Posts Tagged “brat”

W Trypolisie w Libii aresztowano młodszego brata i ojca sprawcy zamachu w Manchesterze. Ramadan Abedi, ojciec Salmana, wcześniej w rozmowie z agencją Associated Press zaprzeczył, jakoby jego syn był powiązany z dżihadystami lub miał cokolwiek wspólnego z poniedziałkowym atakiem

O aresztowaniu brata zamachowca poinformował rzecznik tamtejszych służb bezpieczeństwa, według którego zatrzymany jest podejrzany o związki z Państwem Islamskim. Jak dodał rzecznik, Haszem Abedi, urodzony w 1997 roku, został aresztowany wczoraj wieczorem. Informację o aresztowaniu ojca zamachowca podał m.in. “The Independent”.

Sprawcą zamachu w Manchesterze, w którym zginęły 22 osoby, był 22-letni Salman Abedi, który urodził się w Wielkiej Brytanii z libijskich rodziców. Według brytyjskiej policji Abedi, który także zginął w zamachu, był członkiem siatki terrorystycznej. Brytyjskie media podały, że wczoraj zatrzymano w Manchesterze jego drugiego brata.

Szef policji w Manchesterze Ian Hopkins poinformował dziś, że służby prowadzą śledztwo ws. siatki terrorystycznej zaangażowanej w poniedziałkowy zamach. Komisarz policji potwierdził tym samym wcześniejsze spekulacje medialne, że zamachowiec nie działał w pojedynkę, lecz prawdopodobnie był częścią większej grupy.

Jednocześnie Hopkins potwierdził, że w ciągu ostatnich 36 godzin policja aresztowała czterech mężczyzn, którzy pozostają w areszcie. Odmówił odpowiedzi na pytanie o to, czy jest wśród nich osoba odpowiedzialna za skonstruowanie bomby użytej przez 22-letniego Salmana Abediego, który przeprowadził poniedziałkowy atak.

Lokalna gazeta “Manchester Evening News” poinformowała, że według jej źródeł twórca ładunku wybuchowego pozostaje cały czas na wolności.

Brytyjska premier Theresa May poinformowała wczoraj wieczorem o podniesieniu poziomu zagrożenia terrorystycznego do najwyższego, czyli piątego, który formalnie oznacza, że kolejny atak jest nie tylko bardzo prawdopodobny, ale może dojść do niego w każdej chwili.

Zamach w Manchesterze

W poniedziałek wieczorem w Manchesterze doszło do ataku terrorystycznego, w którym zginęły co najmniej 22 osoby, a 119 zostało rannych. Zamachowiec samobójca zdetonował bombę po koncercie amerykańskiej piosenkarki Ariany Grande w mieszczącej 21 tys. osób hali widowiskowo-sportowej Manchester Arena.

Dziś rano polski MSZ poinformował, że wśród zabitych jest co najmniej dwoje Polaków, a jeden obywatel RP pozostaje pod opieką lekarzy. Zamach w Manchesterze był najpoważniejszym zamachem na terenie Wielkiej Brytanii od ataków na system transportu publicznego w Londynie w lipcu 2005 roku, w których zginęły 52 osoby, w tym trzy Polki, a blisko 800 ludzi zostało rannych.
Źródło info i foto: onet.pl

Comments Brak komentarzy »

Arkadiusz Ł. ps. “Hoss” zasiądzie w piątek na ławie oskarżonych w procesie przed poznańskim sądem okręgowym. Prokuratura zarzuca mu kierowanie grupą i wyłudzenie kilku mln zł w Niemczech, Szwajcarii i Luksemburgu dzięki tzw. oszustwom metodą “na wnuczka”. Boss tzw. mafii wnuczkowej Arkadiusz Ł. na salę rozpraw ma zostać doprowadzony z poznańskiego aresztu śledczego, do którego został już przewieziony z Warszawy. Na ławie oskarżonych “Hoss” zasiądzie wraz ze swoim bratem Adamem P.

Piątkowa rozprawa będzie kolejną próbą rozpoczęcia procesu przez sąd – wcześniej kilkakrotnie rozprawy były odraczane m.in. z powodu niestawiennictwa “Hossa”.

“Cygański baron”

Arkadiusz Ł. nazywany jest przez poznańskie media “baronem cygańskim”, który przez lata, m.in. dzięki oszustwom, prowadził niezwykle wystawne życie. Określają go także jako “autorytet wśród oszustów”, który swą metodę dopracował do perfekcji.

- Wynajmowali pokoje w renomowanych hotelach, gdzie wydawali huczne przyjęcia. Z tego, co nam wiadomo, Ł. nadal kolekcjonuje luksusowe zegarki i samochody – miał opowiadać polskim prokuratorom jeden z niemieckich policjantów cytowany przez “Gazetę Wyborczą”.

“Nie lubią Niemców”

Oszustwa metodą “na wnuczka” za granicą – zdaniem śledczych – miały się członkom klanu bardziej opłacać, ponieważ emeryci w krajach Europy Zachodniej mieli większe oszczędności. W marcu brat “Hossa” Adam P. mówił dziennikarzom w poznańskim sądzie, że w Polsce “nie ukradli nawet cukierka”, a przestępstwa poza granicami kraju tłumaczył m.in. tym, że “nie lubią Niemców”, bo członkowie ich rodziny zginęli w niemieckim obozie w Oświęcimiu.

Poznańskie media wskazywały ponadto, że wysoki standard życia cenili sobie także inni członkowie tego romskiego rodu. Podawały, że “gdy jeden z członków rodziny Ł. organizował wesele, gości przywoził helikopter”. Członkowie rodziny być znani ze słabości do luksusowych samochodów oraz kasyn, w których w ciągu jednej nocy potrafili przegrać nawet 100 tys. euro.

Rodzinny proceder

W działania przestępcze, poza bratem, mieli być zamieszani także inni członkowie rodziny “Hossa”, w tym m.in. jego syn oraz siostra Soraya, która miała własną szajkę. 10 maja Prokuratura Krajowa poinformowała, że do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił już akt oskarżenia przeciwko kobiecie.

Sorayę P. oskarżono o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem było wyłudzanie pieniędzy i innych cennych przedmiotów “poprzez pozorowanie stosunku pokrewieństwa lub bliskiej znajomości z ofiarami” oraz o wyłudzenie 5 tys. euro na szkodę obywatelki Niemiec i usiłowanie wyłudzenia kolejnych 45 tys. euro.

Kobieta, podając się za członka rodziny pokrzywdzonych lub bliską znajomą, miała zwracać się z prośbą o przekazanie pieniędzy. Następnie inni członkowie grupy zgłaszali się do pokrzywdzonych i odbierali pieniądze, które przewozili do Polski kurierzy. Od końca sierpnia ub. roku Soraya P. przebywa w areszcie śledczym. Grozi jej do 12 lat więzienia.

Zgolił włosy i brodę, założył okulary

“Hoss” po raz pierwszy został zatrzymany na początku lutego tego roku na warszawskiej Woli. Prokuratura chciała jego aresztowania, ale Sąd Rejonowy Warszawa-Mokotów uznał, że areszt w tej sprawie nie będzie konieczny i wyznaczył mu dozór policji, z którego mężczyzna się nie wywiązywał. Sąd okręgowy rozpatrując zażalenie prokuratury zdecydował w połowie lutego o aresztowaniu “Hossa”, mężczyzna jednak uciekł.

Wystawiono za nim list gończy, a w poszukiwania zaangażowali się policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych z Poznania, specjalnej grupy zwanej “łowcy cieni”. 16 marca zatrzymali go na warszawskim Żoliborzu. Mężczyzna ukrywał się w wynajmowanym mieszkaniu; aby uniknąć zatrzymania zmienił wygląd – zgolił włosy i brodę, a także zaczął nosić okulary. Pomagał mu m.in. syn, który w przebraniu robotnika, donosił mu jedzenie. Od czasu zatrzymania go przez policję, “Hoss” przebywa w warszawskim areszcie.

Niemcy, Austria, Luksemburg

Poza sprawą w Poznaniu, przeciwko Arkadiuszowi Ł. prowadzone jest także śledztwo przez warszawską prokuraturę okręgową, w której “Hoss” jest podejrzany o cztery oszustwa na łączną kwotę ponad 1,4 mln zł dokonane m.in. w Niemczech, Austrii i Luksemburgu. Członkowie jego grupy mają na swym koncie wielomilionowe wyłudzenia; średnio, przy jednorazowych oszustwach, były to kwoty sięgające 40-50 tys. euro.

Sprawa przeciwko Arkadiuszowi Ł. prowadzona jest także w Austrii. Tamtejsi śledczy zarzucają mu wyłudzenie wraz z synem metodą “na wnuczka” ponad 1 miliarda euro w Austrii, Niemczech i Szwajcarii.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Comments Brak komentarzy »

W Sądzie Okręgowym w Poznaniu odbędzie się dzisiaj kolejna rozprawa w procesie ws. zabójstwa Ewy Tylman. Zeznania złożą członkowie rodziny oskarżonego o zabójstwo Adama Z. oraz brat Tylman.

Adam Z. odpowiada w procesie z wolnej stopy. 20 lutego sąd podjął decyzję o uchyleniu tymczasowego aresztu, w którym mężczyzna przebywał od grudnia 2015 roku. Zastosował wobec niego dozór policji dwa razy w tygodniu i zakazał mu opuszczania kraju. Mimo zażalenia prokuratury sąd apelacyjny podtrzymał to postanowienie.

Sędzia Magdalena Grzybek, decydując o zwolnieniu Z. z aresztu, stwierdziła między innymi, że przesłuchani zostali już najważniejsi świadkowie i Adam Z. nie powinien już mataczyć. Przypomniała też, że możliwe, iż podejrzany odpowie nie za zabójstwo, ale nieudzielenie pomocy. W takim przypadku mężczyźnie groziłoby nie 25 lat więzienia lub dożywocie, a maksymalnie 3 lata pozbawienia wolności.

Oświadczenie w sprawie zwolnienia Adama Z. z aresztu wydał ojciec Ewy Tylman.

Nie jestem w stanie uwierzyć, że śmierć mojej córki jest wynikiem przypadku, a cała odpowiedzialność oskarżonego ma polegać na rzekomym nieudzieleniu pomocy. Nie uwierzę w to nigdy, że Ewa z własnej woli czy przypadkowo znalazła się w Warcie i tam zakończyła swoje życie – napisał Andrzej Tylman.

Cały czas liczyłem na wyjaśnienie tej tragedii, ale dzisiaj wątpię, czy kiedykolwiek uda się dojść do prawdy. Zadaję sobie pytanie, jak to możliwe, że mężczyzna oskarżony o zabójstwo mojej córki będzie chodził na wolności, a to, co się rozważa w ramach jego odpowiedzialności, ma być nieudzieleniem pomocy. Nie ma na to mojej zgody. Nie spocznę jako ojciec dopóki nie wyjaśnię okoliczności śmierci mojej córki i nadal liczę, że państwo stanie na wysokości zadania i spowoduje, że osoba winna śmierci mojej córki poniesie karę – zaznaczył.

Podczas wcześniejszych rozpraw Adam Z. nie przyznał się do winy. Odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiadał wyłącznie na pytania obrony. Twierdził, że nie pamięta okoliczności, w jakich miała zginąć Ewa Tylman, a do złożenia wcześniej niekorzystnych dla siebie wyjaśnień zmusili go policjanci.

Prokuratura zarzuciła mężczyźnie, że 23 listopada 2015 roku, przewidując możliwość pozbawienia życia Ewy Tylman, zepchnął ją ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Według biegłych, w chwili popełnienia przestępstwa był poczytalny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Pracujący dla polskiego MSZ Tomasz K. nagrywał i udostępniał filmy pornograficzne z udziałem dzieci – donosi „Fakt”. Chwalił się, że nie ma problemu z „dostępem” do dzieci. Hojnie dzielił się filmami pornograficznymi z setkami ludzi w całej Europie. Nazwany przez policjantów „królem pedofilów” Tomasz K. (39 lat) został zatrzymany przez rumuńską policję kilka tygodni temu. To brat byłego wiceministra w rządzie Donalda Tuska i pracownik Instytutu Polskiego w Bukareszcie – ustalił „Fakt”.

„Zajmował się promocją kulturalną w kraju, a po godzinach kręcił filmy z udziałem dzieci” – twierdzi źródło w resorcie zagranicznym, na które powołuje się dziennik. „MSZ wyraziło zgodę na przeszukanie mieszkania Tomasza K. Jak pisze „Fakt”, „to co tam znaleźli, zaskoczyło nawet starych wyjadaczy”. „To dla mnie szok” – mówi jego brat Piotr K., który już dzisiaj nie zajmuje się polityką. „Nie wiedziałem nawet o zatrzymaniu brata. Widywałem się z nim sporadycznie, najczęściej w święta” – zapewnia. Według niego, nic nie wskazywało na jego dewiację.

Kim był Tomasz K.?

Przez pewien czas Tomasz K. mieszkał w Niemczech, następnie – od 10 lat – w Rumunii. Był dziennikarzem, a w 2010 r. został zatrudniony w Instytucie Polskim w Bukareszcie.
Źródło info i foto: TVP.info

Comments Brak komentarzy »

Malezyjscy policjanci chcą przesłuchać attaché z północnokoreańskiej ambasady w Kuala Lumpur w sprawie morderstwa Kim Dzong Nama. Według śledczych, w kraju przebywają jeszcze trzy osoby zamieszane w zamach na życie brata Kim Dzong Una. W środę na konferencji prasowej szef malezyjskiej policji, Khalid Abu Bakar, poinformował że podejrzane o zabójstwo kobiety były przeszkolone, jak podać truciznę bratu przywódcy Korei Północnej. Dodał też, że Indonezyjka i Wietnamka dostały truciznę od obywatela Korei Północnej, oraz że były świadome dokonywania zabójstwa.

Abu Bakar podał również, że jedna z osób, które dostarczyły kobietom truciznę, przebywa w malezyjskim areszcie. Jednak policja nadal poszukuje siedmiu innych podejrzanych. Malezyjscy policjanci twierdzą, że czterech z nich uciekło do Korei Północnej. Ale trzech prawdopodobnie wciąż przebywa w Malezji. Chodzi m.in. o pracownika ambasady oraz pracownicę północnokoreańskich linii Air Koryo.

Zabójstwo Kim Dzong Nama

Do zabójstwa Kim Dzong Nama doszło 13 lutego na lotnisku w Kuala Lumpur, kiedy 45-letni brat Kim Dzong Una chciał polecieć do Makau. Niektóre media podawały, że w drodze do szpitala, gdzie zmarł, powiedział lekarzom o osobach, które prysnęły mu w twarz sprayem.

Po zabójstwie Kim Dzong Nama doszło do wzrostu napięcia pomiędzy Malezją a Koreą Północną. W poniedziałek szef MSZ Malezji Anifah bin Aman poinformował, że podjął decyzję o odwołaniu z Pjongjangu ambasadora. Natomiast ambasador Korei Północnej oskarżył Malezję o to, że “zajmuje się przekręcaniem faktów” w sprawie okoliczności zabójstwa, aby “zaspokoić oczekiwania sił zewnętrznych” i “ma najwyraźniej coś do ukrycia”.

Kim Dzong Un umacnia władzę

Kim Dzong Nam był najstarszym synem poprzedniego przywódcy Korei Północnej i postrzegany jako następca Kim Dzong Ila. Po objęciu władzy przez Kim Dzong Una wyrażał sprzeciw wobec przekazania mu władzy i kontrolowaniu przez swoją rodzinę całego kraju. Południowokoreańska agencja wywiadowcza podejrzewa, że za atakiem stały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Rozkaz miał wydać sam Kim Dzong Un, a pierwszą próbę zamachu podjęto już w 2012 roku.

Kim Dzong Nam od wielu lat przebywał za granicą krążąc między Makau, Pekinem i Hongkongiem. A do jego zabójstwa doszło w momencie, kiedy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę w Pjongjangu, przez m.in. rozwijanie programu nuklearnego i rakietowego.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »

Malezyjska policja zatrzymała kobietę w związku z zabójstwem Kim Dzong Nama – przyrodniego brata przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una. Policja szuka kilku innych osób podejrzewanych o atak. Kobieta została zatrzymana na lotnisku w Kuala Lumpur. Według szefa malezyjskiej policji Khalida Abu Bakara, posługiwała się wietnamskim paszportem wystawionym na nazwisko Doan Thi Huong, urodzonej w 1988 roku. Została ona formalnie zidentyfikowana na podstawie monitoringu z lotniska; w momencie aresztowania była sama – dodał.

46-letni Kim Dzong Nam został w poniedziałek rano zaatakowany i otruty na lotnisku w Kuala Lumpur, skąd chciał odlecieć do Makau. Zmarł w drodze do szpitala. Nie jest jasne, jak został zamordowany – według niektórych źródeł miał zostać ukłuty “zatrutymi igłami”, inne mówią o tym, że ktoś spryskał jego twarz sprayem. Według policji mężczyzna posługiwał się paszportem na nazwisko Kim Chol.

Południowokoreańska agencja wywiadowcza podejrzewa, że za atakiem stały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Kobiety miały uciec z lotniska taksówką. Policja szuka kilku innych osób, wszystkie są obcokrajowcami – powiedział agencji Reutera wiceszef policji Noor Rashid Ibrahim. Wywiad Korei Południowej przekazał deputowanym w Seulu, że młody i nieprzewidywalny przywódca Korei Północnej wydał nakaz zabicia swego przyrodniego brata i że do takiej próby doszło w 2012 roku.

Zabójstwo miało miejsce w czasie, gdy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę, którą sprawuje od śmierci swego ojca Kim Dzong Ila w 2011 roku oraz gdy na Pjongjang wywierana jest coraz większa presja międzynarodowa w związku z jego programami nuklearnymi i rakietowymi. Kim Dzong Nam był najstarszym synem poprzedniego przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Ila. Jego matką była Sung He Rim, urodzona w Korei Południowej aktorka, która zmarła w stolicy Rosji. Związek komunistycznego przywódcy i artystki nie był oficjalny.

Niegdyś Kim Dzong Nama postrzegano jako następcę Kim Dzong Ila. Miał on się jednak narazić ojcu, gdy w 2001 roku został zatrzymany na lotnisku w Japonii za posługiwanie się fałszywym paszportem. Według południowokoreańskiego wywiadu Kim Dzong Nam mieszkał, pod ochroną Pekinu, ze swoją drugą żoną w Makau, specjalnym regionie administracyjnym Chin. Natomiast jeden z południowokoreańskich deputowanych powiedział, że Kim Dzong Nam miał żonę i syna w Pekinie. Bywał też w Hongkongu.

Kim Dzong Nam wyrażał sprzeciw wobec przekazania władzy Kim Dzong Unowi i dynastycznej kontroli odizolowanego państwa przez swoją rodzinę. Wielu przedstawicieli władz Korei Północnej zostało zabitych lub objętych czystkami za rządów Kim Dzong Una. Wśród nich był wuj młodego przywódcy, Dzang Song Thaek, którego stracono za zdradę w grudniu 2013 roku. Swego czasu Dzang Song Thaek był uważany za osobistość nr 2 w Pjongjangu.

Południowokoreański wywiad twierdzi, że Kim Dzong Nam napisał w 2012 roku list do swego brata, w którym prosił, aby darował życie jemu i jego rodzinie. Kim Dzong Un mógł się martwić, że coraz więcej członków elit odwraca się od niego po ucieczce Thae Jong-ho do Korei Południowej – uważa ekspert ds. Korei Północnej na uniwersytecie Dongguk w Seulu, Koh Ju Hwan. Thae był wysokim rangą dyplomatą w ambasadzie Korei Północnej w Londynie; latem 2016 roku z żoną i synami uciekł do Korei Południowej.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Comments Brak komentarzy »

Włoska policja aresztowała rodzeństwo pod zarzutem szpiegowania poczty elektronicznej polityków, w tym ówczesnego premiera Matteo Renziego, funkcjonariuszy i biznesmenów. Brat i siostra zgromadzili wielkie ilości poufnych informacji – twierdzą śledczy. Na wniosek prokuratury z Rzymu we wtorek do aresztu trafili inżynier atomista Giulio Occhionero i jego siostra Francesca Maria. Media podkreślają, że rodzeństwo znane było w świecie finansów Wiecznego Miasta. Oboje usłyszeli zarzuty nielegalnego zdobycia informacji dotyczących bezpieczeństwa państwa oraz włamań do systemów informatycznych.

Policja pocztowa, zajmująca się ściganiem przestępczości w internecie, ustaliła, że rodzeństwo Occhionero zarządzało siecią komputerów zainfekowanych wirusem, który umożliwiał im przez lata, jak się podkreśla, włamywać się do komputerów dziesiątek osób, zajmujących najważniejsze funkcje w świecie polityki i biznesu.

Lista szpiegowanych

W ten sposób szpiegowali nie tylko premiera Matteo Renziego, do którego poczty włamali się co najmniej dwa razy w czerwcu 2016 roku, ale także prezesa Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghiego oraz byłego szefa włoskiego rządu Mario Montiego. Na liście szpiegowanych osobistości są też były burmistrz Turynu i prominentny polityk centrolewicy Piero Fassino, były minister obrony Ignazio La Russa, były rzecznik Silvio Berlusconiego Paolo Bonaiuti, wysokiej rangi funkcjonariusze Gwardii Finansowej. Rodzeństwo zaatakowało też dwa komputery współpracowników przewodniczącego Papieskiej Rady Kultury kardynała Gianfranco Ravasiego.

W komputerach hakerów znaleziono ponad 18 tys. nazw użytkowników. Prawie 2 tys. z nich wraz hasłami skatalogowali w kategoriach: polityka, finanse i inne.

Niejasne motywy

Śledczy nie wykluczają, że ta wykryta nielegalna działalność nie jest samodzielną inicjatywą rodzeństwa, ale mogła być elementem większej sieci aktywności. Motywy, jakim kierowali się aresztowani, nie są jasne. Policja pocztowa podkreśliła, że procederem tym zajmowali się od co najmniej sześciu lat. Przyznała, że nie wiadomo, jakie korzyści czerpali ze zdobytych poufnych informacji.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

- Na początku nie zdawałem sobie sprawy, że to mój brat Anis. Byliśmy w szoku tak samo, kiedy doszło do zamachów w Tunezji i Francji – mówi brat domniemanego zamachowca z Berlina. 24-letni Tunezyjczyk Anis Amri jest poszukiwany listem gończym, Niemcy oferują za jego głowę 100 tys. euro. Na jaw wychodzi coraz więcej szczegółów dotyczących tego, co działo się z Tunezyjczykiem od 2011 roku, kiedy nielegalnie przedostał się do Włoch łodzią z uchodźcami.

W wyniku wybuchu Arabskiej Wiosny w 2011 roku, tysiące Tunezyjczyków zdecydowały się na ucieczkę z kraju i nielegalne przeprawienie się łodzią do Europy. Anis Amri dotarł drogą morską na włoską wyspę Lampedusa w lutym 2011 roku, trafił do ośrodka dla uchodźców. Był na Lampedusie, kiedy zbuntowani migranci podpalili swój ośrodek w proteście, bo Włosi nie chcieli puścić ich dalej na północ Europy. Choć dokumenty wskazywały, że jest dorosły, Amri powiedział władzom, że jest nieletni. Te przesiedliły go do Katanii na Sycylii, gdzie poszedł do szkoły.

Podpalenie szkoły, więzienie i droga do Niemiec

W październiku 2011 Amri został zatrzymany przez policję po tym, jak próbował podpalić szkołę. Skazano go za wandalizm, stosowanie gróźb i kradzieże. W więzieniu spędził niemal cztery lata. Wyszedł na wolność w maju 2015 roku. Włosi chcieli go deportować do Tunezji, ale ze względu na brak dokumentów nakazali mu opuścić kraj samodzielnie. Amri dołączył więc do fali uchodźców i ruszył do Niemiec latem 2015 roku. Niemieckie władze poinformowały, że mężczyzna przedostał się do Niemiec przez Austrię. Po raz pierwszy został zarejestrowany w Pasawie w sylwestra 2015 roku. Dwa miesiące później przeniósł się do Berlina.

Złożony przez niego wniosek o azyl został odrzucony w czerwcu br., jednak jego deportacja nie doszła do skutku ze względu na brak dokumentów potwierdzających jego tożsamość, a władze Tunezji początkowo zaprzeczały, by Amri był obywatelem ich kraju.

Włosi wiedzieli o radykalizacji Tunezyjczyka

W piątek włoski dziennik “Corriere della Sera” napisał, że administracja więzienna przy MSW Włoch sygnalizowała komitetowi analizy strategii antyterrorystycznej podejrzane zachowania Amriego. W latach 2011-2015 odbywał on w sumie karę w czterech więzieniach na Sycylii. Agencja Ansa poinformowała o raporcie, jaki wysłał departament administracji więziennej do komitetu analizy strategii antyterrorystycznej. W dokumencie tym mowa jest o “radykalizacji” Amriego i zanotowanych w zakładzie karnym epizodach, świadczących o jego sympatiach dla islamskiego terroryzmu. Agencja podała, że w kolejnych więzieniach w miastach Sciacca, Enna, Agrigento i Palermo Amri dopuszczał się przemocy oraz pogróżek i był karany umieszczaniem w odizolowanej celi.

Włoska agencja ujawniła ponadto powołując się na raport służby więziennej, że zagroził jednemu ze skazanych – chrześcijaninowi, że “obetnie mu głowę”. “Corriere della Sera” pisze w piątek, że uwaga włoskich służb antyterrorystycznych była od co najmniej dwóch lat zwrócona na Tunezyjczyka. Gazeta podkreśla, że “zawstydzający” dla MSW jest fakt, iż dopiero teraz odkryto sporządzoną na jego temat dokumentację dla komitetu, którego zadaniem jest stała wymiana i ocena informacji dotyczących zagrożeń terrorystycznych. Dziennik dodaje, że o tym, iż Anis Amri jest “niebezpiecznym osobnikiem” zawiadomiła komitet przy MSW także komenda policji w Katanii.

Według gazety w “nieprzyjemnej” sytuacji znaleźli się teraz także śledczy z Palermo, zajmujący się walką z terroryzmem. Dopiero teraz, jak zauważa, wszczęto tam śledztwo mające na celu rekonstrukcję kolejnych miejsc pobytu Amriego. Gdy wyszedł on z więzienia po odbyciu kary w maju 2015 roku, otrzymał nakaz opuszczenia kraju. Wkrótce potem uciekł, czym, jak zaznacza gazeta, “nikt już się nie martwił”.

“Kiedy wyszedł z więzienia, był zupełnie inny”

Tunezyjskie media odwiedziły rodzinę i przyjaciół Amriego w jego mieście rodzinnym, Oueslatia, w północnej Tunezji. Ci, którzy go znają, nie wierzą, że to on jest zamachowcem z Berlina, który z zimną krwią zabił 12 osób. – Mam czterech synów, ale obawiam się, że nie będę do nich zaliczać Anisa. Wszystko wygląda bardzo źle. Chcemy znać prawdę. Jeśli doniesienia o jego winie potwierdzą się, to nigdy więcej nie nazwę go synem – oświadczyła matka domniemanego zamachowcy, Nour El Houda Hassani. – Na początku nie zdawałem sobie sprawy, że to mój brat Anis. Byliśmy w szoku tak samo, kiedy doszło do zamachów w Tunezji i Francji – powiedział Walid Amri telewizji Sky Arabia News. Jego zdaniem brata zmienił pobyt w więzieniu we Włoszech, gdzie mógł się zradykalizować.

- Trafił do więzienia z dobrym usposobieniem, a kiedy wyszedł był zupełnie inny – powiedział Abdelkader Amri, drugi brat domniemanego zamachowca. Abdelkader Amri w rozmowie z innymi tunezyjskimi mediami zaapelował do brata, by oddał się w ręce policji. – Jeśli mój brat mnie słyszy, chcę mu powiedzieć, by się poddał dla dobra naszej rodziny – powiedział, dodając, że nie wierzy, że jego brat jest zamachowcem. – Wiem, czemu opuścił dom, wyjechał z powodów ekonomicznych, wyjechał do pracy, by pomóc rodzinie. – Mamy nadzieję, że mój brat jest niewinny. Jednak jeśli nie jest, to zdecydowanie potępiamy to co zrobił. Jesteśmy tradycyjną rodziną. Sprzeciwiamy się terroryzmowi – powiedział Walid Amri.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

Rodzinna tragedia w Pensylwanii. 14-letni uczeń Jacob Remaley jest oskarżony o to, że zastrzelił matkę i młodszego brata. Przebywa w areszcie. Ma odpowiadać jak dorosły, za zabójstwo pierwszego stopnia. Przesłuchiwany przez policję, miał przyznać się do winy i powiedzieć, że zabiłby także ojca, gdyby ten był wówczas w domu.

14-letni Jacob Remaley zadzwonił na numer alarmowy i powiedział, że jego matka i brat nie żyją. Mówił też, że ojciec zostawił w jego łóżku broń. Według dokumentów ze śledztwa, na które powołuje się lokalna “Pittsburgh Post Gazette”, w czasie rozmowy z dyspozytorem w pewnym momencie chłopiec rzucił słuchawką. Następnie zadzwonił raz jeszcze i zarzucał dyspozytorowi, że to on się rozłączył. Nastolatek przedstawił się i podał swój adres. Poprosił o przysłanie karetki. Gdy na miejscu pojawiły się służby, Jacob stał przed domem. Na kolanie miał krew. Ubrany był tylko w koszulkę i bokserki.

Stephen Limani z lokalnej policji poinformował później, że chłopak przyznał się do zabicia 46-letniej Dany Remaley i 8-letniego Caleba. Z zeznań ma wynikać, że czekał, aż ojciec pójdzie do pracy, a następnie ściągnął leżącą na lodówce broń, którą samodzielnie naładował. Jacob miał powiedzieć w czasie przesłuchania, że gdyby ojciec znajdował się w domu, również by go zastrzelił.

Chłopiec będzie sądzony jak dorosły. Na razie przejdzie badania psychiatryczne. Jak pisze brytyjski “The Sun”, w ostatnim czasie 14-latek nie dogadywał się dobrze z rodzicami.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Comments Brak komentarzy »

20-latek, który w Korytowie w powiecie choszczeńskim śmiertelnie ranił nożem swoją 6-letnią siostrę, był trzeźwy. Tłumaczył, że to głosy w głowie nakazały mu, by zaatakował dziewczynkę. To najnowsze fakty w sprawie rodzinnej tragedii w woj. zachodniopomorskim. 20-latek ma jeszcze dzisiaj usłyszeć zarzut zabójstwa. Sprawca zostanie przesłuchany. Zabezpieczone są procesowo dowody – zapowiada Damian Kordykiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie

Śmiertelny cios zadany został w domu, w którym mężczyzna mieszkał z siostrą i rodzicami. Do tragedii doszło, kiedy rodzice byli obecni w domu – ustalił reporter RMF FM Adam Górczewski. Dostali już wsparcie psychologa.

Mężczyzna w niedzielę po południu pojechał do pracy w piekarni w sąsiedniej wsi. Wyszedł jednak stamtąd, bo usłyszał nakazujący mu to głos. Przyjechał do domu,ranił nożem 6-latkę i wrócił do pracy, by dokończyć dyżur. Tam właśnie zatrzymała go policja. Jak dowiedział się nasz dziennikarz, mężczyzna bywał wcześniej agresywny, często było słychać jego krzyki na członków rodziny. Mieszkańcy Korytowa przyznają, że w ostatnim czasie 20-latka jakby “nosiło”.
Żródło info i foto: wp.pl

Comments Brak komentarzy »