku w wyniku fuzji kilku grup sprzeciwiających się procesowi pokojowemu w Irlandii Północnej.

W Irlandii Północnej od końca lat 60. XX wieku do 1998 roku trwał konflikt między protestancką większością, chcącą pozostania pod zwierzchnictwem Londynu, a katolicką mniejszością walczącą o zjednoczenie Irlandii. Zakończył się on podpisanym w 1998 r. porozumieniem wielkopiątkowym, na mocy którego m.in. powstał wspólny protestancko-katolicki rząd tej prowincji.
Źródło info i foto: interia.pl

Zamachowiec samobójca wysadził się w trakcie przyjęcia weselnego. Nie żyją co najmniej 63 osoby

W eksplozji bomby, do której doszło na weselu zorganizowanym w jednym z hoteli w stolicy Afganistanu Kabulu, zginęły co najmniej 63 osoby. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że co najmniej 182 osoby zostały ranne. Poszkodowani to cywile. Według świadków materiały wybuchowe zdetonował zamachowiec samobójca. Talibowie zaprzeczyli, że stoją za atakiem. Żadna inna grupa terrorystyczna, która działa w regionie, nie przyznała się do ataku.

Do eksplozji doszło w męskiej części sali. Potwierdził to jeden z gości weselnych, który powiedział agencji AFP, że gdy przebywał w kobiecej części sali, usłyszał „ogromny huk”, który doszedł z przeciwległej części sali. – Wszyscy wybiegli na zewnątrz, krzycząc i płacząc. Przez około 20 minut sala była pełna dymu. Prawie wszyscy w części męskiej są albo martwi, albo ranni – opisywał zdarzenie. Wesela w Afganistanie cechują się tym, że mężczyźni na sali są oddzieleni od kobiet i dzieci. Na weselu mogło być nawet 1200 osób.

Talibowie poinformowali media, że „potępiają atak”, do którego doszło w Kabulu. „Nie ma usprawiedliwienia dla tak umyślnych i brutalnych zabójstw i ataków na kobiety i dzieci” – napisał rzecznik talibski w informacji, którą przesłał do mediów.

Zamach na weselu w Kabulu, w tle rozmowy Amerykanów z talibami

Wesele w Kabulu zorganizowali przedstawiciele szyickiej mniejszości Hazarów. Talibowie i przedstawiciele Państwa Islamskiego, reprezentujący sunnicką, radykalną część islamu, wielokrotnie atakowali mniejszości szyickie w Afganistanie i Pakistanie. W połowie lipca na wschodzie kraju zamachowiec samobójca podczas szyickiej ceremonii ślubnej zabił co najmniej sześć osób. Przeprowadzenie zamachu wzięło na siebie tzw. Państwo Islamskie. 10 dni temu w Kabulu talibowie przeprowadzili atak na posterunek policji. W wyniku eksplozji samochodu-pułapki zginęło 14 osób, a rannych zostało ok. 150.

Zagraniczne media zwracają uwagę, że atak nastąpił w czasie, w którym rozmowy, które Amerykanie i talibowie prowadzą w sprawie zmniejszenia obecności wojskowej USA w Afganistanie, są na ostatniej prostej. Amerykanie mają wycofać z Afganistanu część żołnierzy, a talibowie mają zobowiązać się do przestrzegania prawa i zapewnienia bezpieczeństwa w kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

25-latek z Radlina chciał wysadzić blok

25-latek z Radlina (woj. śląskie) odgrażał się, że wysadzi sąsiadów w powietrze. Mężczyzna zabarykadował się na strychu budynku mieszkalnego, odkręcił butle z gazem, a następnie podpalił znajdujące się tam koce. Niewiele brakowało, by doszło do tragedii – stężenie gazu było tak wysokie, że w każdej chwili mogło dojść do eksplozji. Policjantom udało się obezwładnić desperata.

Do groźnego zdarzenia doszło w budynku przy ulicy Młyńskiej w Radlinie. 25-letni mieszkaniec bloku zabarykadował się na na strychu z butlami gazowymi i groził, że wysadzi budynek w powietrze. Groźba wydawała się realna, gdyż w powietrzu czuć było ulatniający się gaz.

– Policjanci, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce, z uwagi na poważne zagrożenie wybuchem, natychmiast rozpoczęli ewakuację mieszkańców. Po chwili dołączyli do nich strażacy, którzy pobiegli na strych i próbowali nakłonić desperata żeby otworzył drzwi. Ostatecznie policjanci przekonali mężczyznę i gdy tylko otworzył drzwi, został obezwładniony i wyprowadzony z budynku – relacjonuję wodzisławscy policjanci.

Jak się okazało, mężczyzna nie tylko odkręcił kurki butli gazowych, ale także podpalił znajdujące się na strychu koce. Stężenie gazu było na tyle duże, że w każdej chwili mogło dojść do wybuchu. – Strażacy szybko ugasili palące się na strychu koce i wynieśli butle gazowe na zewnątrz. Z budynku ewakuowano w sumie 28 osób, wśród których były dzieci. Po sprawdzeniu pomieszczeń i przewietrzeniu budynku, lokatorzy mogli wrócić do swoich mieszkań – informują policjanci.

25-latek został zatrzymany. Jak się okazało, był pijany – miał 1,5 promila alkoholu w organizmie. Usłyszał już zarzut narażenia życia wielu osób, do którego się przyznał. Grozi mu do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Fakt.pl