Były doradca Donalda Trumpa skazany na więzienie

Sąd federalny w Waszyngtonie skazał w czwartek Rogera Stone’a, byłego doradcę Donalda Trumpa, na 40 miesięcy więzienia za okłamywanie Kongresu oraz zastraszanie świadka. Administracja USA apelowała wcześniej o łagodny wyrok, a prezydent Trump nie wykluczał ułaskawienia. Do ogłoszenia wyroku dochodzi w trakcie wzmożonych napięć między Trumpem a wymiarem sprawiedliwości. Prezydent oceniał, że jego wieloletni doradca był „bardzo źle” traktowany przez prokuratorów i zasługuje na nowy proces.

Odmawiał jednak jasnej deklaracji czy zamierza ułaskawić Stone’a. W dniach poprzedzających wyrok w jego sprawie zdecydował się na skorzystanie z tego prezydenckiego prawa kilkukrotnie.

10 lutego prokuratorzy federalni rekomendowali sądowi skazanie Stone’a na karę od 7 do 9 lat więzienia. Dzień później Trump skrytykował na Twitterze proponowany przez prokuratorów wymiar kary. „Zalecany wyrok dla Stone’a jest okropny i niesprawiedliwy” – napisał amerykański prezydent i całą sprawę nazwał „poronioną sprawiedliwością”.

Jeszcze tego samego dnia ministerstwo sprawiedliwości wycofało się z tej rekomendacji i w piśmie do sądu oświadczyło, że odracza wydanie stosownej opinii. Podkreśliło jednocześnie, że zalecenie prokuratorów o karze od 7 do 9 lat więzienia „można uznać za nadmierne i nieuzasadnione”. Resort zapewnił także, iż nie konsultował tej sprawy z Białym Domem. Sprawa spowodowała jednak odejścia z ministerstwa.

Tweety prezydenta „uniemożliwiają pracę”

W odpowiedzi na wypowiedzi Trumpa prokurator generalny i minister sprawiedliwości USA William Barr oświadczył, że tweety prezydenta „uniemożliwiają mu pracę” i zaapelował do Trumpa, by już więcej nie tweetował o toczących się postępowaniach.

Demokraci uważają działania ministerstwa za motywowane politycznie, oskarżają Trumpa o naciski na wymiar sprawiedliwości i wzywają do wszczęcia śledztwa.

67-letni Roger Stone został aresztowany przez FBI w styczniu 2019 roku, po czym zwolniony za kaucją. W listopadzie ława przysięgłych uznała go za winnego wszystkich siedmiu stawianych mu zarzutów. Był on oskarżony m.in. o składanie fałszywych zeznań przed Kongresem w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA w 2016 roku, nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań i utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości.

Stone przez kilka dekad, z przerwami, był doradcą i powiernikiem Trumpa. W 1998 roku pracował w Waszyngtonie jako lobbysta na rzecz kasyn należących do Trumpa. Jako pierwszy zasugerował mu, by ubiegał się o prezydenturę.

W sztabie wyborczym Trumpa Stone pracował tylko w początkowej fazie kampanii prezydenckiej i oficjalnie odszedł ze sztabu już w połowie 2015 roku. W praktyce jednak nadal wspierał późniejszego prezydenta, m.in. oczerniając jego rywali.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratorzy chcą do 9 lat więzienia dla byłego doradcy Trumpa Rogera Stone’a

Prokuratorzy federalni zwrócili się do sądu w Waszyngtonie o skazanie Rogera Stone’a, lobbysty i byłego doradcy Donalda Trumpa, na karę od 7 do 9 lat więzienia. Wyrok ma zostać ogłoszony w przyszłym tygodniu. Roger Stone został aresztowany przez FBI w styczniu ubiegłego roku, po czym zwolniony za kaucją.

W listopadzie ława przysięgłych uznała go za winnego wszystkich siedmiu stawianych mu zarzutów. Był on oskarżany m.in. o składanie fałszywych zeznań przed Kongresem w sprawie ingerencji Rosji w wybory w USA w 2016 roku, nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań i utrudnianie działania wymiaru sprawiedliwości.

Był on też oskarżony o zaangażowanie w upublicznienie maili Hillary Clinton i innych Demokratów podczas kampanii przed wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku, w których Clinton rywalizowała z Trumpem. Dwóch współpracowników Stone’a zeznało, że współpracował on z Julianem Assange’em, założycielem portalu WikiLeaks, który upublicznił tę korespondencję.

Roger Stone – pracownik i powiernik Donalda Trumpa

Roger Stone przez kilka dekad, z przerwami, był doradcą, pracownikiem i powiernikiem Donalda Trumpa. W 1998 roku, gdy pracował w Waszyngtonie jako lobbysta na rzecz kasyn należących do Trumpa, jako pierwszy zasugerował mu, by ubiegał się o prezydenturę.

W sztabie wyborczym Donalda Trumpa Stone pracował tylko w początkowej fazie kampanii prezydenckiej i oficjalnie odszedł z niego już w połowie 2015 roku. W praktyce jednak nadal wspierał późniejszego prezydenta, na przykład oczerniając jego rywali.

67-letni Stone jest doświadczonym strategiem Republikanów; pracował już dla prezydenta Richarda Nixona, którego podziwia na tyle, że ma na plecach wytatuowany jego portret. Zasłynął z bardzo kontrowersyjnych metod działania i – jak przypominają agencje – często nazywa siebie „brudnym oszustem”. Przylgnęły do niego również inne przydomki, jak „słynny wojownik” czy „kłamliwy gaduła”.
Źródło info i foto: onet.pl

Armia USA zabiła jednego z przywódców Al-Kaidy

Amerykańskie wojsko zabiło przywódcę Al-Kaidy Półwyspu Arabskiego (AQAP) Kasima al-Rajmiego – poinformował prezydent USA Donald Trump. Wyjaśnił, że al-Rajmi został namierzony podczas akcji antyterrorystycznej w Jemenie.

– Al-Rajmi wykazywał bezwzględną przemoc wobec ludności cywilnej w Jemenie oraz starał się prowadzić i inspirować liczne ataki na Stany Zjednoczone i nasze siły – oświadczył Trump. Podkreślił, że śmierć Al-Rajmiego „dodatkowo degraduje AQAP i globalny ruch Al-Kaidy i przybliża nas do eliminacji zagrożeń, jakie te grupy stanowią dla naszego bezpieczeństwa narodowego”.

– Będziemy nadal chronić naród amerykański, tropiąc i eliminując terrorystów, którzy chcą wyrządzić nam krzywdę – powiedział Trump. Amerykański przywódca uważa AQAP za najgroźniejszy odłam Al-Kaidy. Nie wyjaśnił, kiedy al-Rajmi został zabity, natomiast według Agencji Reutera mógł on zginąć pod koniec stycznia w ataku drona w mieście Marib.

Sześć dni temu Lider AQAP ogłosił, że jego organizacja stoi za atakiem z grudnia 2019 r. w bazie lotnictwa morskiego w Pensacola na Florydzie.

– Gratulujemy naszemu muzułmańskiemu narodowi i przyjmujemy operację bohaterskiego męczennika, odważnego rycerza Mohammeda ibn Saida al-Szamraniego – mówił wówczas al-Rajmi.

6 grudnia 2019 r. oficer saudyjskiego lotnictwa Mohammed al-Szamrani zastrzelił trzy osoby w bazie Naval Air Station Pensacola, gdzie przebywał na szkoleniu. Zginął po wymianie ognia z dwoma policjantami. Przed atakiem opublikował na Twitterze wpisy o wymowie antyamerykańskiej.

Po strzelaninie Waszyngton ogłosił wydalenie 21 saudyjskich kadetów, bo w śledztwie ustalono, że wielu z nich miało kontakt z dziecięcą pornografią oraz miało dżihadystyczne i antyamerykańskie materiały. Żadnego z kadetów nie oskarżono jednak o to, że wcześniej wiedział o ataku. Nie ma też dowodów, by którykolwiek z nich pomagał zamachowcowi.
Źródło info i foto: TVP.info

USA: Prezydent Donald Trump uniewinniony

W środę amerykański Senat zagłosował za odrzuceniem dwóch artykułów impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa – nadużycia władzy i utrudniania pracy Kongresu. Decyzja ta kończy proces toczący się od grudnia ubiegłego roku w Kongresie.

Z uwagi na przewagę republikanów w tej izbie Kongresu uniewinnienie Donalda Trumpa było uważane za pewne. Do odsunięcia prezydenta od władzy wymagane były dwie trzecie głosów senatorów obecnych na sali.

52 senatorów głosowało za uniewinnieniem prezydenta, a 48 uznało, że jest winny nadużycia władzy. W przypadku głosowania nad drugim artykułem impeachmentu – 53 senatorów uznało, że Donald Trump nie jest winny utrudniania pracy Kongresu, a 47 uznało go winnym.

Wyłamał się jeden republikanin

Środowe głosowania przebiegły niemal idealnie wzdłuż partyjnych podziałów. Demokratom nie udało się przeciągnąć na swoją stronę innych uznawanych za umiarkowanych parlamentarzystów prawej strony. Z bloku republikanów wyłamał się jedynie senator Mitt Romney, który uznał, że Trump jest winny nadużycia władzy. O swojej decyzji były kandydat republikanów na prezydenta poinformował na kilka godzin przed głosowaniami.

Romney, senator ze stanu Utah, który startował w wyborach prezydenckich w 2012 roku, był od dawna bardzo krytyczny wobec Trumpa. Spodziewając się retorsji ze strony swej partii, która zwarła szeregi, by bronić prezydenta podczas procedury impeachmentu senator powiedział w środę telewizji Fox News, że „zniesie konsekwencje”. Senator opowiedział się jednak za uniewinnieniem Trumpa podczas głosowania nad drugim artykułem impeachmentu, zarzucającym mu utrudnianie pracy Kongresu.

Nancy Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów ostro skrytykowała republikańskich senatorów za brak szacunku dla prawa i porządku konstytucyjnego.

– Nadal istnieje niebezpieczeństwo, że prezydent może manipulować wyborami – stwierdziła czołowa polityk Partii Demokratycznej.

Jej zdaniem uniewinnienie Trumpa nie ma żadnej wartości, ponieważ kontrolowany przez republikanów Senat nie pozwolił na przeprowadzenie uczciwego procesu, między innymi nie dopuszczając do przesłuchania kolejnych świadków.

W pierwszych komentarzach „New York Times” ocenia, że rezultat głosowania to „doniosłe zwycięstwo Trumpa po pięciu miesiącach głośnego skandalu z Ukrainą”. Portal The Hill na gorąco pisze o „kończącej się sadze”.

Demokraci domagają się zeznań doradcy Trumpa

Demokraci nie dają jednak za wygraną. Nie wykluczają wezwania do zeznań pod rygorem odpowiedzialności karnej byłego doradcy Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego Johna Boltona, co mogą przegłosować w Izbie Reprezentantów, w której mają przewagę.

Bolton przestał pracować w Białym Domu we wrześniu ubiegłego roku. Powodem – jak spekulują media i zdają się potwierdzać wycieki z nieopublikowanej jeszcze jego książki – był konflikt z Trumpem dotyczący polityki wobec Ukrainy.

Bolton uznawany jest za głównego świadka w sprawie nazwanej „aferą ukraińską”. Republikański polityk odmówił jednak złożenia zeznań w ubiegłorocznym śledztwie w Izbie Reprezentantów.

W piątek Senat zadecydował głosami republikanów, że w parlamentarnym procesie Trumpa w tej izbie nie ma potrzeby wzywania świadków, w tym Boltona. Uznano to za kluczowy moment całego procesu, torujący drogę do szybkiego uniewinnienia prezydenta.

Czy „polowanie na czarownice” pomoże Trumpowi w reelekcji?

Kontrolowana przez demokratów Izba Reprezentantów w grudniu 2019 roku przegłosowała dwa artykuły impeachmentu Trumpa, stawiając tym samym prezydenta w stan oskarżenia. Pierwszy zawiera zarzut nadużycia władzy poprzez wywieranie nacisku na Ukrainę, aby wszczęła śledztwo wobec holdingu paliwowego Burisma, w którym zatrudniony był Hunter Biden, syn Joe Bidena, byłego wiceprezydenta USA i politycznego rywala Trumpa. Drugi artykuł stwierdza, że Trump utrudniał Kongresowi dochodzenie w tej sprawie.

Prezydent od początku twierdził, że jest niewinny, a śledztwo w swojej sprawie uznawał za motywowane politycznie i nie przyznawał się do żadnych nadużyć w polityce wobec Ukrainy. Działania demokratów często nazywał „polowaniem na czarownice”, dodawał także, że procedura impeachmentu będzie miała „pozytywny wpływ” na jego reelekcję w tegorocznych wyborach prezydenckich.

Prezydent Trump był trzecim prezydentem w dziejach Stanów Zjednoczonych, o którego dalszym pozostaniu na stanowisku decydował Senat. Wcześniej izba wyższa amerykańskiego Kongresu uniewinniła Andrew Johnsona w 1868 roku i i Billa Clintona w 1999 roku. Zarówno Johnson, jak i Clinton sprawowali urząd prezydenta do końca kadencji.

Prezydent Richard Nixon, któremu w 1974 roku groził proces w Kongresie, ustąpił sam.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kolejny atak lotniczy w Iraku. Zginęło 6 osób

W Iraku doszło do kolejnego ataku, niemal równo 24 godziny po tym, jak w Bagdadzie zginął irański generał Kasem Sulejmani. Wieścią o jego śmierci żył w piątek cały świat, tymczasem w Iraku znowu miał miejsce nalot. Tym razem zginęło co najmniej pięć osób. Atak został potwierdzony przez Siły Mobilizacji Ludowej. Doszło do niego w piątek w okolicach bazy at-Tadżi, na północ od Bagdadu, stolicy Iraku. Trafione zostały dwa samochody, w których jechali członkowie popierającego Iran sojuszu – informuje Associated Press.

Nie wiadomo, kto stoi za atakiem. Iracka telewizja państwowa obwinia Stany Zjednoczone, ale przedstawiciel USA zapewnił, że tym razem to nie Amerykanie przeprowadzili nalot. Stany Zjednoczone przyznały się do ataku czwartkowego, w którym zginął generał Kasem Sulejmani.

Koalicja nie przeprowadziła w ostatnich dniach żadnych nalotów w pobliżu at-Tadżi – oświadczył pułkownik Myles B. Caggins III, przedstawiciel amerykańskich sił walczących z ISIS w Iraku i Syrii.

W piątek życie straciło co najmniej pięć osób. Według niektórych źródeł ofiar jest sześć. Siły Mobilizacji Ludowej przekonują, że w nalocie nie zginął żaden z ich liderów. Sojusz twierdzi, że zaatakowany został jego konwój medyczny.

Kasejm Sulejmani nie żyje. Niespełna dobę wcześniej na lotnisku w Bagdadzie zabito irańskiego generała. Po jego śmierci Iran ogłosił trzy dni żałoby narodowej i zapowiedział odwet. Prezydent USA Donald Trump, który obwinia Sulejmaniego o śmierć Amerykanów w Iraku, zapewnił w piątek, że USA nie dążą do eskalacji konfliktu z Iranem.

„Podjęliśmy działania, by przerwać wojnę. Nie podjęliśmy ich, by wojnę rozpocząć” – oświadczył Donald Trump.
Źródło info i foto: o2.pl

Bagdad: Irański generał Kasem Sulejmani zabity w ataku USA. „Teheran zapowiada zemstę”

Irański generał Kasem Sulejmani, dowódca elitarnej jednostki Al Kuds i jeden z dowódców irackiej milicji Abu Mahdi al-Muhandis zostali w czwartek późnym wieczorem zabici w Bagdadzie. Władze USA potwierdziły dokonanie ataku. Duchowo-polityczny przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei ogłosił w piątek trzy dni żałoby narodowej po śmierci Sulejmaniego.

Śmierć Sulejmaniego i al-Muhandisa potwierdzili w nocy z czwartku na piątek iracka TV, rzecznik irackiej milicji i irańska Gwardia Rewolucyjna. Rakiety spadły na konwój samochodów należących do milicji w rejonie terminala towarowego lotniska.

Rzecznik irackich Ludowych Sił Mobilizacyjnych,będących szeroką koalicją proirańskich milicji, Ahmed al-Assadi, odpowiedzialnością za ich śmierć obarczył „amerykańskich i izraelskich wrogów.”

Wcześniej anonimowi przedstawiciele proirańskich milicji informowali nieoficjalnie, że w ataku zginęło pięciu ich członków i dwóch „ważnych gości”. Według jednej z wersji mieli oni zostać zaatakowani zaraz po opuszczeniu przez Sulejmaniego samolotu, w samochodach należących do milicji.

Al-Muhandis przybył na lotnisko w konwoju samochodów aby powitać Sulejmaniego, który przyleciał do Bagdadu z Libanu lub Syrii. Atak nastąpił zaraz po przywitaniu się z al-Muhandisem i zajęciu miejsc w samochodach.

Zginęło 8 osób

Według pierwszych informacji, atak przeprowadzono przy użyciu rakiet, które wcześniej identyfikowano jako Katjusze, ale późniejsze doniesienia zdają się tego nie potwierdzać. Według niektórych źródeł ataku dokonano z pokładu śmigłowców wojskowych. W ataku zginęło łącznie osiem osób, a dziewięć zostało rannych.

Al-Kuds, której dowódcą był Sulejmani jest specjalną jednostką irańskiej Gwardii Rewolucyjnej. Abu Mahdi al-Muhandis był założycielem i byłym przywódcą milicji Kataib Hezbollah. Właśnie bazy Kataibu bombardowali z powietrza Amerykanie w odwecie za śmierć w ataku rakietowym jednego ze swoich kontraktorów. W odpowiedzi proirańskie milicje zaatakowały w ub. wtorek ambasadę USA w Bagdadzie.

Punkt zwrotny na Bliskim Wschodzie

Associated Press podkreśla, że śmierć Sulejmaniego i al-Muhandisa może okazać się punktem zwrotnym w sytuacji na Bliskim Wschodzie i bez wątpienia spotka się ostrym odwetem ze strony Iranu i sił przez niego popieranych przeciwko interesom amerykańskim i izraelskim.

Źródła w amerykańskiej administracji początkowo jedynie potwierdziły dokonanie ataków na „dwa cele powiązane z Iranem”. Dopiero później Pentagon opublikował komunikat potwierdzający, że gen. Sulejmani został zabity przez siły USA na polecenie prezydenta Donalda Trumpa.

Trump nie skomentował śmierci Sulejmaniego. Po ataku na irańskiego generała zamieścił na Twitterze jedynie zdjęcie amerykańskiej flagi.

„Odpowiedzialność USA”

Minister spraw zagranicznych Iranu Mohammad Dżawad Zarif oświadczył w piątek, że dokonane przez siły USA zabójstwo dowódcy elitarnej jednostki Al Kuds Kasema Sulejmaniego było „wyjątkowo niebezpieczną i fałszywą eskalacją”.

„USA ponoszą odpowiedzialność za wszelkie konsekwencje tego zbójeckiego awanturnictwa” – napisał na Twitterze.

Dziennikarz Polsat News i prowadzący program „Dzień na świecie” Jan Mikruta podkreślił, że atak na Sulejmaniego, „choć USA nie prowadzą wojny z Iranem, może się wojną skończyć. Teheran zapowiada zemstę”.

Na piątek zapowiedziano zwołanie Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego Iranu w celu rozpatrzenia powstałej sytuacji – poinformował rzecznik Rady Kejwan Choszrawi.

Wpływowa osoba

Dziennik „New York Times” zauważa, że generał Sulejmani był wpływową osobą w Iranie oraz poza granicami tego państwa. „Nie tylko stał na czele irańskiego wywiadu oraz tajnych operacji wojskowych, ale był uznawany za jedną z najbardziej zręcznych i niezależnych wojskowych” – pisze portal tej nowojorskiej gazety.

Zaznacza też, że spekulowano, iż Sulejmani mógłby zostać nowym najwyższym przywódcą duchowo-religijnym w Iranie.

Trzy dni żałoby narodowej

Duchowo-polityczny przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei ogłosił w piątek trzy dni żałoby narodowej po śmierci Kasema Sulejmaniego, dowódcy elitarnej jednostki Al Kuds, zapowiedział też, że Stany Zjednoczone czeka surowa zemsta za zabicie generała.

„Męczeństwo jest nagrodą za jego niestrudzoną pracę, przez tyle lat (…). Jeśli Bóg zechce, jego dzieło i jego droga nie zakończą się w tym miejscu, a nieubłagana zemsta czeka zbrodniarzy, którzy unurzali dłonie w jego krwi i krwi innych męczenników” – dodał.

„Wszyscy wrogowie powinni wiedzieć, że dżihad oporu (przeciw USA) będzie teraz prowadzony ze zdwojoną determinacją, a bojowników świętej wojny czeka ostateczne zwycięstwo” – ogłosił Chamenei.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe informacje dotyczące strzelaniny w Jersey City

Sześć osób, w tym dwoje zamachowców i policjant, zginęło w wyniku strzelaniny, która wywiązała się we wtorek w Jersey City w Stanach Zjednoczonych. „To bardzo ciężki dzień. Zginął jeden z naszych najlepszych funkcjonariuszy” – napisał burmistrz miasta Steven Fulop. Specjalizujący się w przestępstwach z użyciem broni palnej 40-letni policjant Joseph Seals, który próbował wylegitymować późniejszych sprawców strzelaniny, został przez nich zastrzelony jako pierwszy. Doszło do tego koło pobliskiego cmentarza i synagogi.

Sprawcy próbowali się następnie schronić w sklepie JC Kosher Supermarket, gdzie zabili jeszcze trzy osoby. Media podają, że funkcjonariusze jednostki SWAT zastrzelili zamachowców. Ranni zostali dwaj policjanci, ale ich stan nie jest ciężki. Agencja Associated Press wskazuje, że sklep z produktami koszernymi jest centralnym punktem, wokół którego toczy się życie rosnącej z roku na rok wspólnoty ortodoksyjnych Żydów osiedlających się w Jersey City.

„Zginął jeden z naszych najlepszych funkcjonariuszy”

„To bardzo ciężki dzień dla Jersey City” – napisał na Twitterze burmistrz miasta Steven Fulop. „Zginął jeden z naszych najlepszych funkcjonariuszy” – napisał na Twitterze.

W 2008 roku Joseph Seals, o którym napisał burmistrz, wsławił się skutecznym powstrzymaniem gwałciciela, który zaatakował kobietę w Wigilię Bożego Narodzenia.

Trump o „straszliwej strzelaninie”

Prezydent USA Donald Trump był na bieżąco informowany o sytuacji w Jersey City – podają amerykańskie media. Na Twitterze napisał: „Dostałem informację o straszliwej strzelaninie, jaka miała miejsce w New Jersey. Nasze myśli i modlitwy kierujemy do ofiar oraz ich rodzin w tym ciężkim tragicznym czasie, jaki przeżywają. Będziemy śledzić sytuację i wspomagać lokalne oraz stanowe władze” – napisał Trump.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Prezydent USA chce uznać meksykańskie kartele narkotykowe za organizacje terrorystyczne

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że meksykańskie kartele narkotykowe zostaną w USA uznane za organizacje terrorystyczne. O tym, że Meksyk „nigdy nie zaakceptuje” takiego kroku, mówił wcześniej prezydent tego kraju Andres Manuel Lopez Obrador.

Trump poinformował o decyzji w wyemitowanym we wtorek wywiadzie, który przeprowadził z nim konserwatywny dziennikarz Bill O’Reilly.

– Pracowałem nad tym przez ostatnie 90 dni – zastrzegł prezydent. Dodał, że proces uznania karteli za organizacje terrorystyczne „nie jest łatwy”, ale jest już na zaawansowanym etapie.

Przed deklaracją Trumpa prezydent Meksyku oświadczył w poniedziałek, że jego kraj „nigdy nie zaakceptuje” uznania przez USA karteli za organizacje terrorystyczne.

W taki krok władz USA powątpiewał szef MSZ Meksyku Marcelo Ebrard. – Nie wydaję mi się, że Stany Zjednoczone pójdą taką ścieżką, gdyż pracujemy razem i nie myślę, że (Stany Zjednoczone) chcą otworzyć dla Meksyku możliwość powoływania się na te same zasady prawne – mówił w poniedziałek.

Po masakrze dziewięciorga amerykańskich mormonów na północy Meksyku na początku listopada Trump napisał na Twitterze, że USA są gotowe udzielić Meksykowi pomocy wojskowej. Do masakry doszło w regionie, w którym walczą ze sobą kartele narkotykowe.

„Dla Meksyku to czas, by z pomocą USA wszcząć WOJNĘ z kartelami i zetrzeć je z powierzchni ziemi. Czekamy tylko na telefon prezydenta!” – wzywał wtedy Trump.

Zgodnie z amerykańskim prawem członkowie organizacji terrorystycznych nie mają prawa wjazdu na terytorium Stanów Zjednoczonych. Nielegalne jest też wspieranie takich grup przez obywateli USA. Finansowe instytucje w USA mają również obowiązek zamrażania środków osób powiązanych z organizacjami terrorystycznymi.
Źródło info i foto: TVP.info

Amerykanie szczątki lidera ISIS potraktują jak ciało Osamy bin Ladena

Robert O’Brien, doradca prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa, oświadczył w rozmowie z mediami, że oczekuje, iż wojska amerykańskie postąpią z ciałem zabitego terrorysty według tego samego protokołu, co w przypadku lidera Al-Kaidy, Osamy bin Ladena. Jego szczątki po odprawieniu krótkiego muzułmańskiego nabożeństwa zostały wyrzucone do Morza Arabskiego.

Zarówno informatorzy CNN, jak i Robert O’Brien, prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa USA potwierdzają, że szczątki Abu Bakra al-Baghdadiego mają trafić do morza, tak samo jak stało się w przypadku Osamy bin Ladena, przywódcy al-Kaidy, organizatora zamachów z 11 września 2001 r.

Szczątki al-Baghdadiego trafią do morza

Amerykańskie media podają, że szczątki przywódcy Państwa Islamskiego maja trafić do morza. Tak samo potraktowano ciało innego „terrorysty wszech czasów”: Osamy bin Ladena.

Robert O’Brien, prócz szczegółów samej operacji zabicia terrorysty, zdradził na antenie NBC, jak nazwano operację sił specjalnych. Wspominał Amerykanów, którzy zginęli z rąk islamistów i powiedział, że operację nazwano na cześć jednej z nich – Kayli Mueller. Mueller zginęła w wieku 26 lat po tym, jak została uprowadzona przez Państwo Islamskie. Pracowała w Syrii jako pracownica organizacji humanitarnej. Była w niewoli islamistów kilka lat i zginęła w niejasnych okolicznościach. W niewoli była gwałcona i – jak opisywał „Washington Post” – miała być wykorzystywana seksualnie m.in. przez al-Baghdadiego.

Donald Trump triumfuje: „Zginął jak tchórz”

W telewizyjnym przemówieniu wygłoszonym z Białego Domu Donald Trump poinformował Amerykanów, że Stany Zjednoczone wymierzyły sprawiedliwość najgroźniejszemu terroryście. Prezydent USA powiedział, że al-Baghdadi został osaczony i wysadził się w powietrze nieopodal swojej kryjówki przy granicy iracko-syryjskiej.

– Zginął po tym jak wbiegł do tunelu bez wyjścia skomląc, płacząc i krzycząc – opowiadał. Donald Trump dodał, że przywódca Państwa Islamskiego zginął wraz z trójką swoich dzieci. – Ten bandyta, który starał się zastraszać innych spędził ostatnie chwile życia w całkowitym strachu i panice, ogarnięty przerażeniem gdy otaczały go amerykańskie oddziały – mówił prezydent USA. Donald Trump poinformował, że przeprowadzone na miejscu testy DNA potwierdziły tożsamość al-Baghdadiego. Prezydent USA podziękował za współpracę Rosji, Turcji, Syrii i Irakowi a także syryjskim Kurdom.

Śmierć przywódcy Państwa Islamskiego na całym świecie odbierana jest jako osobisty sukces prezydenta Donalda Trumpa, który w ostatnich tygodniach bardzo takiego sukcesu potrzebował. Nie dość, że był krytykowany za wycofanie wojsk z północnej Syrii, co otworzyło drogę do tureckiej ofensywy na tereny zajmowane przez Kurdów, to wciąż w toku jest postępowanie zmierzające do impeachmentu w związku z naciskami Trumpa na władze Ukrainy w sprawie syna Joe Bidena.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Spotkanie afgańskich talibów z Amerykanami

Delegacja afgańskich talibów spotkała się w stolicy Pakistanu ze specjalnym wysłannikiem USA Zalmayem Khalilzadem – poinformowała agencja Reutera, powołując się na dwa pakistańskie źródła. W czwartek talibowie spotkali się w Islamabadzie z szefem pakistańskiej dyplomacji Mehmoodem Qureshim. Jest to pierwszy znany kontakt talibów i Amerykanów po tym, gdy prezydent USA Donald Trump zawiesił w ubiegłym miesiącu rozmowy na temat wycofania z Afganistanu tysięcy amerykańskich żołnierzy w zamian za gwarancje niewykorzystywania jego terytorium jako bazy do zbrojnych ataków na Stany Zjednoczone i państwa sprzymierzone.

Trump zareagował w ten sposób na dokonany w Kabulu talibski zamach bombowy, w którym zginęli amerykański żołnierz i 11 innych osób. Źródła agencji Reutera zaznaczyły jednak, że trwające ponad godzinę spotkanie nie było wznowieniem formalnych negocjacji. – Przedstawiciele Talibanu spotkali się z Zalmayem Khalilzadem. Wszystko co mogę oświadczyć to to, że Pakistan odegrał wielką rolę w przekonaniu ich, jak ważne jest to dla procesu pokojowego – powiedział agencji Reutera zastrzegający sobie anonimowość wyższy przedstawiciel pakistańskich władz. Dodał, że w trakcie potwierdzonego także przez drugie źródło spotkania nie prowadzono formalnych negocjacji, gdyż jego celem było budowanie zaufania. Dalszych szczegółów nie ujawnił.
Źródło info i foto: tvn24.pl