Kolejny dzień krwawych protestów w Chile

Sebastian Pinera, prezydent Chile, w poniedziałek wieczorem zapowiedział w telewizyjnym przemówieniu spotkanie z przywódcami opozycji w celu wypracowania „nowego kontraktu społecznego”. Na ulicach stolicy Santiago i innych miast wciąż trwają demonstracje protestacyjne. W przemówieniu wygłoszonym w prezydenckim pałacu La Moneda, prezydent Chile Sebastian Pinera – jak zauważyli komentatorzy – uderzył w pojednawcze tony. – Czasami wyrażałem się ostro, ale dlatego, że byłem oburzony widząc zniszczenia i ból, jakie wywołały te akty przemocy – powiedział.

Wojna „z wandalami”

W przemówieniu zapowiedział spotkanie z opozycją w celu wyprasowania „nowego kontraktu społecznego”. Wcześniej, w niedzielę, Pinera ogłosił w koszarach wojskowych, że kraj „wypowiedział wojnę wandalom”, co w części społeczeństwa zostało źle przyjęte.

Protesty w Chile

Poniedziałek był kolejnym dniem protestów. Na ulicach i placach Santiago protestowały przeciwko wzrastającym kosztom utrzymania tysiące ludzi. Podczas demonstracji w czasie ub. weekendu, którym towarzyszyły podpalenia sklepów, rabunki i starcia z policją, zginęło 11 osób. Prezydent podkreślił, że zniszczenia są dziełem „małych grup wandali”, ale wyrządzone przez nich szkody będą wymagały planu odbudowy, który pochłonie „setki milionów dolarów”. Bezpośrednim powodem protestów było podniesienie cen za komunikację publiczną, ale była to tylko iskra, która spowodowała wybuch narastającego niezadowolenia z pogłębiających się nierówności ekonomicznych oraz wzrastających kosztów opieki zdrowotnej, oświaty i niewydolnych systemów emerytalnych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tbilisi: 70 rannych w nocnych starciach

Blisko 70 osób, w tym policjanci i dziennikarze, trafiło do szpitali w wyniku starć w stolicy Gruzji, Tbilisi. W demonstracjach wzięło udział 10 tysięcy osób. Wywołało je wystąpienie rosyjskiego deputowanego w gruzińskim parlamencie.

O blisko 70 rannych, w tym 39 policjantach, mówił Dawid Sergienko, doradca premiera Gruzji, Mamuki Bachtadze. Lokalne media podają jednak, że dokładna liczba poszkodowanych nie jest znana. Według portalu informacyjnego „Gruzja Online” chodzi o kilkadziesiąt osób, w tym dziennikarzy. Z kolei telewizja Rustavi-2 podała, że do szpitali trafiło 100 rannych demonstrantów.

Gruzja. Protesty i starcia z policją

Policja odzyskała kontrolę nad centrum Tbilisi nad ranem w piątek. Protesty zaczęły się po południu w czwartek, wieczorem przerodziły się w starcia. Na ulice gruzińskiej stolicy wyszło około 10 tysięcy osób. Tłum zebrał się przed siedzibą parlamentu próbował go szturmować. Według niektórych z relacji, części demonstrujących udało się wedrzeć do środka. Policja miała użyć pałek, gazu łzawiącego i gumowych kul. Protestujący rzucali butelkami i kamieniami. Według gruzińskich portali, uczestnicy demonstracji wdarli się też do siedziby rządzącej partii Gruzińskie Marzenie i zdemolowali biura.

Rosjanie w gruzińskim parlamencie

Gruzinów zdenerwowało pojawienie się w ich parlamencie rosyjskiej delegacji. Przebywała w kraju w ramach spotkania parlamentarzystów z krajów prawosławnych. Po tym, jak rosyjski deputowany Siergiej Gawriłow wygłosił przemówienie z miejsca przewodniczącego parlamentu, tysiące ludzi wyszły na ulice. Po to, by przypomnieć, iż Rosja okupuje część terytorium Gruzji. Jak podaje agencja AP Siegiej Gawriłow w przeszłości wspierał separatystyczne dążenia Abchazji oraz Osetii Południowej, nad którą Gruzja straciła kontrolę po wojnie z Rosją w 2008 roku. Po tym kraje zerwały stosunki dyplomatyczne.

Gruzini, w tym część posłów, żądali dymisji rządu i rozpisania przedterminowych wyborów. Organizatorzy protestu wezwali swoich zwolenników, aby dziś wieczorem ponownie wyszli na ulice.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Indie: Zamieszki po gwałcie na 3-latce

Dziesiątki studentów starło się z policją w Śrinagar, w Indiach. Do zamieszek doszło podczas kolejnego dnia protestów po gwałcie na 3-letniej dziewczynce. W trakcie starć obie grupy wzajemnie rzucały w siebie kamieniami, policja dodatkowo użyła gazu łzawiącego próbując rozproszyć tłum demonstrantów.

Protestujący studenci domagali się kary śmierci dla mężczyzny oskarżonego o dopuszczenie się brutalnego gwałtu na 3-letniej dziewczynce.

Do zdarzenia doszło 8 maja. Demonstracje wzmogły się jednak po informacji, że rodzina zatrzymanego przedstawiła dokumenty poświadczające, że sprawca ma 13 lat. Zdaniem protestujących, zostały one sfałszowane, by gwałciciel mógł uniknąć najwyższego wymiaru kary, czyli dożywocia. Zdaniem demonstrujących, zatrzymany ma nie mniej niż 20 lat i był pracownikiem lokalnego warsztatu samochodowego.
Źródło info i foto: interia.pl

Rosja: Zatrzymania po obchodach Święta Pracy

W Moskwie i Petersburgu tysiące ludzi wyszły dziś na ulice, aby świętować „dzień wiosny i pracy”. Na różne sposoby: jedni szukali majówkowych rozrywek, inni chcieli zademonstrować z transparentami swoje poglądy.

W Moskwie równolegle odbywały się dwie pierwszomajowe akcje. Oprócz oficjalnego pochodu, w którym wziął m.in. udział mer Siergiej Sobianin, w stolicy odbyła się niezależna „Monstracja”, której alternatywny format 16 lat temu wymyślili aktywiści z Nowosybirska.

W „północnej stolicy” Rosji policja zatrzymała co najmniej 15 demonstrantów, którzy wyszli na ulice w tzw. Kolumnie Demokratycznej. Powodem było to, że uczestnicy nie chcieli słuchać poleceń policji i zejść z Newskiego Prospektu. Jednak funkcjonariusze w końcu rozproszyli kolumnę, a większość organizatorów zatrzymali. Mimo że zapewniali oni, iż pochód był uzgodniony z władzami, a demonstranci nie naruszali żadnych przepisów.
Źródło info i foto: belsat.eu/pl

Starcia w stolicy Francji. Policja użyła gazu łzawiącego

„Dzień apokalipsy” zapowiadają w Paryżu działacze anarchistyczni z Francji, Niemiec, Włoch i Hiszpanii. Chcą się przyłączyć do pierwszomajowych demonstracji przedstawicieli ruchu żółtych kamizelek oraz największych central związkowych. Do wczesnego popołudnia aresztowano 165 osób.

Na ulice Paryża wysłanych zostało osiem tysięcy policjantów i żandarmów. Nikt nie ma jednak wątpliwości, że znowu zapłoną. Władze stolicy Francji poleciły zamknąć pół tysiąca sklepów, barów i restauracji znajdujących się w centrum Paryża.

Na dworcach sprawdzana jest zawartość plecaków i toreb przyjeżdżających do Paryża młodych podróżnych z Europy. Kontrole prowadzone są też na stacjach metra.

Kłęby czarnego dymu w Paryżu

Już przed godziną 14 w Paryżu doszło do pierwszych starć. Korespondent RMF FM donosił o kłębach czarnego dymu w stolicy Francji. Podpalane były ławki, samochody i pojemniki na śmieci.

Prezydent domaga się „stanowczych działań wobec agresywnych grup”

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział we wtorek podczas sesji rady ministrów, że domaga się „niezwykle stanowczych” reakcji, gdyby podczas obchodów 1 maja doszło aktów przemocy i wandalizmu. Minister spraw wewnętrznych Cristophe Castaner podkreśli, że krajowe służby bezpieczeństwa mają informacje o dwóch tysiącach „radykalnych aktywistów”, którzy mają się pojawić w Paryżu.

Może do nich dołączyć kilka tysięcy osób, które należałoby już nazywać ultra-żółtymi, czyli żółtymi kamizelkami, które się zradykalizowały – tłumaczył.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Krwawe tłumienie demonstracji w Sudanie

Ulice stolicy Sudanu – Chartumu i sześciu innych miast po raz kolejny były widownią nowej fali trwających już od pięciu tygodni demonstracji przeciwko rządom prezydenta Omara Hasana Ahmeda el-Baszira. Podczas starć z policją zginęły co najmniej 24 osoby, w tym dziecko. Amnesty International mówi o ponad 40 ofiarach.

Przez całą noc z czwartku na piątek demonstranci obrzucali funkcjonariuszy kamieniami; ci użyli broni gładkolufowej i gumowych pocisków oraz gazu łzawiącego. Informowano też o przypadkach użycia ostrej amunicji. Setki demonstrantów zablokowały ulice stosami płonących opon samochodowych.

Antyrządowe demonstracje rozpoczęły się 19 grudnia w mieście Atbara, kiedy kilka tysięcy ludzi wyległo na ulice, protestując przeciwko podwyżkom subsydiowanych cen chleba i paliw. Falę demonstracji wywołały podwyżki cen prawie wszystkich towarów, ale szybko przekształciły się w protesty przeciwko trwającym od 30 lat rządom Baszira.

Prezydent obarczył odpowiedzialnością za demonstracje „obcych agentów” i podkreślił, że zmiana rządu nie może dokonywać się na ulicy. Wezwał opozycję do zmierzenia się z nim przy urnach wyborczych. Baszir jest ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny w związku z zarzutami dokonania ludobójstwa w regionie Darfur. On sam odrzuca te zarzuty.

Sudan boryka się z ostrym kryzysem gospodarczym po utracie większości złóż ropy naftowej w rezultacie secesji Sudanu Południowego w 2011 r. Eksport ropy był jednym z głównych źródeł dochodów budżetu państwa.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak w Niemczech po demonstracji Antify

– Tę młodzież wykorzystuje się do celów politycznych, jak za Hitlera – mówi w rozmowie z portalem tvp.info 56-letnia śpiewaczka operowa polskiego pochodzenia, zaatakowana przez kilku młodych uczestników wiecu Antify w Moguncji. Ofiara ataku wracała z demonstracji przeciw przemocy, w której uczestniczyli przedstawiciele wielu narodowości.

Dorota Panek-Schünemann, mieszkająca od blisko 30 lat w Niemczech śpiewaczka operowa, pod koniec września uczestniczyła w Moguncji w demonstracji przeciwko przemocy.

– To nawet nie była demonstracja prawicowa, myślę że wręcz bardziej lewicowa niż prawicowa. Stał obok mnie Rumun z rumuńską flagą, ja z drugą Polką miałyśmy polską. Był Turek, Ahmed, był pewien Żyd – wylicza pani Panek-Schünemann w rozmowie z portalem tvp.info.

– Antifa zorganizowała kontrdemonstrację. Ale nawet nie słuchali o czym mówimy, tylko wrzeszczeli bezkrytycznie „Hau-ab!!!”, tzn. „Wynocha!”. Wyzywali nas od nazistów i rasistów. Nawet mój znajomy z Konga – czarny jak heban – został przez tych samych lewicowców na innej demonstracji w Moguncji nazwany rasistą i „Nazi” – opowiada Polka.

W pewnym momencie jeden z uczestników demonstracji – „młody, brodaty, o wyglądzie arabskim, czy tureckim” – zaczął zaczepiać naszą rozmówczynię.

– Krzyczał na mnie „du Fotze”, co oznacza dokładnie „ty piz…”. Stał tuż przed policjantami i wrzeszczał na mnie bez przerwy, obrażając mnie publicznie. Zapytałam nawet w obecności funkcjonariuszy, czy o mnie konkretnie chodziło. I on nie bał się nawet potwierdzić tego przy policjantach. Co więcej nadal mnie wyzywał – mówi Dorota Panek-Schünemann.

Ponieważ policjanci nie reagowali, Polka złożyła na niego skargę zarzucając mu rasizm, dyskryminację i publiczne znieważenie. Pani Dorota nie wyklucza, że późniejsza napaść była związana z tym doniesieniem.

– Ludzie boją się nawet zgłaszać Arabów na policję, bo potem przyjdzie taki i zabije – mówi.

Napaść na Polkę miała miejsce podczas powrotu z demonstracji. Gdy szła do swojego samochodu, z bramy wyskoczyło trzech młodych Niemców (ich wiek nasza rozmówczyni określa na 20–25 lat), których, jak mówi pani Dorota, wcześniej świadkowie widzieli na demonstracji Antify.

– Jeden z nich kopnął mnie mocno w kostkę, żebym upadła, ale na szczęście mu się nie udało. Mam wprawdzie 56 lat, ale jestem wysoka i wysportowana. Gdyby był ktoś drobniejszy… ale ja mam 178 cm no i nie dam sobie w kaszę dmuchać. Udało mi się oprzeć na parasolu. Zaczęłam się bronić używając parasola – opowiada.

– Jeden z nich, rosły, mocny blondyn, zaczął mi go wyrywać. Krzyczał „du Polnische Schalmpe”, to znaczy „ty polska dziwko”, a w pewnym momencie szarpnął mnie i rzucił z całej siły na jezdnię prosto pod jadący samochód – mówi kobieta.

Zaatakowana Polka nie ma wątpliwości, że była to próba zabójstwa. W ten sposób zeznawała też na policji. Twierdzi, że uratował ją refleks kierowcy nadjeżdżającego samochodu, który zdołał zatrzymać się tuż przed nią.

Choć nie doszło do najgorszego, atak bojówkarzy wiele kosztował panią Dorotę. – Nie mogłam ruszać szyją, czułam ogromny ból głowy. No i ogromny szok, wstrząs. Do dziś się leczę, a poza tym boję się wychodzić z domu – skarży się napadnięta Polka.
Źródło info i foto: TVP.info

Interwencja policji na demonstracjach w Chemnitz. Duża liczba rannych

W obecności znacznych sił policyjnych około 8 tys. ludzi uczestniczyło w sobotę w Chemnitz w niemieckiej Saksonii w demonstracjach, z których jedna skierowana była przeciwko rządowej polityce imigracyjnej, a druga zgromadziła oponentów prawicy. W wyniku interwencji policyjnych 9 osób zostało rannych. W Chemnitz utrzymuje się znaczne napięcie wywołane zabójstwem 35–letniego obywatela Niemiec, który zginął 26 sierpnia od zadanych mu podczas bójki ciosów nożem. Jako podejrzanych o ten czyn zatrzymano 23–letniego Syryjczyka i 22–letniego Irakijczyka. Ten ostatni miał być w maju 2016 roku wydalony do Bułgarii, ale sankcjonująca to decyzja sądu administracyjnego w Chemnitz nie została wykonana i po sześciu miesiącach straciła ważność. Ofiara zabójstwa to syn Kubańczyka, z zawodu stolarz.

Sobotnie demonstracje odbywały się pod ochroną znacznych oddziałów policji i nie dochodziło podczas nich do żadnych incydentów. Jednak gdy obydwa pochody rozproszyły się, najbardziej zdeterminowane jednostki usiłowały przedrzeć się w stronę przeciwników.

Policja poinformowała, że podczas jej interwencji, aby nie dopuścić do starć obydwu stron, rannych zostało dziewięciu demonstrantów.

Skargę złożyła lokalna telewizja publiczna MDR, gdyż została zaatakowana przez uczestników demonstracji. Członek ekipy został ranny, a jego materiał zniszczono. Z kolei na peryferiach Chemnitz 20-letni Afgańczyk został pobity w sobotę wieczorem przez czterech zamaskowanych ludzi; według policji został lekko ranny.

Od poniedziałku, kiedy to w centrum miasta pojawiło się 6 tys. demonstrantów o prawicowych sympatiach i 1,5 tys. ich politycznych przeciwników, uliczne marsze w Chemnitz nie ustają. By nie dopuścić do walk między obu grupami, lokalna policja została poważnie wzmocniona siłami z innych landów.
Źródło info i foto: TVP.info

Aleksiej Nawalny trafi do aresztu na 30 dni

Sąd w Moskwie skazał w poniedziałek jednego z przywódców opozycji Aleksieja Nawalnego na karę 30 dni aresztu administracyjnego. Kara uniemożliwi Nawalnemu wzięcie udziału w demonstracji przeciw podniesieniu wieku emerytalnego, którą zapowiedział na 9 września.

Rzeczniczka polityka Kira Jarmysz poinformowała na Twitterze, że karę 30 dni aresztu Nawalny otrzymał za wykroczenie polegające na powtórnym naruszeniu zasad organizacji zgromadzenia publicznego. Chodzi o udział Nawalnego w proteście antyrządowym w styczniu br. Policja sporządziła wówczas wobec niego protokół o wykroczeniu administracyjnym, ale nie doszło do rozpatrzenia sprawy przez sąd.

Nawalny, którego policja zatrzymała w sobotę przed jego domem, uważa, że prawdziwym motywem zatrzymania go w areszcie jest uniemożliwienie mu udziału w demonstracji 9 września. Opozycjonista zapowiedział, że tego dnia jego zwolennicy będą demonstrować nie tylko w Moskwie, ale łącznie w około stu miastach Rosji.

Z oceną, że chodzi o osłabienie zapowiadanych demonstracji, zgadzają się politolodzy. Ich zdaniem władze obawiają się nie tyle protestu przeciw podniesieniu wieku emerytalnego, ile tego, że wystąpienia zakłócą wybory, które odbędą się 9 września. W tym dniu w części regionów Federacji Rosyjskiej wyłaniane będą ich władze, w Moskwie odbędą się wybory mera, a w wyborach uzupełniających wyłonionych zostanie siedmiu deputowanych niższej izby parlamentu Rosji, Dumy Państwowej.

– Kreml niepokoi się o 9 września, ponieważ jest to dzień wyborów i władzom zależy na tym, by wszystko odbyło się spokojnie. Z tego samego powodu zatrzymany został (działacz radykalnego Frontu Lewicy) Siergiej Udalcow – ocenił politolog Aleksiej Makarkin.

W komentarzu dla poniedziałkowej „Niezawisimej Gaziety” ekspert prognozuje, że protesty zwołane przez Nawalnego nie będą liczne, bo zwolennikami tego polityka są głównie ludzie młodzi, dla których zmiany w systemie emerytalnym nie są ważne. Niemniej władze przed wyborami „neutralizują najaktywniejszych graczy”; pokazują też, że akceptują protesty koncesjonowanej, lecz nie antykremlowskiej opozycji – ocenił Makarkin.

Władze Moskwy w sobotę odrzuciły wniosek zwolenników Nawalnego o zorganizowanie 9 września protestu na ul. Twerskiej w centrum stolicy. Ratusz nie zaproponował jednocześnie – choć wymagają tego przepisy – alternatywnego miejsca na demonstrację.

W najbliższy weekend w Moskwie odbędzie się inny protest przeciwko podniesieniu wieku emerytalnego, zapowiedziany przez zasiadającą w parlamencie Rosji Komunistyczną Partię Federacji Rosyjskiej (KPRF).
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Fani wspierają sprawcę masakry w Parkland

Sprawca masakry w szkole na Florydzie otrzymuje wyrazy sympatii od setek ludzi. Nikolas Cruz zabił i ranił 34 uczniów. Nigdy nie wyjdzie z więzienia. Mimo tego wielu fanów uważa go za ofiarę. Prawnicy z Florydy prowadzący sprawę 19-letniego Nikolasa Cruza nigdy czegoś takiego nie widzieli. Dziesiątki listów, pocztówek i przelewów zaczęło napływać wkrótce po strzelaninie w szkole w Parkland 14 lutego, podczas której Cruz zastrzelił wtedy 17 uczniów i kolejnych 17 ranił.

Pomimo szoku spowodowanej masakrą i masowych demonstracji za ograniczeniem dostępu do broni w USA, setki ludzi solidaryzują się z mordercą. Do Cruza piszą młode i starsze kobiety, a nawet mężczyźni. Wiadomości przychodzą z całych Stanów Zjednoczonych i z Europy. Padają propozycje matrymonialne, fanki wysyłają swoje, niekiedy frywolne, zdjęcia, a na więzienne konto mordercy wpływają pieniądze. W mediach społecznościowych powstają nawet grupy wsparcia dla przestępcy.

Nicolas Cruz nie czyta tych wiadomości. Robią to jedynie władze więzienne i jego prawnicy. Morderca znajduje się pod obserwacją z powodu depresji i myśli samobójczych, a to oznacza brak dostępu do korespondencji za wyjątkiem wybranych listów oferujących wsparcie duchowe.

Część spośród listów, których liczbę szacuje się na 100 do 200, adwokaci pokazali dziennikarzom telewizji CNN. W jednym z nich kobieta z Anglii chwali urodę mordercy i wyznaje mu miłość. Rówieśnica Cruza z Florydy życzy mu, żeby „trzymał się”, a studentka z Niemiec chce się z nim zaprzyjaźnić.

„Drogi Nikolasie. Wiedz, że modlimy się za ciebie” – brzmi treść jednej z wiadomości. „Obyś zrozumiał jak źle zrobiłeś. Oby Bóg ci wybaczył”. List podpisało kilkanaście dziewczyn należących do drużyny skautowej.
Źródło info i foto: wp.pl