Bobrowniki: Nowe ustalenia ws. zabójstwa ojczyma przez 19-latkę

– To co się stało jest niezrozumiałe dla mnie! Karolina (19 l.) zabiła mi syna. Myślę że ten śmiertelny cios, który zadała Piotrowi nie był przeznaczony dla niego. Jest mi ogromnie żal tej dziewczyny, zmarnowała sobie życie – mówi matka zamordowanego Piotra Z. (40 l.) z Bobrownik (śląskie).

O tej tragedii piszemy od kilku dni. W nocy z piątku na sobotę 19-latka w Bobrownikach śmiertelnie raniła męża swojej matki.

Tragiczne wydarzenia rozegrały się późnym wieczorem, gdy dziewczyna wpadła na odwiedziny do wynajmowanego przez matkę i ojczyma domu. Doszło do sprzeczki, bo matka zwróciła jej uwagę, że za głośno rozmawia przez telefon komórkowy. Niewykluczone, że zabrała jej smartfon. Wtedy pijana w sztok Karolina K. rzuciła się na rodzicielkę. Piotr Z. stanął w obronie swojej żony i dostał cios nożem w tętnicę szyjną. Nie udało się go uratować. Teraz rodzina zamordowanego mężczyzny zabrała głos.

– Dopiero co Piotr się ożenił, a już musimy go pochować. Za tydzień skończyłby 40 lat – płacze matka ofiary. – Związał się z matką Karoliny nie tak dawno, ślub był w październiku 2018 r.. Zaakceptował jej dzieci z poprzedniego związku. Dobrze żyli, on dorabiał jako złota rączka. Wynajmowali dom w Bobrownikach. Karolina mieszkała w Bytomiu ze swoim chłopakiem. Czasem przyjeżdżała do nich. Piotr miał z nią bardzo dobry kontakt. Gdy czasem dochodziło do wymiany zdań między moim synem a pozostałym rodzeństwem Karoliny, ona zawsze trzymała stronę mojego syna. Nie wierzę, że chciała go zabić. Nie wykluczone, że cios skierowała wobec matki, a mój syn stanął w obronie i zginął przypadkiem – rozpacza matka ofiary. – Żal mi tej dziewczyny, zmarnowała sobie życie do reszty.

Karolina K. miała trudne dzieciństwo. Część swojego życia spędziła w ośrodkach wychowawczych. Wydawało się, ze wyszła na prosta. Ostatnio dostałą pracę w Amazonie, miała chłopaka.

– Karolina K. została tymczasowo aresztowana, przyznała się do zarzutów, w chwili popełnienia zbrodni miała ponad promil alkoholu w sobie – mówi Monika Jankowska, szefowa prokuratury w Będzinie.

Śledczy czekają na wyniki sekcji zwłok zamordowanego mężczyzny. Zlecili też dodatkowe badania, czy 19-latka w chwili zadawania ciosu nie była pod wpływem narkotyków. Grozi jej nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

19-latek zabił nożem 9-letniego brata

Tragedia w Turku. Nie żyje 9-latek. Miał zginąć od ran zadanych nożem przez 19-letniego brata. Rodzeństwo pokłóciło się o dostęp do komputera – ustalono nieoficjalnie. – Doszło do tragedii, w której śmierć poniósł 9-letni chłopiec. Na miejscu przeprowadzane są oględziny w celu zabezpieczenia śladów i dowodów przestępstwa. Pracuje grupa dochodzeniowo-śledcza pod nadzorem prokuratora – powiedziała w rozmowie z portalem turek.net.pl rzeczniczka prokuratury w Koninie.

Z nieoficjalnych ustaleń RMF FM wynika, że wśród rodzeństwa mieszkającego w Turku doszło do kłótni. 19-latek i 9-latek sprzeczali się o dostęp do komputera. Podczas awantury starszy brat miał sięgnąć o nóż i pchnąć nim dziecko. Chłopiec zmarł mimo reanimacji.
Źródło info i foto: wp.pl

23-latek uciekł ze szpitala psychiatrycznego. Rzucił się na policjantów z siekierą

Szokująca sprawa z powiatu ropczycko-sędziszowskiego. 23-letni mężczyzna, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego zaatakował próbujących go zatrzymać policjantów. Jednemu z nich zadał cios siekierą w głowę.

23-latek przebywał w ostatnim czasie w szpitalu psychiatrycznym. Okazało się, że młody mężczyzna samowolnie opuścił placówkę, w której przebywał na samowolnym leczeniu. Istniało jednak podejrzenie, że może stanowić zagrożenie dla innych osób, dlatego o sprawie powiadomiono policję, która dołączyła do poszukiwań.

Funkcjonariusze udali się do miejsca zamieszkania poszukiwanego w miejscowości Brzeziny. Tam zeszli do niższych kondygnacji budynku. Po otwarciu kolejnych drzwi nastąpił niespodziewany atak. Mężczyzna zaatakował pierwszego z policjantów dużą siekierą. 23-latek zamachnął się i zadał cios. Policjant zdążył tylko nieznacznie zamortyzować uderzenie rękami. Ostra część siekiery wylądowała na jego głowie, na przedniej, prawej części czoła.

Wtedy przytomność umysłu wykazał drugi z funkcjonariuszy, który przy pomocy rannego partnera obezwładnił i unieszkodliwił szaleńca. Obaj policjanci wezwali na miejsce posiłki oraz karetkę pogotowia.

26-letni poszkodowany policjant został przetransportowany do szpitala. Tam okazało się, że doznał groźnego pęknięcia kości czaszki, rany czoła, a także okolic oczodołu. Jak powiedzieli lekarze, jego obecny stan zdrowia jest jednak stabilny i nie zagraża jego życiu.

Napastnik z kolei został zatrzymany i osadzony w policyjnym, areszcie. Niedługo później usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa połączony z czynną napaścią na funkcjonariusza policji. Sam zrezygnował jednak z odniesienia się do treści zarzutów i skorzystał z prawa odmowy złożenia wyjaśnień i udzielenia odpowiedzi na pytania.

Sąd przychylił się do wniosku prokuratora i tymczasowo aresztował podejrzanego na trzy miesiące. 23-latek na wyrok poczeka zatem za kratkami. Grozi mu kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia albo kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

24-letnia kobieta z zarzutem zabójstwa. Sprawa dotyczy śmierci 31-latka z okolic Słupska

​Zarzut zabójstwa usłyszała kobieta zatrzymana w sprawie śmierci 31-latka z okolic Słupska. Zdecydowano także o jej aresztowaniu. W nocy z piątku na sobotę, po spotkaniu ze znajomymi w miejscowości Głobino, mężczyzna trafił do szpitala. Nie udało się go uratować. Śmiertelny okazał się cios zadany ostrym narzędziem w klatkę piersiową. Według ustaleń śledczych cios miała zadać 24-letnia kobieta. To ona usłyszała zarzut. Przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia.

Prokuratorzy nie chcą jednak mówić na tym etapie sprawy o szczegółach, m.in. ze względu na pojawiające się w sprawie dopalacze – usłyszał nasz dziennikarz od prokuratora rejonowego w Słupsku Piotra Nierebińskiego.

W sprawie zatrzymano też trzy inne osoby. Wszyscy zostali zwolnieni.

24-latka została tymczasowo aresztowana
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zygmunt W. usłyszał zarzuty za atak na księdza we Wrocławiu. Grozi mu dożywocie

56-letniemu Zygmuntowi W., który w poniedziałek zaatakował księdza, postawiono zarzut usiłowania zabójstwa. Grozi mu za to dożywocie. Do sądu już wpłynął wniosek o tymczasowy areszt. 56-letni Zygmunt W. został zatrzymany w poniedziałek w związku z atakiem na 48-letniego ks. Ireneusza Bakalarczyka. Do zdarzenia doszło na Ostrowie Tumskim we Wrocławiu. Ok. godz. 7 W. zadał duchownemu cios w klatkę piersiową. Osoby postronne udzieliły ofierze napastnika pierwszej pomocy, wezwana została karetka, która przetransportowała księdza do szpitala.

Wrocław. Zarzut dla napastnika, który ugodził księdza

„Pokrzywdzony Ireneusz B. w wyniku zdarzenia doznał obrażeń ciała w postaci rany kłutej klatki piersiowej, skutkujących uszkodzeniem przepony. Obrażenia spowodowały u pokrzywdzonego naruszenie czynności narządów ciała i rozstrój zdrowia na okres powyżej dni siedmiu” – podaje Justyna Pilarczyk, rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

56-latkowi prokurator postawił zarzut usiłowania zabójstwa. Mężczyzna przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia, śledczy nie zdradzają ich treści. Do sądu trafił wniosek o tymczasowe aresztowanie napastnika. Za usiłowanie zabójstwa grozi mu dożywocie. Nie wiadomo, jakie były motywy Zygmunta W., Gazeta Wrocławska” podaje, że jest bezdomny i przed zadaniem ciosu chwilę rozmawiał z duchownym
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo na przystanku w Poznaniu. Zaatakował nożownik

Przy przystanku na Alejach Solidarności w Poznaniu mężczyzna został ugodzony nożem; zmarł w trakcie przewożenia karetką pogotowia do szpitala – podało dziś RMF FM. Policja nie udziela informacji o zdarzeniu. Według RMF FM, do ataku nożownika miało dojść po godz. 18 na przystanku przy Alejach Solidarności w Poznaniu. Zaatakowany mężczyzna został ugodzony nożem; zmarł w trakcie przewożenia karetką pogotowia do szpitala.

– Jak ustalono, do ataku na mężczyznę doszło na przystanku MPK. Sprawca zaatakował najprawdopodobniej przy użyciu jakiegoś ostrego narzędzia. W wyniku poniesionych obrażeń mężczyzna zmarł – powiedziała Iwona Liszczyńska z poznańskiej policji.

Jak dodała, „wiemy kim jest napastnik, ten mężczyzna jest teraz przez nas poszukiwany”. Liszczyńska podkreśliła, że „zawsze przy tego typu zdarzeniach korzystamy ze wszystkich dostępnych możliwości i sposobów, aby ustalić sprawcę i przebieg zdarzenia. Czynności nadal trwają”.

RMF FM, które jako pierwsze poinformowało o zdarzeniu podało, że policja zabezpieczyła m.in. monitoring, a na miejsce ataku skierowano przewodnika z psem tropiącym.
Źródło info i foto: poznan.onet.pl

Zarzut dla jednego z zatrzymanych mężczyzn po zabójstwie 15-latka w Lubinie

Zarzut zabójstwa postawiała Prokuratura Rejonowa w Lubinie jednemu z trzech mężczyzn zatrzymanych po śmierci 15-letniego chłopca. Nastolatek zmarły w wyniku rany odniesionej od ciosu nożem.

Do tragicznych w skutkach wydarzeń doszło w nocy z piątku na sobotę w Lubinie. Około godziny 1 w nocy policja otrzymała zgłoszenie o rannym mężczyźnie leżącym na Wzgórzu Zamkowym. Poszkodowanym okazał się 15-letni chłopak. Miał ranę klatki piersiowej, która powstał w wyniku ciosu zadanego nożem. Policjanci podjęli reanimację. Chłopca nie udało się uratować. Policja zatrzymała w tej sprawie trzech mężczyzn w wieku 21, 22 i 23 lata.

– W niedzielę jednemu z nich prokuratura postawiła zarzut zabójstwa – poinformowała prok. Lidia Tkaczyszyn, rzeczniczka legnickich śledczych.

Prokurator zakończył też przesłuchanie drugiego z podejrzanych w tej sprawie. – Postawiono mu zarzuty dwóch przestępstw – nieudzielenia pomocy ofierze oraz niezawiadomienia o popełnionej zbrodni morderstwa – dodała.

Wobec obu mężczyzn prokurator wnioskuje o areszt. – Trzeci z zatrzymanych wkrótce zostanie doprowadzony do prokuratury. Jemu też prokurator ma przedstawić zarzuty nieudzielenia pomocy ofierze oraz niezawiadomienia o popełnionej zbrodni morderstwa.

Śledczy nie udzielają na razie informacji na temat wydarzeń, w wyniku których zginął 15-latek. – Możemy powiedzieć jedynie, że prokurator ma mocne dowody, które jednoznacznie wskazują mężczyznę, który zadał cios 15-latkowi. Było to brutalne morderstwo – powiedziała prokurator.
Źródło info i foto: radiowroclaw.pl

Od tych ciosów zginął prezydent Gdańska

Prezydent Gdańska nie przeżył niedzielnego ataku nożownika. Wczoraj po południu, mimo wielogodzinnych starań najlepszych lekarzy, Paweł Adamowicz (+53 l.) zmarł w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku.

Dwa uderzenia nożem w okolice serca, jeden w brzuch – każdy z ciosów, który ugodził prezydenta Gdańska, mógł być śmiertelny. Pierwszy etap walki o życie Adamowicza trwał pięć godzin. Z niedzieli na poniedziałek 8-osobowy zespół najlepszych lekarzy robił wszystko, co mógł, żeby polityk przetrwał noc. Jak podał RMF24, przez całą noc przy jego łóżku czuwał starszy brat, Piotr (58 l.). Niestety osłabiony organizm nie dał rady. W poniedziałek po południu prezydent miasta zmarł.

– Urazy były bardzo ciężkie, poważna rana serca, rana przepony, rany narządów jamy brzusznej – podczas nocnej konferencji prasowej dotyczącej stanu zdrowia Adamowicza wyliczał dr Tomasz Stefaniak z UCK. Z kolei w rozmowie z Radiem Gdańsk Jerzy Karpiński, lekarz wojewódzki ujawnił, że nóż bandziora uszkodził także wątrobę, śledzionę i nerki.

O tym, jak poważne były rany, świadczy ilość przetoczonej krwi. Prezydentowi Gdańska przetoczono 41 jednostek krwi, czyli ponad 20 litrów! Dla porównania: dorosły człowiek ma ok. 5 litrów krwi. – Przy tak ogromnych utratach krwi niedotlenienie jest nieuniknione. Niedokrwienie ośrodkowego układu nerwowego jest najbardziej prawdopodobne, to dramatyczna sytuacja – powiedział „Super Expressowi” prof. Janusz Skalski (68 l.), znany kardiochirurg. Jak stwierdził, przy takich urazach w ogóle nie wiadomo, czy pacjent się wybudzi.

W południe dyrekcja szpitala oraz minister zdrowia Łukasz Szumowski (47 l.), który specjalnie przyjechał do Gdańska, nie mieli dobrych wiadomości: – Prezydent nie oddycha samodzielnie, jest wspomagany przez aparaturę, która zastępuje serce i płuca – powiedział Stefaniak. Dwie godziny później, kilkanaście minut po godz. 14, minister potwierdził, że Paweł Adamowicz przegrał walkę o życie.

Zbrodnia w Gdańsku odbiła się szerokim echem w Polsce i na świecie. Kondolencje złożyli najważniejsi politycy. „Pawle, nigdy o Tobie nie zapomnimy. Żegnaj, Przyjacielu” – napisał Donald Tusk (62 l.), były premier i szef Rady Europejskiej. „Wrogość i przemoc przyniosła najtragiczniejszy skutek i ból. Nie wolno nam się z tym pogodzić” – przekazał prezydent Andrzej Duda (47 l.). Głos zabrał także Jarosław Kaczyński (70 l.): „Wyrażam wielki ból po tragicznej śmierci na skutek zbrodniczego zamachu na Pana Pawła Adamowicza Prezydenta Gdańska” – oświadczył w komunikacie przekazanym przez rzeczniczkę partii.
Źródło info i foto: se.pl

To największy seryjny morderca w Stanach? Przyznał się do 90 zabójstw

Samuel Little przyznał się do popełnienia 90 morderstw. 78-letni dziś mężczyzna odsiaduje wyrok dożywotniego więzienia w Kalifornii. Został skazany za zabójstwo trzech kobiet. Samuel Little zeznał śledczym, że w przeciągu 35 lat, podróżując po Ameryce w latach 1970-2005, zabił na terenie kilku stanów 90 osób. Jego ofiarami miały być kobiety, które były bokser obezwładniał jednym ciosem, potem gwałcił i dusił.

Według śledczych jego zeznania są wiarygodne, ponieważ podał szczegóły dwóch zabójstw, które znałby tylko morderca.

Jego wyznanie jest szokujące. Będzie teraz weryfikowane, między innymi przy pomocy badań DNA.

Jeśli słowa Samuela Little’a się potwierdzą, byłby on najgorszym seryjnym mordercą w historii Stanów Zjednoczonych. Ted Bundy przyznał się do popełnienia 30 zabójstw między 1974 a 1978 rokiem. John Wayne Gacy zabił co najmniej 33 chłopców i młodych mężczyzn w latach 70. ubiegłego orku.

Za największego seryjnego zabójcę na świecie uznaje się Brytyjczyka Harolda Shipmana. Przypisuje mu się śmierć 250 osób. W 2000 został skazany na zabójstwo 15 osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Mąż uderzył żonę na oczach sąsiada. Agresywny mąż dostał cios nożem w bark. Nie przeżył.

Mąż uderzył żonę na oczach sąsiada. A ten chciał jasno dać do zrozumienia, że przemoc mu nie odpowiada. Pomiędzy mężczyznami doszło do sprzeczki, a potem agresywny mąż dostał cios nożem w bark. Nie przeżył. Podejrzanemu 27-latkowi grozi dożywocie. Prokuratura ustaliła, że w minioną sobotę do jego mieszkania przyszła sąsiadka.

– Chciała oddać ładowarkę do telefonu. Gdy wychodziła, na korytarzu podszedł do niej mąż i bez powodu uderzył ją ręką w głowę – mówi Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

27-latek zwrócił uwagę agresywnemu sąsiadowi.

– Między mężczyznami doszło do wymiany zdań. W trakcie sprzeczki młodszy z mężczyzn niespodziewanie ugodził drugiego nożem w okolicę barkową po lewej stronie – informuje prokurator Kopania.

Dożywocie

Raniony sąsiad silnie krwawił. Próbował wrócić do domu, ale po zrobieniu kilku kroków upadł. W tym czasie 27-letni sąsiad wrzucił nóż do zlewozmywaka.

– Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe. Niestety, mimo podjętej reanimacji, 49-latka nie udało się uratować – mówi Kopania.

Oględziny zwłok wykazały, że ostrze noża spowodowało krwotok, który skończył się gwałtowną śmiercią. Okazało się, że nożownik był pijany.

– Podczas przesłuchania nie przyznał się do zarzucanego mu czynu, ale potwierdził fakt ugodzenia nożem 49-latka. Wyjaśnił, że nie chciał go zabić, był to – jego zdaniem – odruch spowodowany nadmiernym spożyciem alkoholu – mówi Kopania.

Prokuratura wystąpiła o tymczasowe aresztowanie 27-latka.
Źródło info i foto: tvn24.pl