W Nowym Jorku wciąż trwają protesty przeciw brutalności policji

W Nowym Jorku nieprzerwanie trwają demonstracje przeciw brutalności policji i nierówności rasowej. Mimo zapowiedzi reform, a także wezwania gubernatora Andrew Cuomo, by przedstawić projekt dodatkowych zmian i zakończyć protesty, na ulice miasta znowu wyległy tłumy.

Manifestacje odbyły się od Harlemu, przez centrum Manhattanu, po Brooklyn. Lokalne media szacują, że we wszystkich pięciu dzielnicach miasta protesty przyciągnęły w sumie kilkadziesiąt tysięcy ludzi, najwięcej od „eksplozji gniewu” po brutalnym zabiciu 25 maja przez białego policjanta w Minneapolis czarnoskórego George’a Floyda.

Ruch niezadowolenia przebiegający m.in. pod hasłem Black Lives Matter (Życie Afroamerykanów ma znaczenie) zasilili w zorganizowany sposób Azjaci. Przybyli na Washington Square Park z planszami, na których widniały napisy solidaryzujące się z czarnoskórymi, takie jak np. „Asians4BlackLives” (Azjaci za Afroamerykanami).

Niektóre protesty zaczęły się zaraz po wschodzie słońca. Koncentrowały się na obszarach zamieszkanych głównie przez białych. Ich uczestnicy argumentowali, że Afroamerykanie są już świadomi, jak wygląda sytuacja. Wznosili okrzyki: „Nie ma sprawiedliwości, nie ma snu”. Aby zrobić coś innego, musisz się obudzić, bez sprawiedliwości, nie ma snu – tłumaczył telewizji NBC jeden z protestujących.

Na Manhattanie manifestacje odbyły się m.in. w uczęszczanych licznie miejscach, jak Union Square czy Columbus Circle. Ludzie przybyli też pod główną siedzibę nowojorskiej policji (NYPD) w południowej części dzielnicy.

Setki protestujących zgromadziło się na Grand Army Plaza w pobliżu Łuku Pamięci Żołnierzy i Marynarzy (Soldiers’ and Sailors’ Arch) na Brooklynie. Monument jest poświęcony obrońcom Unii podczas wojny secesyjnej (1861-1865). W ostatnich dniach demonstranci w różnych amerykańskich miastach podjęli akcję niszczenia pomników żołnierzy Konfederacji pragnącej utrzymania niewolnictwa.

„Wygraliście. Osiągnęliście swój cel”. Gubernator podpisuję reformę policji
Impetu sobotnich demonstrantów nie osłabiło podpisanie przez gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo reformy policji. Obejmuje ona zakaz przyduszania zatrzymanych oraz uchylenie prawa uniemożliwiającego upublicznienie akt spraw dyscyplinarnych funkcjonariuszy policji, osądzonych o łamanie prawa.

Cuomo wydał także rozporządzenie wykonawcze zobowiązujące samorządy do uchwalenia własnych reform uwzględniających potrzeby danego środowiska. Gubernator, wielokrotnie podkreślając, że sympatyzuje z demonstrantami, wzywał ich do wyartykułowania żądań także na poziomie federalnym.

Jednocześnie ostrzegał przed groźbą rozprzestrzeniania się koronawirusa w trakcie protestów z udziałem tysięcy ludzi. Nie wszyscy noszą maski i nie zawsze można zachować dystans społeczny.

Gubernator podkreślał, że „demonstracja, ustawodawstwo i pojednanie” są sposobem na wprowadzenie zmian. Słyszeliśmy was (…), zgadzamy się z protestującymi (…), powiedzcie nam teraz, jak powinny wyglądać siły policyjne. Nie musicie protestować, wygraliście. Osiągnęliście swój cel – mówił w sobotę gubernator.

Nie jest jeszcze jasne, jak na protesty w Nowym Jorku wpłynie zabicie w piątek przez policjanta w Atlancie w stanie Georgia 27-letniego Afroamerykanina Raysharda Brooksa. Tamtejsi demonstranci w sobotę wybili okna w restauracji sieci Wendy’s, gdzie doszło do strzelaniny, a potem wybuchł tam pożar. Zablokowali też pobliską autostradę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolejny dzień protestów w Nowym Jorku. Władze zaczynają reformować policję

Tysiące ludzi od dwóch dni protestuje w Nowym Jorku przeciwko brutalności policji. W stolicy stanu Nowy Jork – Albany legislatura stanowa zatwierdziła m.in. zakaz duszenia stosowany przez funkcjonariuszy jako środek przymusu.

W 11 dniu protestów demonstranci gromadzili się m.in. w Washington Square Park w Greenwich Village. Maszerowali wzdłuż Alei York oraz Pierwszej i Trzeciej. Cytowany przez dziennik New York Times demonstrant na reprezentacyjnej arterii Manhattanu Piątej Alei nazwał manifestacje „młodą rewolucją”.

„Są to nastolatki, ludzie po dwudziestce, 30-latkowie. Mamy energię. Wierzymy w to, co robimy i nie zamierzamy się poddawać” – zapewniał.

Jak oszacowała lokalna telewizja NY1 w pobliżu oficjalnej siedziby burmistrza Nowego Jorku Gracie Mansion zebrało się tysiące osób.

Codziennie demonstranci wyrażają tam swoje oburzenie w następstwie śmierci zabitego przez policjanta w Minneapolis Afroamerykanina George Floyda. Niektórzy demonstranci twierdzili, że chcą przekazać swoje przesłanie dotyczące reform bezpośrednio burmistrzowi Billowi de Blasio.

Gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo zachęcał kilkakrotnie uczestników manifestacji, aby domagali się reform na poziomie krajowym. Jak zauważył jeden z manifestantów, który przedstawił się jako George Junior „debatę na temat reform można by nazwać nieraz farsą, gdyby nie to, że przybiera niebezpieczny charakter”. Powołał się na ekspertkę biorącą udział w poniedziałkowej audycji nowojorskiego radia publicznego WNYC.

„Specjalistka z Uniwersytetu Columbia sugerowała, że łatwiej byłoby karać policję, gdyby była w prywatnych rękach, co się już w Ameryce w dawnych czasach zdarzało. Zapomniała tylko dodać czyich przede wszystkim interesów by broniła” – powiedział PAP.

W ferworze nasyconych nieraz emocjami protestów nie brak haseł, żeby w ogóle zaprzestać finansowania policji. Przeciwstawiał się temu w poniedziałek de Blasio.

Jak argumentował na Twitterze nowojorska policja (NYPD) wciąż wymaga funduszy zajmując się rozwiązywaniem codziennych problemów. Można dokonać natomiast przemieszczenia niektórych środków w budżecie, ponieważ stało się jasne, że funkcjonariusze nie są potrzebni do wykonywania wszystkich akcji łączących się z egzekwowaniem prawa. Krytykowany za wprowadzenie godziny policyjnej burmistrz tłumaczył podjęcie tej decyzji chęcią zapobieżenia przybyciu Gwardii Narodowej do miasta. Podkreślił, że chce uniknąć jej rozlokowania, w obawie przed przypadkowym rozpętaniem przemocy.

Tymczasem legislatura w stolicy stanu Nowy Jork, Albany, rozpoczęła głosowanie nad projektem reformy policji. W poniedziałek zatwierdziła część pakietu obejmującą przegłosowany jednogłośnie zakaz duszenia jako środka przymusu, a także profilowania rasowego. Wprowadziła też obowiązek, by departamenty policji i sądy klasyfikowały przypadki aresztowań według rasy i pochodzenia etnicznego. Ułatwi to sprawdzić czy nie dochodzi do przypadków uprzedzeń.

Krajowe radio publiczne NPR zwróciło uwagę, że „potężny” związek zawodowy policji, New York City Police Benevolent Association, określił przyjęte w Albany postanowienia jako „atak na organy ścigania”. Wielu republikańskich sojuszników NYPD głosowało wraz z większością demokratyczną w legislaturze.
Źródło info i foto: Forsal.pl

Mobilizacja przed Białym Domem. Może protestować nawet 100 000 ludzi

Nawet 100 000 ludzi ma się pojawić przed Białym Domem w Waszyngtonie. Wzmocniono ochronę całego terenu wokół siedziby prezydenta Stanów Zjednoczonych: Ustawiono wysoki płot, betonowe bloki. W stolicy USA pełna mobilizacja po śmierci Afroamerykanina George’a Floyda. Dziś w miejscowości Raeford w stanie Karolina Północna odbędzie się ciąg dalszy uroczystości żałobnych po śmierci George’a Floyda, który zginął 25 maja w Minneapolis w wyniku interwencji policyjnej.

Śmierć czarnoskórego mężczyzny wywołała gwałtowne demonstracje w największych amerykańskich miastach. Na weekend zaplanowano w wielu krajach akcje protestu po śmierci Floyda. Także Waszyngton szykuje się na wielką manifestację, w które może wziąć udział nawet 100 000 ludzi. Jak relacjonuje korespondent RMF FM Paweł Żuchowski, wokół Białego Domu ustawiono wysoki płot, pojawiły się też betonowe bloki.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Donald Trump zaprowadzony do schronu podczas zamieszek w Waszyngtonie

Podczas demonstracji przed Białym Domem w piątek (29 maja) prezydent USA Donald Trump został zaprowadzony przez służby bezpieczeństwa do podziemnego schronu – podała w poniedziałek (1 czerwca) agencja AP, powołując się na źródła w administracji. Wcześniej napisał o tym „New York Times”. Według Associated Press, prezydent był w schronie przez około godzinę.

Jak komentuje agencja AP, nagła decyzja ochraniającej prezydenta Secret Service była dowodem na „roztrzęsioną atmosferę” w Białym Domu, gdzie odgłosy i hasła protestujących było słychać przez cały weekend, a demonstranci walczyli z policją i agentami Secret Service. Protesty miały wywołać podwyższony stan zagrożenia wewnątrz prezydenckiego kompleksu, jeden z najwyższych od czasu ataków terrorystycznych z 11 września 2001 r.

Biały Dom odmówił komentarza w tej sprawie. Wcześniej o odprowadzeniu Trumpa do schronu pisał dziennik „NYT”.

Gigantyczne protesty w USA

Według źródeł agencji AP, prezydent miał być „wstrząśnięty” i poważnie obawiał się o swoje bezpieczeństwo. W sobotę (30 maja) Trump wielokrotnie na Twitterze chwalił postawę Secret Service oraz groził, że na tych, którzy przełamią kordon przed Białym Domem, czekają „najwścieklejsze psy i najbardziej złowieszcza broń, jaką kiedykolwiek widział”.

W amerykańskiej stolicy, mimo godziny policyjnej, w nocy z niedzieli na poniedziałek (z 31 maja na 1 czerwca) ponownie doszło do gwałtownych protestów osób wzburzonych zabiciem przed tygodniem przez policję w Minneapolis Afroamerykanina George’a Floyda.

Siły bezpieczeństwa odsunęły część manifestantów z placu Lafayette’a przed Białym Domem. Demonstracje odbywały się w kilku dzielnicach Waszyngtonu. Wielu z protestujących zachowywało się agresywnie. Stojący przed Białym Domem pomnik Tadeusza Kościuszki został zdewastowany. Cokół pomnika zamalowano antyprezydenckimi i antyrasistowskimi napisami.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny dzień krwawych protestów w Chile

Sebastian Pinera, prezydent Chile, w poniedziałek wieczorem zapowiedział w telewizyjnym przemówieniu spotkanie z przywódcami opozycji w celu wypracowania „nowego kontraktu społecznego”. Na ulicach stolicy Santiago i innych miast wciąż trwają demonstracje protestacyjne. W przemówieniu wygłoszonym w prezydenckim pałacu La Moneda, prezydent Chile Sebastian Pinera – jak zauważyli komentatorzy – uderzył w pojednawcze tony. – Czasami wyrażałem się ostro, ale dlatego, że byłem oburzony widząc zniszczenia i ból, jakie wywołały te akty przemocy – powiedział.

Wojna „z wandalami”

W przemówieniu zapowiedział spotkanie z opozycją w celu wyprasowania „nowego kontraktu społecznego”. Wcześniej, w niedzielę, Pinera ogłosił w koszarach wojskowych, że kraj „wypowiedział wojnę wandalom”, co w części społeczeństwa zostało źle przyjęte.

Protesty w Chile

Poniedziałek był kolejnym dniem protestów. Na ulicach i placach Santiago protestowały przeciwko wzrastającym kosztom utrzymania tysiące ludzi. Podczas demonstracji w czasie ub. weekendu, którym towarzyszyły podpalenia sklepów, rabunki i starcia z policją, zginęło 11 osób. Prezydent podkreślił, że zniszczenia są dziełem „małych grup wandali”, ale wyrządzone przez nich szkody będą wymagały planu odbudowy, który pochłonie „setki milionów dolarów”. Bezpośrednim powodem protestów było podniesienie cen za komunikację publiczną, ale była to tylko iskra, która spowodowała wybuch narastającego niezadowolenia z pogłębiających się nierówności ekonomicznych oraz wzrastających kosztów opieki zdrowotnej, oświaty i niewydolnych systemów emerytalnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tbilisi: 70 rannych w nocnych starciach

Blisko 70 osób, w tym policjanci i dziennikarze, trafiło do szpitali w wyniku starć w stolicy Gruzji, Tbilisi. W demonstracjach wzięło udział 10 tysięcy osób. Wywołało je wystąpienie rosyjskiego deputowanego w gruzińskim parlamencie.

O blisko 70 rannych, w tym 39 policjantach, mówił Dawid Sergienko, doradca premiera Gruzji, Mamuki Bachtadze. Lokalne media podają jednak, że dokładna liczba poszkodowanych nie jest znana. Według portalu informacyjnego „Gruzja Online” chodzi o kilkadziesiąt osób, w tym dziennikarzy. Z kolei telewizja Rustavi-2 podała, że do szpitali trafiło 100 rannych demonstrantów.

Gruzja. Protesty i starcia z policją

Policja odzyskała kontrolę nad centrum Tbilisi nad ranem w piątek. Protesty zaczęły się po południu w czwartek, wieczorem przerodziły się w starcia. Na ulice gruzińskiej stolicy wyszło około 10 tysięcy osób. Tłum zebrał się przed siedzibą parlamentu próbował go szturmować. Według niektórych z relacji, części demonstrujących udało się wedrzeć do środka. Policja miała użyć pałek, gazu łzawiącego i gumowych kul. Protestujący rzucali butelkami i kamieniami. Według gruzińskich portali, uczestnicy demonstracji wdarli się też do siedziby rządzącej partii Gruzińskie Marzenie i zdemolowali biura.

Rosjanie w gruzińskim parlamencie

Gruzinów zdenerwowało pojawienie się w ich parlamencie rosyjskiej delegacji. Przebywała w kraju w ramach spotkania parlamentarzystów z krajów prawosławnych. Po tym, jak rosyjski deputowany Siergiej Gawriłow wygłosił przemówienie z miejsca przewodniczącego parlamentu, tysiące ludzi wyszły na ulice. Po to, by przypomnieć, iż Rosja okupuje część terytorium Gruzji. Jak podaje agencja AP Siegiej Gawriłow w przeszłości wspierał separatystyczne dążenia Abchazji oraz Osetii Południowej, nad którą Gruzja straciła kontrolę po wojnie z Rosją w 2008 roku. Po tym kraje zerwały stosunki dyplomatyczne.

Gruzini, w tym część posłów, żądali dymisji rządu i rozpisania przedterminowych wyborów. Organizatorzy protestu wezwali swoich zwolenników, aby dziś wieczorem ponownie wyszli na ulice.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Indie: Zamieszki po gwałcie na 3-latce

Dziesiątki studentów starło się z policją w Śrinagar, w Indiach. Do zamieszek doszło podczas kolejnego dnia protestów po gwałcie na 3-letniej dziewczynce. W trakcie starć obie grupy wzajemnie rzucały w siebie kamieniami, policja dodatkowo użyła gazu łzawiącego próbując rozproszyć tłum demonstrantów.

Protestujący studenci domagali się kary śmierci dla mężczyzny oskarżonego o dopuszczenie się brutalnego gwałtu na 3-letniej dziewczynce.

Do zdarzenia doszło 8 maja. Demonstracje wzmogły się jednak po informacji, że rodzina zatrzymanego przedstawiła dokumenty poświadczające, że sprawca ma 13 lat. Zdaniem protestujących, zostały one sfałszowane, by gwałciciel mógł uniknąć najwyższego wymiaru kary, czyli dożywocia. Zdaniem demonstrujących, zatrzymany ma nie mniej niż 20 lat i był pracownikiem lokalnego warsztatu samochodowego.
Źródło info i foto: interia.pl

Rosja: Zatrzymania po obchodach Święta Pracy

W Moskwie i Petersburgu tysiące ludzi wyszły dziś na ulice, aby świętować „dzień wiosny i pracy”. Na różne sposoby: jedni szukali majówkowych rozrywek, inni chcieli zademonstrować z transparentami swoje poglądy.

W Moskwie równolegle odbywały się dwie pierwszomajowe akcje. Oprócz oficjalnego pochodu, w którym wziął m.in. udział mer Siergiej Sobianin, w stolicy odbyła się niezależna „Monstracja”, której alternatywny format 16 lat temu wymyślili aktywiści z Nowosybirska.

W „północnej stolicy” Rosji policja zatrzymała co najmniej 15 demonstrantów, którzy wyszli na ulice w tzw. Kolumnie Demokratycznej. Powodem było to, że uczestnicy nie chcieli słuchać poleceń policji i zejść z Newskiego Prospektu. Jednak funkcjonariusze w końcu rozproszyli kolumnę, a większość organizatorów zatrzymali. Mimo że zapewniali oni, iż pochód był uzgodniony z władzami, a demonstranci nie naruszali żadnych przepisów.
Źródło info i foto: belsat.eu/pl

Starcia w stolicy Francji. Policja użyła gazu łzawiącego

„Dzień apokalipsy” zapowiadają w Paryżu działacze anarchistyczni z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Chcą się przyłączyć do pierwszomajowych demonstracji przedstawicieli ruchu żółtych kamizelek oraz największych central związkowych. Do wczesnego popołudnia aresztowano 165 osób.

Na ulice Paryża wysłanych zostało osiem tysięcy policjantów i żandarmów. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że znowu zapłoną. Władze stolicy Francji poleciły zamknąć pół tysiąca sklepów, barów i restauracji znajdujących się w centrum Paryża.

Na dworcach sprawdzana jest zawartość plecaków i toreb przyjeżdżających do Paryża młodych podróżnych z Europy. Kontrole prowadzone są też na stacjach metra.

Kłęby czarnego dymu w Paryżu

Już przed godziną 14 w Paryżu doszło do pierwszych starć. Korespondent RMF FM donosił o kłębach czarnego dymu w stolicy Francji. Podpalane były ławki, samochody i pojemniki na śmieci.

Prezydent domaga się „stanowczych działań wobec agresywnych grup”

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział we wtorek podczas sesji rady ministrów, że domaga się „niezwykle stanowczych” reakcji, gdyby podczas obchodów 1 maja doszło aktów przemocy i wandalizmu. Minister spraw wewnętrznych Cristophe Castaner podkreśli, że krajowe służby bezpieczeństwa mają informacje o dwóch tysiącach „radykalnych aktywistów”, którzy mają się pojawić w Paryżu.

Może do nich dołączyć kilka tysięcy osób, które należałoby już nazywać ultra-żółtymi, czyli żółtymi kamizelkami, które się zradykalizowały – tłumaczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Krwawe tłumienie demonstracji w Sudanie

Ulice stolicy Sudanu – Chartumu i sześciu innych miast po raz kolejny były widownią nowej fali trwających już od pięciu tygodni demonstracji przeciwko rządom prezydenta Omara Hasana Ahmeda el-Baszira. Podczas starć z policją zginęły co najmniej 24 osoby, w tym dziecko. Amnesty International mówi o ponad 40 ofiarach.

Przez całą noc z czwartku na piątek demonstranci obrzucali funkcjonariuszy kamieniami; ci użyli broni gładkolufowej i gumowych pocisków oraz gazu łzawiącego. Informowano też o przypadkach użycia ostrej amunicji. Setki demonstrantów zablokowały ulice stosami płonących opon samochodowych.

Antyrządowe demonstracje rozpoczęły się 19 grudnia w mieście Atbara, kiedy kilka tysięcy ludzi wyległo na ulice, protestując przeciwko podwyżkom subsydiowanych cen chleba i paliw. Falę demonstracji wywołały podwyżki cen prawie wszystkich towarów, ale szybko przekształciły się w protesty przeciwko trwającym od 30 lat rządom Baszira.

Prezydent obarczył odpowiedzialnością za demonstracje „obcych agentów” i podkreślił, że zmiana rządu nie może dokonywać się na ulicy. Wezwał opozycję do zmierzenia się z nim przy urnach wyborczych. Baszir jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny w związku z zarzutami dokonania ludobójstwa w regionie Darfur. On sam odrzuca te zarzuty.

Sudan boryka się z ostrym kryzysem gospodarczym po utracie większości złóż ropy naftowej w rezultacie secesji Sudanu Południowego w 2011 r. Eksport ropy był jednym z głównych źródeł dochodów budżetu państwa.
Źródło info i foto: TVP.info