Były szef Art-B. skazany na 6 lat więzienia za pranie pieniędzy

Warszawski sąd okręgowy wymierzył karę 6 lat pozbawienia wolności byłemu szefowi Art-B. Bogusławowi B. Był on oskarżony o pranie pieniędzy. Chodzi o kwotę 2,7 mln euro pochodzącą z oszustw dokonanego na szkodę spółki ze Szwajcarii. Sąd Okręgowy uznał Bogusława B. za winnego i orzekł wobec niego karę sześciu lat pozbawienia wolności oraz grzywnę wynoszącą 10 tys. złotych – podaje PAP.

Oprócz byłego szefa Art-B., prokuratura oskarżyła też przedsiębiorcę Macieja W. Zdaniem śledczych działał on z B. „wspólnie i w porozumieniu”. Jemu sąd wymierzył cztery lata więzienia.

Sąd również nakazał obu naprawić wyrządzoną szkodę. W przypadku B. oznacza to zapłatę na rzecz szwajcarskiej spółki ponad 8 tys. euro, a w przypadku W. natomiast ponad 11 mln euro. Wyrok jest nieprawomocny.

Sędzia Katarzyna Stasiów stwierdziła, że linia obrony oskarżonych nie mogła być uznana za wiarygodną.

– Po pierwsze w tych wersjach składanych między nimi są sprzeczności, ale przede wszystkim ta ich wersja, którą starali się tutaj forsować wspólnie i w porozumieniu, jest nielogiczna i całkowicie nieprzekonująca. Chcąc dać im wiarę, sąd musiałby uwzględnić i uznać za prawdziwy cały szereg totalnie absurdalnych, niewiarygodnych sytuacji – mówiła Stasiów, cytowana przez PAP.

To drugi proces B. przed warszawskim sądem okręgowym. Na początku października br. zapadło orzeczenie w pierwszym. B. został skazany na 6 lat więzienia w związku z wyłudzeniami dokonanymi za pomocą tzw. piramidy finansowej. Oszustwo oszacowano na kwotę około 33 mln złotych.

Sprawa Art-B. to afera Bogusława B. i wspólnika Andrzeja Gąsiorowskiego (zgodził się na podawanie nazwiska). Wspólnie mieli, za pomocą tzw. oscylatora, zarobić 4,2 bln ówczesnych złotych. W 1991 roku uciekli z Polski i osiedli w Izraelu. B. został zatrzymany w 1994 roku w Szwajcarii, a następnie wydany Polsce i skazany w 2000 roku na 9 lat więzienia. W połowie 2004 roku wyszedł na wolność, gdyż zaliczono mu czas przebywania w areszcie do czasu wydania wyroku.
Źródło info i foto: Money.pl

Były szef Interpolu Meng Hongwei podejrzany w Chinach o korupcję

Były szef Interpolu Meng Hongwei jest podejrzany o przyjęcie łapówki i przeciwko niemu toczy się śledztwo – poinformowało na swojej stronie internetowej ministerstwo bezpieczeństwa publicznego ChRL, w którym Meng był wiceministrem. Według komunikatu w poniedziałek rano w ministerstwie odbyło się zebranie resortowego komitetu rządzącej Komunistycznej Partii Chin (KPCh) w sprawie Menga.

Członkowie komitetu „jednomyślnie uznali”, że podejrzenia wobec Menga „wynikają całkowicie z jego własnych działań, za które odpowiedzialność ponosi on sam” i wyrazili poparcie dla prowadzonego dochodzenia – napisano.

Podczas zebrania oceniono również, że śledztwo przeciwko Mengowi wszczęto „w odpowiednim momencie” oraz że było to posunięcie „całkowicie mądre i prawidłowe”. W pełni demonstruje ono niezachwianą determinację komitetu centralnego partii z (prezydentem Chin) Xi Jinpingiem jako jego rdzeniem w ścisłym zarządzaniu partią w każdej dziedzinie oraz dążeniu, aby doprowadzić do końca zmagania w walce z korupcją – podano w komunikacie.

Na zebraniu wezwano też do „głębokiego zrozumienia, że podejrzewane bezprawne przyjęcie przez Menga łapówki wyrządziło poważną szkodę partii i bezpieczeństwu publicznemu” – dodano.

W niedzielę Interpol poinformował, że Meng ze skutkiem natychmiastowym zrezygnował z funkcji prezesa tej międzynarodowej agencji policyjnej. Władze Chin informowały wcześniej, że znajduje się on „pod nadzorem” w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa.

Żona Menga, która mieszka w Lyonie, gdzie mieści się siedziba Interpolu, zgłosiła w piątek zaginięcie męża, twierdząc, że nie ma z nim kontaktu, odkąd pod koniec września udał się do Chin. Francuska policja wszczęła w tej sprawie własne dochodzenie.

Meng został szefem Interpolu w 2016 roku, zastępując Francuzkę Mireille Ballestrazzi. Jego wybór zaniepokoił obrońców praw człowieka, którzy obawiali się, że będzie wykorzystywał międzynarodową organizację policyjną do ścigania zbiegłych z Chin dysydentów. Jego kadencja miała upłynąć w 2020 roku.

Pod rządami prezydenta Xi chińskie władze prowadzą szeroko zakrojoną kampanię antykorupcyjną, w ramach której ukarano już wielu wysokiej rangi urzędników. Według krytyków Xi wykorzystuje kampanię do usuwania swoich przeciwników ze sceny politycznej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe zarzuty dla byłego szefa GetBack

Zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne b. prezes GetBack Konrad K., wobec którego zastosowano trzymiesięczny areszt, usłyszał kolejne zarzuty w śledztwie – podała w poniedziałek wieczorem „Rzeczpospolita”. Na Konradzie K. ciąży już kilka zarzutów – przede wszystkim działania na szkodę spółki GetBack. Od czasu zatrzymania na Okęciu w połowie czerwca, przebywa w areszcie, na który zgodził się Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia.

Według „Rz”, Konrad K. usłyszał zarzuty za kolejne przestępstwo wyrządzenia szkody spółce, za utrudnianie śledztwa i polecenie zniszczenia laptopa.

„Rz” podała, że w poniedziałek podejrzanemu przedstawiono zarzut wyrządzenia spółce szkody majątkowej w wielkich rozmiarach – o wartości nie mniejszej niż przeszło 3,2 mln zł. Według publikacji, chodzi o zawarcie w imieniu GetBack umowy o świadczeniu usług z tytułu, której spółka zobowiązała się zapłacić w czterech równych ratach, kwotę ponad 4,3 mln zł. B. prezes miał też narazić GetBack przez pozorną umowę na kolejną szkodę w wysokości ponad 1 mln zł.

Niedawno z podobnymi zarzutami w tej sprawie CBA zatrzymało Kingę M.-P. i Radosława K., którzy również trafiły do aresztu oraz b. członków zarządu spółki.

Według „Rzeczpospolitej”, Konradowi K. w poniedziałek zarzucono też m.in. utrudnianie śledztwa i pomoc innym osobom w uniknięciu odpowiedzialności karnej przez wydanie osobie podległej mu służbowo polecenia zniszczenia urządzenia mającego znaczenie dowodowe w innym postępowaniu przygotowawczym.

„Rz” napisała, że chodzi o porąbany siekierą i spalony w kominku laptop, który miał zawierać materiały ważne dla jednego ze śledztw, toczących się w innej prokuraturze. Miała tego na zlecenie b. prezesa dokonać obecnie przebywająca w areszcie b. dyrektor biura spółki – Katarzyna M.

Do tej pory w sprawie GetBack warszawska delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymała 10 osób. Wobec siedmiu z nich, m.in. b. prezesa spółki Konrada K., b. wiceprezes Anny P., Kingi M.-P. i Radosława K., sąd zgodził się na trzymiesięczny areszt. Dwoje b. członków zarządu spółki pozostaje w areszcie oczekując na decyzję sądu drugiej instancji, czy zastosować wobec nich jedynie poręczenie majątkowe, czy też areszt.

Wobec dziesiątej osoby – Dariusza S. – brata b. członkini zarządu GetBack Beaty S. – zastosowano poręczenie majątkowe w wysokości 1 mln zł, zakaz opuszczania kraju i dozór policji.

Śledztwo zostało podjęte 24 kwietnia w ramach powołanego przez Prokuraturę Krajową zespołu prokuratorów, powołanego po zawiadomieniach przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie GetBack. Postępowanie dotyczy wyrządzenia szkody majątkowej o wielkich rozmiarach, prowadzenia ksiąg rachunkowych wbrew przepisom i podawanie nieprawdziwych informacji.

KNF zarzuciła byłemu kierownictwu spółki przeprowadzanie operacji finansowych mających na celu uniknięcie realnej wyceny posiadanych przez spółkę pakietów wierzytelności.

Spółka GetBack zajmuje się zarządzaniem wierzytelnościami. Powstała w 2012 r., a w lipcu 2017 r. jej akcje zadebiutowały na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w ramach przeprowadzonej pierwszej oferty publicznej. W kwietniu GPW, na wniosek KNF, zawiesiła obrót akcjami GetBack. Stało się to po tym, gdy 16 kwietnia rano firma podała, że prowadzi negocjacje z PKO BP oraz Polskim Funduszem Rozwoju ws. finansowania o charakterze mieszanym kredytowo-inwestycyjnym w wysokości do 250 mln zł.

Z komunikatu spółki wynikało, że informację uzgodniono „ze wszystkimi zaangażowanymi stronami”, tymczasem PKO BP i PFR zdementowały informacje, że prowadzą takie rozmowy. To wywołało reakcję KNF. W efekcie rada nadzorcza GetBack odwołała ze skutkiem natychmiastowym Konrada K. ze stanowiska prezesa spółki.

Działania w śledztwie prowadzi CBA pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Warszawie, która jest formalnie jego gospodarzem.
Źródło info i foto: Bankier.pl

Były szef Amber Gold zeznawał w sądzie

Były szef Amber Gold Marcin P. złożył zeznania przed warszawskim sądem. Zeznawał jako świadek w procesie cywilnym z pozwu grupowego ponad 200 klientów tej firmy. Pozwali oni Skarb Państwa za zaniechania prokuratury w tej sprawie. P. jest oskarżonym w toczącym się w Gdańsku procesie karnym ws. Amber Gold, na rozprawę przed warszawskim sądem został dowieziony z aresztu. Marcina P. wprowadzono na salę rozpraw Sądu Okręgowego w Warszawie w obstawie uzbrojonych policjantów.

– Jedynie pod sam koniec działalności spółki miałem takie informacje, czyli w czerwcu, lipcu i sierpniu 2012 r. – odpowiedział Marcin P. na pytanie sądu, czy wiedział o planowanych działaniach organów ścigania w sprawie Amber Gold.

Dodał, że w latach 2010-11 spółka miała dostęp do akt sprawy w postępowaniu toczącym się na wniosek Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) i – jak zaznaczył – „był to ten etap, kiedy postępowanie zostało umorzone i umorzenie zostało uchylone przez sąd”.

P. powiedział jednocześnie, że uzyskanych informacji z 2012 r. np. o planach przeszukania i możliwości zatrzymania „nie wykorzystywał w żadnych celach”. Na szczegółowe pytania – m.in. o to, kto był źródłem tych informacji – odmówił odpowiedzi „ze względu na toczące się wobec niego postępowanie karne”.

Reprezentujący powodów mec. Tomasz Krawczyk powiedział dziennikarzom po przesłuchaniu P., że potwierdziło ono, iż „Marcin P. wiedział z wyprzedzeniem o planach postawienia mu zarzutów i zatrzymaniu, a więc decyzja o zakończeniu jego działalności była wymuszona działaniami prokuratury”.

– Istotne jest to, że ubocznym skutkiem ewentualnego postawienia mu zarzutów już w 2010 r. byłoby już wtedy zakończenie działalności Amber Gold – dodał.

– Moim zdaniem zeznania Marcina P. nie mają żadnego znaczenia dla rozstrzygnięcia, według strony pozwanej to powództwo powinno być oddalone bez prowadzenia rozbudowanego postępowania dowodowego – powiedziała z kolei po rozprawie reprezentująca pozwanych radca Prokuratorii Generalnej mec. Małgorzata Sieńko.

Proces został odroczony bez terminu. Sąd zwrócił się m.in. do syndyka Amber Gold o przekazanie informacji uzupełniającej na temat wysokości roszczeń, które mają pierwszeństwo zaspokojenia przed roszczeniami klientów spółki. Proces cywilny z pozwu grupowego ponad 200 klientów Amber Gold przeciw Skarbowi Państwa za zaniechania prokuratury w tej sprawie toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie od listopada zeszłego roku. Do powództwa, w którym jako odpowiedzialne za zaniechania wskazane zostały m.in. Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Wrzeszcz i Prokuratura Okręgowa w Gdańsku, przyłączyło się 246 podmiotów zgłaszających roszczenia odszkodowawcze. Faktycznie grupa liczy jeszcze więcej osób, bo niektóre z roszczeń zgłosiły małżeństwa.

Poszkodowani domagają się łącznie ponad 26,5 mln zł, czyli łącznej kwoty zainwestowanej przez nich w utracone lokaty. Chodzi o osoby, które zawierały swe umowy z Amber Gold w okresie od stycznia 2010 r. do sierpnia 2012 r., czyli w czasie, gdy prokuratura wiedziała już z Komisji Nadzoru Finansowego o nieprawidłowościach w Amber Gold.

Prokuratoria Generalna RP wnosi o oddalenie pozwu. Wskazuje, że ewentualne zaniechania prokuratury nie pozostają w związku z decyzjami klientów o lokowaniu środków w Amber Gold.

W listopadzie 2017 r. sąd rozpoczął merytoryczne badanie tego pozwu i rozpatrzył część wniosków dowodowych zgłoszonych przez strony. Uwzględnił m.in. wniosek o dopuszczenie w procesie zeznań Marcina P. Sąd oddalił natomiast wtedy m.in. wnioski o przesłuchanie prokuratorów i funkcjonariuszy policji zajmujących się od 2010 r. dochodzeniem i śledztwem wobec spółki Amber Gold lub nadzorujących to postępowanie m.in. pierwszej referent sprawy prok. Barbary Kijanko, ówczesnych szefów prokuratury rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz i okręgowej w Gdańsku Marzanny Majstrowicz i Dariusza Różyckiego oraz prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.
Źródło info i foto: TVP.info

Rozpoczęło się przesłuchanie byłego szefa Amber Gold

W warszawskim sądzie okręgowym w środę po godz. 10 rozpoczęło się posiedzenie sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold. Komisja ma przesłuchać b. szefa spółki Marcina P., który został przetransportowany na posiedzenie z jednego z aresztów w okolicach Trójmiasta.

P. został przywieziony do sądu w środę rano przez konwój Służby Więziennej z Gdańska. Do sali sądowej wszedł o 9.55.

„Po tym przesłuchaniu spodziewam się wszystkiego. Jesteśmy przygotowani w komisji na wszystko, również na to, że Marcin P. będzie odmawiał składania zeznań” – mówiła PAP szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS). Posłowie zamierzają pytać Marcina P. przede wszystkim o okoliczności powstania spółki i to, kto stał za pomysłem stworzenia tej piramidy finansowej.

Szefowa komisji w rozmowie z dziennikarzami w środę rano oceniła: „Wątków jest dużo, ja będę na pewno pytać na sam początek o moment jego (Marcina P.-PAP) pobytu w zakładach karnych, o wyjście, o czterokrotną przerwę w karze, która, z mojego doświadczenia wynika, jest prawie niemożliwa do uzyskania w tych warunkach, w których on uzyskał”.

„Będę starała się rozpocząć to przesłuchanie od początku tej historii, zobaczymy, na ile świadek będzie odpowiadał na pytania, jeżeli będzie, będzie kontynuacja tego przesłuchania w kolejnych tygodniach i miesiącach” – podkreśliła.

Posiedzenie komisji odbywa się w sali nr 221 na pierwszym piętrze SO, gdzie zwykle toczą się najgłośniejsze procesy; są wstawione dodatkowe stoły, tak by cała komisja mogła się pomieścić. P. siedzi ze swym pełnomocnikiem tam, gdzie zwykle siedzi oskarżony – po lewej stronie, patrząc od strony sądu. Po prawej stronie sądu, gdzie zwykle siedzi prokurator, zajmują miejsce eksperci komisji. W sali jest barierka odgradzająca część sali przeznaczoną dla publiczności; tę część zajmują licznie zgromadzeni przedstawiciele mediów.

P. – jako osoba oskarżona w toczącym się w Gdańsku procesie ws. Amber Gold – ma prawo odmówić zeznań przed komisją – nie wiadomo, czy z niego skorzysta.

Spółka Amber Gold powstała na początku 2009 r. i miała inwestować w złoto i inne kruszce. Klientów kusiła wysokim oprocentowaniem inwestycji. W 2011 r. firma zainwestowała też w linie lotnicze – linie OLT Express funkcjonowały przez kilka miesięcy w 2012 r. 13 sierpnia 2012 r. Amber Gold ogłosiła likwidację; tysiącom swoich klientów nie wypłaciła powierzonych jej pieniędzy i odsetek od nich.Według ustaleń, w latach 2009-2012 w ramach tzw. piramidy finansowej firma oszukała w sumie niemal 19 tys. klientów, doprowadzając do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł.

Szef Amber Gold Marcin P. został zatrzymany i trafił do aresztu w sierpniu 2012 r., a jego żona została aresztowana w kwietniu 2013 r. Od marca 2016 r. przed gdańskim Sądem Okręgowym trwa ich proces.Początkowo – w harmonogramie prac z lutego – przesłuchanie małżeństwa P. przez sejmową komisję śledczą planowane było na 28 i 29 marca, nie doszło jednak do niego, gdyż obrońcy Marcina P. i Katarzyny P. oświadczyli wtedy, że ich klienci nie będą zeznawać.

Adwokat założyciela Amber Gold Michał Komorowski mówił wówczas, że jeśli Marcin P. miałby być przesłuchiwany przez komisję śledczą 28 marca „to nie powie nic, ponieważ zagraża to, na ten moment, jego linii obrony”.
Adwokat Katarzyny P. Anna Żurawska poinformowała wtedy PAP, że jej klientka skorzysta z prawa do odmowy składania zeznań.Następnie, w połowie marca – jak informowała szefowa komisji śledczej Małgorzata Wassermann (PiS) – zwrócił się do niej telefonicznie pełnomocnik b. szefa Amber Gold, zapowiadając, iż ten ostatni jest gotów zeznawać przed komisją śledczą, jeśli przesłuchanie odbędzie się w późniejszym terminie. W efekcie komisja śledcza przystała na tę prośbę i wyznaczyła przesłuchanie na 28 czerwca. Dzień później przed komisją stanąć ma jego żona Katarzyna P.
Źródło info i foto: interia.pl

Marcin P. stanie dziś przed komisją ds. Amber Gold

Były szef Amber Gold Marcin P. zostanie w środę przetransportowany do warszawskiego sądu na przesłuchanie w sejmowej komisji śledczej – podała mjr Elżbieta Krakowska, rzeczniczka Służby Więziennej. P. zasiądzie na miejscu dla oskarżonych, eksperci tam, gdzie prokurator, a komisja za stołem sędziowskim.

P. przebywa w jednym z aresztów śledczych w okolicach Gdańska, gdzie od marca 2016 r. trwa proces jego i jego żony Katarzyny P.

– Całość obsługi przesłuchania zapewnia Kancelaria Sejmu; my zapewniamy konwój policyjny i salę – powiedziała rzeczniczka Sądu Okręgowego, sędzia Anna Ptaszek. Według niej sala będzie dostępna dla komisji bez ograniczeń na taki czas, jaki będzie jej potrzebny. – Wszystko zależy o tego, czy P. będzie milczał, czy też będzie składał oświadczenie lub odpowiadał na pytania komisji – zastrzegła.

Z Gdańska na sądowy „dołek”

Sędzia podała, że P. przywiezie do SO konwój służby więziennej z Gdańska; ma on być dowieziony na godz. 9.30. Potem trafi na tzw. dołek sądowy, gdzie osoby pozbawione wolności oczekują na przejście do sali rozpraw. – Nasz konwój sądowy będzie zabezpieczał przejście P. z „dołka” do sali – dodała sędzia.

Według niej podczas tego przejścia nikt nie będzie mógł być obecny na korytarzach wiodących do sali nr 221 na pierwszym piętrze SO, gdzie odbywają się najgłośniejsze procesy (korytarze będą wygrodzone taśmami). Sędzia podała, że P. wejdzie do sali głównymi drzwiami – tak jak każdy oskarżony na rozprawę. Komisja zaś ma wchodzić do niej od zaplecza – jak zwykle wchodzi do niej sąd.
Źródło info i foto: TVP.info

Agenci CBA zatrzymali b. komendanta warszawskiej Straży Pożarnej

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego z Katowic zatrzymali dwie osoby związane ze śledztwem dotyczącym organizacji meczu otwarcia siatkarskich Mistrzostw Świata na Stadionie Narodowym w 2014 roku. Jak dowiedziało się RMF FM, jednym z nich jest były komendant stołecznej Straży Pożarnej.

– Funkcjonariusze katowickiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego, na zlecenie Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie, zatrzymali dziś dwie osoby – informuje CBA.

Jeden z nich to były szef Komendy Miejskiej PSP w stolicy. Zachodzi podejrzenie o wręczenie łapówki w zamian za pozytywną opinię przeciwpożarową. Jej uzyskanie pozwoliło zorganizować meczu otwarcia siatkarskich mistrzostwa świata na Stadionie Narodowym we wrześniu 2014 roku.

Pieniądze miały trafić trafiły na fundusz wsparcia przy Komendzie Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie w postaci darowizny. To jednak nie wszystko bo śledczy podejrzewają również, że do wręczania łapówek mogło dochodzić także podczas innych imprez organizowanych na stadionie.
Żródło info i foto: Fakt.pl

CBA zatrzymało Bogusława P.

350 tysięcy złotych łapówki miał przyjąć Bogusław P., były szef biura poselskiego Jana Burego. Ten podkarpacki działacz PSL został zatrzymany przez CBA pod zarzutem korupcji. Miał załatwić dotację w wysokości 63 milionów złotych z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali także dwóch biznesmenów z Małopolski. To na ich zlecenie Bogusław P. miał załatwić dotację. Wszyscy są w wieku od 57 do 62 lat.

Te trzy osoby usłyszały już prokuratorskie zarzuty.

W ostatnich dniach agenci CBA wykonywali szereg czynności procesowych związanych z tym postępowaniem. Przeprowadzili między innymi przeszukania w pięciu miejscach, gdzie zabezpieczyli dokumentację i elektroniczne nośniki danych – informuje rzecznik CBA Jacek Dobrzyński. Zatrzymani mężczyźni przygotowali, a następnie przedstawili nierzetelną i poświadczającą nieprawdę dokumentację w celu uzyskania dotacji na prowadzone przez siebie projekty. Skutkowało to przyznaniem decyzji na ponad 63 miliony złotych na dwa prowadzone projekty, z czego wypłacono już 16 milionów złotych.

Jeden z przedsiębiorców z Małopolski usłyszał ponadto zarzut powoływania się na wpływy w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu spraw związanych z przyznaniem dotacji w zamian za korzyść majątkową w wysokości ponad 350 tysięcy złotych. Dotychczas w tej sprawie ośmiu osobom przedstawiono 13 zarzutów między innymi oszustwa oraz wystawiania dokumentów poświadczających nieprawdę.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Marcin P. strasznie wychudł w areszcie

Kawior, szampan i tłuste potrawy w najdroższych restauracjach to już przeszłość. Teraz twórcy piramidy finansowej Amber Gold musi wystarczyć jedzenie, które serwuje areszt w Piotrkowie Trybunalskim. A to zdaje się nie zaspokajać potrzeb Marcina P., który od czasu zatrzymania zmizerniał, jakby wcale nie jadł. Jego wychudzona twarz to teraz skóra i kości. Niemal dwa lata temu prezes Amber Gold prezentował się zgoła inaczej. Jego nabrzmiała twarz i pulchne poliki zdradzały słabość do tłustej i ciężkostrawnej diety. Najnowsze zdjęcia Marcina P. zostały zrobione dziś w Sądzie Rejonowym w Gdańsku, gdzie odbyła się kolejna rozprawa. Żródło info i foto: Fakt.pl