Chiny: Rozbito gang okradający groby. Odzyskano bezcenne artefakty

Chińskie służb aresztowały 26 osób podejrzanych o działalność w gangu okradającym groby. Zabezpieczono niemal 650 zabytków kulturalnych pochodzących z starożytnego cmentarzyska w prowincji Qinghai – oświadczyło tamtejsze Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Rządowa agencja Xinhu wskazała, że w ocenie ekspertów wiele odzyskanych przedmiotów posiada „ogromną wartość historyczną”, wskazując kulturową łączność między Wschodem a Zachodem w początkach panowania Dynastii Tang (619-907 r.n.e.). To m.in. starożytne tekstylia jedwabne oraz odzież pochodząca z Centralnej Azji oraz Bizancjum.

Śledztwo trwało od 2017 roku. Podejrzani mieli prowadzić nielegalne wykopaliska grobów w Dulan, mieście leżącym na szlaku starożytnego Szlaku Jedwabnego. Odkryte skarby były następnie sprzedawane. Resort poinformował, że niektórzy aresztowani zostali zatrzymani w innych prowincjach.

Przedstawiciel policji powiedział na antenie państwowej stacji CCTV, że przestępcy, z których dwoje znajdowało się na liście najbardziej poszukiwanych, usiłowali upłynnić łup za 80 mln juanów (około 11,6 mln dolarów).
Źródło info i foto: TVP.info

Bezcenne artefakty odzyskane

Handlujący bronią i materiałami wybuchowymi miłośnicy militariów odkryli przypadkiem cmentarzysko sprzed ponad 1,5 tys. lat. Zanim na ich trop wpadli policjanci, zdołali sprzedać nawet kilkaset bezcennych artefaktów. Najprawdopodobniej są to znaleziska związane z kulturą Bałtów Zachodnich, być może częściowo z okresu wędrówek ludów. Rabusie-poszukiwacze wpadli, ponieważ policjanci rozpracowywali środowisko handlarzy nielegalnymi militariami, głównie z czasów II wojny światowej.

Jesienią ub. r. olsztyńscy policjanci otrzymali od swoich kolegów z Olecka informację, że w okolicy może działać grupa poszukiwaczy militariów, która sprzedaje swoje znaleziska na czarnym rynku. Handlarze przeszukiwali miejsca bitew i wydobywali broń z czasów II wojny światowej, odnawiali ją i oferowali na aukcjach internetowych. W podobny sposób „odzyskiwali” materiały wybuchowe i amunicję.

Szyfry bezpieczeństwa

W ten sposób funkcjonariusze ustalili, że organizatorami pokątnego handlu są dwaj mieszkańcy Warmii i Mazur, z którymi współpracował mężczyzna z okolic Szczecina.

– Co ciekawe handlarze oferowali swój towar na oficjalnych serwisach aukcyjnych, w opisie przedmiotu zamieszczając informacje, że nie ma on cech broni palnej. Dla bezpieczeństwa w opisie każdej aukcji zamieszczona była zaszyfrowana informacja, której treść zrozumiała była dla „starych klientów” lub miłośników militariów – mówi jeden z oficerów olsztyńskiej policji.

Domowy arsenał

Przed kilkoma dniami policjanci uznali, że zebrali wystarczające dowody przeciwko szajce. Kilkudziesięciu funkcjonariuszy wkroczyło do mieszkań na terenie Podlasia, Warmii i Mazur, Mazowsza i Pomorza Zachodniego.

Na terenie posesji należącej do organizatorów handlu, znaleziono kilkanaście karabinów, kilkadziesiąt elementów broni – luf karabinowych, zamków i komór zamkowych, amunicję, pistolety i granaty. Część broni była sprawna i można jej było użyć m.in. w porachunkach grup przestępczych.

Prawdziwy skarb

Jednak największe wrażenie zrobiła na policjantach zawartość kilkunastu worków jutowych. Ukryto tam bardzo stare artefakty: podkowy, strzemiona, groty, spinki, ozdoby, elementy biżuterii wykonane z brązu. Handlarze przyznali, że wydobyli je w jednym z lasów. Wezwany na miejsce biegły historyk stwierdził, że to znalezisko wyjątkowe w skali europejskiej. – To z dużym prawdopodobieństwem cmentarzysko pradziejowe lub wczesnośredniowieczne – mówił.

Ekspert stwierdził, że z dużym prawdopodobieństwem są to znaleziska związane z kulturą Bałtów Zachodnich, być może częściowo z okresu wędrówek ludów. Zdecydowana większość należała do kultury jaćwieskiej z okresu wczesnego średniowiecza – mówią pracownicy zespołu prasowego olsztyńskiej policji. Handlarze przyznali, że z terenu cmentarzyska wydobyli ok. 3 tys. przedmiotów.

Eksport zabytków

Bezcenne dla naukowców artefakty miały jednak swoją cenę dla poszukiwaczy militariów. Oferowali je po kilka sztuk za 1-2 tys. zł. Współpracujący z nimi handlarz z Pomorza Zachodniego kupił kilkaset przedmiotów za 15 tys. zł. Większość zdążył sprzedać kolekcjonerom z zachodniej Europy i USA. Na posesji Marka K. znaleziono jednak 110 zabytkowych przedmiotów m.in. topory, siekierki, bosaki, kotwy, noże, groty, okucia, miecze, bransolety, nożyce, krzesiwa.
Żródło info i foto: TVP.info

Duchowny wydał policji dzieciobójczynię?

„Czy to za sprawą księdza ze Strzeszowa śledczy dowiedzieli się o kolejnych zabójstwach dzieci dokonanych przez Beatę K. i w trzy miesiące po odkryciu szczątków pierwszego dziecka mogli wrócić na podwórkowe cmentarzysko? I odkopać worki z ciałami kolejnych noworodków?” – zastanawia się „Fakt” i pisze, że dzień przed aresztowaniem dzieciobójczyni Beata K. dała na mszę w tajnej intencji – co bardzo zdziwiło wiernych – i się wyspowiadała. A na drugi dzień przyznała prokuratorowi, że zakopała więcej niż jedno dziecko. Reporterzy „Faktu” dotarli do informacji, które wyjaśniają, dlaczego dopiero w trzy miesiące po pierwszym odkryciu – zwłok noworodka uśmierconego przez Beatę K., śledczy wrócili do Strzeszowa i wiedzieli, gdzie kopać, by odnaleźć kolejne szkielety! Żródło info i foto: RMF24.pl