Brutalne pobicie na Ursynowie. Pobili mężczyznę i ukradli 300 tys. złotych

Do ataku doszło na ul. Miklaszewskiego na Ursynowie. Trzej napastnicy napadli na mężczyznę przy klatce schodowej jednego z bloków. Nieoficjalnie wiadomo, że ukradli mu 300 tys. zł. Ofiara trafiła do szpitala. Nadal trwają poszukiwania sprawców.

Dramatyczne sceny rozegrały się w piątek przed godz. 20.00 na osiedlu Imielin. Mężczyzna jest przedsiębiorcą i wracał do domu. Miał przy sobie 300 tys. zł. – nieoficjalnie dowiedział się portal haloursynow.pl. Przed blokiem wysiadł z dostawczego Fiata Dobro. Wtedy napadło na niego trzech zamaskowanych mężczyzn. Na pomoc biznesmenowi ruszył syn, doszło do bójki. Napastnicy użyli gazu łzawiącego, wyrwali mężczyźnie pieniądze i uciekli. Ofiara z obrażeniami głowy trafiła do szpitala.

Sprawcy napadu uciekli prawdopodobnie srebrnym bmw. W nocy trwała policyjna obława za bandytami. Nadal nie odnaleziono sprawców napadu – dowiedzieliśmy się w sobotę rano.

– Czynności nadal trwają, na tym etapie postępowania nie udzielamy szczegółowych informacji – powiedział Wirtualnej Polsce asp.sztab. Tomasz Oleszczuk KSP.
Źródło info i foto: wawalove.wp.pl

Meksyk: Rodzina mormonów zabita podczas ataku kartelu narkotykowego

Trzy kobiety i sześcioro dzieci zginęło w brutalnym ataku na północy Meksyku. Samochody, którymi poruszała się rodzina amerykańskich Mormonów prawdopodobnie zaatakował kartel narkotykowy. Sześcioro dzieci przeżyło atak, jedno ma ranę postrzałową.

Rodzina LeBaron padła ofiarą ataku w wtorek w północnym Meksyku, na pograniczu stanów Chihuahua i Sonora. Mormoni poruszali się samochodami typu SUV i prawdopodobnie lokalny kartel narkotykowy uznał ich za wrogi gang. Uzbrojeni mężczyźni otworzyli ogień w stronę rodziny.

W wyniku ataku zginęło co najmniej dziewięć osób, w tym trzy kobiety i sześcioro dzieci, wśród nich 6-miesięczne bliźniaki, 8- i 10-latek. Gangsterzy spalili samochody, którymi jechała rodzina. Niektóre z ofiar mogły spłonąć w nich żywcem.

Kolejne sześcioro dzieci ocalało z ataku, a jedno uznaje się za zaginione. Jedno dziecko ma ranę postrzałową.

Członkowie rodziny LeBaron są obywatelami USA, ale mieszkali w Meksyku w osadzie założonej przez odłam mormońskiego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Kolonia La Mora jest położona blisko granicy Stanów Zjednoczonych, ok. 70 km od miasta Douglas w Arizonie. 13-latek, który z ataku wyszedł bez szwanku, przeszedł ponad 20 kilometrów piechotą do La Mory, by wezwać pomoc. Wcześniej miał ukryć swoje ranne rodzeństwo w zaroślach i przykryć je gałęziami.

Trump chce „wojny”, prezydent Meksyku mówi „nie”

Sprawa od razu nabrała wymiaru międzynarodowego. Głos zabrał prezydent USA Donald Trump. „Nadszedł czas by Meksyk, z pomocą Stanów Zjednoczonych, wydał WOJNĘ kartelom narkotykowym i zmiótł je z powierzchni ziemi. Czekamy jedynie na telefon od waszego wspaniałego, nowego prezydenta!” – napisał na Twitterze.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójca 10-letniej Kristiny nie pójdzie siedzieć?

– Tak okrutnie zamordował Krysię i zadał tyle bólu jej rodzinie, a teraz wymiga się od kary? – mieszkańcy wsi Mrowiny na Dolnym Śląsku są pełni obaw, czy surowa ręka sprawiedliwości dosięgnie zabójcę – Jakuba A. (22 l.). Od zbrodni minęły prawie trzy miesiące i wciąż nie ma opinii psychologicznej. – Pewnie udaje wariata i mu się upiecze – mówią sąsiedzi Kristiny (†10 l.).

Tę dziewczynkę 13 czerwca zadźgał z zimną krwią student Jakub A., który podkochiwał się w mamie ofiary. Powodem była zazdrość. Sprawca zadał Krysi kilkanaście ciosów nożem i obnażył zwłoki, żeby upozorować napaść pedofila.

Śledczy szybko aresztowali zwyrodnialca, ale do tej pory nie wiadomo, czy stanie on przed sądem. Mieszkańcy Mrowin obawiają się, że Jakubowi A. się upiecze, bo uznają go za niepoczytalnego. – Miał krewnych, którzy się leczyli. Ale jak trzeba być chorym, aby zrobić coś tak okropnego dziecku?! – mówi sąsiadka ofiary.

Te obawy są niestety uzasadnione. Na przełomie sierpnia i września miała być gotowa opinia psychologiczna Jakuba A., ale jej nie ma. – Biegli zlecili wykonanie dodatkowych badań – mówi prokurator Mariusz Pindera z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Czy to oznacza, że zabójca trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego, zamiast do więzienia?
Źródło info i foto: Fakt.pl

Kraków: Usypiali obcokrajowców i okradali ich

Policjanci z I Komisariatu Policji w Krakowie zatrzymali przestępczy duet, który okradał bawiących się w klubach obcokrajowców. Podejrzani częstowali swoje ofiary drinkiem z zawartością środków psychoaktywnych, a te traciły świadomość. W towarzystwie kobiety odurzeni cudzoziemcy opuszczali lokal i wsiadali do taksówki, gdzie czekał wspólnik kobiety. Tam byli okradani. Sprawcy nie przebierali w środkach. 33-latek był brutalny – używał wobec pokrzywdzonych gazu, bijąc ich wmawiał, że próbowali zgwałcić 19-latkę. Następnie ofiara była wyrzucana z pojazdu na obrzeżach miasta. 19-letnia kobieta i 33-letni mężczyzna usłyszeli zarzuty. Niewykluczone, że mogą one jeszcze zostać uzupełnione.

Z ustaleń policjantów wynika, że para działała od początku sierpnia – schemat ich działania w każdym z przypadków był praktycznie identyczny. Młoda kobieta przebywała w jednym z klubów w centrum Krakowa. To tam przyglądając się imprezującym mężczyznom wybierała odpowiedni cel. Jak wynika z ustaleń policjantów, 8 sierpnia br. ofiarą przestępczego duetu padł obywatel Stanów Zjednoczonych.19-latka zabawiała swoją ofiarę, tak aby wzbudzić sympatię i zaufanie. Zawarcie nowej, szybko rozwijającej się znajomości oraz wizja upojnej nocy świętowane były alkoholem. Wykorzystując chwilę nieuwagi Amerykanina, kompan kobiety dosypał do drinka turysty środki psychoaktywne. Gdy substancja zadziałała i mężczyzna zaczął tracić kontakt z rzeczywistością, został wyprowadzony z lokalu do czekającej już pod klubem taksówki. W tym samochodzie został okradziony, a na koniec potraktowany przez taksówkarza gazem, który próbował wmówić mężczyźnie, że ten usiłował zgwałcić 19-latkę. Pokrzywdzony został wyrzucony z samochodu, a gdy doszedł do siebie zgłosił napad Policji. W podobny sposób został okradziony obywatel Ukrainy.

Policjanci podjęli działania, aby ustalić sprawców. Kilka dni później funkcjonariusze otrzymali kolejne zgłoszenie – tym razem celem rozbojarzy padł obywatel Arabii Saudyjskiej. Intensywne ustalenia, zabezpieczony monitoring, pełna mobilizacja policjantów z I Komisariatu Policji w Krakowie i prowadzone obserwacje lokali w rejonie Starego Miasta zakończyły się 28 sierpnia br., nad ranem, zatrzymaniem poszukiwanych podejrzanych. Policjanci przystąpili do akcji w momencie, gdy para podróżowała taksówką wraz z dwoma obywatelami Francji.

Zatrzymana 19-letnia kobieta i jej 33-letni kompan to mieszkańcy Krakowa. Byli zaskoczeni widokiem interweniujących funkcjonariuszy. Natomiast obcokrajowcy znajdowali się pod silnym działaniem środków odurzających, w związku z czym jeden z nich został przetransportowany do szpitala. Jak się okazało, taksówka nosząca oznaczenia jednej z krakowskich korporacji, należała do zatrzymanego, który posiada taksówkarską licencję. Przy mężczyźnie policjanci zabezpieczyli tabletki, które zostały przekazane do Laboratorium Kryminalistycznego KWP w Krakowie celem dalszych badań.

Zatrzymani odpowiedzą za rozboje i kradzieże z włamaniem. Grozi im od 3 do 12 lat pozbawienia wolności. Jeżeli okaże się, że zabezpieczona substancja mogła wywołać nieodwracalne skutki zdrowotne zagrożone nawet utratą życia, para może wówczas usłyszeć dodatkowe zarzuty. Dziś podejrzani są przesłuchiwani w prokuraturze i trwają uzgodnienia co do zastosowania wobec nich środków zapobiegawczych.

Dzisiaj sąd zastosował jako środek zapobiegawczy wobec 19-latki dozór policyjny, a wobec 33-latka trzymiesięczny areszt tymczasowy. Grozi im od 3 do 12 lat pozbawienia wolności

Policjanci ustalają czy przestępcza para mogła dokonać więcej tego typu przestępstw.
Źródło info i foto: Policja.pl

USA: Poszukiwany sprawca brutalnego napadu

Nowojorska policja poszukuje bandziora, który brutalnie skatował mężczyznę stojącego na przystanku autobusowym na Bronksie. Ofiara walczy o życie. Sprawca jest ciągle poszukiwany.

54-letni mężczyzna stał na przystanku autobusu BX17, blisko skrzyżowania Prospect Ave. i Westchester Ave. w Woodstock na Bronksie. W pewnym momencie zaszedł go jakiś mężczyzna i z potężną siłą uderzył wtyłgłowy. Ofiara upadła na ziemię, uderzając skronią o beton. Napastnik zwiał, ale po chwili powrócił. Wtedy uderzył pięścią leżącego na ziemi 54-latka w twarz i ukradł mu 70 dol. Ranny trafił do szpitala. Jego stan jest krytyczny.
Źródło info i foto: se.pl

18-latek brutalnie zaatakował taksówkarza. Ukradł mu auto i pieniądze

Bezwzględny atak na taksówkarza. 18-latek omal nie zabił 56-latka. Skatował go dla 1500 złotych i samochodu, który ukradł. 18-letni bandyta wpadł już w ręce olsztyńskich policjantów i usłyszał zarzuty. Najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. Niewykluczone, że już do końca życia nie wyjdzie na wolność.

Wszystko wydarzyło się w sobotę, 17 sierpnia wieczorem. 18-latek zamówił taksówkę, by dostać się do pobliskiej miejscowości.

Na bocznej drodze, daleko od zabudowań zaatakował taksówkarza śrubokrętem! 56-letniemu kierowcy udało się uciec z samochodu, ale 18-latek pobiegł za nim.

– Sprawca ukradł mu kluczyki od samochodu oraz portfel z zawartością 1500 złotych, a następnie odjechał skradzionym pojazdem. Pokrzywdzony mężczyzna o własnych siłach doszedł do najbliższych zabudowań, skąd wezwał pomoc. Z licznymi ranami kłutymi głowy i tułowia został zabrany do szpitala – informują olsztyńscy policjanci.

Rozpoczęła się policyjna obława na bezwzględnego, 18-letniego przestępcę. Został zatrzymany niespełna cztery godziny później, na jednej z olsztyńskich ulic. Nastolatek (mieszkaniec Biskupca) podróżował po mieście… skradzionym samochodem!

Okazuje się, że młody mężczyzna dwa tygodnie wcześniej stracił prawo jazdy za spowodowanie zdarzenia drogowego pod wpływem alkoholu. Został zatrzymany.
Źródło info i foto: se.pl

Brutalny mord Brytyjki na Barbados

Tragiczna śmierć Brytyjki na Barbadosie. 44-letnia Natalie Crichlow leżała w łóżku, kiedy napastnik wtargnął do domu jej brata, zaczął ją dusić, a następnie polał łatwopalną cieczą i podpalił. Siostrzenica kobiety powiedziała, że do ataku doszło 28 lipca w miejscowości Christ Church. – Intruz włamał się do domu, dusił ją, a następnie podpalił. Nie wiem, dlaczego do tego doszło. Wszyscy jesteśmy w szoku – powiedziała Ashley Best. Poparzeniu uległo 75 proc. ciała 44-latki. Zmarła w szpitalu 6 sierpnia z powodu doznanych obrażeń.

Natalie Crichlow pojechała na Barbados, by pomóc w opiece nad niepełnosprawnym bratem, który pozostał sam po śmierci ich matki. W chwili ataku kobieta była w domu sama, brat był w dziennym domu opieki. Policja podała, że kobieta zdołała wybiec na podwórko, skąd usłyszano jej krzyki i wezwano pomoc.

Zbiórka na sprowadzenie ciała do Wielkiej Brytanii

Rodzina kobiety poinformowała, że Crichlow w przeszłości dwukrotnie wygrała walkę z rakiem i przeszła dwa wylewy. – Trudno zrozumieć, dlaczego życie w taki sposób traci ktoś, kto już tyle zdołał przezwyciężyć – mówiła Best. Uruchomiono też zbiórkę pieniędzy na sprowadzenie ciała kobiety. Pierwotnie planowano zebrać osiem tysięcy funtów, tymczasem na stronie GoFundMe jest już o dziesięć tysięcy więcej.

Crichlow miała trójkę dzieci w wieku 10, 20 i 26 lat. 20-letni syn, Romoney Crichlow-Noble jest piłkarzem klubu Hartlepool United, który wspiera go w trudnym czasie i przekazał pieniądze na zbiórkę.

44-latka była otwarcie homoseksualna. Nie wiadomo jednak, czy atak na nią mógł być zbrodnią z nienawiści. Takie pogłoski pojawiają się jednak ze względu na pewną opieszałość policji. Jak poinformowała siostrzenica zmarłej, policja na Barbadosie nie prowadzi śledztwa w kierunku zabójstwa. Przedstawiciel służb przyznał też, że jak dotąd nikogo nie aresztowano.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

28-letni Ukrainiec po dokonaniu morderstwa ukrywał się w Polsce. Został zatrzymany

Policja zatrzymała w Poznaniu 28-letniego obywatela Ukrainy podejrzanego o dokonanie brutalnego morderstwa młodej dziewczyny na Ukrainie – poinformowała w środę Komenda Główna Policji. Mężczyzna został już przekazany ukraińskim funkcjonariuszom.

Ukrywającego się przed wymiarem sprawiedliwości 28-letniego obywatela Ukrainy udało się zatrzymać dzięki współpracy polskiej i ukraińskiej policji.

Jak poinformowała w środę Komenda Główna Policji w Warszawie, „z informacji przekazanych przez kolegów z policji ukraińskiej, własnych dalszych ustaleń oraz czynności operacyjnych ustalono, że Mykola S., mając zamiar uniknąć odpowiedzialności, ukrywał się poza granicami ojczystego kraju”.

„Był zaskoczony policyjną akcją”

28-latek już kilka dni po zabójstwie po raz pierwszy wyjechał do Polski, a gdy odnaleziono ciało zamordowanej w 2018 roku 17-latki, ponownie pojawił się w Polsce.

Został zatrzymany na ulicy w Poznania. KGP wskazała, że akcja przebiegła „w sposób bardzo dynamiczny, jednak profesjonalny i bezpieczny dla postronnych osób oraz pasażerów pojazdu, którym podróżował podejrzany. On sam był kompletnie zaskoczony policyjną akcją”. Mężczyzna został już przekazany ukraińskim funkcjonariuszom.

KGP przypomniała, że zatrzymanie Mykoli S. to „kolejny efekt bardzo dobrej współpracy polskiej i ukraińskiej Policji rozwijanej przez z-cę Komendanta Głównego Policji nadinsp. Kamila Brachę, a koordynowanej przez Biuro Kryminalne KGP”. 5 maja tego roku Ukraina wydała Polsce Mamukę K., podejrzanego o zabójstwo w naszym kraju 28-letniej kobiety.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Anglia: Pedofil skazany na 11 lat więzienia za gwałt na 4-latce. Współwięzień wymierzył mu własną karę

Zawiązał oczy 4-letniej dziewczynce, a potem brutalnie ją zgwałcił. Za to bestialstwo Jonathan Byram został skazany przez sąd na 11 lat więzienia. To jednak nie najgorsza kara, jaka go spotkała. Jak ujawnia prawniczka pedofila, jej klient przechodzi za kratkami prawdziwe piekło. Tym razem własną sprawiedliwość postanowił wymierzyć mu kolega z celi.

Prawniczka Jonathana Byrama przed sądem w Leeds (Anglia) ujawniła szczegóły pobytu swojego klienta w więzieniu. – Musi nieustannie walczyć. Teraz został zaatakowany przez swojego kolegę z celi – mówi Katherine Robinson. – Ktoś może myśleć, że na to zasłużył i on to rozumie – dodaje adwokat.

Rozprawa skazująca Byrama została na krótko przerwana po wybuchu agresji jednego z widzów słuchających szczegółowego opisu tego, co zrobił Byram. Pracownicy ochrony zostali wezwani do sali rozpraw po tym, jak mężczyzna krzyknął: „Lepiej dajcie mu dożywocie, bo inaczej go zabiję!”

Prokurator Rupert Doswell opowiedział sądowi, jak 50-latek polował na dziewczynkę. Policja dowiedziała się o wszystkim, gdy 4-latka opowiedziała krewnemu, co ją spotkało. Podała też opis krawata, którym pedofil zasłonił jej oczy przed zgwałceniem. Taki sam znaleziono w domu Byrama w miejscowości Hazel Close.

Mężczyzna przyznał się do winy. Był już wcześniej karany za podpalenie, okrucieństwo wobec dzieci i napaść. Byram został skazany na 11 lat wiezienia. Zostanie także na całe życie wpisany do rejestru przestępców seksualnych. Nie wymaże to traumy, jaka powstała w umyśle 4-latki, ale być może dzięki temu zboczeniec nie skrzywdzi już więcej żadnego dziecka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Hongkong: Brutalny atak na stację metra. Co najmniej 45 osób zostało rannych

​Co najmniej 45 osób zostało rannych, w tym jedna jest w stanie krytycznym, po ataku zamaskowanych osobników na podróżnych na stacji metra w Hongkongu – podały w poniedziałek władze. Według świadków atakowano głównie osoby podejrzewane o udział w antyrządowym proteście.

Na amatorskich nagraniach publikowanych w internecie widać dziesiątki ubranych na biało mężczyzn, goniących i bijących bambusowymi kijami podróżnych na stacji metra Yuen Long na Nowych Terytoriach – w dzielnicy położonej pomiędzy wyspą Hongkong a granicą z Chinami kontynentalnymi. Atak miał miejsce w niedzielę ok. godz. 22.30 czasu miejscowego (godz. 16.30 w Polsce).

Do szpitali zgłosiło się co najmniej 45 osób, które ucierpiały w tym ataku – poinformowały w poniedziałek hongkońskie służby medyczne. Jeden z rannych jest w stanie krytycznym i walczy o życie, a obrażenia odniesione przez pięć innych osób określono jako ciężkie. Według lokalnych mediów wśród poszkodowanych jest kobieta w ciąży, poseł hongkońskiego parlamentu i co najmniej dwoje dziennikarzy.

Świadkowie zdarzeń na stacji Yuen Long pisali w mediach społecznościowych, że napastnicy atakowali głównie podróżnych w czarnych ubraniach, gdyż prawdopodobnie podejrzewali ich o udział w antyrządowym proteście, który odbył się wcześniej w niedzielę na wyspie Hongkong. Większość uczestników tej demonstracji ubrana była na czarno.

Wątpliwości wokół działań policji

Tymczasem hongkońska policja broni się przed zarzutami, że nie wykonywała swoich obowiązków i nie chroniła podróżnych przed zamaskowanymi bandytami. Krytycy wskazują, że policjanci rozpoczęli interwencję na stacji Yuen Long po ponad 30 minutach od zgłoszenia, gdy atak dobiegł już końca, a w ramach późniejszych operacji nikogo nie zatrzymano.

Brutalny atak na stacji metra potępił zarówno rząd Hongkongu, jak i stowarzyszenia dziennikarskie i opozycja. Obóz demokratyczny zarzucił ponadto policji, że „współpracowała z członkami triad” (hongkońskich gangów), pozwalając im na bicie niewinnych osób. Poseł Lam Cheuk-ting, któremu po ataku założono 18 szwów, ocenił w rozmowie z RTHK, że policjanci powinni ponieść odpowiedzialność karną.

Zastępca komendanta policji w dzielnicy Yuen Long, Yau Nai-keung, oświadczył w poniedziałek, że po otrzymaniu zgłoszenia na stację wysłano patrol. Funkcjonariusze zastali tam „spór pomiędzy dwiema grupami ludzi” i ocenili, że przyczyną konfliktu są różnice zdań na temat polityki. Uznali również, że nie mogą interweniować natychmiast, ponieważ „ich bezpieczeństwo nie może być zagwarantowane”, więc czekali na wsparcie – powiedział Yau, cytowany przez publiczną rozgłośnię RTHK.

Posiłków nie można było wysłać wcześniej, ponieważ „w tym samym czasie w tej dzielnicy było wiele innych walk i przypadków palenia ognia, którymi trzeba było się zająć” – wyjaśnił rzecznik policji John Tse. Kategorycznie zaprzeczył przy tym, że policja współpracuje z jakimikolwiek przestępcami, i zapewnił, że sprawcy zostaną zatrzymani, gdy tylko funkcjonariusze zgromadzą wystarczające dowody.
Źródło info i foto: interia.pl