24-letni aktor Ryan Grantham skazany na dożywocie

Ryan Grantham, kanadyjski aktor, znany między innymi z roli Jeffreya Augustine’a w serialu Netfliksa „Riverdale”, dwa lata temu zastrzelił swoją matkę. Sąd Najwyższy w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie skazał aktora na dożywotnie pozbawienie wolności.

Dwa lata temu fanami serialu „Riverdale” wstrząsnęła wiadomość o zbrodni, której dopuścił się Ryan Grantham. 24-letni dziś aktor w 2020 roku strzelił swojej matce, Barbarze Waite, w tył głowy, gdy ta grała na pianinie. Później okazało się, że zrobił to, by nie była świadkiem zbrodni, którą dopiero zamierzał popełnić.

Okazało się bowiem, że mężczyzna zamierzał zabić premiera Kanady, Justina Trudeau. Dzień po makabrycznej zbrodni Grantham wziął broń, amunicję i koktajle Mołotowa, a następnie ruszył w kierunku Ottawy, by zabić premiera. Ostatecznie jednak rozmyślił się i oddał w ręce policji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Robert J. skazany na dożywocie za zabójstwo studentki

– Zadzwonił lekarz, który robił sekcję zwłok i powiedział: „Panowie, jest problem, mamy do czynienia z czymś makabrycznym”. Powiedział, że rzeczywiście jest to fragment ludzkiej skóry, ale skóry, która została precyzyjnie oddzielona od ciała – relacjonował w RMF FM Dariusz Nowak. Były rzecznik małopolskiej policji opowiedział o jednej z najgłośniejszych zbrodni w Polsce, w sprawie której właśnie zapadł wyrok.

W środę Robert J., nazywany „Kuśnierzem z Krakowa”, został skazany na karę dożywotniego więzienia. Chodzi o głośną sprawę o kryptonimie „Skóra”, czyli brutalnego zabójstwa studentki Katarzyny Z. Wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie nie jest prawomocny.

W rozmowie z RMF FM o szczegółach pracy policjantów przy tej sprawie opowiedział Dariusz Nowak, były funkcjonariusz i rzecznik małopolskiej policji.

– To był styczeń 1999 roku, 23 lata temu. Najpierw był telefon do oficera dyżurnego. Zadzwonił kapitan barki, która pcha urobek czy piasek po Wiśle i powiedział, że coś się wciągnęło w śrubę tej barki. Powiedział dokładnie: „coś”. Pojechaliśmy tam w pięciu i na pokładzie tej barki leżało coś, co faktycznie przypominało ludzką skórę, ale nie do końca. To mógł być także kawałek jakiegoś materiału lub guma – powiadał Nowak. Dalej relacjonował, że policja przekazała fragment znalezionej skóry do Zakładu Medycyny Sądowej.

– (…) Kilka dni później zadzwonił lekarz, który robił sekcję zwłok i powiedział: „Panowie, jest problem, mamy do czynienia z czymś makabrycznym”. Powiedział, że rzeczywiście jest to fragment ludzkiej skóry, ale skóry, która została precyzyjnie oddzielona od ciała. Że zrobił to ktoś, kto miał fachową wiedzę, czyli mógłby to być np. lekarz lub rzeźnik. Ktoś, kto świetnie posługiwał się skalpelem, bo wyglądało na to, że mógł być to albo bardzo ostry nóż, albo żyletka, albo właśnie skalpel – opowiedział były policjant. – Wtedy rzeczywiście postawiło to nas wszystkich na nogi – nie tylko w Krakowie, nie tylko w Małopolsce, ale w całej Polsce, bo mieliśmy do czynienia z czymś, czego w powojennej historii Polski po prostu nie było. Zabójca nie tyle, że zabił, ale wyglądało na to, że ściągnął tę skórę – przynajmniej tak mówił lekarz – z człowieka w momencie, kiedy on jeszcze żył. Czyli oskórował człowieka tak, jak skóruje się zwierzę, chociaż zwierzę się wcześniej zabija. To była makabra – dodał.

„Idealnie pasował do sporządzonego portretu psychologicznego”

Jak przyznał, Robert J. „przez wiele lat był on w kręgu podejrzanych” i jego nazwisko znajdowało się w pierwszym tomie akt. W spisie ludzi, którzy potencjalnie mogli być odpowiedzialni za brutalne morderstwo, znajdowało się 60 nazwisk. – Prawdopodobnie dzielnicowy z tego rejonu, który znał go i jego przeszłość, wiedział, jak się zachowywał, przyniósł te informacje i powiedział, żeby go wpisać, bo według niego ten człowiek mógł to zrobić. I on znalazł się na tej liście. Był wielokrotnie sprawdzany, ale nigdy nie było jakiegoś punktu zaczepienia, dowodów na to, że on to zrobił. Idealnie pasował do sporządzonego portretu psychologicznego sprawcy. Natomiast nie było dowodów, że faktycznie to on zabił – powiedział Nowak.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Morderstwo w miejscowości Szabda. Zwłoki dziecka znaleźli robotnicy. Ojciec z zarzutami zabójstwa i zbezczeszczenia zwłok

W miejscowości Szabda w powiecie brodnickim (województwo kujawsko-pomorskie) znaleziono w czwartek ciało dwuletniej dziewczynki. Ojciec dziecka Bartosz Ch. usłyszał zarzut zabójstwa dwuletniej córki i zbezczeszczenia zwłok. Dostał też inne zarzuty. Grozi mu kara dożywotniego więzienia.

„Po godzinie 22. w sobotę zakończyło się przesłuchanie podejrzanego Bartosza Ch. Prokurator w oparciu o zgromadzony w sprawie materiał dowodowy wydał postanowienie o przedstawieniu mu zarzutów, które dotyczą kilku czynów tj. zabójstwa małoletniej córki, czynów polegających na fizycznym i moralnym znęcaniu się nad małoletnimi dziećmi, nieporadnymi z uwagi na chociażby wiek, narażenia dzieci na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia oraz zbezczeszczenia zwłok” – poinformował Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu.

Mężczyźnie grozi kara pozbawienia wolności od ośmiu lat do dożywocia. Prokurator nie przekazał więcej szczegółowych informacji, wskazując na początkowy etap postępowania i dobro śledztwa. Prokuratura będzie wnosiła o aresztowanie mężczyzny na okres trzech miesięcy.

Ciało dziecka znaleźli robotnicy

Jak przekazywała aspirant sztabowa Agnieszka Łukaszewska z Komendy Powiatowej Policji w Brodnicy, zgłoszenie o tym, że w domu jednorodzinnym znaleziono zwłoki około dwuletniego dziecka, przyszło w czwartek około godz. 18 od właścicielki nieruchomości, która z kolei dowiedziała się o tym od ekipy remontowej, która weszła do domu naprawiać przeciekający dach.

Wezwany na miejsce patrol policji wraz z lekarzem potwierdzili, że w domu znajdują się zwłoki dziecka w stanie znacznego rozkładu. – Dziecko leżało na łóżku. Prawdopodobnie jest to dziewczynka – opowiadała policjantka.

Wiadomo, że dziecko nie żyje od około dwóch tygodni. W piątek prokuratorzy otrzymali wstępne wyniki sekcji zwłok, ale informacji o jej wynikach nie przekazano mediom.

Ojciec zatrzymany w Warszawie

Dom, w którym znaleziono zwłoki dwulatki, wynajmowany był małżeństwu: 33-letniemu mężczyźnie i 27-letniej kobiecie. Jak dowiedziała się TVN24, kobieta znajduje się w jednym ze szpitali w Warszawie w związku z patologią ciąży. Tam urodziła kolejne dziecko.

Miejsce pobytu jej męża było początkowo nieznane. W piątek został zatrzymany w Warszawie. Był nietrzeźwy i został przewieziony w konwoju do Brodnicy – informował Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu. Małżeństwo miało pięcioro dzieci w wieku od dwóch do siedmiu lat. Jedno z nich było z ojcem w momencie zatrzymania, a pozostałe znajdowały się pod opieką dziadków.

Rodzina „pod opieką” GOPS

Jak nas poinformowano w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Brodnicy, rodzina od 2015 roku była pod opieką ośrodka. Pod koniec maja pracownik socjalny odwiedził tę rodzinę po raz ostatni. – Nic nie wskazywało na to, żeby cokolwiek się działo niepokojącego. Gromadka dzieci była, ale nic dysfunkcyjnego – opowiada Wiesława Jaranowska, kierownik GOPS.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Synobójca z Jelcza-Laskowic skazany na dożywocie

Dożywocie dla Andrzeja K. za zastrzelenie syna w 2021 roku w Jelczu Laskowicach na Dolnym Śląsku. Tak wyrok zapadł dziś we wrocławskim sądzie. Do rodzinnej tragedii w Jelczu Laskowicach doszło 11 stycznia 2021 roku. Andrzej K. zastrzelił swojego syna w hurtowni, gdzie ten pracował. Oddał jeden strzał z rewolweru czarnoprochowego w tył głowy 37-latka. Po wszystkim ojciec sam się okaleczył. 68-latek usłyszał zarzut zabójstwa. Przyznał się do winy. Jako motyw działania wskazał sprawy ekonomiczne. Ustalono, że mężczyzna wcześniej przygotowywał się do zbrodni. Wrocławski sąd nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że oskarżony zabił. Skazał go na dożywocie. Zasądził też w sumie 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia rodzinie zastrzelonego. Chodzi między innymi o partnerkę i syna ofiary.

Dzisiejszy wyrok nie jest prawomocny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kobieta z ranami kłutymi zgłosiła się na komisariat. Zatrzymano 53-latka

Policjanci z Pelplina (woj. pomorskie) zatrzymali 53-letniego mężczyznę, który w trakcie kłótni zadał swojej żonie kilka ciosów nożem. 50-latka o własnych siłach dotarła do komisariatu, skąd została przewieziona do szpitala. Nożownikowi, który był pijany, grozi nawet dożywotnie pozbawienie wolności.

Policjanci z Pelplina w komunikacie przesłanym w środę poinformowali, że prokurator Prokuratury Rejonowej w Tczewie przedstawił mężczyźnie zarzut dotyczący usiłowania zabójstwa, a we wtorek sąd zastosował wobec 53-letniego nożownika tymczasowy trzymiesięczny areszt. Jak przekazał oficer prasowy KPP w Tczewie asp. sztab. Dawid Krajewski, w niedzielę po godz. 21 policjanci z Komisariatu Policji w Pelplinie otrzymali zgłoszenie o ugodzeniu nożem kobiety, do którego miało dojść w jednym z mieszkań w mieście.

– Funkcjonariusze ustalili, że 53-letni mężczyzna podczas kłótni ze swoją 50-letnią żoną zaatakował ją kilkukrotnie nożem – podkreślił w przesłanym komunikacie Krajewski.

Dodał, że pokrzywdzona z miejsca przestępstwa przyszła do komisariatu. – Policjanci, widząc stan kobiety, wezwali ratowników medycznych, którzy zabrali ją do szpitala – zaznaczył oficer prasowy. Funkcjonariusze na miejscu przestępstwa zatrzymali podejrzewanego mieszkańca powiatu tczewskiego, którego doprowadzili do policyjnego aresztu. Badanie wykazało, że zatrzymany mężczyzna w chwili zatrzymania miał ponad 3,5 promila alkoholu.

Policjanci z grupy dochodzeniowo-śledczej przeprowadzili oględziny miejsca zdarzenia i zabezpieczyli nóż, którym najprawdopodobniej sprawca zranił pokrzywdzoną. Oficer prasowy zaznaczył, że zebrany materiał dowodowy pozwolił prokuratorowi prowadzącemu śledztwo przedstawić mężczyźnie zarzut dotyczący usiłowania zabójstwa. – Decyzją sądu mężczyzna został tymczasowo aresztowany na okres trzech miesięcy – dodał Krajewski.

Za usiłowanie zabójstwa grozi nawet dożywotnie pozbawienie wolności.
Źródło info i foto: krakow.wyborcza.pl

Autorka eseju „Jak zamordować męża” z dożywociem

Sąd w amerykańskim Oregonie skazał na dożywocie 71-letnią Nancy Crampton Brophy, autorkę romansów, która w 2018 r. miała zastrzelić swojego męża. Wiele lat temu pisarka napisała esej „Jak zamordować swojego męża”. Ława przysięgłych w ubiegłym miesiącu uznała 71-letnią Nancy Crampton Brophy winną morderstwa drugiego stopnia. Wczoraj sąd w Oregonie skazał kobietę na dożywocie.

Do zbrodni doszło w 2018 r. Jak uznał sąd, pisarka zastrzeliła swojego męża Daniela Brophy’ego, by dostać 1,5 mln dolarów z polisy na życie. Para była małżeństwem przez 26 lat. Mężczyzna był wykładowcą w Instytucie Kulinarnym w Oregonie. Właśnie w tym instytucie w czerwcu 2018 r. znaleziono jego ciało. Został dwukrotnie postrzelony.

Przed zbrodnią Crampton Brophy sama wydawała pisane przez siebie romanse. Napisała też powieści takie jak „Zły mąż” i „Zły kochanek”. Wiele lat przed zabiciem mężczyzny kobieta napisała esej „Jak zamordować męża”. „Jedno co wiem nt. morderstwa – każdy z nas ma w sobie to ‚coś’, wystarczy go tylko odpowiednio daleko popchnąć” – pisała kobieta.

Crampton Brophy wyliczyła też całą listę sposób, w jaki można dokonać morderstwa – począwszy od broni palnej, przez noże, truciznę, a nawet wynajęcie płatnego zabójcy. Stwierdziła równocześnie, że „łatwiej jest życzyć komuś śmierci, niż go rzeczywiście zabić”. „Nawet gdyby morderstwo miało mieć uwolnić, nie chciałabym z pewnością trafić do więzienia” – dodała.

Motyw – kłopoty finansowe

Sędzia odrzucił ten esej jako dowód w sprawie. Uznał bowiem, że został on napisany wiele lat przed zbrodnią, jako część seminarium z literatury. Prokuratura udowodniła jednak, że Crampton Brophy miała motyw, by zabić męża. Małżeństwo miało bowiem kłopoty finansowe, a pieniądze z polisy na życie mogły je zakończyć.

Ponadto na nagraniu z monitoringu widać, jak kobieta odjeżdża z Instytutu Kulinarnego w czasie, gdy doszło do zbrodni.

Policja nie znalazła narzędzia zbrodni. Ustaliła jednak, że kobieta kupiła wcześniej taki sam model broni, z którego strzelano do mężczyzny.

Pisarka stwierdziła w sądzie, że ma lukę w pamięci i nie pamięta nic z dnia, w którym zmarł jej mąż.

12-osobowa ława przysięgłych, po niecałych dwóch dobach narad, uznała ją za winną morderstwa drugiego stopnia. Kobieta może ubiegać się o zwolnienie warunkowe po 25 latach więzienia. Jej obrona już zapowiada apelację.

„Zdecydowałaś się kłamać, oszukiwać, kraść, defraudować, a w końcu zabić swojego największego fana. Byłaś – parafrazując twoją książkę – złą żoną” – napisał po wyroku Nathaniel Stillwater, syn Daniela Brophy’ego z poprzedniego małżeństwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

42-latek z zarzutem zabójstwa 26-letniej żony. Grozi mu dożywocie

Kara dożywotniego więzienia grozi 42-letniemu Gruzinowi, który we wtorek w Łodzi śmiertelnie ranił swoją żonę i podpalił wspólne mieszkanie. Mężczyzna miał tłumaczyć śledczym, że nie zgadzał się z planami 26-latki dotyczącymi powrotu do kraju.

– We wtorek po godz. 22 do policji wpłynęło zgłoszenie od jednego z mieszkańców bloku na łódzkim Teofilowie z informacją, że na klatce schodowej widziany był mężczyzna, który miał ze sobą nóż, pojemnik z benzyną i najprawdopodobniej podpalił swoje mieszkanie – mówił w środę w rozmowie z Gazeta.pl prokurator Krzysztof Kopania z Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

Gdy służby pojawiły się na miejscu, z mieszkania wydobywały się kłęby dymu. Drzwi były zamknięte od wewnątrz. Wyważono je.

– Okazało się, że na balkonie znajdują się kobieta i mężczyzna. Oboje byli zakrwawieni. Kobieta miała głęboką ranę szyi, została przewieziona do szpitala. Niestety nie udało jej się uratować – dodał prok. Kopania. Mężczyzna z ranami szyi i przedramion także trafił do szpitala.

– Kobieta to 26-letnia Gruzinka, jej partner to 42-letni Gruzin. Wynajmowali to mieszkanie od września. Wszystko wskazuje na to, że już wcześniej dochodziło tam do awantur, prawdopodobnie do przemocy wobec 26-latki. Kobieta podczas interwencji policyjnych kategorycznie zaprzeczała, nie chciała, by w stosunku do jej partnera były prowadzone jakiekolwiek postępowania – mówił nam prokurator.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ukraina: Rosyjski żołnierz skazany na dożywocie

Prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa przyznaje, że dopuszcza możliwość wymiany Wadima Szyszymarina, rosyjskiego żołnierza skazanego na dożywocie za zabicie cywila. Dodała, że Ukraina w tej sprawie będzie ściśle przestrzegać prawa. 21-letni rosyjski sierżant Wadim Szyszymarin został wczoraj skazany na dożywocie za zabicie cywila. To pierwszy taki wyrok wydany od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę. Sąd uznał, że 21-letni żołnierz dopuścił się umyślnego zabójstwa. Odrzucił argument obrony, że Szyszymarin wykonywał rozkaz.

Zdaniem sądu skrucha, którą żołnierz wyraził na procesie, nie była szczera. Wyrok zapadł przed sądem w Kijowie. Wcześniej Szyszymarin przyznał się do zastrzelenia 62-letniego Ołeksandra Szelipowa, mieszkańca wsi Czupachiwka w obwodzie sumskim na północy Ukrainy.

Szczerze żałuję. Byłem wtedy zdenerwowany, nie chciałem zabić (…) Tak do tego doszło – zeznał przed sądem.

28 lutego wystrzelił kilka pocisków z karabinu w głowę nieuzbrojonego Szelipowa, który szedł poboczem drogi, prowadząc rower. Szyszymarin miał otrzymać taki rozkaz od przełożonego, który bał się, że cywil poinformuje siły ukraińskie o obecności wojsk rosyjskich.

„Można wymienić osobę po wyrokach sądowych”

Tymczasem prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa podkreśliła – cytowany przez Ukraińską Prawdę – że dopuszcza możliwość wymiany Szyszymarina.

Można wymienić osobę po wyrokach sądowych. Tak, technicznie jest to możliwe – podkreśliła.

Ale nie chcę wdawać się w tę kwestię, bo to jest polityka i dyplomacja, chcę pozostać w kompetencjach prokuratora i mówić o obiektywnych tematach wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych – dodała.

Podkreśliła, że Ukraina będzie działać wyłącznie na polu prawnym, zgodnie ze standardami międzynarodowego prawa humanitarnego.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest wyrok za brutalne zabójstwo popełnione przez 18-latka

To była wyjątkowo bestialska zbrodnia. Obrażenia matki, ojca i ich 7-letniego syna – ujęte w wyroku – są zbyt drastyczne, by je opisać. Zginęli nocą od ciosów zadanych siekierą. Sprawca został nieprawomocnie skazany na dożywocie i może ubiegać się o wyjście na wolność najwcześniej po 30 latach. – Tam była niechęć i zazdrość o młodszego brata – mówi rzeczniczka sądu. „Raport” Beaty Glinkowskiej.

– To były rany rąbane głównie głowy i klatki piersiowej – bez szczegółów wymienia Tomasz Orepuk z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

21-letni Marceli C. starszy syn zabitego małżeństwa, usłyszał wyrok dożywocia.

Wyrok skazujący za trzy zabójstwa

– Zapadł wyrok skazujący, za trzy przestępstwa: zabójstwo matki, ojca oraz brata. Za każdy poszczególny czyn wymierzono karę dożywocia, wtedy kara łączna to jest kara dożywocia. Zastosowano również środek pobawienia praw publicznych na maksymalny okres 10 lat. Sąd orzekł, że skazany będzie mógł się ubiegać o przedterminowe zwolnienie po 30 latach – mówi Marzena Rusin-Gielniewska, rzecznik Sądu Okręgowego w Świdnicy.

Proces toczył się przed świdnickim sądem za zamkniętymi drzwiami z wyłączeniem jawności. Między innymi ze względu na najstarszego syna zamordowanej pary, którego w momencie zbrodni nie było w domu, wyjaśnia Marzena Rusin-Gielniewska.

– Chodziło obronę interesów pokrzywdzonego, najstarszego brata oraz – zważywszy na okoliczności tych zbrodni – o ochronę dobrych obyczajów – twierdzi sędzia Rusin-Gielniewska.

– Był on oskarżycielem posiłkowym podczas procesu brata – mówi jego pełnomocnik, adwokat Tomasz Bokszczanin.

– Oczekiwał na ten wyrok, natomiast o odczuciach człowieka, którego dotknęła tak wielka tragedia, nie sposób mówić – mówi adwokat. – Jest to człowiek, który przeżył ogromny dramat – dodaje

– Wyrok w takiej sprawie nikogo satysfakcjonować nie może, ale jest jedynym, jaki mógł zapaść, biorąc pod uwagę szereg okoliczności związanych z tą sprawą, np. opinie sądowe psychologiczne i psychiatryczne, w których badana była osobowość oskarżonego. Ich wyniki są takie, że ten bardzo młody człowiek cały czas może stanowić zagrożenie dla innych ludzi – ocenił prawnik.

Obrońca Marcelego C., zgodnie z wytycznymi klienta, nie zgodził się na rozmowę.

Zbrodnia rozegrała się w środku nocy

Dramat rozegrał się w Ząbkowicach Śląskich, 9 grudnia 2019 roku, około godz. 2 w nocy policjanci zostali wezwani do włamania w domu jednorodzinnym. Zadzwonił – jak okazało się później – sam sprawca.

– Gdy tylko policjanci dojechali na miejsce, zauważyli mężczyznę, który siedział na dachu, i krzyczał, że to on jest autorem zgłoszenia. Mówiąc, że włamywacz może być w środku, pytając, co z jego rodziną – przypomina st. asp. Katarzyna Mazurek z Komendy Powiatowej Policji w Ząbkowicach Śląskich.

 18-latek twierdził, że uciekł na dach przed rzekomym włamywaczem. Policjanci znaleźli w domu zmasakrowane ciała jego bliskich. Na miejscu zaczęły się oględziny. Podawana przez nastolatka wersja – miała coraz więcej nieścisłości – wylicza policjantka:

– On miał przygotowaną legendę, tak jak oszuści. Powiedział, że włamał się do jego domu mężczyzna ubrany na czarno, że miał kominiarkę, że nie widział jego twarzy. Ale jednocześnie powiedział, że ma brodę. Im więcej śladów zabezpieczali kryminalni na miejscu zbrodni, tym bardziej policjanci odnosili się do tych śladów. Na te (szczegółowe) pytania mężczyzna już nie potrafił logicznie odpowiedzieć i przyznał się – mówi st. asp. Mazurek.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nożownik ze Świnoujścia z zarzutem zabójstwa

Dożywocie grozi nożownikowi ze Świnoujścia, który brutalnie zaatakował 44-letnią kobietę. Mężczyzna zadał jej kilka ciosów nożem. Ofiara nie przeżyła. Do tragedii doszło we wtorkowe popołudnie przy ul. Słowackiego w Świnoujściu. Mateusz N. został dziś doprowadzony do prokuratury. Mężczyna przyznał się do winy, odpowie za zabójstwo. Krwawe i drastyczne sceny rozegrały się przed budynkiem prokuratury, w samym centrum Świnoujścia.

– Napastnik zaatakował kobietę zadając jej kilka ciosów nożem powodując jej zgon. Po tym zdarzeniu uszkodził sobie nadgarstek – przekazała Monika Cruz z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Na ratunek rzucili się przerażeni przechodnie. – Widziałam, że 2 osoby leżały. Zaczęliśmy udzielać pomocy. Na chodniku leżała kobieta i mężczyzna. Kobieta miała rany kłute w brzuchu, na głowie. Mężczyzna miał pocięty nadgarstek – relacjonuje Joanna Bednarczyk, świadek tragedii.

Po kilku minutach na miejsce dotarło pogotowie. Niestety mimo reanimacji, 44-latki nie udało się uratować. Świadkiem zdarzenia była m.in. matka sprawcy tego dramatu. Kobieta nie chciała pokazywać twarzy przed kamerą, ale zgodziła się na rozmowę. Jak mówi, ofiara była partnerką jej syna. 44-latka przyjechała do prokuratury, by złożyć zeznania w sprawie związanej z relacją z konkubentem. Mężczyzna nie dostał jednak zgody na udział w przesłuchaniu. Wtedy Mateusz N. wpadł w szał i rzucił się na partnerkę.

Pokrzywdzona Natalia S. to lubiana i ceniona nauczycielka Zespołu Szkół Morskich w Świnoujściu. Bliskich, świadków, mieszkańców i turystów tragedia potwornie wstrząsnęła. Prokuratura przedstawiła Mateuszowi N. zarzut zabójstwa. Śledczy skierowali do sądu wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego trzymiesięcznego aresztu.
Źródło info i foto: szczecin.tvp.pl