Zabójca 9-miesięcznej Blanki z Olecka wciąż poszukiwany

To nie ojciec przyczynił się do śmierci maleńkiej Blanki. W poniedziałek Grzegorz W. odzyskał wolność, bo prokuratura uchyliła wobec niego tymczasowy areszt. Okazało się, że w skatowanie i zgwałcenie dziecka wrabiała go jego partnerka Anna W. Kto zatem jest autorem tej przerażającej zbrodni? Czy to ów tajemniczy mężczyzna, właściciel białego suv-a, którego wiele razy widzieli pod domem sąsiedzi?

To był sensacyjny zwrot w śledztwie. Poniedziałkowa konfrontacja Grzegorza W. i Anny W. w suwalskiej prokuraturze pozwoliła śledczym na ostateczne zweryfikowanie pierwotnej wersji zdarzeń. Wynikała ona z zeznań kobiety, która wskazała swego partnera jajko sprawcę zbrodni. Tymczasem zgromadzone przez śledczych dowody – zeznania świadków, wydruki połączeń telefonicznych i lokalizacja telefonu komórkowego Grzegorza W. – kłóciły się z oskarżeniami, bo wskazywały, że mężczyzny nie było na miejscu zbrodni. A gdy jeszcze badania DNA wykluczyły, że ślady biologiczne ujawnione na ciele Blanki pochodzą od jej ojca, stało się jasne, że Grzegorz W. nie jest sprawcą zarzucanych mu czynów.

„Wobec takich dowodów prokuratura nie miała innego wyjścia jak wypuścić pana Grzegorza. Obecnie jest pod opieką swojej rodziny. Po tym co go spotkało, potrzebuje pomocy psychologa” – mówi adwokat mężczyzny, mecenas Wojciech Stpiczyński.

Mimo zwolnienia z aresztu, prokuratura nie wycofała wobec Grzegorza W. postawionych mu zarzutów

„Musimy jeszcze wykonać pewne czynności i dopiero za jakiś czas będziemy rozważać taką ewentualność” – komentuje Ryszard Tomkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.

Tymczasem śledczy nie wykluczają udziału w zbrodni osób trzecich, nie wykluczają też kolejnych zatrzymań. I stanowczo dementują, aby ktokolwiek poza Anną W. i Grzegorzem W. został w związku z tą sprawą zatrzymany. Wniosek? Prawdziwy gwałciciel dziewięciomiesięcznej Blanki wciąż pozostaje na wolności. Czy jest nim tajemniczy mężczyzna, o którym wspominają sąsiedzi Anny W.? Podobno wiele razy pod dom podjeżdżał biały suv na suwalskich blachach. – Wysiadał z niego mężczyzna w wieku około 50 lat – mówią sąsiedzi.
Źródło info i foto: se.pl

Łódź: Jest wyrok w sprawie brutalnego zabójstwa 20-latki

W piątek Sąd Okręgowy w Łodzi na karę dożywotniego więzienia skazał 31-letniego Artura W., oskarżonego o brutalne zabójstwo 20-letniej kobiety. Ukryte w wersalce ciało ofiary znaleziono dopiero po dziewięciu dniach.

O wyroku poinformował sędzia Paweł Sydor, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi. Na wniosek pełnomocnika siostry i brata zamordowanej kobiety, proces w tej sprawie toczył się z wyłączeniem jawności. Wyrok jest nieprawomocny. Skazanemu przysługuje prawo do apelacji.

Zwłoki skrępowane sznurem

Według ustaleń Prokuratury Okręgowej w Łodzi, zgłoszenie o zaginięciu kobiety wpłynęło do policji 17 sierpnia 2017 roku. Złożyła je rodzina 20-latki ze Zduńskiej Woli; kobieta dwa dni wcześniej wraz ze swoim 2,5-letnim synem wyjechała do Łodzi w towarzystwie poznanego niedawno starszego o 9 lat partnera – Artura W. Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny 20-latki, twierdząc, że kobieta została w Łodzi, ponieważ źle się poczuła. Później kontakt z nim się urwał.

Policja znalazła ciało kobiety dopiero 26 sierpnia – w mieszkaniu wynajmowanym przez Artura W. na łódzkim osiedlu Teofilów. Skrępowane sznurem zwłoki, będące już w stanie zaawansowanego rozkładu, były ukryte w wersalce. Sekcja wykazała, że przyczyną śmierci było uduszenie.

Awantura i szarpanina

Sprawa zabójstwa 20-latki została objęta nadzorem przez komendanta głównego policji. Prokuratura wydała list gończy za Arturem W. Po kilku dniach został on zatrzymany w Koszalinie.

Podczas przesłuchania mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanego mu zabójstwa. Wyjaśnił, że pomiędzy nim a 20-latką doszło do awantury i szarpaniny, w trakcie której zaczął dusić pokrzywdzoną. Kiedy kobieta przestała dawać oznaki życia, ukrył jej ciało w wersalce. Po pewnym czasie, aby mieć pewność, że ofiara nie żyje, zakleił jej usta taśmą, związał nogi, a na głowę założył worek foliowy i związał go sznurkiem. Włożył ciało do pojemnika na pościel, przykrył je kołdrą i zamknął w wersalce.

Na wersalce umieścił drugą kanapę. Następnie pojechał z synem kobiety do Zduńskiej Woli, gdzie mieszkała siostra ofiary i przekazał jej dziecko mówiąc, że 20-latka nie jest w stanie zająć się chłopcem z uwagi na dolegliwości, po czym wyjechał z miasta. Od tego momentu ukrywał się w różnych miastach na terenie Polski.

W toku śledztwa podejrzanego poddano obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Biegli stwierdzili, że w chwili popełnienia zarzucanego mu czynu był on poczytalny. Mężczyzna był już wcześniej karany, m.in. za gwałt i uszkodzenie ciała. Wyroki skazujące zapadły w Wielkiej Brytanii i Niemczech.
Źródło info i foto: interia.pl

Artur W. przez 12 dni ukrywał ciało 20-latki w wersalce. Jest akt oskarżenia

Zabił 20-latkę i ukrył jej ciało w wersalce w mieszkaniu na Teofilowie. Artur W. przyznał się do zbrodni. Prokuratura Rejonowa Łódź – Bałuty skierowała do Sądu Okręgowego w Łodzi akt oskarżenia przeciwko 30 – letniemu Arturowi W., oskarżając go o brutalne zabójstwo 20 – letniej mieszkanki Zduńskiej Woli, z którą od kilku tygodni pozostawał w związku. Oskarżonemu grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: expressilustrowany.pl

Ruszył proces w sprawie brutalnego zabójstwa Iwony Cygan. 17 osób na ławie oskarżonych

Przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie ruszył proces w sprawie głośnego zabójstwa sprzed prawie 20 lat 17-letniej Iwony Cygan. Na ławie oskarżonych zasiądzie 17 osób, w tym 14 byłych i obecnych funkcjonariuszy policji. Ze względu na dużą liczbę oskarżonych – 17, z których 16 jest aresztowanych – rozprawy toczą się w sali Sądu Rejonowego, która może pomieścić więcej osób, ale proces prowadzi Sąd Okręgowy w pięcioosobowym składzie: dwóch sędziów zawodowych i trzech ławników.

Ponadto, ze względów organizacyjnych i technicznych, także wynikających z dużej liczby osób, sąd wprowadził dla publiczności i dziennikarzy karty wstępu na dwa pierwsze dni procesu – po 20 kart dla każdej z tych grup. Na posiedzeniu organizacyjnym, które odbyło się w maju, sąd wyznaczył 16 terminów rozpraw – aż do września, w tym sześć w czerwcu.

Kto jest wśród oskarżonych?

Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem prokuratura postawiła Pawłowi K., a o współsprawstwo oskarżony został jego ojciec – Józef K. Wśród oskarżonych jest także koleżanka zamordowanej – Renata G.D. Jej zarzuca się utrudnianie postępowania karnego i składanie fałszywych zeznań.

Proces nie mógł się rozpocząć od kilku miesięcy.

Najpierw akt oskarżenia w sprawie zabójstwa Iwony Cygan trafił w grudniu 2017 r. do Sądu Okręgowego w Tarnowie. Jednak wszyscy sędziowie tamtejszego wydziału karnego złożyli – „dla dobra wymiaru sprawiedliwości” – wnioski o wyłączenie z udziału w tej sprawie. Jak informował wówczas rzecznik SO w Tarnowie sędzia Tomasz Kozioł, jeden z oskarżonych byłych policjantów jest powiązany rodzinnie z dwójką sędziów tarnowskich sądów – okręgowego i rejonowego. Zastrzeżenia wobec prowadzenia sprawy w Tarnowie wyrażała także rodzina ofiary.

Sprawa trafiła – postanowieniem Sądu Apelacyjnego w Krakowie – do rzeszowskiego sądu okręgowego, który jednak zwrócił akt oskarżenia prokuraturze w celu uzupełnienia śledztwa. Chodziło o takie sformułowanie niejawnej części zarzutów wobec 14 oskarżonych policjantów (byłych i obecnych), aby były one jawne w całości.

Na początku lutego 2018 Sąd Apelacyjny w Rzeszowie uchylił jednak to postanowienie. Podzielił argumentację prokuratury i uznał, że nie ma przeszkód, aby sąd okręgowy rozpoznał sprawę zabójstwa.

W związku ze zwrotem akt prokuraturze pełnomocnik rodziny Iwony Cygan złożył jednak wniosek o przekazanie sprawy do innego, równorzędnego sądu. Chcieli tego bliscy zamordowanej, ponieważ – jak argumentowali – stracili zaufanie do rzeszowskiego sądu okręgowego. Ich zdaniem zniesienie klauzuli tajności z części dokumentów mogłoby doprowadzić do ujawnienia tajnych zasad pracy operacyjnej i rozpoznawczej policji.

Sprawa pozostała jednak do rozpoznania przez rzeszowski sąd okręgowy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Peter Madsen został skazany za brutalne zabójstwo Kim Wall. Wykorzystał seksualnie, zabił i poćwiartował jej ciało

Duński wynalazca i konstruktor łodzi podwodnych Peter Madsen został skazany na dożywocie przez sąd w Kopenhadze za zamordowanie w sierpniu 2017 roku szwedzkiej dziennikarki Kim Wall. Sędzia Anette Burkoe stwierdziła, że oskarżony zapraszał wcześniej na swoją łódź podwodną inne kobiety oraz – jak wskazała historia wyszukiwarek internetowych – był zainteresowany przemocą wobec kobiet. Madsen nie był w stanie wyjaśnić, dlaczego zabrał na pokład łodzi narzędzia (m.in. piłę tarczową – red.), których tam nie potrzebował, a które posłużyły do zbrodni na Kim Wall – podkreśliła sędzia.

Sąd w Kopenhadze uznał Madsena za winnego nie tylko morderstwa, lecz także przestępstwa na tle seksualnym i zbezczeszczenia zwłok oraz kilku innych wykroczeń m.in. złamania prawa morskiego.

W trakcie procesu Madsen zaprzeczał, jakoby zamordował dziennikarkę, przyznał się natomiast do poćwiartowania jej ciała, a następnie wyrzucenia szczątków do morza.

Obrończyni Betina Hald Engmark przekonywała, że Madsen może zostać skazany jedynie za to, do czego się przyznał, czyli za zbezczeszczenie zwłok. Grozi za to 6 miesięcy więzienia. Obrona poinformowała, że klient odwoła się od wyroku.

W sądzie oskarżony tłumaczył, że na pokładzie łodzi doszło do wypadku i że to w jego wyniku Wall zmarła. Pierwotnie, podczas przesłuchania, utrzymywał, że kobieta uderzyła się głową o właz, później zaś stwierdził, że mogła zatruć się tlenkiem węgla.

Pozwany wielokrotnie zmieniał zeznania. Badania specjalistów nie wykazały, aby przyczyną śmierci Kim Wall był wypadek – stwierdziła sędzia.

Prokurator Jakob Buch-Jepsen żądał skazania Madsena za morderstwo oraz kary dożywotniego pozbawienia wolności. Udowadniał w sądzie, że zabójstwo dziennikarki było zaplanowane. Na pokładzie łodzi podwodnej znajdowały się ostre narzędzia – śrubokręt oraz piła – które posłużyły do rozczłonkowania ciała. Na kilka dni przed zdarzeniem Madsen pytał inne kobiety, czy zechciałyby z nim wybrać się na wycieczkę jego łodzią podwodną.

Badanie zdrowia psychicznego Madsena wykazało, że jest on niebezpieczny dla otoczenia, wykazuje cechy narcystyczne oraz psychopatyczne. W jego komputerach znaleziono filmy pornograficzne ze scenami przemocy wobec kobiet.

Proces przed sądem rejonowym w Kopenhadze trwał 11 dni. W trakcie rozpraw przesłuchano 36 świadków.

W Danii dożywocie jest najwyższą karą, w praktyce bardzo rzadko stosowaną. Po 12 latach skazany może starać się o przyznanie „kary ograniczonego więzienia”.

Wall była szwedzką dziennikarką i przygotowywała reportaż o Madsenie. 10 sierpnia weszła na pokład jego prywatnej łodzi podwodnej Nautilus w kopenhaskim porcie. Wówczas widziano ją po raz ostatni.

11 sierpnia bliscy kobiety zgłosili jej zaginięcie, a służby ratownicze rozpoczęły na morzu poszukiwania łodzi Madsena. Tego samego dnia łódź wynurzyła się awaryjnie w pobliżu Kopenhagi, ale na pokładzie znajdował się tylko właściciel. Został ewakuowany, a łódź zatonęła.

Straż przybrzeżna wydobyła 12 sierpnia łódź podwodną Madsena z dna morza w rejonie na południe od Kopenhagi, by dokonać oględzin. Według policji łódź mogła zostać umyślnie zatopiona w celu zatarcia śladów.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Odpowiedzą za brutalne zabójstwo 48-latka z 2016 roku. Grozi im dożywocie

22 marca w Bielsku-Białej rozpocznie się proces trzech mężczyzn oskarżonych o brutalne zabójstwo 48-latka. Choć do zbrodni doszło w październiku 2016 roku, to proces ruszy dopiero teraz, gdyż oskarżonych skierowano wcześniej na badania psychiatryczne. Było to spowodowane wyjątkową brutalnością zabójców – ofiara miała m.in. obcięte ucho. Mężczyznom grozi dożywocie.

Do zabójstwa doszło w Komorowicach, peryferyjnej dzielnicy Bielska-Białej. Ciało samotnie mieszkającego 48-latka znalazł w jego domu znajomy. Zabójstwo było wyjątkowo brutalne, a ofiara zmarła wskutek obrażeń po dotkliwym pobiciu. Mężczyzna miał rany głowy i pleców, oskarżeni odcięli mu również ucho.

Jak ustalili śledczy, napad miał tło rabunkowe. Sprawcy ukradli należący do ofiary samochód Dacia Duster (który został później odnaleziony), laptopa, rower i kosę spalinową. Bandyci pozostawili po sobie sporo śladów na miejscu zbrodni, co pozwoliło na ich zatrzymanie już kilkadziesiąt godzin po morderstwie. – Oskarżeni to dwaj bracia w wieku 27 i 35 lat oraz ich 38-letni wspólnik – informowała wówczas policja.

Brutalność napastników skłoniła śledczych, by skierować ich na badania psychiatryczne. Biegli uznali, że są oni w pełni władz umysłowych i mogą odpowiadać przed sądem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Brutalne zabójstwo Miłosza B. w Krakowie. Zatrzymano 4 osoby

W poniedziałek rano zatrzymano cztery osoby podejrzane o zabójstwo Miłosza B., do którego doszło w krakowskim Prokocimiu. Zatrzymani mają od 19 do 25 lat – informuje Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Do brutalnego morderstwa doszło 30 stycznia w dzielnicy Prokocim w Krakowie. 19-letni Miłosz B. został napadnięty przez grupę pseudokibiców konkurencyjnego klubu.

19-latkowi zadano wiele ciosów w nogi i prawe przedramię „niebezpiecznymi narzędziami w postaci siekier” – informuje prokuratura. W wyniku odniesionych ran Miłosz B. zmarł w szpitalu. W poniedziałek policjanci wspomagani przez grupy antyterrorystów weszli jednocześnie do czterech mieszkań, zatrzymując cztery osoby.

„Na chwilę obecną prowadzone są czynności zmierzające do ustalenia miejsca pobytu i zatrzymania wszystkich ze współsprawców. Z uwagi na stopień zaawansowania czynności, udzielanie szczegółowych informacji w tym przedmiocie nie jest celowe” – czytamy w komunikacie krakowskiej prokuratury.
Źródło info i foto: interia.pl

Pakistan: Brutalne zabójstwo 7-letniej dziewczynki

Tłum rozwścieczony niedawnym brutalnym zabójstwem 7-letniej dziewczynki zaatakował w środę komisariat policji i pobliski budynek rządowy w prowincji Pendżab na wschodzie Pakistanu. W starciach zginęły co najmniej dwie osoby – poinformowała policja. Zamieszki wybuchły w mieście Kasur kilka godzin przed pogrzebem Zainab Ansari, której śmierć wywołała oburzenie w kraju. Dziewczynka zaginęła 4 stycznia w drodze na zajęcia do szkoły koranicznej. Jej ciało odnaleziono we wtorek w pojemniku na śmieci. Według policji została uprowadzona, zgwałcona i zamordowana.

Był to już 12. w ciągu roku przypadek porwania, gwałtu i zabójstwa dziewczynki w Kasur i okolicy. Policja sprawdza, czy sprawy są powiązane, a mieszkańcy są wściekli na władze, które ich zdaniem niedostatecznie badają te zabójstwa.

Po środowym ataku na komisariat policji wybuchły kolejne starcia. Lokalne stacje telewizyjne pokazywały zdjęcia policji strzelającej w powietrze i w kierunku ludzi, którzy obrzucali ją kamieniami. Szef policji w Kasur Zulfiqar Hameed odmówił potwierdzenia, czy powodem śmierci dwóch demonstrantów były strzały oddane przez policjantów.

Rodzice zamordowanej 7-latki, którzy ostatnio przebywali na pielgrzymce w Arabii Saudyjskiej, w środę wrócili do kraju. „Chcę sprawiedliwości” – wykrzykiwała matka dziewczynki na lotnisku w stolicy kraju Islamabadzie. Policja w Kasur zaprzecza oskarżeniom o opieszałość w badaniu przypadków porwań dzieci. Hameed powiedział agencji Reutera, że zatrzymano czterech porywaczy, podczas gdy kolejny zginął podczas próby aresztowania. Zapewnił, że sprawa Ansari zostanie wkrótce wyjaśniona. – Mamy zdjęcia z monitoringu, na których widać, jak młody mężczyzna gdzieś ją zabiera. Niedługo go złapiemy – dodał szef policji. Poinformował, że od podejrzanych pobrano próbki DNA.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

SW ujawnia nowe informacje dotyczące Kajetana P.

Więzień niebezpieczny i nieprzewidywalny – tak Służba Więzienna ocenia w rozmowie z Radiem ZET Kajetana P., podejrzanego o brutalne zabójstwo tłumaczki włoskiego sprzed dwóch lat. 28-latek od rok”Funkcjonuje bez problemów, ale mamy świadomość, że mamy do czynienia z osobą nieprzewidywalną, zachowujemy wszystkie konieczne reguły bezpieczeństwa” – mówi major Jan Kurowski, rzecznik Okręgowej Służby Więziennej w Poznaniu.u przebywa w areszcie śledczym w Poznaniu, leczy się tam na oddziale psychiatrycznym.

Meble w celi Kajetana P. są przytwierdzone do ścian i podłogi, żeby nie mógł zaatakować strażników, ma sztućce i naczynia wykonane z tworzywa sztucznego, żeby nie mógł ich użyć jako broni.

Akt oskarżenia w sądzie

Do procesu Kajetana P. jeszcze długa droga – choć Prokuratura Okręgowa w Warszawie wysłała latem akt oskarżenia do sądu, to sąd zdecydował, że postępowanie ma rozpocząć się od początku. Przede wszystkim chodzi o konfrontację biegłych – jedna ekipa wydała opinię, że Kajetan P. jest niepoczytalny; druga – odwrotną.

Odciął nauczycielce głowę

Według dotychczasowych ustaleń, Kajetan P. w lutym zeszłego roku udał się na prywatną lekcję języka włoskiego. Gdy kobieta zaproponowała mu herbatę, ten dźgnął ją śmiertelnie nożem. Następnie odciął głowę, wezwał taksówkę i przewiózł zwłoki. Kierowcy miał tłumaczyć, że wiezie tuszę dzika. Zwłoki nauczycielki ostatecznie podpalił i pojechał pociągiem z Warszawy do Poznania, a następnie do Berlina. Z Niemiec przedostał się do Włoch. Finalnie został złapany na Malcie. Za morderstwo grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zabójstwo w Gdańsku. Zatrzymano 38-letniego Ukraińca

Zarzut zabójstwa może usłyszeć 38-letni Ukrainiec zatrzymany wczoraj na przejściu w Medyce. Mężczyzna był poszukiwany w sprawie środowego, brutalnego zabójstwa, do którego doszło w Gdańsku. Przy Trakcie św. Wojciecha od ciosów nożem w brzuch zginał 49-latek, także obywatel Ukrainy. Mężczyzna może zostać przesłuchany przez prokuraturę dopiero jutro. Zatrzymany jest przewożony do Trójmiasta. Konwój z Podkarpacia nad morze wyruszył dziś o poranku. Gdy dotrze do Gdańska, mężczyzna trafi do policyjnego aresztu, potem zostanie przekazany prokuratorowi.

Policjanci podejrzewają, że to on zadał śmiertelne ciosy swojemu rodakowi – zwolnionych zostało już 3 z 4 Ukraińców wcześniej zatrzymanych w tej sprawie. Zostali przesłuchani jako świadkowie. Ostatni z nich także dziś ma wyjść na wolność. Reporter RMF FM dowiedział się nieoficjalnie, że i ofiara i zatrzymany wczoraj mężczyzna razem mieszkali w jednym z domów w Gdańsku. Do Polski przyjechali za pracą, ich pobyt był legalny. Na razie nie wiadomo, jaki był motyw brutalnego zabójstwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl