Dwulatek zaginął podczas spaceru w lesie. Dziecko udało się odnaleźć

Odnaleziono dwuletniego chłopca, który zaginął w poniedziałek w lesie w Częstkowie (woj. pomorskie) podczas spaceru z mamą – poinformował st. asp. Błażej Plichta z Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku. Jak poinformował st. asp. Błażej Plichta, zgłoszenie o zaginięciu chłopca wpłynęło o godz. 21:20. Dwulatek zaginął podczas spaceru w lesie w miejscowości Częstkowo w powiecie wejherowskim. W poszukiwaniach chłopca uczestniczyli strażacy i policja oraz ochotnicy.

– Na miejscu pracowało 15 zastępów straży pożarnej, dwa quady, specjalistyczna grupa poszukiwawczo-ratownicza z psami oraz dron z kamerą termowizyjną. O 23:09 dostaliśmy informację, że chłopiec się odnalazł – powiedział Plichta.

Jako pierwsze o akcji poszukiwawczej informowało radio RMF FM. Z informacji asp. Plichty, chłopiec jest w stanie dobrym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Australia: Zbiorowy gwałt na 5-letnim chłopcu

W odizolowanej australijskiej społeczności doszło do przerażającego aktu przemocy. Grupa dzieci zaatakowała i okrutnie zgwałciła ledwie pięcioletniego chłopca. Jak donoszą australijskie media, mały chłopczyk został najprawdopodobniej zaatakowany przez grupę trojga dzieci. Najstarsze z nic miało 13 lat, najmłodsze ledwie 10.

Pięciolatek został brutalnie zgwałcony na plaży w odciętej od świata miejscowości Napranum w stanie Queensland, zamieszkanej przez Aborygenów australijskich. Rannego chłopca trzeba było przetransportować drogą lotniczą blisko osiemset kilometrów do najbliższego szpitala.

Według gazety „The Australian” okoliczności czynu nie są jasne. Wygląda jednak na to, że ta odizolowana społeczność nie pierwszy raz spotyka się z przypadkiem zbiorowego gwałtu ze strony dzieci.

„W miasteczku pojawiło się duże napięcie. Przynajmniej jedno z dzieci zostało zabrane poza naszą wspólnotę. To nie pierwszy raz, gdy dzieje się coś takiego” – mówi dziennikowi anonimowe źródło.

Mieszkańcom Napranum przypomina to sytuację sprzed piętnastu lat. Wówczas 10-letnia dziewczynka została zgwałcona przez grupę dziewięciu osób, w tym dzieci, z których najmłodsze miało 13 lat. Według prawa stanu Queensland nawet dziesięciolatki mogą odpowiadać karnie jak dorośli. Sąd musi jednak stwierdzić, że były świadome swoich czynów.
Źródło info i foto: o2.pl

Dwulatek wypadł z ciągnika i wpadł pod koła. Prokuratura bada, czy nie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci

Policja wyjaśnia okoliczności tragicznej śmierci dwuletniego chłopca, który wypadł z ciągnika podczas prac rolnych na Kaszubach. Prokuratura sprawdza, czy nie doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci. Do zdarzenia doszło w Łyśniewie Sierakowickim (powiat kartuski). Szczegółowe okoliczności będą jeszcze wyjaśniane, ale według wstępnych ustaleń funkcjonariuszy, był to nieszczęśliwy wypadek.

Jak wynika z opisu sytuacji przekazanej przez policję, dziecko jeździło z ojcem ciągnikiem po polu. W pewnym momencie drzwi pojazdu uchyliły się i chłopiec wypadł wprost pod koła. Ojciec natychmiast wezwał służby ratunkowe i podjął reanimację. Strażakom i ratownikom medycznym udało się przywrócić czynności życiowe dwulatka, mimo jego bardzo złego stanu.

Dziecko do szpitala wojewódzkiego w Gdańsku zabrał helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Lekarze walczyli o jego życie, ale niestety w poniedziałek po godz. 13 chłopiec zmarł. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa w Kartuzach. Na razie zakwalifikowano sprawę jako nieumyślne spowodowanie śmierci.
Źródło info i foto: tvn24.pl

W rzece znaleziono ciało dziecka. To zaginiony Kacper?

W sobotę w rzece Kwisa w Nowogrodźcu znaleziono ciało chłopca. Jak informuje policja, najprawdopodobniej, to poszukiwany od dwóch tygodni 3,5-letni Kacperek. Poszukiwania zaginionego chłopca trwały od poniedziałku 27 kwietnia. Wtedy matka zgłosiła zaginięcie chłopca, który był pod opieką ojca. W sobotę w rzece odnaleziono ciało. Prawdopodobnie jest to ciało 3,5-letniego chłopca.

Funkcjonariusze prowadzili nieprzerwanie poszukiwania od dwóch tygodni – przeczesano łącznie 500 hektarów – tereny otwarte, leśne, przyrzeczne oraz kolejowe. Niemal każdego dnia sprawdzane są również tereny wodonośne – z łodzi i pontonów, jak i przez policyjnych nurków. W akcji brał udział m.in. policyjny śmigłowiec, drony, łodzie z sonarami, roboty podwodne oraz system trackerów gps umożliwiający bieżącą analizę sprawdzonego terenu.

Ciało chłopca zostało znalezione w Kwisie kilkaset metrów od miejsca, gdzie Kacper widziany był po raz ostatni – niedaleko działek między wiaduktem kolejowym i drogowym. Na miejscu pracuje prokurator, który musi potwierdzić tożsamość chłopca.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny dzień poszukiwań zaginionego Kacpra. Sprawdzono już 500 ha terenu

Już od ośmiu dni policjanci prowadzą poszukiwania zaginionego Kacperka z Nowogrodźca. Następne działania poszukiwawcze skupią się na przeczesywaniu terenu na lądzie. W poniedziałek 4 maja służby kontynuują poszukiwania 3,5-letniego chłopca, który zaginął w okolicy ogródków działkowych. Według śledczych najbardziej prawdopodobny wariant zakłada, że chłopiec wpadł do pobliskiej rzeki Kwisy. Akcja nadal prowadzona będzie na rzecze, jednak większość sił skierowanych zostanie do prowadzenia działań na lądzie.

Ósmy dzień poszukiwań 3,5-letniego Kacperka

– Poszukiwania Kacperka są prowadzone wielotorowo. Dziś swoje działania koncentrujemy na przeczesywaniu terenów lądowych. Sprawdzane będą wszelkie zarośla, zakrzaczenia, tereny otwarte i leśne. Sprawdzamy też inne wątki, ale to są czynności o charakterze niejawnym – powiedział w rozmowie z Onetem p.o. rzecznika Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu Kamil Rynkiewicz.

Przez ostatni tydzień płetwonurkowie szukali 3,5-letniego dziecka, które mogło wpaść do Kwisy. W ciągu ośmiu dni przeszukano ponad 20 kilometrów koryta rzeki. Akcja jest utrudniona, bo Kwisa w okolicach Nowogrodźca ma wiele odnóg i jest podzielona przez kilka elektrowni wodnych. Oprócz niej funkcjonariusze przeszukali także ogródki działkowe i tereny kolejowe. Na 500 hektarach terenu służbom jak dotąd nie udało się odnaleźć śladu po zaginionym.

Śledztwo w sprawie zaginięcia chłopca prowadzi Prokuratura Rejonowa w Bolesławcu. Zarzut usłyszał ojciec 3,5-letniego Kacperka, który w czasie zaginięcia opiekował się synem. Mężczyzna był wtedy pod wpływem alkoholu. 34-letni ojciec był też poszukiwany do odbycia kary za przestępstwo przeciwko mieniu. Rafał B. usłyszał już zarzut narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Opole: Ruszył proces Sabiny W. Utopiła synka w toalecie

Urodziła synka, a następnie miała go zostawić w ubikacji wypełnionej wodą. Przed Sądem Okręgowym w Opolu rozpoczął proces Sabiny W. oskarżonej o zabójstwo niemowlęcia. Pod koniec czerwca 2019 roku w niewielkiej wsi Gierałtowice niedaleko Kędzierzyna-Koźla o czwartej nad ranem Sabina W. zadzwoniła na pogotowie i zgłosiła poronienie.

Gdy sanitariusze przybyli na miejsce, zobaczyli wystające z ubikacji papierowe ręczniki. Okazało się, że zakrywają one straszliwy widok. Ręka ratownika szybko trafiła na nóżkę martwego już chłopca, który utopił się w muszli klozetowej.

Sabina W. twierdzi, że w feralną noc gorzej się poczuła. Upiera się też, że nieregularnie miesiączkowała i dlatego nie zdawała sobie sprawy z tego, że nosi pod sercem dziecko.

Co innego twierdzą ratownicy. W sądzie zeznali, że kobieta nie wyglądała na zbyt przerażoną. Poinformowała ich również o tym, od kiedy nosiła ciążę. Prokuratura postawiła Sabinie W. zarzut zabójstwa. Grozi jej co najmniej 8 lat więzienia. W sprawie decydująca może się okazać opinia biegłych i psychiatrów, bo Sabina W. twierdzi, że zabiła dziecko, będąc niepoczytalną.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zakonnik wysyłał 13-latkowi zdjęcia pornograficzne. Jest śledztwo prokuratury

Sprawę opisał portal gorlice24.pl. Jeden z duchownych franciszkańskiego Zakonu Braci Mniejszych w Bieczu (województwo małopolskie) miał wysyłać pornograficzne zdjęcia 13-letniemu ministrantowi, który służył w parafii św. Anny. Prokuratura w Gorlicach sprawdza, czy doszło do popełnienia przestępstwa ze strony kleryka.

Jak nieoficjalnie podaje portal gorlice24, duchowny miał zostać już przeniesiony do innego klasztoru prowadzonego również przez franciszkanów.

Chłopiec pokazał zdjęcia kolegom ze szkoły. Prokuratura wszczęła śledztwo

O sprawie prokuraturę powiadomiła nauczycielka ze szkoły w Bieczu, do której uczęszcza 13-letni ministrant. Chłopiec – jak donosi portal gorlice24 – miał pokazać zdjęcia, które otrzymał od duchownego, swoim kolegom. Oni z kolei poinformowali o tym kadrę nauczycielską.

Jeżeli okaże się, że zakonnik wysyłał 13-latkowi pornograficzne zdjęcia, może grozić mu nawet do 2 lat pozbawienia wolności – jak wynika z artykułu 202 Kodeksu Karnego. Z kolei jeżeli były to pornograficzne zdjęcia dzieci , wówczas kara może liczyć nawet 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Malbork: 39-letni trener siatkówki oskarżony o gwałt na 13-latku

39-letni trener siatkówki miał molestować oraz próbować zgwałcić 13-letniego chłopca, którzy uczestniczył w evencie sportowym. Mężczyzna usłyszał już zarzuty. Do 15 lat więzienia grozi 39-letniemu mężczyźnie, podejrzanemu o próbę zgwałcenia w nocy z piątku na sobotę w Malborku 13-letniego chłopca oraz dopuszczenia się wobec niego innej czynności seksualnej.

Próbował zgwałcić 13-letniego uczestnika imprezy sportowej

O postawieniu zarzutów mężczyźnie poinformowała w poniedziałek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

– Pokrzywdzony to 13-letni chłopiec. Uczestniczył w imprezie sportowej, która odbywała się na terenie Malborka. Do zdarzenia doszło w nocy z 6 na 7 grudnia w miejscu, w którym chłopiec wraz z innymi uczestnikami nocował – dodała Wawryniuk.

Prokuratura postawiła 39-letniemu mężczyźnie zarzut „usiłowania doprowadzenia przemocą małoletniego pokrzywdzonego do obcowania płciowego oraz dopuszczenia się wobec niego innej czynności seksualnej”.

Według nieoficjalnych informacji Polskiej Agencji Prasowej ze źródeł zbliżonych do organów ścigania, 39-latek jest trenerem siatkówki. Mężczyzna nie przyznał się do winy. Prokuratura wystąpiła do sądu o jego aresztowanie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Poszukiwany w Niemczech chłopiec odnaleziony na dworcu w Budapeszcie

Poszukiwany w Niemczech 12-letni chłopiec został znaleziony na dworcu Keleti w Budapeszcie we wtorek w nocy; powiedział, że chciał zobaczyć świat – poinformowała węgierska policja na swojej stronie internetowej.

Dziecko zauważono w przejściu podziemnym na dworcu. Kiedy zapytano chłopca, gdzie są jego rodzice, okazało się, że mówi tylko po niemiecku i nie ma przy sobie żadnych dokumentów. Chłopiec powiedział policjantom, że chciał zobaczyć świat i dlatego wsiadł do pociągu jadącego do Budapesztu. Nie miał w węgierskiej stolicy żadnych znajomych, a jego rodzice nie wiedzieli, że tam pojechał.

Policjanci skontaktowali się z władzami niemieckimi oraz rodzicami dziecka. Chłopiec został tymczasowo umieszczony w ośrodku opieki nad dziećmi, ale ojciec wkrótce po niego przyjechał i w środę po południu obaj udali się do domu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ojciec zaginionego Dawida Żukowskiego dwa tygodnie przed śmiercią zniknął z pracy. Co robił w tym czasie?

Mija kolejny dzień poszukiwań 5-letniego Dawida Żukowskiego. Chłopiec został odebrany od dziadków przez ojca, Pawła Ż. i miał zostać zawieziony do matki. Nie dotarł tam. Kilka godzin później ojciec popełnił samobójstwo. Jak podaje TVP Info, około dwóch tygodni przed dramatem ojciec Dawida przestał pojawiać się w pracy. Czy to oznacza, że w tym czasie planował uprowadzenie chłopca? Mamy opinię ekspertów na ten temat.

Tłem tragicznych zdarzeń jest konflikt rodzinny. Pod koniec czerwca 31-letnia matka Dawidka miała zawiadomić prokuraturę o tym, że mąż znęca się nad nią psychicznie. Kobieta wraz z synkiem trzy tygodnie przed tragedią wyprowadziła się z Grodziska Mazowieckiego do Warszawy. W rodzinie miało dochodzić do częstych kłótni, których powodem miało być – jak donosi TVN24 – uzależnienie Pawła Ż. od hazardu. 32-latek miał z tego powodu popaść w długi. Z kolei portal TVP Info ustalił, że około dwóch tygodni przed samobójczą śmiercią ojciec 5-letniego Dawida przestał pojawiać się w pracy. Czy to oznacza, że w tym czasie mógł planować uprowadzenie synka?

– To co się wydarzyło było wynikiem rodzinnego konfliktu. Z dotychczasowych ustaleń śledczych wynika, że ojciec Dawida działał w sposób zaplanowany – mówi w rozmowie z Fakt24.pl wybitny kryminolog, prof. Brunon Hołyst. – Hipoteza, że mężczyzna mógł zaplanować uprowadzenie synka, w trakcie tych dwóch tygodni, gdy nie było go w pracy jest bardzo prawdopodobna. Po urlopie mógł przystąpić do realizacji tego planu. W mojej opinii oddala się, niestety, perspektywa odnalezienia chłopca żywego – dodaje.

Paweł Ż. pracował jako menadżer ds. eksportu w firmie zajmującej się sprzedażą specjalistycznego sprzętu. Biegła znajomość języka rosyjskiego z pewnością pomagała mu w pracy. Z relacji kolegów mężczyzny wynika, że był bardzo spokojnym człowiekiem, a także sumiennym i bardzo skrupulatnym pracownikiem. Czy byłby zdolny zrobić krzywdę swojemu synkowi?

– Ta sprawa jest bardzo zagadkowa. Jeżeli miałoby tu miejsce klasyczne samobójstwo rozszerzone, to ojciec miałby dziecko przy sobie. W przypadku tego typu zbrodni sprawca prawie zawsze jest w pobliżu ofiary, bo jest to akt desperacji i kontynuacja chorej miłości. Tutaj tego nie ma. Nie wiadomo, gdzie znajduje się chłopiec. Dlatego ta sprawa budzi szereg moich wątpliwości, ale wydaje mi się, że odnalezienie dziecka żywego jest coraz mniej prawdopodobne – mówi Dariusz Loranty, były nadkomisarz i szef ekspertów bezpieczeństwa Środkowoeuropejskiego Instytutu Badań i Analiz Strategicznych CIRSA.

Zaginięcie Dawida Żukowskiego

Dawid Żukowski zaginął po południu w środę 10 lipca. Tego dnia o 17.00 ojciec Paweł Ż. odebrał go od dziadków w Grodzisku Mazowieckim i miał odwieźć do mamy do Warszawy. O godz. 21.00 32-latek targnął się na swoje życie, rzucając się pod pociąg na dworcu w Grodzisku. Około północy mama Dawida zgłosiła zaginięcie syna. Gdy kilka godzin później znaleziono samochód Pawła Ż. zaparkowany kilka kilometrów od dworca, Dawidka w nim nie było. Sprawa od razu była traktowana priorytetowo, bo przed popełnieniem samobójstwa Paweł Ż. wysłał do byłej partnerki SMS o treści „nigdy nie zobaczysz już syna”.

W poszukiwaniach Dawida przez ponad cztery doby udział brało kilkuset policjantów, żołnierzy i strażaków. Odtworzono minuta po minucie trasę, jaką po odebrania Dawidka od dziadków przejechał Paweł Ż. Dzięki temu wiadomo, że mężczyzna dwukrotnie przejeżdżał przez miejscowość Chrzanów Duży – raz udając się w kierunku Warszawy, drugi raz wracając do Grodziska Mazowieckiego – oraz dwukrotnie zatrzymywał się w okolicy węzła Konotopa. Przeczesano łącznie ponad 4,5 tys. hektarów terenu między Grodziskiem a autostradą A2, sprawdzając dokładnie centymetr po centymetrze. Chłopca jednak do tej pory nie znaleziono.

W poniedziałek 15 lipca policja zawiesiła działania w terenie. Teraz śledczy skupiają się analizie zebranych danych i dowodów w sprawie. Nie wiadomo, kiedy poszukiwania zostaną wznowione.
Źródło info i foto: Fakt.pl