USA: Ojciec skazany za seks z córką

40-latek z Nebraski został skazany na dwa lata więzienia za to, że poślubił biologiczną córkę. Mężczyzna przyznał się także do utrzymywania stosunków seksualnych z 21-latką – podał „New York Post”. Z ustaleń policji wynika, że to córka wyśledziła 40-latka, po tym jak poprosiła matkę, by ta zdradziła jej, kto jest jej biologicznym ojcem. Spotkanie, do którego doszło trzy lata temu, zorganizowała matka dziewczyny. Początkowo oboje próbowali nawiązać naturalne relacje ojciec-córka, ale we wrześniu ubiegłego roku ich kontakty stały się kazirodcze.

Jak donosi „New York Post”, powołując się na lokalne media, które dotarły do uzasadnienia wyroku, podłożem takiego zachowania miała być „zazdrosna rywalizacja z przyrodnią siostrą o to, kto mógłby uprawiać seks z ojcem”.

W trakcie postępowania sądowego, prawnik oskarżonego mężczyzny powiedział, że jego klient jest zakłopotany tym, co się stało i żałuje, że w ogóle do tego doszło. Adwokat starał się także wykazać, że ojciec dziewczyny „doznał urazu mózgu” i nie był w stanie poprawnie ocenić swoich niezdrowych relacji z córką.

Sąd ostatecznie skazał 40-latka na dwa lata więzienia i dodatkowy, roczny nadzór po odbyciu kary.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

17-latka z zarzutem zabójstwa noworodka. Trafiła do aresztu

Zarzut zabójstwa usłyszała matka noworodka, którego ciało, miesiąc temu znaleziono w rzece w Grabcu koło Szczekocin w Śląskiem. 17-latka została aresztowana. Dziewczyna przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. Śledczy na razie nie ujawniają szczegółów. Prokurator postawił 17-latce zarzut zabójstwa córki. Zarzut może się jednak jeszcze zmienić.

Matka noworodka przejdzie jeszcze badana psychiatrycznie – informują prokuratorzy.

Ciało dziewczynki znaleziono w rzece na początku maja. Kilka dni później jedna z placówek medycznych powiadomiła policję, że zgłosiła się kobieta, która wymagała pomocy z powodu dużej utraty krwi. Okazało się, że kilka dni wcześniej urodziła dziecko. 17-latka nie została wtedy zatrzymana. Przebywała pod opieką lekarzy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Znajomy matki zgwałcił 9-letnią córkę i przetrzymywał ją w wersalce. Kobieta nie szukała córki, „bo nie ma auta”

36-latka zgodziła się, by jej 9-letnia córka poszła sama do domu mężczyzny, z którym – jak sama twierdzi – nie jest blisko. Ten zgwałcił i uwięził dziewczynkę, a następnie powiedział matce, że ta uciekła. Kobieta nie zgłosiła sprawy policji.

24-letni Mateusz K. przyznał się do zarzutów m.in. doprowadzenia do obcowania płciowego z osobą małoletnią i pozbawieniem wolności ze szczególnym udręczeniem. Mężczyzna został zatrzymany przed tygodniem po tym, jak policjanci w jego mieszkaniu w Gorzowie znaleźli 9-letnią dziewczynkę. Była ona związana i zakneblowana w wersalce. Ledwo oddychała i zaraz po znalezieniu zabrano ją na salę operacyjną.

24-latek zabrał dziecko do swojego domu dzień wcześniej. Zgwałcił 9-latkę i uwięził ją. Gdy nie wróciła do domu, poinformował 36-letnią matkę, Annę W., że dziewczynka uciekła w czasie spaceru. Nie uwierzył w to jej 14-letni brat, który razem ze starszym kolegą udał się do mieszkania Mateusza K. i wezwał policję. Funkcjonariusze dostali się do środka z pomocą strażaków. Mężczyzny nie było na miejscu, został zatrzymany późno w nocy przez policję i trafił do aresztu.

„Fakt” podaje, że Annie W. grozi odebranie przez sąd praw rodzicielskich, z czym kobieta się nie zgadza. W rozmowie z dziennikiem powiedziała, że poznała Mateusza K. w szpitalu psychiatrycznym, gdzie leczył się wtedy jej nieżyjący już partner. Jakiś czas później mężczyzna zaproponował, by syn 36-latki zaczął dorabiać na jego straganie z warzywami. Dostał też od rodziny szczury, które należały do zmarłego partnera Anny W. Opisywała, że „dzieciom brakowało mężczyzny w domu”, a 24-latek mógł być dla nich wzorem.

Anna W. nie szukała córki, „bo nie ma samochodu”

W ubiegły weekend 9-letnia dziewczynka, nalegała by iść do mieszkania Mateusza K. zobaczyć szczury. Matka nie poszła tam z córką, bo „wtedy syn zostałby sam” w domu. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego pozwoliła, by młodsze dziecko spędziło całą noc u niemal obcego mężczyzny. Anna W. przyszła po córkę dopiero następnego dnia rano. Mateusz K. stwierdził wtedy, że dziewczynka uciekła, ale pomimo tego matka nie zawiadomiła policji i nie szukała Sary.

– Tak mi doradziła osoba z rodziny, ale nie mogę powiedzieć kto – powiedziała kobieta „Faktowi”. – Nie szukałam, bo nie mam samochodu – tłumaczyła.

14-letni Boguś i 9-letnia Sara trafią do ośrodka wychowawczego. Kobieta uważa, że to „zbyt wysoka kara”. – Co to za państwo, które w nagrodę z uratowanie życia siostry zabiera jej brata siłą do ośrodka – mówiła dziennikarzom.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

9-latka uwięziona w wersalce. Nowe szczegóły śledztwa

Dlaczego oddała własne dziecko potworowi? Dlaczego nie szukała Sary? Dlaczego zaufała obcemu mężczyźnie? Anna W. (36 l.) miała już dość medialnych domysłów i sąsiedzkich plotek. Wczoraj przerwała milczenie i opowiedziała portalowi gorzowianin.com jak to się stało, że jej córeczka padła ofiarą pedofila, który podstępnie wkradł się w łaski rodziny.

Koszmar! Tak jednym słowem można opisać to, co przeżywają Anna W. i jej dzieci – 9-letnia Sara i 14-letni Boguś. Sara powoli dochodzi do siebie w szpitalu, a jak z niego wyjdzie, trafi tam, gdzie już jest jej starszy brat – do ośrodka opiekuńczo-wychowawczego. Bo o to, co się stało, śledczy obwiniają również ich matkę, dlatego czasowo ograniczono jej prawa rodzicielskie.

Anna W. nie zgadza się z tym. – To nieprawda, że nie obchodziło mnie, co się dzieje z Sarą. Dzwoniłam do niej, a kiedy nie odebrała, od razu pojechałam do mieszkania Mateusza. Powiedział mi, że uciekła mu podczas spaceru. Nie uwierzyłam! Poszłam do domu na wypadek, gdyby Sara wróciła, a szukać jej zaczęli Boguś z kolegą – opowiada.

Dlaczego Sara w ogóle poszła do Mateusza K.? – Znaliśmy go dwa lata. Dzieci bywały u niego, bo dostał od nich na przechowanie trzy szczury. Odwiedzały swoje zwierzaki. Nigdy nic się nie stało. A o przeszłości Mateusza, że był w psychiatryku, nie mieliśmy pojęcia. Gdybym wiedziała, że on miał taka przeszłość, na pewno nie powierzyłabym mu dziecka

O tym, co wydarzyło w mieszkaniu mężczyzny w minioną niedzielę, opowiedziała mamie Sara. – Dał jej jakieś tabletki, a później zgwałcił moją córkę, związał, zakleił jej usta taśma i zamknął ją w wersalce. Udało się jej odkleić taśmę z ust, przez kilka godzin wołała o pomoc, aż w końcu usnęła. Obudziło ją kopanie w drzwi Bogusia.

To starszy bat Sary zawiadomił policję. Usłyszał zza drzwi jej głos i sprowadził pomoc. Drzwi do mieszkania zostały wyważone. – W sama porę, bo Sara już by nie żyła – mówi Anna W.

Gwałciciel został schwytany kilka godzin później. Prokuratura zarzuciła mu gwałt ze szczególnym okrucieństwem na 9-latce i pozbawienie jej wolności ze szczególnym udręczeniem. Decyzją sądu trafił do tymczasowego aresztu.
Źródło info i foto: se.pl

Stanisław K. został skazany na 7 lat więzienia za wykorzystywanie seksualne córki

Stanisław K. (47 l.) z Ubieszyna (woj. podkarpackie) zgotował swojej córce piekło na ziemi! Gdy dziewczynka była jeszcze dzieckiem , zaczął ją gwałcić. Rzeszowski sąd skazał właśnie zwyrodniałego ojca na siedem lat więzienia.

Gdy policjanci wyciągnęli Stanisława K. z domu, sąsiedzi nie mieli pojęcia dlaczego został aresztowany. Dopiero jakiś czas później wieś obiegła informacja, że mężczyzna, który mieszkał z żoną i piątką dzieci miał dopuszczać się gwałtów na najstarszej córce.

– „To niemożliwe. Staszek do dobry chłop” – powątpiewali ludzie.

Dziewczyna przez siedem lat milczała. W końcu nie wytrzymała i zgłosiła się na policję. Śledczy natychmiast wszczęli dochodzenie, które potwierdziło jej słowa. Funkcjonariusze znaleźli niepodważalne dowody na to, że w domu rodziny K. dochodziło do dramatycznych scen, których dziecko nigdy nie powinno doświadczyć.

Prokurator skierował do sądu akt oskarżenia zarzucając Stanisławowi K., że od 2009 do października 2016 r. wielokrotni gwałcił na córkę. W 2018 r. mężczyzna został skazany zaledwie na pięć lat więzienia! Ten wyrok zaskarżył oskarżyciel, a teraz Sąd Apelacyjny w Rzeszowie zwiększył karę dla zwyrodnialca.Choć obrońca Stanisława K. również nie zgadzał się z karą i chciał mniejszego wyroku!

– Został skazany na siedem lat pozbawienia wolności, ma też zapłacić córce 30 tys. zł zadośćuczynienia i ma zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej na odległość nie mniejszą niż 50 m – informuje Piotr Moskwa, rzecznik Sądu Apelacyjnego.

– Alicja (imię zmienione) już tu nie mieszka. Wyprowadziła się. Mam nadzieję, że ułożyła sobie życie z dala od tego domu. To taka dobra dziewczyna była. Zawsze mówiła „Dzień dobry” i się kłaniała. Często ją widziałam, jak pracowała w ogródku. Dbała o to swoje rodzeństwo. Aż ciężko uwierzyć, co przeżywała, co tak długo ukrywała – mówi jedna z sąsiadek rodziny K.
Źródło info i foto: se.pl

25-letnia Paula S. skazana. Wyrzuciła syna przez okno

Jest załamana, a przynajmniej sprawia takie wrażenie. Żałuje tego, co zrobiła. – Gdybym mogła, zwróciłabym synkowi życie. Śni mi się po nocach, nie ma chwili, bym o nim nie myślała – mówił. Czy ten żal jest szczery? Zapewne tak. Sąd Apelacyjny w Szczecinie wziął go pod uwagę, skazując Paulę S. (25 l.) na 14 lat więzienia za to, że swojego nowo narodzonego synka wyrzuciła przez okno łazienki.

O swojej drugiej ciąży mieszkanka Szczecinka Paula S. nie powiedziała nikomu. Nawet matce i swojemu partnerowi, któremu dopiero co urodziła córkę. Tę tajemnicę udało jej się utrzymać aż do porodu. Gdy 10 października 2017 r. poczuła bóle, cała rodzina była w mieszkaniu. Paula poszła do łazienki, odkręciła kran i urodziła synka. Jak potem opowie śledczym, zerwała pępowinę, wyciągnęła „to coś” z muszli klozetowej i wyrzuciła przez okno. Potem posprzątała łazienkę, wykąpała się, a łożysko włożyła do reklamówki i ukryła w tapczanie. Nie interesowało jej, co się stało z noworodkiem. Tymczasem chłopiec znaleziony na klepisku przy garażach obok bloku jeszcze przez pięć dni walczył w szpitalu o życie…

Te mroczne wydarzenia stały się przedmiotem drobiazgowej analizy sądu. Najpierw okręgowego w Koszalinie, a potem apelacyjnego w Szczecinie. Ten pierwszy skazał Paule S. na 10 lat więzienia, ten drugi zaostrzył karę do 14 lat. Nie uwzględnił wniosku obrońcy, który przekonywał, że Paula nie miała świadomości, iż rodzi, więc powinna odpowiadać za nieumyślne spowodowanie śmierci. – Była przekonana, że to poronienie – dowodził mecenas Tadeusz Czernicki.

W ocenie sądu doszło do zabójstwa. Sędzia Andrzej Wiśniewski za biegłymi wskazał, że Paula S. w chwili popełniania czynu była poczytalna.
Źródło info i foto: se.pl

21-letnia dzieciobójczyni przed sądem

Przed sądem dzieciobójczyni wylewa teraz morze łez. Ale tego strasznego dnia Agacie F. (21 l.) nawet nie zadrżała powieka… Ta studentka prawa zaraz po porodzie spaliła w piecyku swoją córeczkę. W tym samym pomieszczeniu uprawiała seks ze swoim chłopakiem, a później pojechała bawić się na weselu!

Makabryczne szczegóły jej zbrodni wychodzą na jaw w trakcie procesu, który dobiega końca w Lublinie. W piątek zeznawali świadkowie.

– Wezwali nas rodzice oskarżonej, mówiąc, że mają w domu spalone zwłoki – mówili policjanci w sądzie. – Kiedy zdjęliśmy fajerki z piecyka, zobaczyłem kawałek nadpalonej nóżki, trochę dalej była część rączki, puszka po piwie i niedopalone śmieci – mówił jeden z funkcjonariuszy wstrząśnięty tym widokiem.

To on z kolegą z patrolu w czerwcu ubiegłego roku przyjechał na wezwanie do maleńkiej podlubelskiej wsi Majdan Kozłowiecki.

Funkcjonariuszy wezwali wstrząśnięci rodzice studentki. Kilka tygodni wcześniej zauważyli, że ich córka dość mocno przytyła. Kilka razy wypytywali ją, czy nie jest w ciąży. Dziewczyna za każdym razem zaprzeczała. Tuż przed tragicznym porodem Agata F. odizolowała się od domowników. Praktycznie nie wychodziła z pokoju, nie odzywała się, przestała jeździć na uczelnię.

Pokazała się dopiero w dniu wesela znajomych. Była dużo szczuplejsza. Zaniepokojeni rodzice zaraz po jej wyjściu przeszukali pokój. Kiedy otworzyli piecyk, aż zamarli z przerażenia! Odkryli spalone niemal w całości zwłoki dziecka.

Policja zatrzymała Agatę F. i jej chłopaka podczas przyjęcia weselnego. Po kilkunastu godzinach mężczyzna został zwolniony, bo uznano, że nie ma nic wspólnego z zabójstwem.

Studentka do dziś przebywa w areszcie. Do winy się nie przyznaje. Twierdzi, że dziecko urodziło się martwe, dlatego postanowiła je spalić. Kobiecie grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Łódź: Zaginęła 22-latka i jej córka

Łódzka policja opublikowała na Facebooku komunikat o poszukiwaniach 22-letniej Iwony Pawlak i jej 1,5-rocznej córeczki Niny. Kobieta ostatni raz kontaktowała się z rodziną 20 kwietnia.

Jak podała policja, kobieta 20 kwietnia wyjeżdżała z Holandii do Złoczewa w powiecie sieradzkim. Nie dotarła jednak do tego miejsca i od tamtej pory nie kontaktowała się z bliskimi.

Na wszelkie informacje mogące pomóc w odnalezieniu Iwony Pawlak i jej córki czekają policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Sieradzu przy ul. Sikorskiego 2 lub pod tel. 43/8277705.
Źródło info i foto: interia.pl

Tychy: Jest akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnie dziecko

Prokuratura Rejonowa w Tychach skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnią koleżankę swojej córki. Jej matka milczała, bo mężczyzna groził, że zabije dziewczynkę.

Mężczyzna usłyszał zarzuty zgwałcenia 6-latki oraz dopuszczenia się wobec niej „innej czynności seksualnej” oraz doprowadzenia jej do takiej czynności. Kolejne zarzuty, które mu postawiono, dotyczą pokazywania jej pornografii i grożenia pozbawieniem życia lub zdrowia.

Policjant miał wykorzystywać 6-latkę, gdy przychodziła na noc do jego córki. Z ustaleń śledczych wynika, że groził jej śmiercią, jeśli powie komukolwiek o tym, co z nią robi. Matka dziewczynki dowiedziała się o wszystkim ale milczała, bojąc się, że mężczyzna spełni swoje groźby.

Gdy sprawa wyszła na jaw, 6-latkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Ekspert uznał, że jej słowa są wiarygodne. Mężczyzna trafił do aresztu. Wcześniej pracował w jaworznickiej drogówce. Jest już bezrobotny.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabił matkę i córkę na przejściu dla pieszych. 26-latek trafił do aresztu i usłyszał zarzuty

To był makabryczny widok. Matka i córka leżały około 50 metrów od przejścia dla pieszych. To tam rozpędzone BMW kierowane przez 26-latka je potrąciło. 52-latka i 18-latka nie miały żadnych szans. Sprawca tłumaczył, że za późno je zauważył. Mężczyzna został tymczasowo aresztowany i usłyszał zarzuty. Grozi mu od pół roku do ośmiu lat więzienia.

W sobotę, 29 grudnia, około godziny 19 na ulicy Grudziądzkiej w Toruniu doszło do tragicznego wypadku. W przechodzące przez oznakowane przejście dla pieszych kobiety uderzyło BMW kierowane przez 26-letniego Filipa K. Uderzenie było na tyle silne, że 52-letnia kobieta i jej 18-letnia córka zostały odnalezione około 50 metrów dalej. Poszkodowane zmarły niedługo po przewiezieniu do szpitala.

Kierowca został zatrzymany. 26-letni torunianin był trzeźwy, ale z uwagi na „przeszłość kryminalną” – jak podał TVN24 – pobrano mu krew do dalszych badań toksykologicznych. Z nieoficjalnych doniesień wynika, że mężczyzna mógł jechać ze znaczną prędkością.

Filip K. usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Podejrzany przyznał się do winy. Wyjaśnił, że zbyt późno zauważył przechodzące kobiety i nie zdążył ich ominąć. Mężczyźnie grozi od pół roku do ośmiu lat więzienia. 26-latek został tymczasowo aresztowany na dwa miesiące.

Policjanci apelują do wszystkich osób, które były świadkami tego zdarzenia lub mogą pomóc w tej sprawie o pilny kontakt z Komendą Miejską Policji w Toruniu lub pod numerami telefonów: 56 641 23 69, 56 641 2609 lub 56 641 2607.
Źródło info i foto: Fakt.pl