Sprawa Jarosława Zientary. „Ryba” miał udawać policjanta i porwać dziennikarza

Mirosław R. ps. Ryba, który wraz z Dariuszem L. ps. Lala jest oskarżony m.in. o uprowadzenie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary, złożył w piątek obszerne wyjaśnienia w sprawie. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i podważał zeznania kluczowych świadków.

Proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu od stycznia 2019 roku. Według ustaleń prokuratury, we wrześniu 1992 roku, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

W trakcie piątkowej rozprawy oskarżony Mirosław R. złożył dodatkowe, obszerne wyjaśnienia w sprawie. Podkreślił w nich, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. Jestem niewinny, nigdy nie widziałem pana Jarosława Ziętary, nie znalem go. Jestem byłem policjantem i nigdy nie popełniłem żadnego przestępstwa, a nawet wykroczenia – zaznaczył. Dodał, że w dniu i w czasie, w którym Ziętara został porwany sprzed domu – był na drugim końcu Poznania odprowadzając syna na uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego.

Oskarżony w bardzo szczegółowy sposób odniósł się w swoich wyjaśnieniach do zeznań dwóch kluczowych świadków w tej sprawie – Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Ziętary, oraz zeznań Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, odsiadującego obecnie wyrok dożywocia, według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Pragnę podkreślić, że oni obaj kłamią przed sądem i wprowadzą wysoki sąd w błąd – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. przez kilka godzin odnosił się do zeznań tych świadków wskazując na liczne – jak podkreślał – nieścisłości i kłamstwa. Oskarżony wskazał, że „Jerzy U. w swoich zeznaniach twierdzi, że był związany z firmą Elektromis i ma pełną wiedzę na ten temat. Jest to nieprawda, pokazują to jego zeznania, w których opowiadał o wydarzeniach, jakie nie miały miejsca i na które nie ma żadnych dowodów”.

Oskarżony wskazywał też m.in., że wersja momentu porwania dziennikarza, jaką podawał Jerzy U. również „zmieniała się”. Jerzy U. mówił, że raz Ziętara wsiadł do samochodu dobrowolnie, bo został zaproszony. W kolejnych, że został wciągnięty. Potem, że został wrzucony do samochodu. W ostatnich zeznaniach ponownie mówił, że wsiadł dobrowolnie – wskazał.

Dodał również, że Jerzy U. sam zeznawał, że porywaczy „widział przez chwilę, z pewnej odległości – a miał rozpoznać ich potem, po kilku latach, w tym nawet tego nieżyjącego (…) U. powiedział, że rozpoznał nas po łysych głowach. Ja w tamtym czasie nie miałem łysej głowy, nosiłem czuprynę i wąsy. U. nie znał nas i nie wiedział jak wyglądaliśmy w tamtym czasie, gdyż poznał mnie dużo później” – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. powiedział także, że Jerzy U. nie mógł widzieć momentu porwania dziennikarza, bo – jak wskazał – w tamtym czasie nie prowadził już „obserwacji Ziętary”.

U. to kolejny świadek, który składa fałszywe zeznania za przysługę, którą prokuratura obiecuje mu spełnić – mówił. W opinii oskarżonego, świadek Jerzy U. to „mściwy, zdeprawowany oszust bez skrupułów”. Dodał, że jest przekonany, że Jerzy U. mści się na nim za to, że pod koniec lat 90. dowiedział się o oszustwach, jakich miał się dopuszczać U.

Każdy, kto wczyta się w akta tej sprawy zauważy, że sprawa jest mocno naciągana; bez żadnych dowodów oskarża się niewinne osoby. Główni świadkowie oskarżenia Jerzy U. i Maciej B. to kryminaliści, którzy dla własnych korzyści zaczęli zeznawać przed prokuratorem wymyślając swoje wersje – powiedział.

Wersje te nie pokrywały się, wiec wycofywano się z zeznań, później je zmieniano, albo modyfikowano tak, by były spójne – ale spójności między tymi zeznaniami nie ma w dalszym ciągu, ponieważ nowe wersje różnią się od siebie znacznie – dodał.

Oskarżony odnosząc się do zeznań Macieja B., wskazał, że „zaczął współpracę z prokuraturą, bo chciał poprawić swoje warunki w zakładzie karnym”, liczył na pomoc prokuratury. Dodał, że „Maciej B. sam twierdzi, że za akt łaski będzie zeznawał to, co chcą”.

Mirosław R. wskazał, że Maciej B. wycofywał się z zeznań, później znów zmienił zdanie. Jak mówił, B. zmieniał też podawane przez siebie wersje zdarzeń, w tym szczegóły dotyczące spotkania, podczas którego miało dojść – jak wynika z ustaleń prokuratury – do podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Mowy końcowe we wrześniu
Oskarżony będzie kontynuował składanie wyjaśnień na kolejnej rozprawie, którą zaplanowano we wrześniu. Wtedy też strony mają wygłosić mowy końcowe.

24 lutego przed poznańskim sądem okręgowym zakończył się drugi z procesów dotyczących sprawy Ziętary. Proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku.

W akcie oskarżenia Gawronikowi zarzucono, iż „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”. Były senator nie przyznawał się do winy.

24 lutego Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa Ziętary. Sędzia Joanna Rucińska podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że „prokurator nie wykazał, aby oskarżony był sprawcą zarzucanego mu czynu, czego skutkiem musiało być wydanie wyroku uniewinniającego Aleksandra Gawronika”. Wyrok nie jest prawomocny.

Jarosław Ziętara – życie

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Dziś rusza proces ws. uprowadzenia i pomocy w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary

We wtorek w poznańskim sądzie okręgowym rozpocznie się proces przeciwko Mirosławowi R. ps. Ryba i Dariuszowi L. ps. Lala. Według prokuratury, oskarżeni mieli uprowadzić poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętarę, a następnie przekazać go osobom, które zabiły reportera.

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 roku. Był absolwentem poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz Ziętarę widziano 1 września 1992 r. Rano wyszedł do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. Ziętara został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.

Akt oskarżenia przeciwko Mirosławowi R. ps. Ryba i Dariuszowi L. ps. Lala o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary skierował do poznańskiego Sądu Okręgowego Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie

Ciało rozpuszczone w kwasie

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany; śledztwo dwukrotnie umarzano. W 2011 r. członkowie Społecznego Komitetu „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary” i redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i ponowne śledztwo w tej sprawie.

Spowodowało to analizę śledztwa w Prokuraturze Generalnej i przekazanie go do Krakowa. W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo.

Jak podała PK, na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego ustalono, że oskarżeni Mirosław R. i Dariusz L., podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku prowadzonego postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą.

Jak wynika z ustaleń prokuratury, motywem zbrodni była praca Jarosława Ziętary jako dziennikarza i jego zawodowe zainteresowania dotyczące afer gospodarczych, w których dochodziło do przenikania się świata przestępczego ze światem biznesu oraz polityki, a co za tym idzie – obawa o ujawnienie przez dziennikarza opinii publicznej szczegółów sprzecznej z prawem albo odbywającej się na granicy prawa działalności.

Ochroniarze podejrzani

Oskarżeni, obecnie 60-letni Mirosław R. i 50-letni Dariusz L., byli w pierwszej połowie lat 90. pracownikami poznańskiego holdingu Elektromis, którego działalność pozostawała w zainteresowaniu zawodowym Jarosława Ziętary – ustaliła PK.

Oskarżeni nie przyznali się do zarzucanego im czynu i złożyli wyjaśnienia sprzeczne z ustaleniami śledztwa. Grozi im kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie.

Dwaj byli ochroniarze Mirosław R. i Dariusz L. byli już podejrzani o pomocnictwo w porwaniu i zabójstwie dziennikarza. W grudniu 2015 roku prokuratura nieprawomocnie umorzyła śledztwo w tym wątku. O tej decyzji zdecydowała zmiana zeznań przez głównych świadków, na podstawie których sformułowano zarzuty. Zażalenie na decyzję prokuratury o umorzeniu złożył brat dziennikarza Jacek Ziętara.

Jak poinformowała w komunikacie Prokuratura Krajowa: „Analiza materiałów postępowania oraz argumentacji podniesionej w pisemnym zażaleniu legła u podstaw podjęcia przez Zastępcę Prokuratora Generalnego ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji decyzji z 14 kwietnia 2018 roku o dalszym prowadzeniu postępowania przeciwko wskazanym wyżej osobom oraz w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary w Małopolskim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie”.

Widział moment uprowadzenia

Jednym z kluczowych świadków w rozpoczynającym się we wtorek procesie ma być osoba, która widziała moment porwania dziennikarza. W połowie listopada dziennik „Głos Wielkopolski” opublikował rozmowę z tym świadkiem. Materiał był wynikiem wspólnej pracy z redakcją „Superwizjera” TVN. Mężczyzna, który miał widzieć moment porwania dziennikarza to były funkcjonariusz SB i UOP. Zajmował się m.in. śledzeniem i podsłuchiwaniem osób. W rozmowie z dziennikarzami przyznał, że ma pełna wiedzę o zbrodni na Jarosławie Ziętarze.

„Mam kolejne dowody. Jak położę je na stół, to pozamykają wszystkich z kierownictwa dawnego Elektromisu. Oni wiedzą, co ja wiem, i może dlatego na razie nic mi się nie stało” – podkreślał świadek na łamach gazety. Dodał, że o fakcie, że śledził Ziętarę, wiedział twórca Elektromisu Mariusz Ś., Krystian Cz. i Krzysztof S. – ścisłe kierownictwo firmy. Zlecenie na inwigilację dziennikarza miał otrzymać, ponieważ Ziętara „wiedział o wielkim przemycie Elektromisu”.

Świadek miał mówić śledczym, że jeździł za Ziętarą, robił zdjęcia, dokumentował jego codzienne zwyczaje, założył podsłuch w mieszkaniu dziennikarza. 1 września 1992 roku, siedząc w samochodzie pod mieszkaniem Ziętary, miał widzieć, jak pod kamienicę podjeżdża policyjny radiowóz, następnie Ziętara wsiada do samochodu z dwoma funkcjonariuszami, trzeci kierował autem. Kiedy świadek miał zatelefonować z tą informacją do Krystiana Cz. – ten nie miał być zdziwiony wiadomością. Niedługo później – świadek rozpoznał „funkcjonariuszy” w pracownikach Elektromisu. Według informacji świadka, Ziętara miał zostać zabity, a jego ciało rozpuszczone w kwasie.

Świadek zaczął wycofywać się z zeznań

Świadek w rozmowie z dziennikarzami podkreślił ponadto, że „jego zdaniem to Mariusz Ś. i Krystian Cz. polecili usunąć Ziętarę”. O tym, co wie w sprawie Ziętary, miał zeznać śledczym w 2013 roku i wówczas miał obciążyć kierownictwo Elektromisu. Początkowo miał status świadka incognito. Liczył też, że prokuratura „pomoże” mu w jego własnych konfliktach z prawem. Pod koniec 2014 roku zatrzymano „Lalę” i „Rybę”. Trzecim z „funkcjonariuszy”, który miał brać udział w porwaniu dziennikarza, miał być „Kapela”. W 1993 roku zginał; postrzelił się, choć pojawiały się teorie, że samobójstwo zostało upozorowane, bo „Kapela” miał mieć wyrzuty sumienia i obawiano się, że „pęknie” z powodu tego, co się stało z Ziętarą.

Na późniejszym etapie świadek zaczął się jednak wycofywać z zeznań. Stracił status incognito, prokuratura umorzyła wątek porwania dziennikarza. Od tej decyzji się odwołano, sprawę przekazano innemu prokuratorowi, który ostatecznie – głównie na podstawie zeznań tego świadka – skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko „Rybie” i „Lali”.

W rozmowie z dziennikarzami świadek zapewnił, że w sądzie podtrzyma wcześniejsze zeznania i powie o okolicznościach porwania dziennikarza. „Istnieje dokument, który czarno na białym pokazuje, że ludzie Elektromisu tym wszystkim kierowali. Prokuratura nie dostała wcześniej tego materiału, bo czekałem, co zrobi w moich sprawach” – podkreślił świadek na łamach gazety.

Kilka godzin po publikacji artykułu, Krystian Czarnota i twórca Elektromisu Mariusz Świtalski (zgodzili się na publikację pełnych nazwisk) odnieśli się do treści artykułu w przesłanym Polskiej Agencji Prasowej oświadczeniu.

Poinformowali, że 22 października 2018 roku w Prokuraturze Krajowej Wielkopolski Wydział Zamiejscowy w Poznaniu złożone zostało zawiadomienie o przestępstwie szantażu, którego miał dokonać bohater publikacji. Na dowód zostało załączone nagranie audio, na którym opowiada on „jak za kwotę 3 mln złotych jest gotowy zmieniać swoje zeznania opisujące rolę kierownictwa Elektromisu w sprawie Ziętary”. Sprawą zajmuje się obecnie Małopolski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Krakowie.

W czerwcu 2015 r. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Akt oskarżenia został skierowany do Sądu Okręgowego w Poznaniu. Proces w tej sprawie rozpoczął się w styczniu 2016 r. i nadal się toczy. Oskarżony nie przyznaje się do winy.

Mirosław R. i Dariusz L. byli świadkami w procesie byłego senatora. Składając zeznania w styczniu 2016 roku, twierdzili, że nie mają „nic wspólnego ze sprawą dziennikarza”.

W wydziale zamiejscowym PK w Krakowie prowadzone jest nadal odrębne postępowanie dotyczące bezpośrednich sprawców zabójstwa Jarosława Ziętary, w tym ustalenia miejsca ukrycia szczątków jego zwłok i ich identyfikacji.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Byli ochroniarze z Elektromisu oskarżeni o porwanie i pomoc w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary

Dwaj byli ochroniarze Elektromisu właśnie zostali oskarżeni o porwanie i pomocnictwo do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary. Chodzi o Mirosława R., ps. Ryba i Dariusza L., ps. Lala. Obaj kiedyś byli policyjnymi antyterrorystami w Poznaniu, potem zaczęli pracować w ochronie Elektomisu Mariusza Świtalskiego. 1 września 1992 roku mieli porwać Jarosława Ziętarę, bo ten miałby opisać aferalną działalność firmy Elektromis.

Mirosław R., ps. Ryba o Dariusz L., ps. Lala 1 września 1992 roku mieli porwać Jarosława Ziętarę spod jego mieszkania przy ul. Kolejowej. Zdaniem prokuratury, podeszli do młodego dziennikarza idącego do redakcji „Gazety Poznańskiej”, przedstawili się jako policjanci. Byli ubrani po cywilnemu. „Zaprosili” Ziętarę do samochodu przypominającego radiowóz.

Rzekomo wcześniej inne osoby pobiły Ziętarę, straszyły go, proponowały pieniądze, byle odpuścił pewne aferalne tematy.

– Następnie oskarżeni przekazali go osobom, które dokonały zabójstwa Jarosława Ziętary, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. W toku prowadzonego postępowania ustalono ponadto, że działali oni wspólnie z inną, nieżyjącą już osobą – informuje biuro prasowe Prokuratury Krajowej.

Zakończone właśnie śledztwo przeciwko „Rybie” i „Lali” prowadził prokurator Tomasz Dorosz z krakowskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej. Kim była trzecia, nieżyjąca już osoba, która miała współdziałać z „Rybą” i „Lalą” przy porwaniu Ziętary metodą „na policjanta”?

Z naszych ustaleń wynika, że chodzi o Romana K., ps. Kapela. To kolejnego były judoka z niegdyś milicyjnego klubu Olimpia Poznań. Potem „Kapela” trafił do policji, a następnie do ochrony Elektromisu. Firma przyciągała zresztą innych funkcjonariuszy publicznych: byłych esbeków, prokuratorów, eksmilicjantów. „Kapela” miał również porwać Ziętarę wraz z dwoma innymi byłymi policjantami. Dziennikarz miał tego samego dnia zostać przewieziony do siedziby Elektromisu przy ul. Wołczyńskiej w Poznaniu. Tam poddano go podobno torturom. Kto zabił? Co stało się z ciałem? Krażą różne wersje. Te wątki nadal są wyjaśniane przez prokuraturą w trzecim krakowskim śledztwie związanym ze zniknięciem Ziętary.

Podobno po zniknięciu i zabójstwie Ziętary, Roman K., ps. „Kapela” miał wyrzuty sumienia, sięgał po alkohol. Według krążacych wersji został zamordowany przez znajomych mających związek ze zbrodnią na Ziętarze. Oficjalnie uznano jednak, że „Kapela” popełnił samobójstwo. Zmarł jesienią 1993 roku. Przez dwa dni po postrzale walczył o życie w poznańskim szpitalu.
Źródło info i foto: gloswielkopolski.pl

Polak przed sądem za działalność w organizacji terrorystycznej w Syrii

Do Sądu Okręgowego w Łodzi trafił akt oskarżenia przeciw obywatelowi Polski, któremu prokuratura zarzuca m.in. udział w zbrojnej, terrorystycznej organizacji islamskiej w Syrii. Drugi oskarżony odpowie za posiadanie i utajnienie informacji o przestępstwach o charakterze terrorystycznym.

Grozi im za to kara do 8 i 3 lat więzienia. O zakończeniu śledztwa – o czym jako pierwszy podał portal tvp.info – poinformowała w czwartek PAP Prokuratura Krajowa. Czynności w tej sprawie prowadził łódzki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Pierwszemu z oskarżonych – 25-letniemu obecnie Dawidowi Ł. – prokuratorzy zarzucili udział w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze zbrojnym. Jak wskazano, miała ona na celu popełnianie przestępstw o charakterze terrorystycznym. Chodzi o przestępstwo z art. 258 par. 2 kodeksu karnego, za które grozi kara pozbawienia wolności do lat 8.

Jak poinformowała PK, prokuratorzy w czasie śledztwa ustalili, że do Syrii przedostał się on przez Turcję wiosną 2014 roku i przebywał tam blisko rok. – Tam przyłączył się do zbrojnej organizacji islamskiej. Jej celem było wprowadzenie na terytorium Syrii struktury rządzącej się prawami szariatu – wyjaśniono.

Według prokuratury Ł. w kwietniu 2015 r. powrócił do kraju, w którym wcześniej zamieszkiwał. Tam został zatrzymany, a następnie – jesienią 2015 roku – deportowany do Polski.

W czasie śledztwa prok. Jarosław Szubert informował PAP, że „działanie to polegało na przemieszczaniu się w sposób niejawny, jak i na udziale w szkoleniach – w tym szkoleniu strzeleckim – oraz w pewnym zakresie w działaniach wojennych”. Dodawał, że organizacja, w której działał mężczyzna, nie jest związana z Państwem Islamskim; miała być to innego rodzaju organizacja o charakterze terrorystycznym działająca na terenie Syrii.

Drugi z oskarżonych odpowie przed sądem, że posiadając wiarygodne informacje o popełnionych przez inne osoby przestępstwach o charakterze terrorystycznym, nie zawiadomił o tym niezwłocznie organu powołanego do ścigania przestępstw. Grozi mu za to kara do 3 lat więzienia.

Obaj oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzuconych im przestępstw i skorzystali z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Dariusz Ł. przebywa w areszcie, a wobec drugiego oskarżonego zastosowano zaś środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji i zakazu opuszczania kraju.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Były senator Aleksander G. oskarżony w sprawie zabójstwa dziennikarza

Jest akt oskarżenia w sprawie zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie oskarżyła byłego senatora Aleksandra G. o podżeganie do zabójstwa Ziętary. Były senator Aleksander G. został zatrzymany w listopadzie ubiegłego roku. W areszcie przebywał do połowy lutego. Prokuratura uważa, że były senator namawiał do zabójstwa Ziętary, bo ten miał za bardzo interesować się jego działalnością gospodarczą. Tuż po aresztowaniu Aleksandra G. prokuratura zatrzymała jego dwóch byłych ochroniarzy Mirosława R. i Dariusza L., którzy są podejrzani o porwanie i pomoc w zabójstwie Ziętary.

Jak podaje TVN24 sformułowanie aktu oskarżenia stało się możliwe dopiero w ostatnim półroczu, po przesłuchaniu kolejnych świadków, w tym świadka koronnego o pseudonimie „Masa”. Jarosław Ziętara był dziennikarzem „Gazety Poznańskiej”. Pisał między innymi o wielu aferach gospodarczych i nieprawidłowościach. 1 września 1992 roku wyszedł ok. 8.40 ze swojego mieszkania przy ul. Kolejowej w Poznaniu. Tego dnia miał pracować w redakcji. Ale nigdy do niej nie dotarł. Zaginięcie dziennikarza zgłoszono dzień później. Ostatnią osobą, która widziała go żywego, była jego dziewczyna.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Akt oskarżenia w sprawie Jarosława Ziętary

Śledztwo w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary częściowo zmierza do końca. Prokuratura Apelacyjna w Krakowie ma gotowy akt oskarżenia przeciwko byłemu senatorowi i biznesmenowi Aleksandrowi Gawronikowi – dowiedziała się nieoficjalnie Informacyjna Agencja Radiowa. Śledczy zarzucają mu podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Jak udało się nieoficjalnie ustalić, akt okrążenia trafi do sądu jeszcze w tym miesiącu.

Prowadzący śledztwo Piotr Kosmaty nie potwierdza tych informacji, ale przyznaje, że jest optymistą jeżeli chodzi o zakończenie śledztwa: Kilka lat pracy, czasem w trudnych warunkach pozwoliło na zgromadzenie materiału dowodowego, który w mojej ocenie pozwala na podjęcie pewnych decyzji procesowych. Ale proszę nam dać chwilę czasu i spokoju, abyśmy mogli dopracować pewne kwestie – mówił IAR prokurator Kosmaty.

W styczniu, po tym jak zeznania wycofał jeden z kluczowych świadków prokuratura zwolniła z aresztu Aleksandra Gawronika oraz Mirosława R. i Dariusza L. podejrzewanych o pomoc w porwaniu i zabójstwie Jarosława Ziętary. Jak ustalił reporter IAR, po opuszczeniu aresztu przez podejrzanych, prokuratorze udało się dotrzeć do kilku nowych świadków.

Jeden z nich potwierdził pierwsze zeznania kluczowego świadka, który wycofał się z tego co mówił. Przygotowany oskarżenia dotyczy tylko byłego senatora. Za podżeganie do zabójstwa może grozić nawet dożywocie. Mimo aktu oskarżenia, Krakowska Prokuratura Apelacyjna będzie wnioskowała o przedłużenie śledztwa o kolejne pół roku. Jarosław Ziętara pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 roku. Zdaniem śledczych został zamordowany. Do tej pory nie udało się odnaleźć jego ciała.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Mirosław R. i Dariusz L. zostają w areszcie

Sąd Okręgowy w Krakowie utrzymał w poniedziałek w mocy postanowienie o zastosowaniu trzymiesięcznego aresztu wobec Mirosława R. i Dariusza L., podejrzanych o pomocnictwo w uprowadzeniu i zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. Sąd w wydziale odwoławczym nie uwzględnił zażalenia obrońców podejrzanych na zastosowanie wobec nich aresztu tymczasowego. Uznał, podobnie jak sąd pierwszej instancji, że za stosowaniem aresztu przemawia zarówno wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanych zarzucanego im czynu, jak i obawa matactwa czy też ukrywania się. Podejrzani pozostaną w areszcie do 25 lutego 2015 r. Ich obrońcy proponowali poręczenia majątkowe.

– Zdaniem prokuratury na tym etapie śledztwa należało izolować podejrzanych, by nie wpływali destrukcyjnie na postępowanie. Cieszymy się, że zarówno sąd pierwszej instancji, jak i drugiej podzielił to przekonanie, co pozwoli uniknąć matactwa ze strony podejrzanych – powiedział w poniedziałek prowadzący śledztwo prok. Piotr Kosmaty z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie.

Zarzuty pomocnictwa w porwaniu i zabójstwie

Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej” (wcześniej „Wprost” i „Gazety Wyborczej”). Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy. Zatrzymanym pod koniec listopada Mirosławowi R. i Dariuszowi L. krakowska prokuratura apelacyjna postawiła zarzuty pomocnictwa w porwaniu i zabójstwie dziennikarza. Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów i złożyli obszerne wyjaśnienia, których treści prokuratura nie ujawnia z uwagi na dobro śledztwa. Za zarzucone im czyny grozi kara jak za zabójstwo – czyli od 8 do 15 lat więzienia, 25 lat lub dożywocie.

Zatrzymany były senator

W śledztwie na początku listopada zatrzymany został były senator Aleksander G., który usłyszał zarzut podżegania do zabójstwa Jarosława Ziętary. Podczas przesłuchania nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Za podżeganie do zabójstwa grozi nawet dożywocie. 6 listopada krakowski sąd aresztował G. do 4 lutego 2015 r. Pomimo zażalenia złożonego przez podejrzanego i jego obrońcę sąd drugiej instancji utrzymał areszt. Zdaniem prokuratury Aleksander G. podżegał do zabójstwa dziennikarza w czerwcu 1992 r. Mogło to mieć związek z zainteresowaniami w ramach dziennikarstwa śledczego Ziętary różnego rodzaju działalnością gospodarczą, w tym szarą strefą.

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Śledztwo dwukrotnie umarzano, bo nie udało się odnaleźć ciała. W kwietniu 2011 r. redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i śledztwo w tej sprawie. Wcześniej apelowali o to członkowie Społecznego Komitetu „Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary”. Spowodowało to analizę śledztwa w Prokuraturze Generalnej i przekazanie go do Krakowa.

W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo. Zbierała także informacje na temat niezidentyfikowanych zwłok znalezionych od września 1992 do grudnia 1993 r. na terenie kilku województw. Sprawdzono ok. 20 przypadków; w jednym przeprowadzono badania DNA, ale badane zwłoki nie były zwłokami Ziętary.
Żródło info i foto: tvn24.pl

Dyrektor ds. ochrony sieci Biedronka z zarzutami ws. zabójstwa Jarosława Ziętary

Kolejna sensacyjna wiadomość ws. zabójstwa Jarosława Ziętary. Z dokumentów sądowych, do których dotarł reporter WP.PL, wynika, że 46-letni Dariusz L., któremu prokuratura postawiła zarzut porwania i „pomocnictwa w zabójstwie” dziennikarza, jest dyrektorem ds. ochrony w jednej z największych sieci sklepów w Polsce. Klaudia Brzezińska z zespołu prasowego sieci Biedronka potwierdziła informację o zatrzymaniu dyrektora. – Za wcześnie jednak na ocenę, co do winy. Na razie zostały postawione jedynie zarzuty – powiedziała.

Dariusz L. i drugi zatrzymany Mirosław R. są byłymi milicjantami. Na początku lat 90. pracowali w ochronie Elektromisu – firmy, która zakładała Biedronkę i sprzedała ją portugalskiej spółce Jeronimo Martins. Potem stali się biznesmenami, zakładali m.in. agencje ochrony. Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie zapowiedział skierowanie do sądu wniosku o aresztowanie podejrzanych.

Mirosław R. pełnił ważne funkcje w co najmniej dwóch spółkach związanych z Mariuszem Świtalskim, twórcą Elektromisu. Z kolei Dariusz L. po sprzedaży Biedronki został w tej firmie. Jak informuje biuro prasowe Jeronimo Martins, L. pracuje tam od 1995 r., a od 2004 r. jest dyrektorem ds. ochrony. Odpowiada za koordynację pracy firm ochraniających sklepy sieci. „Nie mamy informacji o zatrzymaniu pana L. Nie ma go w dniu dzisiejszym w biurze. Wczoraj jego współpracownik przekazał jedynie sygnał o konieczności złożenia przez pana L. wyjaśnień wobec policji” – poinformowała w oficjalnym komunikacie Biedronka.

Dotychczas nie odnaleziono ciała Ziętary. Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej” (wcześniej „Wprost” i „Gazety Wyborczej”). Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy.

W 1998 r. poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Rok później śledztwo umorzono, bo nie udało się odnaleźć ciała. W czerwcu 2011 r. śledztwo podjęto na nowo w poznańskiej prokuraturze i przedłużono; decyzją prokuratora generalnego przekazano je do Krakowa. W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną śledztwa z uprowadzenia na zabójstwo.

We wrześniu tego roku Prokuratura Apelacyjna w Krakowie ustaliła rysopis mężczyzny, który może mieć związek z zabójstwem Ziętary. Według prokuratury może to być osoba posługująca się językiem rosyjskim.

Jak informował wtedy prok. Piotr Kosmaty z PA w Krakowie, na początku lat 90. XX w. mężczyzna ten był wielokrotnie widywany w Poznaniu w towarzystwie polskiego biznesmena Aleksandra G. i pochodziła zza wschodniej granicy Polski.

Aleksander G. w 1989 r. zrobił fortunę na uruchomieniu sieci kantorów wymiany walut. Po ucieczce z kraju szefów Art-B, Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego, został prezesem tej spółki. Później był także krótko szefem upadającej wtedy fabryki ciągników Ursus. Od 1993 do 1997 r. był senatorem. Publicznie przyznawał, że w latach 70. pracował w SB.

W 2009 roku b. senator opuścił przedterminowo więzienie, gdzie odbywał karę dziewięciu lat więzienia za założenie grupy przestępczej, której celem było wyłudzanie podatku VAT. Suma wyłudzeń sięgnęła 9,5 mln zł. Kierowana przez G. grupa za pośrednictwem sklepu z papierosami w Słubicach w 1999 i 2000 r. uprawiała proceder fikcyjnej sprzedaży papierosów cudzoziemcom i ich wywozu za granicę. W ten sposób dochodziło do wypłacania nienależnego podatku VAT na podstawie sfałszowanych czeków tax free za papierosy, które miały opuścić Polskę.

W 2012 r. G. trafił do poznańskiego aresztu, by spędzić w nim 350 dni z powodu niezapłaconej grzywny w wysokości 170 tys. zł wynikającej z wyroku z 2009 r., wydanego przez Sąd Rejonowy Warszawa – Mokotów. Na początku listopada Prokuratura Apelacyjna w Krakowie postawiła byłemu senatorowi Aleksandrowi G. zarzut podżegania do zabójstwa Jarosława Ziętary.
Żródło info i foto: wp.pl

Dwóch zatrzymanych w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary z zarzutami

Pomocnictwo w porwaniu i zabójstwie dziennikarza Jarosława Zientary – takie zarzuty postawili śledczy dwóm zatrzymanym we wtorek mężczyznom. Jest więc już trzech podejrzanych z zarzutami. Za zabójstwem miał stać były senator Aleksander G, o którego interesach pisał Jarosław Zientara.

Prokuratura Apelacyjna w Krakowie postawiła zarzuty zatrzymanym we wtorek Mirosławowi R. i Dariuszowi L. Śledczy zarzucają im pomocnictwo w porwaniu i zabójstwie poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary.

– Podejrzani nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im czynu i złożyli obszerne wyjaśnienia, których treści nie możemy ujawnić z uwagi na dobro śledztwa – podał w komunikacie zamieszczonym na stronie Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie jej rzecznik prok. Piotr Kosmaty. Zapowiedział też skierowanie do sądu wniosku o aresztowanie podejrzanych. Prokuratura ma to zrobić w środę.

Obaj podejrzani zostali zatrzymani we wtorek rano. Po przewiezieniu do Krakowa przedstawiono im zarzuty i zostali przesłuchani. Według „Gazety Wyborczej” obaj podejrzani byli ochroniarzami i działali na zlecenie podejrzanego w tej sprawie Aleksandra G. – byłego senatora zatrzymanego 4 listopada. Jemu krakowska prokuratura postawiła zarzut podżegania do zabójstwa Jarosława Ziętary. Podczas przesłuchania nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Za podżeganie do zabójstwa grozi kara od ośmiu lat więzienia do dożywocia. 6 listopada krakowski sąd aresztował go na trzy miesiące. Aleksander G. złożył zażalenie na to postanowienie i sąd rozpatrzy je w połowie grudnia.

Zdaniem prokuratury Aleksander G. podżegał do zabójstwa dziennikarza w czerwcu 1992 r. Mogło to mieć związek z zainteresowaniami w ramach tzw. dziennikarstwa śledczego Jarosława Ziętary różnego rodzaju działalnością gospodarczą, w tym tzw. szarą strefą.

Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej” (wcześniej „Wprost” i „Gazety Wyborczej”). Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy.Prowadząca początkowo śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany; śledztwo dwukrotnie umarzano, bo nie udało się odnaleźć ciała.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Warszawa: zwłoki mężczyzny w mieszkaniu

Warszawska policja zatrzymała dwóch mężczyzn w związku ze śmiercią 48-latka. Jeden z zatrzymanych podejrzany jest zabójstwo, a drugi o nieudzielenie pomocy 48-latkowi. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że prawdopodobnie wszyscy wcześniej spożywali alkohol. Do tragicznego zdarzenia doszło w jednym z mieszkań na warszawskiej Woli, w którym policjanci znaleźli ciało 48-letniego mężczyzny. Jak wynika z ustaleń funkcjonariuszy, mężczyzna został zamordowany, co potwierdza opinia biegłego z zakresu medycyny sądowej. Policjanci zatrzymali 36-letniego Piotr L., który podejrzany jest o dokonanie zabójstwa. W mieszkaniu policjanci zatrzymali również 37-letniego Dariusza L., któremu zarzucono nieudzielenie pomocy 48-latkowi. Z ustaleń funkcjonariuszy wynika, że do tragedii doszło kilka dni wcześniej, a o zwłokach w mieszkaniu powiadomił jeden z zatrzymanych. Podczas spotkania z policjantami obaj mężczyźni byli pod wpływem alkoholu. Żródło info i foto: wp.pl