Atak na synagogę w Niemczech. Oskarżenia o brak policyjnej ochrony przed synagogą

Dwie osoby zginęły w środę w zamachu przed synagogą w niemieckim Halle. Przewodniczący Centralnej Rady Żydów (ZdJ) w Niemczech Josef Schuster powiedział, że synagoga w święto Jom Kipur powinna być chroniona przez policję, a nie była. – To niedbalstwo właśnie się gorzko zemściło – podkreślił.

– To skandal, że synagoga w takie święto jak Jom Kipur [8-9 października – przyp. red.] nie była chroniona przez policję – powiedział w środę wieczorem przewodniczący Centralnej Rady Żydów Josef Schuster.

– To niedbalstwo właśnie się gorzko zemściło – orzekł, dodając, że brutalność ataku z Halle przebija wszystkie dotychczasowe i pozostawia Żydów w Niemczech w głębokim szoku.

Atak pod synagogą

Uzbrojony napastnik – 27-letni Stephan B. – próbował wedrzeć się w środę do synagogi w Halle w kraju związkowym Saksonia-Anhalt. Po nieudanej próbie sforsowania drzwi świątyni otworzył ogień do ludzi na ulicy. Dwie osoby nie żyją, dwie zostały ranne. W czasie ataku w synagodze znajdowało się od 80 do 100 osób. Gdyby napastnikowi udało się dostać do środka budynku, najprawdopodobniej ofiar byłoby znacznie więcej. Atak miał najprawdopodobniej podłoże antysemickie i skrajnie prawicowe. 27-letni Stephan B. transmitował zamach na żywo za pośrednictwem platformy gier wideo Twitch. Na nagraniu widać między innymi moment, w którym jest oddawany strzał do jednej z ofiar ataku oraz ujęcia z samochodu, na których młody człowiek w mundurze taktycznym wygłasza po angielsku antysemickie slogany.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Polska: Gangsterzy z lat 90. wychodzą na wolność

Kończą się wyroki w głośnych sprawach mafiosów sprzed lat. Na wolność wychodzą przestępcy, którzy zasłynęli bezwzględnością i brutalnością. Świat popędził do przodu, więc jak w tej rzeczywistości odnajdą się gangsterzy z lat 90.? – zastanawia się TVN24.

– Myślę, że do trzech lat to wyjdą wszyscy. Będzie duża konkurencja, uprowadzenia ludzi z innych grup. Będą mieli po prostu o co walczyć – mówi były członek jednego z gangów w rozmowie z autorami programu TVN24 „Polska i Świat”.

Eksperci również twierdza, że dawni członkowie gangu mokotowskiego czy pruszkowskiego wrócą do dawnej działalności. – Oni zatrzymali się mentalnie na 2000 roku. Wyjdą i znów tak będą robić – tłumaczy w rozmowie z TVN24 były policjant Jan Fabiańczyk.

Rzeczniczka Centralnego Biura Śledczego Policji kom. Iwona Jurkiewicz zauważa, że zatrzymana niedawno grupa wrocławska cechowała się wyjątkową brutalnością, przypominającą poczynania mafii z okresu po transformacji ustrojowej. – Zachowywali się wręcz jak przestępcy, którzy brali udział w grupach zorganizowanych w latach 90. – mówi o sprawcach.

Według wielu byłych policjantów takich grup teraz przybędzie. – To będzie czarny okres dla policji – mówi Jan Fabiańczyk. Tylko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy policjanci zatrzymali przestępców, którzy z uprowadzeń dla okupu chcieli zrobić sobie stałe źródło dochodu. – Przez 22 lata służby nie spotkałem się z tak wysoce skomplikowaną sprawą – twierdzi oficer operacyjny policji.

TVN24 przywołuje też niedawną sprawę z miejscowości Wisznia Mała, kiedy to bandyta z kałasznikowa zastrzelił policjanta, który próbował go zatrzymać. Przestępca również zginął na miejscu, a policja broniła się wtedy, że funkcjonariusze nie spodziewali się, że człowiek okradający bankomat może użyć broni. – To był znany i bardzo niebezpieczny klient. Bardzo niebezpieczny. To, że nie wiedzieliśmy jako instytucja, że facet może posiadać broń, jest totalną bzdurą – mówił jednak o bandycie były oficer policji.

Jesienią ubiegłego roku w Inowrocławiu doszło do strzelaniny pomiędzy funkcjonariuszami CBŚP a przestępcą, którego mieli zatrzymać. Jeden z oficerów mówi, że policja mogła się tego spodziewać: – Mieliśmy sygnały, że on nie da się żywcem. Tak jest naładowany prochem i będzie walił do nas… – wspomina.

Marek Dyjasz, były szef Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji, zwraca uwagę, że policja powinna na nowo nauczyć się pozyskiwać do współpracy członków najgroźniejszych grup. – Boli mnie, że liczba osobowych źródeł informacji drastycznie spadła. Tutaj widziałbym potencjał do odbudowania – twierdził Dyjasz. Pytany o to, czy policja jest gotowa do zwalczania tego typu przestępczości, mówi, że „to jest dobre pytanie”. – Mam nadzieję, że tak – podsumowuje.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Lubelszczyzna: Zgwałcili w lesie mężczyznę. Później mu grozili

Mrożąca krew w żyłach napaść na Lubelszczyźnie. Policja zatrzymała już sprawców, którzy w niewielkiej miejscowości w okolicach Włodawy brutalnie skatowali swoją ofiarę. Śledczy nie ujawniają zbyt wielu szczegółów ze względu na wyjątkową brutalność napastników. Trzech młodych mężczyzn odpowie przed sądem za napad na młodym mężczyźnie, którego wyciągnęli z samochodu i brutalnie pobili. Później wywieźli do lasu.

Tam oprawcy ponownie zaczęli się nad nim znęcać. Obezwładnili swoją ofiarę, przyciskali go nogami do ziemi, po czym zgwałcili kijem baseballowym i kluczem do kół – informuje „Dziennik Wschodni”.

Wszyscy oprawcy to młodzi ludzie. Wśród zatrzymanych jest 19-letni Damian O., który zdaniem prokuratury użył klucza.
Śledczy ustalili też, że wspólnie z kolegami bił ofiarę. Nastolatek odpowie m.in. za pozbawienie wolności ze szczególnym udręczeniem oraz zmuszenie do tzw. innej czynności seksualnej.

Podejrzani grozili ofierze. Zastraszali mężczyznę, by ten nie zgłaszał sprawy na policję. Wszyscy odpowiedzą za wywieranie wpływu na świadka. Zatrzymani zostali także 20-letni Rafał K. i Mateusz J., którzy odpowiedzą za uprowadzenie i brutalny gwałt. Zarzuty w tej sprawie usłyszała również 18-letnia Greta P., która odpowie za pomocnictwo w pozbawieniu wolności, pobiciu i zmuszaniu do innej czynności seksualnej.

Prokurator wystąpił o tymczasowe aresztowanie wszystkich podejrzanych na trzy miesiące. Sąd przychylił się do tego wniosku – informuje Agnieszka Kępka, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Podejrzanym grozi do 12 lat więzienia. Na razie śledczy nie zdradzają motywów ich napadu. Nieoficjalnie mówi się, że w dniu napadu wszyscy młodzi ludzie razem bawili się nad jeziorem. Tam mieli się pokłócić.
Źródło info i foto: o2.pl

Odpowiedzą za brutalne zabójstwo 48-latka z 2016 roku. Grozi im dożywocie

22 marca w Bielsku-Białej rozpocznie się proces trzech mężczyzn oskarżonych o brutalne zabójstwo 48-latka. Choć do zbrodni doszło w październiku 2016 roku, to proces ruszy dopiero teraz, gdyż oskarżonych skierowano wcześniej na badania psychiatryczne. Było to spowodowane wyjątkową brutalnością zabójców – ofiara miała m.in. obcięte ucho. Mężczyznom grozi dożywocie.

Do zabójstwa doszło w Komorowicach, peryferyjnej dzielnicy Bielska-Białej. Ciało samotnie mieszkającego 48-latka znalazł w jego domu znajomy. Zabójstwo było wyjątkowo brutalne, a ofiara zmarła wskutek obrażeń po dotkliwym pobiciu. Mężczyzna miał rany głowy i pleców, oskarżeni odcięli mu również ucho.

Jak ustalili śledczy, napad miał tło rabunkowe. Sprawcy ukradli należący do ofiary samochód Dacia Duster (który został później odnaleziony), laptopa, rower i kosę spalinową. Bandyci pozostawili po sobie sporo śladów na miejscu zbrodni, co pozwoliło na ich zatrzymanie już kilkadziesiąt godzin po morderstwie. – Oskarżeni to dwaj bracia w wieku 27 i 35 lat oraz ich 38-letni wspólnik – informowała wówczas policja.

Brutalność napastników skłoniła śledczych, by skierować ich na badania psychiatryczne. Biegli uznali, że są oni w pełni władz umysłowych i mogą odpowiadać przed sądem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Brutalny atak na Polaków w Rimini. Ostre słowa uzasadnienia

Okrutna przemoc i brutalność – to słowa z uzasadnienia wyroku 16 lat więzienia dla Kongijczyka, szefa bandy, która napadła na polskich turystów w sierpniu 2017 r. w Rimini. PAP otrzymał tekst wydanego w środę uzasadnienia wyroku sądu w tym włoskim mieście. Wyrok wobec 20-letniego migranta Guerlina Butungu, herszta bandy, która dokonała dwóch gwałtów i kilku napadów w Rimini, zapadł 10 listopada. Obecnie ogłoszono jego liczące kilkadziesiąt stron uzasadnienie.

Mowa w nim jest o wyjątkowo brutalnej, okrutnej napaści na dwoje młodych Polaków i wielokrotnym gwałcie. Tekst uzasadnienia został ogłoszony 6 dni po tym, gdy sąd dla nieletnich w Bolonii wydał wyrok po 9 lat i 8 miesięcy więzienia dla trzech pozostałych sprawców gwałtu i napadu na Polaków. To dwaj bracia w wieku 15 i 17 lat, synowie imigrantów z Maroka oraz 16-letni Nigeryjczyk.
Źródło info i foto: interia.pl

Beztroskie życie sprawców brutalnego napadu w Rimini

Najnowsze doniesienia włoskich mediów o sprawie gwałcicieli z Rimini pokazują bezradność włoskiego systemu sprawiedliwości i pomocy społecznej. Choć banda Guerlina Butungu od wielu miesięcy terroryzowała Rimini i inne nadmorskie kurorty nie znalazł się nikt gotowy ich powstrzymać. Mało tego, sami bohaterowie kryminału nie musieli kraść, ani napadać z głodu i biedy. Mieli zapewnione wszystko, by stać się porządnymi obywatelami.

– Już trzy lata temu miało ich tutaj nie być. Ale przez sądy i zawiłości prawne jednak do tego nie doszło – oświadczył dziennikarzom Palmiro Ucchielli, burmistrz miejscowości Vallefoglia, skąd pochodzą bracia K. i M., nieletni Marokańczycy, uczestnicy napadu na polską parę w Rimini.

To właśnie ich sprawa wzbudza teraz najwięcej emocji we włoskich mediach. W tym wątku skupiają się wszystkie problemy z imigrantami we Włoszech. Licząca sześć osób rodzina osiadła w kraju w połowie lat 90. i mimo udzielonej pomocy społecznej stała się wcieleniem rodziny Kiepskich. Gmina płaciła za nich rachunki, dzieci dostały się do darmowej szkoły, wsparcia udzielił im nawet Caritas.

Państwo Kiepscy

Kiedy dziennikarze serwisu Imolaoggi.it dotarli do ich domu w miejscowości Vallefoglia przywitał ich 51-letni ojciec. Okazało się, że głowa rodziny odbywa w komunalnym mieszkaniu karę aresztu domowego za drobne przestępstwa. Matka ma zaś 5 wyroków i zakaz zbliżania się do sąsiadki, której wcześniej groziła nożem i ubliżała.

Palmiro Ucchielli, burmistrz miejscowości Vallefoglia powiedział, że cała rodzina miała być deportowana z Włoch. Uniemożliwiła to jednak procedura sądowa i prawo imigracyjne. Wcześniej za przestępstwa kryminalne odesłano do Maroka tylko ojca. W 2014 roku po otrzymaniu 20 tys. euro i opłaceniu biletów do Maroka również matka zgodziła się wyjazd. Wkrótce potem wycofała zgodę. W tym samym czasie ojciec nielegalną drogą powrócił do Włoch, a sąd rodzinny zalegalizował jego pobyt w kraju. W tej patologicznej rodzinie młodociani gangsterzy, 15 i 17-latek zostali puszczeni samopas. Bracia K. i M znani byli z terroryzowania nauczycieli szkoły. Młodszy z braci uderzył jednego z nich butelką w głowę.

Wiosną tego roku Marokańczycy spotkali na swojej drodze 20-letniego Guerlina Butungu z Konga (lider napastników na polską parę w Rimini), który akurat montował gang złodziejaszków, mających grasować po kurortach nad Adriatykiem. W grupie było w sumie 30 nastoletnich przestępców. Pisaliśmy jak, między innymi dzięki nim, Rimini stało się liderem statystyk kryminalnych we Włoszech. Utrzymywali kontakt za pośrednictwem aplikacji WhatsApp. Tą drogą włoscy śledczy rozpracowali kontakty całej grupy.
Źródło info i foto: wp.pl

Sylwetki gwałcicieli z Rimini. Ogromna brutalność

Pozbawiona litości banda okrutnych nastolatków z 20-letnim przywódcą na czele – tak włoska prasa opisuje w niedzielę gang, którego czterech członków jest w rękach policji w związku z napaścią na Polaków w Rimini. W sobotę na posterunek karabinierów koło miasta Pesaro we Włoszech zgłosili się dwaj bracia, Marokańczycy, w wieku 15 i 16 lat, którzy przyznali się do brutalnej napaści na dwoje młodych polskich turystów na plaży w Rimini oraz na transseksualistę z Peru.

Kilka godzin później policja aresztowała w tym samym rejonie 17-letniego Nigeryjczyka, również podejrzanego o te czyny. Nad ranem w niedzielę aresztowany został 20-letni Kongijczyk, prawdopodobnie szef gangu napadającego na turystów.

„Banda chłopaków dokonywała napaści bez żadnej litości” – podkreśla dziennik „Corriere della Sera”, dodając, że „zdumiewa (młody) wiek” sprawców.

„Zdumienie to wywołuje też brutalność ich przestępczych czynów: pobicia, gwałty, napady na osoby starsze od nich, które błagały o litość” – dodaje gazeta.

„Nie było w nich nic z człowieczeństwa”

Dziennik zauważa, że celem gangu było ograbianie turystów w najciemniejszych rejonach Rimini. Na razie – zastrzega w relacji – przypisuje się im odpowiedzialność za dwa ataki w nocy z 25 na 26 sierpnia. Gazeta ujawnia zarazem, że są zeznania innych osób, które rozpoznały tych napastników jako sprawców innych rozbojów i ataków, zarówno w Rimini, jak i w innych miejscowościach.

W artykule przytacza się relację jednej z napadniętych kobiet: „Nie wydawali się pijani czy pod wpływem narkotyków. Byli bardzo, bardzo bezwzględni. Nie było w nich nic z człowieczeństwa”.

Dziennik „Il Fatto Quotidiano” odnotowuje, że prawdopodobny szef gangu, Kongijczyk, był opisywany jako najbardziej brutalny z całej czwórki. Włoska prasa kładzie nacisk na to, że przełom w poszukiwaniu sprawców nastąpił, gdy w mediach opublikowano pierwsze ich zdjęcie z zapisu kamer monitoringu.

Boloński dziennik „Il Resto del Carlino”, który jako jeden z pierwszych rozpowszechnił wizerunek napastników, ustalił, że cała czwórka mieszkała w gminie Vallefoglia koło Pesaro. Trzech z nich było wcześniej notowanych za handel narkotykami i kradzieże.

Napad na Polaków w Rimini

Do zbiorowego gwałtu na Polce i pobicia do nieprzytomności Polaka doszło w nocy z 26 na 27 sierpnia na plaży w Rimini. Oboje przebywają nadal w szpitalu. Tej samej nocy czterech Marokańczyków pobiło obywatela Peru.

Policja podejrzewała, że za brutalny atak odpowiadają młodzi imigranci z Afryki związani ze środowiskiem handlarzy narkotyków.
Źródło info i foto: wp.pl

Anarchiści chcieli wysadzić komisariat policji

Trzech anarchistów chciało wysadzić w powietrze policyjne radiowozy zaparkowane przy komisariacie oddalonym zaledwie kilkaset metrów od lotniska Chopina w Warszawie. Terrorystów udało się zatrzymać w trakcie montażu bomb. Jak ustalił „Super Express”, to miała być zemsta za brutalność poznańskiej policji wobec tamtejszych anarchistów.

Michał B., Tadeusz K. i Oskar K. od kilku tygodni szykowali się do zamachu. Skompletowali odpowiednie materiały i zrobili bomby. – Były to ładunki skonstruowane z dwóch butli z płynem zapalającym, w środku był dodatkowy materiał wywołujący eksplozję. Całość była połączona lontem – mówi Michał Dziekański z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak dodał, pirotechnicy dokonali kontrolowanej detonacji jednego z ładunków. Siła eksplozji była bardzo duża. Policjanci zabezpieczyli w sumie cztery bomby gotowe do odpalenia.

Policja złapała terrorystów w trakcie montażu bomb. Stało się to w nocy z niedzieli na poniedziałek przy ulicy 17 Stycznia 57. Najpierw terroryści zrobili rozeznanie w terenie, a chwilę później jeden z nich stanął na czatach, a dwóch zaczęło montaż bomb. W pewnym momencie zorientowali się, że są obserwowani przez policję. Po krótkim pościgu udało się ich zatrzymać.

Tragedii udało się uniknąć, bo o planowanym zamachu policja wiedziała od kilku tygodni. – Funkcjonariusze z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw mieli informację, że planowany jest zamach na jeden z komisariatów. Dalsze czynności operacyjne pozwoliły na ustalenie szczegółowych informacji o akcji – tłumaczy asp. szt. Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji.

Zatrzymani mężczyźni mają od 17 do 35 lat. Z policjantami i prokuratorem nie rozmawiają. Powiedzieli jedynie, że nie przyznają się do winy. Wiadomo, że od kilku lat nielegalnie pomieszkują w opustoszałych budynkach zagospodarowywanych przez anarchistów. Michał B., Tadeusz K. i Oskar K. ostatnio byli widywani w Warszawie, choć punktem zapalnym w całej historii jest Poznań. – Jakiś czas temu koledzy zatrzymanych mieli być źle traktowani przez policję podczas demonstracji czy blokad eksmisji. Nie wykluczamy, że miał to być odwet za sytuację z Poznania. Warszawę wybrali, żeby o sprawie było głośniej – mówi „SE” jedna z osób znająca szczegóły śledztwa. Jak dodaje, policjanci cały czas monitorują różne środowiska, żeby zebrać jak najwięcej informacji. Terroryści zostali tymczasowo aresztowani, grozi im do 8 lat więzienia.
Żródło info i foto: se.pl

Norwegia: ojciec gwałcił dzieci podczas widzeń

Gmina Gjøvik wypłaci parze rodzeństwa ponad 3 miliony koron odszkodowania za brutalne gwałty dokonywane przez ojca na dzieciach, m.in. podczas widzeń, gdy dziećmi opiekowało się Barnevernet, które nie zapewniło odpowiedniego nadzoru i nie ochroniło ofiar przed zwyrodnialcem.

Zgłoszenia o niepokojącej sytuacji dzieci nie raz napływały do władz gminy Gjøvik. Te jednak nie reagowały. Mimo że tak chętnie z byle powodu odbierają dzieci mieszkającym w Norwegii obcokrajowcom, w tym przypadku nie zareagowały i dopiero kiedy ojciec dzieci po raz wtóry został zgłoszony na policję z powodu molestowania seksualnego dzieci w sąsiedztwie, wówczas Barnevernet przejęło opiekę nad rodzeństwem. Barnevernet – Służba Ochrony Dzieci – nie zapewniła jednak chłopcu i jego siostrze należytego bezpieczeństwa przed ojcem-pedofilem. W trakcie widzeń z dziećmi, podczas których nie było nakazanego prawnie dozoru Barnevernet, ojciec gwałcił swojego syna.

Wyrok sądowy z roku 2013 stwierdza, że nadużycia seksualne ojca w stosunku do własnych dzieci trwały wiele lat i cechowały się wyjątkową brutalnością. Dzieci były bite, kopane i trzymane skrępowane w związku z dokonywanymi gwałtami. Ojciec zmuszał także dzieci do wzajemnego wykonywania czynności seksualnych i był przy tym obecny. Już w r. 2001 ojciec został skazany za nadużycia seksualne wobec trzynastoletniego wówczas chłopca. Barnevernet wówczas otrzymało zgłoszenie o zaniepokojeniu sytuacją rodzeństwa, ale mimo tak poważnych przesłanek do interwencji, nie zostało ono objęte kontrolą.

Gwałty rozpoczęły się w roku 2006, gdy dzieci miały osiem i dziesięć lat. Syn był wykorzystywany aż do 2010, a córka – do 2008. Od tamtego roku dzieci umieszczono w rodzinie zastępczej, co nie uchroniło ich przed nadużyciami na tle seksualnym ze strony ojca. Adwokat dzieci skierował do sądu pozew przeciw gminie Gjøvik z powodu braku należytej opieki nad dziećmi w okresie, gdy było za nie odpowiedzialne Barnevernet.

„Nadużycia seksualne ojca stanowią ogromne naruszenie relacji zaufania, które powinno mieć miejsce. Ojciec po śmierci matki był dla nich jedyną osobą sprawującą opiekę. Dzieci te zmuszone były żyć w nieustającej niepewności i strachu przed przemocą i nadużyciami seksualnymi” stwierdzili sędziowie w wydanym wyroku.

Sprawa ma zostać poddana dyskusji na forum Zarządu Gminy Gjøvik. Być może wreszcie ktoś przyjrzy się działaniom Barnevernet i zrobi porządek ze służbą, która ma chronić dzieci, a w rzeczywistości działa zupełnie odwrotnie.
Żródło info i foto: dziennik-polityczny.com

Bułgaria: policja oskarżona o brutalność wobec migrantów

W opublikowanym raporcie, sponsorowanym przez brytyjską organizację humanitarną Oxfam, zarzucono władzom Bułgarii brutalność w stosunku do migrantów i opisano liczne przypadki domniemanego bicia uchodźców przez policję. Raport powstał na podstawie rozmów z migrantami, przemierzającymi Bułgarię w stronę granicy z Serbią. Przygotowała go serbska organizacja pozarządowa Belgradzkie Centrum Praw Człowieka (BCHR), a sfinansował Oxfam. Wielu migrantów, którzy próbują dotrzeć do Niemiec, Szwecji i innych państw UE, wybiera trasę lądową z Turcji przez Bałkany, gdyż boi się niebezpiecznej przeprawy morskiej z Turcji na greckie wyspy.

Autorzy raportu zwracają uwagę na niebezpieczeństwo, jakie grozi migrantom przy turecko-bułgarskiej granicy i później, gdy próbują dostać się do Serbii. W dokumencie BCHR szczegółowo opisało domniemane kradzieże, wyłudzenia, przemoc fizyczną, grożenie bronią i ataki psów policyjnych na migrantów. Autorzy raportu w październiku rozmawiali z ponad 100 uchodźcami, głównie z Afganistanu, ale też z Syrii i Iraku, którzy dotarli z Bułgarii do serbskiego przygranicznego miasta Dimitrovgrad. Granicę przekracza tam ok. 200 migrantów dziennie.

– Dramatyczne i szokujące traktowanie ludzi uciekających przed konfliktem i ubóstwem jest całkowicie nie do przyjęcia, zwłaszcza w kraju będącym członkiem UE. Apelujemy o niezależne śledztwo w sprawie incydentów w Bułgarii i wzywamy bułgarski rząd, by w najostrzejszych słowach potępił te przypadki łamania praw człowieka – oświadczyła Nikolina Milić z BCHR.

– Unia Europejska musi interweniować i podjąć konkretne działania w celu ochrony podstawowych praw człowieka w swoich granicach – zaapelował szef Oxfam w Europie południowo wschodniej Stefano Baldini.

Bułgarskie władze nie skomentowały na razie raportu.

W październiku bułgarska policja zastrzeliła afgańskiego migranta, który przekroczył nielegalnie granicę Bułgarii z Turcją w rejonie miasta Sredec na południowych wschodzie kraju. Według władz Afgańczyk został ranny rykoszetem, gdy policja oddała strzał ostrzegawczy. Rzecznik przedstawicielstwa wysokiego komisarza ds. uchodźców ONZ (UNHCR) Boris Czeszirkow wyraził ubolewanie z powodu incydentu i zaapelował do władz w Sofii, by zleciły niezależne śledztwo w sprawie śmierci.
Żródło info i foto: onet.pl