Wałbrzych: 37-latek udusił żonę sznurówką

Rodzinna tragedia w Wałbrzychu (Dolny Śląsk). Wszystko wskazuje na to, że 37-latek udusił swoją żonę sznurówką. Wpadł, bo zadzwonił po karetkę tłumacząc, że znalazł na ziemi nieprzytomną partnerkę. Śledczy nie dali wiary jego tłumaczeniom, a przeprowadzona sekcja zwłok tylko potwierdziła, że 40-latka została uduszona.

Dramat rozegrał się w nocy z piątku na sobotę w wałbrzyskiej dzielnicy Podgórze, przy ulicy Niepodległości. Na pogotowie zadzwonił mieszkaniec jednego z tamtejszych bloków, informując z przerażeniem, że znalazł na podłodze nieprzytomną żonę. Ambulans natychmiast udał się pod wskazany adres. Ratownicy nie mieli jednak komu już pomagać, bowiem przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon kobiety.

Dramat rozegrał się w nocy z piątku na sobotę w wałbrzyskiej dzielnicy Podgórze, przy ulicy Niepodległości. Na pogotowie zadzwonił mieszkaniec jednego z tamtejszych bloków, informując z przerażeniem, że znalazł na podłodze nieprzytomną żonę. Ambulans natychmiast udał się pod wskazany adres. Ratownicy nie mieli jednak komu już pomagać, bowiem przybyły na miejsce lekarz stwierdził zgon kobiety.

Jak zawsze w takich przypadkach sprawą zajęła się policja oraz prokurator. Podejrzenia szybko padły na męża 40-latki, którego zaczęto podejrzewać o uduszenie partnerki. Przeprowadzono sekcję zwłok, która tylko potwierdziła przyczynę zgonu, a niedługo potem mężowi ofiary postawiono zarzut zabójstwa.

37-latek od początku utrzymuje, że jest niewinny. Jego zapewnienia jednak nie wystarczyły i został aresztowany na 3 miesiące. Za morderstwo żony, do którego zdaniem śledczych miała posłużyć sznurówka, mężczyzna może dostać nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Chojnów: 32-letni Sebastian R. gwałcił 18-miesięcznego Szymka. Matka o tym wiedziała?

Koszmar chłopczyka zaczął się w maju tego roku, gdy w jego krótkim życiu pojawił się 32-letni Sebastian R. Mama Szymka i jego starszego brata poznała mężczyznę przez internet. Niedługo później wprowadził się do jej mieszkania. Mimo krótkiej znajomości, Justyna Z. pozwalała partnerowi opiekować się dziećmi. Nie widziała też nic złego w tym, że brał młodszego chłopca ze sobą do łóżka!

Koszmar rozegrał się w niewielkim Chojnowie na Dolnym Śląsku. 32-letni zwyrodnialec w zaciszu mieszkania gwałcił bezbronnego, 18-miesięcznego chłopca. Matka dziecka poznała Sebastiana R. przez internet. Niedługo później, w maju zamieszkał z nią i jej dziećmi: małym Szymkiem i jego 5-letnim bratem.

Choć 28-letnia Justyna Z. znała mężczyznę bardzo krótko, od razu mu zaufała. Zostawiała synów pod jego opieką, a z 18-miesięcznym Szymkiem pozwalała mu nawet spać. Krzywdę dziecka zauważył dopiero lekarz rodzinny. Skierował dziecko do szpitala. Tamtejsi specjaliści nie mieli wątpliwości – chłopczyk został brutalnie zgwałcony!

Sebastian R. usłyszał zarzut wielokrotnego zgwałcenia małoletniego poniżej 15 lat ze szczególnym okrucieństwem. Grozi mu za to kara więzienia na czas nie krótszy niż 5 lat. Był już wcześniej karany za przestępstwa narkotykowe oraz przeciwko zdrowiu i życiu. Matka dziecka, Justyna Z. jest oskarżona o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (również wielokrotnego). Może trafić do więzienia na 5 lat. Obaj chłopcy znajdują się pod opieką ciotki.

W czwartek, 25 lipca odbyła się pierwsza rozprawa. Oboje oskarżeni szli do sądowej sali ze spuszczonymi głowami. Słychać było tylko szczęk łańcuchów, którymi skuto ręce i nogi Sebastiana R. Na pytanie Fakt24, czy żałuje tego, co zrobił, odburknął: „Nic nie zrobiłem”. Sąd, na wniosek obrońcy, utajnił proces. Jak podkreślał, zrobił to nie tylko ze względu na to, że wyjaśnienia oskarżonego mogłyby naruszać dobre obyczaje, ale też ze względu na dobro skrzywdzonego dziecka.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Policja prosi o pomoc w sprawie brutalnego zabójstwa 10-latki

10-letnia Kristina z Mrowin na Dolnym Śląsku została zamordowana – dowiedziała się Wirtualna Polska. Prokurator rejonowy w Świdnicy Marek Rusin przyznaje, że na ciele dziewczynki znaleziono obrażenia wskazujące na udział osób trzecich.

Jak udało nam się dowiedzieć, dziewczynka została najprawdopodobniej uprowadzona. – Jej ciało znaleziono kilka kilometrów od miejsca zamieszkania – przyznaje prokurator. – Na ciele dziecka są obrażenia mogące świadczyć o zabójstwie – dodaje. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zwłoki były częściowo rozebrane, ale prokurator nie chce tego komentować. Jak ustaliło radio RMF FM, dziecko zginęło od ciosu ostrym narzędziem, najpewniej nożem.

Dzisiaj zostanie przeprowadzona sekcja zwłok dziewczynki oraz okazanie ciała rodzinie. – Wszystko wskazuje na to, że to poszukiwana – mówi prokurator. Na miejscu, w lesie w okolicy Imbramowic, cały czas pracują policyjni śledczy i prokurator. Zabezpieczanie dowodów trwało całą noc. Przesłuchiwani są kolejni świadkowie. W czwartek w okolicy policja zablokowała drogi dojazdowe.

Śledczy cały czas szukają sprawcy zabójstwa. – Trwają czynności operacyjne. Ich celem jest ustalenie sprawcy przestępstwa – mówi prokurator Rusin. Kristinę ostatni raz widziała nauczycielka około 200 metrów od domu. Dziewczynka wyszła ze szkoły o godz. 13:00 i skierowała się do domu. Już tam jednak nie dotarła.

Dolnośląska policja zwraca się z prośbą o pomoc do wszystkich osób mogących posiadać jakiekolwiek informacje w tej sprawie. Apel skierowany jest szczególnie do kierowców posiadających kamerki samochodowe, którzy w czwartek, w godzinach 8-18 poruszali się na odcinkach: Imbramowice- Pożarzysko Pożarzysko – Siedlimowice Imbramowice – Domanice Mrowiny – Pożarzysko. Dzwonić można pod numery telefonów 71 340-36-50, 71 782 41 08, 693-933-640, 605-535-833, 886-690-991 lub pod numer 112. Policja zapewnia anonimowość.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja z Bolesławca poszukuje uczestników nocnej strzelaniny

Policja szuka uczestników nocnej strzelaniny w Bolesławcu na Dolnym Śląsku. Broni użył jeden z mężczyzn, którzy szarpali się z ochroniarzami dyskoteki. Ranny w nogę został pracownik ochrony. Zabezpieczono już nagrania z monitoringu pokazujące zdarzenie. Mężczyźni uczestniczący w szarpaninie odjechali dwoma samochodami. Policja wie już, kto jest właścicielem jednego z nich.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Policyjny pościg za pijanym 26-latkiem na Dolnym Śląsku. Pościg zakończył się na dachu budynku

Na dachu budynku gospodarczego zakończył się policyjny pościg za 26-latkiem w Jedlinie-Zdrój (województwo dolnośląskie). Mężczyzna kierował samochodem pod wpływem alkoholu i narkotyków, nie miał też prawa jazdy i był poszukiwany za inne przestępstwa. Policjanci z Dolnego Śląska informują, że pościg za 26-letnim kierowcą rozpoczął się w Jedlinie-Zdroju (dolnośląskie) we wtorek około godziny 7:40. Mężczyzna nie chciał się zatrzymać do kontroli, gdy funkcjonariusze zauważyli, że przemiesza się z niesprawnym tłumikiem. Zamiast się zatrzymać, mężczyzna gwałtownie przyspieszył i rozpoczął ucieczkę.

Dolny Śląsk. Policyjny pościg zakończył się na dachu budynku gospodarczego

26-latek uciekał przed policyjnym radiowozem przez około trzy kilometry, by ostatecznie wjechać na teren jednej z posesji. Kiedy droga wewnętrzna się skończyła, swoją podróż zakończył na… dachu budynku gospodarczego. Tam został zatrzymany przez policjantów.

Po wylegitymowaniu okazało się, że mężczyzna nie ma uprawnień do kierowania pojazdami. Po zatrzymaniu uwagę policjantów zwróciła jego bełkotliwa mowa i poszerzone źrenice. Ostatecznie mężczyzna sam przyznał się, że jest pod wpływem narkotyków. Policjanci znaleźli też przy nim dwa woreczki z metamfetaminą.

To nie był koniec kłopotów 26-latka. Mężczyzna posiadał już wydane przez Sąd Rejonowy w Wałbrzychu w 2018 i 2019 roku dwa aktywne zakazy kierowania pojazdami i był poszukiwany celem osadzenia w zakładzie karnym – relacjonuje policja.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Przedszkolanka znalazła amfetaminę u 5-latka. Narkotyki należały do ojca dziecka

Przedszkolanka odkryła, że jej 5-letni wychowanek przyniósł ze sobą woreczek z narkotykami. Okazało się, że należały one do ojca dziecka. Mężczyzna tłumaczył, że znalazł je w lesie.

Do zdarzenia doszło w gminie Jelcz-Laskowice w woj. dolnośląskim. Dyżurny oławskej komendy policji otrzymał zgłoszenie od dyrektora jednego z lokalnych przedszkoli, że opiekunka znalazła u 5-letniego chłopca woreczek z białym proszkiem w środku. Ponieważ podejrzewała, że mogą to być narkotyki, zdecydowała się powiadomić dyrekcję.

Jej przypuszczenia okazały się słuszne. Policjanci, którzy pojawili się w przedszkolu, zbadali substancję i potwierdzili, że była to amfetamina. W toku dalszych czynności okazało się, że chłopiec najprawdopodobniej przyniósł narkotyki z domu. Funkcjonariusze udali się na miejsce i przeszukali mieszkanie rodziców dziecka. Tam znaleźli niecałe 10 gramów amfetaminy i niecałe 13 gramów marihuany.

Jak się okazało, środki te należały do 28-letniego ojca przedszkolaka. Tłumaczył, że znalazł je w lesie. Mężczyzna został zatrzymany, doprowadzony do komendy w Oławie i osadzony w policyjnym areszcie. Otrzymał zarzut posiadania narkotyków. Policja wystąpiła z wnioskiem o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci dozoru, na co przystała Prokuratura Rejonowa w Oławie.

Mężczyzna popadał wcześniej w konflikty z prawem. Policja sprawdza, czy nie zajmował się sprzedażą narkotyków. Za ich posiadanie grozi mu do 3 lat więzienia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kokaina ukryta w kartonach z bananami. Kolejne przypadki w dwóch województwach

W dwóch kolejnych województwach – na Dolnym Śląsku i w woj. łódzkim – znaleziono kokainę ukrytą w kartonach z bananami. W sobotę informowaliśmy o tym, że narkotyki schowane wśród owoców odkryli pracownicy sklepu spożywczego w Sokołowie Podlaskim na Mazowszu.

Do sklepów w ten sposób mogło trafić co najmniej 100 kilogramów narkotyków. Na spodzie kartonów z owocami odkryto w sumie ponad sto paczek ze środkami odurzającymi. Każda z nich waży około kilograma. Wszystkie trafiły do sklepów jednej z popularnych sieci.

W tej sprawie wszczęto już śledztwo. Policjanci ustalają, kto był dostawcą i odbiorcą towaru. Sklepy nie są bezpośrednim importerem bananów z zagranicy.

Możemy potwierdzić, że w popularnych sklepach sieciowych na terenie trzech województw: mazowieckiego, łódzkiego i dolnośląskiego pracownicy tych sklepów ujawnili w kartonach z bananami prawdopodobnie środki odurzające – mówi w rozmowie z RMF FM młodszy aspirant Antoni Rzeczkowski z Komendy Głównej Policji. Dla dobra śledztwa nie możemy ujawniać więcej informacji – dodaje.
Źródło info i foto: RMF24.pl

18-letnia dziewczyna ofiarą zbiorowego gwałtu?

Jak podaje „Uwaga!” TVN 18-letnia dziewczyna z Dolnego Śląska została brutalnie zgwałcona podczas jej własnej imprezy urodzinowej. Dziewczyna miała zostać zaproszona do domu jednego z przyjaciół. Tam czekała na nią impreza-niespodzianka. Dziewczyna utrzymuje, że przyjaciel podał jej „coś fioletowego do picia”. Wypiła, a od tego momentu nic nie pamięta.

W trakcie, gdy była nieświadoma, miała zostać wielokrotnie zgwałcona. Sprawcy mieli wszystko nagrywać na telefonach komórkowych, również na telefonie ofiary.

Następnego dnia policja zatrzymała dwie osoby. Ustalono, że poza tą dwójką przebywały tam jeszcze inne osoby – trzech obywateli Ukrainy i Polak.

Jak podali dziennikarze „Uwagi!” TVN ofiara zbiorowego gwałtu przeszła załamanie psychiczne, ma za sobą próbę samobójczą oraz zrezygnowała z regularnych zajęć w szkole – jest na indywidualnym toku nauczania.
Źródło info i foto: interia.pl

Przełom w sprawie, za którą skazano Tomasza Komendę?

– Na polecenie Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej we Wrocławiu zatrzymano drugiego podejrzanego o śmierć 15-letniej Małgosi z Dolnego Śląska – ustalił nieoficjalnie portal tvp.info. To za tę zbrodnie przesiedział 18 lat w więzieniu niesłusznie skazany Tomasz Komenda.

Zatrzymany dziś mężczyzna to – według prokuratury – człowiek, który razem z ujętym już rok temu podejrzanym, Ireneuszem M., miał brutalnie zgwałcić dziewczynkę i pozostawić ja na mrozie. 15-latka zmarła.

Więcej szczegółów na ten temat ma przedstawić Prokurator Generalny podczas briefingu o godz. 11.

Komenda został w 2004 r. prawomocnie skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności za gwałt i zabójstwo 15-latki, do którego doszło 31 grudnia 1996 r. Wyrok przez 18 lat odsiadywał w Zakładzie Karnym w Strzelinie. W marcu br. przez sąd penitencjarny został warunkowo zwolniony z odbywania kary i opuścił więzienie.

Zdaniem prokuratury, która powołała się na nowe dowody w sprawie brutalnego morderstwa, Komenda nie popełnił zbrodni, za którą niesłusznie spędził młodość w więzieniu. 16 maja Sąd Najwyższy uniewinnił Tomasza Komendę.

Teraz śledztwo w sprawie naruszeń funkcjonariuszy publicznych w sprawie morderstwa 15-latki i niesłusznej kary więzienia Komendy prowadzi Prokuratura Okręgowa w Łodzi. Prokuratorzy ustalają m.in., czy nie dochodziło do tworzenia fałszywych dowodów, które ukierunkowywałyby postępowanie przeciwko osobie niewinnej, bądź zatajania dowodów niewinności. Sprawa jest badana także pod kątem ewentualnego poplecznictwa i bezprawnego pozbawienia mężczyzny wolności.
Źródło info i foto: TVP.info

Atak nożownika w Wiązowie. 20-latka w szpitalu

Atak nożownika w Wiązowie na Dolnym Śląsku. 22-letni mężczyzna dźgnął nożem 20-latkę. Do ataku doszło przed godzina 7. w centrum miejscowości. Kobieta kilkukrotnie została dźgnięta nożem. Trafiła do szpitala. Ze wstępnych informacji wynika, że odniesione obrażenia nie zagrażają jej życiu. 22-latek został zatrzymany. Jeszcze dziś ma być przesłuchany. W miejscu, gdzie doszło do ataku, pracuje policja i prokuratura.

Motywy działania nożownika nie są znane. Nie wiadomo także, czy napastnik znał ofiarę.
Źródło info i foto: interia.pl