Andrychów: Podczas domowej kłótni ugodził brata nożem i uciekł

Dramatyczny finał domowej awantury w małopolskim Andrychowie. W trakcie sprzeczki mężczyzna kilkukrotnie ugodził swego brata nożem. Rodzinny dramat rozegrał się minionej nocy.

W jednym z mieszkań w Andrychowie doszło do sprzeczki między dwoma braćmi, w trakcie której jeden zadał drugiemu kilka uderzeń nożem – relacjonowała w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Tomaszem Weryńskim rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Wadowicach mł. asp. Agnieszka Petek.

Jak podała, „sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia”, ale „w wyniku podjętych przez policję działań został zatrzymany”.

Poszkodowany mężczyzna przebywa w szpitalu, jego stan jest ciężki – podsumowała rzeczniczka.

Okoliczności dramatycznych wydarzeń ustala teraz prokuratura.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kielce: Zamordował brata bliźniaka. Zapadł wyrok

Na 10 lat więzienia skazał w środę Sąd Okręgowy w Kielcach 54-letniego Wojciecha Z. oskarżonego o zabójstwo brata bliźniaka. Wyrok jest nieprawomocny.

Do zdarzenia doszło pod koniec marca ub.r. w Tudorowie pod Opatowem, w domu, w którym bracia wspólnie mieszkali. Jak wynika z ustaleń prokuratury, doszło między nimi do kłótni. W jej trakcie Wojciech Z. zadał bratu, używając „ustalonego narzędzia”, serię ciosów. Mężczyzna zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

W toku śledztwa Wojciech Z. przyznał się do popełnienia przestępstwa. Z uzyskanej opinii sądowo-psychiatrycznej wynika, że w czasie popełniania zarzucanego mu czynu miał ograniczoną w stopniu znacznym zdolność do pokierowania swoim postępowaniem.

W trakcie procesu Wojciech Z. potwierdził wcześniejsze wyjaśnienia złożone w śledztwie, z których wynika, że do kłótni pomiędzy nim a bratem dochodziło już od dłuższego czasu, a głównym powodem konfliktów była ich sytuacja finansowa. – Brat prowokował mnie od dawna, natomiast ja nigdy wcześniej go nie pobiłem – mówił oskarżony.

Podkreślił, że w dniu zdarzenia jego brat spożywał alkohol. – Gdy wszedłem do domu, Maciek stał przy stole i jak mnie zobaczył, to wziął ze stołu nóż. Odwrócił się do mnie, trzymając w prawej ręce nóż o ostrzu długości około 20 cm, powiedział do mnie „zaszlachtuje cię” – opowiadał Wojciech Z. Dodał, że chcąc się bronić, chwycił drewniany kołek i zadał nim bratu kilkadziesiąt ciosów w głowę, ręce oraz tułów.

Prokurator domagał się dla Wojciecha Z. kary 25 lat więzienia oraz zasądzenia wobec niego kosztów postępowania. Z kolei obrona wniosła o zmianę kwalifikacji prawnej czynu i uznanie tego zdarzenia za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, czego następstwem była śmierć pokrzywdzonego.

Podczas uzasadnienia wyroku sędzia Krzysztof Rachwał podkreślił, że w dużej mierze okoliczności tej sprawy są bezsporne. – Bardzo istotne znaczenie, i to sąd wziął pod uwagę przy rozstrzyganiu o karze, mają wyjaśnienia oskarżonego, który opisał okoliczności zdarzenia. Biorąc pod uwagę, że sprawca i ofiara to byli bracia bliźniacy, którzy mają identyczne DNA, naprawdę fundamentalne znaczenie dla rozstrzygnięcia tej sprawy miały wyjaśnienia oskarżonego – powiedział sędzia.

Ostatecznie sąd uznał, że oskarżony zarzucony czyn popełnił z zamiarem ewentualnym, a nie bezpośrednim – jak zawarto w akcie oskarżenia. – Niewątpliwie chciał spowodować u Macieja Z. poważne obrażenia ciała, zadawał bardzo wiele ciosów, następnie pozostawił go bez pomocy, a zatem w takich sytuacjach mógł przewidzieć, że dojdzie do zgonu Macieja Z. i na to się godził – dodał Rachwał.

Zaznaczył, że orzeczona przez sąd kara 10 lat więzienia wobec oskarżonego uwzględnia zmianę w opisie czynu oraz rolę Wojciecha Z., który przyznał się do winy i opisał okoliczności zdarzenia. – Tam nie było świadków, ci bracia żyli sami w odrębnym domu, w sąsiedztwie nie było osób, które mogłyby cokolwiek na temat zdarzenia powiedzieć, a zatem musiała znaleźć odzwierciedlenie w rozstrzygnięciu również postawa oskarżonego, to że żałuje on tego postępku, wyrażał skruchę przed sądem – podkreślił sędzia.

W poczet kary sąd zaliczył ponad roczny pobyt oskarżonego w areszcie.

Wyrok jest nieprawomocny.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwajcaria: Aresztowano drugiego brata zamachowca z Marsylii

Brat 29-letniego Tunezyjczyka, będącego sprawcą niedawnego zabójstwa nożem dwóch młodych kobiet w Marsylii, został aresztowany w Szwajcarii w związku z podejrzeniem o działalność terrorystyczną – poinformowała we wtorek szwajcarska policja federalna. Według niej, mężczyznę tego oraz jeszcze jedną osobę zatrzymano w miejscowości Chiasso przy granicy z Włochami. Jak się podaje, nastąpiło to jeszcze w niedzielę, a aresztowani są parą.

Na razie nie jest jasne, czy brat sprawcy zamachu z Marsylii miał coś wspólnego z tym czynem, ale policja wie o jego powiązaniach z terrorystycznymi organizacjami dżihadystycznymi. Oboje zatrzymani zagrażali bezpieczeństwu wewnętrznemu Szwajcarii i będą wydaleni do Tunezji – powiedziała rzeczniczka Federalnego Urzędu Policji.

Zabójstwo na dworcu

1 października wykrzykujący „Allahu Akbar” (Bóg jest wielki) mężczyzna zabił nożem dwie 20-letnie Francuzki przed głównym dworcem kolejowym w Marsylii. Zaraz potem został zastrzelony przez patrolujących żołnierzy. Tak zwane Państwo Islamskie zadeklarowało odpowiedzialność za ten czyn, ale władze nie są pewne, czy miał on rzeczywiście podłoże islamistyczne.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Anis Hannachi, brat zamachowca z Marsylii zatrzymany

25-letni Tunezyjczyk Anis Hannachi, brat zamachowca Ahmeda Hannachiego, który zasztyletował dwie kobiety na dworcu kolejowym w Marsylii, został zatrzymany na podstawie europejskiego nakazu aresztowania w mieście Ferrara na północy Włoch – podała w niedzielę agencja ANSA, powołując się na policję do walki z terroryzmem. Hannachi jest podejrzany o współudział w ataku, do jakiego doszło 1 października.

Zradykalizował brata

Według francuskich śledczych, cytowanych przez agencję ANSA, to on doprowadził do radykalizacji poglądów zabójcy dwóch młodych kobiet w Marsylii. W wyniku tej indoktrynacji, jak twierdzi strona francuska, zamachowiec zbliżył się do dżihadyzmu. Ponadto podejrzewa się, że Anis Hannachi odegrał rolę w organizacji ataku na stacji kolejowej, choć nie był tam w chwili, gdy do niego doszło. Wcześniej ustalono, że jego brat – zamachowiec zastrzelony przez francuską policję – mieszkał przez 8 lat w rejonie Rzymu i był żonaty z Włoszką.

Agencja ANSA zauważa, że zatrzymanie Tunezyjczyka, dzięki współpracy francuskiego i włoskiego wywiadu oraz wymiaru sprawiedliwości, otwiera kolejne wątki dochodzenia, które powinno przynieść odpowiedzi na pytania o to, od jak dawna przebywa on we Włoszech, jakie miał kontakty w tym kraju, czy także z komórkami dżihadystów, a także o to, jaką faktycznie rolę odegrał w radykalizacji brata islamisty.

Wcześniej karany

Dotychczasowe śledztwo, prowadzone przez prokuraturę w Rzymie, pozwoliło ustalić, że sprawca zamachu Ahmed Hannachi nigdy nie figurował na włoskich listach osobników podejrzanych o ekstremizm. Był natomiast karany z powodu pospolitych przestępstw, w tym za handel narkotykami.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Aresztowano brata Polaka, który uprowadził brytyjską modelkę

Jak poinformowało Press Association, brat mężczyzny, który porwał brytyjską modelkę, został aresztowany. Sprawa porwania wyszła na jaw na początku sierpnia.

30-letni Łukasz H. mieszkający na stałe w Wielkiej Brytanii, 11 lipca pod pozorem sesji zdjęciowej zwabił przybyłą z Paryża 20-letnią modelkę do studia wynajętego w pobliżu mediolańskiego dworca centralnego. Wstrzyknął jej odurzający narkotyk i wywiózł do stojącego na odludziu domu w Piemoncie, niedaleko francuskiej granicy. Porywacz zażądał od menadżera modelki 300 tysięcy euro płatnych w elektronicznej walucie – bitcoinach. Polak w korespondencji z menadżerem twierdził, że jest członkiem międzynarodowej grupy przestępczej „Czarna śmierć”. Po 6 dniach porywacz uwolnił modelkę, gdy dowiedział się, że ma ona dwuletnią córkę. Jak wyjaśnił: „nie porywamy matek”.

Mężczyzna zawiózł swoją ofiarę pod brytyjski konsulat w Mediolanie, gdzie został schwytany.
Źródło info i foto: onet.pl

Molestowanie chłopców z chóru Domspatzen. 547 dzieci ofiarami przemocy seksualnej

Do molestowania seksualnego w chórze Domspatzen (Katedralne wróbelki) w Ratyzbonie dochodziło niemal przez 50 lat. Autor stworzonego na zlecenie Kościoła katolickiego raportu współodpowiedzialnością za molestowanie obarcza brata emerytowanego papieża Benedykta XVI.

We wtorek opublikowano wyniki końcowego raportu sporządzonego przez adwokata Ulricha Webera. Badał on przeszłość słynnego chłopięcego chóru od maja 2015 r. W tym czasie rozmawiał z dziesiątkami ofiar, osobami odpowiedzialnymi oraz pełnomocnikiem biskupstwa w Ratyzbonie zajmującego się przypadkami wykorzystania dzieci. Adwokat miał też dostęp do tajnych archiwów i kartotek osobowych biskupstwa.

Ulrich Weber zbadał przypadki z lat 1945-1992. W tym czasie przez chór i internat przewinęło się 2100 chłopców. Wszystkie przypadki uległy przedawnieniu, ale poszkodowani mają otrzymać odszkodowania od 5 tys. do 20 tys. euro.

Do przemocy dochodziło głównie w przedszkolu. Jednak gimnazjum działające przy chórze też nie było od niej wolne. Jak mówił na konferencji prasowej Ulrich Weber, czas spędzony w szkole był dla poszkodowanych „więzieniem, piekłem i obozem koncentracyjnym”. Wielu z nich określało ten czas mianem „najgorszego okresu w ich życiu, naznaczonego przez strach, przemoc i bezsilność”.

Odpowiedzialni za przestępstwa

Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej adwokat Ulrich Weber powiedział, że główną odpowiedzialność za przestępstwa wobec dzieci ponosi dyrektor szkoły oraz katecheta. Jednak o molestowaniu wiedzieli niemal wszyscy. Jego zdaniem w chórze i szkole panowała „kultura milczenia”, a ważniejsze było dobro instytucji niż uczniów.

Współodpowiedzialność za przemoc i molestowanie ponosi też brat emerytowanego papieża Benedykta XVI – George Ratzinger. Był on wieloletnim kapelmistrzem ratyzbońskiego chóru, a w latach 1964-1994 był dyrektorem muzycznym chóru.

– Można mu zarzucić chowanie głowy w piasek i brak reakcji, mimo że wiedział o problemie – powiedział Ulrich Weber.

Ofiary mniej stanowcze wobec oprawców

Mimo udokumentowania przypadków przemocy i molestowania, nie wszystkie ofiary domagają się odszkodowania. – Cierpiałem, ale nie chcę pieniędzy. Po upływie 50 lat niemożliwe jest zadośćuczynienie finansowe. Sam muszę sobie z tym poradzić – powiedział dziennikowi „Sueddeutsche Zeitung” jedna z ofiar.

71-letni mężczyzna powiedział gazecie, że niedawno nawiązał kontakt ze swoim byłym nauczycielem matematyki, który dał mu się szczególnie mocno we znaki. Nauczyciel ujawnił, że był więźniem obozu koncentracyjnego, gdzie był bity i upokarzany. – Powiedział do mnie: życie jest ciężkie. Chciałem was do tego życia przygotować. Po tej rozmowie odzyskałem spokój duszy – opowiada Alexander Metz.

Chór katedralny Domspatzen z Ratyzbony w Bawarii należy do najbardziej znanych chórów chłopięcych. Powstał ponad 1000 lat temu. Od 1994 roku zespołem, składającym się z chłopców i młodych mężczyzn, kieruje osoba świecka – Roland Buechner. Członkowie chóru uczęszczają do własnej szkoły i mieszkają w internacie.
Źródło info i foto: wp.pl

Malezja: Policja ma kolejnych podejrzanych stojących za zamachem na Kim Dżong Nama

Pracownik północnokoreańskiej ambasady miał być mózgiem zamachu na Kim Dżong Nama, przyrodniego brata Kim Dżong Una. Wedle dziennikarzy „The Telegraph” dochodzenie malezyjskiej policji w sprawie otrucia Kim Dżong Nama prowadzi prosto do północnokoreańskiej ambasady w Kuala Lumpur, w której mają się ukrywać dwie osoby stojące za zabójstwem. 44-letni attache Hyon Kwang Song oraz 37-letnia Kim Uk Il, pracownica północnokoreańskich linii Air Koryo, mieli zorganizować zamach na brata Kim Dżong Una. Poza ambasadą ukrywa się trzeci z Koreańczyków Północnych, Ri Ji U, o którym jedynie wiadomo, że maczał palce w zabójstwie.

Zabójczynie wiedziały, co robią

– Wystąpiliśmy w środę do ambasady o wydanie podejrzanych – powiedział dzisiaj dziennikarzom szef policji Khalid Abu Bakar.

Nie będzie to jednak łatwe, bo Pjongjang wypiera się wszystkiego, obrzuca malezyjskie władze inwektywami, a jego ambasada nie odbiera telefonów. Jednak Abu Bakar nie rezygnuje. – Gdyby strona północnokoreańska nie przekazała podejrzanych, malezyjska policja wyda nakaz aresztowania – uprzedza.

Śledczy są przekonani, że attache był mózgiem operacji. Do zamachu doszło w ubiegły poniedziałek na lotnisku w Kuala Lumpur. Najstarszy syn Kim Dżong Ila, komunistyczny playboy od lat żyjący w Makau, miał odlecieć do byłej kolonii portugalskiej. Kamery w sklepowej części terminala zarejestrowały dwie kobiety, które podeszły do niego z dwóch stron. Jedna odciągnęła jego uwagę, druga prysnęła mu czymś w twarz. Kim w konwulsjach padł na ziemię i zmarł w drodze do szpitala, podobno powiedział, że został otruty. Komentatorzy nie mają wątpliwości, że zamach na osobistość tej rangi mógł zlecić tylko jeden człowiek, sam dyktator Kim Dżong Un.

W operację zaangażowana była ambasada KRLD, ale wykonano ją rękoma dwóch cudzoziemek, 25-letniej Indonezyjki Siti Aishah i 30-letniej Wietnamki Doan Thi Huong. Chiński portal informacyjny napisał po zamachu, że kobiety były przekonane, iż uczestniczą w telewizyjnym reality show. W świetle faktów, które wyszły na jaw, ta wersja nie wydaje się jednak prawdopodobna.

Policja poinformowała, że kobiety były przeszkolone, jak wetrzeć truciznę w twarz, a toksyczne substancje dostarczyli im obywatele Korei Północnej. Inne źródła podały, że zamachowczynie posłużyły się gołymi rękami, poinstruowano je, by starannie umyły dłonie po wykonaniu zadania. Abu Bakar podkreślił, że wiedziały, co robią.

Malezja nieugięta wobec Korei Północnej

Policja zatrzymała jedną z osób, które dostarczyły kobietom truciznę, i poszukuje siedmiu innych Koreańczyków Północnych. W niedzielę Reuters poinformował, że zaraz po zamachu czterech z nich wyjechało w pośpiechu do ojczyzny.

Pjongjang broni się w charakterystycznym dla siebie stylu – wygrażając Malezji. W czwartek północnokoreańskie władze oświadczyły nawet, że „odpowiedzialność za zabójstwo na jej terytorium obywatela Korei Płn. ponosi głównie Malezja”. Koreański ambasador stwierdził też, że „Kuala Lumpur zajmuje się przekręcaniem faktów”, a Malezyjczycy „robią to, by zaspokoić oczekiwania sił zewnętrznych”, bo „mają najwyraźniej coś do ukrycia”.

Po tym, jak do szpitalnej kostnicy, gdzie spoczywa ciało ofiary, przyjechali ludzie z ambasady Korei Północnej, którzy próbowali je zabrać, policja wzmocniła straże przed budynkiem. Malezyjczycy nie ugięli się też, gdy Pjongjang odmówił zgody na sekcję zwłok, i dwukrotnie ją przeprowadzili. Policja gotowa jest wydać ciało rodzinie, ale zrobi to dopiero po otrzymaniu od niej próbki DNA. Póki co nie zgłosił się żaden z bliskich ofiary, Kim Dżong Nam miał dwie córki, syna oraz dwie konkubiny.

Załatwianie przez Koreę Północną rodzinnych porachunków na obcym terytorium doprowadziło do spięcia na linii Pjongjang – Kuala Lumpur. Malezja, jeden z nielicznych krajów, w których Korea Północna znajdowała zrozumienie, odwołała w poniedziałek swojego ambasadora z Pjongjangu.

Kim Dżong Nam – rywal Kim Dżong Una

Kim Dżong Un, który w 2011 r. przejął władzę po zmarłym ojcu Kim Dżong Ilu, sieje strach, przeprowadzając czystki na szczytach, nie zawahał się też narazić Pekinowi. Kazał zamordować człowieka, który od 2001 r. żył pod chińskim parasolem. Kim Dżong Nam mieszkał w Makau, autonomicznym terytorium chińskim, krążył między stolicą kasyn a Hongkongiem i często zahaczał o Pekin, gdzie mieszkają jego dzieci.

W kilku wywiadach, jakich udzielił japońskiemu dziennikarzowi Yoji Gomi w latach 2004-12, krytykował władze Korei Północnej, nie wahał się twierdzić, że rządy dynastii Kimów to międzynarodowe pośmiewisko i zalecał reformy w chińskim stylu.

Czy Pekin widział w nim alternatywę dla nieprzewidywalnego Kim Dżong Una? Przywódcę rozsądnego, a jednocześnie lojalnego i idącego chińską drogą? Jeśli tak było, Kim Dżong Un mógł się chcieć pozbyć potencjalnego rywala.

Od sześciu lat północnokoreański dyktator ugruntowuje władzę i przeprowadza czystki. Jeden z południowokoreańskich instytutów analitycznych obliczył w grudniu, że od objęcia władzy przez Kim Dżong Una dokonano na Północy 340 politycznych mordów. Najwyżej postawioną ofiarą był wpływowy wuj młodego dyktatora Dżang Song Thaek, zabity w 2013 r. Kim Dżong Nam miał z nim bliski kontakt.

Południowokoreańskie służby ujawniły w ubiegłym tygodniu w parlamencie, że był to drugi zamach na Kim Dżong Nama, bo pierwszy, nieudany, miał miejsce w 2012 r. Kim Dżong Un, który był wtedy ledwie rok u władzy, rozpoczął wówczas polowanie na przyrodniego brata. A ten napisał do niego list, w którym błagał o darowanie życia jego i jego dzieci. Gomi powiedział dziennikowi „The Guardian”, że podczas ostatniego wywiadu obficie się pocił i był wyraźnie wystraszony. W jednym z maili, jakie wymieniali, zwierzył mu się, że otrzymał ostrzegawczy telefon z Pjongjangu. Zakazano mu zabierania głosu w kwestiach politycznych.

Ofiara zamachu to najstarszy z trzech synów nieżyjącego Kim Dżong Ila. Ojciec widział w nim przez pewien czas swego następcę i szkolił w sztuce rządzenia państwem. Ostatecznie rozczarował się jego osobą w 2001 r., gdy Kim Dżong Nam wpadł przy kontroli dokumentów na lotnisku w Tokio i okazało się, że posługuje się fałszywym paszportem. Tłumaczył, że chciał zwiedzić z rodziną japoński Disneyland. Odsunięty od prawa do tronu komunistyczny playboy trzymał się w cieniu, bawiąc się i trwoniąc pieniądze ojca, a potem chińskich protektorów, wyraźnie pogodzony z losem. Czy gdyby jednak w Pjongjangu doszło do przewrotu, mógłby stanąć na czele państwa? Nic na to nie wskazuje, ale Kim Dżong Un może wolał dmuchać na zimne.Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Malezja: Zatrzymano kobietę w związku z zabójstwem Kim Dzong Nama

Malezyjska policja zatrzymała kobietę w związku z zabójstwem Kim Dzong Nama – przyrodniego brata przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Una. Policja szuka kilku innych osób podejrzewanych o atak. Kobieta została zatrzymana na lotnisku w Kuala Lumpur. Według szefa malezyjskiej policji Khalida Abu Bakara, posługiwała się wietnamskim paszportem wystawionym na nazwisko Doan Thi Huong, urodzonej w 1988 roku. Została ona formalnie zidentyfikowana na podstawie monitoringu z lotniska; w momencie aresztowania była sama – dodał.

46-letni Kim Dzong Nam został w poniedziałek rano zaatakowany i otruty na lotnisku w Kuala Lumpur, skąd chciał odlecieć do Makau. Zmarł w drodze do szpitala. Nie jest jasne, jak został zamordowany – według niektórych źródeł miał zostać ukłuty „zatrutymi igłami”, inne mówią o tym, że ktoś spryskał jego twarz sprayem. Według policji mężczyzna posługiwał się paszportem na nazwisko Kim Chol.

Południowokoreańska agencja wywiadowcza podejrzewa, że za atakiem stały dwie agentki wywiadu Korei Północnej. Kobiety miały uciec z lotniska taksówką. Policja szuka kilku innych osób, wszystkie są obcokrajowcami – powiedział agencji Reutera wiceszef policji Noor Rashid Ibrahim. Wywiad Korei Południowej przekazał deputowanym w Seulu, że młody i nieprzewidywalny przywódca Korei Północnej wydał nakaz zabicia swego przyrodniego brata i że do takiej próby doszło w 2012 roku.

Zabójstwo miało miejsce w czasie, gdy Kim Dzong Un próbuje umocnić swoją władzę, którą sprawuje od śmierci swego ojca Kim Dzong Ila w 2011 roku oraz gdy na Pjongjang wywierana jest coraz większa presja międzynarodowa w związku z jego programami nuklearnymi i rakietowymi. Kim Dzong Nam był najstarszym synem poprzedniego przywódcy Korei Północnej Kim Dzong Ila. Jego matką była Sung He Rim, urodzona w Korei Południowej aktorka, która zmarła w stolicy Rosji. Związek komunistycznego przywódcy i artystki nie był oficjalny.

Niegdyś Kim Dzong Nama postrzegano jako następcę Kim Dzong Ila. Miał on się jednak narazić ojcu, gdy w 2001 roku został zatrzymany na lotnisku w Japonii za posługiwanie się fałszywym paszportem. Według południowokoreańskiego wywiadu Kim Dzong Nam mieszkał, pod ochroną Pekinu, ze swoją drugą żoną w Makau, specjalnym regionie administracyjnym Chin. Natomiast jeden z południowokoreańskich deputowanych powiedział, że Kim Dzong Nam miał żonę i syna w Pekinie. Bywał też w Hongkongu.

Kim Dzong Nam wyrażał sprzeciw wobec przekazania władzy Kim Dzong Unowi i dynastycznej kontroli odizolowanego państwa przez swoją rodzinę. Wielu przedstawicieli władz Korei Północnej zostało zabitych lub objętych czystkami za rządów Kim Dzong Una. Wśród nich był wuj młodego przywódcy, Dzang Song Thaek, którego stracono za zdradę w grudniu 2013 roku. Swego czasu Dzang Song Thaek był uważany za osobistość nr 2 w Pjongjangu.

Południowokoreański wywiad twierdzi, że Kim Dzong Nam napisał w 2012 roku list do swego brata, w którym prosił, aby darował życie jemu i jego rodzinie. Kim Dzong Un mógł się martwić, że coraz więcej członków elit odwraca się od niego po ucieczce Thae Jong-ho do Korei Południowej – uważa ekspert ds. Korei Północnej na uniwersytecie Dongguk w Seulu, Koh Ju Hwan. Thae był wysokim rangą dyplomatą w ambasadzie Korei Północnej w Londynie; latem 2016 roku z żoną i synami uciekł do Korei Południowej.
Żródło info i foto: RMF24.pl

W Turcji aresztowano brata Fethullaha Gulena. Wróg numer jeden wciąż w Stanach

Turecka policja aresztowała brata przebywającego w USA kaznodziei Fethullaha Gulena – podała w niedzielę turecka agencja Anatolia. Kaznodzieja oskarżany jest przez władze Turcji o zorganizowanie próby nieudanego wojskowego zamachu stanu z 15 lipca. Kutbettina Gulena, brata kaznodziei, oskarżono o przynależność do „zbrojnej organizacji terrorystycznej”. Zatrzymano go w Gaziemirze, jednym z dystryktów prowincji Izmir nad Morzem Egejskim, gdzie Kutbettin przebywał u krewnych, i umieszczono w areszcie – dodała Anatolia.

Oskarżany kaznodzieja

Tureckie władze oskarżają Fethullaha Gulena o zorganizowanie nieudanej próby puczu 15 lipca, w którym zginęły co najmniej 232 osoby, a według innych źródeł – ponad 270 osób. Za związki z ruchem Fethullaha Gulena aresztowano od lipca około 32 tys. osób. Ankara twierdzi, że muzułmański kaznodzieja, który od 17 lat przebywa w USA, zorganizował w Turcji tzw. struktury równoległe, zwane teraz przez władze organizacją terrorystyczną FETO. Sam Gulen – dawny sojusznik, a obecnie wróg prezydenta Erdogana – odrzuca te oskarżenia i twierdzi, że kieruje organizacją pokojową „Hizmet” (Służba). W ostatnich tygodniach Ankara wielokrotnie domagała się jego ekstradycji do Turcji.

Dwóch braci nie żyje

Według dawnych doniesień mediów tureckich z pięciu braci Fethullaha dwóch – Seyfullah i Hasbi – już nie żyje. Pozostali to Mesih, Salih i Kutbettin. Są również dwie siostry, Nurhayat i Fazilet.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Atak nożownika w Jeleniej Górze

„Rodzinna tragedia w Jeleniej Górze. Brat pchnął nożem brata” – zaalarmował na Kontakt 24 internauta. Wiadomość potwierdziła policja. Ranny trafił do szpitala. Trwają poszukiwania napastnika. Mężczyzna otrzymał cios nożem na jeden z jeleniogórskich ulic (policja nie podaje, na której). Według kom. Kamila Rynkiewicza z dolnośląskiej policji, napastnikiem był brat poszkodowanego.

– Raniony mężczyzna trafił do szpitala – poinformował kom. Rynkiewicz. Jak dodał, napastnik uciekł.

Według policjanta, nie było zagrożenia życia. Mężczyzna opuścił już szpital. Jak poinformowała w czwartek podinsp. Małgorzata Gorzelak z Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze, służby nadal szukają napastnika. Poszkodowany mężczyzna póki co nie złożył zawiadomienia w tej sprawie.
Żródło info i foto: kontakt24.tvn24.pl