Zatrzymano kobietę, która udawała policjantkę w Toruniu. Grozi jej 8 lat więzienia

Do 8 lat więzienia grozi kobiecie zatrzymanej przez kryminalnych z Komisariatu Policji Toruń – Śródmieście. Oszustka, udając policjantkę, odebrała od seniorki pieniądze. Jej wizytę poprzedził telefon od rzekomego funkcjonariusza CBŚ, który przekonał starszą panią, że jej oszczędności są zagrożone, dlatego należy je powierzyć „mundurowym”. – Przestępcy wciąż próbują, stosując te sam scenariusz, dlatego nie dajmy się zwieść i nigdy nie przekazujmy gotówki czy jakichkolwiek kosztowności nieznajomym – podkreśla podinsp. Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy KMP w Toruniu.

Oszuści wciąż „działają” i nierzadko obierają na cel osoby starsze, które uważają za łatwiejszy cel. W listopadzie 2020 roku, do 81-letniej mieszkanki toruńskich Bielan, na telefon stacjonarny, zadzwonił mężczyzna. Przedstawił się jako funkcjonariusz Centralnego Biura Śledczego. Powiedział starszej Pani, że prowadzi akcję przeciwko oszustom, którzy działają na jej osiedlu. Podstępnie wypytał ją o pieniądze. Poinformował również kobietę, że koniecznie musi sfotografować oraz spisać numery banknotów z oszczędności, które posiada w domu ponieważ są one zagrożone.
Źródło info i foto: se.pl

Wielka akcja policji. Zatrzymano 24 osoby

Policjanci z Warszawskiego Zarządu Centralnego Biura Śledczego przy współpracy z prokuraturą zatrzymali aż 24 osoby podejrzane o zorganizowaną działalność przestępczą. Podczas akcji funkcjonariusze przejęli broń i narkotyki oraz atrapy odznak policyjnych.

Spektakularna akcja warszawskiego CBŚP jest wynikiem kilkuletniego śledztwa prowadzonego wraz z Prokuraturą Okręgową w Warszawie. W toku śledztwa funkcjonariusze ustalili, że na terenie województwa mazowieckiego działała zorganizowana grupa przestępcza zajmująca się handlem narkotykami. Według policji w latach 2011-2019 gang mógł rozprowadzić łącznie ponad 400 kg narkotyków. Członkowie grupy mieli ponadto dopuszczać się m.in. rozbojów i kradzieży.

Warszawa. 24 osoby zatrzymane

Zakrojona na szeroką skalę akcja policyjna odbyła się w trzech miastach: Warszawie, Pruszkowie i Grudziądzu. Udział w niej poza funkcjonariuszami CBŚP wzięli również policjanci z Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstwami Komendy Stołecznej Policji, Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji BOA oraz SPKP w Warszawie. W wyniku działań policjanci zatrzymali 24 osoby, a dwie kolejne zostały doprowadzone do prokuratury i zakładów penitencjarnych. Podczas przeszukań policjanci przejęli broń maszynową, marihuanę i amfetaminę. Funkcjonariusze w miejscach zamieszkania zatrzymanych osób znaleźli również imitację odznak policyjnych.
Źródło info i foto: wp.pl

Sprawa Ewy Tylman. Policjanci nakłaniali do składania fałszywych zeznań?

Jak donosi „Fakt”, prokuratura w Zielonej Górze bada nowy wątek, jakoby policjanci CBŚ mieli namawiać domniemanego świadka, gangstera „Ramzesa” do kłamstwa. Ewa Tylman zaginęła w Poznaniu w nocy z 22 na 23 listopada 2015 roku, wracała wtedy z firmowej imprezy w towarzystwie Adama Z. Dopiero w lipcu 2016 roku udało się odnaleźć jej ciało w Warcie.

W 2019 roku sąd uznał, że Adam Z., jeden z głównych podejrzanych, nie zabił Ewy Tylman i uniewinnił go. Jednak w styczniu 2020 roku Sąd Apelacyjny uchylił ten wyrok, a sprawa wróciła do ponownego rozpatrzenia. Śledczy wskazywali, że Z. miał zepchnąć dziewczynę ze skarpy i wrzucić do wody i dotąd trzymają się tej tezy. Choć jak zauważa „Fakt”, prokuratura „nigdy nie dysponowała niezbitymi dowodami na winę Adama Z.”.

Prokuratura bada nowy wątek ws. śledztwa po śmierci Ewy Tylman

W trakcie procesu zgłosił się świadek, który utrzymywał, że Adam Z., gdy przebywał w areszcie, wyjawił mu, że to on zabił Tylman. Świadkiem był gangster „Ramzes”, Paweł P., a sąd ostatecznie nie dał wiary jego relacji.

Wszczęto więc śledztwo ws. składania fałszywych zeznań przez „Ramzesa”, podczas którego prokuratorzy natrafili na nowy trop. „Fakt” przytacza w tej sprawie wypowiedź Łukasza Wojtasika z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze:

„Na kanwie tego postępowania powstało podejrzenie, że za nakłanianiem „Ramzesa” do składania fałszywych zeznań mogą stać funkcjonariusze publiczni, dokładniej policjanci CBŚP. Te materiały z tego powstępowania zostały wyłączone i objęte osobnym śledztwem, które jednak zostało czasowo zawieszone”.

Z kolei „Ramzes” twierdzi, że do składania fałszywych zeznań nakłaniał go zielonogórski prokurator.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Przejęto ogromny przemyt kokainy. Wartość towaru to 3 mld złotych

Polskie służby udaremniły przemyt kokainy o rekordowej wartości 3 mld zł – poinformował we wtorek premier Mateusz Morawiecki. Jak wyjaśnił, przemyt początkowo trafił z Ekwadoru do Niemiec, gdzie nie udało się go wykryć, zrobiły to dopiero polskie służby.

Premier Morawiecki na konferencji w Warszawie poinformował o udaremnieniu przemytu kokainy o wartości 3 mld zł, którą jak dodał, można by podzielić na „milion próbek”. Za każdą z takich próbek stoją dramaty ludzkie – podkreślił premier. Codziennie dowiadujemy się o tym, że poprzez nadużywanie i używanie różnego rodzaju dopalaczy giną ludzie, zwykle młodzi – dodał.

Wyjaśnił, że akcję przeprowadziło Centralne Biuro Śledcze i Straż Graniczna. Narkotyki były przemycane z Ekwadoru do Hamburga w Niemczech, gdzie nie udało się ich wykryć. Jak podkreślił premier dopiero polskim służbom „udało się udaremnić przemyt o rekordowej wartości w Polsce”.

Państwo powinno stać na straży prawa i bezpieczeństwa obywateli. Poprzez ten udaremniony przemyt widać jak dbamy o bezpieczeństwo nie tylko Polaków – powiedział Morawiecki. Dodał, że przemyt był kierowany „zapewne nie tylko do Polaków”, ale też do Skandynawii i do Niemiec.

Polskie służby wykazały się wyższą czujnością niż służby holenderskie, czy niemieckie – podkreślił premier.

Narkotyki ukryte w pulpie ananasowej

Służby dowiedziały się, że w jednym z gdyńskich magazynów, należącym do legalnie działającej firmy, przechowywane są 144 metalowe beczki o pojemności 250 kilogramów mające zawierać zamrożoną pulpę ananasową. Towar na zlecenie jednej ze spółek został sprowadzony z Ekwadoru w okresie od 16 listopada do 13 grudnia 2019 roku, najpierw drogą morską do portu w Hamburgu, potem transportem drogowym do Gdyni.

Funkcjonariusze prześwietlili beczki urządzeniem RTG,, a psy Straży Granicznej do wykrywania narkotyków wskazały niektóre z nich jako zawierające narkotyki. Zdecydowano o zatrzymaniu towaru i powołaniu biegłego z zakresu chemii, który w swojej opinii wskazał, że w beczkach było ponad 3,2 tony substancji z zawartością kokainy.

Funkcjonariusze zatrzymali trzech mężczyzn w wieku od 64 do 71 lat, mieszkańców województwa pomorskiego. Przedstawiono im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a dwóch z nich ponadto może odpowiadać za przemyt znacznej ilości narkotyków. Wszyscy trafili do aresztu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Oszuści okradali starsze osoby, a zyski inwestowali w handel narkotykami

Śledczy ze stołecznej prokuratury zajmujący się przestęczością zorganizowaną razem z CBŚP rozbili gang, który przemycił do Polski z Niemiec ponad 445 kg narkotyków o wartości 5,5 mln zł. Z ustaleń portalu tvp.info wynika, że przestępcy zajmowali się także wyłudzaniem od starszych ludzi pieniędzy metodą na „oficera CBŚ”. Zyski inwestowali w kupno narkotyków, głównie marihuany i amfetaminy.

We wtorek rano funkcjonariusze radomskiego CBŚP wkroczyli do kilkunastu mieszkań i domów na terenie Łodzi i Płocka. Zatrzymali 12 członków gangu, który rozpracowywali wspólnie ze śledczymi Mazowieckiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Na przesłuchanie dowieziono także jednego z mężczyzn, który odsiadywał wyrok w zakładzie karnym. W rozbitej grupie było kilka młodych kobiet.

Podczas akcji policjanci zabezpieczyli trzy samochody i pewną ilość gotówki. Zatrzymani usłyszeli zarzuty „przemytu do Polski znacznych ilości narkotyków, a także handlu znacznymi ilościami narkotyków”. Większość członków gangu jest dobrze znana policji, choć nie należeli do żadnego z „liczących” się w półświatku gangów.

Inwestycja

Cała trzynastka jest podejrzana o hurtowy handel narkotykami. Przestępcy zaopatrywali się w towar w Niemczech. Śledczy nie chcą jednak na razie ujawnić, czy ich dostawcami była polska czy zagraniczna grupa przestępcza.

– W okresie objętym zarzutami podejrzani przemycili i wprowadzili do obrotu, co najmniej 385 kg marihuany o szacunkowej wartości 4,6 mln zł, 54,4 kg amfetaminy o szacunkowej wartości 388 tys. zł, 5 kg heroiny o szacunkowej wartości 520 tys. zł, 20 g kokainy o szacunkowej wartości 2,8 tys. zł, a także 6,8 tys. sztuk tabletek ecstasy o szacunkowej wartości 28 tys. zł – wylicza prok. Arkadiusz Jaraszek, z Prokuratury Krajowej.

Z informacji portalu tvp.info wynika, że rozbity gang parał się od kilku lat wyłudzaniem pieniędzy od starszych osób metodą „na policjanta” czy „oficera CBŚ”. Grupa oszukiwała tak mieszkańców Polski jak i Niemiec. Z ustaleń śledczych wynika, że „zarobione” w ten sposób pieniądze przestępcy inwestowali w zakup narkotyków, które dalej wprowadzali do obrotu na terenie Mazowsza.

Śledczy zapowiadają już kolejne zatrzymania członków gangu. Wiele wskazuje na to, że w ciągu kilku tygodniu przestępcy usłyszą także nowe zarzuty związane z wyłudzeniami pieniędzy od starszych osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Odzyskano pieniądze wyłudzone przez oszusta działającego metodą „na policjanta CBŚP”

Informacja jaką zdobyli policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy okazała się „na wagę złota”. Przygotowana obserwacja i szybkie działanie pozwoliły na zatrzymanie „odbieraka” – jednego z oszustów. Szajka, do której należał, oszukiwała starsze osoby metodą „na policjanta CBŚP”. Policjanci odzyskali łącznie ponad 30 tys. złotych. Policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy pracujący nad rozpracowywaniem grup przestępczych zajmujących się oszustwami „na wnuczka” i „na policjanta CBŚ” zdobyli cenną informację.

Wynikało z niej, że dojdzie do oszustwa na terenie Szwederowa. Rola przebywającego w naszym województwie jednego ze sprawców miała polegać na odbiorze pieniędzy bezpośrednio od starszej osoby, która sądziła że zadzwonił do niej policjant CBŚP. Ta wiedza pozwoliła na przygotowanie obserwacji.

Policjanci czekali pod jednym z banków na Szwederowie. W pewnym momencie zaobserwowali starszą kobietę, która weszła do placówki. Jej zachowanie było nerwowe i nieco nienaturalne. Kobieta cały czas rozmawiała z kimś przez telefon komórkowy, jednocześnie odwracała się w różnych kierunkach, jakby chciała sprawdzić czy ktoś za nią idzie lub ją obserwuje. Zdobyte w tego typu sprawach doświadczenie pozwoliło na wytypowanie tej właśnie 85-latki jako potencjalnej pokrzywdzonej w wyniku działania oszustów.

Po pewnym czasie kobieta opuściła bank i zaczęła przemieszczać się ulicami. Na wysokości targowiska miejskiego przy ul. Konopnickiej w Bydgoszczy podszedł do niej mężczyzna, który po krótkiej rozmowie przejął pakunek i zaczął odchodzić. Kobieta cały czas prowadziła rozmowę przez telefon komórkowy z nieustaloną osobą.

W związku z zaistniałą sytuacją policjanci Wydziału Kryminalnego KWP w Bydgoszczy podjęli decyzję o zatrzymaniu mężczyzny. Wymieniony zatrzymany został około 300 metrów od miejsca przekazania pakunku, w bocznej ulicy w chwili, gdy się przebierał. Pod zdjętym ubraniem miał kolejne, co wskazywało, że zdjęty wcześniej strój służył do zakamuflowania i uniemożliwienia ewentualnej identyfikacji jego osoby. W trakcie przeszukania tego mężczyzny policjanci znaleźli kopertę, w której znajdowała się gotówka. Po przeliczeniu okazało się, że było to 20 tys. złotych.

Zatrzymanym okazał się 56-latek bez stałego miejsca zameldowania na terenie kraju. Ustalono, iż Bogdan Z. wynajmował pokój w hostelu w Bydgoszczy, który policjanci przeszukali. Znaleźli tam i zabezpieczyli gotówkę: ponad 1.300 dolarów amerykańskich oraz 9.700 złotych pochodzących z niezgłoszonego wcześniej przestępstwa oszustwa.

W trakcie pracy policjanci uzyskali informację, iż do Komisariatu Policji Bydgoszcz-Szwederowo wpłynęło zawiadomienie o oszustwie metodą „na policjanta CBŚP”, gdzie straty wyniosły 20 tys. złotych.

Zatrzymany decyzją Sądu Rejonowego w Bydgoszczy został aresztowany na 3 miesiące. Z ustaleń policjantów wynika, że podejrzany, wraz z innymi osobami, mógł dopuścić się co najmniej kilku innych tego typu oszustw na terenie całego kraju, gdzie straty przekroczyć mogą kwotę 100 tys. złotych. Trwają czynności mające na celu ustalenie pozostałych członków zorganizowanej grupy. Sprawa ma charakter rozwojowy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Oszust w rękach policji

Policjanci Wydziału Kryminalnego zatrzymali oszusta. 19-latek miał odebrać pieniądze od 62-letniej mieszkanki powiatu przeworskiego, która swoje oszczędności przechowywała w banku. Kobieta nie dała się oszukać i o zdarzeniu poinformowała policję. Mężczyzna został zatrzymany na gorącym uczynku. Decyzją sądu najbliższe trzy miesiące spędzi w zakładzie karnym.

Dyżurny przeworskiej komendy, w ubiegły wtorek, otrzymał sygnał o działaniu oszusta metodą „na policjanta”. Do akcji natychmiast wkroczyli przeworscy policjanci. Funkcjonariusze ustalili, że do 62-letniej mieszkanki powiatu przeworskiego zadzwonił mężczyzna podając się za policjanta CBŚ. Rzekomy policjant poinformował, że jej pieniądze, które przechowuje w banku, są zagrożone. Nakłaniał kobietę, aby wybrała środki z konta w kwocie 18 tys. złotych. Co do dalszego postępowania celem zabezpieczenia gotówki miała być informowana telefonicznie.

62-latka udała się do banku po pieniądze, a następnie zgodnie z poleceniami telefonicznymi zostawiła gotówkę w miejscu wskazanym przez oszusta. 19-latek wpadł podczas akcji. Policjanci zatrzymali mieszkańca powiatu przemyskiego i osadzili w policyjnym areszcie. Mężczyzna usłyszał zarzut usiłowania doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem poprzez wprowadzenie w błąd.

19-letni mieszkaniec powiatu przemyskiego stanął przed Sądem Rejonowy w Przeworsku, który zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu. Przestępstwo, którego dopuścił się 19-latek, zagrożone jest karą do 8 lat pozbawienia wolności.

Tym razem oszuści nie osiągnęli swojego celu. 62-letnia kobieta wykazała się ogromną czujnością i rozwagą, a przede wszystkim odwagą. Nie dała się zwieść, a o działaniu oszustów natychmiast powiadomiła policję.

Pamiętaj – policja nigdy nie prosi o przekazanie pieniędzy!

Oszuści, którzy podają się za członków rodziny lub policjantów, najczęściej telefonicznie, wyłudzają znaczne sumy pieniędzy. Pod pozorem rzekomego wypadku, napadu na bank, kradzieży danych osobowych, czy innego nieszczęśliwego zdarzenia, proszą o przekazanie pieniędzy. Nie daj się oszukać!

Jeśli ktoś podając się przez telefon za policjanta, żąda przekazania pieniędzy, zaciągnięcia kredytu, czy też wybrania gotówki z banku – zakończ rozmowę telefoniczną! Poinformuj o podejrzanym telefonie kogoś bliskiego oraz Policję.
Źródło info i foto: Policja.pl

Prywatne śledztwo uratowało Tomasza Komendę

Tomasz Komenda, mężczyzna który 18 lat spędził w więzieniu za zbrodnie, których nie popełnił, nie ma wątpliwości, że swoje uniewinnienie zawdzięcza trzem osobom: policjantowi Centralnego Biura Śledczego oraz dwóm prokuratorom z Wrocławia. Bez ich zaangażowania być może nadal siedziałby w więzieniu.

Jak doszło do tego, że – po tylu latach – znowu wymiar sprawiedliwości zainteresował się sprawą Tomasza Komendy? „Super Express” ustalił, że było to dzieło… przypadku. Kilka lat temu wspomniany policjant CBŚ, pan Radosław (jego nazwiska nie można ujawniać) zamieszkał niedaleko Miłoszyc. Gdy okoliczni mieszkańcy dowiedzieli się, że jest policjantem, zaczęli mu opowiadać o zbrodni. Jedni podkreślali, że Komenda jest niewinny. Inni zwracali uwagę, że przecież sprawców było więcej, że na pewno to byli ludzie z Miłoszyc, bądź okolicznych wsi. Pan Radosław nie zignorował tych informacji. Rozpoczął swoje prywatne śledztwo: rozmawiał z kolejnymi osobami, zbierał informacje, sprawdził miejsce, gdzie doszło do tragedii… W końcu zaczął podejrzewać, że w więzieniu siedzi niewinny mężczyzna, a na wolności wciąż znajdują się sprawcy brutalnego gwałtu i morderstwa 15-letniej Małgosi.

Policjant postanowił wtedy podzielić się swoimi ustaleniami z prokuraturą. To wtedy trafił do Roberta Tomankiewicza i Dariusza Sobieskiego z Dolnośląskiego Wydziału Prokuratury Krajowej. Opowiedział im o wszystkim, co udało mu się dowiedzieć. Na szczęście śledczy nie zlekceważyli wyników prywatnego śledztwa.

Co było dalej? O tym opinia publiczna już wie. – Prokuratorzy wykonali kawał dobrej roboty – mówi nam mecenas Zbigniew Ćwiąkalski, adwokat który reprezentuje Tomasza Komendę. – Wrócili do tej sprawy, ocenili zebrany materiał dowodowy i uznali, że Tomasz Komenda nie mógł być winny zbrodni – dodaje Ćwiąkalski.

Przede wszystkim śledczy zakwestionowali dowody, które miały obciążać Komendę: czyli przede wszystkim ślad po ugryzieniu, który znaleziono na ciele zamordowanej dziewczyny. Już podczas pierwszego procesu biegli mówili, że to mogą być odciski zębów Tomasza Komendy, ale wcale nie muszą. Krytycznie oceniono też kolejny – ważny w procesie – dowód, czyli włosy z czapki, znalezionej obok zwłok. W tym przypadku również wcale nie musiały należeć do Komendy. Tomankiewicz i Sobieski, zwrócili uwagę na to, jak tłumaczył się skazany na dożywocie mężczyzna. Czyli, że zapewniał, że w Miłoszycach nigdy nie był, a Małgosi nawet nie znał. I w końcu, zwrócono uwagę, że przecież Komendzie alibi dawało aż 12 osób, które zapewniały, że w noc gdy popełniano zbrodnię w Miłoszycach, mężczyzna był z nimi we Wrocławiu…

Te wszystkie ustalenia pozwoliły prokuraturze o wystąpienie do Sądu Najwyższego o uniewinnienie Tomasza Komendy. W maju tak też się stało. Teraz Komenda jest wolnym i niewinnym człowiekiem.

Uniewinnienie Komendy nie zamyka jednak sprawy. Przed organami ścigania wciąż jest kolejne zadanie: znalezienie i ukaranie faktycznych winnych zbrodni w Miłoszycach. Na razie w areszcie siedzi Ireneusz M., mężczyzna który bawił się na dyskotece w Miłoszycach w noc, gdy zgwałcono i zamordowano Małgosię. Na wolności wciąż jest przynajmniej jeszcze jeden sprawca.

Prokuratura prowadzi też śledztwo, które ma wskazać, kto łamał prawo gdy wsadzał niewinnego Komendę do więzienia. Na jego wyniki musimy jednak poczekać.
Źródło info i foto: se.pl

Strzelanina w Legnicy. Akcja CBŚP w jednym z mieszkań

Strzelanina niedaleko centrum Legnicy. Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego weszli wieczorem do jednego z mieszkań przy ul. Kominka. W czasie akcji poszukiwany mężczyzna chwycił za broń i oddał kilka strzałów w kierunku mundurowych. Ci natychmiast odpowiedzieli ogniem.

Ostatecznie podejrzanego o handel narkotykami udało się obezwładnić. Jeden policjant jest ranny – jego życiu nie grozi niebezpieczeństwo. Do szpitala trafił również nieprzytomny przestępca. Zdaniem lekarzy musi przejść operację, choć jego stan jest stabilny.
Źródło info i foto: radiowroclaw.pl

„Gazeta Wyborcza”: Agenci CBA stoją za aferą podsłuchową?

Za podsłuchiwaniem polityków Platformy Obywatelskiej stoją agenci CBA z Wrocławia, „politycznie i towarzysko” związani z obecnym koordynatorem służb specjalnych – twierdzą informatorzy „Gazety Wyborczej”.

Według rozmówców gazety, to nie Marek Falenta był inicjatorem nagrywania polityków PO. Pomysł miał mu podsunąć kelner Łukasz N., który, według tajnych akt śledztwa, współpracę z CBŚ rozpoczął już w 2010 roku. Wiedziało o nim również CBA. Polityków zaczął nagrywać w 2011 roku, gdy świętowali zwycięstwo wyborcze Platformy Obywatelskiej w restauracji LemonGrass, gdzie był wówczas kelnerem.

Według „Wyborczej”, pośrednikiem między wrocławskim CBA a Kamińskim był powiązany z PiS prawnik Martin Bożek, dziś radny tej partii w Kozienicach i jeden z głównych prawników państwowego dystrybutora prądu ENEA. Bożek zeznał w sądzie, że nie znał Falenty, mimo że w mailu zachęcał do kontaktu z nim szefa ABW w Katowicach. Przedwczoraj ujawniono kolejne taśmy nagrane w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, na których słychać m.in. księdza Kazimierza Sowę, biznesmena Jerzego Mazgaja czy b. szefa kancelarii premiera Pawła Grasia. Nagrań tych nie ma w aktach śledztwa i procesu ws. afery podsłuchowej. Jeden z rozmówców „GW” tłumaczy, że kelnerzy przekazywali Falencie tylko część podsłuchów. „Wyborcza” twierdzi, że pozostałe materia nadal są w rękach osób, które były faktycznymi inspiratorami afery „i precyzyjnie zaplanowały akcję ujawniania kolejnych taśm”.
Źródło info i foto: onet.pl