Starcia w stolicy Bułgarii. Antyrządowe protesty

W środę (2 września) przed parlamentem Bułgarii zgromadziło się tysiące ludzi protestujących przeciwko rządowi. Doszło do starć z siłami bezpieczeństwa. Prezydent Bułgarii Rumen Radew poparł protest i zażądał dymisji gabinetu premiera Bojko Borisowa. Protestujący ogłosili środę dniem „Wielkiego Powstania Narodowego”. Do Sofii przyjechały już liczne grupy demonstrantów z prowincji, ale wciąż przybywają następne. Organizatorzy protestów zamierzają zablokować posłów w budynku parlamentu i nie wypuszczać ich do przegłosowania dymisji centroprawicowego rządu, który oskarżany jest o korupcję.

Premier Borisow, który od początku trwających od 56 dni protestów pokazał się publicznie tylko kilkakrotnie w małych prowincjalnych miasteczkach, nie przybył do parlamentu i nie zareagował na wezwanie posłów opozycji, aby przyszedł tam z sąsiedniego budynku.

Starcia protestujących z policją

Dzień rozpoczął się starciami protestujących z policją. Według publicznego radia kilkunastu demonstrantów zatrzymano. Tłum, który skanduje „dymisja”, obrzuca budynek parlamentu jajkami i jabłkami. Demonstranci próbują bezskutecznie wedrzeć się do budynku. MSW przestrzegło, że nie zawaha się użyć siły.

Gdy w parlamencie na mównicę wszedł prezydent, którego wystąpienie otwierało sesję, posłowie rządzącej koalicji GERB i nacjonalistów wygwizdali go i wyszli z sali. „Ucieczka nie uratuje was przed hańbą” – skomentował Radew.

Szef państwa podkreślił, że parlament, podporządkowując się bezwarunkowo woli premiera, stracił wiarygodność, a jedynym wyjściem z tej sytuacji jest przegłosowanie dymisji rządu i otwarcie drogi do rozpisania nowych wyborów.

Rumen Radew: Naród wyszedł ze stanu hipnozy

Rządowy projekt konstytucji i propozycję powołania Ustawodawczego Zgromadzenia Narodowego Radew uznał za próbę grania na zwłokę w celu umocnienia władzy premiera. Dodał, że odejście gabinetu Borisowa jest nieuniknione.

„Naród jednak wyszedł ze stanu hipnozy i domaga się radykalnych zmian, zlikwidowania panującej korupcji i powrotu na drogę do Europy” – podkreślił prezydent i dodał, że obecnych problemów politycznych Bułgarii nie da się rozwiązać policyjnymi metodami.

Liderka lewicowej Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP) Kornelia Nonowa oznajmiła, że jedynym zadaniem obecnego parlamentu jest przyjęcie noweli dotyczącej ordynacji wyborczej, umożliwiającej głosowanie elektroniczne oraz za pomocą maszyn i wyeliminowanie papierowych kart do głosowania.

Przywódca partii bułgarskich Turków Mustafa Karadayi zażądał dymisji prezydenta Radewa, który – jego zdaniem – prowadzi stronniczą politykę, oraz powołania rządu ekspertów, który poradziłby sobie z coraz poważniejszymi problemami ekonomicznymi. Parlament w środę po raz pierwszy obraduje w nowym budynku – dawnej siedzibie Bułgarskiej Partii Komunistycznej, którą 30 lat od rozpoczęcia procesu transformacji Bułgarzy nazywają nadal „domem partii”. Obok nowej siedziby parlamentu znajduje urząd Rady Ministrów i kancelaria prezydenta.

Radew przyszedł do budynku pieszo z bardzo nieliczną ochroną, witany przez demonstrantów.
Źródło info i foto: interia.pl

Portland: Strzelanina podczas demonstracji zwolenników Donalda Trumpa

Podczas manifestacji zwolenników Donalda Trumpa w Portland doszło do starć z osobami protestującymi przeciwko brutalności policji. W trakcie zamieszek śmiertelnie postrzelono jedną osobę. Jak czytamy w amerykańskich mediach, policja nie zdradza szczegółów na temat ofiary. Wiadomo tylko, że to mężczyzna. Został postrzelony w klatkę piersiową. „New York Times” podaje nieoficjalnie, że nosił nakrycie głowy z emblematem Patriot Prayer – skrajnie prawicowej grupy działającej na terenie Portland.

Do zdarzenia doszło podczas przejazdu zwolenników Donalda Trumpa przez centrum miasta. Brało w nim udział ok. 600 samochodów, w których szacunkowo znajdowało się ok. 1000 osób.

W trakcie wydarzenia policja informowała, że odnotowano kilka przypadków „przemocy między demonstrantami a kontrdemonstrantami”. Korespondent „NYT” Mike Baker zamieścił w swojej relacji na Twitterze wideo, na którym – według słów dziennikarza – zwolennicy Trumpa strzelali w kontrmanifestantów kulkami do paintballa i rozpylali gaz pieprzowy.

W Portland od wielu tygodni odbywają się demonstracje zwolenników ruchu Black Lives Matter, którzy sprzeciwiają się brutalnym działaniom policji. Protesty miały swój początek po tragicznej w skutkach policyjnej interwencji 25 maja. Wówczas w Minneapolis zginął Afroamerykanin George Floyd. Policjant, który podczas próby obezwładnienia Floyda naciskał kolanem jego szyję, został oskarżony o morderstwo.

Do zajść w Portland doszło zaledwie kilka dni po innej brutalnej interwencji policji. W ubiegłą niedzielę w Kenoshy w Wisconsin Jacob Blake został siedmiokrotnie postrzelony w plecy. Mężczyzna w ciężkim stanie trafił do szpitala, obecnie jest sparaliżowany. Postrzelenie Blake’a wywołało kolejne protesty w USA. Podczas zamieszek w Kenoshy doszło do strzelaniny, w której zginęły dwie osoby (26-latek z Silver Lake w stanie Wisconsin i 36-latek z Kenoshy), a jedna została ranna. Ogień do protestujących miał otworzyć 17-letni Kyle Rittenhouse. Nastolatek został zatrzymany.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Białoruś: Ciężarówka milicji wjechała w protestujących. Starcia z demonstrantami

W kilkudziesięciu miastach Białorusi doszło w nocy do protestów i starć demonstrantów z siłami bezpieczeństwa. Według agencji Reutera zatrzymano około 1300 osób, są też informacje o rannych. Są nagrania, na których widać, jak milicyjna ciężarówka wjeżdża w tłum protestujących. Protesty zaczęły się po tym, jak ogłoszono wyniki badań exit poll po wczorajszych wyborach prezydenckich. Wynikało z nich, że prezydent Aleksander Łukaszenka zdobył 79,7 procent głosów, a opozycyjna kandydatka Swiatłana Cichanouska 6,8 procent głosów. Jej zwolennicy uznali te rezultaty za sfałszowane i wyszli na ulice.

Do protestów doszło między innymi w Mińsku, Grodnie, Brześciu, Witebsku, Połocku i Homlu. W Mińsku milicja użyła armatek wodnych, gazu łzawiącego i granatów ogłuszających przeciwko wielu tysiącom demonstrantów. Niektórzy zbudowali barykady z kontenerów na śmieci. Według świadków milicyjna furgonetka wjechała w tłum ludzi, co widać na nagraniach poniżej. Jeden z mężczyzn przez chwilę jechał na przodzie pojazdu, po czym spadł wprost pod jego koła.

Białoruska państwowa agencja informacyjna Belta oświadczyła, powołując się na milicję, że „kontroluje ona sytuację” w stolicy. Na zdjęciach w mediach społecznościowych widać wiele rannych osób. Na drogach prowadzących do Mińska widziano kolumny pojazdów wojskowych. Na Białorusi nie działa internet.

Swiatłana Cichanouska, główna rywalka Łukaszenki, wezwała swych zwolenników i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa do powstrzymania się od przemocy. Obarczyła też władze odpowiedzialnością za to, że podczas nocnych starć ulicznych ucierpieli ludzie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Brutalne protesty po eksplozji w Bejrucie

Libańska policja użyła w sobotę gazu łzawiącego wobec protestujących tłumów starających się przedostać się przez barykady do budynku parlamentu w Bejrucie – podała agencja Reutera. Demonstranci domagają się pociągnięcia do odpowiedzialności winnych za wtorkową eksplozję, w której zginęło co najmniej 154 osób i ponad 5 tys. zostało rannych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Starcia z policją w Izraelu

Gdy izraelscy policjanci zaczęli usuwać spod rezydencji premiera w Jerozolimie miasteczko namiotowe, doszło do starć z demonstrantami. Jak informują protestujący, ucierpiało sześć osób.

Do przepychanek doszło, kiedy nad ranem izraelska policja drugi dzień z rzędu zaczęła rozbierać rozstawione na chodnikach przed rezydencją premiera w Jerozolimie namioty i altanki protestujących. Nagranie z incydentu opublikowane przez izraelską telewizję publiczną pokazuje, że demonstranci usiłowali powstrzymać funkcjonariuszy przed zabraniem sprzętu. Według opozycji sześć osób odniosło obrażenia.

„Netanjahu stracił zaufanie publiczne”

W komunikacie władze miasta podały, że usunęły instalacje ze względu na brak odpowiedniego pozwolenia. Namioty demonstrantów domagających się dymisji premiera Benjamina Netanjahu w związku z zarzutami o korupcję stoją tam od ponad miesiąca. Jeden z liderów protestu emerytowany gen. Amir Haskel zapowiedział jednak, że demonstranci nie wyniosą spod rezydencji szefa rządu.

„Netanjahu stracił zaufanie publiczne, a z nim odwagę, aby stanąć przed obywatelami, którzy codziennie wygarniają mu prawdę” – napisał na Twitterze lider opozycji Jair Lapid.

Protest przeciw konsekwencjom pandemii

W weekend w Tel Awiwie miały miejsce wielotysięczne antyrządowe protesty związane z gospodarczym kryzysem wywołanym pandemią COVID-19.

W Jerozolimie ścierali się z policją również ultraortodoksyjni Żydzi protestujący przeciwko przywróceniu kwarantanny w zamieszkiwanych przez nich dzielnicach. Według dziennika „Jediot Achronot” protestujący obrzucili policjantów jajkami, nazywając ich nazistami i antysemitami. Przynajmniej 10 osób zostało zatrzymanych.

Mimo początkowego sukcesu w walce z pandemią Izrael zmaga się obecnie z drugą falą zachorowań. W ciągu ostatniego tygodnia dzienna liczba nowych diagnozowanych przypadków Covid-19 wzrosła do ponad 1,2 tys. – jest to znacznie więcej niż podczas pierwszej fazy pandemii. Dotychczas wirusa wykryto u 38,7 tys. osób, z czego 362 osoby zmarły.

Według opublikowanego w niedzielę sondażu telewizji publicznej, aż 85 proc. Izraelczyków krytycznie ocenia działania państwa w związku z pandemią.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Strefa wolna od policji w Seattle. Znów padły strzały

Policja w Seattle poinformowała, że przy „strefie autonomicznej” w tym mieście, kontrolowanej przez antyrasistowskich demonstrantów, doszło do strzelaniny, w której ranny został mężczyzna. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

To już trzecia strzelanina w „strefie autonomicznej” lub na jej obrzeżach w ostatnich dniach. Strefę wolną od policji utworzyli dwa tygodnie temu w Seattle demonstranci protestują przeciwko rasizmowi i brutalności mundurowych.

Władze miasta zapowiedziały likwidację obozowiska demonstrantów i powrót funkcjonariuszy do okupowanej przez nich części miasta.

Już wcześniej działania demonstrantów w Seattle i bezczynność władz, potępił prezydent USA Donald Trump, oferując pomoc w szybkim zakończeniu „anarchistycznego protestu”.

We wtorek Trump zapewnił na Twitterze, że „dopóki on jest prezydentem”, takiej strefy nie będzie w Waszyngtonie i ostrzegł, że każda próba jej utworzenia „spotka się z poważną siłą”.

Twitter ukrył wpis prezydenta pod ostrzeżeniem, że narusza on zasady dotyczące „nieodpowiednich treści”, pozostawiając jednak możliwość przeczytania tej wiadomości. „Nasze zasady stanowią, że nie zezwalamy, aby ludzie chcieli lub mieli nadzieję wyrządzić krzywdę osobie lub grupie osób” – wyjaśnił Twitter.

Rzeczniczka Białego Domu Kayleigh McEnany skrytykowała działania Twittera. „Wyjaśnijmy dokładnie, co się właśnie wydarzyło: Twitter powiedział, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie powinien mówić, że będzie przestrzegał prawa” – napisała McEnany na Twitterze.

Antyrasistowskie i antypolicyjne protesty wybuchły w USA pod koniec mają po śmierci Afroamerykanina George’a Floyda, zabitego w Minneapolis przez policjantów.
Źródło info i foto: TVP.info

Masowe protesty przeciwko rasizmowi w niemieckich miastach

W sobotę w wielu niemieckich miastach odbyły się pokojowe demonstracje przeciwko rasizmowi. W Berlinie i Hamburgu doszło do starć z policją. Według danych policji około 15 tys. ludzi zebrało się w sobotę 6 czerwca na Alexanderplatz w Berlinie, by demonstrować przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy. Z powodu dużej liczby uczestników policja musiała zamknąć dla ruchu okoliczne ulice. Jednocześnie chwaliła na Twitterze, że wielu demonstrantów starało się zachować odstęp i nosiło maseczki.

Liczna grupa demonstrantów ubrana była na czarno i raz po raz skandowała slogan „Black lives matter” („czarne życie ma znaczenie” – przyp. red.). Podczas symbolicznej ciszy, która trwała 8 minut 46 sekund (tyle czasu policjant trzymał kolano na szyi Afroamerykanina George’a Floyda, który zmarł w wyniku uduszenia), uczestnicy protestu siedzieli na ziemi.

Początkowo pokojowy charakter demonstracji w Berlinie zakłóciły pojedyncze ataki na policję przy użyciu kamieni i butelek. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano kilka osób.

Według danych policji około 15 tys. ludzi zebrało się w sobotę 6 czerwca na Alexanderplatz w Berlinie, by demonstrować przeciwko rasizmowi i policyjnej przemocy. Z powodu dużej liczby uczestników policja musiała zamknąć dla ruchu okoliczne ulice. Jednocześnie chwaliła na Twitterze, że wielu demonstrantów starało się zachować odstęp i nosiło maseczki.

Liczna grupa demonstrantów ubrana była na czarno i raz po raz skandowała slogan „Black lives matter” („czarne życie ma znaczenie” – przyp. red.). Podczas symbolicznej ciszy, która trwała 8 minut 46 sekund (tyle czasu policjant trzymał kolano na szyi Afroamerykanina George’a Floyda, który zmarł w wyniku uduszenia), uczestnicy protestu siedzieli na ziemi.

Początkowo pokojowy charakter demonstracji w Berlinie zakłóciły pojedyncze ataki na policję przy użyciu kamieni i butelek. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych. Zatrzymano kilka osób.

W Monachium do sobotnich protestów na Koenigsplatz zgłoszono oficjalnie 200 osób, ale przybyło ok. 25 tysięcy. Dlatego demonstranci przenieśli się też częściowo na sąsiedni plac. Według zapewnień policji, stale przypominała ona zebranym o zachowaniu odpowiedniego dystansu.

Demonstracje i marsze milczenia

Do protestów doszło także we Frankfurcie nad Menem, gdzie w centrum miasta zebrało się 8 tys. ludzi. Jak poinformował rzecznik policji, protesty przebiegały pokojowo przy jednoczesnym zachowaniu obowiązującego dystansu.

Około tysiąca osób wzięło udział w pokojowym marszu milczenia w Duesseldorfie. W Kolonii odbyły się dwie demonstracje, każda po tysiąc osób. Do milczących protestów doszło również w Muenster, Dortmundzie, Leverkusen i Bonn. Policja nie odnotowała żadnych zajść ani incydentów. Demonstranci zachowywali wymagany odstęp.

W Hamburgu zajścia

W Hamburgu na promenadzie Jungfernstieg oraz na Placu Ratuszowym zgromadziło się w ramach dwóch demonstracji ponad 14 tysięcy osób. Również w Hamburgu podobnie jak w Berlinie doszło do potyczek grupy demonstrantów z policją. Odpalone przez protestujących petardy doprowadziły do obrażeń ciała u trzech funkcjonariuszy Niektórzy zamaskowani mężczyźni nieśli banery z obraźliwymi napisami pod adresem policji. Ta użyła wobec nich armatek wodnych. Poleciały kamienie.

Socjaldemokrata i ekspert ds. zdrowia Karl Lauterbach skrytykował na Twitterze liczbę demonstrantów sobotnich protestów. „W pełni podzielam powód protestów. Jednak odstępy między demonstrantami są za małe. Niebezpieczeństwo pandemii jeszcze nie minęło. Rasizm należy zwalczać, ale bez niepotrzebnych ofiar śmiertelnych z powodu koronawirusa” – napisał.

Premier Nadrenii-Palatynatu Malu Dreyer stwierdziła, że rasizm zabija nie tylko w Ameryce. – Dziękuję tym wszystkim, którzy dziś się temu przeciwstawiają i na co dzień demonstrują, że godność ludzka jest nienaruszalna – powiedziała polityk SPD.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja z Hongkongu zatrzymała prawie 400 demonstrantów

Policja w Hongkongu użyła w środę gazu łzawiącego i armatek wodnych, aby rozproszyć tłumy demonstrantów, wśród których były rodziny z dziećmi. Zatrzymano blisko czterysta osób. Według organizatorów w antyrządowym marszu wzięło udział milion osób. Policja podała, że było to 60 tys. ludzi. Protestujący trzymali flagi USA i Wielkiej Brytanii.

W wielu dzielnicach Hongkongu demonstranci blokowali drogi, rozpalali ogniska i rzucali koktajle Mołotowa. Formowano ludzkie łańcuchy, by z tylnych rzędów przekazywać osobom znajdującym się na pierwszych liniach protestów amunicję w postaci kamieni i cegieł.

Uczestnicy marszów, często ubrani na czarno, nieśli też transparenty z napisem „Wolność nie jest za darmo” i skandowali ulubiony slogan hongkońskiej opozycji: „Uwolnić Hongkong. Rewolucja naszych czasów”. Antyrządowe starcia w Hongkongu, trwają już od pół roku. Początkowo ich powodem był projekt kontrowersyjnej ustawy o ekstradycji, umożliwiający przekazywanie osób podejrzewanych o przestępstwa sądom w Chinach kontynentalnych.

Wkrótce jednak protesty przekształciły się w szerszy ruch, domagający się demokratycznych reform i dochodzenia w sprawie brutalności policji podczas demonstracji oraz amnestii dla ponad 6 tys. osób zatrzymanych od początku rewolty.

W listopadzie kandydaci prodemokratyczni odnieśli bezprecedensowe zwycięstwo w wyborach do rad dzielnic Hongkongu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hiszpania: Starcia separatystów z policją w Barcelonie. Wiele osób rannych

Około 50 osób zostało rannych w starciach w Barcelonie między katalońskimi separatystami a policją. Funkcjonariusze zatrzymali dziewięciu demonstrantów w pobliżu stadionu Camp Nou, na którym rozgrywany był mecz FC Barcelona-Real Madryt.

Pierwsze blokady ulic manifestanci zorganizowali już późnym popołudniem w centrum stolicy Katalonii. Później zablokowali niektóre drogi dojazdowe do stadionu Camp Nou. Niektórzy separatyści zaczepiali udających się na mecz kibiców, a także dziennikarzy relacjonujących wydarzenia spod stadionu.

Do pierwszych starć katalońskich separatystów z policją doszło po godz. 20, kiedy na barcelońskim stadionie rozpoczął się mecz piłkarski. Grupa radykalnych aktywistów wyrywała słupki, znaki drogowe i rzucała w funkcjonariuszy kamieniami.

W odpowiedzi oddziały szturmowe policji użyły broni gładkolufowej oraz pałek rozbijając grupy separatystycznych bojówkarzy. W starciach rannych zostało łącznie około 50 osób.

Do północy funkcjonariusze policji zatrzymali dziewięciu manifestantów. Część z nich ujęto podczas bijatyki separatystów z członkami jednej z młodzieżowych organizacji popierających jedność terytorialną Hiszpanii. Uczestnicy manifestacji zorganizowanej w związku z meczem FC Barcelona-Real Madryt domagają się zwolnienia z więzienia dziewięciu skazanych 14 października na 9-13 lat pozbawienia wolności katalońskich separatystów. Byli oni odpowiedzialni za organizację w 2017 r. w regionie referendum niepodległościowego.

Październikowy werdykt hiszpańskiego Sądu Najwyższego doprowadził do trwających ponad dwa tygodnie zamieszek, w których łącznie rannych zostało ponad 650 osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Austria: Zatrzymano 60 ekologów

Austriacka policja poinformowała o zatrzymaniu 60 spośród około 150 demonstrantów ekologicznego ruchu Extinction Rebellion (XR), którzy zablokowali skrzyżowanie w centrum Wiednia w proteście przeciwko zmianom klimatu.

„Na mocy ustawy o zgromadzeniach publicznych wobec pozostających wciąż na miejscu demonstrantów podjęto postępowanie w związku z ich zachowaniem. Zażądano od nich wylegitymowania się i przy stosownej formie przymusu zostali stamtąd zabrani” – oświadczyła wiedeńska policja. Według funkcjonariuszy zatrzymania miały na celu ustalenie tożsamości, co było wcześniej z różnych względów niemożliwe. 75 uczestnikom postawiono zarzut udziału w zgromadzeniu zorganizowanym bez wcześniejszego zgłoszenia. Ale demonstracja miała całkowicie pokojowy przebieg. Przez dwa tygodnie od 7 października mają trwać protesty aktywistów z Extinction Rebellion. Odbędą się one w około 60 miastach na świecie. Między innymi w Londynie, Berlinie, Amsterdamie, Nowym Jorku i Sydney.
Źródło info i foto: TVP.info