Trwa wyjaśnianie przyczyn strzelaniny w barze w Kalifornii

Trwa wyjaśnianie krwawej strzelaniny, która miała miejsce w czwartek w barze na południu Kalifornii. Amerykańskie media informują o młodym mężczyźnie, jednej z ofiar ataku. W przeszłości był świadkiem innej strzelaniny – w Las Vegas. Wtedy udało mu się ujść z życiem.

28-letni David Long, były weteran amerykańskiej piechoty morskiej, zastrzelił w czwartek w barze na południu Kalifornii 12 osób. Sam popełnił samobójstwo.

Strzelanina miała miejsce w zatłoczonym klubie muzyki country w mieście Thousand Oaks. Ubrany w czarną bluzę z kapturem sprawca najpierw postrzelił stojącego w drzwiach strażnika. Następnie wszedł do środka i przez kilka minut strzelał do znajdujących się w środku młodych ludzi.

Sprawca zmagał się z problemami psychicznymi. Jego motywy nie są na razie znane.

Strzelanina w Kalifornii

Wśród ofiar śmiertelnych ataku był 27-letni Telemachus Orfanos. Mężczyzna był w przeszłości również świadkiem ataku w Las Vegas 1 października 2017 r. Wówczas sprawca zastrzelił z okna hotelu 59 osób i ranił ponad 800. Orfanosowi udało się przeżyć.

Mój syn był w Las Vegas z grupą przyjaciół i wrócił do domu. Nie wróci do domu ostatniej nocy. Nie chcę modlitw, nie chcę refleksji. Chcę kontroli dostępu do broni i mam nadzieję, że nikt nigdy już nie będzie się za mnie modlił. Chcę kontroli. Nigdy więcej żadnej broni – mówiła w rozmowie z mediami matka mężczyzny Susan Schmidt-Orfanos.

Jak informują amerykańskie media, w grupie świadków czwartkowej strzelaniny byli również inni świadkowie ataku w Las Vegas.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania: Szybciej dostaniesz kokainę niż pizzę. Nie ma problemu z dostępem do narkotyków

Mieszkańcy Wielkiej Brytanii nie mają problemu z dostępem do narkotyków. Około 37 proc. badanych stwierdziło, że może dostać kokainę w ciągu 30 minut. Z przeprowadzonego badania wynika, że 36,8 proc. ankietowanych w Anglii i 37,4 proc. respondentów ze Szkocji może otrzymać narkotyki w ciągu 30 minut. Oznacza to piąte i szóste miejsce w światowym rankingu.

Dla porównania 12,2 proc. Anglików i 19,8 proc. Szkotów stwierdziło, że w podobnym czasie może być do nich dostarczona pizza. Łącznie z 15 tysięcy przebadanych osób zażywających kokainę 30,3 proc. stwierdziło, że może otrzymać narkotyki w ciągu 30 minut, dla pizzy ten wynik wyniósł 16,5 proc.

Autorzy raportu twierdzą, że dealerzy narkotyków walczą o klientów nie tylko w kwestii jakości sprzedawanego produktu, ale także czasu dostawy i łatwości dostępu.

„W wielu miastach objętych monitoringiem tradycyjna sprzedaż uliczna przestaje być atrakcyjna” – informują autorzy raportu.

„W darknecie istnieje możliwość względnie bezpiecznego dostarczenia narkotyków za pośrednictwem skrzynki pocztowej”.

W badaniu wzięło udział 130 tysięcy osób zażywających narkotyki z 44 państw.
Źródło info i foto: rp.pl

Były szef CBA przegrał w sądzie

Wojewódzki Sąd Administracji oddalił skargę byłego szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego dotyczącą cofnięcia mu poświadczeń bezpieczeństwa, czyli dostępu do informacji niejawnych – dowiedział się Onet; Liczyłem się z działaniami odwetowymi – powiedział portalowi Paweł Wojtunik.

Jak ustalił Onet, 19 kwietnia br. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wyrok oddalający skargę Pawła Wojtunika na decyzję Prezesa Rady Ministrów w przedmiocie cofnięcia mu poświadczeń bezpieczeństwa osobowego. Rozstrzygnięcie sądu oznacza, że w mocy pozostają decyzje ministra koordynatora ds. służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, który w maju 2017 roku, jako organ drugiej instancji utrzymał w mocy cofnięcie dostępu do informacji niejawnych.

Wojtunik w skardze do WSA wytykał nowemu szefowi ABW Piotrowi Pogonowskiemu, który odebrał mu certyfikat, „wielokrotne złamania prawa”. Twierdził, że ustawa o ABW została bezwzględnie wykorzystana jako narzędzie w walce politycznej, służące do usunięcia ze stanowisk osób niezależnych od obecnej władzy.

„Liczyłem się z działaniami odwetowymi” – powiedział portalowi Wojtunik. Jak podkreśla, w ostatnim czasie wielokrotnie publicznie komentował skandale i patologie w funkcjonowaniu kierownictwa CBA oraz koordynatorów służb specjalnych.

Były szef CBA zapowiedział, że jego walka na wyroku WSA się nie kończy. „Po otrzymaniu orzeczenia, a jest ono nieprawomocne, wystąpię zgodnie z przysługującymi mi prawem o uzasadnienie i z całą pewnością będę składać skargę kasacyjną do NSA, w ramach której będę dalej dochodzić swoich racji” – zaznaczył Wojtunik.

Jak podkreśla Onet, cała historia zaczęła się w listopadzie 2015 roku, kiedy to Paweł Wojtunik podał się do dymisji z powodu rozpoczęcia przez ABW postępowania kontrolnego dotyczącego jego rozmowy z byłą wicepremier, minister rozwoju regionalnego Elżbietą Bieńkowską, nagranej w czerwcu 2014 r. w warszawskiej restauracji Sowa&Przyjaciele.

Po trwającym rok postępowaniu, ostatecznie cofnięto Wojtunikowi certyfikat bezpieczeństwa, uzasadniając, że „nie daje on rękojmi zachowania tajemnicy”. Były szef CBA odwołał się od tej decyzji do premier Beaty Szydło, lecz została ona podtrzymana.
Źródło info i foto: gazetaprawna.pl

Wraca problem pedofilii w Kościele

– Nie przypominam sobie sytuacji, w której ofiara księdza pedofila dostałaby wsparcie od wysokiego rangą duchownego – mówi Artur Nowak, współautor książki „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”.

Artur Nowak, prawnik wraz z żoną, psycholożką Małgorzatą Szewczyk-Nowak, przedstawił historie opisujące przemoc ze strony duchownych. W Radio TOK FM opowiedział o ofiarach przemocy seksualnej, którym najtrudniej szukać sprawiedliwości.

– O ile dopuści się tego nauczyciel czy strażak, cała społeczność staje po stronie dziecka. Natomiast w sytuacji, gdy chodzi o kapłana, bardzo często, zwłaszcza w małych miejscowościach, ci młodzi ludzie mają przeciwko sobie nawet rodziców. Całe parafie. Kiedy spróbują to zgłosić, skutecznie są namawiani, żeby na ten temat nie rozmawiać – mówił.

Duchowni: „To atak na Kościół”

Dlaczego prawnik zdecydował się napisać książkę? – Zainteresował nas ten temat, bo nie przypominam sobie sytuacji, w której ofiara zostałaby wzięta w obronę przez pozostałych księży albo dostała wsparcie od wysokiego rangą duchownego – powiedział Nowak, przytaczając jednocześnie kilka szokujących reakcji kapłanów.

– Są wypowiedzi, o których nie wiem, co mam myśleć. Choćby ta arcybiskupa Michalika, który powiedział, że dzieci lgną i wciągają w grzech dorosłą osobę. To niestety jest przerzucanie odpowiedzialności na dzieci. Z kolei biskup Dydycz powiedział, że wszelka rozmowa na temat pedofilii jest haniebnym atakiem na Kościół.

W trakcie audycji zauważył również wspólną cechę dla wielu przypadków pedofilii.

– Tak naprawdę księża wyszukują osoby, które mają niskie zasoby, jeśli chodzi o sytuację rodzinną – wyjaśnił.

Przestrzeń sprzyja pedofilii?

Autor książki stwierdził, że ważnym aspektem sprawy jest mentalność środowiska, którą trudno zmienić. Nazwał ją głęboko zakorzenioną „kulturą klerykalną”.

– Jest to sposób pewnego myślenia o kapłaństwie, wytworzony wśród wiernych oraz przez samych kapłanów. To ekskluzywny klub klerykalny osób we wspólnocie wiernych.

Dodał również, że wraz z żoną są przekonani, że istnieją pewne specyficzne uwarunkowania w przestrzeni Kościoła, które sprzyjają zjawisku pedofilii.

– Najważniejsze to dostęp do dzieci, bo kapłani mają autorytet przewodników duchowych. Pedofile w sutannach typują swoje ofiary już w konfesjonałach – ocenił.

Zdaniem Artura Nowaka bardzo często do stanu duchownego przychodzą ludzie, którzy chcą uciec przed swoją seksualnością.

– Niestety, już w seminariach dochodzi do nadużyć. Kościół wyraźnie sobie z tym nie radzi. Nie zgadzamy się na to, aby ten problem zamiatano pod dywan – dodał.

Nadzieja na poprawę?

Czy jest szansa na to, aby polscy hierarchowie zmienili nastawienie w sprawie pedofilii?

– Jesteśmy społeczeństwem coraz bardziej otwartym, coraz więcej jest informacji w mediach, dużą pracę wykonują dziennikarze. Myślę też, że kwestią czasu jest powołanie specjalnej komisji złożonej z osób świeckich z udziałem Kościoła. Tak jak miało to miejsce w Australii, w Niemczech czy Stanach Zjednoczonych – ocenił gość TOK FM.
Źródło info i foto: tokfm.pl

Zięć Donalda Trumpa stracił dostęp do „ściśle tajnych” dokumentów

Jared Kushner, bliski doradca prezydenta Donalda Trumpa oraz mąż Ivanki Trump, stracił dostęp do „ściśle tajnych” dokumentów – poinformowały we wtorek amerykańskie media. Kushner zachował jeszcze uprawnienia do dostępu i korzystania z „tajnych” dokumentów.

Według mediów klasyfikacja certyfikatu bezpieczeństwa Jareda Kushnera została obniżona z poziomu „ściśle tajnego” (Top Secret/SCI) do „tajnego” (Secret), co oznacza, że stracił on dostęp do ściśle tajnych dokumentów.

Kushner był jednym z wielu pracowników Białego Domu pracujących na podstawie tymczasowych certyfikatów bezpieczeństwa. Według stacji CNN i portalu Politico osoby te miały otrzymać w ubiegły piątek memo informujące ich, że posiadane aktualnie dostępy do informacji niejawnych zostaną ograniczone. Ruch ten pozbawił te osoby dostępu do danych zaklasyfikowanych jako wyselekcjonowane informacje wrażliwe – SCI (sensitive compartmentalized information).

„Pan Kushner zrobił więcej niż od niego wymagano”

Rzecznik prasowy zięcia prezydenta nie potwierdził informacji dotyczących zmiany klasyfikacji jego certyfikatu bezpieczeństwa, ale potwierdził wprowadzenie przez szefa kancelarii Białego Domu Johna Kelly’ego „nowych zasad” ich przydzielania. Według rzecznika regulacje te nie będą miały wpływu na „możliwość kontynuowania wykonywania przez niego bardzo ważnej pracy, którą powierzył mu prezydent”.

– Jeśli chodzi o jego certyfikat bezpieczeństwa, to pan Kushner zrobił w tym procesie więcej niż od niego wymagano. Osoby zaangażowane w ten proces ponownie potwierdziły, że dostępy wielu osób posiadających certyfikaty tego samego stopnia zostały opóźnione i normalne jest, że ich przegląd zabiera sporo czasu nowej administracji rządzącej, a zaległości w ich wydawaniu są aktualnie rozpatrywane. Nie zgłoszono żadnych uwag do aplikacji pana Kushnera – oświadczył rzecznik.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

USA: Szef FBI ostrzega obywateli przed telefonami Huawei. Dlaczego?

Na przesłuchaniu przed senacką komisją wywiadu, szefowie amerykańskich tajnych służb stwierdzili, że amerykańscy obywatele – ze względów bezpieczeństwa nie powinni używać produktów Huawei i ZTE. Koncern jednak stanowczo odrzuca te oskarżenia.

Władze są głęboko zaniepokojone ryzkiem, jakim jest udostępnienie firmom, współpracującym z zagranicznymi rządami, dostępu do naszej infrastruktury teleinformatycznej. Miały by one wtedy możliwość modyfikowania lub kradzieży informacji oraz prowadzenia operacji szpiegowskich – tak Chris Wray, szef FBI ostrzegał przed produktami Huawei i ZTE senacką komisję ds. wywiadu – informuje portal „The Verge”.

To nie pierwsze takie ostrzeżenie. Już w 2014 władze zablokowały chińskiemu koncernowi możliwość startu w przetargach rządowych, a teraz chcą utrudnić Huawei ekspansję na rynku użytkowników domowych. Senatorowie planują też zakazać urzędnikom używać chińskich produktów do użytku prywatnego.

Tymczasem dla Huawei amerykański rynek to bowiem ostatni element biznesowej układanki. Koncern stał się już drugim światowym producentem smartfonów, spychając Apple na trzecie miejsce. Wejście na rynek USA prawdopodobnie pozwoliło by chińskiej firmie stanąć na najwyższym stopniu podium. W ubiegłym roku wyadawało się jednak, że wreszcie to się im uda. Jednak AT&T, która miałą wprowadzić najnowszy flagowiec Huawei – Mate 10 – na rynek amerykański, w ostatniej chwili wycofała się z kontraktu.

Nic dziwnego, że koncern od razu zareagował na oskarżenia amerykańskich szefów służb. „Huawei jest świadomy szeregu działań rządu USA, które wydają się mieć na celu zahamowanie działalności Huawei na rynku amerykańskim. Nasza firma cieszy się zaufaniem rządów i klientów w 170 krajach na całym świecie i nie stanowi większego ryzyka dla bezpieczeństwa cybernetycznego niż jakikolwiek inny dostawca technologii ICT. Jesteśmy zobowiązani do otwartości i przejrzystości we wszystkim, co robimy. Huawei nadal będzie rozwijał swój globalny biznes poprzez znaczące zaangażowanie w innowacje, badania i rozwój oraz dostarczanie technologii, które pomagają naszym klientom odnosić sukcesy na wszystkich rynkach, gdzie ceni się innowacje i korzyści jakie z nich wynikają” – czytamy w oświadczeniu przysłanym do redakcji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Służby prześwietlą pasażerów samolotów

Już niedługo powstanie baza informacji o klientach linii lotniczych, którą stworzy Straż Graniczna. Nakazuje to Polsce unijna dyrektywa. Nad przepisami pracuje już MSWiA – pisze dzisiejszy „Puls Biznesu”. Do naszych danych lotniczych dostęp będzie miała policja i prokuratura, co jest zrozumiałe. Rodzi się jednak pytanie, dlaczego taką możliwość uzyska również skarbówka?

Chodzi o zapobieganie praniu brudnych pieniędzy czy łamaniu przepisów podatkowych. Częste loty do np. rajów podatkowych mogą być dla policji skarbowej poszlaką, że podatnik coś ukrywa tam swoje finanse.

To jednak kolejny mały krok w stronę ograniczania naszej wolności, co jest kolei potwierdzeniem tendencji obecnej w całej Europie. Do bazy Straży granicznej trafią wszystkie dane od adresu, przez informacje o bagażu, naszych specjalnych życzeniach w samolocie, po to jaki posiłek wybraliśmy.

Przewoźnicy będą przesyłać te dane dwa razy, na dobę przed wylotem i już po odprawie. A wszystko po to, aby w porę wykryć zagrożenia. Dane pasażerów mają być przechowywane przez 5 lat.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jerozolima: Zamieszki podczas Dnia Gniewu

Podczas środowego Dnia Gniewu ogłoszonego przez prezydenta Autonomii Palestyńskiej Mahmuda Abbasa doszło do starć między izraelskimi siłami bezpieczeństwa a Palestyńczykami. To czwarty z rzędu dzień zamieszek w Jerozolimie. Jak podaje telewizja Al-Dżazira, palestyńscy wierni starli się w środę z siłami izraelskimi przed jedną z bram do jerozolimskiego Starego Miasta. Policja użyła granatów hukowych w celu rozproszenia tłumu; Palestyńczycy obrzucili funkcjonariuszy przedmiotami i kamieniami.
 
Agencja dpa poinformowała, że z powodów bezpieczeństwa policja izraelska zamknęła dla turystów część jerozolimskiego Starego Miasta.

Dzień Gniewu wymierzony jest przeciwko nowej izraelskiej polityce bezpieczeństwa na Wzgórzu Świątynnym i zainstalowaniu wykrywaczy metalu oraz bramek obrotowych przy wejściu do meczetu Al-Aksa. Do protestu przyłączył się również Hamas, wzywając do demonstracji na Zachodnim Brzegu oraz w Strefie Gazy.

Na znak protestu zamkną meczety w Jerozolimie
 
Wielki mufti Jerozolimy Muhammad Ahmed Husajn wezwał w środę wszystkich palestyńskich muzułmanów do zebrania się w piątek przed bramkami do meczetu Al-Aksa. W ten dzień w proteście przeciwko polityce Izraela wszystkie jerozolimskie meczety mają być zamknięte. Wielki mufti skrytykował nowe izraelskie środki bezpieczeństwa, określając je jako zmianę obecnego statusu Wzgórza Świątynnego; premier Izraela Benjamin Netanjahu zastrzegł jednak w piątek, że status quo miejsca „zostanie zachowane”.
 
Przebywający w Budapeszcie Netanjahu zapowiedział, że nie zamierza zmienić decyzji dotyczącej zainstalowania wykrywaczy metalu. – Nie ma żadnej zmiany w kwestii wykrywaczy metalu. Fakty i prawda są takie – wykrywacze metalu nie zmieniają obecnego statusu Wzgórza Świątynnego. One są po to, by zapobiec kolejnemu atakowi z bronią – oznajmił Netanjahu.
 
Premier zapowiedział, że Jordania, która administruje Wzgórzem Świątynnym, „zamierza zakończyć sprawę najciszej jak się da”, dodając że „oczekujemy, że wszyscy będą pomagać w przywróceniu spokoju”. Jak podała jordańska państwowa agencja Petra, minister spraw zagranicznych Jordanii Ajman as-Safadi zapowiedział, że kluczem do uspokojenia sytuacji jest szanowanie przez Izrael „historycznego i prawnego statusu” świątyni.

Trzech zabitych terrorystów
 
W piątek izraelskie siły bezpieczeństwa zabiły trzech terrorystów, którzy po wcześniejszym śmiertelnym postrzeleniu dwóch policjantów uciekli do jednego z meczetów. Według służb bezpieczeństwa Izraela byli to arabscy obywatele państwa żydowskiego. Po ataku izraelskie władze wprowadziły nowe środki bezpieczeństwa w dostępie do esplanady meczetów na Wzgórzu Świątynnym.
 
Środa jest czwartym dniem zamieszek pod rząd; od niedzieli w starciach w Jerozolimie rannych zostało ponad 50 Palestyńczyków oraz dwóch izraelskich policjantów.
 
Miejsce nazywane przez żydów Wzgórzem Świątynnym, gdzie stała Świątynia Jerozolimska, dla muzułmanów jest trzecim najświętszym miejscem, po Mekce i Medynie. Stoi na nim muzułmańskie sanktuarium Kopuła na Skale oraz meczet Al-Aksa. Terenem administruje Jordania, ale Izrael pełni kontrolę nad dostępem. Zgodnie ze statusem tego miejsca, obowiązującym odkąd w 1967 roku Izrael zajął Jerozolimę Wschodnią, żydzi mają prawo je odwiedzać, ale nie wolno im się tam modlić.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Hakerzy zaatakowali brytyjski Parlament

Westminster został zaatakowany w sobotę przez hakerów, którzy uniemożliwili zdalny dostęp do skrzynek mailowych posłów – poinformowała w sobotę rzeczniczka Izby Gmin w rozmowie z dziennikiem „Guardian”. Brytyjski parlament wszczął już śledztwo w tej sprawie.

Według rzeczniczki w obu izbach parlamentu wykryto próby uzyskania dostępu do kont mailowych deputowanych i zablokowanie maili wynika z konieczności zabezpieczenia systemu. Parlamentarzyści przerzucili się na media społecznościowe, by poinformować swych wyborców, że nie można się z nimi skontaktować poprzez pocztę elektroniczną.

Przykro mi, nie ma dziś dostępu do maili parlamentu – jesteśmy zaatakowani przez Kim Dzong Una, (Władimira) Putina albo jakiegoś dzieciaka, który siedzi w piwnicy domu swojej mamy, lub jeszcze kogoś innego… – powiedział poseł Partii Konserwatywnej Henry Smith. Deputowany Liberalnych Demokratów Chris Rennard z Izby Lordów napisał na Twitterze: „Cyberatak na Westminster, maile parlamentarzystów nie działają zdalnie, proszę wysyłać pilne wiadomości sms-em”.

Rzeczniczka Izby Gmin zapewniła, że wdrożono już procedury chroniące zawartość skrzynek mailowych deputowanych i ich personelu. Brytyjska prasa podaje, że posłowie zostali poinformowani o cyberataku w piątek wieczorem, gdy pojawiły się pogłoski, że hakerzy wykradli hasło dostępu członków rządu i sprzedali je on-line.

W maju doszło do serii ataków z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania ransomware, za pomocą którego hakerzy żądają okupu w zamian za odblokowanie dostępu do sieci teleinformatycznych lub komputerów. Atak dotknął cele w prawie 100 krajach; w Wielkiej Brytanii zablokował 48 z 248 kas chorych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jest zawiadomienie do prokuratury ws. ojca Tadeusza Rydzyka

Jest wniosek do prokuratury ws. ojca Tadeusza Rydzyka. Doniesienie złożyło Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Podejrzewa, że dyrektor Radia Maryja i najsłynniejszy w Polsce redemptorysta złamał prawo o dostępie do informacji publicznej. Chodzi o finanse Fundacji Lux Veritatis, Nasza Przyszłość i Wyższej Szkoły Kultury Medialnej i Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Watchdog Polska już od zeszłego roku próbuje się dowiedzieć, kto i co finansował z pieniędzy publicznych i o jakich kwotach mówimy. Pierwsza prośba została wysłana mailem – sąd przyznał rację prawnikom o. Rydzyka, że pytania są za mało konkretne i nie zostały skutecznie dostarczone. Jednak stowarzyszenie nie dało za wygraną i wysłało zapytania jeszcze raz. Tym razem sąd orzekł, że duchowny musi odpowiedzieć. Miał na to dwa tygodnie. Odpowiedzi nie było.

Tym, którzy wbrew prawnemu obowiązkowi nie udzielają informacji publicznej grozi nawet rok więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl