Ojciec dwóch sprawców ataku w Rimini udzielił wywiadu. „Jeśli to zrobili, muszą zapłacić”

Ojciec dwóch nieletnich Marokańczyków, którzy są podejrzani o podwójny gwałt i napaść na plaży w Rimini, udzielił wywiadu włoskim mediom. Powiedział, że jego synowie „muszą teraz zapłacić” za swój czyn. W sobotę na posterunek policji dobrowolnie zgłosili się dwaj bracia, Marokańczycy, w wieku 15 i 17 lat. Przyznali, że to między innymi oni stoją za napaścią na parę Polaków w nocy z 25 na 26 sierpnia w Rimini, brutalnymi gwałtami na Polce i peruwiańskim transseksualiście.

„Muszą zapłacić”

Ojciec nastolatków udzielił wywiadu najstarszej włoskiej gazecie – „Resto del Carlino”. Jego wypowiedzi przywołuje też największy krajowy dziennik, „Corriere della Sera”. Mężczyzna powiedział w nim, że to on kazał synom natychmiast iść na policję.

„Kazałem im iść prosto do karabinierów. Może się zdarzyć, że ktoś kradnie telefon komórkowy, ale nie że atakuje kobietę. Jeśli oni to zrobili, to muszą za to zapłacić” – powiedział 51-letni Marokańczyk.

Wyjaśnił, że rozpoznał synów po tym, jak w mediach pojawiły się zdjęcia z monitoringu. Tego dnia do domu wrócił jego 17-letni syn. Płakał. „Powiedział mi, że był w Rimini z bratem i kolegami – Kongijczykiem i Nigeryjczykiem, i że wzięli udział w gwałtach, o których mówi się od wielu dni.”

„Nie powinni byli milczeć cały tydzień”

Ojciec zrelacjonował to, co usłyszał od syna. 17-latek miał mu powiedzieć, że to starszy z kolegów, Kongijczyk, zmusił ich do pojechania do Rimini. W czwórkę mieli kraść w kurorcie telefony komórkowe, które Kongijczyk obiecał od nich odkupić. Przed wyprawą mieli się upić. Ojciec nastolatków powiedział, że to Kongijczyk wskazał im na plaży Polkę i powiedział: „Myślę, że ta”. Kongijczyk miał ją pobić, a potem odciągnąć na bok.

„Muszą powiedzieć prawdę i nie powinni byli milczeć przez cały tydzień” – powiedział o synach ich ojciec. I zwrócił się do dziennikarzy: „Powiem wam szczerze, jeśli ktoś skrzywdziłby moje kobiety, moją żonę, moją matkę lub córkę, to bym go zabił”.

Włoskie media piszą, że rodzina Marokańczyków mieszka we Włoszech od lat.

Atak na plaży

Kilka godzin po tym, jak na policję zgłosili się Marokańczycy, policja aresztowała 17-letniego Nigeryjczyka. To najprawdopodobniej dzięki zeznaniom braci udało się także zatrzymać 20-letniego Kongijczyka, którego włoskie media określają mianem szefa gangu. Mężczyzna został zatrzymany na stacji kolejowej w Rimini w niedzielę nad ranem. W nocy z 25 na 26 sierpnia banda ta napadła na plaży w Rimini na parę polskich turystów. Młoda kobieta została zgwałcona, a jej partner dotkliwie pobity. Tej samej nocy grupa ta zaatakowała też i zgwałciła transseksualistę z Peru.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Strzelanina w klubie nocnym w Little Rock to porachunki gangów?

Strzelanina, do której doszło w sobotę nad ranem w jednym z nocnych klubów w Little Rock, stolicy amerykańskiego stanu Arkansas, mogła być wynikiem potyczki gangów – poinformowała policja. W jej wyniku rannych zostało 28 osób, dwie osoby są w stanie krytycznym.

Jak przekazali śledczy, strzały podczas zajścia oddało najprawdopodobniej wiele osób. Według wstępnych ustaleń strzelanina mogła być powiązana z innymi brutalnymi wydarzeniami, do których doszło ostatnio w Little Rock. Nie sprecyzowano jednak, o jakie zdarzenia chodzi. Zdaniem policji strzelanina nie ma związku z terroryzmem.

Nie zatrzymano sprawców
 
W jej wyniku rannych zostało 28 osób. Szef policji w Little Rock, Kenton Buckner poinformował, że 25 osób w przedziale wiekowym 16-35 lat odniosło rany postrzałowe, a trzy osoby doznały obrażeń, gdy ludzie w panice rzucili się do wyjścia. Stan dwóch osób lekarze określają jako krytyczny.
 
Policja wciąż nie wie, ilu ludzi brało udział w strzelaninie. W związku z zajściem nikt nie został zatrzymany. Władze miasta Little Rock przekazały podczas konferencji prasowej, że klub najprawdopodobniej zostanie zamknięty.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Dżihadyści zainspirowali Jhonatana Lopesa dos Santosa

23-letni Brazylijczyk Jhonatan Lopes dos Santos, zainspirowany brutalnymi filmami dżihadystów, przedstawiającymi egzekucje „niewiernych”, zabił siekierą przynajmniej sześciu mieszkańców Sao Paulo. W środę wpadł w ręce miejscowej policji. Mężczyzna przyznał się do zabójstw, nie potwierdził jednak liczby ofiar. Dodał, że zabijałby dalej, gdyby nie został aresztowany. Brazylijskie media podają, że planował zamordować łącznie 36 osób. Czemu akurat tyle? To ustala lokalna policja. „Wiemy o sześciu śmiertelnych ofiarach i jednej rannej osobie. Pierwszego zabójstwa dokonano w sobotę. W toku śledztwa ustalimy, czy ofiar nie było więcej” – mówi komisarz Marcos Batalha.

Napastnik atakował swoje ofiary siekierą. Inspiracją były dla niego filmy kręcone przez dżihadystów, przedstawiające egzekucje przeciwników Państwa Islamskiego. Zaatakowanym osobom 23-latek odrąbywał głowę. „Wybierał ofiary wśród ludzi mieszkających na ulicach, biedne. Takie, które nie płaciły podatków i były na utrzymaniu innych. Uważał, że to nie jest sprawiedliwe” – wyjaśnia komisarz Batalha.
Żródło info i foto: interia.pl