Ciechanów: Zakopał zwłoki matki i pobierał jej emeryturę

Fot. Damian Klamka/East News Nowy Sacz 11.08.2019. n/z tasma policyjna

Syn zakopał zwłoki matki w ogrodzie i przez pięć lat pobierał jej emeryturę. Prokurator postawił mu zarzut znieważenia zwłok, wyłudzenia świadczeń i tego, że nie wezwał pomocy medycznej do chorej matki. Do zdarzenia doszło w 2014 roku w Ciechanowie na Dolnym Śląsku. Jak przekazała Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Legnicy prok. Lidia Tkaczyszyn, „dzięki informacji od świadka śledczy dowiedzieli się, że syn zakopał po śmierci matki jej ciało w ogrodzie na terenie posesji, którą chwilowo wynajmowali i w której mieszkali”.

Po wszystkim mężczyzna wyjechał z miejscowości, jednocześnie od 2014 pobierał emeryturę. Łącznie wyłudził w ten sposób pond 45 tys. zł. Podejrzany przyznał się do tego, że zakopał ciało matki i wyłudzał jej emeryturę. Został aresztowany na trzy miesiące. 

Nie wiadomo jeszcze, jaka była przyczyna śmierci kobiety. Wykaże to sekcja zwłok. Syn twierdzi, że jego matka była chora. Prokurator postawił mu więc zarzut nieudzielenia pomocy, bo nie wezwał do niej służb medycznych. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ciało zaginionego mężczyzny odnalezione dzięki Google Earth

William Moldt zaginął pod koniec 1997 roku. 40-letni wówczas mężczyzna został odnaleziony 22 lata później przez… internautę, który przeglądał zdjęcia satelitarne na Google Earth. O niezwykłej historii rozpisują się zagraniczne media. 40-latek z Wellington na Florydzie ostatni raz widziany był w listopadzie 1997 roku. Wyszedł wówczas do klubu nocnego i nigdy nie wrócił. Mimo poszukiwań, nie udało się odnaleźć mężczyzny. Przełom nastąpił po 22 latach.

Co zaskakujące, wyjaśnienie sprawy nie przypadło policji, a przypadkowemu internaucie, który przeglądał zdjęcia na Google Earth. Na jednym z nich znalazł tajemniczy obiekt, który znajdował się w pobliskim jeziorze.

Poszukiwacz to były mieszkaniec Wellington, który w przeszłości był niemalże sąsiadem zaginionego. Zdjęcia ze swoich dawnych stron przeglądał więc z sentymentu i dla rozrywki. Nie spodziewał się, że dzięki temu uda mu się rozwiązać zagadkowe zaginięcie sprzed ponad dwóch dekad.

Jak się okazało, na dnie sztucznego jeziora pojawił się dziwny obiekt. Zaciekawiony znaleziskiem, skontaktował się z właścicielem posesji, przy której mieści się jezioro. Jak się okazało, na dnie zbiornika był Sedan Saturn z 1994 roku – czyli auto, jakim przemieszczał się zaginiony.

Gdy śledczy wydobyli auto z wody, okazało się, że w środku znajdują się zwłoki 40-latka.

Jak precyzują zagraniczne media, 22 lata temu, teren, na którym doszło do zaginięcia, był poddany licznym remontom drogowym. Jezioro było wówczas wykopane, ale śledczy podejrzewają, że samochód musiał w ostatnim czasie zbliżyć się do powierzchni, co tłumaczy, dlaczego przez tyle lat nikt go nie zauważył.
Źródło info i foto: interia.pl

Zamość: Zwłoki znalezione w centrum miasta. Policja prowadzi śledztwo

Policjanci z Zamościa ustalają, kim była osoba, której zwłoki znaleziono w środę w centrum miasta. Według nieoficjalnych ustaleń, mogły leżeć w miejscu, w którym je odkryto, nawet kilka dni. Jak podaje „Dziennik Wschodni”, ludzkie zwłoki znaleziono w środę po południu przy ul. Łukasińskiego w pobliżu Bramy Lubelskiej w Zamościu (woj. lubelskie). Wedle nieoficjalnych ustaleń, ciało mogło leżeć w tamtym miejscu kilka, a nawet kilkanaście dni.

– Są w pewnym stopniu rozkładu. Zostały zabezpieczone do dalszych działań. Policjanci prowadzą czynności, żeby ustalić dane tej osoby – powiedziała w rozmowie z „DW” asp. Dorota Krukowska-Bubiło, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Zamościu.

– Ciało zostało zabezpieczone. Trwają czynności, które mają na celu ustalić okoliczności śmierci – dodała. Śledczy ustalą teraz przyczyny oraz dokładne okoliczności śmierci denata. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Sprawa zabójstwa Grażyny Kuliszewskiej. Kim jest tajemniczy świadek?

Nowe fakty w sprawie Grażyny Kuliszewskiej – tragicznie zmarłej 34-letniej mieszkanki Borzęcina, której ciało po prawie dwóch miesiącach poszukiwań wyłowiono z rzeki Uszwica. Detektyw Bartosz Weremczuk twierdzi, że w tej sprawie miał zgłosić się tajemniczy świadek, który miałby dowody na niewinność męża kobiety – Czesława K.. Według detektywa tym świadkiem jest kobieta, która miała mieć romans z 38-latkiem.

Mąż Grażyny Kuliszewskiej – 38-letni Czesław K. podejrzany o zamordowanie swojej żony pozostaje w areszcie oczekując na decyzję brytyjskiego sądu. Kolejne posiedzenie sądu w Londynie zaplanowano na 17 września.

Czesław K. zwrócił się do sądu o zmianę prawnika. Chce, żeby w jego imieniu występował tzw. barrister, czyli wyższy rangą adwokat reprezentujący klienta przed sądem w trudniejszych sprawach karnych. Ostateczne posiedzenie w sprawie ekstradycji wyznaczono na 1 października. Wtedy prawdopodobnie zapadnie decyzja, czy 38-letni Polak zostanie wydalony z Wielkiej Brytanii.

Detektyw Bartosz Weremczuk, który przez kilka miesięcy pracował na zlecenie Czesława K., twierdzi, że obrońcy męża Grażyny Kuliszewskiej obecni w sądzie wskazywali, że istnieją dowody na jego niewinność. Jednak jedyny świadek jak do tej pory nie złożył zeznań. „Dowód ten ma rzekomo posiadać polska prokuratura, która nie przedłożyła go brytyjskiemu sądowi, co dla podejrzanego i jako obrońców jest wyraźnym sygnałem na brak rzetelności i bezstronności polskiego wymiaru sprawiedliwości” – pisze detektyw Weremczuk.

„Kobieta, która nawiązała bliższą relację z Czesławem”

Kim jest świadek, który miał zeznawać na korzyść Czesława K.? – W naszej ocenie tajemniczym świadkiem może być kobieta, która po śmierci Grażyny Kuliszewskiej nawiązała bliższa relację z Czesławem i miała pomagać mu zdobywać dowody na jego niewinność. Zebrane przez nas materiały mogą świadczyć o tym, że niedługo po pogrzebie żony Czesław miał romans z młodą Polką – przekonuje detektyw Bartosz Weremczuk w rozmowie z Fakt24. Nie wiadomo, dlaczego tajemnicza kobieta nie złożyła jeszcze zeznań na korzyść Czesława K. Czy to możliwe, że sama ma wątpliwości, co do jego niewinności?

Prokuratura nie chce odnosić się do relacji detektywa. – Nie komentujemy doniesień medialnych – zaznacza prokurator Marcin Michałowski z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie w rozmowie z Fakt24 i dodaje, że osobom zainteresowanym sprawą poleca zapoznanie się z procedurą Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Ciało noworodka znalezione w koszu na bieliznę

Prokuratura Rejonowa w Siedlcach wyjaśni, co stało się w mieszkaniu 20-letniej mieszkanki miasta. W ubiegłą sobotę kobieta po domowym porodzie zgłosiła się do miejscowego szpitala z krwotokiem. W tym samym czasie członek rodziny pacjentki znalazł noworodka w koszu na bieliznę i zaalarmował służby. Przybyłym na miejsce ratownikom medycznym udało się przywrócić funkcje życiowe maluchowi. Dziecko zostało przetransportowane helikopterem do szpitala.

Zdarzenie miało miejsce 7 września. Tego dnia, około godziny 15 kobieta trafiła do szpitala z krwotokiem z dróg rodnych. – Lekarz szybko zorientował się, że 20-latka niedawno musiała urodzić. W tym samym czasie członek rodziny znalazł dziecko w koszu na bieliznę w mieszkaniu bloku wielorodzinnego i wezwał służby ratunkowe – relacjonuje podinspektor Katarzyna Kucharska, oficer prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu.

Przybyły na miejsce zdarzenia patrol policji zastał już noworodka zaopatrzonego medycznie przez ratowników z karetki pogotowia. Na miejsce zadysponowano również helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który zabrał niemowlę do szpitala w Warszawie.

Jak dodaje, rzeczniczka radomskiego KWP, obecnie trwa kompletowanie materiału dowodowego, który niebawem zostanie przekazany prokuraturze. Matka dziecka ciągle przebywa w szpitalu. – Będziemy wyjaśniać wszystkie okoliczności tego zdarzenia – informuje prokurator Katarzyna Wąsak z Prokuratury Rejonowej w Siedlcach.
Źródło info i foto: slowopodlasia.pl

Kraków: Wpłynął akt oskarżenia ws. „oskórowania” studentki

Prokuratura Krajowa złożyła do Sądu Okręgowego w Krakowie akt oskarżenia przeciwko Robertowi J. Jest on podejrzany o brutalne zabójstwo studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego Katarzyny Z. w 1998 r. Szczątki ofiary – fragmenty skóry i ciała – wyłowiono z Wisły 7 i 14 stycznia 1999 r.

Robert J. został zatrzymany w październiku 2017 roku. Decyzją sądu zastosowano areszt tymczasowy, który był kilka razy przedłużony. Przygotowanie aktu trwało tak długo, gdyż śledczy po zatrzymaniu mężczyzny zlecili przygotowanie szeregu ekspertyz w tej sprawie. Ich sporządzenie przez instytucje oraz biegłych przedłużało się. Bez tych dokumentów prokuratura nie mogła przygotować aktu oskarżenia i przesłać go do sądu.

Akta sprawy liczą prawie 490 tomów.

Robert J. został zatrzymany i aresztowany w październiku 2017 r. Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo studentki Uniwersytetu Jagiellońskiego Katarzyny Z., której szczątki – fragmenty skóry i ciała – wyłowiono z Wisły 7 i 14 stycznia 1999 r. Jej tożsamość ustalono dzięki badaniom genetycznym. Kobieta zaginęła w listopadzie 1998 r.

Miał się inspirować filmem „Milczenie owiec”

Według śledczych, mężczyzna miał ofiarę torturować, zdjąć z niej skórę i wypreparować. Wszystko wskazuje na to, że inspirował się filmem „Milczenie owiec”, który miał wówczas swoją telewizyjną premierę w Polsce.

Robert J. usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się do winy. Jak podała Prokuratura Krajowa, złożył obszerne wyjaśnienia, ale odmówił odpowiedzi na niektóre pytania. W przypadku uznania winy, Robertowi J. grozi nawet dożywocie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zwłoki na placu budowy

21.06.2019 – Gdynia, fatalne skutki ulewy, zapadnieta jezdnia na ul. Janka Wisniewskiego N/z tasma policja | Fot. Marcin Bruniecki/REPORTER

Jak informują w sobotę lokalne media, tragiczne odkrycie miało miejsce w piątek, w Ostrowie Wielkopolskim. Przy ulicy Przeskok, na terenie budowy znaleziono zwłoki. Zwłoki mężczyzny na terenie firmy budowlanej zauważył jeden z pracowników w trakcie nadzoru pracy. Jak podaje portal faktykaliskie.pl, ciało znajdowało się w stanie częściowego rozkładu. Wszystko wskazuje na to, że leżało tam już przez dłuższy czas.

Będzie sekcja zwłok

Według Głosu Wielkopolskiego, zmarłym znalezionym na terenie budowy może być mieszkaniec Ostrowa, który od tygodnia jest poszukiwany. Na razie jednak nie ma potwierdzenia tych informacji. Sprawą zajęła się prokuratura. Decyzją prokuratora ciało zostało przekazane do Zakładu Medycyny Sądowej w celu wykonania sekcji zwłok.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Armenia. Na wysypisku śmieci odkryto ciało dziecka

Na miejskim wysypisku śmieci natknięto się na ciało maleńkiej dziewczynki. Dziecko miało związane taśmą ręce i nogi. W sprawie makabrycznej zbrodni wszczęto śledztwo. Zatrzymano jedną osobę, której przedstawiono zarzut morderstwa.

Makabryczne odkrycie na jednym z miejskich wysypisk śmieci w mieście Giumri w Armenii. W sobotę (31 sierpnia) znaleziono tam ciało dziewczynki w wieku około 1,5 – 2 lat – podała w oświadczeniu armeńska policja. Maleństwo miało związane ręce i nogi taśmą klejącą. Śledczy apelowali o pomoc w znalezieniu rodziny dziecka. Wszczęto postępowanie w kierunku morderstwa. Ta zbrodnia wstrząsnęła miastem i wywołała publiczne oburzenie.

Jeszcze tego samego dnia funkcjonariusze zatrzymali matkę dziewczynki. Jak podał portal Armenia Sputnik, to 20-letnia mieszkanka miasta. Kobieta miesiąc temu miała się rozwieść z mężem. Ostatnio nigdzie nie pracowała. Nie leczyła się psychiatrycznie.

Według armeńskich śledczych to matka dziewczynki miała zabić córeczkę. Taki też zarzut usłyszała – podała Prokuratura Generalna. Zatrzymana została przesłuchana. W sprawie toczy się postępowanie.

Jak zginęło dziecko? – Na ciele dziewczynki nie znaleziono zewnętrznych oznak przemocy – przekazał Armenia Sputnik Karen Gabrielian, prokurator regionu Szirak. Z ustaleń śledczych wynika, że to 20-latka związała taśmą ręce i nogi dziewczynce, wepchnęła w jej usta kawałek materiału i wyrzuciła ją do kontenera, a potem przysypała ją śmieciami. – Kobieta wyjaśniła, że zrobiła to z powodu złych warunków socjalnych. Sama nie mogła wychowywać i karmić dziecka – powiedział w wywiadzie dla Armenian News prokurator Gabrielian.

Do szokujących informacji dotarli dziennikarze Armenia Sputnik. Jak się okazało, kobieta w połowie sierpnia zwróciła się do władz z prośbą o umieszczenie córeczki w sierocińcu. 20-latka podkreślała, że nie ma męża, rodziny, ani pracy. Kiedy dowiedziała się, że taki wniosek wymaga pisemnej zgody obojga rodziców, zrezygnowała.

Armeńscy urzędnicy z rozmowie z Armenia Sputnik przekonywali, że zaoferowali kobiecie pomoc w zakresie wyżywienia, pieniędzy, a nawet zapewnienia pracy. Wówczas 20-latka miała przyznać, że w takim wypadku nie odda dziecka do sierocińca. Wedle słów przedstawicieli administracji regionalnej kobieta sprawiała wrażenie osoby zrównoważonej, a dziecko było w dobrej kondycji.

Zbrodnia wstrząsnęła miastem i wywołała publiczne oburzenie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Prokuratura Okręgowa w Olsztynie przejęła śledztwo ws. śmierci Piotra Woźniaka-Staraka

Przyczyną przejęcia śledztwa jest „znaczny oddźwięk społeczny” – podała prokuratura. Producent filmowy zaginął w niedzielę 18 sierpnia, gdy wypadł z motorówki na jeziorze Kisajno. Ciało zostało odnalezione w czwartek. Pożegnanie Piotra Woźniaka-Staraka odbyło się w czwartek w Konstancinie-Jeziornie. Rodzina zapowiadała, że jego prochy zostaną złożone w rodzinnej posiadłości Fuleda na Mazurach.

Prokuratura opublikowała w piątek komunikat dotyczący śledztwa w sprawie tragicznej śmierci producenta filmowego i milionera.

Śledztwo przeniesione do Olsztyna

„Wczoraj, tj. 29 sierpnia 2019 r. [w czwartek – red.] Prokuratura Okręgowa w Olsztynie przejęła z Prokuratury Rejonowej w Giżycku śledztwo w sprawie wypadku w ruchu wodnym ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło w dniu 18 sierpnia 2019 r. Przejęcie postępowania związane jest ze znacznym oddźwiękiem społecznym, w związku z przedmiotowym śledztwem” – poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie, prok. Krzysztof Stodolny.

Po wypadku postępowanie zostało wszczęte z urzędu przez Prokuraturę Rejonową w Giżycku.

Prokuratura poinformowała, że śledztwo prowadzone jest z artykułu 177 par. 2 Kodeksu karnego. Mówi on, że „Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała (…) podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Paragraf 2 uściśla , że „Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

Pożegnanie w Konstancinie

W czwartek w Konstancinie-Jeziornie odbyły się uroczystości pogrzebowe zmarłego producenta z udziałem rodziny i najbliższych przyjaciół.

„Piotr kochał życie, życie kochało Jego. Jego pełnię przeżywał nawet w chwili śmierci. Żył szybko jakby wiedział, że musi się spieszyć. Nie potrafił i nie chciał być sam. Kochał ludzi, uwielbiał być z nimi. Jego miejscem wybranym była Fuleda. Uwielbiał tam spędzać czas z przyjaciółmi i ich bliskimi. Chciał, żeby wszyscy dobrze się czuli w Jego towarzystwie, w miejscu, które wypełniał sobą. Na Mazurach najlepiej odpoczywał, najlepiej się bawił, najbardziej lubił pracować. To tutaj rodziły się pomysły na filmy. Fuleda była najbardziej udaną scenografią Jego życia, a piękno jej natury najpiękniejszym planem filmowym. Miał w sobie tak wiele energii, radości i pomysłów, którymi tak szczodrze obdarzał Rodzinę i Przyjaciół” – napisano w nekrologu podpisanym przez Annę i Jerzego Staraków, żonę Piotra – Agnieszkę Woźniak-Starak, jego siostrę – Julię i brata – Patryka, który opublikowały dzienniki.

„Chcielibyśmy cofnąć czas, powiedzieć rzeczy niewypowiedziane, wysłuchać, czego nie zdążył wyrazić, coś dokończyć, zamknąć. Los pozostawił jednak niedomknięte drzwi. Piotr, przechodząc przez nie, wciąż z nami będzie. Jeżeli Piotr nie zdążył komuś podziękować, kogoś przeprosić, robimy to w Jego imieniu” – napisała w nekrologu rodzina.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Podkarpackie: 30-latek zabił cegłą rowerzystę

Makabryczne odkrycie we wsi Grabiny na Podkarpaciu. Ciało rowerzysty ze zmasakrowaną twarzą leżało w zaroślach. 66-latek został zamordowany w niedzielę, kiedy wybrał się na przejażdżkę po popularnych terenach rekreacyjnych. Zaatakował go najprawdopodobniej 30-latek z oddalonej o 50 kilometrów Kolbuszowej. Według wstępnych ustaleń mężczyzn nic nie łączyło.

Brutalne morderstwo wstrząsnęło mieszkańcami podkarpackiej wsi. W niedzielę późnym wieczorem na przysiółku Grabiny – Rędziny znaleziono ciało rowerzysty. 66-latek pochodził z Dębicy, a w tamte okolice wybrał się w celach rekreacyjnych. Tereny Grabiny są bowiem bardzo lubiane przez cyklistów. A to za sprawą malowniczych widoków oddalonych nieco od zabudowań. – Okolica jest odludna, ale uchodziła za spokojną i bezpieczną – czytamy na portalu Dębica 24.

Od niedzielnej tragedii tereny rekreacyjne z pewnością stracą na swej popularności. Nic dziwnego, mieszkańcy boją się o swoje życie, po tym jak dowiedzieli się, 66-latek został brutalnie zamordowany. Zginął najprawdopodobniej od licznych ciosów cegłówką w głowę i twarz. Jak wynika z relacji świadków, ta była całkowicie zmiażdżona.

Wszystko wskazuje na to, że dębiczanin był przypadkową ofiarą 30-latka z Kolbuszowej, którego na swoje nieszczęście, spotkał na trasie. Rekreacyjna przejażdżka zmieniła się w dramatyczną walkę o życie, którą rowerzysta niestety przegrał. W tej zbrodni pozostaje jeszcze wiele niewiadomych. Śledczy chcą przede wszystkim poznać motyw sprawcy, a także ustalić dokładny przebieg drastycznych zdarzeń. Mężczyźni prawdopodobnie nigdy wcześniej się nie spotkali.
Źródło info i foto: Fakt.pl