Makabryczne odkrycie we Wrocławiu. Zmumifikowane zwłoki kobiety w jednym z mieszkań

Makabrycznego odkrycia dokonano we Wrocławiu. W jednym z mieszkań znaleziono zmumifikowane zwłoki kobiety. Ciało było posypane solą i dokładnie zawinięte. Gdyby kobieta dziś żyła, miałaby 87 lat. W poniedziałek, mieszkający na Nadodrzu we Wrocławiu mężczyzna, zmarł w szpitalu. W związku z jego śmiercią ktoś postanowił wejść do jego mieszkania, gdzie dokonano makabrycznego odkrycia.

W mieszkaniu znajdowało się zmumifikowane ciało starszej kobiety. Jak informuje portal gazetawroclawska.pl, ciało było obsypane solą i szczelnie zawinięte. „Prokurator zupełnie nie czuł zapachu rozkładających się zwłok” – czytamy.

Ciało kobiety mogło leżeć w mieszkaniu nawet pięć lat.

Portal gazetawroclawska.pl informuje, że weryfikowana jest wersja, według której śmierć kobiety nie została zgłoszona, żeby pobierać za nią świadczenia z ZUS-u.

Zmarły niedawno syn kobiety miał przez ostatnie lata informować rodzinę, że nie mieszka z mamą.
Źródło info i foto: TVP.info

Tajlandia: Turystka z Niemiec zgwałcona na wakacjach. Zwłoki znaleziono pod kamieniami

26-letnia turystka z Dolnej Saksonii w Niemczech została zgwałcona i zamordowana na wyspie Ko Si Chang w Tajlandii. Kobieta przyjechała na wycieczkę na wyspę położoną w Zatoce Tajlandzkiej. Jak informuje „Focus”, do Ko Si Chang można łatwo dojechać ze stolicy Bangkoku i turystycznej metropolii Pattaya. Na miejscu 24-letnia Niemka wynajęła skuter wodny. Zamierzała zwiedzić wyspę.

Kilka godzin później na ciało kobiety natknął się przypadkowy turysta. Zwłoki Niemki były ukryte pod kilkoma kamieniami.

Według lokalnego szefa policji Ungkula Sarakula, kobieta została zamordowana przez 24-letniego mieszkańca wyspy, który pracował jako śmieciarz. Niemka przebywała w Tajlandii od 23 marca. Ostatnio mieszkała w hotelu w mieście Si Racha. 

Tajlandia jest jednym z najpopularniejszych pozaeuropejskich miejsc wypoczynku obywateli niemieckich. W zeszłym roku, według wstępnych danych, ponad 880 000 Niemców przybyło do królestwa Azji Południowo-Wschodniej.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ciało wyłowione z Odry to zaginiony Dariusz Góral?

Pełnomocnik rodziny wstępnie potwierdził, że ciało wyłowione z Odry to zaginiony pod koniec marca Dariusz Góral. Taką informację podały ochotnicze grupy poszukiwawcze, które brały udział w akcji.

Dariusz Góral zaginął 26 marca w okolicach rynku we Wrocławiu, po spotkaniu z służbowym. 32-latek wraz z kolegami był widziany w kilku barach, a około godziny 23.00 pożegnał się ze znajomymi i z Placu Solnego miał udać się pieszo do oddalonego o 2,5 kilometra domu. Chwilę wcześniej napisał żonie, że było spokojnie. Ostatni raz telefon mężczyzny logował się około 3.00 w nocy w pobliżu ul. Oławskiej, 600-700 metrów od Placu Solnego, nieopodal Fosy Miejskiej.

W ubiegły czwartek żona mężczyzny zorganizowała konferencję, podczas której zwróciła się do męża: Jeżeli gdziekolwiek, Darek, mnie widzisz, czy gdziekolwiek słyszysz, proszę cię, wróć. My wszyscy na ciebie czekamy, ja, twoi rodzice, rodzina, znajomi, a przede wszystkim dzieci, które za tobą tęsknią, kochają cię – powiedziała.

Oprócz policji i straży pożarnej, Górala poszukiwało wielu ochotników, m.in. grupa poszukiwawcza z Ostrowa. To ona podała, że poszukiwania w niedzielę dobiegły końca – ciało mężczyzny zostało wyłowione z Odry. Informację o tym, że wyłowiony mężczyzna to Dariusz Góral wstępnie potwierdził mecenas Radosz Pawlikowski, pełnomocnik rodziny.

Ciało – jak informuje wroclaw.wyborcza.pl – wypłynęło około 15.00 w pobliżu Wyspy Piasek, gdzie przechadzało się wielu wrocławian i turystów. Jeden z przechodniów zawiadomił służby. Ciało zostało zabrane na sekcję zwłok do Zakładu Medycyny Sądowej. W poniedziałek zostanie okazane rodzinie i wówczas będzie można oficjalnie potwierdzić tożsamość.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo 34-letniego Polaka w Londynie. Policja prowadzi śledztwo

Morderstwo 34-letniego Polaka w londyńskiej dzielnicy Acton. Sąsiedzi mężczyzny mieli słyszeć „rozdzierający krzyk” dochodzący z mieszkania w czteropiętrowym budynku przy Alfred Road. 34-letni Polak został zamordowany w niedzielę w Acton – informuje portal ”Polish Express”. Ciało mężczyzny znaleziono w jednym z mieszkań w czteropiętrowym budynku przy Alfred Road.

Sąsiedzi 34-latka we wczesnych godzinach porannych słyszeli ”rozdzierający krzyk” młodej kobiety. – Obudził mnie i mojego małego syna. Ustał po około 10 sekundach – powiedział w rozmowie z brytyjskimi mediami Olah Hakim. 

Policja rozpoczęła śledztwo. W sprawie morderstwa Polaka zatrzymano 33-letniego mężczyznę. Podejrzany został przesłuchany na posterunku policji w północnym Londynie. Śledczy nie ujawnili szczegółów dotyczących śmierci naszego rodaka. 

– Ten człowiek został brutalnie zaatakowany we własnym domu. Nasze wysiłki koncentrują się na doprowadzeniu winnego przed wymiar sprawiedliwości. Na obecnym etapie śledztwa nic nie wskazuje na to, że ktoś włamał się do mieszkania – powiedział inspektor Mark Richards, który prowadzi śledztwo.

Policja zaapelowała do lokalnej społeczności o pomoc w rozwiązaniu sprawy zabójstwa 34-letniego Polaka.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Prokuratura i policjanci CBŚP badają sprawę uprowadzenia i śmierci 71-letniego biznesmena z Kobyłki

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga potwierdziła, że od ponad miesiąca wspólnie z Centralnym Biurem Śledczym Policji prowadzi śledztwo ws. porwania i śmierci 71-letniego mieszkańca Kobyłki. Według ustaleń Polskiej Agencji Prasowej, biznesmen mógł zostać zamordowany.

Do porwania 71-latka doszło 19 grudnia: wszystko wskazywało na to, że mężczyznę uprowadzono dla okupu. W sprawę zostali zaangażowani funkcjonariusze Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji, CBŚP i Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga.

71-latek nie wrócił do domu: jego ciało zostało odnalezione pod koniec grudnia.

Wtedy też odbyła się sekcja zwłok. Śledczy nie informują, jaka była przyczyna zgonu uprowadzonego, ale według nieoficjalnych doniesień, na które powołuje się PAP, śmierć 71-latka nie była wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Miał zostać zamordowany.

Prok. Marcin Saduś potwierdził jedynie, że z ustaleń śledztwa wynika, że „71-latek zmarł bezpośrednio po uprowadzeniu”.

Jak dodał, „trwają intensywne czynności operacyjne i procesowe”.

Do sprawy krótko po zdarzeniu zatrzymano kilka osób, które usłyszały zarzuty. Jedna z nich przebywa obecnie w areszcie śledczym, ale prokuratura nie informuje, jakiej treści zarzuty przedstawiono mężczyźnie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gdynia: W jednym z mieszkań znaleziono zwłoki 91-latki. Kobieta mogła zostać uduszona

Ciało 91-letniej mieszkanki Gdyni znaleziono w jej mieszkaniu. I choć śledczy czekają jeszcze na wyniki sekcji zwłok, to wstępne ustalenia wskazują, że kobieta mogła zostać uduszona. Zatrzymany został już 31-letni sąsiad denatki. Makabrycznego odkrycia, o którym pisze „Dziennik Bałtycki”, dokonano w sobotę w mieszkaniu na gdyńskim Oksywiu. Zwłoki seniorki znaleźli członkowie jej rodziny.

Według doniesień „DB”, wstępne ustalenia śledczych mówią o śmierci poprzez uduszenie. Oficjalna przyczyna oraz dokładne okoliczności śmierci zostaną ogłoszone dopiero po przeprowadzeniu sekcji zwłok. Gazeta informuje także o 31-letnim sąsiedzie staruszki, który został zatrzymany przez policję. Na razie jednak nie wiadomo, jaka jest jego rola w sprawie, nie przedstawiono mu także żadnych zarzutów. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Piaseczno: Ciało 50-letniej Niemki znalezione obok placu zabaw

Martwą kobietę, leżącą w pobliżu wejścia na plac zabaw przy ul. Fabrycznej w podwarszawskim Piasecznie, zauważył przechodzień. Policja ustaliła, że jest to 50-letnia obywatelka Niemiec – Simona S. Przyczynę zgonu wykaże sekcja zwłok, którą zlecił prokurator. Wstępne oględziny nie wykazały obrażeń na ciele zmarłej. To już trzecia martwa osoba, którą znaleziono w ostatnim czasie w Piasecznie.

– Policjanci zaalarmowani zgłoszeniem przechodniów w środę po godzinie 14:00 pojawili się na ulicy Fabrycznej. Nieopodal wejścia na plac zabaw znaleziono ciało kobiety – powiedział portalowi Fakt24 nadkom. Jarosław Sawicki z Komendy Powiatowej Policji w Piasecznie.

Śledztwo w sprawie śmierci Niemki

Śledztwo w sprawie zgonu 50-letniej Niemki, która – jak ustalili funkcjonariusze – na stałe mieszkała w Polsce, prowadzi Prokuratura Rejonowa w Piasecznie.

Wstępnie śledczy wykluczyli, aby do śmierci Simony S. przyczyniły się osoby trzecie. Na jej ciele nie było też widocznych obrażeń.

– Prokuratura prowadzi postępowanie z artykułu 155 kodeksu karnego w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci człowieka. 50-latka uskarżała się wcześniej na dolegliwości zdrowotne. Ciało zostało zabezpieczone celem przeprowadzenia sekcji zwłok – powiedział Fakt24 Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Zwłoki na ulicy i w wodzie

To trzecia martwa osoba, którą w ostatnich miesiącach znaleziono w Piasecznie. 25 grudnia ubiegłego roku osoba spacerująca z psem znalazła na ul. Jarząbka zwłoki 45-letniej kobiety.

Sekcja nie wykazała jednak, aby do jej śmierci ktoś się przyczynił.

Dwa dni później z rzeki Jeziorki wyłowiono ciało starszego mężczyzny. Okazało się, że był to uznawany od listopada za zaginionego 58-latek.

Policja od początku nie łączyła ze sobą tych spraw.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało 20-latka w kontenerze Caritasu. Zostanie przeprowadzona sekcja zwłok

Dramatyczne odkrycie w Słupsku. W pojemniku na odzież należącym do Caritasu znaleziono ciało 20-letniego mężczyzny. Przyczyną śmierci było prawdopodobnie uduszenie. Potwierdzi to sekcja zwłok.

Pomorscy policjanci badają tajemniczą sprawę śmierci 20-letniego mężczyzny. Jego zwłoki odkrył mieszkaniec Słupska. W piątek wieczorem zauważył nogi wystające z kontenera do zbiórki ubrań przy ulicy Szymanowskiego. Wezwał pomoc, ale uwięzionego 20-latka nie udało się uratować – donosi „Głos Pomorza”.

Według wstępnych ustaleń policji i prokuratury, przyczyną śmierci było uduszenie. Mężczyzna utknął we włazie wrzutowym. – Obecny na miejscu prokurator polecił zabezpieczyć zwłoki w celu przeprowadzenia sekcji. Dopiero wówczas będzie wiadomo, co było przyczyną uduszenia – poinformował Paweł Wnuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

Na ten moment nie jest jasne, dlaczego mężczyzna usiłował wejść do kontenera. Policja bada okoliczności sprawy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kierowca ukrył konającą Ewę w rowie i uciekł. Nie udało mu się ukryć wszystkich dowodów

Potrącił Ewę. Zatrzymał się. Ale nie po to, by pomóc 35-latce. Zacierał ślady – kobietę, według prokuratury, zepchnął do rowu. Nie zdążył jednak zabrać ze sobą wszystkich części, które odpadły z jego samochodu. Pokazała je nam prokuratura, apelując o pomoc w znalezieniu kierowcy.

Ewa przyjechała do Janowa pod Kutnem (woj. łódzkie) autobusem. Był piątek, 12 października. Dochodziła godzina 19. Ciemno. Prokuratura ustaliła, że szła przy prawej krawędzi jezdni. Po drodze wojewódzkiej nr 583 musiała przejść dokładnie 80 metrów. Potem – jak zwykle – miała skręcić w prawo w szutrową drogę, na końcu której mieszka jej schorowana ciocia. Mniej więcej w połowie asfaltowego odcinka drogi wpadł w nią jasny volkswagen caddy. – Wszystko wskazuje na to, że uderzył prawą częścią maski – mówi Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury. Z samochodu odpadł czarny, plastikowy element okalający halogen.

– Z ustaleń posekcyjnych wynika, że poszkodowana została najpierw uderzona w boczną część prawej nogi – dodaje prokurator. Ewa była więc ustawiona bokiem do samochodu. Niewykluczone, że po prostu odwróciła się, słysząc nadjeżdżające auto. Po uderzeniu kobieta wpadła na maskę. Wtedy doszło do rozległego uszkodzenia czaszki i mózgu. Ewa upadła tak, że oderwała jeszcze lusterko kierowcy. Rozleciało się ono na kawałki.

Minuty

Wszystko to działo się obok parterowego domu. W środku była kobieta, która – jak zeznała w prokuraturze – słyszała dziwny, głuchy dźwięk. Nie podeszła do okna, bo była przekonana, że znowu na drogę wbiegło dzikie zwierzę. Gdyby podjęła inną decyzję, najpewniej byłaby świadkiem kilku kluczowych minut. Sprawca wykorzystał je, by zatrzeć ślady wypadku.

– Rekonstrukcja tego, co wydarzyło się na drodze, wskazuje, że 35-latka po wypadku najprawdopodobniej została ukryta w rowie – mówi nam Piotr Helman, prokurator rejonowy w Kutnie.

Prokurator dodaje, że kierowca miał kilka minut na to, żeby zabrać z miejsca tragedii ślady. Dokładnie 360 metrów od miejsca wypadku jest przejazd kolejowy, w kierunku którego jechał sprawca. To, co działo się na przejeździe, nagrała kamera zainstalowana w pobliżu. Jakość filmu jest zbyt słaba, żeby ustalić tablice rejestracyjne przejeżdżających tam samochodów. Prokuratura pokazała nam ten film. Widać na nim samochód, który przejeżdża przez tory i zbliża się do miejsca tragedii. Sprawca mógł widzieć światła nadjeżdżającego auta. Wtedy wsiadł do swojego samochodu i ruszył. Z nagrania można wywnioskować, że volkswagen przecina przejazd kolejowy z dużą prędkością. Nie widać natomiast blasku światła z prawej strony auta. To może oznaczać, że prawy reflektor został uszkodzony.

Godziny

Na jezdni sprawca zostawił za sobą łącznie kilkanaście części, które policjanci podzielili potem na dziewięć grup. To rozbite szkło jednego z reflektorów, oderwana maskownica halogenu, roztrzaskane lusterko lewe oraz jego plastikowe osłonki. Oprócz tego na drodze został jeden z butów Ewy, jej dowód osobisty i czapka. Obok był rozbity telefon komórkowy i karta płatnicza. Przez kolejne trzy godziny nikt jednak tego nie zauważył. Zaniepokojona nie mogła być też Maria, ciotka Ewy.

– Byłyśmy bardzo blisko. Czasami nie zapowiadała się, tylko po prostu przyjeżdżała. Tak chyba było i tym razem. Pomagała mi, zakupy przywoziła. Dobre dziecko – opowiada. Dopiero przed godziną 22 ktoś się zatrzymał. Wtedy zauważył kobietę z zakrwawioną głową. Na miejsce wezwana została policja.

Bez śladu Przez kolejne tygodnie policja analizowała wszystkie drogi w promieniu kilkunastu kilometrów. Sprawdzała wszystkie kamery, które mogły zarejestrować uciekającego kierowcę volkswagena. Prokuratorzy mogli z łatwością określi model auta. Bo na oderwanych elementach są oznaczenia producenta. Na ich podstawie udało się też ustalić, że auto najpewniej było białego koloru (co zresztą potwierdza nagranie z przejazdu kolejowego).

– Na żadnych innych nagraniach nie widać już prawdopodobnego sprawcy – informuje prokurator. Intensywnie sprawdzano też okolicznych właścicieli modelu, po którym zostały części. Policjanci odwiedzali też warsztaty samochodowe. Nic. Przed Bożym Narodzeniem wydawało się, że dojdzie do przełomu. Policja wstępnie wytypowała sprawcę.

– Niestety, ostatecznie nasze ustalenia okazały się błędne – przyznaje asp. sztab. Edyta Machnik z kutnowskiej komendy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Włochy: Ciało 50-letniego znalezione w ciężarówce. „Apelujemy o kontrole warunków pracy”

Trwa wyjaśnianie okoliczności śmierci 50-letniego Polaka, którego ciało znaleziono w ciężarówce na parkingu przed restauracją we włoskiej miejscowości Termoli. Ze wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna zatruł się tlenkiem węgla.

Ciało 50-letniego Polaka zostało znalezione w poniedziałek w kabinie ciężarówki stojącej na restauracyjnym parkingu w Termoli we Włoszech. Jak podaje portal Primonumero.it, o tragedii poinformował karabinierów znajomy zmarłego, który rano otworzył drzwi pojazdu i bezskutecznie próbował dobudzić mężczyznę.

Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że 50-latek śmiertelnie zatruł się tlenkiem węgla. W kabinie trzymał kuchenkę gazową, która służyła mu nie tylko do gotowania, ale także do ogrzewania wnętrza ciężarówki podczas zimnych nocy.

W najbliższych dniach ma odbyć się sekcja zwłok mężczyzny.

– W 2019 r. wciąż akceptujemy to, że kierowcy śpią i jedzą w ciężarówkach stojących na parkingach. Można sobie łatwo wyobrazić, że przez to nie są wcale wypoczęci, a później ryzykują życie swoje oraz innych użytkowników dróg. Apelujemy o więcej kontroli, które weryfikowałyby warunki, w których ci kierowcy funkcjonują – skomentował sekretarz generalny Włoskiej Federacji Transportu Maurizio Diamante, cytowany przez portal Termolionline.it. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl