CBA zapewnia, że nie straciło tylu pieniędzy. Jednak podejrzana w sprawie kasjerka została natychmiast zwolniona

CBA zapewnia, że nie straciło pieniędzy, ale Katarzyna G., kasjerka, podejrzana o przywłaszczenie milionów złotych, została zwolniona – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Afera wybuchła w połowie stycznia, gdy media opisywały, że Centralne Biuro Antykorupcyjne mogło stracić od pięciu do dziesięciu milionów złotych w wyniku malwersacji finansowych. Pieniądze miała wyprowadzić pracownica CBA, jak później się okazało Katarzyna G., kasjerka Biura.

Mimo tych doniesień CBA przekazało jedynie lakonicznie, że nie będzie informować o decyzjach kadrowych wobec pracowników. „Nie jest prawdą, jakoby CBA utraciło jakiekolwiek środki finansowe” – padło w krótkim komunikacie służby.

Spora liczba wątpliwości doprowadziła do tego, że szef CBA Ernest Bejda ma stawić się przed sejmową komisją ds. specsłużb, by przekazać „stosowne informacje” na temat sprawy. Z kolei parlamentarna opozycja chce uzyskać wyjaśnienia także od Mariusza Kamińskiego, szefa MSWiA i ministra koordynatora ds. służb specjalnych, nadzorującego m.in. właśnie CBA.

Pracownica CBA zwolniona po aresztowaniu. Biuro nie komentuje

Nowe światło na sprawę rzuca wtorkowa publikacja „Rzeczpospolitej”, w której wskazano, że Katarzyna G. od miesiąca jest tymczasowo aresztowana razem z mężem pod zarzutem przywłaszczenia mienia znacznej wartości – pieniędzy należących do CBA. Według informacji dziennika gdy tylko kasjerka trafiła do aresztu, CBA zwolniło ją z pracy. Pytany o te doniesienia Temistokles Brodowski, rzecznik CBA, powtórzył to, co już wcześniej padało w komunikatach Biura: – Nie informujemy o decyzjach kadrowych wobec funkcjonariuszy i pracowników Biura.

„Rzeczpospolita” konkluduje, że ponieważ G. była cywilnym pracownikiem CBA, to najprawdopodobniej „pozbycie się jej uzasadniono utratą zaufania w związku postawieniem jej prokuratorskich zarzutów i tymczasowym aresztowaniem”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Agenci CBA w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie. Chodzi o sprawę byłego burmistrza dzielnicy Włochy

Funkcjonariusze warszawskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego zabezpieczają dokumentację w Mazowieckim Urzędzie Wojewódzkim w Warszawie – dowiedział się portal tvp.info. Czynności prowadzone są na polecenie stołecznej prokuratury okręgowej.

Prowadzone czynności mają związek ze śledztwem dotyczącym przyjmowania korzyści majątkowych przez byłego burmistrza warszawskiej dzielnicy Włochy w zamian za korzystne decyzje administracyjne dotyczące warunków zabudowy.

Pod koniec października Centralne Biuro Antykorupcyjne poinformowało o zatrzymaniu w Warszawie dwóch osób, które miały być uwikłane w korupcyjny proceder. Jedną z nich był Artur W. wówczas burmistrz Włoch – jak wynika z informacji CBA – został zatrzymany na gorącym uczynku tuż po przyjęciu 200 tys. zł łapówki.

Według CBA Artur W. wziął pieniądze od przedsiębiorcy budowlanego Sabriego B. W zamian za łapówki miał wydawać korzystne dla dewelopera decyzje administracyjne.

Prokuratora przedstawiła Arturowi W. zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w postaci 200 tys. zł w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Podejrzany nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił złożenia wyjaśnień.

Obaj podejrzani zostali aresztowani wtedy na trzy miesiące, a w minioną środę sąd zdecydował się przedłużyć ten areszt o następne trzy miesiące.
Źródło info i foto: TVP.info

Znikające miliony w CBA. Kasjerka miała być uzależniona od hazardu

Okazuje się, że CBA nie jest w stanie dopilnować swoich pieniędzy.
– Zabrakło nadzoru i stosowania zasady ograniczonego zaufania – mówią nasi informatorzy. I jak dodają, z funduszu operacyjnego, z którego miały zniknąć miliony złotych, nie miała prawa zniknąć ani złotówka. CBA nadal twierdzi, że nic złego się nie stało i zaprzecza, by utraciło pieniądze.

W czwartek TVN24 podał, że szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego Ernest Bejda nagle odwołał i wysłał na emerytury dwóch kluczowych dyrektorów – szefa pionu finansów i szefa pionu bezpieczeństwa wewnętrznego. Według onet.pl, miało to związek z tym, iż jedna z pracownic CBA wyprowadzała pieniądze z funduszu operacyjnego Biura. W sumie mogło to być blisko 5 milionów złotych. Inne szacunki wskazują, że kwota sięgała nawet 15 milionów złotych.

Kasjerka z CBA miała być uzależniona od hazardu. Została zatrzymana razem z mężem, szczegóły operacji utajniono. Nieoficjalnie oboje zostali aresztowani, a śledztwo ma prowadzić w tej sprawie jedna z warszawskich prokuratur.

Rzecznik CBA Temistokles Brodowski wydał w poniedziałek oświadczenie. „W związku z ostatnimi publikacjami prasowymi dotyczącymi Centralnego Biura Antykorupcyjnego informuję, że Szef CBA przedstawi Sejmowej Komisji do spraw Służ Specjalnych stosowne informacje” – zapowiedział. Podkreślił, że „nie jest prawdą, jakoby Centralne Biuro Antykorupcyjne utraciło jakiekolwiek środki finansowe”.

W związku z aferą do dymisji miał podać się szef Biura Ernest Bejda, ale nie została ona przyjęta. Według byłych wysoko postawionych funkcjonariuszy CBA, z którymi rozmawialiśmy, odpowiedzialność za zniknięcie z kasy milionów złotych ponosi bezpośrednio Bejda. To on odpowiada za nadzór nad funduszem operacyjnym.

– Pieniądze na fundusz przydziela się na niejawnym posiedzeniu kierownictwa CBA, w wąskim gronie. Szczegółowe przepisy dotyczące wydatkowania środków również są niejawne. To pieniądze m.in. na utrzymanie informatorów, Osobowych Źródeł Informacji (OZI), na akcje specjalne pod przykryciem – mówi nam były funkcjonariusz CBA znający kulisy sprawy.

– W ramach Funduszu nie stosuje się zamówień publicznych czy oficjalnych dostaw. Co nie oznacza, że pieniądze z takiego Funduszu nie powinny być rozliczane, pilnowane i wydatkowane zgodnie z przeznaczeniem. Wszystko powinno być odnotowane. Dla kogo i na co pieniądze idą. Problem tkwi w dowolności w dysponowaniu i i braku kontroli nad kasą – opowiada nasz rozmówca.

– W tym przypadku okazało się, że to górka pieniędzy bez żadnej kontroli. Odpowiedzialność poniósł za to jeden ze zwolnionych dyrektorów: dyrektor biura finansów Daniel Art. Akurat ten urzędnik w CBA pracował od wielu lat, był bezstronnym fachowcem. Najwyraźniej trzeba było jednak znaleźć winnego – uważa były funkcjonariusz Biura. Przypomnijmy, że razem z nim ze stanowiskiem pożegnał się Wiesław Flak – szefa pionu bezpieczeństwa wewnętrznego

Jak więc pieniądze mogły zniknąć? Według drugiego naszego rozmówcy, również byłego funkcjonariusza Biura – pieniądze były najprawdopodobniej wynoszone partiami. – Goście, którzy wchodzą do CBA, mają prześwietlaną zawartość torby. Pracownicy już nie. W papierach wszystko musiało się zgadzać. Najwyraźniej nikt nie sprawdzał, czy faktycznie się zgadza – mówi nam b. oficer służb.

– Akurat przy tym Funduszu powinna funkcjonować zasada ograniczonego zaufania. Tymi środkami powinny się zajmować minimum 3 osoby – uważa nasz informator.

Według TVN24, jeszcze trzy lata temu kasę prowadziły dwie pracownice. W czasach obecnego szefa CBA Ernesta Bejdy zmieniono wewnętrzne regulacje i w kasie zaczęła pracować tylko jedna osoba.

CBA jednak konsekwentnie twierdzi, że pieniędzy nie utraciło. Nieoficjalnie tylko dlatego, że „pewne kwoty udało się zablokować u bukmacherów, stąd kierownictwo wywodzi, że nie straciło pieniędzy”.
Źródło info i foto: wp.pl

Agenci CBA zatrzymali prezesa jednej ze stołecznych firm budowlanych

Agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymali we wtorek w Warszawie byłego prezesa jednej ze stołecznych firm budowlanych – poinformowało CBA. Zatrzymanie ma związek ze śledztwem dotyczącym wystawiania fikcyjnych faktur, prania pieniędzy i płatnej protekcji.

Jak podano w komunikacie, agenci CBA zatrzymali we wtorek w Warszawie byłego prezesa jednej ze stołecznych firm budowlanych. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna w latach 2016-2017 posługiwał się nierzetelnymi fakturami wystawionymi na rzecz firmy przez jedną z polskich fundacji (…). Naraził tym samym Skarb Państwa na uszczuplenie podatku na kwotę ponad 1 mln zł, faktury wystawione były na blisko 3,5 mln zł – zaznacza CBA.

Zatrzymany zostanie przewieziony do Prokuratury Regionalnej w Warszawie, gdzie usłyszy zarzuty.

Śledztwo dotyczące m.in. wystawiania fikcyjnych faktur, prania pieniędzy i płatnej protekcji prowadzą wspólnie z Prokuraturą Regionalną w Warszawie funkcjonariusze lubelskiej delegatury CBA. Dotychczas w śledztwie zatrzymano pięć osób: prezes fundacji, jej dwóch pracowników oraz dwie osoby współpracujące z prezes fundacji.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kradzież pieniędzy operacyjnych w CBA. Bejda podał się do dymisji

Z centrali antykorupcyjnej służby zniknęło 10 mln zł, połowa w gotówce. Lecą głowy.

W ostatnich dniach 2019 r., kiedy cała Polska była na świętach, pod centralę Centralnego Biura Antykorupcyjnego zajechała pancerna furgonetka, żeby odebrać z gotówkę jaka została w funduszu operacyjnym, niewykorzystana przez funkcjonariuszy. Praktyka jest taka, że na początku roku CBA odbierają z NBP pieniądze na operacje zaplanowane na najbliższe miesiące. Część trafia na różne konta, część wypłacana jest w gotówce na wydatki, które nie powinny po sobie zostawić śladu. Agenci z terenowych delegatur przyjeżdżają pobrać pieniądze na konkretne akcje, a na koniec roku zdają to co zostało. Z rocznego rozliczenia wynikało, że w kasie biura na koniec 2019 r. powinno zostać kilka milionów nadwyżki. Rozliczeniami pieniężnymi zajmowała się agentka CBA, pracownica z kilkuletnim stażem.

Po wejściu do budynku agenci z konwoju zauważyli, że punkt kasowy jest otwarty, a w kasie nie ma gotówki. Natychmiast zadzwonili do kasjerki z pytaniem co stało się z pieniędzmi, ta jednak odpowiedziała, że są święta i zajmuje się dziećmi. To samo agenci usłyszeli podczas wizyty w domu pracownicy CBA.

Afera na koniec kadencji

Wrócili do centrali z niczym. W biurze została uruchomiona procedura sprawdzająca, która wykazała brak co najmniej 5,5 mln zł w gotówce.

– Zaczęły się gorączkowe telefony i rozmowy, bo stało się jasne, że nie mamy do czynienia ze zwykłą malwersacją, jednorazową akcją, ale z zaplanowanym procederem, realizowanym przez dłuższy czas. 5 mln zł w gotówce to masa pieniędzy o wadze kilkudziesięciu kilogramów, które można spakować do furgonetki. Wszystko wskazuje na to, że pieniądze były porcjami wynoszone z CBA w torbie – mówi osoba zbliżona do resortu spraw wewnętrznych, zastrzegając sobie anonimowość.

Fakt, że nikt nie zauważył jak pracownica metodą na mrówkę wynosi pieniądze to jedno. Drugie pytanie dotyczy zasad i skrupulatności rozliczeń w CBA i kontroli nad przepływami finansów, bo manko na kilka milionów to nie pomyłka w sklepowej kasie na kilkadziesiąt złotych.

Konfuzja w centrali CBA była tym większa, że to nie pierwsze manko w funduszu operacyjnym. W połowie 2019 r. też zniknęły z niego pieniądze – milion złotych, który miał zostać przeznaczony na okup. Pieniądze w trakcie operacji wyparowały.

I najważniejsza kwestia: do malwersacji doszło na miesiąc przed upływem kadencji Ernesta Bejdy, szefa CBA. W kierownictwie biura jest od 2015 r., przez pierwszy rok w randze p.o. szefa, a od 2016 r. jako pełnoprawny szef. CBA to jego dziecko. Zakładał biuro wspólnie z Mariuszem Kamińskim i w latach 2006-09 był jego zastępcą w nowo utworzonej jednostce.

Jeszcze kilka miesięcy temu nie było jasne, czy będzie się on ubiegał o kolejną kadencję. Ernest Bejda jest prawnikiem, typem naukowca, nie funkcjonariusza służb i w związku z brakiem poważniejszych sukcesów na koncie wydawało się, że po skończeniu służby poszuka zatrudnienia gdzie indziej. Nasi rozmówcy wskazują jednak, że niedawna akcja CBA, które wezwało w mediach społecznościowych do informowania o przypadkach korupcyjnych z udziałem Tomasza Grodzkiego, marszałka senatu wskazuje, że Ernest Bejda postanowił zdobyć punkty w obozie władzy przed zbliżającymi się wyborami na kolejną kadencję. Szefa CBA powołuje i odwołuje premier po zasięgnięciu opinii prezydenta, kolegium ds. służb specjalnych i sejmowej komisji ds. służb specjalnych.

Według naszych źródeł, afera z kasą z funduszu operacyjnego z każdym dniem stawała się coraz poważniejsza. Nasi rozmówcy twierdzą, że podejrzani o wyprowadzenie gotówki z centrali odmówili współpracy i wskazania miejsca, gdzie pieniądze zostały zdeponowane. W mediach pojawiła się informacja, że pracownica CBA, odpowiedzialna za kasę wydała pieniądze na gry hazardowe a Prokuratura Krajowa zabezpieczyła część funduszy na rachunku jednego z internetowych bukmacherów. Nasze źródła kwitują te doniesienia krótko: „fake news”.

Główny problem centrali CBA polega na tym, że nie wiadomo na co pieniądze poszły, czy główni podejrzani zorganizowali cały proceder, czy są jedynie uczestnikami większej akcji.

10 mln zł a nie 5 mln

Jak na razie poleciały pierwsze głowy. W czwartek szef CBA zwolnił szefa pionu finansowego oraz szefa pionu bezpieczeństwa wewnętrznego. Dymisje świadczą o wadze sprawy i powadze sytuacji. Obydwaj dyrektorzy to ważne postacie CBA i bliscy współpracownicy Ernesta Bejdy.

Z naszych informacji wynika, że sprawy zaszły tak daleko, iż poświęcono ludzi bezpośrednio odpowiedzialnych za brak nadzoru oraz przeoczenie przestępczego procederu, licząc że to przetnie trudny temat. Nie wystarczyło. W piątek kolejne media (najpierw Onet, potem Polska The Times) zaczęły pisać o manku w CBA i o sprawie zrobiło się głośno.

Nasze źródła twierdzą, że najnowsze ustalenia kontrolne wskazują na znacznie większą lukę w finansach niż pierwotnie się wydawało. Możliwe, że skala malwersacji jest prawie dwukrotnie większa i wynosi około 10 mln zł. Takie mają być wnioski z audytu finansowego przeprowadzonego w biurze po ujawnieniu manka w kasie. Przy czym połowa tej kwoty to gotówką, która zniknęła z funduszu operacyjnego. Druga połowa to nieprawidłowości do jakich mało dojść we wcześniejszym okresie.

W świetle tych ustaleń Ernest Bejda, jak twierdzą nasze źródła, miał złożyć dymisję na ręce Mariusza Kamińskiego, ministra spraw wewnętrznych. Rezygnacja nie została przyjęta.

Nie udało nam się uzyskać żadnej odpowiedzi na szereg pytań zadach w tej sprawie od biura prasowego CBA.
Źródło info i foto: pb.pl

Agenci CBA zatrzymali kolejne dwie osoby w związku z aferą reprywatyzacyjną

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało kolejne dwie osoby w sprawie dotyczącej nieprawidłowości przy reprywatyzacji warszawskich nieruchomości. Zatrzymani przez agentów CBA to jeden ze stołecznych urzędników oraz osoba działająca w branży nieruchomości.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski powiedział we wtorek, że funkcjonariusze warszawskiej delegatury CBA po zakończeniu czynności z zatrzymanymi przekażą ich do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu.

Mają tam usłyszeć zarzuty korupcyjne w śledztwie dotyczącym przestępstw związanych z reprywatyzacją nieruchomości w Warszawie. Obecnie agenci warszawskiej delegatury CBA prowadzą pod nadzorem prokuratury około 70 śledztw, które dotyczą blisko 200 nieruchomości – podał Brodowski.

Zaznaczył, że 30 grudnia 2019 r. wrocławska prokuratura regionalna skierowała do sądu już siódmy akt oskarżania w związku z tym wielowątkowym postępowaniem.
Źródło info i foto: interia.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało byłego senatora PiS i jego syna

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało we wtorek byłego senatora Stanisława K., jego syna i dyrektor małopolskiego oddziału PFRON. Zatrzymania są związane ze śledztwem dotyczącym wielomilionowych łapówek, prowadzonym przez agentów z krakowskiej delegatury CBA.

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził w rozmowie z PAP, że do tego śledztwa zatrzymano trzy osoby – byłego senatora RP VIII kadencji, jego syna oraz dyrektor małopolskiego oddziału Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

– Wszyscy zostaną przewiezieni do Prokuratury Regionalnej w Katowicach, gdzie usłyszą zarzuty korupcyjne – powiedział PAP Brodowski.

Byłemu senatorowi i jego synowi mają zostać postawione zarzuty m.in. przyjęcia wielomilionowych łapówek, a dyrektor oddziału PFRON zarzut wręczenia korzyści majątkowej w formie kontraktów zawartych z Fundacją Pomocy Osobom Niepełnosprawnym w Stróżach, założoną i prowadzoną przez byłego senatora i jego syna – wynika z informacji PAP.

Śledztwo prowadzone przez funkcjonariuszy krakowskiej delegatury CBA dotyczy podejmowania się pośrednictwa w załatwieniu spraw w zamian za korzyści majątkowe, a także powoływania się na wpływy w instytucjach państwowych oraz samorządowych województwa małopolskiego. Śledczy badają też wątek udzielania korzyści majątkowych osobom pełniącym funkcje publiczne, w związku z pełnieniem tych funkcji.

W całej sprawie do tej pory zarzuty usłyszało 24 podejrzanych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Prawnik z Wrocławia zatrzymany przez CBA. Podejrzany jest o wyłudzenia

Prawnik z Wrocławia został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Powód? Podejrzenia o wyłudzenia i zamiar wyłudzeń na ponad milion złotych.

Zatrzymanie wrocławskiego prawnika przez CBA

Do zatrzymania prawnika doszło w ramach śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną we Wrocławiu. Warszawska delegatura Centralnego Biura Antykorupcyjnego zatrzymała radcę prawnego, podejrzanego o niekorzystne rozporządzanie mieniem wielu osób i podmiotów.

Zatrzymany radca prawny wyłudził najprawdopodobniej 150 tysięcy złotych. Na tym nie koniec – jak ustalili śledczy, w ramach swojego procederu był gotowy do wyłudzenia kolejnych 870 tysięcy. Prawnik miał wykorzystywać podrobione dokumenty i podejmował działania w trakcie postępowań sądowych i egzekucyjnych, które miały dezorientować sądy i prowadzić do wypłaty kolejnych kwot.

To nie koniec zatrzymań

Najprawdopodobniej zatrzymany nie działał sam. Śledztwo nadal jest w toku, w ramach sprawy zarzuty przedstawiono już wcześniej jednej osobie, CBA nie wyklucza kolejnych zatrzymań. Prawnikowi z Wrocławia zostaną teraz postawione zarzuty przez Prokuraturę Regionalną.
Źródło info i foto: wp.pl

Nowe zatrzymania CBA ws. śledztwa dotyczącego nadzoru nad SKOK Wołomin. Wśród zatrzymanych znany adwokat

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało w poniedziałek trzy osoby w nowym wątku śledztwa w sprawie nadzoru nad SKOK Wołomin. Wśród zatrzymanych są adwokat z Trójmiasta i Warszawy, b. podsekretarz stanu w ministerstwie skarbu państwa w latach 2004-05 oraz przedstawiciel jednej z warszawskich firm – wynika z informacji PAP.

Trwają przeszukania

Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził w poniedziałek, że funkcjonariusze z dwu delegatur CBA szczecińskiej i krakowskiej dokonali zatrzymań trzech osób. – Prowadzone wspólnie z Prokuraturą Regionalną w Szczecinie postępowanie dotyczy nadzoru nad SKOK Wołomin w latach 2012-14 r. – w tym powoływania się na wpływy w instytucji państwowej – powiedział Brodowski.

Podał, że czynności z zatrzymanymi odbywają się w Gdyni, Szczecinie i pod Warszawą. – Obecnie prowadzone są przeszukania, po ich zakończeniu zatrzymane przez nas osoby zostaną przewiezione do szczecińskiej prokuratury – wyjaśnił. – Mają tam usłyszeć zarzuty w tym nowym śledztwie CBA, które będzie się rozwijało – dodał naczelnik.

Główny wątek

W głównym wątku śledztwa w sprawie nadzoru nad SKOK Wołomin, przed rokiem CBA zatrzymało byłe kierownictwo Komisji Nadzoru Finansowego, m.in. Andrzeja Jakubiaka i Wojciecha Kwaśniaka, oraz pięcioro innych byłych urzędników Komisji.

Szczecińska prokuratura zarzuciła im, że działali na szkodę interesu publicznego, dopuszczając do powstania szkody w kwocie ponad 1,5 mld zł oraz na szkodę interesu prywatnego w kwocie ponad 58 mln zł w SKOK Wołomin. Prokuratura wówczas nie wniosła o areszt.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Akcja Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Lublinie. Zatrzymano 4 osoby

CBA zatrzymało czterech mieszkańców Lublina, którzy załatwili pozwolenie na budowę wieżowca przy ul. Zana w Lublinie w zamian za korzyść majątkową w wysokości 1 mln zł – poinformowało w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jak podało CBA, osoby te działały w porozumieniu i powoływały się na wpływy w instytucjach państwowych i samorządowych, m.in. w Urzędzie Miasta Lublina.

„Jak ustalili funkcjonariusze CBA, mężczyźni podjęli się załatwienia pozwolenia na budowę i wymaganych prawem zgód w związku z budową wieżowca przy ul. Zana w Lublinie w zamian za korzyść majątkową w wysokości 1 mln zł” – poinformowało CBA.

Trzech z podejrzanych mężczyzn spotkało się we wtorek po południu w celu podpisania umowy umożliwiającej przeprowadzenie inwestycji. W kosztach umowy została ujęta wcześniej uzgodniona kwota korzyści majątkowej. Agenci CBA zatrzymali ich w chwili podpisywania umowy. Czwarta osoba została zatrzymana w miejscu zamieszkania.

CBA w środę przedstawi dokumenty w sprawie Prokuraturze Okręgowej w Warszawie.
Źródło info i foto: interia.pl