Nowy Jork: Nie żyje zaginiona Polka

Tragiczny finał poszukiwań Polki z Nowego Jorku. 76-letnia Czesława K. została odnaleziona martwa w Newton Creek w Queens. Kobieta cierpiała na demencję. 76-letnia Czesława K. zaginęła w niedzielę 9 lutego. Polka mieszkała w Greenpoint na Brooklynie w Nowym Jorku. Po raz ostatni widziana była w kościele św. Stanisława Kostki na ulicy Humboldta. 

Jak podaje portal „New York Post”, w czwartek 20 lutego policja poinformowała o zakończeniu poszukiwań naszej rodaczki. Ciało 76-latki odnaleziono w wodzie przy linii brzegowej Newton Creek w pobliżu mostu Kościuszki. Na miejscu pojawili się ratownicy medyczni, którzy stwierdzili zgon seniorki. Kobieta cierpiała na demencję i chorobę Alzheimera – podają nowojorskie media. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

W mieszkaniu na warszawskim Grochowie odnaleziono ciała dwojga emerytów. Niewykluczony udział osób trzecich

Ciała dwojga starszych ludzi znaleziono w jednym z mieszkań na Grochowie w Warszawie – Nie wykluczamy udziału osób trzecich – poinformował podkom. Rafał Retmaniak z Komendy Stołecznej Policji. Ciała emerytów znaleziono w ich mieszkaniu przy ul. Osowskiej w czwartek około godz. 19.00.

– W godz. wieczornych dostaliśmy informację od zaniepokojonej rodziny, że ze starszym małżeństwem nie ma kontaktu. Policjanci udali się pod wskazany adres. Niestety, na miejscu w mieszkaniu odnaleźli ciała dwójki starszych ludzi – powiedział podkom. Rafał Retmaniak z Komendy Stołecznej Policji.

Jak dodał, na miejscu pracował prokurator i czynności są wykonywane pod jego nadzorem. – Nie możemy na tym etapie wykluczyć udziału osób trzecich – przekazał podkom. Rafał Retmaniak.
Źródło info i foto: TVP.info

Ciało kobiety w ciąży znalezione niedaleko torów w Zaryniu

21.01.2020 Bierun Amerykanski wrak samolotu B-25 z II wojny swiatowej znaleziony w Bieruniu . W srodku byly zwloki radzieckich zolnierzy fot. Beata Zawrzel/REPORTER

O ogromnej tragedii poinformował portal infokonin.pl. W środę rano, niedaleko niestrzeżonego torowiska w Zaryniu (województwo wielkopolskie) znaleziono zwłoki kobiety. 26-latka była w ciąży. Ciało zostało odkryte w rowie, a niedaleko stał samochód z otwartymi drzwiami kierowcy i włączonym silnikiem. Jak ustaliła policja kobieta miała liczne urazy, w tym głowy, brzucha oraz nogi.

Obok stał samochód z włączonym silnikiem

Zwłoki 26-letniej mieszkanki województwa kujawsko-pomorskiego zostały znalezione w środę rano, w pobliżu niestrzeżonego przejazdu kolejowego – podaje infokonin.pl. Kobieta była w ciąży – wynika ze ustaleń funkcjonariuszy. Niedaleko miejsca tragedii stal również samochód z włączonym silnikiem i otwartymi drzwiami od strony kierowcy.

„Ciało leżało w rowie w pobliżu niestrzeżonego przejazdu kolejowego. W pobliżu kobieta  pozostawiła samochód z włączonym silnikiem i otwartymi drzwiami od strony kierowcy” – SEBASTIAN WIŚNIEWSKI, KMP W KONINIE, W ROZMOWIE Z INFOKONIN.PL.

Sprawę obecnie bada prokuratura – czytamy na infokonin.pl.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Bydgoszcz: Ciała dwóch niemowląt w jednym z mieszkań. Prokuratura ujawnia nowe informacje

– Z naszych ustaleń wynika, że po porodzie bliźniąt, który miał miejsce w grudniu, kobieta zapadła na depresję poporodową. Była pod opieką lekarza, zażywała leki – poinformowała Agnieszka Adamska-Okońska z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy. W poniedziałek służby znalazły ciała dwóch chłopców, mimo reanimacji nie udało się ich uratować. Z kolei matka w ciężkim stanie trafiła do szpitala.

Do zgonu niemowląt doszło w poniedziałek.

– Z okoliczności, które zostały ujawnione na miejscu zdarzenia wynika, że zgon dzieci mógł nie być naturalny, dlatego przyjęto wstępną kwalifikację z art. 148 kodeksu karnego. Na razie stan 40-letniej matki dzieci, która przebywa w szpitalu, nie pozwala na jej przesłuchanie – powiedziała prokurator Adamska-Okońska.

Z ustaleń prokuratury wynika, że kobieta mieszkała razem z mężem, pięcioletnią córeczką i 2-miesięcznymi chłopczykami. Wiadomo, że kobieta cierpiała na zaburzenia związane z depresją poporodową. Z tego powodu leczyła się i zażywała leki. Opiekował się nią mąż, ale we wtorek musiał wyjść. Mężczyzna poprosił sąsiadkę, aby za jakiś czas poszła do mieszkania.

Starsza siostra bliźniaków była w przedszkolu. Gdy sąsiadka weszła do mieszkania, znalazła w łóżeczkach niemowlęta, które nie dawały oznak życia. Natychmiast wezwała pogotowie ratunkowe.

Na miejsce przyjechali ratownicy medyczni i policjanci. Prowadzona przez ratowników długotrwała reanimacja zakończyła się niepowodzeniem. Stan kobiety był na tyle zły, że została przewieziona do szpitala. Według lekarzy była ona w stanie bezpośrednio zagrażającym życiu. Na ciałach chłopców nie stwierdzono obrażeń.

Dotychczas nie udało się śledczym przesłuchać męża kobiety, który z powodu „silnych przeżyć” przebywa w szpitalu.

– Na razie jest za wcześnie mówić, jak doszło do śmierci bliźniaków, bierzemy pod uwagę różne wersje – dodała rzeczniczka prokuratury.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kuba: Ciało 52-letniej kobiety w walizce znalezione na śmietniku

Nathalie Fraser w grudniu ubiegłego roku sprzedała swój dom w Montrealu i przeprowadziła się do Matanzas na Kubie. Chciała tam rozpocząć nowe życie z młodszym o 13 lat muzykiem. W połowie stycznia kobieta zaginęła, a teraz znaleziono jej zwłoki. Kanadyjka prawdopodobnie zaginęła 18 stycznia – od tego czasu bliscy nie mieli z nią żadnego kontaktu. – Czułam, że stało się coś złego, kiedy mama zaginęła – powiedziała „La Presse” Marie-Eve Fraser, córka 52-latki.

Nathalie została brutalnie zamordowana. Jej zwłoki znaleziono w walizce porzuconej na śmietniku w Matanzas. – Dowiedzieliśmy się od służb, że wiele wycierpiała – wyznała lokalnym mediom siostra 52-latki. Głównym podejrzanym o zbrodnię stał się kochanek kobiety. Mężczyzna został aresztowany.

– Kiedy pojechałam odwiedzić ich na Kubie, przekonałam się, że partner mamy jest zaborczy, impulsywny i ją kontroluje. Mama powiedziała mi, że to z powodu zdenerwowania przed spotkaniem ze mną – przyznała w rozmowie z „La Presse” córka zamordowanej.
Źródło info i foto: onet.pl

Ciało Dawida Ż. odnaleziono po 10 dniach poszukiwań. Zamordował go ojciec. Znamy wyniki sekcji

Dawidek Ż. zaginął 10 lipca 2019 roku. Przez kolejne dni cała Polska żyła nadzieją, że chłopiec odnajdzie się cały i zdrowy. Po 10 dniach poszukiwań odnaleziono ciało Dawidka. Chłopca zamordował jego własny ojciec Paweł Ż., który następnie odebrał sobie życie. Prokuratura otrzymała właśnie wyniki badań toksykologicznych i sekcji zwłok Dawidka. Ojciec zadał chłopcu aż 11 ran! Z naszych informacji wynika, że Dawidek nawet się nie bronił. Jak dowiedział się Fakt24, morderca nie był pod wpływem alkoholu.

– Dysponujemy już opinią końcową biegłych. Wynika z niej, że na ciele chłopca było 11 ran kłutych klatki piersiowej i brzucha – powiedział w rozmowie z Fakt24 prokurator Łukasz Łapczyński z warszawskiej prokuratury okręgowej. – Przyczyną śmierci był wstrząs krwotoczny, do którego doszło w wyniku zadanych obrażeń – mówił Łapczyński. Prokuratura dysponuje również wynikami badań toksykologicznych. – W organizmie chłopca nie wykryto substancji odurzających, ani innych środków, które mógłby mu podać ojciec – powiedział Łapczyński, co wyklucza scenariusz, iż ojciec odurzył chłopca, by ulżyć jego cierpieniu.

To o tyle szokujące, że na – jak ustalił Fakt24 – na ciele chłopca nie znaleziono ran obronnych, czyli takich, które wskazywałyby na to, że chłopiec bronił się przed zadawanymi ciosami! – Faktycznie, nie było informacji o ranach o charakterze obronnym – potwierdził prokurator Łapczyński.

Prokuratura posiada również informacje, dotyczące stanu trzeźwości ojca. – Z opinii biegłych nie wynika, żeby Paweł Ż. był pod wpływem alkoholu w momencie śmierci – powiedział Fakt24 Łapczyński. Na informacje dotyczące tego, czy był pod wpływem innych używek, będzie jeszcze trzeba poczekać.

Śmierć Dawidka

Tragedią, która rozegrała się w Grodzisku Mazowieckim, wstrząsnęła cała Polską. 10 lipca 2019 roku o godzinie 17.00 Paweł Ż., odebrał swojego syna Dawida od dziadków. Miał on odwieźć Dawidka do jego matki Julii, z którą był w separacji. Dawidek nie wrócił już do domu. Cztery godziny po odebraniu syna od dziadków, 32-letni Paweł Ż. rzucił się pod pociąg. Około północy kobieta zgłasza zaginięcie chłopca, pokazując policji SMS-a o treści „nigdy nie zobaczysz już syna”, którego przed śmiercią wysłał jej mąż. Przez ponad tydzień cała Polska szukała Dawidka. Były to największe policyjne poszukiwania w historii. Szukano go z powietrza, na lądzie i w wodzie. Przeczesano teren o powierzchni ponad 4 tysięcy hektarów. Wykorzystywano śmigłowce i psy tropiące. Ciało chłopca znaleziono 20 lipca.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ciała matki i dziecka znalezione w jednym z mieszkań na Pradze Północ

Na Pradze Północ w Warszawie w jednym z mieszkań znaleziono ciała matki i dziecka – dowiedziała się PAP. Wstępne ustalenia mówią o udziale osób trzecich.

W dniu dzisiejszym, w porze nocnej zostały ujawnione zwłoki kobiety oraz dziecka. W tej chwili na miejscu wykonuje czynności prokurator oraz ekipa dochodzeniowo-śledcza z Komendy Stołecznej Policji i Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Potrwają one jeszcze parę godzin – powiedział PAP w czwartek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga Marcin Saduś.

Dodał, że wstępne ustalenia mówią o udziale osób trzecich.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zwłoki Polaka na placu budowy we Włoszech. To morderstwo?

Ciało polskiego obywatela znaleziono na placu budowy w jednej z włoskich miejscowości. Na razie nieznane są przyczyny jego śmierci, aczkolwiek policja podejrzewa, że mógł paść ofiarą morderstwa. O sprawie informuje polsatnews.pl, powołując się na doniesienia włoskich mediów. Jak podaje lokalna gazeta L’Occhi0 di Salerno, ciało Polaka znaleziono przed kilkoma dniami na placu budowy przy via Amalfitana w miejscowości Pagani (40 km na południowy wschód od Neapolu).

45-latek, który na co dzień mieszkał we Włoszech i był odpowiedzialny za bezpieczeństwo pracowników na obszarze budowy, został znaleziony z raną klatki piersiowej. Nieznane są jednak dokładne przyczyny ani okoliczności jego śmierci.

Policja bierze pod uwagę kilka hipotez. Jedna z nich mówi o tym, że Polak mógł zostać zamordowany i to niekoniecznie tam, gdzie odnaleziono jego ciało. Mogło one zostać podrzucone, aby upozorować wypadek.

Śledczy zatrzymali już dwie osoby, które podejrzewane są o dokonanie zbrodni. Nie wiadomo jednak, co łączyło je z ofiarą. Odpowiedzi na najważniejsze pytania ma dostarczyć sekcja zwłok. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Tragedia w Irlandii. Policja prowadzi śledztwo zabójstwa trójki dzieci

Dramatyczne wieści z Irlandii. Jak informuje „The Sun”, w jednym z domów w wiosce Newcastle (w hrabstwie Południowy Dublin) znaleziono ciała trójki dzieci w wieku 9, 7 i 3 lat. Zostały one najprawdopodobniej uduszone lub otrute. Co więcej, na drzwiach wejściowych do domu wisiała kartka z zagadkową wiadomością.

Rodzeństwo Conor, Darragh i Carla McGinley zostało odnalezione na górze domu, w którym na co dzień mieszkali. Według wstępnych ustaleń irlandzkich śledczych dzieci mogły zostać otrute, odurzone narkotykami lub uduszone. Śledztwo jest jeszcze na wczesnym etapie i wciąż trwa oczekiwanie na wyniki sekcji zwłok wszystkich ofiar.

Zagadkę potęguje fakt, że na drzwiach domu ktoś (morderca?) zostawił kartkę o treści: – Nie wchodź na górę, zadzwoń na 999.

Jedyne, co dotychczas ujawniono to fakt, że nie zauważono żadnych śladów włamania do budynku. Ujawniono także, że w pobliżu odnaleziono błąkającą się po ulicy 40-latkę, która jest krewną dzieci (najprawdopodobniej ich matką). Miała sprawiać wrażenie zrozpaczonej. Przewieziono ją do szpitala w Dublinie, ale nie zdradzono dotychczas, co zeznała śledczym.

Jak donoszą brytyjskie media, śledztwo w sprawie zabójstwa trójki rodzeństwa jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie. Przyczyny zdarzenia pomoże wyjaśnić sekcja zwłok.
Źródło info i foto: se.pl

Irlandia: Ciała trójki dzieci znaleziono w domu. Znaleziono tajemniczą kartkę

Dramat w Irlandii. W wiosce Newcastle w hrabstwie Południowy Dublin znaleziono ciała trójki dzieci. Dziewięcioletni Conor, siedmioletni Darragh i trzyletnia Carla McGinley prawdopodobnie zostali uduszeni lub otruci. Na drzwiach do domu, w którym znaleziono dzieci, została przyczepiona tajemnicza kartka. „Nie wchodź na górę, zadzwoń na 999” – tak brzmiał napis na kartce, którą znaleziono w domu w irlandzkiej wiosce Newcastle, gdzie doszło do makabrycznej zbrodni. Śledczy ustalają, co było przyczyną śmierci trójki rodzeństwa McGinley’ów, których ciała znaleziono w domu.

Według wstępnych ustaleń dzieci mogły zostać otrute, odurzone narkotykami lub uduszone. Zagadką jest kim był zabójca. Na razie wiadomo jedynie, że w domu nie zauważono śladów włamania. Krótko po zbrodniu śledczy zauważyli krewną dzieci – kobietę w wieku ok. 40 lat, która błąkała się po ulicy. Sprawiała wrażenie osoby pogrążonej w rozpaczy. 40-latka została przewieziona do Szpitala Uniwersyteckiego Tallagt w Dublinie, gdzie udzielono jej pomocy.

Jak donoszą brytyjskie media, śledztwo w sprawie zabójstwa trójki rodzeństwa jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie. Przyczyny zdarzenia pomoże wyjaśnić sekcja zwłok.
Źródło info i foto: Fakt.pl