Sprawa zabójstwa Grażyny Kuliszewskiej. Kim jest tajemniczy świadek?

Nowe fakty w sprawie Grażyny Kuliszewskiej – tragicznie zmarłej 34-letniej mieszkanki Borzęcina, której ciało po prawie dwóch miesiącach poszukiwań wyłowiono z rzeki Uszwica. Detektyw Bartosz Weremczuk twierdzi, że w tej sprawie miał zgłosić się tajemniczy świadek, który miałby dowody na niewinność męża kobiety – Czesława K.. Według detektywa tym świadkiem jest kobieta, która miała mieć romans z 38-latkiem.

Mąż Grażyny Kuliszewskiej – 38-letni Czesław K. podejrzany o zamordowanie swojej żony pozostaje w areszcie oczekując na decyzję brytyjskiego sądu. Kolejne posiedzenie sądu w Londynie zaplanowano na 17 września.

Czesław K. zwrócił się do sądu o zmianę prawnika. Chce, żeby w jego imieniu występował tzw. barrister, czyli wyższy rangą adwokat reprezentujący klienta przed sądem w trudniejszych sprawach karnych. Ostateczne posiedzenie w sprawie ekstradycji wyznaczono na 1 października. Wtedy prawdopodobnie zapadnie decyzja, czy 38-letni Polak zostanie wydalony z Wielkiej Brytanii.

Detektyw Bartosz Weremczuk, który przez kilka miesięcy pracował na zlecenie Czesława K., twierdzi, że obrońcy męża Grażyny Kuliszewskiej obecni w sądzie wskazywali, że istnieją dowody na jego niewinność. Jednak jedyny świadek jak do tej pory nie złożył zeznań. „Dowód ten ma rzekomo posiadać polska prokuratura, która nie przedłożyła go brytyjskiemu sądowi, co dla podejrzanego i jako obrońców jest wyraźnym sygnałem na brak rzetelności i bezstronności polskiego wymiaru sprawiedliwości” – pisze detektyw Weremczuk.

„Kobieta, która nawiązała bliższą relację z Czesławem”

Kim jest świadek, który miał zeznawać na korzyść Czesława K.? – W naszej ocenie tajemniczym świadkiem może być kobieta, która po śmierci Grażyny Kuliszewskiej nawiązała bliższa relację z Czesławem i miała pomagać mu zdobywać dowody na jego niewinność. Zebrane przez nas materiały mogą świadczyć o tym, że niedługo po pogrzebie żony Czesław miał romans z młodą Polką – przekonuje detektyw Bartosz Weremczuk w rozmowie z Fakt24. Nie wiadomo, dlaczego tajemnicza kobieta nie złożyła jeszcze zeznań na korzyść Czesława K. Czy to możliwe, że sama ma wątpliwości, co do jego niewinności?

Prokuratura nie chce odnosić się do relacji detektywa. – Nie komentujemy doniesień medialnych – zaznacza prokurator Marcin Michałowski z Prokuratury Okręgowej w Tarnowie w rozmowie z Fakt24 i dodaje, że osobom zainteresowanym sprawą poleca zapoznanie się z procedurą Europejskiego Nakazu Aresztowania.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Przełom ws. zaginięcia Madeleine McCann?

Zaginięcie Madeleine McCann. Czy zagadkowa sprawa wkrótce zostaje wyjaśniona? Najnowsze informacje do których dotarli dziennikarze portalu nine.com.au, mogą okazać się przełomowe. O co dokładnie chodzi?

Sprawa Madeleine McCann co i rusz wraca na okładki pierwszych stron gazet oraz zajmuje główne miejsca na portalach. Ostatnio tajemnicze zaginięcie 4-latki po raz kolejny zainteresowało opinię publiczną za sprawą produkcji „Netflixa”. Dokument przynosi kilka ciekawych wątków, które wcześniej nie były tak znane. W kilkuodcinkowym serialu możemy zobaczyć wywiad z policjantami oraz rozmowę z prywatnym detektywem, który prowadził swoje śledztwo wśród siatki pedofilskiej. Niestety, nie udało mu się dotrzeć do jakiegokolwiek wiarygodnego śladu po Madeleine McCann. Czy po dwunastu latach o zaginięcia 4-latki, w końcu poznamy prawdę?

Nadziei na odnalezienie Madeleine McCann nie traci dr Mark Perlin, który na co dzień pracuje jako ekspert w firmie Cybergenetics. Naukowiec, który posługuje się nowatorską metodą przy badaniu DNA, twierdzi, że jest w stanie pomóc policji oraz określić, czy faktycznie w samochodzie rodziców 4-latki odnaleziono ślady dziewczynki.

Madeleine McCann zaginęła 3 maja 2007 roku w portugalskim hotelu Mark Warner. Do dziś jej los pozostaje nieznany.
Źródło info i foto: se.pl

Tajemnicze zaginięcie 17-letniego Fabiana

To było morderstwo, a nie zaginięcie! Tak o zniknięciu 17-letniego Fabiana Zydora z Tarnowej (woj. wielkopolskie) mówi prywatna detektyw Aneta Nowak. Po ponad rocznym śledztwie policjanci nie rozwikłali zagadki zaginięcia nastolatka. 30 października 2016 r. Fabian wracał z imprezy od kolegi. Do domu miał tylko 100 m ciemną ścieżką w lesie, potem kawałek oświetloną już drogą asfaltową. Nigdy jednak nie dotarł.

Gdy rodzinne i policyjne poszukiwania na nic się nie zdały, w wyjaśnienie zagadki zaangażowała się prywatna detektyw Aneta Nowak z Biura Detektywistycznego Damka. Jej zdaniem, kluczem do rozwikłania zagadki są koledzy, z którymi Fabian spędzał feralny wieczór i ich znajomi.

Podejrzenia detektyw padły na dwóch kolegów Fabiana. – Wiem, że jeden z nich był też podejrzewany przez policję. Feralnego wieczoru był jedyną trzeźwą osobą, kierował samochodem. Opuścił imprezę 20 minut przed Fabianem. Koleżanki mówiły mi, że jeden z ich kolegów prosił Fabiana, by ten nie wracał sam do domu. Miał powiedzieć: „Jak wyjdzie, to zobaczy”. Tak jakby go ostrzegał. Potem jednak utrzymywał, że niczego takiego nie powiedział – opowiada Nowak.

Detektyw twierdzi, że ma mocne poszlaki wskazujące na to, że Fabian nie żyje. – Mówiłam o tym policji. W ogóle mam duże zastrzeżenia do jej pracy i zgłosiłam to odpowiednim jednostkom. Nie mam pewności, że teren, który niedawno wskazaliśmy został dobrze przeszukany – mówi Nowak.

– Cały czas szukamy żywego człowieka. Nie wykluczamy żadnego scenariusza. Sprawdzamy wszelkie sygnały, także od pani detektyw, ale przełomu nie ma – mówi st. sierż. Adam Wojciński z wrzesińskiej policji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Przełom w poszukiwaniach Ewy Tylman?

Sprawa zaginięcia Ewy Tylman trwa już od listopada, kiedy trop po niej urwał się na moście świętego Rocha w Poznaniu. Jej zniknięcie owiane jest tajemnicą, którą od prawie pół roku usiłują rozwikłać funkcjonariusze policji, Grupa Specjalna Płetwonurków RP przeszukująca rzekę Wartę oraz detektyw Krzysztof Rutkowski. Jeden z płetwonurków biorących udział w poszukiwaniach udzielił obszernego wywiadu reporterce portalu gloswielkopolski.pl, w którym zdradza, że sprawa Ewy Tylman nie jest zwykłym utonięciem.

Poszukiwania Ewy Tylman trwają już tyle czasu nie bez powodu. Policja przetrzymuje w areszcie mężczyznę podejrzanego o powiązanie z jej zaginięciem, jednak prokuratura nie może postawić mu zarzutów, ponieważ nie ma dowodów na jego winę. Oskarżony nie przyznaje się też do winy. Z zeznań świadków wynika, że Ewa wpadła do rzeki Warty z mostu Świętego Rocha w Poznaniu. Dlatego to właśnie na rzece i jej dnie skupiono całe poszukiwania.

Maciej Rokus, szef Grupy Specjalnej Płetwonurków RP zdradza w rozmowie z reporterką portalu gloswielkopolski.pl, że sprawa Ewy Tylman, to nie było zwykłe utonięcie. Dodatkowo wyznaje, że ma swoje zdanie na temat tego, gdzie może się znajdować ciało Ewy Tylman. Nie może jednak na razie ujawnić szczegółów swojego pomysłu, gdyż – jak twierdzi „śledztwo nie jest prowadzone w kierunku zwykłego utonięcia”. Specjaliści cały czas badają rzekę i jej dno, a my ciągle czekamy na rozwikłanie zagadki związanej z zaginięciem Ewy Tylman.
Żródło info i foto: se.pl

Krzysztof Rutkowski tropi złodziei

Znany detektyw Krzysztof Rutkowski postanowił pomóc w rozwiązaniu zagadki „kradzieży stulecia” na Dolnym Śląsku. Z jednego z Wałbrzyskich mieszkań w dziwnych okolicznościach zniknęło ponad 100 tysięcy funtów… Na początku lutego, z prywatnego mieszkania przy ul. Poznańskiej w Wałbrzychu skradziono bardzo dużą sumę pieniędzy. Właściciele oceniają, że mogło to być nawet ponad 100 tysięcy funtów, czyli ponad 550 tysięcy złotych.

Szczegóły w sprawie kradzieży na specjalnej konferencji przedstawił Krzysztof Rutkowski oraz jeden z poszkodowanych. Niestety, okradziony mężczyzna ze względu na zły stan zdrowia, musiał opuścić konferencję. – Jest znerwicowany. Cały czas boi się kolejnych napadów – wyjaśnił detektyw Rutkowski.

– Złodzieje wpadli do mieszkania z bronią , bądź jej imitacją w ręku. Zastraszyli pokrzywdzonego. Przeszukali wszystko, wyrzucili rzeczy z szuflad i szaf. Dziwne jest jednak to, że nie ukradli całego majątku przechowywanego w mieszkaniu – wyjaśniał Krzysztof Rutkowski. – Przeoczyli, albo celowo zostawili oni blisko 600 tysięcy złotych – dodaje detektyw.

Pieniądze wybrane zostały z banku, ponieważ ich właściciel chciał zrealizować sporą transakcję międzynarodową. Zajmował się handlem i często dysponował dużymi sumami pieniędzy. Sprawcy doskonale zdawali sobie sprawę, że mężczyzna jest w posiadaniu tak sporej ilości gotówki. – Jestem pewien, to nie była przypadkowa kradzież – komentuje Rutkowski.

– Na tym etapie nie możemy powiedzieć nic więcej, jednak jesteśmy już na tropie osób, które mogą być bezpośrednio związane z napadem – wyjaśnia Krzysztof Rutkowski.

Wersja detektywa nieco różni się od wersji przedstawionej przez policję. – Ja nie biorę odpowiedzialności za to co mówi policja. Prowadzę alternatywne śledztwo, na podstawie zeznań świadków i pokrzywdzonych – mówił Rutkowski.
Żródło info i foto: Fakt.pl

Krzysztof Rutkowski: „Kajetan Poznański był widziany przy sex-shopie w Gdyni”

Pracujący bez licencji detektyw Krzysztof Rutkowski zaangażował się w poszukiwania Kajetana Poznańskiego. Morderca, który jest ścigany za makabryczną zbrodnię na warszawskim Żoliborzu, miał być widziany – według informatorów Rutkowskiego – w czwartek 11 lutego w Gdyni.

„Dostaliśmy precyzyjną informację od osoby, która go widziała” – chwali się na Facebooku Krzysztof Rutkowski.

Tym miejscem miały być okolice sex shopu na ulicy Świętojańskiej w Gdyni. Rutkowski, który za pomoc w schwytaniu Poznańskiego wyznaczył nagrodę w wysokości 50 tysięcy złotych, zapewnia, że dostaje bardzo dużo informacji o miejscu przebywania poszukiwanego. Większość telefonów na specjalny numer alarmowy 600 007 007 pochodzi z Wielkopolski, gdzie urodził się Poznański.

Podejrzany o popełnienie morderstwa jest poszukiwany przez policję nie tylko w Polsce, ale też na całym świecie. 27-letni Polak znalazł się na liście Interpolu w gronie najbardziej niebezpiecznych przestępców świata. Sprawą, jak ustaliło Radio ZET, zajmuje się także amerykańskie FBI. Ścigany listem gończym mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo nauczycielki języka włoskiego.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Krzysztof Rutkowski oferuje 50 tysięcy złotych nagrody za pomoc w zatrzymaniu Kajetana Poznańskiego

Hannibal z Żoliborza pod ostrzałem z każdej strony! Zabójcy Katarzyny J. (+31 l.) szuka już nie tylko policja w całej Europie i amerykańskie FBI, ale także Krzysztof Rutkowski. Słynny detektyw wyznaczył nawet 50 tysięcy zł nagrody dla osoby, która zdradzi kryjówkę Kajetana Poznańskiego (27 l.).

Każdy, kto widział Kajetana Poznańskiego, albo wie, gdzie się ukrywa, powinien przeczytać ten tekst. Bo za wskazanie miejsca pobytu mordercy, który obciął głowę pięknej nauczycielce języka włoskiego, można otrzymać wysoką nagrodę. Wyznaczył ją detektyw Krzysztof Rutkowski, który na własną rękę rozpoczął poszukiwania zwyrodnialca. Chce w ten sposób skłonić do zeznań tych, którzy do tej pory mówić się bali. – Osoba, która wskaże nam, gdzie jest Poznański i dzięki temu doprowadzi do ujęcia mordercy przeze mnie i moich agentów, otrzyma 50 tysięcy złotych – zapewnia Rutkowski i dodaje, że informator może liczyć na całkowitą anonimowość. Detektyw zdradził „Super Expressowi”, że jego telefon już się rozdzwonił. – Najwięcej doniesień o tym, że ktoś widział Poznańskiego, pochodzi z Wielkopolski, gdzie zabójca się urodził i wychowywał. Sprawdzamy każdy trop – mówi detektyw.

Chociaż Poznańskiego szuka policja ze 190 krajów i amerykańskie FBI, Rutkowski uważa, że Hannibal z Żoliborza nie opuścił Polski. – Takie osoby często szukają schronienia w miejscach, które dobrze znają. Nawet Saddam Husajn ukrywał się u bliskich w Iraku, zamiast uciekać na drugi koniec świata. Bardzo cenne mogą okazać się informacje od rodziny czy od przyjaciół z dzieciństwa, którzy podpowiedzą, gdzie Poznański spędzał ferie, wakacje, bo być może w którymś z tych miejsc się zaszył – dedukuje Rutkowski. Jest przekonany, że Hannibal już wkrótce zostanie schwytany. – Moi agenci złapali już niejednego groźnego przestępcę w kraju i za granicą. Dorwiemy i jego – zapewnia i prosi, by wszelkie informacje przekazywać pod nr tel. (+48) 600 007 007.
Żródło info i foto: se.pl

Jest wniosek prokuratury o areszt dla Radosława B.

Poznańska prokuratura złożyła wniosek o areszt dla Radosława B. Współpracownik Krzysztofa Rutkowskiego miał utrudniać śledztwo w sprawie zaginionej Ewy Tylman. To rodzice kobiety poprosili biuro Rutkowskiego o pomoc w poszukiwaniach zaginionej. Według śledczych jego współpracownik nakłaniać miał Karolinę K., jednego ze świadków w sprawie, do składania fałszywych zeznań. Mężczyzna został zatrzymany w piątek wieczorem. Dziś sąd zdecyduje, czy go aresztować. Policja przesłuchała też w charakterze świadka Krzysztofa Rutkowskiego. Zdaniem detektywa, zarzuty stawiane jego współpracownikowi są „bezpodstawne i absurdalne”. Rutkowski zapowiada, że złoży skargę na działania funkcjonariuszy.

Co się stało z Ewą Tylman?

26-latka zaginęła w nocy z 22 na 23 listopada. Wracała po imprezie do domu, a odprowadzał ją kolega, Adam Z. Mężczyzna, który widział kobietę jako ostatni usłyszał już zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. W piątek sąd zdecydował o 3-miesięcznym areszcie dla podejrzanego. Ciała kobiety do tej pory nie znaleziono. Dzisiaj poszukiwania nad Wartą zostaną wznowione.
Żródło info i foto: Radio ZET.pl

Radosław B. z zarzutem nakłaniania świadka do składania fałszywych zeznań

Zarzut nakłaniania świadka do składania fałszywych zeznań postawiła w sobotę poznańska prokuratura Radosławowi B., współpracownikowi kontrowersyjnego detektywa bez licencji Krzysztofa Rutkowskiego. Chodzi o utrudnienia śledztwa w sprawie zaginionej Ewy Tylman. W piątek wieczorem poznańska policja zatrzymała Krzysztofa Rutkowskiego oraz jego współpracowników Roberta Rewińskiego i Radosława B. Rutkowski sam poinformował o tym na Facebooku.

Sprawa Ewy Tylman. Krzysztof Rutkowski zatrzymany na autostradzie A2

– To było tylko zatrzymanie do kontroli – mówił w sobotę Rutkowski na konferencji prasowej w Poznaniu. Policjanci zatrzymali go na autostradzie A2, gdy wracał z Poznania do Łodzi. Rutkowski powiedział, że policja odebrała mu iPada oraz trzy telefony komórkowe, w których miał zapisane wszystkie numery do swoich klientów. – Nie mogę się z nimi skontaktować. To sparaliżowało prace naszego biura – powiedział Rutkowski. Został przesłuchany jako świadek w komendzie policji w Koninie.

Sprawa Ewy Tylman. Robert Rewiński – człowiek w kominiarce to jednocześnie szef serwisu internetowego

Również jako świadka przesłuchano Roberta Rewińskiego, redaktora naczelnego portalu Patriot24.net, który mocno angażuje się w promocję Rutkowskiego. Robert Rewiński poinformował na portalu, że policja odebrała mu telefon, komputer, aparat, nawigację GPS, notatnik oraz „całą dokumentację biura Krzysztofa Rutkowskiego”, która była w jego samochodzie.

W sobotę okazało się, że Robert Rewiński nie ogranicza się do relacjonowania sprawy jako dziennikarz. To on występował na konferencjach Rutkowskiego jako jeden z jego ludzi. Miał na twarzy kominiarkę, pokazywał dziennikarzom niewyraźne nagrania z monitoringu, doszukiwał się na nich zaginionej Ewy Tylman i jej kolegi Adama Z.

Sprawa Ewy Tylman. Radosław B. – były strażak z zarzutem od prokuratury

Radosław B., drugi człowiek Rutkowskiego, w sobotę dostał prokuratorskie zarzuty – miał nakłaniać do kłamstwa jednego ze świadków w sprawie Ewy Tylman. Chodzi o kobietę, która zgłosiła się na policję, twierdząc, że widziała na moście św. Rocha mężczyznę w niebieskiej kurtce. Miał wrzucać coś dużego do rzeki. Taką kurtkę miał na sobie Adam Z., kolega Ewy Tylman.

Policja potraktowała tę relację poważnie i w środę wieczorem z udziałem kobiety przeprowadziła eksperyment procesowy na moście św. Rocha. Kobieta miała pokazać, co widziała. Jednak, jak dowiadujemy się nieoficjalnie, pogubiła się. Wtedy przyznała też, że została przekupiona. Portal tvn24.pl podawał w piątek wieczorem, że chodzi o 10 tys. zł. Jednak z treści zarzutu, jaki postawiono człowiekowi Rutkowskiego, wynika, że chodzi jednak o tysiąc złotych.

Krzysztof Rutkowski mówił w sobotę, że Radosław B. to były strażak, współpracuje z nim od kilku miesięcy. Według Rutkowskiego jego współpracownik miał uczestniczyć jedynie w poszukiwaniach Ewy Tylman na Warcie.

– Był tu jako wolontariusz – dodała Patrycja Leśkiewicz, prawniczka Rutkowskiego i jednocześnie Radosława B.

Sprawa Ewy Tylman. Krzysztof Rutkowski: Policja w Poznaniu chce zepsuć mi opinię

Podobnie jak Rewiński Radosław B. też miał pokazywać się publicznie tylko w kominiarce. Dlaczego, skoro jest tylko byłym strażakiem i wolontariuszem? – Bo nie chce pokazywać twarzy – odparł Rutkowski.

Radosław B. nie przyznał się do winy. – Odpowiadał na pytania prokuratora i moje – powiedziała jego prawniczka. Krzysztof Rutkowski nie wierzy w winę swojego współpracownika. Uważa, że kobieta, która go obciążyła, kłamie.

Krzysztof Rutkowski sugerował w sobotę, że policja chce zepsuć mu opinię, podważa jego wiarygodność, bo wcześniej to on wprowadził ją w zakłopotanie. Rutkowski nawiązał do notatki, którą jego ludzie przekazali policji kilka dni po zaginięciu Ewy Tylman. Pisali w niej, że związek z zaginięciem dziewczyny może mieć jej kolega Adam Z., z którym wracała z imprezy. Policja od początku miała takie podejrzenia, ale skupiała się na zebraniu dowodów.

Sprawa Ewy Tylman. Krzysztof Rutkowski „wspomaga wymiar sprawiedliwości”?

– My oczywiście tego tak nie zostawimy – stwierdził Krzysztof Rutkowski. Zapowiedział złożenie skargi do prokuratora generalnego i wytoczenie pozwów mediom, które będą podawać informacje, że to on utrudnia śledztwo. Z kolei prawniczka Rutkowskiego chce zaskarżyć działania policji do sądu.

Krzysztof Rutkowski przyjechał do Poznania półtora tygodnia temu, by pomagać w poszukiwaniach zaginionej 26-latki Ewy Tylman, o co poprosiła jej rodzina. Z formalnego punktu widzenia Rutkowski nie jest detektywem, bo został pozbawiony licencji. W sobotę wyjaśnił, że umowę z rodziną Ewy Tylman podpisało jego biuro doradcze.

Patrycja Leśkiewicz, prawniczka Rutkowskiego, powiedziała, że zajmuje się on „wspomaganiem działalności wymiaru sprawiedliwości i pomocą ofiarom przestępstw”.

Ewa Tylman. Ojciec dotykał jej dowód osobisty

Już wcześniej pisaliśmy w „Wyborczej”, że policjanci mają żal do Rutkowskiego za utrudnianie śledztwa, choć oficjalnie tego nie potwierdzali. Chodziło o sprawę dowodu osobistego Ewy Tylman. Znalazła go na przystanku kobieta jadąca do pracy, włożyła do koperty i wysłała na adres rodziców Ewy.

Policja poinstruowała ojca dziewczyny, by pod żadnym pozorem nie otwierał przesyłki i nie dotykał dokumentu. Ojciec jednak otworzył kopertę i zrobił zdjęcie dowodu, które przekazał potem Rutkowskiemu. Dlaczego to tak ważne? Każdy kolejny ślad na dowodzie może utrudniać ustalenie, kto dotykał go wcześniej. A to może być kluczowe, by wyjaśnić rolę Adama Z., kolegi, z którym Ewa wracała z imprezy, gdy zaginęła.

W środę pytaliśmy o to podczas konferencji Rutkowskiego. Głos zabrał wtedy ojciec zaginionej Andrzej Tylman: – Rozciąłem kopertę, ale nie dotykałem dowodu. Chciałem zobaczyć, czy to rzeczywiście dokument mojego dziecka. Pan by tego nie zrobił?

Ewa Tylman nie żyje. Krzysztof Rutkowski gwiazdą mediów

– Jeśli ktoś mi zarzuca, że przyjechałem się lansować, to niech się walnie w łeb. Nie potrzebuję tego. Jestem na rynku 25 lat – mówił Rutkowski w środę na kolejnej konferencji w sprawie Ewy Tylman.

Rutkowski odnosił się do naszego komentarza, w którym pisaliśmy, że zamienił poszukiwania Ewy Tylman w medialną telenowelę, która ma jak najdłużej trzymać w napięciu opinię publiczną.

W czwartek Rutkowski zamieścił na swoim profilu na Facebooku informację, że Ewa mogła paść ofiarą mordu rytualnego.

Ewa Tylman nie żyje. Według prokuratury zabił ją kolega

Ewa Tylman, 26-letnia pracownica jednej z drogerii, zaginęła nad ranem w poniedziałek 23 listopada. Z kolegą Adamem Z. wracała z imprezy w klubie muzycznym. Po raz ostatni miejski monitoring nagrał ich w pobliżu mostu św. Rocha. Tam trop się urywał. Adam Z. twierdził, że nic nie pamięta, bo był pijany. Ewa Tylman nie żyje. Według prokuratury zabił ją kolega.

Tajemnicze zaginięcie młodej dziewczyny w centrum dużego miasta stało się głośne w całym kraju. I rozbudzało wyobraźnię. Internauci prześcigali się w spiskowych teoriach, takich jak uprowadzenie do sekty satanistycznej czymord rytualny.

Prokuratura uważa jednak, że wyjaśnienie jest znacznie prostsze. Ewa Tylman miała paść ofiarą kolegi, który widział ją ostatni. Postawiono mu zarzut zabójstwa z tzw. zamiarem ewentualnym. Oznacza to, że według prokuratury nie chciał zabić Ewy Tylman, ale mógł przewidzieć, że jego zachowanie doprowadzi do jej śmierci, i godził się na to.

Taki zarzut otworzył pole do domysłów, co mogło się wydarzyć nad Wartą. Jednak mimo niespotykanego zainteresowania opinii publicznej prokuratura odmawia podania szczegółów.

Podczas konferencji prasowej w nocy z czwartku na piątek rzeczniczka poznańskiej prokuratury Magdalena Mazur-Prus powiedziała jedynie, że w wyniku działań Adama Z. Ewa Tylman znalazła się w Warcie, ale „nie oznacza to, że wepchnął ją do wody”. Dodała, że o śmierci „nie zadecydowały ułamki sekund”. Prokuratura chciała, by sąd aresztował Adama Z. na trzy miesiące. W piątek przed godz. 17 sąd przychylił się do tego wniosku. Wcześniej za zamkniętymi drzwiami słuchał argumentów prokuratury i wyjaśnień podejrzanego.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Ludzie Krzysztofa Rutkowskiego podrabiali dowody ws. Ewy Tylman? Zatrzymano jedną osobę

Ludzie Krzysztofa Rutkowskiego mieli fabrykować dowody i utrudniać w ten sposób śledztwo dotyczące zaginionej Ewy Tylman – dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM. Policja na razie bardzo oszczędnie wypowiada się o tej sprawie. Potwierdza, że w piątkowy wieczór przeprowadziła akcję na terenie Wielkopolski. 1 osoba została zatrzymana.

Jak dowiedział się nasz reporter, wieczorem zatrzymane zostały trzy samochody, które następnie przeszukano. To przeszukanie ma na celu zabezpieczenie dowodów przestępstwa – informował rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Sam Rutkowski podał na Facebooku, że na autostradzie zatrzymali go policjanci z Poznania. Stwierdził, że nie wie, o co chodzi i ma informacje o tym, że podobny los spotkał też jego dwóch współpracowników.

Po przeszukaniach i przesłuchaniach Rutkowski został zwolniony. Zatrzymano jedną osobę. Jak ustalił nieoficjalnie nasz dziennikarz, to współpracownik byłego detektywa, Radosław B. Jego zatrzymanie zleciła prokuratura w Poznaniu w związku z utrudnianiem śledztwa.

Jak dowiedział się nasz dziennikarz, ludzie Rutkowskiego mieli fabrykować dowody tak, by dodatkowo obciążyć Adama Z. – głównego podejrzanego ws. zaginięcia Ewy Tylman. Sąd w Poznaniu zdecydował w piątek o zastosowaniu trzymiesięcznego aresztu dla Adama Z. – kolegi zaginionej Ewy Tylman, podejrzanego o jej zabójstwo. Mężczyźnie grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

W nocy z 22 na 23 listopada Ewa Tylman wracała po imprezie do domu. Odprowadzał ją kolega, Adam Z. Po raz ostatni 26-latka była widziana około godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. Po tym ślad po niej zaginął.
Żródło info i foto: RMF24.pl