Policjanci rozbili gang wyłudzający kredyty i pożyczki bankowe. Wpadło 12 osób

Kilkuset policjantów brało udział w akcji zatrzymania członków grupy przestępczej wyłudzającej kredyty i pożyczki bankowe. Zatrzymano 12 osób. To mieszkańcy województw: małopolskiego, lubuskiego, mazowieckiego oraz dolnośląskiego.

Wśród zatrzymanych są osoby kierujące grupą, kurierzy pocztowi, pośrednicy bankowi i pracownicy banków. Policjanci przeszukali 28 miejsc, zabezpieczyli telefony komórkowe, karty sim, komputery, fałszywą dokumentację oraz dokumenty tożsamości.

Jak działała grupa?

Członkowie grupy korzystali z bazy danych zawierającej dane osobowe (nazwiska, numery dowodów osobistych, itp.) co najmniej kilkuset osób. Użyli danych do założenia przez internet rachunków bankowych, na które potem wpływały pieniądze z wyłudzonych kredytów i pożyczek. Dochodziło również do fałszowania dokumentacji, na podstawie której kredyty bądź pożyczki mogły być udzielane.

Gotówka pochodząca z transakcji była wypłacana w bankomatach. Osoby, na których dane zakładano fikcyjne rachunki bankowe zaczęły dostawać powiadomienia o nieuregulowanych ratach kredytów i pożyczek. W wielu przypadkach dochodziło też do postępowań komorniczych.

W sumie grupa mogła oszukać około tysiąca osób na 5 milionów złotych. Jednak na policję zgłaszają się kolejne poszkodowane osoby.

Dwanaście zatrzymanych osób usłyszało zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i oszustwa. Część trafiła do tymczasowego aresztu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Watykan: Zawieszono 5 pracowników za nieprawidłowości finansowe

Pięciu pracowników Watykanu, w tym osoby zajmujące kierownicze stanowiska, zawieszono w obowiązkach w związku z dochodzeniem w sprawie możliwych nieprawidłowości w Sekretariacie Stanu i Urzędzie Informacji Finansowej – podał w środę włoski tygodnik „L’Espresso”.

Dzień wcześniej Watykan poinformował oficjalnie, że na wniosek tamtejszego prokuratora zajęto dokumentację i urządzenia elektroniczne w niektórych urzędach pierwszej sekcji Sekretariatu Stanu i w Urzędzie Informacji Finansowej, sprawującym nadzór nad wszystkimi operacjami za Spiżową Bramą.

„L’Espresso” twierdzi, że w rezultacie wszczętego dochodzenia zawieszono w obowiązkach pięcioro pracowników – świeckich i duchownych – z urzędów Sekretariatu Stanu, administracji, biura informacji i dokumentacji, a także dyrektora Urzędu Informacji Finansowej Tommaso Di Ruzzę.

Śledztwo dotyczy dokonywanych operacji finansowych, m.in. w sprawie zakupu nieruchomości za granicą, w tym w Londynie, oraz udziału brytyjskich spółek w tych operacjach.

Prowadzący dochodzenie analizują transakcje na kontach, przez które przepływa świętopietrze, czyli datki ze świata na cele wyznaczone przez papieża, a także inne wpływy przekazywane w ramach wsparcia dla Kościoła i działalności dobroczynnej.

Sprawdzane jest to, czy na kontach, na których wpływy ze świętopietrza sięgają nawet 400 milionów euro, doszło do nieprawidłowości.
Źródło info i foto: interia.pl

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało 9 osób podejrzewanych o zmowy przetargowe w kilku gminach

Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało dziewięć osób podejrzewanych o zmowy przetargowe. Mieli doprowadzać do niekorzystnego rozporządzenia finansami kilku gmin w Polsce. Naczelnik wydziału komunikacji społecznej Biura Temistokles Brodowski potwierdził we wtorek w rozmowie z PAP, że funkcjonariusze katowickiej delegatury CBA dokonali zatrzymań dziewięciu osób.

– Zorganizowana grupa przestępcza składająca się z szefów kilku firm oferowała gminom uzyskanie pomocy unijnej w zamian za wygranie przetargu – powiedział Brodowski. – Oferowali szkolenia dla szkół i przedszkoli, m.in. gminom Panki i Herby (Śląskie) oraz Opatów (Świętokrzyskie) i narazili je na straty do 3 mln zł – dodał.

– Agenci CBA przeszukali mieszkania zatrzymanych, zabezpieczyli też dokumentację, nośniki danych i kopie elektroniczne materiałów – podkreślił Brodowski.

Brodowski zaznaczył, że śledztwo CBA prowadzone jest wspólnie z Prokuraturą Okręgową w Katowicach i tam trafią osoby zatrzymane. Mają one usłyszeć zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, prania pieniędzy pochodzących z przestępstwa, fałszowania dokumentów i działania na szkodę jednostek samorządowych.

– Sprawa ma wiele wątków i rozwija się. Nie wykluczamy kolejnych zatrzymań – zapowiedział Brodowski.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

CBA w siedzibie GetBack

Jak ustaliła Wirtualna Polska, agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego zabezpieczyli dokumentację w siedzibie giełdowej firmy windykacyjnej GetBack. O aferze z wrocławską spółką mówi się, że może być jeszcze większa niż Amber Gold.

Agenci CBA pojawili się we wrocławskiej siedzibie GetBack w piątek z żądaniem wydania rzeczy i dokumentacji. Działania były podjęte w ramach postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie – mówi Wirtualnej Polsce Temistokles Brodowski z wydziału prasowego CBA. Zabezpieczenie dokumentacji trwało kilka godzin, odbyło się w normalnym trybie – bez zamykania siedziby, bez zatrzymywania jakichkolwiek osób.

Przypomnijmy, Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie podania do publicznej wiadomości 16 kwietnia przez członków zarządu spółki GetBack raportu bieżącego, w którym miały znaleźć się nieprawdziwe informacje. W skrócie dotyczyły one tego, że spółka otrzyma finansowe wsparcie od PKO BP i Polskiego Funduszu Rozwoju. – Łączna kwota finansowania udzielonego przez bank i PFR wyniesie do 250 mln zł. Strony prowadzą negocjacje mające na celu ustalenie pozostałych warunków finansowania – informował GetBack.

Zarówno PKO BP, jak i PFR szybko te informacje zdementowały. Sprawa najpierw trafiła do KNF, a później zajęli się nią śledczy. – Rozpowszechnione informacje wprowadzały lub mogły wprowadzić w błąd co do podaży, popytu lub ceny instrumentów finansowych lub mogły zapewnić utrzymanie się ceny jednego lub kilku instrumentów finansowych spółki GetBack. Wszczęcie śledztwa nastąpiło po niezwłocznym rozpoznaniu przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa skierowanego przez Komisję Nadzoru Finansowego – informuje rzecznik Prokuratury Regionalnej Agnieszka Zabłocka – Konopka.

Po wydarzeniach z 16 kwietnia, notowania spółki gwałtownie zanurkowały, a na giełdzie pojawiły się symptomy paniki. Po południu obrót akcjami i obligacjami GetBack został zawieszony przez GPW. Nazajutrz rada nadzorcza spółki postanowiła odwołać ze stanowiska prezesa Konrada Kąkolewskiego.

Przypomnijmy, afera z GetBack wybuchła, kiedy okazało się, że dług firmy rośnie w astronomicznym tempie. Jak ujawniono kilka dni temu, spółka nie oddała na czas 88 mln zł z tytułu wykupu obligacji i nie wypłaciła ponad 3 mln zł odsetek. Z kolei w obligacjach GetBack ulokowanych jest w sumie 2,6 mld zł. To blisko 3-krotnie więcej niż pieniądze utopione przez klientów w Amber Gold.
Źródło info i foto: wp.pl

Policjantka o aferze Amber Gold: „Miałam wrażenie, że sprawa była lekceważona przez prokuraturę”

Komisja śledcza ds. Amber Gold zdobędzie dokumentację medyczną prokurator z Gdańska, która nie pojawiła się na pierwszym przesłuchaniu. Posłowie chcą zweryfikować stan zdrowia Barbary Kijanko, nazywanej kluczowym świadkiem w sprawie, dlatego dzisiaj będą głosowali nad wnioskiem o zabezpieczenie dokumentów przez Prokuratora Generalnego. Przed komisją trwa przesłuchanie świadków, m.in. policjantki prowadzącej dochodzenie w sprawie.

Posłowie podejrzewają, że Barbara Kijanko unika spotkania z komisją, dlatego szukają kolejnych możliwości sprawdzenia, jak czuje się prokurator i czy rzeczywiście nie może powiedzieć, co wie o działaniu piramidy finansowej, jako prokurator, która umorzyła postępowanie w sprawie Amber Gold.

Z prośbą o zabezpieczenie dokumentów zwrócił się Zakład Medycyny Sądowej w Szczecinie – tamtejsi biegli ocenią stan zdrowia prokurator, ale przed zbadaniem potrzebują historii i przebiegu choroby oraz wglądu do wystawianych od czerwca zwolnień lekarskich. Przed komisją rozpoczęło się przesłuchanie kolejnych świadków. Miałam wrażenie, że sprawa Amber Gold była lekceważona przez prokuraturę w Gdańsku – zeznała policjantka Katarzyna Tomaszewska-Szyrajew.

Policjantka podkreślała utrudniony kontakt z prokuraturą. Prokurator prowadząca Barbara Kijanko nie odbierała telefonów w czasie pracy, więc wszystkie zdobyte informacje były przesyłane faksem. Policjantka mówiła też o utrudnionych oględzinach złota w skarbcu Amber Gold i nieodpowiednim zabezpieczeniu dokumentów. Aspirant stwierdziła, że w momencie, kiedy zajmowała się sprawą, nie czuła się właściwym gospodarzem, dodała że miała niewielkie doświadczenie w badaniu przestępczości gospodarczej, a w trakcie rozmów informowała swoich przełożonych o podejrzewanych nieprawidłowościach.
Żródło info i foto: RMF24.pl

CBA zatrzymało prorektora Wojskowej Akademii Technicznej

Prorektor Wojskowej Akademii Technicznej prof. Mariusz F. jest podejrzany m.in. o niekorzystne rozporządzanie mieniem uczelni na ponad 210 tys. zł – podało w piątek CBA. Został on zawieszony w czynnościach służbowych; ma wpłacić 30 tys. zł poręczenia majątkowego. W wielowątkowym śledztwie prowadzonym przez delegaturę Centralnego Biura Antykorupcyjnego w Białymstoku oraz przez tamtejszy Podlaski Wydział Zamiejscowy Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej badane są wątki korupcyjnego postępowania osób pełniących funkcje publiczne w instytucjach państwowych, w tym w WAT – podał w piątek wydział komunikacji społecznej CBA.

W ramach śledztwa CBA zatrzymało Mariusza F., prorektora ds. rozwoju WAT, oraz Piotra S., pracownika działu informatyki tej uczelni. Według CBA ustalenia śledztwa wskazują, że mężczyźni zawierali pozorne umowy, bezprawnie przywłaszczając sobie środki finansowe przyznawane na projekty naukowe realizowane w WAT. Funkcjonariusze przeszukali ich biura w WAT; zabezpieczono nośniki danych i dokumentację świadczącą o ich niezgodnej z prawem działalności. Jak podało CBA, Mariusz F. usłyszał w prokuraturze zarzut niekorzystnego rozporządzenia mieniem na szkodę WAT na ponad 210 tys. zł. Obu zatrzymanym przedstawiono też zarzuty przestępstw przeciw wiarygodności dokumentów i utrudniania śledztwa.

Według CBA obaj pracownicy WAT zostali zawieszeni w czynnościach służbowych. Mariusz F. wpłaci 30 tys. zł poręczenia majątkowego – dodano.
Żródło info i foto: Dziennik.pl
[wpsr_addthis]

Polka i Syryjczyk na czele gangu przemycającego imigrantów

Dwanaście osób, wśród nich kilku Syryjczyków, odpowie wkrótce przed sądem w sprawie nielegalnego przerzutu imigrantów z krajów arabskich, przez Polskę, do Europy Zachodniej. Śledczy udokumentowali, że gang tylko od czerwca do grudnia 2014 r. przewiózł co najmniej 97 osób. Informację o skierowaniu do gliwickiego sądu aktu oskarżenia w tej sprawie przekazali we wtorek przedstawiciele katowickiej prokuratury i Straży Granicznej, która rozbiła ten gang w 2014 r.

Syryjczyk i Polka na czele gangu

Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach Leszek Goławski powiedział, że organizatorami procederu było małżeństwo z Krakowa – Syryjczyk i jego żona-Polka. Stamtąd organizowali przerzut obywateli Syrii i innych krajów arabskich z tzw. szlaku bałkańskiego.

Na ławie oskarżonych zasiądą też kierowcy, którzy rozwozili imigrantów do różnych krajów Europy oraz czterech Syryjczyków, zatrzymanych przez Straż Graniczną podczas przerzutu. Za przewożenie każdego imigranta organizatorzy pobierali od 500 do 750 euro. Znacznie mniejsze pieniądze, ok. 100 zł za osobę, inkasowali polscy kierowcy, którzy zawozili cudzoziemców do Niemiec, Holandii, Szwecji i Danii. Polska była jedynie krajem tranzytowym.

Czekali na dalszą podróż w Krakowie

Rzeczniczka śląsko-małopolskiego oddziału SG kpt Katarzyna Walczak powiedziała, że polsko-syryjskie małżeństwo stworzyło grupę wykorzystując znajomości rodzinne i towarzyskie. Para zwerbowała polskich kierowców. Część imigrantów miała punkt werbunkowy w Austrii, w okolicy tamtejszego centrum islamskiego. Stamtąd byli zabierani w różne miejsca, m.in. do Krakowa, gdzie w wynajętych mieszkaniach i hostelu kilka dni czekali na dalszą podróż.

Kpt. Walczak zwróciła uwagę, że grupa została rozbita w 2014 r., zanim jeszcze problem napływu fali imigrantów do Europy stał się tak głośny jak obecnie. Cudzoziemcy byli zatrzymywani podczas kontroli drogowych na południu Polski. Po kilku kolejnych takich „trafieniach” SG zorientowała się, że ma do czynienia z międzynarodową grupą przestępczą. Prowadząc śledztwo funkcjonariusze SG współpracowali z kolegami z kilku innych państw europejskich. Imigrantów zatrzymywano także m.in. na Słowacji i w Austrii. W tych krajach zatrzymywani byli też polscy kierowcy.

„To tylko wierzchołek góry lodowej”

Według ustaleń śledztwa tylko od czerwca do grudnia 2014 r. gang przewiózł co najmniej 97 osób. „Zakładamy, że to tylko wierzchołek góry lodowej” – zaznaczył prok. Goławski i dodał, że śledztwo w tej sprawie nie zostało jeszcze zamknięte i są badane kolejne wątki.

Wśród blisko 100 osób zatrzymanych, poza Syryjczykami, są także obywatele Iraku. 80 proc. zatrzymanych cudzoziemców to mężczyźni. Jak powiedziała kpt. Walczak, zatrzymani cudzoziemcy mają możliwość uzyskania w Polsce uchodźcy, jednak żaden z nich nie złożył takiego wniosku.

Niektórzy zostali przekazani sąsiednim państwom, z których przyjechali do Polski, inni byli umieszczani w ośrodkach dla cudzoziemców – do czasu uzyskania dokumentów i zobowiązania ich do opuszczenia terytorium Polski. Niezależnie od tego odpowiedzą karnie przed polskim wymiarem sprawiedliwości za nielegalne przekroczenie granicy. Sześciu spośród oskarżonych odpowie za udział w grupie przestępczej inni – za współdziałanie przy nielegalnym przekroczeniu granicy.

Organizatorom może grozić kara do 8 lat więzienia, pozostałym – do 3 lat. Syryjczyk, który organizował przerzut imigrantów jako jedyny jest aresztowany. Organizatorzy nie przyznali się do winy, w przeciwieństwie do innych osób, które poddają się karze.
Żródło info i foto: interia.pl

Policjanci zabezpieczyli „Gęsiarkę”

Policjanci, na polecenie prokuratury, zabezpieczyli w poniedziałek obraz „Gęsiarka” znajdujący się w domu aukcyjnym „Rempex” – dowiedział się portal tvp.info. Funkcjonariusze otrzymali także dokumentację z danymi personalnymi osoby, która w kwietniu 2015 r. przekazała obraz w komis do „Rempexu”. Teraz biegli ustalą, czy to właśnie ta „Gęsiarka” zniknęła z Kancelarii Prezydenta i czy osoba, która chciała sprzedaży jest zamieszana w ewentualną kradzież.

– Prokurator wydał postanowienia o zabezpieczenie tego obrazu, który wg. informacji m.in. medialnych znajdował się w domu aukcyjnym. Funkcjonariusze zabezpieczyli obraz „Gęsiarka” i zostawili w depozycie w domu aukcyjnym – powiedział tvp.info prok. Przemysław Nowak, rzecznik stołecznej Prokuratury Okręgowej.

Prokurator Nowak przyznał także, że funkcjonariusze zabezpieczyli umowę z kwietnia 2015 r., kiedy to „osoba fizyczna oddała w komis ten obraz”. Teraz śledczy wezwą tę osobę, aby ustalić, czy może ona mieć związek z zaginięciem obrazu lub od kogo go otrzymała.

Śledztwo w sprawie znikających obrazów

W ubiegłym tygodniu stołeczna prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie kradzieży kilku przedmiotów z Kancelarii Prezydenta RP, między innymi właśnie obrazu „Gęsiarka”. Zawiadomienie złożyli urzędnicy Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy.

W zawiadomieniu o możliwości popełnienia przestępstwa napisano, że po inwentaryzacji wykonanej w 2014 roku stwierdzono, zaginięcie obrazów: „Gęsiarka” Romana Kochanowskiego i „Bydło na pastwisku” nieustalonego malarza, a także rzeźby rycerza na podstawie marmurowej i japońskiej miniwieży stereo.

Pierwszy trop

Miniony piątek przyniósł pierwszy przełom w sprawie. „Rzeczpospolita” poinformowała, że „Gęsiarka” może się znajdować w domu aukcyjnym „Rempex”.

– Obraz został wstawiony do nas w kwietniu bieżącego roku, a w maju został sprzedany. Gdy się teraz zorientowaliśmy, że jest to ten obraz, który został skradziony, zwróciliśmy się do właściciela o zwrot i on nam go zwrócił. My oddaliśmy mu pieniądze – powiedział w TVP Info Marek Lengiewicz, współwłaściciel domu aukcyjnego „Rempex”. Zaznaczył, że „na 98 proc.” jest przekonany, że to obraz, który zginął z kancelarii. – Autor nie malował replik – podkreślił.
Żródło info i foto: TVP.info

Projekcja filmu na sali sądowej

Sala sądowa zamieniła się w salę kinową. Na trzecim posiedzeniu w sprawie ekstradycji Romana Polańskiego do Stanów Zjednoczonych krakowski sąd ogląda film „Roman Polański: Ścigany i pożądany”. O dołączenie dokumentalnej produkcji do materiału dowodowego wnioskowali obrońcy artysty ściganego za gwałt na nieletniej. Adwokaci przed sądem starają się udowodnić, że pokrzywdzona zawarła ugodę z poszukiwanym, kara o której mowa w ugodzie została odbyta.

Zdaniem obrońców w filmie znajdują się dowody, że Roman Polański został poddany 42 -dniowej obserwacji w kalifornijskim więzieniu, co uznane zostało za karę. Na wczorajszym posiedzeniu sąd pochyli się także nad wnioskiem obrony o dołączenie do materiałów dowodowych oświadczenia wysłanego przez pokrzywdzoną i jej pełnomocnika.

Mamy deklaracje ze strony jej pełnomocnika i samej pani Samanthy, że gdyby trzeba będzie potwierdzić te okoliczności, są gotowi stawić się na wezwanie polskiego sądu. Jest to dla nas o tyle ważne, że strona przeciwna w tym postępowaniu potwierdza fakt zawarcia ugody i odbycia kary – wyjaśniał mecenas Jan Olszewski.

W 1977 roku Roman Polański został oskarżony o gwałt na 13-letniej dziewczynce. W ramach umowy pozaprocesowej reżyser przyznał się do jednego z zarzutów i za karę spędził 42 dni na obserwacji psychiatrycznej. Gdy jednak dowiedział się, że sędzia chce wycofać się z porozumienia, co może
oznaczać dla niego więzienie, wyjechał ze Stanów Zjednoczonych do Francji. Od tego czasu władze USA traktują go jako uciekiniera przed wymiarem sprawiedliwości.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

Pomyłka FBI kosztowała życie skazanych?

Niewiarygodna metoda identyfikacji sprawcy, niekompetentni pracownicy, niekompletna dokumentacja – tak jeszcze 20 lat temu wydawano w USA wyroki śmierci. Ile osób zostało niesłusznie pozbawionych życia? Możliwe, że setki.

Eksperci sądowi FBI przyznali, że do roku 2000 ich badania mogły być obciążone licznymi błędami. Wyniki praktykowanej wtedy metody identyfikacji sprawcy – analizy włosa często nie pokrywają się z o wiele dokładniejszymi badaniami DNA, wprowadzonymi 15 lat temu. Może więc okazać się, że wiele osób zostało niesłusznie skazanych na karę więzienia, a nawet śmierci.

Według przeprowadzonego przez amerykańskie Ministerstwo Sprawiedliwości dochodzenia co najmniej 32 wyroki śmierci mogły bazować na źle zinterpretowanych dowodach. Jak donosi „Washington Post”, 14 skazanych zostało już zabitych lub zmarło w więzieniach. Nie wiadomo, w ilu sprawach rzeczywiście popełniono błędy i w ilu przypadkach doprowadziło to do wydania niesprawiedliwych wyroków śmierci przez sąd. Kolejne postępowania są wciąż poddawane weryfikacji.

Błędy popełniano przez dwa dziesięciolecia, aż do roku 2000. To znaczy, że aż 26 z 28 rzeczoznawców mogło przedstawić przed sądem fałszywe informacje. Spośród 268 zbadanych dotąd postępowań aż w 95 proc. przypadków to właśnie specjaliści z FBI potwierdzili, że włos znaleziony na miejscu zdarzenia należy na pewno do oskarżonego, dając tym samym ostateczny dowód zbrodni. Dziś wiadomo, że metoda była niedoskonała, eksperci – niewystarczająco wykwalifikowani, a dokumentacja, jaką się podpierali – niekompletna. W ten sposób mogło dojść do niesprawiedliwego skazania setek podejrzanych o morderstwa, gwałty i rabunki.

FBI zapewnia jednak, że takie błędy nie wchodzą już dziś w grę. Od roku 2000 oprócz mikroskopowej analizy włosa konieczne jest badanie DNA. Ministerstwo Sprawiedliwości i FBI zobowiązały się też, że zrobią wszystko, by w przyszłości zagwarantować możliwie jak najwyższą dokładność testów.
Żródło info i foto: Fakt.pl