Sprawa brutalnego gwałtu na chłopcu pod Grudziądzem. Przemysław G. skazany na 7,5 roku więzienia

Wracamy do sprawy brutalnego gwałtu, który miał miejsce w 2019 roku w Łasinie pod Grudziądzem (województwo kujawsko-pomorskie). 18 lutego br. Przemysław G. (35-l) został skazany za swój paskudny czyn na 7,5 roku więzienia. Na szczęście prokurator złożył apelację i sąd zdecydował się na zaostrzenie kary dla bestii.

Brutalny gwałt pod Grudziądzem. Koszmar w 2019 roku

Dla Mariusza K. to koszmar, o którym z pewnością nigdy nie zapomni. W 2019 roku przyjechał on do jednej z miejscowości pod Grudziądzem (kujawsko-pomorskie). Miał przyjemnie spędzić ferie u swojej babci. Kobieta poprosiła, aby odebrał obiad w miejscowej restauracji. Chłopiec czekając na niego wszedł do toalety. Za nim wszedł Przemysław G. (35-l), a potem wydarzył się dramat.

Zgwałcił chłopca pod Grudziądzem. Sąd wydał wyrok, ale prokuratura się nie poddała

We wtorek (18 lutego) Sąd Rejonowy w Grudziądzu uznał Przemysława G. za winnego i postanowił, że najbliższe siedem i pół roku mężczyzna spędzi za kratkami. To jednak nie była jedyna kara. Gwałciciel miał zapłacić chłopcu 40 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia za wyrządzoną mu krzywdę. Skazany dostał również zakaz zbliżania się do placówek szkolno-wychowawczych.

Już wtedy przedstawiciele prokuratury zapowiadali, że złożą apelację.

– Skuteczna apelacja prokuratora doprowadziła do zaostrzenia kary wobec sprawcy zgwałcenia nieletniego. Sąd pierwszej instancji za wyjątkowo brutalny gwałt orzekł wobec oskarżonego karę 7 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Z wyrokiem nie zgodził się Prokurator Rejonowy w Grudziądzu i złożył apelację. Podniósł zarzuty, iż orzeczona kara jest rażąco niewspółmierna w stosunku do popełnionego przestępstwa – informuje biuro prasowy Prokuratury Krajowej.

– Sąd Okręgowy w Toruniu podzielił argumentację prokuratora i skazał sprawcę na karę 10 lat pozbawienia wolności. Ponadto podwyższył okres odbywania kary po jakim skazany będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego – z pierwotnie orzeczonych 5 lat i 6 miesięcy do lat 8. Wyrok jest prawomocny – czytamy w komunikacie prokuratury.
Źródło info i foto: se.pl

Gwałcili bezdomną całą noc. Ruszył proces

Ruszył proces ws. brutalnego zgwałcenia bezdomnej kobiety w Lublinie. Sąd utajnił postępowanie, aby „nie obrażać dobrych obyczajów”. Wiadomo jednak, że oskarżeni odmówili wyjaśnień. Łukaszowi A. i Radosławowi P. grozi kara do 12 lat więzienia.

Oskarżeni stanęli przed sądem niemal rok po nocy, podczas której zaatakowali kobietę i jej męża. Sąd niemal natychmiast zdecydował o wyłączeniu jawności rozprawy. – Z uwagi na to, że ujawniane treści mogłyby obrażać dobre obyczaje – wyjaśnia Wirtualnej Polsce sędzia Barbara Markowska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.

Dodaje, że oskarżeni skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Zdecydowano też o przedłużeniu tymczasowego aresztu wobec Łukasza A.. W przypadku drugiego z mężczyzn taka decyzja zapadła przed rozpoczęciem procesu.

– Kolejną rozprawę zaplanowano za miesiąc, tuż przed świętami. To wtedy zeznawać będą świadkowie – dodaje sędzia.

Śledczy nie mają wątpliwości, że obaj mężczyźni w listopadzie 2017 r. napadli na bezdomne małżeństwo, które nocowało w jednym z wagonów przy ul. Krochmalnej w Lublinie. Mężczyznę mieli pobić i wyrzucić za drzwi, a kobietę przez wiele godzin gwałcić. Ofiara twierdzi, że zdołała uciec dopiero nad ranem, kiedy napastnicy poszli do sklepu, bo zabrakło im alkoholu.

Łukasz A. i Radosław P. podczas śledztwa nie przyznali się do winy.
Źródło info i foto: wp.pl

Brutalny napad na Polaków w Rimini. Pełnomocnik z Polski złożył wniosek o utrzymanie wyroku dla Guerlina Butungu

Pełnomocnik dwojga Polaków, którzy w sierpniu 2017 roku zostali napadnięci na plaży w Rimini, wniósł do sądu apelacyjnego o utrzymanie wyroku 16 lat więzienia dla szefa grupy Kongijczyka Guerlina Butungu. Proces apelacyjny w sprawie Butungu rozpocznie się w piątek w Bolonii.

PAP dotarła do odpowiedzi pełnomocnika pary młodych Polaków, mecenasa Maurizio Ghinellego, na apelację od wyroku sądu w Rimini z listopada ub. roku. Butungu został uznany za szefa bandy, w której było też dwóch nieletnich braci – synów imigrantów z Maroka i nastoletni Nigeryjczyk. Zostali oni skazani przez trybunał dla nieletnich na dziewięć lat i osiem miesięcy więzienia.

Włoski adwokat, reprezentujący ofiary, a także miasto Rimini jako stronę poszkodowaną w rezultacie napaści na turystów, szczegółowo i kategorycznie odrzucił jako często „niespójne” i bezpodstawne wszystkie argumenty przedstawione przez obronę imigranta, która wnosi o uchylenie wyroku.

W piśmie procesowym do sądu apelacyjnego w Bolonii pełnomocnik wielokrotnie zgwałconej Polki i jej brutalnie pobitego partnera, przedstawił szczegóły tej napaści, zwracając uwagę na jej wyjątkowe okrucieństwo. Opisał także w jak poważnym stanie byli oboje po napadzie w nocy na plaży i jakie odnieśli obrażenia.

W odpowiedzi na apelację adwokat podkreślił, że argumenty przedstawione przez obronę Butungu są „jawnie bezpodstawne i niezgodne z aktami śledztwa oraz wyrokiem sądu w Rimini”.

O sprawie głośno w Europie
Ponadto Maurizio Ghinelli zwrócił uwagę na to, że napaść w mieście nad Adriatykiem była przez wiele dni tematem w mediach lokalnych i ogólnokrajowych we Włoszech, a także „odbiła się echem w całej Europie z powodu narodowości turystów”.

Jako bezpodstawne odrzucił takie argumenty obrony jak młody wiek skazanego i jego trudną, traumatyczną przeszłość. Przypomniał, że sąd pierwszej instancji odrzucił wniosek o ich uznanie za okoliczności łagodzące.

Podkreślił też, że nie ma dowodów na traumatyczne doświadczenia Kongijczyka w dzieciństwie i młodości oraz na to, że był dzieckiem-żołnierzem w swoim kraju, jak twierdzi, ani także na to, że potrzebował ochrony międzynarodowej.

Pełnomocnik obywateli polskich stwierdził w swym piśmie, że jakiekolwiek problemy socjalne nie mogą zostać uznane za wystarczający powód do tego, by traktować je jako okoliczności łagodzące w takim przypadku. Położył nacisk na to, że istnieje „sieć pomocy i opieki zagwarantowanej przez państwo włoskie imigrantom spoza Unii Europejskiej, zwłaszcza nieletnim oraz osobom ubiegającym się o azyl bądź międzynarodową ochronę”. Wniósł o utrzymanie wymierzonej kary w pełnym wymiarze.
Źródło info i foto: interia.pl

Tak pisano o Krzysztofie Komendzie 18 lat temu. Tak opisywano zbrodnię w Miłoszycach

W czwartek 15 marca Tomasz Komenda, w wieku 41 lat, opuścił mury więzienia, gdzie spędził ostatnie 18 lat. Według najnowszych danych prokuratury mężczyzna na sto procent jest niewinny. W listopadzie 2001 roku media opisały ze szczegółami bestialski zbiorowy gwałt na 15-latce, za który został niesłusznie skazany. Tą sprawą żyła cała Polska.

Mimo że zbrodnia miała miejsce 1 stycznia 1997 roku, do dzisiaj jest wiele niewyjaśnionych kwestii w tej sprawie. Niepodważalnym faktem jest, że 31 grudnia 1996 roku rodzice 15-letniej Małgosi Kwiatkowskiej wyrazili zgodę na to, aby wraz z koleżanką poszła na sylwestrową zabawę we wsi Miłoszyce pod Wrocławiem. To była jej pierwsza impreza w życiu.

To była pierwsza impreza w jej życiu
Małgosia wyszła z domu o 18.00. My też pojechaliśmy na Sylwestra. Na ostatnim w życiu zdjęciu zrobionym tuż przed wyjazdem do Miłoszyc Małgosia ma na sobie czarną sukienkę zapiętą pod szyję, proste rozpuszczone włosy z grzywką. Skromna. To chyba najlepiej pasujące określenie — mówił przed sądem Krzysztof Kwiatkowski, pięć lat po śmierci swojej córki. „Ostatnie pięć lat to była dla nas gehenna” — powtarzał na rozprawie kilkukrotnie.

Miała wrócić pociągiem do domu

Zgodnie z obietnicą Małgosia miała wraz z koleżanką Iwoną wrócić nad ranem do domu. Mówiła rodzicom, że pojedzie pociągiem relacji Wrocław-Opole. Rano rodzice zauważyli, że ich 15-letnia córka nie wróciła do domu. Pojechali więc na miejsce, gdzie kilka godzin wcześniej zakończyła się zabawa. — O 7.00 rano byliśmy w Miłoszycach. Wioska spała — opowiadał ojciec. Wtedy rozpoczęli poszukiwania nastolatki.

„Wioska spała”

Jej koleżanka Iwona powiedziała, że widziała Małgosię w drugim domu za świetlicą. — Rzuciło mi się w oczy, że na tym podwórku były powymiatane ścieżki w śniegu. Dopiero dużo później pomyślałem, że to dziwne. W Nowy Rok? Tak wcześnie rano? Zwłaszcza że w nocy padał śnieg. Jedna ścieżka prowadziła daleko, do płotu, w stronę stodoły — mówił w sądzie ojciec Małgosi.

„Sprawca działał jak sadysta”

Kilka godzin później znaleźli ciało 15-latki za stodołą. Leżała naga, bez butów w samych skarpetkach. Wkoło było widać ślady krwi na śniegu. Śledztwo prokuratury ujawniło wstrząsające szczegóły zbrodni. Biegły sądowy stwierdził, „że makabryczne obrażenia narządów rodnych, jakich doznała, mogły powstać od działania narzędzi tępych lub tępokrawędzistych, a sprawca działał jak sadysta lub powodowany chęcią zemsty, gdyż cierpiał niedyspozycję seksualną”.

Sekcja zwłok wykazała, że nastolatka zmarła w wyniku wychłodzenia. Sprawcy po brutalnym gwałcie i pobiciu zakrawającym na tortury pozostawili ją nagą na śniegu. Tej nocy był dwudziestostopniowy mróz. Wokół ciała znaleziono liczne ślady krwi Małgosi, co świadczyło, że prawdopodobnie wstała i usiłowała szukać pomocy. — Zabili nam córkę w środku wioski. Wokół bawiło się pięćset osób. Ludzie słyszeli, jak wzywała pomocy. Wołała: mamo, mamo! Mówili mi to później. Nikt jej nie pomógł. Umierała tam kilka godzin i nikt jej nie pomógł — mówił łamiącym głosem ojciec ofiary.

Krzysztof Komenda zmieniał zeznania

Niespełna rok po zbrodni tuż przed Sylwestrem 1997 roku śledztwo zostało umorzone. Wtedy okazało się, że policjantom udało się odnaleźć rzekomego świadka tragedii. Był nim — później skazany, a w marcu 2018 r. uniewinniony — Krzysztof Komenda.

„Krzysztof K., który kilkakrotnie przyznał się, że tej nocy zaprowadził Małgosię za stodołę. Przyznał, że odbył z nią stosunek seksualny, że potem zostawił ją temu drugiemu”. — pisał w 2001 roku portal wroclaw.naszemiasto.pl. Po latach okazało się, że zeznania te były wymuszone pobiciem podczas przesłuchania.

Tak brzmiały zeznania Tomasza Komendy, które później odwołał:

„W noc sylwestrową byłem w domu we Wrocławiu razem z kolegami i rodzicami. Piliśmy alkohol w umiarkowanych ilościach. Około 2.00 w nocy z pl. Grunwaldzkiego pojechałem autobusem do Gajkowa do kolegi Tomka, którego poznałem na meczu w piłkę nożną. Byłem u niego około 3.00. Zaproponowałem wyjście do Miłoszyc. Szliśmy tam pół godziny. Na dyskotece poznałem dziewczynę o imieniu Kaśka. Poszliśmy do lasu. Tam miałem z nią stosunek. Potem ona poszła do domu, a ja pojechałem do Wrocławia”.

Białe skarpetki z czerwonym paskiem

W 2017 r. zatrzymano w sprawie 42-letniego wtedy Ireneusza M. Jeden szczegół podczas śledztwa zdradził go i sprawił, że stał się głównym oskarżonym w sprawie. Ireneusz M. powiedział na przesłuchaniu, jaki kolor skarpetek w dniu zbrodni miała na sobie 15-latka. Były to charakterystyczne białe skarpetki z czerwonym poziomym paskiem. Ofiara w dniu tragedii ubrała je jednak pod grube, czarne getry, więc ktoś, kto znał kolor skarpetek, musiał widzieć ją wtedy nago. Potwierdziła się tym samym zasada, że nazwisko winnego znajduje się zazwyczaj w pierwszym tomie akt.

Tomasz Komenda został w 2004 roku skazany na 25 lat więzienia. 15 marca 2018 r. opuścił mury więzienia gdzie, jak się okazało, niesłusznie spędził 18 lat.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tomasz K. wychodzi na wolność. Siedział 18 lat za zbrodnię, której nie popełnił

Sąd Najwyższy dostał dziś wniosek Prokuratury Krajowej o wznowienie sprawy Tomasza K., który od 18 lat odsiaduje on wyrok za zabójstwo i brutalny gwałt, których nie popełnił. Przed tygodniem portal GazetaWroclawska.pl ujawnił, że prokuratura i sąd popełniły błąd oskarżając i skazując mężczyznę. A nowe dowody wskazują, że Tomasz K. jest niewinny. .

Rzecz dotyczy zbrodni w Miłoszycach pod Wrocławiem. Doszło do niej w sylwestra 1996. Uczestniczka dyskoteki w wiejskiej świetlicy – piętnastoletnia Małgosia – została brutalnie zgwałcona i zostawiona na mrozie. Zamarzła. Znaleziono ją około 13 w Nowy Rok na jednej z posesji. W 2000 roku do aresztu trafił Tomasz K. Zdaniem śledczych mocne dowody wskazywały, że był jednym (choć nie jedynym) z uczestników zbrodni.

Został skazany w 2004 roku na 25 lat więzienia. Wyrok odsiaduje do dziś. Gdy go zatrzymywano, miał 23 lata. Niedawno prokuratura wróciła do tej sprawy, żeby raz jeszcze spróbować ustalić wszystkich uczestników brutalnej zbrodni. Szybko trafili na trop Ireneusza M. Jest podejrzanym o zabójstwo od czerwca ubiegłego roku. Równocześnie śledczy zaczęli mieć wątpliwości czy Tomasz K. rzeczywiście uczestniczył w morderstwie. Dziś są pewni, że nie. Ta sprawa to precedens. Nie było podobnej historii przynajmniej od dziesięciu lat. W tym czasie Sąd Najwyższy rozpatrywał 1709 wniosków o wznowienie prawomocnie zakończonych procesów. Tylko dziewięć razy wnioskowała o to prokuratura. Ale w żadnej sprawie nie chodziło o zmianę prawomocnego wyroku o morderstwo. I to kiedy niemal cały wyrok został już odbyty. Sąd Najwyższy już zarejestrował sprawę i zwrócił się do Sądu Okręgowego we Wrocławiu o akta śledztwa i procesu. Dopiero gdy je przeczytają sędziowie, będą decydować co zrobić.

Tymczasem prokuratura poprosiła sąd we Wrocławiu, by dał Tomaszowi K. przerwę w karze na jeden rok. Posiedzenie w tej sprawie odbędzie się w czwartek. Jeśli sąd się zgodzi, Tomasz K. wyjdzie z więzienia jeszcze w czwartek i już na wolności czekał będzie na decyzję co do ewentualnego wznowienia procesu i uniewinnienia. Tymczasem dalej trwa śledztwo w sprawie zbrodni miłoszyckiej. Wiadomo, że sprawców było co najmniej dwóch. Jeden z nich – śledczy nie mają wątpliwości – to Ireneusz M. Aresztowany w ubiegłym roku. Drugi wciąż jest nieznany. Ale prowadzone jest też śledztwo w sprawie zaniedbań, które mogły zaprowadzić na ławę oskarżonych niewinnego człowieka.
Źródło info i foto: gazetawroclawska.pl

Ustalono datę procesu nieletnich sprawców napaści na Polaków w Rimini

28 marca przyszłego roku przed sądem dla nieletnich w Bolonii rozpocznie się proces trzech młodocianych sprawców brutalnego ataku na polskich turystów w Rimini, gwałtu i napaści na inne osoby – podał dziś lokalny dziennik „Il Resto del Carlino”. Trybunał dla nieletnich osądzi dwóch braci w wieku 15 i 17 lat, synów imigrantów z Maroka oraz 16-letniego Nigeryjczyka. Wszyscy mieszkali w rejonie miasta Pesaro.

Trójka ta wraz z 20-letnim migrantem z Konga Guerlinem Butungu napadła na dwoje młodych Polaków na plaży w Rimini w nocy w sierpniu. Kobieta została zgwałcona, a jej partner dotkliwie pobity. Banda dokonała też w Rimini innych napadów i gwałtu. Według bolońskiego dziennika prokuratura dla nieletnich wystąpiła o osądzenie całej trójki w trybie natychmiastowym. Proces będzie toczył się przy drzwiach zamkniętych.

10 listopada Butungu został skazany przez sąd w Rimini na 16 lat więzienia.
Źródło info i foto: onet.pl

20 lat więzienia dla gwałciciela z Rimini? Dziś zapadnie wyrok?

O godz. 9.30 przed sądem w Rimini rozpocznie się rozprawa Kongijczyka Guerlina Butungu. To przywódca gangu, który w sierpniu napadł na parę polskich turystów w tym włoskim kurorcie. Oskarżony jest o 12 przestępstw, w tym gwałt i rozbój. Oskarżony nie będzie przesłuchiwany, nie zostaną także powołani świadkowie. Sąd będzie bazował na złożonych już zeznaniach. 21-letni Kongijczyk będzie mógł jedynie złożyć oświadczenie.

Oświadczenia wygłoszą przedstawiciele regionu Bolonii i organizacji kobiecej, które także są stronami procesu. Potem przewidziane są wystąpienia dwóch obrońców Kongijczyka.

Oświadczenia poszkodowanych Polaków odczyta reprezentujący ich mecenas Maurizio Ghinelli. Adwokat pytany o wysokość kary, jaka może czekać oskarżonego, odpowiedział: „Jeśli zostanie uznany za winnego kradzieży z rozbojem, może dostać wysoki wyrok 15 lat więzienia”. Media wskazują, że w przypadku uznania winnym gwałtu Butungu może zostać skazany nawet na 20 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Guerlin Butungu zmienia strategię? Do tej pory twierdził, że jest niewinny

Główny oskarżony w sprawie napaści na Polaków w Rimini ma przyznać się do winy – informuje jeden z włoskich dzienników. Chodzi o 20-letniego Guerlina Butungu, który do tej pory utrzymywał, że jest niewinny.

O zmianie strategii głównego oskarżonego pisze włoski dziennik „Il Resto del Carlino”. Według informacji gazety Kongijczyk Guerlina Butungu chce teraz przyznać się nie tylko do napaści na polską parę w Rimini, ale także do innych przestępstw popełnianych wobec turystów. Jak czytamy, 20-latek chce w ten sposób poprawić swoją sytuację procesową. „Ma nadzieję, że sąd weźmie wtedy pod uwagę okoliczności łagodzące” – wyjaśnia dziennik.

Wciąż nie wiadomo, czy Butungu zostanie osądzony w trybie przyspieszonym, czyli w ciągu pół roku od zatrzymania – jak chce tego prokuratura – czy po tzw. krótkim okresie przygotowawczym. W tym drugim przypadku ewentualna wymierzona mu kara zostałaby obniżona przez sąd o jedną trzecią.

Napaść na Polaków w Rimini

Przypomnijmy, do tragedii doszło w nocy z 25 na 26 sierpnia, gdy polskie małżeństwo wybrało się na spacer na plażę w Rimini, popularnym kurorcie w regionie Emilia-Romania nad Adriatykiem.

Około godziny 4 nad ranem para została brutalnie zaatakowana. Czterej napastnicy dotkliwie pobili mężczyznę, a potem na jego oczach dokonali wielokrotnego, zbiorowego gwałtu na kobiecie. Wszystkich sprawców zatrzymano w ciągu kilku dni od zdarzenia. Prokuratura w Rimini oskarżyła ich o ciężki rozbój, zbiorowy gwałt i spowodowanie poważnych obrażeń, za co grozi im nawet 20 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Włoscy śledczy sprawdzają 20 nazwisk. Wśród nich mają być sprawcy gwałtu na Polce

Śledczy prowadzący dochodzenie w sprawie napadu na polskich turystów w Rimini we Włoszech mają nazwiska osób, wśród których, jak przypuszczają, są poszukiwani czterej sprawcy brutalnego ataku na Polaków – podała w poniedziałek stacja Sky TG24.

Poszukiwania agresorów zawężono do kręgu około 20 osób. Jak zdołali ustalić prowadzący postępowanie, są to imigranci z północnej Afryki w wieku 20-30 lat – podaje telewizja. Wielu z nich znanych jest policji w Rimini jako handlarze narkotyków i sprawcy napadów oraz kradzieży. Wszystkie te osoby są obecnie kontrolowane. Osoby, z których część nie ma stałego miejsca zamieszkania, najczęściej działają w weekendowe noce.

Brutalny napad na Polaków

Według włoskiej telewizji policja na podstawie zapisu z kamer zainstalowanych na plażach odtworzyła całą trasę ucieczki napastników z miejsca, gdzie w nocy z piątku na sobotę zaatakowali oni parę Polaków, w okolice drogi wyjazdowej. Tam dokonali potem ataku na transseksualistę z Peru.

Agencja Ansa podała, że prawdopodobnie ta sama grupa stoi za napadem, do którego doszło 12 sierpnia w Rimini. Wtedy również czterech mężczyzn zaatakowało parę Włochów z miasta Varese. Terroryzując ich pękniętą szklaną butelką zabrali im portfele. Próbowali też dogonić uciekającą kobietę. Raport w sprawie tego napadu włączono do obecnego śledztwa. Włoskie media informują też o oczekiwanym przyjeździe delegacji polskiej prokuratury, która wszczęła własne śledztwo w sprawie napaści na polskich obywateli.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Gwałciciel zaatakował ponownie. Zgwałcił studentkę z Ukrainy

Studentka z Ukrainy została zgwałcona w parku w Gdańsku-Brzeźnie. Policja zorganizowała zasadzkę i złapała podejrzanego. Okazał się nim 51-letni mieszkaniec Straszyna. Mężczyzna jest doskonale znany śledczym. Przed sądem toczy się proces, w którym odpowiada za brutalny gwałt innej młodej dziewczyny. Adam S. poznał 21-letnią studentkę z Ukrainy kilka dni temu. Podstępnie zwabił ją do parku w gdańskim Brzeźnie. Tam miało dojść do gwałtu. Na szczęście dziewczynie udało się uciec i powiadomić policję. Śledczy zorganizowali zasadzkę i złapali napastnika.

51-latek usłyszał zarzut, a sąd aresztował go na 3 miesiące.

Mężczyzna jest doskonale znany śledczym. Ma dziewięć zarzutów m.in. gwałtu, oszustwa i przywłaszczenie minia. Jak twierdzi prokuratura, dwa lata temu miał zwabić do swojego mieszkania w Straszynie młodą dziewczynę. Znalazł ją przez ogłoszenie w internecie. Podawał się za fotografa i obiecywał karierę fotomodelki. Podczas sesji zdjęciowej miał ją obezwładnić, dusić i gwałcić. Adam S., został aresztowany w sierpniu 2013 roku. Niespełna rok później Sąd Okręgowy w Gdańsku wypuścił go na wolność. Teraz znów trafił za kratki – grozi mu 12 lat więzienia.
Żródło info i foto: wp.pl