Moskiewski sąd ukarał Facebooka i Twittera grzywną. Chodzi o bazy danych użytkowników

Sąd w Moskwie nałożył w czwartek grzywny na portale społecznościowe Twitter i Facebook w wysokości po 4 mln rubli (62,9 tys. USD) za odmowę przeniesienia do Rosji serwerów z danymi użytkowników tych serwisów. Lokalizacji danych w Rosji żądał regulator Roskomnadzor. Według Roskomnadzoru oba koncerny nie dostarczyły informacji o lokalizacji w Rosji baz danych rosyjskich użytkowników. Urząd zwrócił się do nich o wyjaśnienia na temat lokalizacji pod koniec grudnia 2018 r. i jak twierdzi, nie otrzymał konkretnej odpowiedzi.

Ustawa o lokalizacji danych osobowych weszła w życie w Rosji w 2015 r. Zgodnie z nią każda firma, rosyjska lub zagraniczna, której celem jest współpraca z rosyjskimi użytkownikami, powinna zapewniać rejestrowanie, gromadzenie i przechowywanie danych osobowych obywateli Rosji wykorzystując bazy danych znajdujące się na terytorium tego kraju.
Źródło info i foto: onet.pl

Poznańscy policjanci zatrzymani a udział w grupie przestępczej

Pięciu funkcjonariuszy z Poznania zatrzymanych za udział w grupie przestępczej – informuje Radio ZET. Dwóch z nich zostało już aresztowanych na trzy miesiące. Chodzi o handel danymi poszkodowanych w wypadkach. Policjanci przekazywali te informacje firmom walczącym o odszkodowania. Według ustaleń Radia ZET cały proceder wymyślił emerytowany dziś funkcjonariusz. Po odejściu ze służby dogadał się z kolegami, by ci dostarczali mu dane ofiar z wypadków.

Agenci, którzy oferowali poszkodowanym w wypadkach szybkie odszkodowanie, dostawali prowizję. Tymczasowy areszt został zastosowany wobec dwóch emerytowanych policjantów.

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak potwierdził PAP, że olsztyńska prokuratura zawiadomiła szefa wielkopolskiej policji o tym, że w ramach prowadzonego postępowania zostali zatrzymani trzej policjanci i dwaj byli funkcjonariusze garnizonu wielkopolskiego. Byli funkcjonariusze zostali tymczasowo aresztowani, policjanci w czynnej służbie zostali, decyzją komendanta odsunięci od wykonywanych obowiązków i zawieszeni w czynnościach – podał.

Borowiak nie informował, w których jednostkach służą zawieszeni policjanci.

Według informatora Radia Zet niewykluczone są kolejne zatrzymania.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

CBŚP chciało dać policjantom 1000 zł nagrody z okazji 100-lecia niepodległości. Brakuje chętnych

Do mediów społecznościowych przedostała się odpowiedź na pismo naczelnika CBŚP, w którym proponuje się policjantom 1000 zł nagrody „z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości”. Ani jeden policjant nie chciał tego wyróżnienia.

Sytuacja w policji staje się katastrofalna. Oficjalne dane policji na temat zwolnień L4 mówią o kilkunastu procentach, ale TVN 24 podaje, że już 30 tys. policjantów mogło pójść na zwolnienia lekarskie. To oznacza, że protestuje co trzeci policjant – zgodnie z danymi na stronie policji, w całym kraju zatrudnionych jest ok. 100 tys. funkcjonariuszy.

1000 zł za służbę 11 listopada

Sprawa jest na tyle trudna, że, jak podają niektóre media, komendant główny Jarosław Szymczyk zaproponował tysiąc zł premii dla każdego policjanta, który będzie pełnił służbę 11 listopada. Z kolei we wczorajszym liście komendanta do funkcjonariuszy, zaapelował on, by „nie dopuścić do tego, by na ulicach zaczęli rządzić bandyci”. 

Szef NSZZ Policjantów Rafał Jankowski krytykuje ten sposób premiowania. – To jest załatanie dziury. W szeregach policji mówi się, że komendant kupuje ludzi na służbę – mówił wczoraj. Związkowiec, cytowany w „Wydarzeniach” Polsat News, dodaje:- Informacja od policjantów jest taka, że to takie judaszowe srebrniki, więc przeznaczą je na szczytny cel.

Nagroda z okazji 100. rocznicy. Chętnych brak

Tymczasem do mediów przedostały się pismo z Wydziału ds. Zwalczania Aktów Terroru CBŚP zaadresowane do naczelnika Wydziału Kadr i Szkolenia. Jest ono odpowiedzią na prośbę o „wytypowanie jednego policjanta do wyróżnienia nagrodą pieniężną w kwocie 1000 zł z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Pracownik banku wykradł dane 1.5 mln klientów

„Nie możesz cieszyć się życiem, jeśli martwisz się o pieniądze” – głosi prezes SunTrust Banks Inc. na stronie internetowej firmy. Zapewne przypomniał sobie tę maksymę podczas niedawnej konferencji prasowej, przyznając, że z SunTrust – czternastego największego banku w USA – wykradziono 1,5 mln danych jego klientów.

SunTrust Banks Inc. z aktywami wartości 205,96 miliardów dolarów to jedna z największych amerykańskich instytucji finansowych. Bank z siedzibą w Atlancie (Georgia) jest popularny wśród mieszkańców południowych stanów, a ostatnio także w mediach bezpieczeństwa IT. 20 kwietnia jego prezes William Rogers ujawnił, że bank współpracuje z organami ścigania po wykryciu, że jego były pracownik wykradł dane 1,5 mln klientów instytucji. Według oficjalnych informacji, poza bankową sieć wyciekły nazwiska, adresy, numery telefonów i bilanse części rachunków. Numery kont i hasła do nich pozostają bezpieczne.

Analiza kont poszkodowanych klientów nie wykazała podejrzanych aktywności, a poziom ochrony wzmocniono, ale Rogers przyznał, że wciąż istnieje duże ryzyko nielegalnej sprzedaży tych danych m.in. zorganizowanym grupom przestępczym. To poważny problem, bo o ile ujawnienie numeru telefonu grozi ofierze głównie telemarketingowym bombardowaniem, o tyle znajomość jej stanu konta przez niepowołane osoby może skończyć się próbami wymuszeń, a nawet napaścią rabunkową. Wartość tych danych jest trudno oszacować, ale firma ANZENA przypomina, że w Polsce za znacznie mniejszą bazę (130 tys. rekordów) były pracownik operatora telekomunikacyjnego w 2013 r. oferował 50 tys. złotych. Dlaczego aż tyle?

Ostatnie przesłuchania Marka Zuckerberga przed kongresem USA dobitnie pokazały, że to nie BitCoin, ale dane osobowe są współczesną walutą sieci. Potwierdza to najnowsze badanie wycieków i kradzieży danych autorstwa firmy Verizon, według której 76% podobnych naruszeń jest motywowane chęcią wzbogacenia się. Co ciekawe, niemal w co trzecim polowaniu na dane firm uczestniczą ich pracownicy (przyczyna 28% wszystkich wycieków), chociaż raport nie precyzuje ilu na szkodę swojego pracodawcy działa świadomie. Dla firmy taka wiedza może być cenna np. przy śledztwie już po wycieku danych, ale znacznie cenniejsza będzie ich ochrona przed każdym możliwym naruszeniem, niezależnie od jego przyczyny.

Według statystyk Verizon, w większości przypadków (87%) do kradzieży danych wystarczą minuty, ale tylko 3% z nich zauważana jest równie szybko. Tymczasem aż 68% naruszeń bezpieczeństwa pozostaje niewykrytych przez miesiące od ataku. Czyje dane są szczególnie narażone na wycieki? Twórcy raportu wskazują, że sektory z największym udziałem „ludzkiej podatności” to służba zdrowia (56%), zakłady i instytucje państwowe (34%) oraz szeroko pojęty biznes (31%).
Źródło info i foto: interia.pl

Aresztowany komornik i jego grupa handlowali danymi tysięcy dłużników

ABW zatrzymała cztery osoby związane z nieuprawnionym pobieraniem danych z bazy PESEL. Wśród zatrzymanych jest komornik sądowy prowadzący w Warszawie kancelarię. Mężczyzna trafił na trzy miesiące do aresztu. Pozostali zatrzymani to były pracownik kancelarii, były asesor komorniczy i jednocześnie pracownik firmy windykacyjnej oraz administrator systemu informatycznego kancelarii.

Zarzuty dotyczą przekroczenia uprawnień służbowych, bezprawnego udostępniania i wykorzystywania danych z rejestru PESEL w latach 2013-2016. Zatrzymania to efekt śledztwa wszczętego 18 sierpnia 2016 r. w związku z zawiadomieniem Ministerstwa Cyfryzacji o pobieraniu przez kilka kancelarii komorniczych znacznych ilości danych z bazy PESEL.

Podczas śledztwa ustalono, że dzięki nielegalnemu podłączeniu do poufnej, zastrzeżonej sieci komputerowej udostępniono osobom niepowołanym dostęp do danych osobowych ponad 350 tyś osób z rejestru.

Podejrzanym grożą kary grzywny, ograniczenia wolności, a nawet do 10 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kanada: Dziennikarze z Quebecu byli podsłuchiwani

Policja w kanadyjskiej prowincji Quebec przyznała, że inwigilowała przez lata dziennikarzy mediów prywatnych i publicznych. Rząd Quebecu przeprowadzi dochodzenie w tej sprawie. Dziennikarze, prawnicy i politycy piętnują naruszenie wolności prasy. Skandal, pierwszy na tak wielką skalę od przynajmniej 20 lat, wybuchł na początku minionego tygodnia, a w środę policja francuskojęzycznej prowincji (Surete du Quebec – SQ) potwierdziła, że zbierała dane o połączeniach telefonicznych sześciorga dziennikarzy w ramach prowadzonego dochodzenia w sprawie przecieków do prasy. Policja sprawdzała połączenia telefoniczne trojga dziennikarzy publicznych mediów (Radio-Canada), dwóch dziennikarzy dziennika „La Presse” i jednego dziennikarza „Journal de Montreal”. W niektórych przypadkach zbieranie danych trwało nawet pięć lat.

Policyjne tropienie dziennikarzy i źródeł informacji było związane z dochodzeniem, w ramach którego policja sprawdzała wpływy organizacji przestępczych w branży budowlanej w Quebecu. W 2013 roku w mediach zaczęły się ukazywać artykuły m.in. o związkach szefa największej quebeckiej centrali związkowej FTQ, Michela Arsenault, z osobami, których nazwiska pojawiały się w tym policyjnym dochodzeniu. Arsenault nie miał postawionych żadnych zarzutów, ale wiedział, że jego telefon jest na podsłuchu.

Gdy w mediach zaczęły się ukazywać informacje na jego temat, napisał do ówczesnego ministra bezpieczeństwa publicznego Stephane’a Bergerona, zwracając się o dochodzenie w sprawie dostępu dziennikarzy do treści jego rozmów telefonicznych. Bergeron zapewnia obecnie, iż nigdy nie zwracał się do SQ o inwigilację dziennikarzy, natomiast szef policji poinformował go o rozpoczęciu dochodzenia w sprawie przecieków.
Obecny szef SQ Martin Prud’homme zarządził zniszczenie wykazów rozmów i zwrócił się do quebeckiego ministerstwa bezpieczeństwa publicznego o przeprowadzenie niezależnego dochodzenia. Zlecił też analizę dokumentów za minione 20 lat, by upewnić się, że inne przypadki tego typu nie miały miejsca.

Obecny premier Quebecu Philippe Couillard zapowiada zmiany w prawie, które miałyby chronić tajemnicę dziennikarską na równi z tajemnicą adwokacką czy sędziowską i gwarantować bezpieczeństwo rozmówców przedstawicieli mediów.

Sprawa sześciorga dziennikarzy nie jest jedyną aferą inwigilacyjną ostatnich dni. W poniedziałek dziennik “La Presse” poinformował, że policja miasta Montreal (SPVM), próbując zidentyfikować rozmówców dziennikarza tej gazety, uzyskała dostęp do wykazu jego rozmów telefonicznych. Gromadzono dane o numerach telefonów i o miejscach, gdzie się znajdował. Dziennik uzyskał sądowy nakaz wydany policji w sprawie zamknięcia dostępu do wszelkich danych o rozmowach telefonicznych, które policja mogła uzyskać, oraz zniszczenia wszystkich danych, do których dostęp nie mógłby zostać zablokowany.
Angielskojęzyczny portal publicznych telewizji i radia, CBC.ca, w obszernej analizie wskazuje, że naruszenia wolności prasy nasiliły się po wprowadzeniu przez poprzedni konserwatywny rząd ustawy C-51 mającej na celu walkę z terroryzmem. Ustawa ta ułatwiła m.in. rozmaitym służbom wymianę informacji. Liberałowie poparli wówczas w parlamencie ustawę, choć zapowiadali jej zmiany – do dziś niezrealizowane. Ustawa spotkała się z dużym sprzeciwem, w tym byłych premierów, urzędów chroniących dane osobowe czy organizacji ekologicznych.

CBC.ca przypomniało w swojej analizie, że po wejściu w życie ustawy, w połowie ub.r. w kilku przypadkach różne formacje policji m.in. podsłuchiwały dziennikarzy przez krótkie okresy bez zgody sądu. Prawnicy i media podnoszą alarm, że policja naginała przepisy. W innej analizie CBC.ca wskazało, że policja mogła wykorzystać inne przepisy tzw. ustawy C-13, również wprowadzonej za rządu konserwatystów, którą prezentowano jako narzędzie do walki z molestowaniem w internecie. Przepisy te dają policji prawo do śledzenia danej osoby czy transmisji danych, jeśli istnieje podejrzenie, że może to pomóc w dochodzeniu.
Także kanadyjski wywiad – CSIS – usłyszał niedawno w sądzie federalnym, że naruszył przepisy, gromadząc przez 10 lat dane i nie poddając tego kontroli sądu. Federalny minister bezpieczeństwa publicznego Ralph Goodale wydał w czwartek komunikat, że rząd nie będzie odwoływał się od wyroku.

W tym kontekście kanadyjscy politycy i prasa zwracają uwagę na problem związany z nowymi technologiami, czyli gromadzenie metadanych przez różne służby. To m.in. informacje o numerach telefonicznych czy adresach poczty elektronicznej. Metadane nie zawierają informacji o treści rozmów czy też maili, ale i tak pozwalają na dużą ingerencję w prywatność obywatela.
Żródło info i foto: interia.pl

Resort sprawiedliwości reaguje w sprawie wycieku danych PESEL

Śledztwo w sprawie możliwego wycieku danych z systemu PESEL warszawska Prokuratura wszczęła przed kilkoma dniami. Wcześniej Ministerstwo Cyfryzacji ustaliło, że konkretni komornicy pobierali miesięcznie od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy rekordów z bazy PESEL.

Teraz sprawie zaczął się przyglądać Ministerstwo Sprawiedliwości. MS zwróciło się do prezesów wszystkich sądów apelacyjnych z prośbą o przeprowadzenie kontroli. „Ma ona wykazać, czy wystąpiły przypadki wykorzystywania przez komorników dostępu do rejestru PESEL w sposób mogący wskazywać na przesyłanie zapytań przez osoby nieuprawnione” – zaznaczył resort. Zgodnie ustawą o komornikach sądowych i egzekucji prezes sądu, przy którym działa komornik, nadzoruje jego działalność.

„W przypadku stwierdzenia nieprawidłowego pozyskiwania i wykorzystywania przez komorników danych z bazy PESEL niezwłocznie zostaną podjęte stanowcze działania” – zaznaczyło MS.

„Na razie nie stwierdzono wycieku do osób nieuprawnionych”

Jak informowała prokuratura, w ramach postępowania zabezpieczono nośniki danych i sprzęt informatyczny w pięciu kancelariach komorniczych. „Na obecnym etapie śledztwa nie stwierdzono wycieku danych z systemu PESEL do osób nieuprawnionych – mówił prok. Michał Dziekański.

Własne procedury sprawdzające wdrożył samorząd komorniczy. Prezes Krajowej Rady Komorniczej Rafał Fronczek powiedział , że „na razie w tej sprawie nic nie wskazuje na wyciek danych lub ich kradzież”.

KRK opublikowała też oświadczenie w tej sprawie. Wyrażono w nim „zaniepokojenie zaistniałą sytuacją”, podkreślono jednak, że mimo wielu kontroli ABW „dotychczas nie stwierdzono żadnych nieprawidłowości w zakresie dostępu do systemu PESELNET”.

„Środowisku komorników sądowych zależy na jak najszybszym ustaleniu faktów w tej sprawie” – czytamy w oświadczeniu.
Czym może grozić wyciek i jak się ochronić?

Możliwy wyciek danych PESEL dotyczy nawet połowy Polaków. Jeśli dane dostałyby się w niepowołane ręce, oszuści mogliby np. wziąć kredyt na nasze nazwisko. Przede wszystkim należy zamówić alert w Biurze Informacji Kredytowej. W momencie, gdy ktoś złoży wniosek kredytowy na nasze nazwisko, bank będzie musiał sprawdzić w BIK naszą zdolność kredytową. Jeśli zamówimy opcję alertu, Biuro poinformuje nas przez e-mail lub SMS-a o sprawdzaniu zdolności kredytowej. W związku z wyciekiem danych, zamówienie alertu jest darmowe.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Jak Państwo Islamskie rekrutuje nowych członków?

W ręce niemieckich śledczych wpadły kwestionariusze osobowe wypełniane przez osoby ubiegające się o przyjęcie do bojówek IS – podały wieczorem „Sueddeutsche Zeitung” oraz stacje telewizyjne NDR i WDR. Przedstawiciele tych trzech redakcji tworzą zespół dziennikarzy śledczych.

Rzecznik BKA potwierdził, że policja jest w posiadaniu takich dokumentów. Zdaniem ekspertów są one autentyczne i mogą zostać wykorzystane jako materiał dowodowy w postępowaniach przeciwko osobom, które powróciły z Syrii do Niemiec.

Według mediów kwestionariusze są szczegółowe i zawierają 23 pytania dotyczące nie tylko danych osobowych, lecz także informacje o sposobie przyjazdu do Syrii, krewnych i doświadczeniu w walce. Kandydaci na dżihadystów podają też informacje o umiejętnościach przydatnych w walce oraz o tym, czy chcą brać udział w zamachach samobójczych. Warunkiem wstąpienia do IS są referencje, najlepiej od osoby, która już znajduje się na terenie Państwa Islamskiego.

Zdaniem ekspertów przechwycone dokumenty świadczą o tym, że IS nie jest tylko organizacją terrorystyczną, lecz ma ambicje bycia strukturą państwową. Media podają, że dokumenty będące w posiadaniu BKA są częścią większego zbioru kwestionariuszy osobowych, który „wyciekł” z IS i dostępny jest częściowo władzom bezpieczeństwa w kilku krajach. Dokumenty dotyczą też obywateli niemieckich, którzy powrócili z Syrii i nie zostali dotąd osądzeni z braku dowodów.

Według BKA od wybuchu wojny domowej w Syrii z Niemiec w rejon walk wyjechało 800 islamistów. Około 130 z nich zginęło w walkach. Jedna trzecia powróciła do kraju. 70 osób zdobyło doświadczenia wojenne.
Żródło info i foto: wp.pl

Belgia: policja odkryła trzy kryjówki sprawców zamachów w stolicy Francji

Policja odkryła dwa mieszkania oraz dom w Belgii, z których mieli korzystać sprawcy zamachów terrorystycznych w Paryżu w tygodniach poprzedzających ataki w listopadzie ubiegłego roku – poinformowała w środę belgijska prokuratura. Sprawcy paryskich ataków na początku września wynajęli mieszkania w brukselskiej dzielnicy Schaerbeek i w Charleroi w środkowej Belgii, a na początku października – dom w miejscowości Auvelais, około 50 km na południe od Brukseli. Lokale zostały wynajęte na rok i opłacone z góry. Sprawcy posługiwali się fałszywymi danymi.

W mieszkaniu w Charleroi znaleziono materace i odciski palców Bilala Hadfiego, który w Paryżu wysadził się w powietrze, a także Abdelhamida Abaaouda, Belga pochodzenia marokańskiego, którzy uczestniczył w walkach w Syrii i zdaniem służb był jednym z organizatorów zamachów. Prokuratura podejrzewa, że mieszkanie w Schaerbeek wykorzystywano do przygotowania pasów z ładunkami wybuchowymi. Śledczy ustalili ponadto, że seat, którego użyto podczas zamachów, wcześniej zatrzymywał się przy mieszkaniu w Charleroi i domu w Auvelais. Inny samochód wynajęty przez jednego z podejrzanych, parkował przy wszystkich lokalizacjach.

Prokuratura podała w ubiegłym tygodniu, że w Schaerbeek odkryto możliwe miejsce wytwarzania bomb użytych w paryskich atakach. Najnowsze ustalenia belgijskiej prokuratury mogą być kolejnym dowodem na to, że strzelaniny i samobójcze zamachy w Paryżu były przynajmniej częściowo planowane w Belgii. W serii ataków przeprowadzonych 13 listopada w Paryżu zginęło 130 osób, a około 350 zostało rannych. Do zamachów przyznało się Państwo Islamskie.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest dochodzenie prokuratury wobec byłego prezesa VW

Niemiecka prokuratura wszczęła śledztwa przeciwko Martinowi Winterkornowi. Byłemu prezesowi Volkswagena „zarzuca się oszustwo w związku ze sprzedażą samochodów ze sfałszowanymi danymi o emisji spalin”. 18 września władze USA ogłosiły, że Volkswagen jest podejrzewany przez amerykańską federalną Agencję Ochrony Środowiska (EPA) o manipulowanie pomiarem spalin z silników dieslowskich. Jeśli doniesienia się potwierdzą, może to oznaczać ogromne kary dla producenta.

Kilka dni później koncern przyznał, że zakwestionowane przez EPA oprogramowanie było instalowane w jego samochodach także poza USA. Może ono znajdować się w ok. 11 mln pojazdów na całym świecie, w tym w Polsce. Teraz okazuje się, że skandal może też dotyczyć 2,1 mln samochodów Audi z silnikami spełniającymi normę emisji spalin Euro5 w Europie Zachodniej.

Data przesłuchania na razie nieznana

Teraz dochodzenie w sprawie wszczęła prokuratura, do której dotarło kilkanaście skarg na byłego szefa koncernu. Jedna z nich pochodziła z samego Volkswagena – przekazała rzeczniczka prokuratury Julia Meyer. Jak dodała, na razie jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, czy i kiedy prokuratorzy będą mogli przesłuchać Winterkorna. Rzeczniczka nie była również w stanie powiedzieć, czy Winterkorn ma już adwokata, który będzie go reprezentował. Nie wiadomo też, ile potrwa ewentualne śledztwo.

Winterkorn „jest zdumiony” uchybieniami

Winterkorn ustąpił ze stanowiska szefa zarządu Volkswagena po dziewięciu latach przewodzenia koncernowi. Winterkorn został już przesłuchany przez pięcioosobowy komitet wykonawczy firmy. Wcześniej były prezes firmy oświadczył, że jest zdumiony, iż w koncernie Volkswagena możliwe były uchybienia na taką skalę. Winterkorn zapewnił, że nie ma sobie nic do zarzucenia i ustępuje w interesie przedsiębiorstwa.
Żródło info i foto: Gazeta.pl