Zwłoki noworodka znalezione w kontenerze na śmieci przy polskiej granicy

Zwłoki noworodka znaleziono w kontenerze na śmieci w Karwinie na Śląsku Cieszyńskim – podaje ”Onet”. Czeska policja apeluje do Polaków o pomoc w wyjaśnieniu okoliczności śmierci dziecka.

Do makabrycznego odkrycia przy polsko-czeskiej granicy w Karwinie doszło na początku lipca. Zwłoki noworodka umieszczone w kontenerze na śmieci odnalazł bezdomny mężczyzna. Ciało było zawinięte w ubrania i pościel. Policja w Czechach nie jest w stanie ustalić tożsamości matki dziecka – podaje ”Onet”.

„Zwracamy się do opinii publicznej z prośbą o pomoc. Interesują nas informacje związane z kobietą, która była w ciąży i nie ma z nią dziecka. Zwracamy się również do lekarzy o pomoc” – GABRIELA POKORNÁ, RZECZNIK POLICJI W KARWINIE

Czeska policja opublikowała zdjęcie pościeli znalezionej przy dziecku. W wyjaśnienie okoliczności śmierci dziecka może zaangażować się polska policja. Każda osoba posiadająca informacje na temat śmierci noworodka, proszona jest o kontakt z najbliższym posterunkiem policji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Czechy: Wtargnął do banku i wziął zakładników. „Motywem nie był rabunek”

Uzbrojony mężczyzna wtargnął w piątek po południu do banku w mieście Przybram w środkowych Czechach, biorąc tam zakładników. W wyniku policyjnej akcji, napastnik został zatrzymany – podały lokalne media. Jak poinformowała rzeczniczka policji, interwencyjna jednostka obezwładniła mężczyznę, który wtargnął z bronią do banku UniCredid w centrum miasta Przybram.

Wziął zakładników, chciał negocjować

Napastnik wziął dziewięciu zakładników i przetrzymywał ich przez prawie trzy godziny, w tym czasie zwalniając tylko jednego. Mężczyzna deklarował, że nie chce nikomu zrobić krzywdy i chce negocjować. Jak przekazała policja, w trakcie interwencji nikt nie odniósł obrażeń, a wszyscy uwolnieni mają się dobrze. W ramach akcji służb zamknięto plac Masaryka w Przybramie, przy którym mieści się zaatakowany bank. Nad miejscem zdarzenia krążył policyjny helikopter. Po interwencji policja przekazała, że motywem działania mężczyzny nie był rabunek. Wcześniej informowano, że napastnik prawdopodobnie chciał złożyć zawiadomienie o jakimś przestępstwie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Czechy: Polscy gangsterzy prowadzili plantacje konopi indyjskich

Pięciu Polaków należących do gangu, który uprawiał w Czechach marihuanę zostało zatrzymanych. Policja zlikwidowała dwie plantacje konopi oraz zabezpieczyła około 350 krzewów i ponad 47 kilogramów gotowego narkotyku. Rozbicie gangu to efekt współpracy czeskiej policji i polskiego CBŚP. Funkcjonariusze zajmowali się tą sprawą od wielu tygodni. Przy zatrzymaniu byli m.in. antyterroryści z Ostrawy.

Przestępcy mieli zamiar przewozić narkotyki do Polski i handlować nimi w województwie opolskim. Policja zarzuciła przestępcom udział w międzynarodowej grupie przestępczej oraz uprawianie, posiadanie, sprzedawanie i wywożenie dużej ilości narkotyków. Sąd okręgowy w Bruntalu postanowił tymczasowo aresztować 3 osoby, a dwie kolejne po postawieniu im zarzutów zwolniono. Za takie przestępstwa w Czechach grozi od 10 do 18 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Rosyjski haker wydany USA przez Czechy nie chce przyznać się do zarzutów

Rosyjski haker Jewgienij Nikulin, wydany przez Czechy Stanom Zjednoczonym, oświadczył w piątek przed sądem w San Francisco, że nie przyznaje się do winy – informuje Agencja Reutera. Zarzuca mu się hakerskie włamania do sieci trzech amerykańskich firm technologicznych. Agencja CTK informowała, że samolot z Nikulinem, którego wydania domagała się też Rosja, odleciał do USA w czwartek.

30–letni obecnie Nikulin został zatrzymany przez czeską policję w październiku 2016 roku na mocy wystawionego przez USA listu gończego. Według amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości Nikulin dokonał ataków na sieć społecznościową LinkedIn oraz na serwery firm Dropbox i Formspring.

W toczącym się przed sądem federalnym w Kalifornii postępowaniu Nikulin oskarżony został o atak hakerski, kradzież i spiskowanie. Grozi mu za to w USA kara do 14 lat pozbawienia wolności. W Rosji jest ścigany w związku z zarzutem wyłudzenia w 2009 roku za pośrednictwem Internetu 110 tys. rubli (7 tys. złotych).
Źródło info i foto: TVP.info

Praga: Zatrzymano lidera syryjskich Kurdów

Czeska policja zatrzymała byłego współprzewodniczącego ugrupowania syryjskich Kurdów, Partii Unii Demokratycznej (PYD) Saliha Muslima. – Resorty spraw zagranicznych Turcji i Czech rozpoczęły w niedzielę rozmowy o ekstradycji – informuje Ankara. Rzeczniczka czeskiej policji Andrea Zoulova przesłała do CzTK oświadczenie potwierdzające zatrzymanie w nocy z soboty na niedzielę 67-letniego cudzoziemca. Był on poszukiwany listem gończym Interpolu na wniosek Turcji.

„Po wykonaniu niezbędnych czynności, zatrzymanego umieszczono w policyjnej celi” – oświadczyła Zoulova. CzTK podkreśla, że personaliów zatrzymanego nie podano.

Pierwszą informację o zatrzymaniu działacza kurdyjskiego z Syrii podała turecka agencja Anatolia. Turcja na początku lutego wpisała Saliha Muslima, byłego współprzewodniczącego PYD na listę najbardziej poszukiwanych osób. Tureckie władze wydały nakazy aresztowania w sumie 48 kurdyjskich bojowników, w związku z zamachem bombowym w lutym zeszłego roku w Ankarze. W samobójczym zamachu zginęło wtedy 29 osób, głównie żołnierzy.

Zastępca premiera Turcji Bekir Bozdag wyraził nadzieję, że władze czeskie umożliwią ekstradycję Saleha Muslima. Jeśli stanie przed tureckim sądem, grozi mu wyrok wielokrotnego dożywocia.

– Resorty spraw zagranicznych Turcji i Czech rozpoczęły w niedzielę rozmowy o ekstradycji – powiedział Bozdag. Czeski sąd podejmie decyzję o ewentualnym wydaniu lub wypuszczeniu na wolność Saliha Muslima .

PYD jest główną, kurdyjską siłą polityczną na północy Syrii, a były współprzewodniczący, który w zeszłym roku zrezygnował ze stanowiska, jest wpływową osobą wśród rodaków – napisała CzTK.
Źródło info i foto: TVP.info

Szeroka akcja czeskiej policji przeciwko przemytnikom ludzi

Czescy policjanci przeprowadzili w nocy z piątku na sobotę zakrojoną na szeroką skalę operację przeciwko przemytnikom ludzi – poinformowały media. Lokalna telewizja na zachodzie Czech podała, że w dwóch ciężarówkach znaleziono prawie 50 osób. Ciężarówki zatrzymano w okolicach Pilzna. W jednej było 7 dorosłych osób i 4 dzieci. Z drugiej wyprowadzono 28 dorosłych i 9 dzieci powiedziała portalowi Novinki.cz rzeczniczka policji Veronika Hokrova. Nie podano narodowości przewożonych osób.

Dwóch kierowców, najprawdopodobniej obywateli Rumunii, zatrzymano. Według portalu Novinky.cz w operacji uczestniczyło około 20 policjantów oraz śmigłowiec. Podczas akcji nikomu nic się nie stało.

Hokrova ujawniła, że Czesi zostali poinformowani przez niemieckie władze o możliwym przemycie ludzi. Nielegalnych imigrantów przewieziono na komisariat, gdzie ustalana jest ich tożsamości. Najprawdopodobniej podróż rozpoczęli w Rumunii i ukryci w ciężarówkach wśród ładunków jechali przez Węgry, Słowację i Czechy do Niemiec.
Źródło info i foto: interia.pl

Akcja niemieckiej policji przeciwko polsko-syryjskiej grupie przemytników ludzi

Policja niemiecka poinformowała w środę, że prowadzi akcję w kilku landach przeciwko polsko-syryjskiej szajce przemytników ludzi, która miała odpłatnie organizować nielegalny wjazd do Niemiec przez Polskę obywatelom Syrii. Zatrzymano co najmniej jedną osobę.

Z informacji zamieszczonej na Twitterze przez policję z miejscowości Pirna w Saksonii, 15 km na północ od granicy z Czechami i 70 km na zachód od granicy z Polską, operacja koncentruje się przede wszystkim na przeszukaniach w Berlinie, gdzie doszło do zatrzymania co najmniej jednej osoby.

Według niepotwierdzonych na razie informacji regionalnej rozgłośni radiowej MDR chodzi o grupę złożoną z Polaków i Syryjczyków, która za opłatą miała sprowadzać do Niemiec przez Polskę przede wszystkim obywateli syryjskich. MDR podała ponadto, że w Berlinie zatrzymano dwie osoby i przeszukano osiem lokalizacji.

Z informacji MDR wynika, że przeszukania prowadzone były też w Nadrenii Północnej-Westfalii, Saarze i Badenii-Wirtembergii na zachodzie kraju, w Saksonii-Anhalt i Dolnej Saksonii w środkowej części kraju oraz w Bawarii na południowym wschodzie, a także w Polsce. Skonfiskowano telefony komórkowe i nośniki danych oraz „znaczące środki” podejrzanych w obu krajach.
Źródło info i foto: interia.pl

CBŚP rozbiło międzynarodowy gang. Produkowali metamfetaminę z leków

CBŚP rozbiło międzynarodowy gang zajmujący się wyprowadzaniem leków z legalnego obrotu, odzyskiwaniem z nich pseudoefedryny i produkcją metamfetaminy. Grupa działała na terenie Polski, Ukrainy, Słowacji i Czech. Sąd aresztował tymczasowo 19 osób. Funkcjonariusze CBŚP z Rzeszowa oraz Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej i służb z Czech, Słowacji, Ukrainy oraz Europolu zatrzymali 44 osoby. Zlikwidowali 3 laboratoria metamfetaminy i plantację marihuany.

Cały proceder rozpoczynał się na Podkarpaciu. To tam pozyskiwano leki zawierające pseudoefedrynę.

Lekarstwa wyprowadzano z aptek i punktów aptecznych. Na każdym paragonie widniała transakcja sprzedaży jednego opakowania leku. W rzeczywistości natomiast leki te odbierane były w hurtowych ilościach przez kurierów, a takie sytuacje jednorazowo mogły dotyczyć nawet kilkudziesięciu tysięcy opakowań. Następnie tabletki były blistrowane tzn. oddzielane od opakowań i dostarczano je bezpośrednio na potrzeby kilku laboratoriów wytwarzających metamfetaminę – powiedziała rzeczniczka CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz.

W Polsce zatrzymano 23 osoby. 19 trafiło do aresztu. Zabezpieczono ponad 200 tys. opakowań leków i około 100 kg samych tabletek. Śledczy zabezpieczyli 1,2 mln zł w gotówce i samochody warte około 400 tys. zł. Decyzją prokuratora zablokowane zostały rachunki bankowe na kwotę około 5 mln zł.

Kolejne 8 osób zatrzymano w Czechach. Są podejrzane o organizowanie przestępczego procederu oraz produkowanie środków odurzających. Zabezpieczono kilkaset tysięcy euro. Służby czeskie i słowackie zlikwidowały w Czechach dwie wytwórnie metamfetaminy i plantację marihuany.

Z kolei na terenie Słowacji zatrzymano 7 osób podejrzanych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, obrót prekursorami i narkotykami. Tam też słowacka policja zabezpieczyła środki chemiczne służące do produkcji metamfetaminy oraz kilkadziesiąt kilogramów tabletek.

Na Ukrainie funkcjonariusze tamtejszych służb wykorzystując informacje otrzymane z przemyskiego CBŚP, zlikwidowali laboratorium metamfetaminy i zatrzymali 6 osób.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Metamfetamina z Polski zalewa naszych południowych sąsiadów

Z najnowszych ogólnoeuropejskich danych wynika, że Czechy i Słowacja są wręcz zalewane metamfetaminą znad Wisły. Produkują ją i domorośli chemicy, i zorganizowane grupy przestępcze.

Rok 2009. Dwóch braci – nazwijmy ich Daniel i Piotr – wpada na pomysł rozkręcenia biznesu. Daniel mieszka w Czechach. Piotr w Polsce. Idea na zarobienie była prosta. Bracia postanowili kupować w Polsce leki z pseudoefedryną w hurtowych ilościach. Następnie tabletki przewozić do Czech – korzystając z rzadko odbywających się kontroli granicznych – i tam produkować z nich metamfetaminę. Do tego potrzebny był chemik. Wciągnęli więc w swój biznes Wietnamczyka, który bez trudu radził sobie z przeprowadzaniem syntezy.

Szybko okazało się, że działalność jest dochodowa. Sprzedaż metamfetaminy w Czechach była banalna. Przewóz ogromnych ilości pseudoefedryny przez granicę również. Największym problemem okazało się nabywanie leków w Polsce. Chałupnicza metoda polegająca na chodzeniu od apteki do apteki i kupowaniu po kilka, kilkanaście opakowań była czasochłonna. Piotr postanowił więc poszukać jakiegoś dojścia. Znalazł bardzo szybko. Dogadał się z właścicielką jednej z aptek, której zaproponował skup leków z pseudoefedryną w ilościach hurtowych. Przez siedem miesięcy bracia kupili od aptekarki 70 531 opakowań leków zawierających 846 372 tabletki. Zapłacili za to 700 tys. zł. Zarobili co najmniej 10 razy tyle.

Po nieco ponad pół roku jednak źródło wysycha. Inspekcja farmaceutyczna oraz policja wpadają na trop apteki, która sprzedaje więcej leków z pseudoefedryną niż wszystkie pozostałe placówki w całym województwie. Bracia znów jeżdżą od apteki do apteki i kupują tabletki w detalu. Szukają jednak dojścia do hurtu. Znajdują dość szybko. Pewien mężczyzna – twierdzący, że jest pracownikiem hurtowni farmaceutycznej (co nie zostało do dziś zweryfikowane) – zapewnia, że ma nieograniczony dostęp do medykamentu. Ale żeby nie wzbudzać podejrzeń, może sprzedawać jednorazowo maksymalnie 10 tys. blistrów. W ten sposób bracia nabywają leki za kolejnych kilkaset tysięcy złotych. I po syntezie, w wyniku której uzyskują przy pomocy Wietnamczyka metamfetaminę, sprzedają towar w Czechach za równowartość kilku milionów złotych.

Biznes kręci się na tyle dobrze, że bracia zatrudniają pracowników. Jednego, drugiego, trzeciego. Ostatecznie w proceder zaangażowanych jest 10 osób.

W 2012 r. zaczyna się im jednak palić grunt pod nogami. To wynik tego, w jaki sposób nabywali pseudoefedrynę. Polskie prawo farmaceutyczne zabrania sprzedaży leków przez hurtownika osobie fizycznej. Hurtownia powinna sprzedawać medykamenty do aptek i szpitali. Dlatego załatwiający pseudoefedrynę podstawiał pod transakcje dane jednej z istniejących aptek. Ba, wystawiane były nawet faktury. I to właśnie zgubiło szajkę. Jeden z pracowników hurtowni dostrzegł w jednej z faktur drobny błąd. Chwycił więc za telefon i zadzwonił do kierowniczki apteki.

– Ale ja nic u was nigdy nie kupowałam – odrzekła zdziwiona.

– Jak to? Jest pani jedną z naszych najlepszych klientek – odpowiedział równie zaskoczony pracownik hurtowni.

Sprawą zainteresowała się policja. Braci oraz ich współpracowników wkrótce zatrzymano.

Brzmi jak scenariusz polskiej wersji serialu „Breaking Bad”? Być może. Ale to prawda. O czym świadczy wyrok Sądu Okręgowego w Koninie (sygn. akt II K 32/14), opublikowany kilkanaście dni temu (jako pierwszy poinformował o nim portal dla farmaceutów Mgr.Farm). Daniel uznany za herszta zorganizowanej grupy przestępczej usłyszał wyrok: 4 lata i 10 miesięcy pozbawienia wolności oraz grzywna w wysokości 50 tys. zł. Jego brat, który odpowiadał przede wszystkim za koordynację działań w Czechach, został skazany na 2 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 6 lat oraz grzywnę w wysokości 45 tys. zł. Pozostali członkowie grupy również usłyszeli wyroki. Część z nich – bezwzględnego pozbawienia wolności. Mężczyzny, który podawał się za pracownika hurtowni farmaceutycznej i dostarczał leki, nie odnaleziono. Zniknął jak kamfora.
„Breaking Bad” po polsku

Od 2012 r. wiele się zmieniło. Na gorsze. Coraz większą część rynku wywozu leków z pseudoefedryną do Czech przejmują zorganizowane grupy przestępcze. Mniejsze grupy – takie jak ta kierowana przez Daniela i Piotra – boją się już nie tylko tego, że zostaną złapane przez policję, lecz także tego, iż wejdą w drogę znacznie potężniejszym od nich bandytom.

– To prawda, że wywozem leków z pseudoefedryną zajmują się świetnie zorganizowane grupy przestępcze. Mają dostęp do broni palnej, używają noktowizorów. W laboratoriach, w których produkowana jest metamfetamina, zamontowane są systemy wczesnego ostrzegania, a nawet przygotowane pułapki na policjantów – informuje Adam Chojnacki, lubuski wojewódzki inspektor farmaceutyczny.

To, że nielegalny proceder kwitnie, potwierdza również wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Marek Tomków. – Skala problemu jest tak duża, że nie ma krztyny przesady w stwierdzeniu, że przestępcy przepakowują leki z opakowań prosto do worków. Z prostego powodu: wtedy więcej się zmieści w bagażniku samochodu, który rusza do Czech – wskazuje.

Co ciekawe, mimo że pseudoefedryna jest łatwo dostępna w wielu krajach świata, to właśnie Polska jest jej czołowym eksporterem. Taki wniosek płynie choćby z raportu „EU Drug Markets Report” stworzonego przez Europejskie Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) we współpracy z Europolem.

– Ustaliliśmy, że medykamenty zawierające pseudoefedrynę lub nawet już gotowa do spożycia metamfetamina trafiają do Czech przede wszystkim z Polski. Trochę mniej z Turcji – mówi nam Andrew Cunningham, szef sekcji zajmującej się przestępstwami narkotykowymi w EMCDDA. I dodaje, że skala zjawiska oraz brak wystarczającej kontroli ze strony polskich władz muszą budzić niepokój. – Sam eksport z Polski jest wystarczający, by nasycić prawie cały czeski rynek metamfetaminą – zaznacza Cunningham.

Potwierdzają to Czesi. „Metamfetamina jest przeważnie produkowana na terenie Czech w niewielkich laboratoriach. W 2015 r. wykryto 253 takich laboratoriów i przejęto z nich 106,9 kg metamfetaminy o czystości wynoszącej średnio 70,4 proc. Substancja do ich produkcji pochodzi przeważnie z dostępnych bez recepty leków z Polski. Ten kraj pozostaje wciąż głównym prekursorem produkcji metamfetaminy” – podkreśliły czeskie władze w piśmie przekazanym EMCDDA i Europolowi. Jak przekonują autorzy raportu, problem spożycia metamfetaminy w Czechach i na Słowacji rośnie od lat. Pojawia się też coraz więcej dowodów na to, że narkotyk, który zalewa te rynki, jest rozprowadzany przez grupy przestępcze w kolejnych krajach. Czyli łańcuszek wygląda tak: polska grupa przestępcza skupuje surowiec do produkcji narkotyku, ten – już po obróbce – trafia na rynki czeski i słowacki. A dalej na Zachód, przede wszystkim do Niemiec i Francji.

W październiku 2015 r. odbyło się nawet dwudniowe spotkanie śledczych i policjantów z Polski, Czech i Niemiec. Nazwano je „Operacją Gandalf”. Mimo rozmów sytuacja się jednak nie poprawiła. Czeska policja nie chce oficjalnie komentować sprawy na potrzeby artykułu prasowego, odsyła nas jedynie do raportu EMCDDA. Z kolei mł. asp. Michał Gaweł z Komendy Głównej Policji przyznaje, że część lekarstw z Polski faktycznie jest przemycana przez grupy przestępcze do Czech. Ewentualnie produkcja narkotyku odbywa się w Polsce.

– W nielegalnych laboratoriach działających po stronie polskiej często zatrzymywani są obywatele czescy – zastrzega Gaweł. I dodaje, że proceder jest doskonale znany polskiej policji, o czym świadczy choćby to, że raptem kilkanaście dni temu Centralne Biuro Śledcze Policji rozbiło szajkę zajmującą się właśnie produkcją metamfetaminy.
Czyj to problem

Dlaczego narkotyk lub lek umożliwiający jego produkcję jest z Polski eksportowany? Dlaczego nie jest sprzedawany w Polsce? Powód jest prozaiczny. Nad Wisłą popularna jest mniej szkodliwa dla zdrowia amfetamina. Stąd dla metamfetaminy na rynku nie ma wiele miejsca. W Czechach i na Słowacji zaś wiele narkotyków jest trudniej dostać niż u nas. Dlatego większą popularnością cieszą się te, które łatwo wytworzyć i są relatywnie tanie. Dlaczego to właśnie Polska jest głównym eksporterem pseudoefedryny do Czech? Najważniejsze: całkowicie dziurawe są nasze przepisy. Od 1 stycznia 2017 r. wprowadzone zostały ograniczenia w możliwości sprzedaży leków z pseudoefedryną. Ministerstwo Zdrowia ogłaszało je z wielką pompą.

– Farmaceuta nie może sprzedać pacjentowi jednorazowo więcej niż 720 mg pseudoefedryny, a to oznacza jedno lub dwa opakowania leku – wyjaśnia Łukasz Waligórski, redaktor naczelny Mgr.Farm oraz członek Naczelnej Rady Aptekarskiej.

To rzeczywiście utrudniło zakup leków osobom, które często mają chore gardło i chcą od razu kupić syrop na kaszel na zapas. Oszustom jednak w żadnym stopniu. Bardzo szybko znaleziono obejście regulacji. Skoro bowiem można sprzedać jednorazowo ograniczoną liczbę opakowań leku, chodzi o sprzedaż w ramach jednego rachunku. Stworzono więc oprogramowanie komputerowe, które z prędkością karabinu maszynowego wystawia kolejne paragony. W ten sposób można kupić 3,6 tys. opakowań w ciągu godziny.

Łukasz Waligórski przekonuje jednak, że to model działania, który przestępcy wykorzystują coraz rzadziej. – Dużo bardziej opłacalne dla przestępców jest szukanie aptek, które gotowe są na współpracę i sprzedaż większych ilości leków z pseudoefedryną tylnymi drzwiami. Taka apteka oczywiście sporo ryzykuje, ale przy zastosowaniu podwójnej księgowości może skutecznie ukrywać sprzedaż dużych ilości leków. Znane są przykłady aptek, które przez siedem miesięcy potrafiły w ten sposób sprzedać ponad 70 tys. opakowań za blisko 700 tys. zł. Znany jest też przypadek, gdy przestępcy odbierali leki ciężarówkami bezpośrednio z hurtowni farmaceutycznej – opowiada Waligórski.

Lubuski inspektorat farmaceutyczny w ramach wykonywania rutynowych działań znalazł nawet punkt apteczny, w którym w ciągu niespełna dwóch miesięcy sprzedano 45 682 opakowania leku Cirrus oraz 15 922 opakowania Sudafedu, które zawierają pseudoefedrynę. Z ciekawości porównano te liczby do sprzedaży w konkurencyjnym punkcie aptecznym, znajdującym się przy sąsiedniej ulicy. W nim – o dziwo – sprzedano ledwie dwa opakowania Sudafedu. Cirrusu – ani sztuki. Zamówiona i sprzedana ilość leku Cirrus w ciągu dwóch miesięcy przez wyżej wymieniony punkt apteczny wystarczyłaby 174 aptekom mieszczącym się w województwie lubuskim na 76,3 lata – informuje nas tamtejszy inspektor.

Gdy zaś już leki wyjdą z apteki lub punktu aptecznego, to choćby ktoś został złapany za rękę z tysiącami tabletek zawierającymi pseudoefedrynę, nic mu nie grozi – co najwyżej zarekwirowanie medykamentów. – Kilka miesięcy temu na spotkaniu głównego inspektora farmaceutycznego z policją funkcjonariusze podnosili problemy z karaniem takich osób. Bo nawet gdy łapią człowieka z pełnym bagażnikiem leków z pseudoefedryną, to trudno udowodnić mu zamiar produkcji narkotyków, skoro te medykamenty są dostępne bez recepty. A człowiek zarzeka się, że kupił je jedynie na własny użytek – wyjaśnia Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego.

Trudno też karać aptekarzy, którzy sprzedają ogromne ilości produktów. Trzciński wyjaśnia, że inspektorzy mają związane ręce, gdy przedsiębiorca twierdzi na przykład, że to skutek podjechania pod aptekę wielu autokarów wycieczkowych, w których znajdowały się setki osób. I akurat każda z nich potrzebowała leku z pseudoefedryną. – Jeśli tylko przestępca postara się stworzyć pozory legalności swojego działania, bardzo często jest nie do ruszenia – przyznaje z ubolewaniem rzecznik GIF.

Bezradne są także inne organy państwowe. Jednemu z punktów aptecznych w województwie opolskim przyglądały się przez kilka miesięcy fiskus i Centralne Biuro Śledcze Policji. Efekt? Leki zarekwirowano. Nikt jednak nie usłyszał zarzutów. Było wiele poszlak, ale nikogo nie złapano za rękę nie tylko na obrocie pseudoefedryną, lecz także na produkcji metamfetaminy. To zaś jest kluczem do skazania. – Choć i tu warto podkreślić, że wyroki są śmieszne. Dwa lata pozbawienia wolności za nielegalny obrót lekami? Trzy lata za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zarabiającą dziesiątki milionów na produkcji narkotyków? To kpina – podkreśla Adam Chojnacki.

Eksperci podkreślają także, że polska policja jest nieudolna albo niezainteresowana walką z przestępcami. Przede wszystkim funkcjonariusze nie rozumieją konsekwencji hurtowego obrotu lekami z pseudoefedryną. Nie łączą tego w jeden łańcuch z produkcją metamfetaminy. A nawet gdy już to robią, często zwycięża przekonanie, że to problem Czechów, a nie Polaków.

Być może dlatego ściganie przestępców przypomina kiepską komedię kryminalną. – Nie tak dawno temu w województwie opolskim policja monitorowała działalność apteki, w której pracownica siedziała i ręcznie wystawiała paragony na opakowania leku z pseudoefedryną. Wiadomo było, że jest zaangażowana w nielegalny proceder. Policja zaczaiła się na dilera, który miał przyjechać. Rzeczywiście się pojawił. A następnie zabrał towar i pojechał. Mieli go ścigać. Ale z pościgu nic nie wyszło, bo funkcjonariuszom… zepsuł się samochód. A innych mogących interweniować akurat nie było – opowiada Marek Tomków.

Inspektorzy farmaceutyczni nie kryją, że źle im się układa współpraca ze służbami. Monika Urabiak, podkarpacki wojewódzki inspektor farmaceutyczny, przyznaje, że w wyniku przeprowadzanych kontroli zdarza się znaleźć podmioty, które zamawiają alarmująco dużo preparatów z pseudoefedryną, a następnie je odsprzedają. – Po przeprowadzeniu kontroli przesyłamy informacje do organów ścigania. W żadnej ze spraw nie otrzymaliśmy jakiegokolwiek sygnału zwrotnego – zapewnia. Podobnie twierdzi inspektor Chojnacki.

– Informacje, które przekazujemy, gdzieś utykają. I nic się nie dzieje. Biznes tak jak się kręcił, tak kręci się nadal – mówi.

Wreszcie pseudoefedryna w Polsce jest bardzo łatwo dostępna. W wielu krajach leki ją zawierające są dostępne wyłącznie na receptę. U nas – bez. Kilka lat temu był w Polsce pomysł, aby te produkty były wydawane na receptę farmaceutyczną. Czyli aptekarz mógłby wydać opakowanie leku, ale dopiero po spisaniu danych pacjenta. Z jednej strony więc nie trzeba byłoby iść do lekarza, aby otrzymać np. syrop na kaszel, a z drugiej ograniczona zostałaby możliwość robienia przekrętów. – Wiele osób widziało w tym jednak nadmierny formalizm. Mówili, że nie potrzeba nam tyle papierologii przy kupowaniu leków na przeziębienie. Moim zdaniem jednak nie powinniśmy podchodzić krytycznie do tego pomysłu. Popatrzmy szerzej – zaopatrujemy Czechy oraz inne kraje europejskie w mniejszym stopniu w substancję niezbędną do produkcji szalenie szkodliwego narkotyku. Trzeba coś z tym zrobić – przekonuje Marek Tomków.
Nie rób tego sam

Przestępcy działają na dwa sposoby. Do niedawna przez granicę były przewożone leki z pseudoefedryną, a laboratoria do produkcji metamfetaminy znajdowały się w Czechach. Tam też rozprowadzano towar: głównie na użytek czeski i słowacki, część trafiała do Niemiec, trochę do Francji. Czeskie służby jednak wypowiedziały wojnę producentom narkotyków. Coraz więcej grup przestępczych więc tworzy laboratoria w Polsce. To u nas powstaje narkotyk, a następnie jest na południe przewożony samochodami osobowymi i półciężarowymi, które rzadko są poddawane kontrolom.

Stworzenie prostego laboratorium jest łatwe. – Bo i proste jest stworzenie metamfetaminy. W internecie bez trudu można znaleźć domowe sposoby na syntezę. Wystarczy jedynie mieć czerwony fosfor, jodek potasu i odpowiednie narzędzia laboratoryjne. Wszystko do nabycia na popularnym portalu aukcyjnym. Musimy też mieć oczywiście kuchnię – tłumaczy Adam Chojnacki. Wszystko co więcej służy tylko usprawnieniu procesu wytwarzania narkotyku oraz ochronie przed nalotem policji (jak np. monitoring).

Łukasz Waligórski uważa jednak, że laikowi trudno byłoby przeprowadzić syntezę w domowych warunkach. Trzeba też mieć chociażby eter, kwas solny i wodorotlenek sodu. Czerwony fosfor jest rzeczywiście na wyciągnięcie ręki. Domorośli chemicy zdrapują go z zapałek.

– Sam proces syntezy jest jednak trudny i niebezpieczny. Naczynia pękają, odczynniki wybuchają. Opis można co prawda znaleźć w internecie, ale wątpię, by osoba bez wiedzy chemicznej była w stanie samodzielnie przeprowadzić udaną syntezę. Co innego, jeśli uczyni to z pomocą doświadczonego chemika, który pokaże, co i jak. Wtedy laik może nauczyć się przeprowadzać syntezę i po pewnym czasie działać samodzielnie – tłumaczy redaktor naczelny Mgr.Farm.

Tu docieramy do kolejnego powodu, dla którego Polska jest potęgą w narkotyzowaniu naszych południowych sąsiadów: wiedza chemiczna. Łukasz Waligórski przyznaje, że chemicy są w środowiskach przestępczych niebywale cenni. A lubuski wojewódzki inspektor farmaceutyczny mówi wprost: gangsterzy o nich dbają, bo dzięki dobremu fachowcowi można choćby skrócić proces tworzenia metamfetaminy. Ponoć to właśnie polscy specjaliści skrócili syntezę z 72 godzin do zaledwie 24.

Trzeba też oczywiście mieć leki, które zawierają pseudoefedrynę. O nie jednak najprościej.

– To popularny składnik preparatów na katar dostępnych w aptekach bez recepty. Do nielegalnej produkcji metamfetaminy wykorzystywane są te tabletki, w których dawka pseudoefedryny jest najwyższa – bo wtedy cały proceder jest najbardziej opłacalny. Są to zatem takie preparaty jak Sudafed (60 mg), Acatar Acti Tabs (60 mg) czy Cirrus (120 mg) – wyjaśnia Łukasz Waligórski.

Ci czytelnicy, którzy myślą o otworzeniu domowego laboratorium chemicznego rodem z serialu „Breaking Bad”, powinni jednak szybko z tego pomysłu zrezygnować.

– Nasz system jest tak skonstruowany, że akurat małych dostawców się wyłapuje. Nikt nie rusza mafii, która organizuje wywóz, produkcję i sprzedaż metamfetaminy – spostrzega Adam Chojnacki.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Czechy: Ciało noworodek w kontenerze na śmieci. Trwają poszukiwania matki

Przypadkowa osoba odnalazła ciało noworodka w kontenerze na śmieci na ulicy Na Bídě w Libercu w Czechach (ok. 40 km od granicy z Polską) w sobotę 11 lutego około godziny 11:20. Śledczym z Liberca nie udało odnaleźć osoby, która porzuciła noworodka. Nie wykluczają możliwości, że przywieziono go z innych regionów Czech, albo z Polski lub Niemiec. Zwrócili się z prośbą o pomoc do polskiej policji. Policjanci zwracają się z prośbą o kontakt szczególnie te osoby, które przechodziły lub przejeżdżały w okolicy miejsca znalezienia noworodka od 10 do 11 lutego br. do godziny 11:15. W śledztwie mogą pomóc kierowcy pojazdów, które są wyposażone w rejestratory jazdy i dysponują nagraniami z wymienionego miejsca w tym okresie.

Nagrania mogą pozwolić na uzyskanie informacji w tej sprawie i z tego względu policja prosi o ich udostępnienie. Śledczy proszą też o kontakt i pomoc kierowców taksówek oraz pojazdów komunikacji miejskiej w Libercu, jeżeli zauważyli we wspomnianym rejonie i porze cokolwiek niezwykłego lub podejrzanego.

Matka mogła być w ciąży od kwietnia lub maja

Oficerowie śledczy poszukują też matki noworodka. Wstępnie szacuje się, że początek ciąży mógł przypadać na kwiecień lub maj 2016 r. Policjanci zwracają się też o pomoc do pracowników aptek, gdzie kobieta mogła próbować kupić lekarstwa na komplikacje poporodowe lub takie lekarstwa z obsługą apteki konsultować. Kontakt z kobietą mogli też mieć pracownicy służby zdrowia, którzy mogli pomagać przy porodzie w domu, lub zostali o taką pomoc poproszeni.
Żródło info i foto: polsatnews.pl