Tragiczny wypadek luksusowych aut z Polski na Słowacji. Prokuratura chce aresztu dla kierowców

Trzech miesięcy aresztu żąda słowacka prokuratura dla kierowców porsche, ferrari i mercedesa, którzy brali udział w wypadku w okolicy Dolnego Kubina. W wyniku zderzenia zmarł 57-letni Słowak. Po niedzielnym wypadku w północnej Słowacji, w którym zginął 57-letni mężczyzna, prokuratura żąda trzymiesięcznego aresztu dla biorących w nim udział kierowców z Polski – informuje RMF FM.

42-latek, który kierował porsche, podczas wyprzedzania nie zdążył wrócić na prawy pas i zderzył się z jadąca z naprzeciwka skodą. 57-letni kierowca pojazdu zmarł w drodze do szpitala, jego żona i syn zostali ranni.

Wypadek luksusowych aut. Do pięciu lat więzienia dla kierowcy porsche

Jemu grozi najwyższa kara – do pięciu lat więzienia. Słowacka policja chce pozbawić wolności także kierujących ferrari i mercedesem. Kierowcy w wieku 26 i 27 lat usłyszeli zarzut sprowadzenia zagrożenia na innych uczestników ruchu drogowego, za co może grozić im do trzech lat więzienia.

Wszyscy zostali zatrzymani. Policja ustaliła, że jechali trasą z Rajeckich Teplic przez Żylinę i Martin do Dolnego Kubina. Funkcjonariusze opublikowali numery ich tablic rejestracyjnych w nadziei na to, że kolejni świadkowie będą się zgłaszać.

Słowacja. Wyprzedzali mimo zakazu

Kierowcy wyprzedzali na drodze z zakazem wykonywania tego manewru w niedzielę około południa. Z przeciwka nadjeżdżała skoda. Mercedes zdążył zjechać na prawy pas, jadące za nim ferrari zaczęło hamować, wtedy porsche uderzyło najpierw w jego tył, a potem zderzyło się czołowo ze skodą.

O wypadku było głośno w słowackich mediach. „Ścigali się jak idioci, zabili niewinnego ojca rodziny” – napisał jeden z magazynów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Prokuratura domaga się przedłużenia aresztu dla Roberta J. Sprawa dotyczy oskórowania kobiety w 1998 r.

Do krakowskiego sądu wpłynął wniosek o przedłużenie aresztu dla Roberta J., podejrzanego o zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem studentki w 1998 roku – poinformowała Grażyna Rokita z zespołu prasowego Sądu Okręgowego w Krakowie. Sprawa dotyczy zabójstwa Katarzyny Z., której szczątki – fragmenty skóry i ciała – wyłowiono z Wisły 7 i 14 stycznia 1999 r. Tożsamość Katarzyny Z. ustalono dzięki badaniom genetycznym; kobieta zaginęła w listopadzie 1998 r.

W październiku 2000 r. prokuratura umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy. Posiedzenie w tej sprawie wyznaczono na 29 marca. Dotychczasowy termin stosowania aresztu wobec podejrzanego upływa 31 marca 2018 r.

Obawa matactwa

Podejrzany o zbrodnię 52-letni Robert J. został zatrzymany 4 października ub.r. Usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Nie przyznał się. Jak podała Prokuratura Krajowa, złożył obszerne wyjaśnienia, ale odmówił odpowiedzi na niektóre pytania.

Na wniosek prokuratury sąd aresztował go wówczas na trzy miesiące. Według sądu, przesłankami za aresztem były wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanego mu czynu oraz obawa matactwa procesowego i groźba wymierzenia surowej kary. Podobnymi przesłankami kierował się sąd, przedłużając w grudniu areszt o kolejne trzy miesiące do 31 marca.

Pod koniec 2011 r. krakowska policja poinformowała, że policjanci z tzw. Archiwum X ponownie analizują materiały śledztwa i ustalają nowe dowody. Było to możliwe m.in. dzięki postępowi w dziedzinie badań kryminalistycznych oraz współpracy z ekspertami różnych specjalności.

Na tej podstawie krakowska prokuratura w styczniu 2012 r. podjęła śledztwo na nowo i zleciła m.in. ekshumację szczątków. W wyniku oględzin stwierdzono wiele śladów kryminalistycznych i dowodów oraz zabezpieczono je na potrzeby śledztwa. Były to substancje, włosy, drobiny i włókna pozwalające – zdaniem śledczych – na podjęcie dodatkowych czynności.

Trójwymiarowy obraz przebiegu zabójstwa

W śledztwie powoływano najwybitniejszych polskich i zagranicznych biegłych różnych specjalności. Korzystano również z najnowszych technik śledczych, które pozwoliły na odtworzenie sposobu działania sprawcy i wykrycie ważnych z punktu widzenia dowodowego okoliczności zabójstwa.

Kluczowe dla śledztwa było sporządzenie trójwymiarowego obrazu przebiegu zabójstwa na podstawie danych biometrycznych ofiary i śladów działania sprawcy na niektórych tkankach ofiary. Na tej podstawie ustalono sposób zadawania ciosów i to, że mogła je zadawać osoba wyszkolona w określonych sztukach walki – trenował je właśnie Robert J. Istotne okazało się także określenie związków chemicznych, jakie były podawane Katarzynie Z.

Według ustaleń prokuratury, do zabójstwa studentki doszło między 12 listopada 1998 r. a 6 stycznia 1999 roku. Jak podawała PK, 12 listopada 1998 r. Robert J., stosując przemoc fizyczną, uwięził ją w zamkniętym pomieszczeniu i podawał środki chemiczne.

Kobieta była torturowana

Ponadto – według ustaleń śledczych – Robert J. torturował dziewczynę – kopał, bił tępym narzędziem i nożem, a także oskórował. „Te niezwykle brutalne działania sprawcy doprowadziły do śmierci pokrzywdzonej 23-letniej studentki religioznawstwa z Krakowa” – podała PK.

Zdaniem prokuratury, sprawca działał w wyniku „motywacji patologicznej o podłożu seksualnym, w celu zaspokojenia swojego patologicznego popędu seksualnego, a także w celu pozbawienia życia ofiary ze szczególnym okrucieństwem”. W przypadku uznania winy Robertowi J. grozi kara więzienia na czas nie krótszy niż 12 lat, 25 lat lub dożywocie.

Śledztwo prowadzi wydział zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Polska pozwała ukraińskiego inwestora, który kupił akcje FSO

Polska wytoczyła proces ukraińskiemu inwestorowi, który 12 lat temu kupił akcje FSO na warszawskim Żeraniu – informuje piątkowa „Rzeczpospolita”.

Skarb Państwa zarzuca ukraińskiej firmie Awto-ZAZ (Zaporoski Zakład Budowy Samochodów w Zaporożu), która w 2005 r. kupiła od niego pakiet kontrolny Fabryki Samochodów Osobowych SA, że nie wywiązała się z umowy z polskim rządem i domaga się przed sądem ponad ćwierć miliarda złotych odszkodowania – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

To precedensowa sprawa, a jej inicjatorem jest Ministerstwo Rozwoju, które sprzedało akcje. W jego imieniu występuje Prokuratoria Generalna.

– Skarb państwa domaga się od pozwanego zapłaty tytułem niewykonania zobowiązań umownych – wyjaśnia „Rzeczpospolitej” mec. Sylwia Hajnrych, rzecznik Prokuratorii Generalnej, i przypomina, że Awto-ZAZ nabył 19,9 proc. akcji dających 84,31 proc. głosów na walnym zgromadzeniu.

Gwarancja utrzymania produkcji aut i zatrudnienia

Sprzedaż FSO ukraińskiemu inwestorowi sfinalizowano w czerwcu 2005 r. w czasach rządu Marka Belki. Prywatyzacja zakładu miała uchronić go od upadłości. Za pakiet akcji Skarb Państwa otrzymał zaledwie 100 zł. Nie chodziło jednak o pieniądze za akcje, ale o gwarancję utrzymania produkcji aut i zatrudnienia – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

W artykule wskazano, że w umowie z Polską oraz pięcioletnim planie inwestycyjnym firma zobowiązała się do kontynuacji działalności fabryki, utrzymania zatrudnienia (wtedy 2,2 tys. osób) oraz zwiększenia produkcji (m.in. wprowadzenia nowego modelu auta).
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Centrum Szymona Wiesenthala domaga się reakcji UEFA po ataku na piłkarzy z Izraela

Dyrektor Centrum Szymona Wiesenthala domaga się reakcji UEFA wobec Legii Warszawa po tym, jak grupa pseudokibiców zaatakowała piłkarzy jednego z izraelskich zespołów w hotelu w Kępie pod Płońskiem (Mazowieckie). Legia Warszawa poinformowała wcześniej, że nie widzi żadnych podstaw ani dowodów pozwalających twierdzić, że osoby biorące udział w zajściu były kibicami stołecznego klubu.

Centrum Szymona Wiesenthala to międzynarodowa agencja żydowskiej walcząca o ochronę praw człowieka i zachowanie pamięci o Holokauście. Jej dyrektor Shimon Samuels w liście do prezydenta UEFA stwierdził, iż autorami napaści na zawodników Hapoel Petach Tikwa byli fani Legii Warszawa.

„Tak brutalny atak, musi mieć swoje konsekwencje” – napisał Samuels , dodając iż sprawą powinien zająć się Komitet Dyscyplinarny UEFA.

O ataku na terenie hotelu, w którym izraelscy sportowcy przebywali w ramach zgrupowania przygotowawczego, powiadomił policję jego dyrektor.

Grali z MKS Ciechanów

Hapoel Petah Tikva rozgrywał sparingowe spotkania z lokalnymi drużynami piłkarskimi. W środę zmierzył się z zespołem MKS-u Ciechanów. Po pojedynku doszło do ataku na ekipę izraelskiego klubu. Na profilu izraelskiego zespołu na Facebooku pojawiła się informacja, że sprawcy ataku „są kibicami Legii Warszawa”.

„Po tym, jak większość piłkarzy wróciła do hotelu, grupa zamaskowanych faszystów, którzy są kibicami Legii Warszawa, wdarła się na boisko i próbowała pobić kilku członków zespołu, którzy zostali z tyłu” – napisano.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szwecja: Zamachowiec ze Sztokholmu domaga się adwokata muzułmanina

Szwedzka policja jest pewna, że sprawcą zamachu jest Rachmat Akiłow. Uzbek złożył w poniedziałek wniosek o zmianę obrońcy z urzędu. Zamachowiec domaga się adwokata muzułmanina, który tak samo jak on musi być sunnitą. Rozprawa przeciwko Rachmatowi Akiłowowi rozpocznie się we wtorek i będzie tłumaczona na język rosyjski. Prokuratura zarzuca mu dokonanie „przestępstwa terrorystycznego”, polegającego na zamordowaniu czterech osób za pomocą ciężarówki oraz ranieniu 15 przechodniów.

Jeszcze przed rozprawą sąd w Sztokholmie odrzucił wniosek Uzbeka o zmianę obrońcy. Zamachowcowi nie odpowiada obecny obrońca z urzędu John Eriksson. Rachmat Akiłow chciał adwokata tego samego wyznania co on. Sędzia uznał wniosek mężczyzny za bezzasadny i go odrzucił.

Sprawa zamachowca ze Sztokholmu budzi wiele emocji. Według mediów mężczyzna podczas wstępnego przesłuchania przyznał się do kradzieży ciężarówki i rozjeżdżania przechodniów. Miał też przyznać śledczym, że „jest zadowolony z tego, co zrobił” i „z dokonania tego, czego chciał dokonać”.

Zamachowiec był poszukiwany przez policję

Rachmat Akiłow w 2014 roku starał się w Szwecji o prawo stałego pobytu. Jednak w 2016 roku jego wniosek został odrzucony, a kilka miesięcy później miał dobrowolnie wyjechać z kraju. Od lutego 2017 był poszukiwany przez policję, która miała doprowadzić do jego deportacji.

Policja podała, że Uzbek sympatyzował z organizacjami ekstremistycznymi, w tym z tzw. Państwem Islamskim. Według jednej z gazet mężczyzna mówił, że dostał od ISIS bezpośredni rozkaz dokonania zamachu. Po ataku terrorystycznym zatrzymano jeszcze jedną osobę, ale policja nie ujawniła żadnych informacji w tej sprawie.
Źródło info i foto: wp.pl

Kapitan Costa Concordia z wyższym wyrokiem?

Spodziewane jest ogłoszenie wyroku sądu apelacyjnego ws. kapitana statku Costa Concordia. Francesco Schettino został skazany na ponad 16 lat więzienia za doprowadzenie do katastrofy wycieczkowca w 2012 r., w której zginęły 32 osoby. Prokurator domaga się dla niego 27 lat więzienia.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Jacek D. chce spadku po żonie, którą zabił

Ta zbrodnia wstrząsnęła całą Polską. Jednak mimo że minęło od niej osiem lat, ma swój przykry ciąg dalszy. Jacek D. (42 l.) ze Środy Wielkopolskiej, który zamordował swoją żonę, teraz przed sądem domaga się spadku po niej. Tę zbrodnię drobiazgowo zaplanował. Pomagała mu kochanka Magdalena M. i to ona w końcu opowiedziała śledczym o tym, jak Jacek D. uprowadził Agnieszkę D. (+34 l.) spod domu, wywiózł do lasu i udusił. A potem upozorował, że cała rodzina została porwana, a jego żona zabita przez mafię, bo fryzjerka nie chciała płacić haraczu.

W zbrodnię wciągnął swojego 9-letniego wówczas syna Jacka, który w środku zimnej grudniowej nocy zadzwonił na policję i drżącym głosem powiedział, że jest w lesie, bo ktoś porwał jego mamę i tatę. Jak później wyszło na jaw, Jacek D. udusił linką swoją żonę w obecności 9-latka, bo kobieta zdecydowała się odejść od męża, który ją zdradzał. W momencie zbrodni Jacek D. kazał się synowi odwrócić. Mężczyzna do końca procesu nie przyznawał się do winy. Mimo to sędzia nie dał się wyprowadzić na manowce. Jacek D. został skazany na dożywocie w więzieniu.

Teraz siedzi za kratkami, ale chyba się tam nudzi, bo właśnie wymyślił kolejny sposób na to, żeby wszyscy przypomnieli sobie o brutalnej historii sprzed lat. Mężczyzna złożył wniosek do sądu, w którym. domaga się spadku po żonie, którą zamordował. – Mój klient wnosi między innymi o ustalenie składników majątku – tłumaczy Piotr Łuczak, pełnomocnik Jacka D.

Małżeństwo przed tragedią żyło bardzo dostatnie. Mieli dobrze prosperujący salon fryzjerski w centrum miasta, mieszkanie, samochody. Jacek D. domaga się spadku, mimo że kilka lat temu na wniosek rodziny jego żony sąd w Poznaniu uznał go niegodnym dziedziczenia. – To była standardowa procedura – wyjaśnia mec. Łuczak. A jego klient zabójca liczy teraz na znacznie większą łaskawość sądu. Już wkrótce rozprawa w Sądzie Rejonowym w Środzie Wielkopolskiej.
Żródło info i foto: se.pl

Tragedia w Kamieniu Pomorskim. Prokurator żąda 15 lat więzienia dla Mateusza S.

Pięć lat więzienia zażądał prokurator dla Mateusza S., który 1 stycznia 2014 r. zabił sześć osób w Kamieniu Pomorskim (Zachodniopomorskie) wjeżdżając autem w grupę osób. Prokurator Bożena Krzyżanowska chce też, by oskarżonemu dożywotnio odebrano uprawnienia do prowadzenia jakichkolwiek pojazdów oraz by o warunkowe zwolnienie z więzienia mógł się starać po 12 latach.

Jak argumentowała w swej mowie końcowej, nie ulega wątpliwości, że S. jest sprawcą katastrofy w ruchu lądowym „popełnionej działaniem umyślnym”. Bezpieczeństwo na drogach zależy m.in. od represji wobec sprawców naruszania zasad ruch i są one istotnym elementem zwalczania i zapobiegania takim zachowaniom – podkreśliła.

Zdaniem prokurator nie zachodzą żadne okoliczności łagodzące, które pozwoliłyby na wymierzenie oskarżonemu niższej kary, niż maksymalna przewidziana za jego czyn.

Jak podkreśliła, oskarżony naruszył szereg zasad bezpieczeństwa, a skutki jego zachowania są ogromne i nieodwracalne: zginęło sześć osób, troje odniosło obrażenia. Prokurator wyliczała, że oskarżony jechał 30 km/h za szybko, nie założył okularów, mimo że miał orzeczenie lekarskie, które taki obowiązek na niego nakładało, jechał pod wpływem alkoholu i po zażyciu narkotyków.

Prokurator Krzyżanowska podkreśliła, że całą odpowiedzialność za tragedię, która się wydarzyła ponosi Mateusz S.: to on spowodował katastrofę, świadomie decydując się na jazdę pod wpływem alkoholu i po narkotykach. Jak dodała, żadnego przestępstwa nie popełniła jadąca wraz z S. samochodem kobieta. Według prokurator może ona jedynie ponosić moralną odpowiedzialność, bowiem miała wiedzę, że S. pił wcześniej alkohol.

Przypomniała też, że auto oskarżonego było sprawne, warunki atmosferyczne były dobre, a nawierzchnia ulicy bez zarzutu. – Przyczyny zmiany toru jazdy znane są tylko kierującemu – dodała.

Proces przed szczecińskim sądem okręgowym był prowadzony od nowa, ruszył we wrześniu ub. roku. 22 lutego mowy końcowe mają ma wygłosić pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych w procesie oraz obrońca S. Niewykluczone, że tego dnia zapadnie też wyrok.

Tragedia 1 stycznia 2015 roku

Mateusz S. 1 stycznia 2014 r. w Kamieniu Pomorskim wjechał autem w grupę osób, zabijając pięcioro dorosłych i dziecko. Ranne zostały trzy osoby, w tym dwoje dzieci – dziewczynka oraz chłopiec, który w wypadku stracił oboje rodziców.

Sprawa wróciła do sądu I instancji po tym, jak sąd apelacyjny uchylił w kwietniu 2015 r., wyrok skazujący Mateusza S. na karę 12,5 roku więzienia. Sąd apelacyjny stwierdził, że dokonano niepełnej oceny materiału dowodowego.

Prokuratura oskarżyła S. o umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym pod wpływem alkoholu i po użyciu narkotyków. Sąd Okręgowy w Szczecinie skazując po raz pierwszy S. na 12,5 roku więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych orzekł, że oskarżony w stanie nietrzeźwości i po użyciu narkotyków nieumyślnie spowodował katastrofę w ruchu lądowym zagrażającą życiu i zdrowiu wielu osób.
Żródło info i foto: onet.pl

Prokurator domaga się 13 lat więzienia dla Brunona Kwietnia

Kary łącznej 13 lat pozbawienia wolności zażądał dziś przed sądem prokurator dla oskarżonego o przygotowywanie zamachu terrorystycznego Brunona Kwietnia. Zdaniem prokuratora wina oskarżonego została udowodniona.

– Mamy do czynienia z osobą, która myśli, planuje i jest w stanie przeprowadzić zamach na najwyższe organy państwa – powiedział dziś w mowie końcowej prokurator Mariusz Krasoń. Dzisiaj krakowski Sąd Okręgowy zamknął przewód sądowy w procesie oskarżonego o przygotowywanie zamachu terrorystycznego Brunona Kwietnia i oddał głos stronom.

Prokurator przeanalizował w swojej mowie materiał dowodowy, wskazując, że wina Brunona Kwietnia została udowodniona przed sądem.

– Plan Brunona Kwietnia był realny i możliwy do przeprowadzenia. Dysponował on niezbędną wiedzą, możliwościami i urządzeniami, dokonał niezbędnych ustaleń i przygotowań – powiedział prokurator. Podkreślił, że przy wymiarze kary sąd powinien zwrócić uwagę na rozmiar szkody i jej skutki, bardzo wysoki stopień społecznej szkodliwości zarzucanych czynów i stopień winy oraz motywację i sposób zachowania sprawcy.

Kwiecień odpowiadał przed sądem za przygotowywanie od lipca do listopada 2012 r. ataku terrorystycznego na konstytucyjne organy RP, nakłanianie w 2011 r. dwóch studentów do przeprowadzenia zamachu oraz nielegalne posiadanie broni i handel nią.

Dziś głos zabiorą jeszcze obrońcy Brunona Kwietnia. Na kolejnej rozprawie 15 grudnia głos zabiorą obrońcy współoskarżonego Macieja O. i oskarżony Brunon Kwiecień.
Żródło info i foto: onet.pl

Prokuratura nadal chce aresztu dla Jana Burego

Katowicka prokuratura złożyła zażalenie na decyzję sądu, który odmówił aresztowania byłego posła PSL, Jana Burego. Jest on podejrzany o korupcję. Śledczy uważają, że tylko aresztowanie polityka może zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania. Informację o przesłaniu zażalenia na postanowienie sądu rejonowego przekazał w piątek Tomasz Tadla z Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach. Rozpozna je Sąd Okręgowy w Katowicach. W skierowanym do sądu wniosku prokuratura domaga się aresztowania polityka do końca br. – wtedy bowiem upływa obecny termin śledztwa, które zapewne zostanie przedłużone.

Zatrzymanie Burego

Były poseł PSL został zatrzymany 18 listopada przez CBA. Kolejnego dnia Prokuratura Apelacyjna w Katowicach przedstawiła mu sześć zarzutów, dotyczących m.in. przyjmowania łapówek za wpływanie na działanie różnych instytucji państwowych. Chodzi o ponad 900 tys. zł. Może za to grozić kara do 12 lat więzienia. Kierując do sądu wniosek o aresztowanie polityka, prokuratura uzasadniała go „udokumentowaną” obawą matactwa i grożącą Buremu surową karą. Katowicki sąd nie uwzględnił prokuratorskiego wniosku i nie aresztował byłego posła. Sąd zdecydował, że nie zastosuje wobec Burego ani aresztu tymczasowego, ani innych środków zapobiegawczych.

Jak wyjaśniał później prezes sądu Michał Dmowski, nie uwzględniając wniosku o aresztowanie, sąd uznał, że choć istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez Burego zarzucanych mu przestępstw, nie ma potrzeby sięgania na tym etapie śledztwa po najsurowszy środek zapobiegawczy. Dmowski dodał, że jeśli prokurator uzna za konieczne stosowanie innych, wolnościowych środków zapobiegawczych, to ma kompetencje, aby samodzielnie o nich zdecydować. Zwolniony przez sąd Jan Bury oświadczył w rozmowie z dziennikarzami, że jest niewinny. Zapewnił, że stawi się na każde wezwanie prokuratury i sądu, by złożyć stosowne wyjaśnienia. Wyraził też przekonanie, że jego sprawa ma „w dużej mierze” charakter polityczny.

Bury miał przyjmować wysokie korzyści majątkowe

Zdaniem śledczych, Jan Bury jako poseł i wiceminister skarbu przyjmował wysokie korzyści majątkowe od co najmniej dwóch osób – które usłyszały już wcześniej zarzuty wręczania tych łapówek. Od jednego z biznesmenów Bury miał przyjąć łącznie 228 tys. zł – m.in. w formie sztabki złota. Trzy inne zarzuty dotyczą przyjmowania korzyści majątkowych lub pośrednictwa w przyjmowaniu łapówek za załatwianie spraw w różnych instytucjach. Zdaniem śledczych były poseł przyjął także 700 tys. zł od pewnego przedsiębiorcy, obiecując załatwienie korzystnego wyroku w Naczelnym Sądzie Administracyjnym. Pozostałe zarzuty wobec Burego są związane z nakłanianiem urzędników i przedstawicieli instytucji do działań niezgodnych z prawem.

– Chodzi o naciski na zbieranie określonych informacji i prowadzenie postępowania skarbowego w określonym kierunku – podała prokuratura. Na razie brak zarzutów w sprawie NIK Prokuratura dotychczas nie przedstawiła Buremu formułowanych już wcześniej zarzutów związanych z Najwyższą Izbą Kontroli. W tym postępowaniu występują także prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski, były wiceprezes NIK Marian Cichosz oraz wicedyrektor rzeszowskiej delegatury Paweł Adamski (całą tę trójkę chronią immunitety). Chodzi m.in. o niezgodne z prawem wpływanie na wyniki konkursów w Izbie. Prokuratura podkreśla, że sprawa byłego posła PSL jest jednym z kilkudziesięciu wątków prowadzonego w Katowicach śledztwa, w którym badane są także niektóre wątki tzw. afery podkarpackiej. W innych wątkach postępowania zarzuty przedstawiono 13 osobom. Katowickie śledztwo toczy się od listopada 2013 r. po zawiadomieniu złożonym przez CBA. Początkowo wszczęto je pod kątem nadużycia uprawnień przez członków zarządu Elektrowni Kozienice i funkcjonariuszy publicznych w związku z postępowaniem przetargowym.

Szeroki zakres postępowania

Postępowanie ma jednak szerszy zakres. Dotyczy m.in. wyłudzenia wielomilionowych kwot z państwowych agencji dysponujących środkami europejskimi. W innym wątku podejrzanym jest biznesmen z Podkarpacia Łukasz M. Miał on poinformować Jana Burego o ofercie, jaką rzekomo mieli mu złożyć agenci CBA – zeznania obciążające Burego w zamian za bezkarność. Bury nagłośnił tę sprawę w liście do prokuratora generalnego. Inny wątek tzw. afery podkarpackiej wyjaśniany jest przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie, która na początku listopada przesłała do sądu akt oskarżenia w sprawie płatnej protekcji wobec trzech osób i zapowiada kolejne. Właśnie w ramach weryfikowania wyjaśnień podejrzanych złożonych w jednym z fragmentów tego śledztwa, w ubiegłym roku warszawska prokuratura apelacyjna i CBA podjęły działania polegające m.in. na żądaniu wydania określonych przedmiotów oraz przeszukaniu pomieszczeń należących m.in. do osób publicznych. Dotyczyło to m.in. pomieszczeń ówczesnych posła Burego, wiceministra infrastruktury Zbigniewa Rynasiewicza, prokurator apelacyjnej w Rzeszowie, dwóch byłych rzeszowskich prokuratorów, a także b. szefa rzeszowskiej delegatury UOP. Przeszukanie odbyło się również u ówczesnego proboszcza katedry polowej WP w Warszawie ks. płk. Roberta M.
Żródło info i foto: tvn24.pl