63-latek zaatakował kolegę siekierą. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa

Jak poinformował rzecznik wołomińskiej policji, do zdarzenia doszło kilka dni temu w podwarszawskich Markach. – Policjanci zostali powiadomieni przez centrum powiadamiania ratunkowego o mężczyźnie, który miał doznać obrażeń głowy zadanych siekierą – powiedział asp. szt. Sitek.

– Do zdarzenia miało dojść podczas awantury w pomieszczeniu zajmowanym przez jednego z jej uczestników. Poszkodowany z poważnymi obrażeniami ciała został przetransportowany do jednego z warszawskich szpitali – przekazał policjant.

Wskazał, że ustalenia miejscowych funkcjonariuszy wskazały, że między dwoma mężczyznami doszło do kłótni, w trakcie której 63-latek uderzył siekierą swojego kolegę w głowę. – Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Badanie stanu trzeźwości wykazało u niego ponad 1,2 promila alkoholu – podał.

Zatrzymany 63-latek po wytrzeźwieniu usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu zagrażającego życiu innej osobie. Decyzją Sądu Rejonowego w Wołominie 63-latek został tymczasowo aresztowany na trzy miesiąca.

Za zarzucane mu czyny może grozić kara 25 lat więzienia albo dożywocie.
Źródło info i foto: onet.pl

Legnica: Zatrzymano 32-latka podejrzanego o zabójstwo

Policjanci z legnickiej komendy miejskiej zatrzymali 32-letniego mieszkańca Legnicy. Mężczyzna podejrzany jest o zabójstwo 98-latki. Za ten czyn grozi kara na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat pozbawienia wolności albo kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt.

W minioną niedzielę w godzinach porannych funkcjonariusze Komendy Miejskiej Policji w Legnicy otrzymali informację o pożarze, do którego doszło w jednym z mieszkań na terenie miasta. Na miejsce skierowano także straż pożarnej oraz zespół pogotowia ratunkowego. Podczas pożaru z pomieszczenia mieszkalnego, gdzie został wzniecony ogień, jeden z sąsiadów wyniósł nieprzytomną kobietę. Od razu podjęto reanimację poszkodowanej, którą następnie prowadzili ratownicy medyczni. Jednak pomimo podjętych działań ratunkowych, nie udało się przywrócić 98-latce czynności życiowych.

Na podstawie wstępnych czynności przeprowadzonych przez policjantów pracujących na miejscu zdarzenia i biegłego z zakresu pożarnictwa ustalono, że do pożaru najprawdopodobniej doszło w wyniku rozlania substancji łatwopalnej i podpalenie miejsca, gdzie znajdowała się seniorka.

Dzięki intensywnym działaniom podjętym w tej sprawie mundurowi zatrzymali 32-letniego mieszkańca Legnicy podejrzanego o związek z tym zdarzeniem.

Wczoraj mężczyzna usłyszał zarzut dokonania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Za ten czyn grozi kara na czas nie krótszy od lat 12, kara 25 lat pozbawienia wolności bądź kara dożywotniego pozbawienia wolności. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt.
Źródło info i foto: Policja.pl

Gorzów Wielkopolski: Oblali kolegę denaturatem i podpalili. Dwóch mężczyzn z zarzutami

Nawet dożywocie grozi dwóm gorzowianom podejrzanym o usiłowanie zabójstwa 64-letniego znajomego. Zarzucono im oblanie go denaturatem i podpalenie. Pokrzywdzony został poważnie poparzony i jest szpitalu – poinformował w środę rzecznik lubuskiej policji Marcin Maludy.

– Mężczyźni w wieku 31 i 46 lat usłyszeli zarzuty związane z usiłowaniem zabójstwa i spowodowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Grozi im dożywocie – powiedział Maludy.

Dodał, że we wtorek na wniosek prokuratura sąd zastosował wobec podejrzanych środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

Do przestępstwa doszło w sobotę, 21 marca w mieszkaniu pokrzywdzonego. Do 64-latka przyszło dwóch znajomych i skłonili go, by poszedł do sklepu po denaturat, który mieli razem wypić. Mężczyzna po powrocie do domu oddał im butelkę z płynem.

– Ci w pewnym momencie oblali go denaturatem i podpalili zapalniczką. Ogień szybko objął mężczyznę, który tylko cudem uniknął śmierci. Ma poparzone niemal 30 proc. ciała i jest w śpiączce farmakologicznej w specjalistycznym szpitalu – zrelacjonował rzecznik.

O zajściu służby powiadomiły inne osoby przebywające w mieszkaniu pokrzywdzonego. Pogotowie zabrało go do szpitala, a policjanci rozpoczęli poszukiwania podejrzanych o skrzywdzenie 64-latka. Po kilkunastu godzinach zostali oni zatrzymani.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójstwo czterech noworodków. Dożywocie dla Aleksandry J. i jej partnera Dawida W.

Za zabójstwo i współudział w zabójstwie czterech noworodków Sąd Okręgowy w Opolu skazał Aleksandrę J. i jej partnera Dawida W. na dożywotnie kary więzienia. Makabryczna zbrodnia wstrząsnęła lokalną społecznością. Sędziemu odczytującemu uzasadnienie wyroku łamał się głos.

Makabryczna zbrodnia w Ciecierzynie wyszła na jaw pod koniec 2018 roku, kiedy to pracownicy pomocy społecznej zorientowali się, że jedna z mieszkanek wsi nie ma dziecka, mimo że wcześniej widziano ją w ciąży. Powiadomiona została policja, która na posesji zamieszkałej przez 29-letnią dzisiaj Aleksandrę J. i jej 38-letniego partnera Dawida W., znalazła szczątki czworga niemowląt.

W trakcie śledztwa ustalono, że w latach 2013, 2015, 2016 i 2018 kobieta czterokrotnie zachodziła w ciążę i za każdym razem, bezpośrednio po porodzie, dusiła swoje dzieci. J. przyznała się do winy. Jak tłumaczyła, nie chciała sprzeciwiać się swojemu partnerowi, zależało jej na utrzymaniu związku z 37-letnim Dawidem W., od którego była uzależniona ekonomicznie i emocjonalnie.

Badanie wykrywaczem kłamstw

We wrześniu 2019 roku ruszył proces obojga rodziców. Matka została oskarżona o zabójstwo, zaś ojciec – o współudział w zabójstwie.

Mężczyzna konsekwentnie nie przyznawał się do winy. W śledztwie zapewniał, że nic nie wiedział o ciążach swojej partnerki i losie ich czworga dzieci. Prokuratura ustaliła jednak, że W. wywierał presję psychiczną na kobiecie. Formułował wobec niej oczekiwania, aby w ich związku nie było więcej potomstwa.

Dawida W. przebadano wariografem. Przed sądem przedstawiono wyniki tego badania. Zdaniem biegłych mężczyzna celowo próbował okłamać śledczych, wiedział o ciążach Aleksandry J., a w jednym przypadku namawiał ją do zabójstwa noworodka.

„Byłam przerażona”

W piątek strony wygłosiły mowy końcowe. Oskarżyciel wspomniał małoletniego syna oskarżonych, na którym zbrodnia odcisnęła duże piętno.

– Badanie wykazało, że jest dzieckiem doskonale rozwijającym się. Chłopiec wie, że jego mama przebywa w więzieniu, nie chciał rozmawiać z biegłymi o mamie. Chłopiec doświadcza koszmarów sennych, które świadczą o olbrzymiej traumie małoletniego. Chłopiec tęskni za mamą. Pozostaje pod stałą opieką psychologów – słyszymy.

Ojciec – jak wynika z ustaleń biegłych – nigdy nie był synem specjalnie zainteresowany. Zawsze miał dbać głównie o swój interes. Przed sądem nie był zbyt rozmowny. Stwierdził, że nie wie jak wytłumaczyć to, co się stało.

Więcej do powiedzenia miała Aleksandra J., która pokajała się przed sądem i podkreślała rolę swojego partnera. Kobieta twierdzi, że gdyby nie on, to nadal miałaby dzieci przy sobie.

– Byłam przerażona, bo wiedziałam jaka będzie reakcja Dawida na to, że jestem w ciąży. On wiedział o każdym moim kroku, cieszyłam się każdą ciążą tak długo, jak tylko mogłam. Wpajał mi do głowy, że jeśli nie stanie się to, co się wydarzyło, stracę mojego syna. Nie chciałam nigdy skrzywdzić żadnego z nich, nie planowałam żadnego z tych czynów. To była dla mnie ulga, że mogłam wskazać te miejsca pani prokurator. Z chwilą pierwszego dziecka wiedziałam, że jestem zniszczona. Gdybym mogła cofnąć czas i odejść od Dawida, to zrobiłabym to – mówiła 29-latka.

„Odczłowieczone. Odmówiono im nawet pochówku”

Sąd przyznał, że dał wiarę wyjaśnieniom kobiety praktycznie w całej rozciągłości, natomiast w całości odrzucił wyjaśnienia Dawida W. Oboje zostali uznani winnymi zarzucanych im czynów. Obojgu sąd wymierzył karę łączną dożywotniego więzienia, a także po 200 tysięcy złotych od każdego na rzecz ich syna Daniela.

W uzasadnieniu sędzia podkreślił, jak ważne w ocenie czynu były opinie biegłych psychiatrów i psychologów, którzy stwierdzili pełną poczytalność Aleksandry J. i Dawida W. – Nie ma żadnych wątpliwości, że oskarżeni dopuścili się wszystkich czynów z pełną świadomością tego, co robią. Z pełną swobodą, którą dysponowali, gdy chodzi o możliwość pokierowania swoim postępowaniem. Nie występują u oskarżonych żadne zaburzenia, które uniemożliwiałyby rozpoznanie zła, które jest czynione i pokierowania swoim postępowaniem – tłumaczył sędzia Dariusz Kita.

W dalszej części podawania ustnych motywów wyroku wdarły się emocje. Sędziemu łamał się głos, robił długie pauzy między zdaniami.

– Najbardziej bulwersujące, iż przestępstwa zostały popełnione na szkodę osób absolutnie niewinnych, czystych, bezbronnych, którym należy się szczególny obowiązek spoczywający na rodzicach. Obowiązek opieki, miłości i troski. Żadnego z tych obowiązków dzieci ze strony rodziców nie uzyskały. Wprost przeciwnie. Zostały w sposób brutalny pozbawione życia, a w trzech przypadkach zostały odczłowieczone. Odmówiono im nawet właściwego pochówku. Trudno jest zrozumieć taki sposób postępowania rodziców – podkreślał sędzia.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Atak nożownika w Krakowie. 42-letni Mariusz F. z zarzutami

Zarzut śmiertelnego ugodzenia nożem usłyszał 42-letni Mariusz F., który w Krakowie zaatakował mężczyznę – poinformował w poniedziałek rzecznik prokuratury okręgowej Janusz Hnatko. Napastnikowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Jak informowali reporterzy RMF FM w czwartek, 40-latek z wieloma ranami kłutymi tułowia zdołał sam dotrzeć do przychodni przy ul. Teligi w Krakowie, zjawił się tam wczesnym popołudniem. W placówce stracił przytomność, próbowano go reanimować, przewieziono do szpitala. Niestety nie zdołano go uratować.

Policjanci zatrzymali już prawdopodobnego sprawcę ataku. Do napaści miało dojść w mieszkaniu przy Teligi: mężczyźni mieli tam pić razem alkohol. Zarówno w mieszkaniu, jak i na klatce schodowej znaleziono ślady krwi.

Jak poinformował w poniedziałek prok. Janusz Hnatko, śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Krakowie-Podgórzu. Policja przesłuchała kilkunastu świadków, przeprowadziła też czynności operacyjne i procesowe. Dodatkowo zabezpieczono i przeprowadzono oględziny kilku nośników z zapisami monitoringów, a także uzyskano wstępne opinie biegłych z zakresu badań genetycznych.

Działania te pozwoliły na przedstawienie zarzutu 42-letniemu Mariuszowi F., który zadał pokrzywdzonemu dwa ciosy nożem, w tym jeden w okolice serca – co było bezpośrednią przyczyną zgonu. Zarzuty w tej sprawie przedstawiono także 42-letniemu Maciejowi G., który nie udzielił pokrzywdzonemu pomocy, nie zawiadomił o popełnieniu przestępstwa organów ścigania, a także pomagał sprawcy w zacieraniu śladów. Obu mężczyzn – decyzją sądu – tymczasowo aresztowano na trzy miesiące.

Mariuszowi F. za ten czyn grozi kara nie mniejsza niż osiem lat, 25 lat lub kara dożywotniego pozbawienia wolności. Z kolei Maciejowi G. grozi kara od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.

Prokuratura podała, że planowane są dalsze czynności, mające na celu ustalenie przebiegu zdarzenia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

To miało wyglądać na wypadek drogowy. Przewrócony rower i ciało 34-latka. Zatrzymano dwie osoby

Skarżyscy policjanci dostali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Jak się okazało 34-latek już nie żył. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do śmiertelnego potrącenia. Jednak drobiazgowe dochodzenie doprowadziło do zatrzymania dwóch mężczyzn, którzy mogą mieć związek z zabójstwem.

Do zatrzymania 30 i 32-latka doszło w środę. Mieszkańcy powiatu skarżyskiego podejrzewani są o to, że przyczynili się do śmierci 34-latka. W piątek sąd w Skarżysku-Kamiennej zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na okres najbliższych trzech miesięcy.

Cała historia swój początek miała na początku lutego. Wówczas policjanci ze skarżyskiej jednostki otrzymali sygnał, że na jednej z dróg w gminie Bliżyn obok roweru leży mężczyzna. Natychmiast na miejsce zostali skierowani mundurowi oraz służby ratunkowe. Po chwili okazało się, że życia 34-latka nie dało się już uratować. Wtedy do dalszych działań wkroczyli policjanci ze Skarżyska-Kamiennej, prokurator oraz biegły lekarz. Okoliczności wskazywały, iż w tym miejscu mogło dojść do wypadku drogowego. Ciało mężczyzny zostało zabezpieczone do dalszych badań.

To nie był wypadek

Kolejne czynności oraz wyniki sekcji zwłok jednoznacznie wskazywały, że do śmierci 34-latka ktoś się przyczynił. Wszczęto drobiazgowe dochodzenie, które przyniosło oczekiwane efekty. Ostatecznie w środę kryminalni zatrzymali Adriana G. i Sebastiana G.. mieszkańców powiatu skarżyskiego. W sobotę usłyszeli oni zarzuty zabójstwa, a sąd zdecydował o ich tymczasowym aresztowaniu na najbliższe 3 miesiące.

Za tego typu przestępstwo aresztowanym grozi 25-lat wiezienia lub dożywocie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zadał byłej dziewczynie 120 ciosów nożem. Jest decyzja sądu ws. 22-letniego zabójcy

18-letnia Aleksandra B. zginęła w styczniu 2017 roku. Dziewczynę zabił jej były ukochany. 22-letni Kamil M. nie potrafił pogodzić się z końcem ich związku. Postanowił zabić byłą partnerkę. Przyszedł do jej domu i zadał niemal 120 ciosów nożem. Chociaż prokuratura domagała się dla zabójcy dożywotniego więzienia, sąd zdecydował inaczej.

Sąd Najwyższy oddalił wniosek o kasację wyroku ws. zabójstwa Aleksandry B. z Ząbkowic Śląskich (woj. dolnośląskie). Wniósł o nią minister sprawiedliwości – prokurator generalny. Kamil M. w styczniu 2017 roku przyszedł do mieszkania swojej byłej dziewczyny i zadał jej około 120 ciosów nożem.

Był poczytalny

Po zabójstwie jak gdyby nigdy nic wrócił do swojego domu, a potem razem z rodzicami zgłosił się na policję. 22-latek próbował symulować chorobę psychiczną, ale biegli z zakresu psychiatrii stwierdzili, że w chwili czynu był poczytalny.

Sąd pierwszej instancji skazał Kamila M. na dożywocie z możliwością wcześniejszego wyjścia na wolność dopiero po odsiadce 40 lat. Jednak sąd apelacyjny doszedł do wniosku, że kara ta jest zbyt dotkliwa. Wyrok zmieniono na 25 lat.

SN nie zgodził się na kasację

– Kara zasądzona przez Sąd Okręgowy w Świdnicy była rażąco surowa i niewspółmierna do winy. Przy wymierzaniu kary należy brać pod uwagę sposób życia oskarżonego, jego zachowanie, postawę procesową oraz to czy są perspektywy społeczne dla niego – uzasadniał w 2019 roku decyzję składu orzekającego sędzia Bogusław Tocicki. Argumentował, że Kamil M. jest młody, co daje nadzieję na pomyślną resocjalizację.

Z wyrokiem nie zgodził się prokurator generalny. Stąd wniosek do Sądu Najwyższego. Organ ten podtrzymał jednak decyzję drugiej instancji. Kamil M. spędzi więc za kratkami 25 lat.

Według SN ocena sądu apelacyjnego nie doprowadziła do rażącej niewspółmierności kary. Jak podkreślił sąd, element wychowawczy kary musi być w tym przypadku uwzględniony. Zdaniem SN w tym przypadku nie występuje okoliczność demoralizacji skazanego. „Nie można powiedzieć żeby kara orzeczona przez sąd odwoławczy była karą niewspółmiernie łagodną” – zaznaczył sąd.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Elbląg: Ruszył proces Dawida S. 29-latek oskarżony jest o usiłowanie zabójstwa trzymiesięcznego syna

Ruszył proces 29-letniego Dawida S., oskarżonego o usiłowanie zabójstwa syna. Kiedy trzymiesięczny chłopiec trafił do szpitala, miał tak dużo złamań, że – jak mówili lekarze – nie miał już nawet siły płakać. – Sprawca działał ze szczególnym okrucieństwem – przekazała Iwona Piotrowska z elbląskiej prokuratury. Mężczyzna oskarżony został także między innymi o znęcanie się nad matką dziecka i ich psem.

Proces ruszył po godzinie 9 przed Sądem Okręgowym w Elblągu. Wyłączona została jawność.

– Ojcu dziecka zarzucono popełnienie przestępstwa usiłowania pozbawienia życia dziecka poprzez wielokrotne używanie wobec niego przemocy fizycznej, skutkującej licznymi różnoczasowymi złamaniami kończyn, żuchwy, żeber, stłuczeniem okolicy nerki, czym naraził dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia – mówiła w grudniu 2019 roku Iwona Piotrowska z Prokuratury Okręgowej w Elblągu. – Działał ze szczególnym okrucieństwem z uwagi na wiek pokrzywdzonego i wynikającą z tego jego nieporadność, doznawany ból i cierpienie – dodała.

To jednak nie wszystkie zarzuty, jakie usłyszał 29-latek.

– Oskarżonemu zarzucono również popełnienie przestępstwa znęcania się nad matką dziecka, znęcanie się nad posiadanym psem oraz popełnienie przestępstwa udzielania innej osobie substancji psychotropowych w postaci amfetaminy – dodała Piotrowska.

Łącznie usłyszał więc cztery zarzuty, z czego za najcięższy, jakim jest „usiłowanie zabójstwa człowieka ze szczególnym okrucieństwem” grozi mu dożywocie.

Dawid S. nie przyznał się do żadnego z zarzucanych mu czynów. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Jest apelacja ws. wyroku dla Artura K. Mężczyzna na przepustce z więzienia udusił swoją partnerkę i jej synka

Jest apelacja w sprawie wyroku dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach, na który Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. – dowiedziała PAP. Mężczyzna na przepustce z więzienia udusił swoją partnerkę i jej 3-letniego synka.

Jak przekazał PAP pełnomocnik Artura K., przy zbrodni tego kalibru i karze orzeczonej w najsurowszym możliwym wymiarze tj. dożywotniego pozbawienia wolności, sąd powinien wyjaśnić wszelkie wątpliwości dotyczące stanu zdrowia psychicznego oskarżonego.

„W mojej ocenie, opinie zarówno pisemna jak i ustna opinia uzupełniająca wydane przez powołanych w sprawie biegłych nie sprostały wymaganiom stawianym im przez kodeks postępowania karnego. Opinie są nie tylko niepełne, niejasne i wewnętrznie sprzeczne, ale przede wszystkim sprzeczne z obowiązującą międzynarodową klasyfikacją chorób ICD-10 , w której wyraźnie wyodrębniono objawy pozwalające na rozpoznanie osobowości dyssocjalnej” – poinformował PAP adw. Marek Małecki.

Jak dodał sąd I instancji oddalił wszelkie wnioski dowodowe obrony, zmierzające do przesłuchania w charakterze świadków osób mających bezpośrednią styczność z oskarżonym w okresie jego pobytu w areszcie śledczym w Radomiu, a których depozycje procesowe stanowiłyby dodatkowy, istotny materiał dowodowy, na podstawie którego, między innymi, należałoby przeprowadzić opinię uzupełniającą z udziałem zespołu składającego się z innych, niż dotychczasowo opiniujący biegli.

„W sprawie, gdzie możliwe dotychczasowe błędy diagnostyczne i brak zastosowania skutecznego leczenia wobec osoby, która bezwzględnie tego wymagała oraz gdzie trzy niewinne osoby zostały pozbawione życia, moim obowiązkiem jako obrońcy, ale także jako człowieka, jest dopełnienie wszelkiej możliwej staranności, aby w zakładzie karnym nie znalazła się osoba, wobec której należy zostać wdrożone natychmiastowe leczenie psychiatryczne, połączone z odpowiednim leczeniem farmakologicznym , a która może stanowić realne zagrożenie nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla funkcjonariuszy zakładu karnego do którego trafi” – poinformował adw. Marek Małecki.

Dodał, że jeżeli okazałoby się Artur K. jest niepoczytalny, to nie można mówić o spełnieniu funkcji resocjalizacyjnej. „Biorąc pod uwagę, że dotychczasowe podejmowane przez niego decyzje świadczą o ich zupełnej irracjonalności, należy wykorzystać wszelkie przewidziane przez prawo możliwości do wyjaśnienia wątpliwości związanych z jego stanem zdrowia psychicznego, a nie tłumaczyć, że przeprowadzenie kolejnych czynności dowodowych w sprawie spowoduje przedłużenie postępowania, tak jak to argumentował sąd orzekający” – przekazał adw. Marek Małecki

Najwyższa możliwa kara

Na początku grudnia ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Artura K. na karę dożywotniego więzienia z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 40 latach. To najwyższa możliwa kara w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dodatkowo nakazał wypłacenie odszkodowania dla matki, siostry i brata Moniki oraz ojca zabitego Oskara w kwocie 300 tys. zł.

Jak podkreślał sąd, Artur K. to wielokrotny morderca, z obszerną kartoteką kryminalną. 42-latek prawie dwie dekady temu należał do jednej z najbardziej brutalnych zorganizowanych grup przestępczych, kierowanej przez Janusza G. ps. „Graf” vel „Dziadunio”, która ma na koncie wymuszenia rozbójnicze, porwania dla okupu itd.

42-latek zabił 8 września 2018 roku. Tego dnia Artur K. wyszedł na przepustkę z więzienia, gdzie odbywał 15-letni wyrok za zabójstwo poprzedniej partnerki. Kobieta została uduszona. Mężczyzna podczas odbywania kary ponad 90 razy wychodził na przepustki i zaczął spotykać się z Moniką K. Para poznała się na portalu społecznościowym i szybko ze sobą zaręczyła.

Feralnego dnia (8 września – PAP) Artur K. przyszedł do mieszkania przy ul. Nowowiejskiej w Warszawie odwiedzić swoją 35-letnią narzeczoną i – jak ustalił sąd – udusił ją gołymi rękami. Gdy Monika K. straciła przytomność, włożył jej do ust ścierkę i ręcznik. To samo zrobił z 3-letnim synkiem Moniki K. – Oskarem. Po dokonaniu zbrodni zgłosił się na policję.

W uzasadnieniu sędzia Michał Piotrowski wskazał też, że oskarżony działał w zamiarze bezpośrednim oraz, że wykonano cały zespół badań psychologicznych, które potwierdziły, że 41-latek w chwili popełnienia zbrodni był poczytalny. Sam Artur K. twierdził, że jest inaczej.
Źródło info i foto: interia.pl

Indie: Przez pięć lat torturowali i gwałcili dziewczynki z domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur. Sąd skazał ich na dożywocie

Sąd skazał na karę dożywocia 12 osób, które przez pięć lat miały odurzać, torturować i gwałcić 42 dziewczynki z domu dziecka. Jak podaje indyjski miesięcznik, 11 z nich zaginęło lub zostało zamordowanych. Przez pięć lat 42 dziewczynki w domu dziecka Balika Grih w Muzaffarpur na północy Indii były odurzane, a potem torturowane, molestowane i gwałcone. Ich krzyki słyszeli ludzie mieszkający w sąsiedztwie, jednak nie reagowali z obawy o własne bezpieczeństwo.

„The Caravan”: Co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych
20 stycznia 19 osób zostało uznanych winnymi zarzucanych im przestępstw. Wśród nich jest Brajesh Thakur, właściciel ośrodka, w którym przebywały dziewczynki i szef siatki pedofilów.

Zgodnie z indyjskim prawem wymiar kary ogłoszono na oddzielnej rozprawie. We wtorek sąd w Delhi skazał 12 osób na dożywocie. Adwokat skazanych zapowiedział apelację do sądu wyższej instancji.

W domu dziecka, w którym rozegrał się dramat, stanowi i miejscy urzędnicy wielokrotnie przeprowadzali kontrole. Kilku z nich usłyszało zarzuty.

Jak podaje miesięcznik „The Caravan”, co najmniej 11 wykorzystywanych dziewczynek zaginęło lub zostało zamordowanych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl