Biłgoraj: Wciąż trwają poszukiwania chorego psychicznie 42-latka. Ma siekierę i agresywnego psa

Policja ostrzega przed niebezpiecznym mężczyzną w okolicach Biłgoraja. Jest chory psychicznie, uzbrojony i nikt nie wie, dokąd wyszedł z domu. Funkcjonariusze robią wszystko, by go zatrzymać, zanim zrobi komuś krzywdę. Policjanci przeczesują lasy w okolicach Biłgoraja. Chcą bowiem odnaleźć chorego psychicznie 42-latka, który w sobotę wyszedł z domu. Mężczyzna jest uzbrojony w siekierę i może mieć ze sobą agresywnego owczarka niemieckiego – informuje RMF FM.

Zdaniem rozgłośni, poszukiwany człowiek prawdopodobnie przestał przyjmować leki, przepisane przez psychiatrów. Policja ostrzega, by nie próbować go zatrzymać, tylko zadzwonić pod numer alarmowy.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Warszawa: Agresywny mężczyzna zaatakował młodą kobietę przy stacji metra

Agresywny mężczyzna zaatakował młodą kobietę w okolicy jednej ze stacji warszawskiego metra. Policja potwierdza, że poszukuje sprawcy, choć pani Aleksandra, która nagłośniła tę sprawę w mediach, nie unika krytycznych uwag także pod adresem przedstawicieli służb. 

„DZIEWCZYNY W Warszawie kręci się chory psychicznie lub naćpany mężczyzna. Spodenki w kratkę, dość wysoki, szczupły i szara koszulka (później był widziany bez). Wyglądał jak robotnik. Próbuje gwałcić i dusić młode kobiety. Ostatnio widziany w okolicy metra Służew. Ja zdążyłam w ostatniej chwili się uwolnić dlatego proszę. Uważajcie na siebie i udostępniajcie ponieważ nikt nie wie gdzie on się teraz znajduje. Miejcie oczy szeroko otwarte, proszę” – czytamy.

Post udostępniło już ponad 1000 osób, a w komentarzach sporo kobiet pisze, że również spotkały agresywnego mężczyznę. Wedle ich relacji miał on grasować w okolicach placu Konstytucji, przy Rondzie Wiatraczna bądź w pociągach Kolei Mazowieckiej. 

Zaatakował ją przy stacji metra. Zgłosiła sprawę na policję

Następnie pani Aleksandra skontaktowała się z redakcją Wirtualnej Polski, której bardziej szczegółowo opisała całą sytuację. „Szłam osiedlową uliczką z psem. Patrzyłam w telefon. Ten mężczyzna podszedł mnie od tyłu, lewą rękę włożył mi między nogi, zaczął ściskać. Byłam sparaliżowana. Obok nie było nikogo, tylko starszy mężczyzna gdzieś w oddali. Odepchnęłam go. Zabrał rękę i stanął naprzeciwko mnie, około metr przede mną. Powiedział »przepraszam« i chwycił mnie za biust jedną ręką, a drugą sięgnął do mojej szyi i próbował dusić” – relacjonuje w rozmowie z WP. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Dariusz R. złodziej zwłok z Pomorza jest chory psychicznie. Trafi do więzienia?

Dariusz R. (54 l.) przez lata realizował makabryczny scenariusz: rozkopywał mogiły, wyciągał z nich trumny, do czarnych worków na śmieci pakował znalezione tam kości i części ciał. Później, jak gdyby nigdy nic, wsiadał z łupem do pociągu, autobusu lub tramwaju i jechał w okolice domu. Za swoje czyny złodziej zwłok najprawdopodobniej nie odpowie. Biegli ustalili, że jest chory psychicznie. W związku z tym śledczy wnieśli o umorzenie postępowania.

W toku śledztwa Dariusz R. usłyszał łącznie 14 zarzutów dotyczących znieważenia miejsc spoczynku oraz usiłowania lub dokonania ograbienia grobów ze zwłok. Biegli ustalili, że mężczyzna jest chory psychicznie.

– Dokonując zarzuconych mu czynów miał zniesioną zdolność rozpoznania ich znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem. Biegli stwierdzili również, że z uwagi na obecny stan zdrowia psychicznego, celem zapobieżenia ponownemu popełnieniu czynów o znacznej szkodliwości społecznej, wymaga on pobytu w szpitalu psychiatrycznym – poinformowała Grażyna Wawryniuk z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Śledczy skierowali do sądu wniosek o umorzenie postępowania przeciwko Dariuszowi R.

– Wniosek o umorzenie postępowania przygotowawczego i zastosowanie środka zabezpieczającego został skierowany w zakresie 12 z 14 zarzuconych podejrzanemu czynów popełnionych w 2005 roku na cmentarzu w Gdańsku oraz w latach 2015 – 2017 na cmentarzach w Gdańsku, Gdyni , Rumi , Lęborku oraz Olsztynie – wyjaśnia prok. Grażyna Wawryniuk.

W ramach odrębnego postępowania prokuratura prowadzi czynności dotyczące dwóch zarzutów nieobjętych wnioskiem.

Dariusz R. przez wiele lat realizował makabryczny scenariusz, zawsze taki sam: rozkopywał mogiły, wyciągał z nich trumny, do czarnych worków na śmieci pakował znalezione tam kości i części ciał. To jednak nie wszystko. Każdy worek starannie oznaczał, wkładał do niego nagrobną tabliczkę z imieniem i nazwiskiem zmarłego. Potem robił jeszcze bardziej przerażające rzeczy – jak gdyby nigdy nic, wsiadał z łupem do pociągu, autobusu lub tramwaju i jechał w okolice domu. W Gdańsku-Brętowie tworzył własne cmentarzysko, na którym zakopywał szczątki.

Policjanci znaleźli 10 worków z ludzkimi szczątkami. Były w nich szczątki 13 osób. Na szczątkach znajdował się materiał DNA podejrzanego. Jak dowiedział się Fakt Dariusz R. prowadził też zapiski swoich makabrycznych działań.

Co z nich wynika? Nasz informator ujawnił przerażające szczegóły. – Miał misję, twierdził, że słyszy głosy, chciał kupić dostawcze auto i wjechać nim w przystanek – usłyszeliśmy. Gdzie chciał przeprowadzić zamach? Tego nie wiadomo. Jedno jednak pewne: miało w nim zginąć jak najwięcej osób!

54-latek leczył się psychiatrycznie, ale podobno był wzorowym pracownikiem.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Floryda: Strzelanina na lotnisku. Są zabici i ranni

Pięć osób zginęło, a osiem zostało rannych w wyniku piątkowej strzelaniny na lotnisku Fort Lauderdale-Hollywood na Florydzie – podało biuro szeryfa hrabstwa Broward. Napastnik został schwytany. Senator Bill Nelson z Florydy oświadczył, że motywy czynu sprawcy są nieznane, ale nie można wykluczyć, że był to akt terroryzmu

Biuro szeryfa hrabstwa Broward informowało początkowo na Twitterze w piątek wieczorem polskiego czasu, że w strzelaninie zginęło „wiele osób”. W rozmowie z Reutersem przekazało, że zabitych zostało pięć osób, a osiem zostało rannych. Napastnik został ujęty przez służby. Według wstępnych informacji działał sam. Został zidentyfikowany jako 26-letni Esteban Santiago, weteran, który służył w Iraku, ale został wydalony ze służby ze względu na niezadowalające wyniki. Po zatrzymaniu został przesłuchany.

– W tym momencie nie mamy żadnych dowodów, by działał w porozumieniu z kimś innym. Został zatrzymany i prowadzimy obecnie śledztwo – powiedziała burmistrz hrabstwa Broward w rozmowie z CNN.

„Wszyscy uciekają”

Na koncie na Twitterze lotniska poinformowano, że do zdarzenia doszło w hali odbioru bagażu terminala numer 2. Port lotniczy Fort Lauderdale-Hollywood ma cztery terminale. Jak pisze portal stacji CNN, część lotniska została ewakuowana. Federalne władze lotnicze czasowo wstrzymały wszelkie starty i lądowania z lotniska, które jest dużym ośrodkiem ruchu turystycznego w rejonie Miami. Dziennie obsługuje od 80 do 100 tys. pasażerów. Władze pobliskiego międzynarodowego portu lotniczego w Miami zarządziły „dodatkowe środki bezpieczeństwa” podyktowane – jak podano „wymogami ostrożności”.

Miał jeden bagaż

Według dotychczasowych ustaleń policji, Santiago przyleciał do Fort Lauderdale z Anchorage, na Alasce w czwartek wieczorem. Miał tylko jeden bagaż, w którym znajdował się karabin. Po wylądowaniu odebrał bagaż, udał się do toalety, gdzie załadował broń i zaczął strzelać.

Świadkowie twierdzą, że sprawca otworzył ogień bez uprzedzenia. Po opróżnieniu magazynka spokojnie czekał na przybycie policji. Później widziano go skutego kajdankami i odprowadzanego przez policjantów. John Schlicher, który był świadkiem ataku poinformował stację, że napastnik celował bezpośrednio w pasażerów. Inny świadek zdarzenia, Mark Lea, poinformował MSNBC, że napastnik nic nie mówił, ani nie krzyczał.

– Był spokojny, tak jakby nic się nie działo. Nie okazywał żadnych emocji. Nie miało żadnego znaczenia, czy to kobieta czy mężczyzna, biały czy czarny, dziecko czy dorosły – po prostu celował i strzelał – potwierdza jedna z osób, która była na miejscu. Agencja Associated Press zaznacza, że przepisy nie zabraniają pasażerom samolotów przewożenia broni i amunicji pod warunkiem, że broń jest niezaładowana i znajduje się w sztywnym pojemniku oddanym do odprawy, a nie w bagażu podręcznym.

Leczył się psychiatrycznie

W listopadzie zeszłego roku Santiago pojawił się w biurze FBI w Anchorage na Alasce – poinformował agent specjalny FBI George Piro. W związku ze swoim dziwnym zachowaniem, mężczyzna został wówczas przekazany lokalnej policji, która doprowadziła go do placówki medycznej na ocenę stanu psychicznego. Jak powiedział jeden z urzędników federalnych, Santiago miał powiedzieć jednemu z agentów w biurze w Anchorage, że jego umysł jest kontrolowany przez amerykańską agencję wywiadowczą, która każe mu oglądać filmy tzw. Państwa Islamskiego. Brat zatrzymanego poinformował w piątek, że mężczyzna ostatnio był leczony psychiatrycznie.

Kondolencje od prezydenta

O strzelaninie napisał na Twitterze rzecznik prasowy Białego Domu za czasów prezydenta George’a W. Busha Ari Fleischer. „Jestem na lotnisku Fort Lauderdale. Padły strzały. Wszyscy uciekają” – napisał przed godziną 19. polskiego czasu.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Policja przypuściła szturm na restaurację, w której zabarykadował się 43-latek

Policja szturmem dostała się do restauracji w Saarbruecken na zachodzie Niemiec, w której przed południem zabarykadował się mężczyzna. Okazało się, że 43-latek… spał. Mężczyznę znaleziono w piwnicy restauracji w Saarbrücken. 43-latek spał. Wiadomo, że jest chory psychicznie.

Był zakrwawiony, ponieważ jest lekko ranny. Nie wiadomo jeszcze z jakiego powodu. Wbrew wcześniejszym informacjom nie miał natomiast przy sobie broni. Mężczyzna został zabrany do szpitala. Przez kilka godzin wokół bałkańskiej restauracji zamkniętych było kilka ulic.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Zbigniew Ratajczak skazany na dożywocie za zabójstwo nastolatki z Komornik

Dożywocie za zabójstwo nastolatki z Komornik koło Środy Sląskiej. Skazany Zbigniew Ratajczak wysłuchał wyroku Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Sąd uznał, że zabójca może ubiegać się o wyjście na wolność nie wcześniej niż po 35 latach. W uzasadnieniu sąd zaznaczył, że na wolności mógłby być nadal groźny. Jak mówiła sędzia Lidia Hojeńska, mężczyzna nie jest chory psychicznie, ale działał w sposób bardzo brutalny i bezwzględny. Ma osobowość psychopatyczną, która wymaga stałej kontroli w więzieniu.

Skazany przyznał się do popełnienie zbrodni, ale nie ma poczucia winy – mówi adwokat Małgorzata Niemiec – Zorko. Nie zgadza się z wyrokiem i żąda apelacji.

Do zabójstwa doszło w listopadzie 2014 roku. Dominika wracała ze szkoły, skazany zaatakował ją i zabił przy drodze. Zadał jej blisko 50 ciosów nożem. Sąd zgodził się na upublicznienie wizerunku i nazwiska skazanego.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Eddie Ray Routh skazany na dożywocie

Eddie Ray Routh został skazany na dożywotnie więzienie, bez prawa do wcześniejszego zwolnienia, za zabójstwo słynnego amerykańskiego snajpera Chrisa Kyle’a i jego przyjaciela. Proces Routha śledziła cała Ameryka. Po trwających dwie godziny obradach ława przysięgłych sądu w Stephenville, w stanie Teksas, uznała 27-letniego Routha winnym zamordowania obu mężczyzn.

Obrońcy argumentowali wcześniej, że Eddie Ray Routh, były żołnierz piechoty morskiej i weteran wojny w Iraku, był chory psychicznie, cierpiał m.in. na schizofrenię, i wnosili o jego uniewinnienie z powodu niepoczytalności. Routh, jak twierdził prokurator, z zimną krwią zastrzelił 38-letniego Kyle’a i 35-letniego Chada Littlefielda w lutym 2013 roku, podczas zajęć ze strzelania sportowego, organizowanych dla byłych żołnierzy, zmagających się ze skutkami nabytego w takcie działań wojennych stresu pourazowego.

Chris Kyle uważany był za najlepszego snajpera w armii USA, służył m.in. w elitarnej jednostce komandosów Navy Seals. Stał się znany po opublikowaniu własnych wspomnień, w których twierdził, że podczas wojny w Iraku zabił 255 wrogów. Pentagon potwierdził śmierć 160. Po wyjściu z armii założył firmę ochroniarską. Pomagał także weteranom, którzy ucierpili podczas działań wojennych. Autobiografia Kyle’a zainspirowała Clinta Eastwooda do nakręcenia filmu „Snajper”, który stał się przebojem kinowym.
Żródło info i foto: onet.pl

Dariusz P. udaje chorego psychicznie

Dariusz P., podpalacz z Jastrzębia, który odpowiada za śmierć 5 członków rodziny, został doprowadzony z aresztu na rutynowe przesłuchania. Swym wyglądem zaskoczył nawet śledczych. Po prawie roku spędzonym w celi wychudł i zapuścił brodę. Wygląda jak eremita, albo Hiob z biblijnej opowieści. Chce wywrzeć na śledczych wrażenie, że jest szaleńcem, choć lekarze stwierdzili inaczej – by uniknąć procesu?

Dariusz P., któremu jeszcze w zeszłym roku współczuła całą Polska, został oskarżony o celowe podpalenie domu. Zginęło pięcioro najbliższych członków jego rodziny – czwórka dzieci i żona Joanna. Uratował się tylko syn Wojtek (dzisiaj pełnoletni). Śledczy mają dowody, że mężczyzna zaplanował morderstwo rodziny, którą wcześniej ubezpieczył na życie. Motywem były jego kolosalne długi, które sięgały ponad 3,5 mln zł. Śmierć bliskich i wypłata polis z tego tytułu miała mu zapewnić spłatę długów. Taki był misterny plan zagorzałego katolika, niestety spalił na panewce.

Po pożarze wystawił piękny grobowiec rodzinie, którą zamordował, umawiał się na wywiady, aby stworzyć obraz nieszczęśnika. Nie udało się wmówić śledczym, że jest zrozpaczonym wdowcem. Jego żałoba zresztą była pozorna, nie minął rok od tragedii, a on już chciał się żenić z nowa kochanką. Zresztą wcześniej miał ich kilka, jeszcze za życia jego małżonki.
Udawał Hioba, a potem przybrał postawę szaleńca. Miał nadzieje, że nie odpowie za swoje czyny. Kilka lat wcześniej prokuratura w Jastrzębia umarzały wszystkie jego postępowania właśnie z powodu niepoczytalności. Ale wtedy opinie o jego stanie zdrowia wystawiał zawsze ten sam lekarz. Teraz Dariusz P. był obserwowany przez innych psychiatrów, którzy po 8 tygodniach stwierdzili jednoznacznie, że jest poczytalny.

Dlatego śledczy już kończą zbierać materiał, który pozwoli im wysłać akt oskarżenia wobec podpalacza do sadu. Czy we wtorek, gdy był słuchany w prokuraturze, swoim wyglądem eremity chciał jeszcze coś wskórać? Zaskoczeni jego wyglądem byli wszyscy. Czy może w celi oddaje się medytacjom, a może udziela porad innym więźniom, jak grać rolę szaleńca?
Na szczęście nie ma to wpływu na toczące się śledztwo, które zmierza do sformułowania aktu oskarżenia. Dariuszowi P. grozi dożywocie za morderstwo rodziny.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Michał L. uniknie kary?

Prokuratura skierowała do sądu wniosek o umorzenie śledztwa ws. mężczyzny, który latem wjechał autem w spacerowiczów na sopockim deptaku i ranił 23 osoby. Psychiatrzy orzekli, że sprawca jest chory psychicznie: sąd zdecyduje, czy będzie on przymusowo leczony.

Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Jej rzeczniczka prasowa Grażyna Wawryniuk poinformowała, że tego dnia skierowano do Sądu Rejonowego w Sopocie wniosek o umorzenie postępowania. Uczyniono to zgodnie z procedurą mówiącą, że za popełnienie przestępstwa nie odpowiada karnie osoba, która w momencie jego popełnienia była niepoczytalna.

Wawryniuk przypomniała, że w sierpniu b.r., po jednorazowym badaniu 32-letniego Michała L., psychiatrzy uznali, że w momencie, gdy doszło do wypadku, miał on „zupełnie wyłączoną poczytalność” i „całkowicie zniesioną zdolność rozumienia i pokierowania swoim postępowaniem”. Według psychiatrów jego niepoczytalność związana była z chorobą psychiczną, na którą cierpi. Ze względu na ochronę prywatności mężczyzny Wawryniuk odmówiła bardziej szczegółowych informacji na ten temat.

Rzecznik dodała, że biegli w swojej opinii wyrazili obawę, iż – ze względu na chorobę – mężczyzna może ponownie popełnić przestępstwo i wskazali na konieczność jego leczenia w izolacji. We wniosku o umorzenie postępowania śledczy zwrócili się więc do sądu o podjęcie decyzji ws. przymusowego leczenia 32-latka w placówce zamkniętej. Zawnioskowali też o wydanie przez sąd zakazu prowadzenia przez niego pojazdów (już wcześniej śledczy wystąpili do stosownych urzędów o zatrzymanie prawa jazdy mężczyzny). Badania wykonane tuż po wypadku wykazały, że przed tym zdarzeniem mężczyzna nie pił alkoholu, nie był też pod wpływem narkotyków ani środków psychotropowych.

Z informacji przekazanych przez obrońcę 32-latka, adwokat i zarazem psycholog Małgorzatę Ciukszę wynika, że chorobę psychiczną objawiającą się m.in. urojeniami, omamami i tzw. słyszeniem głosów zdiagnozowano u mężczyzny na początku 2013 r. Ciuksza wyjaśniła, że przez ponad rok Michał L. leczył się, co łagodziło objawy choroby, ale wiosną 2014 r. przestał przyjmować leki. – To bardzo często kończy się nawrotem choroby i jej objawów – powiedziała Ciuksza.

Po zatrzymaniu Michał L. przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień. Jak poinformowała w środę Wawryniuk, w końcowej fazie śledztwa mężczyzna zdecydował się złożyć zeznania. Wyjaśniał w nich, że przebieg zdarzenia pamięta tylko fragmentarycznie. Przyznał też, że nie zażywał przepisanych leków, bo czuł się po nich senny i nie mógł normalnie funkcjonować.

19 lipca b.r. wieczorem kierowana przez 32-letniego Michała L. szybko jadąca honda wjechała w spacerowiczów na sopockim deptaku oraz molo. Zanim samochód zatrzymał się, uderzając w ławkę, poszkodowane zostały 23 osoby, z których jedna odniosła ciężkie obrażenia. Sprawca wypadku został zatrzymany na miejscu przez świadków zdarzenia i przekazany policji. Prokuratura postawiła 32-latkowi zarzut umyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, za który to czyn grozi do 10 lat więzienia. Sprawca został tymczasowo aresztowany. W tej chwili przebywa w szpitalu psychiatrycznym.

Świadkowie zdarzenia mówili tuż po nim mediom, że zanim na miejscu pojawili się funkcjonariusze, spacerowicze poturbowali sprawcę. Prokuratura zbadała ten wątek. Jak wyjaśniła Wawryniuk, z ustaleń śledczych wynika, że wprawdzie świadkowie wyciągnęli mężczyznę z auta szarpiąc go, ale do pobicia nie doszło. W postępowaniu badano też szybkość i sposób działania policji oraz innych służb przed i po zdarzeniu. Przed pojawieniem się auta na sopockim deptaku policja miała bowiem zgłoszenie o szybko poruszającym się pojeździe zmierzającym w stronę kurortu. Także w tym wypadku prokuratura nie dopatrzyła się złamania prawa.
Żródło info i foto: wp.pl

Według obrony James Holmes jest chory psychicznie

Sprawca masakry w Kolorado z 20 lipca James Holmes, któremu zarzuca się zabójstwo 12 ludzi i zranienie kolejnych 58, jest chory psychicznie i przed strzelaniną zabiegał o pomoc – oświadczył w czwartek w czasie rozprawy sądowej obrońca oskarżonego. – „Próbował uzyskać pomoc w leczeniu choroby psychicznej” – powiedział Daniel King, adwokat Holmesa. Prawnik już wcześniej odnosił się do nieokreślonego schorzenia swego klienta. Jak podkreślił, potrzeba więcej czasu, aby ocenić jego naturę. Czwartkowa rozprawa odbyła się na wniosek ponad 20 amerykańskich mediów, które domagają się od sędziów upublicznienia sprawy Holmesa. Władze twierdzą tymczasem, że ujawnienie dokumentów może negatywnie wpłynąć dotyczące masakry śledztwo. Żródło info i foto: interia.pl