Noworodek zginął we wsi Osiny. Matce i córce grozi dożywocie

Noworodek zginął we wsi Osiny (między Kielcami a Radomiem). Dwóm kobietom z województwa świętokrzyskiego grozi dożywocie. Stanęły w środę przed Sądem Okręgowym w Kielcach, gdzie rozpoczął się proces. Podejrzane o zabójstwo to matka i babcia zamordowanego chłopca.

Po rozpoczęciu rozprawy sąd w Kielcach częściowo wyłączył jej jawność. Jak podaje „Wyborcza Kielce”, prosili o to obrońcy kobiet. Argumentowali to m.in. innymi „interesem prywatnym”.

Prokuratura oskarżyła 38-letnią Katarzynę K. o zabójstwo noworodka w wyniku motywacji „zasługującej na szczególne potępienie”. Matce kobiety, 59-letniej Małgorzacie B., przedstawiono zarzut współudziału w zbrodni w Osinach w województwie świętokrzyskim. W trakcie śledztwa kobiety nie przyznały się do popełnienia zarzucanego im czynu.

Do zdarzenia doszło w nocy z 15 na 16 stycznia w Osinach. Z ustaleń śledczych wynika, że 38-letnia Katarzyna K. urodziła w domu dziecko. Tuż po porodzie, przy pomocy swojej matki, zabiła noworodka.

„Bezpośrednio po porodzie umieściły go w wiadrze z nieczystościami, zanurzając w nim jego głowę, a następnie umieściły [niemowlę – red.] w worku foliowym” – powiedziała Agnieszka Ptak z Prokuratury Rejonowej w Starachowicach cytowana przez „Wyborczą Kielce”.
Źródło info i foto: o2.pl

Baron narkotykowy Joaquin „El Chapo” Guzman resztę życia w więzieniu

Joaquin „El Chapo” Guzman, meksykański baron narkotykowy, został skazany na dożywocie i 30 lat więzienia za kierowanie organizacją przestępczą, która przemycała narkotyki do Stanów Zjednoczonych.

Rozprawa odbyła się w sądzie federalnym w Brooklynie. W lutym tego roku ława przysięgłych uznała Joaquina Guzmana winnym handlu narkotykami oraz zlecania licznych zabójstw. Guzman był przywódcą kartelu Sinaloa – jednej z najbardziej brutalnych grup przestępczych w Meksyku, zaopatrującej w narkotyki całe Stany Zjednoczone.

„Ucieczka tysiąclecia”
Skazany jest przetrzymywany w odosobnieniu, w podobnym do twierdzy więzieniu na dolnym Manhattanie. W zeszłym miesiącu sąd odrzucił jego prośbę o możliwość wydłużenia czasu ćwiczeń na dachu więzienia. Prokuratorzy nie chcieli ryzykować ucieczki osadzonego. Wcześniej dwukrotnie uciekł z więzienia o zaostrzonym rygorze w Meksyku.

Ucieczka była niezwykle spektakularna, w mediach nazywano ją nawet „ucieczką tysiąclecia”. „El Chapo” zniknął pod posadzka brodzika w swojej celi. Przez półmetrową dziurę wszedł do długiego na półtora kilometra korytarza. I nie chodzi o surowy, ziemny tunel, ale korytarz z oświetleniem i wentylacją, a podczas prac urobek wywożono specjalnym motocyklem przystosowanym do jazdy po szynach. Drugi wylot korytarza mieścił się na nieodległej budowie.

Meksykanie wdzięczni mafiozowi

W ucieczce w 2015 roku, podobnie jak w tej kilkanaście lat wcześniej, prawdopodobnie pomogli strażnicy więzienni. I choć prezydent Meksyku mówił o narodowej hańbie i deklarował, że służby nie ustaną w poszukiwaniach mafiosa, to wielu zwykłych Meksykanów czekało na jego powrót. „El Chapo” to bowiem jeden z ostatnich bossów, którzy działali w starym stylu. Guzman potrafił doprowadzić elektryczność do miejscowej szkoły w Sinaloa, kupić kwiaty do kościoła czy załatwić transport lotniczy ciężko choremu dziecku. Kiedy aresztowano „El Chapo”, w stolicy jego rodzimej prowincji wybuchły protesty.

„Guzman staroświecko łączy więc bezwzględność w interesach z miłosierdziem i hojnością wobec wielu zwykłych ludzi. Młodzi bossowie, którzy nastąpili po nim, oferują już tylko brutalny terror” – pisaliśmy w po ucieczce „El Chapo” z więzienia.

Jeden z najbogatszych ludzi na świecie

„El Chapo” został schwytany w 2016 roku, a w styczniu 2017 został wydany Stanom Zjednoczonym. Amerykańscy prokuratorzy twierdzili, że Joaquin Guzman, handlując narkotykami zarobił ponad 12 miliardów dolarów, a magazyn „Forbes” wymienił go jako jednego z najbogatszych ludzi na świecie. Pomimo upadku Joaquina Guzmana, kartel Sinaloa jest ciągle jednym z najaktywniejszych meksykańskich gangów w Stanach Zjednoczonych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

54-latek zlecił zabójstwo żony. Atak zaplanowano w Kazimierzu Dolnym

Stołeczni policjanci zatrzymali 54-latka podejrzanego o zlecenie zabójstwa żony, a także jego 35-letniego znajomego, który miał mu pomagać w zbrodni. W Prokuraturze Okręgowej w Warszawie obaj usłyszeli zarzuty. Zostali też tymczasowo aresztowani przez sąd.

Jak przekazał rzecznik warszawskiej policji kom. Sylwester Marczak, 54-latka, który jest podejrzany o zlecenie zabójstwa żony, i 35-latka, który miał pomagać w realizacji tego planu, zatrzymali funkcjonariusze z wydziału do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw.

Miała zginąć w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego

Policjanci nie wykluczają, że 54-latek chciał poprzez zabójstwo żony rozwiązać problemy osobiste i finansowe. Według policji, podejrzany planował zbrodnię od kwietnia 2018 roku. Chciał dokonać „zbrodni doskonałej”, opracowanej w najdrobniejszych szczegółach. Kobieta miała zostać pozbawiona życia w czasie wyjazdu do Kazimierza Dolnego. 35-latek, który miał pomagać głównemu podejrzanemu, to jego znajomy, na co dzień prowadzący z nim interesy.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi policja pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jej rzecznik, prok. Łukasz Łapczyński, poinformował, że wynagrodzeniem za zabójstwo miało być mieszkanie na warszawskim Mokotowie. Osobę, która miała dokonać zabójstwa, miał znaleźć 35-latek. Służby znają personalia tej osoby.

Podejrzanym grozi dożywocie

W Prokuraturze Okręgowej 54-latek usłyszał zarzut nakłaniania do zabójstwa żony, do czego nie doszło dzięki działaniom policji. – W przypadku drugiego mężczyzny zarzuty dotyczą pomocnictwa do przestępstwa poprzez m.in. skontaktowanie zleceniodawcy z osobą, która miała dokonać zabójstwa, oraz udzielanie rad i wskazówek co do przebiegu zbrodni – wyjaśnił prok. Łapczyński.

Obaj podejrzani nie przyznali się do zarzucanych im przestępstw i złożyli obszerne wyjaśnienia sprzeczne ze zgromadzonym w tej sprawie materiałem dowodowym.

Na wniosek prokuratora w ubiegłym tygodniu sąd zastosował wobec nich tymczasowe aresztowanie na trzy miesiące.

Podejrzanym grozi nawet dożywotnie więzienie.

Śledczy nie wykluczają kolejnych zatrzymań.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Miejska Górka: Ciało noworodka znalezione w szafie. Chłopiec zginął od uderzeń w głowę. 30-latce grozi dożywocie

W mieszkaniu w Miejskiej Górce policja znalazła ciało noworodka. 30-letnia matka ukrywała ciążę przed bliskimi, prokuratura postawiła jej zarzut zabójstwa. Wstępne ustalenia wskazują na to, że dziecko urodziło się żywe, zginęło od uderzeń w głowę. vW Miejskiej Górce (woj. wielkopolskie) policja i prokuratura ujawniły więcej informacji na temat sprawy śmierci noworodka. 30-letnia kobieta w ostatni wtorek, 2 lipca, trafiła do szpitala w Rawiczu ze względu na zły stan zdrowia.

Tam lekarze ustalili, że kobieta niedawno urodziła. W jej mieszkaniu pojawiła się policja – funkcjonariusze w szafie znaleźli ciało noworodka. W rozmowie z Polsat News rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Michał Smętkowski przekazał, że ustalono, iż 30-latka ukrywała ciążę przed wszystkimi, nawet rodziną, a dziecko urodziła w ukryciu.

Według wstępnych ustaleń chłopiec urodził się żywy, natomiast zginął od uderzeń w głowę. Po tym, jak 30-latkę wypisano ze szpitala w piątek, kobietę zatrzymano. Prokurator postawił jej zarzut zabójstwa.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest akt oskarżenia przeciwko Radosławowi S. Mężczyzna jest podejrzany o zabójstwo 66-latka

Akt oskarżenia przeciwko Radosławowi S., podejrzanemu o zabójstwo 66-letniego mieszkańca Ostrowca Świętokrzyskiego, skierowała do Sądu Okręgowego w Kielcach ostrowiecka prokuratura. Mężczyźnie grozi dożywocie. Do zdarzenia doszło pod koniec listopada ub.r. w jednym z domów przy ulicy Denkowskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim. Jak przekazała wówczas PAP oficer prasowy ostrowieckiej policji Sylwester Kaniewski, policjanci dostali zgłoszenie o mężczyźnie, który może potrzebować pomocy.

Na miejscu policjanci zastali już załogę karetki pogotowia. Lekarz stwierdził zgon 66-latka. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że do jego śmierci mógł się ktoś przyczynić. W związku ze sprawą policjanci zatrzymali wówczas przebywających w tym mieszkaniu: 42-letniego mężczyznę oraz dwie kobiety w wieku 72 lata i 41 lat – opisywał.

Jak poinformował w komunikacie rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach Daniel Prokopowicz, w toku śledztwa zebrano materiał dowodowy w postaci przede wszystkim wyników oględzin miejsca zdarzenia, wyników sekcji zwłok, opinii biegłych, zeznań świadków, który pozwolił na odtworzenie przebiegu zdarzenia.

Jak ustalono, Radosław S. w trakcie kłótni i szarpaniny z pokrzywdzonym zadał mu jeden cios nożem w szyję, w następstwie którego doszło do uszkodzenia tętnicy szyjnej, a w konsekwencji do zgonu 66-latka w wyniku wykrwawienia się – przekazał Prokopowicz. Dodał, że w chwili zdarzenia oskarżony oraz pokrzywdzony byli nietrzeźwi.

W toku śledztwa Radosław S. przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu – poinformował rzecznik prokuratury. Radosław S. pozostaje w areszcie. Grozi mu nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Olecko: Przez 2 miesiące katowali swoją córkę. Bili i gwałcili

Szczegóły tej zbrodni porażają! Rodzice przez dwa miesiące pastwili się nad córeczką. Bili ją, gwałcili, w końcu zamordowali. Martwa 9-miesięczna Blanka została znaleziona w mieszkaniu w Olecku w piątek wieczorem. Wczoraj sąd aresztował na trzy miesiące jej zwyrodniałych matkę i ojca.

Przyczyną śmierci dziecka był krwotok wewnętrzny i uszkodzenie mózgu. – Niemowlę miało serce przebite żebrem, mogło być uderzane młotkiem lub wałkiem, ponadto mogło być uderzane o rant biurka lub stołu – mówi Ryszard Tomkiewicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Suwałkach. – Sekcja zwłok wykazała też, że dziewczynka została zgwałcona. Matka miała problemy z narkotykami – dodaje rzecznik.

Rodzice dziewczynki, Grzegorz W. (42 l.) i Anna W. (37 l.), usłyszeli zarzuty znęcania się nad niemowlęciem, zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem oraz wykorzystania seksualnego. Grozi im dożywocie.

Blanka mogła żyć! Na jakiś czas została wyrwana z rodzinnego piekła. – W listopadzie 2018 r. wyrokiem sądu dziecko zostało odebrane matce. Później sąd posiłkując się opinią biegłych, w tym psychiatry i kuratora, zwrócił dziecko matce. Było to w marcu 2019 r. – informuje Agnieszka Węglicka-Bogdan, wiceprezes Sądu Rejonowego w Olecku. – Kiedy kurator przychodził do domu, widział niemowlę, które nie miało śladów pobicia, było nakarmione i rozwijało się prawidłowo. Nic nie wskazywało, że mogłoby dojść do takiej tragedii – dodaje sędzia.

Anna W. miała jeszcze trójkę dzieci, każde z innego związku. Dzieci mieszkają u swych ojców. – Znamy doskonale Annę W. Co prawda nie korzysta z opieki społecznej, ale pobiera zasiłki z rządowych programów. To właśnie na nasz wniosek sąd odebrał jej dziecko i przekazał do rodziny zastępczej. Kiedy było oddawane rodzicom, nikt nie zwracał się do nas o opinię w tej sprawie, nie mieliśmy na to wpływu – informuje Edyta Truszczyńska, kierownik MOPS w Olecku.

– Kara dożywocia to dla takich potworów za mało. Dawać ich pod nasz blok, to ukamienujemy – komentuje 20-letnia sąsiadka rodziców-zabójców.
Źródło info i foto: se.pl

Co łączy matkę zamordowanej 10-latki i matkę Jakuba A.?

Na jaw wychodzi coraz więcej szokujących faktów na temat zabójstwa 10-letniej Kristiny z Mrowin. Jak ustalił portal GazetaWroclawska.pl, mama zamordowanej Kristiny i mama 22-letniego Jakuba A. podejrzanego o zabójstwo dziewczynki to kuzynki! Wygląda więc na to, że 22-latek zakochał się w swojej ciotce.

Śmierć 10-letniej Kristiny z Mrowin odbiła się szerokim echem w całej Polsce. Kiedy odnaleziono zwłoki 10-latki, natychmiast rozpoczęły się poszukiwania zwyrodnialca, który odebrał jej życie. Jednocześnie pojawiły się pytania: jak udało mu się zwabić Kristinę do samochodu. Okazuje się, iż ta kwestia nie sprawiła 22-letniemu Jakubowi A. większych problemów. Zabójca Kristiny wielokrotnie odbierał wcześniej 10-latkę ze szkoły! Jakub A. nie był więc dla Kristiny obcą osobą. Również w szkole wiedziano, iż 22-latek, którego mama Kristiny przedstawiała innym jako „kuzyna”, czasami odbiera 10-latkę. Dziewczynka z Mrowin nie miała więc podstaw, by podejrzewać, że Jakub A. zamierza jej zrobić krzywdę.

„Zabójca Kristiny to jej rodzina”

Z najnowszych informacji wynika, że Jakub A. był spokrewniony z panią Agnieszką, matką swojej ofiary. „Mama zamordowanej Kristiny i mama 22-letniego Jakuba A. to kuzynki, które wychowały się w Mrowinach i zawsze były ze sobą blisko związane” – poinformowała „Gazeta Wrocławska”. To właśnie dlatego Jakub A. miał być częstym gościem w domu pani Agnieszki.

Z ustaleń dziennikarzy „Gazety Wrocławskiej” wynika, że 22-latek pomagał kobiecie przy budowie domu, a nawet zabierał jej dzieci do kina. Pomimo dużej różnicy wieku, w końcu zakochał się w matce Kristiny. To jednak nie różnica wieku miała być największym problemem Jakuba A., lecz córka pani Agnieszki. Dziewczynka z pewnych względów nie akceptowała mężczyzny. Być może właśnie dlatego, 22-latek postanowił się jej pozbyć.

Śmierć Kristiny z Mrowin

Do szokującej zbrodni doszło 13 czerwca niedaleko Mrowin – dolnośląskiej miejscowości, w której mieszkała 10-letnia Kristina. Dziewczynka, po skończeniu lekcji w szkole, miała udać się do Żarowa na lekcje śpiewu. Gdy dziewczynka tam nie dotarła, rozpoczęto jej poszukiwania. Jeszcze tego samego dnia, w pobliskim lesie niedaleko Ibramowic, odnaleziono zwłoki 10-letniej Kristiny. Na ciele dziewczynki z Mrowin były liczne rany kłute.

Jak policja wpadła na trop zabójcy?

Przełom w sprawie nastąpił prawdopodobnie w ostatnią sobotę, kiedy na policję zgłosił się świadek, który zeznał, że Jakub A. od miesiąca miał planować zbrodnię na Kristinie. Mężczyzna uważał, że dziewczynka przekonuje matkę, by nie wiązała się z dużo młodszym od niej partnerem.

Wkrótce potem zatrzymano 22-letniego Jakuba A. Potwierdziły się informacje, że Jakub A. był zakochany w 40-letniej matce Kristiny, czemu dziewczynka była bardzo przeciwna. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Jakub A. Przyznał się do winy. Grozi mu dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Nowy Dwór Mazowiecki: Masakra w pubie. Skazany tylko jeden z zabójców

Sąd Okręgowy dla Warszawy Pragi rozstrzygnął sprawę gangsterskich porachunków w Nowym Dworze Mazowieckim sprzed 19 lat. W dwóch zamach zginęło wówczas sześć osób, z czego cztery nie miały nic wspólnego z półświatkiem. Ku zaskoczeniu prokuratury sąd uznał, że winnym udziału w tych mordach jest Daniel E. ps. „Chulio” vel „Kulio” i skazał go na dożywocie. Uniewinnił zaś domniemanego wspólnika kilera – Marka N. ps. „Marek z Marek”.

– Sąd uniewinnił Marka N. od popełnienia zarzucanych mu czynów. Oskarżonego Daniela E. skazał, uznając za winnego popełnienia czynów z art. 148 paragraf 3 Kodeksu karnego i art. 263 par. 2 Kodeksu karnego łącznie na karę dożywotniego pozbawienia wolności – poinformowało portal tvp.info biuro prasowe Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi.

Tym samym sąd uznał tylko połowicznie racje prokuratury, która domagała się skazania na dożywocie obu oskarżonych: Marka N. i Daniela E. Śledczy przekonywali, że podsądni są kilerami gangu wołomińskiego „wypożyczonymi” jednemu z gangów z Nowego Dworu Mazowieckiego. Ich zadaniem było według śledczych wyeliminowanie liderów konkurencyjnej bandy. Prokuratura zapowiada apelację w części dotyczącej „Marka z Marek”. Można być pewnym, że podobnie postąpi „Chulio”, który od początku przekonywał, że jest niewinny.

Może przyjdzie do aresztu

Marka N. i Daniela E. nie było na sali rozpraw w czasie ogłaszania wyroku. Już kilka lat temu, mimo bardzo poważnych zarzutów, uchylono im areszty i odpowiadali z wolnej stopy. Niewykluczone jednak, że za „Chuliem” zostanie wydany list gończy.

„Mając na uwadze fakt, że oskarżonemu wymierzono karę pozbawienia wolności nie niższą niż trzy lata, Sąd uznał, że jedynie dalsze stosowanie wobec Daniela E. tymczasowego aresztowania w sposób należyty zabezpieczy prawidłowy tok postępowania, dlatego też postanowił zastosować wobec oskarżonego Daniela E. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres sześciu miesięcy od dnia jego zatrzymania. Zgodnie z art. 279 par. 1 Kodeksu postępowania karnego, jeżeli oskarżony, w stosunku do którego wydano postanowienie o tymczasowym aresztowaniu, ukrywa się, sąd lub prokurator może wydać postanowienie o poszukiwaniu go listem gończym” – informuje biuro prasowe Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi.

Z informacji portalu tvp.info, wynika jednak, że na razie nikt nie szuka Daniela E. Zarówno on, jak i jego kompan przekonywali ostatnio, że zerwali z przestępczym życiem. Jeden z oskarżonych miał utrzymywać się z jeżdżenia dla jednej z korporacji zajmującej się przewozem ludzi.

Masakra zamiast festynu

Gangsterzy z Nowego Dworu rezydowali w lokalnym pubie EB. Mieli tam swój stolik. Ponoć barman miał żartować nawet, że powiesi kartkę „nie strzelać do barmana”, tylu gangsterów przewijało się przez lokal. Z ustaleń śledczych wynika, że „Gienek” namawiał jednego z podwładnych, aby ten obrzucił granatami stoliki „nowodworskich”. Niedoszły zamachowiec przestraszył się konsekwencji.

Wtedy właśnie miała zapaść decyzja o wykorzystaniu Daniela E. „Chulia” i Marka N. „Marka z Marek”. Obydwaj mieli w półświatku opinię „cyngli do wynajęcia”. Byli związani z gangiem wołomińskim, ale, jak ustaliła prokuratura, „wypożyczono” ich grupie „modlińskiej”.

„Marek z Marek” miał załatwić bombę, którą podłożono pod stolikiem „nowodworzan” w pubie „EB”. Ponad pięciokilogramowy ładunek plastiku ukryto pod kostką brukową. To był bardzo potężny ładunek. Wystarczy dodać, że do zniszczenia samochodu wystarczy 200 gramów tej wybuchowej substancji.

Rankiem 23 czerwca 2000 r. właściciel lokalu i trzech jego pracowników przygotowywali się do festynu. Jeden z nich zauważył naruszoną kostkę brukową i próbował prawdopodobnie ją podnieść. Doszło do potężnej eksplozji. Wybuch rozrzucił szczątki ofiar w promieniu kilkudziesięciu metrów.

Bomba wybuchła jednak za wcześnie. Zginęli niewinni ludzie, natomiast żadnego z gangsterów nie było w tym czasie w pubie. Do wybuchu miało dojść wieczorem, co oznacza, że doszłoby do jeszcze większej masakry.

Kamizelki nie pomogły

Wojna o Nowy Dwór rozgorzała w najlepsze. Gangsterzy z obu zwaśnionych band chodzili w kamizelkach kuloodpornych. Mieli przy sobie broń. W tym czasie samodzielnym szefem „nowodworskich” został Paweł G. ps. „Głębik”.

13 listopada 2000 r. boss i jego kompan Krzysztof K. „Szczurek” bawili się przy automatach w nowodworskim klubie Tartak. Nagle do lokalu wtargnęło dwóch mężczyzn w kominiarkach. Według prokuratury byli to Marek N. i Daniel E.

Napastnicy mieli przy sobie broń maszynową. Bez słowa podeszli do gangsterów przy automatach i zaczęli strzelać. „Głębik” i jego towarzysz dostali po kilkanaście kul. Pociski bez problemów przebiły kamizelki kuloodporne noszone przez ofiary.

– Jeden rozbawił mnie, bo gdy do niego prułem, głośno krzyczał: „Mamo, mamusiu” – tak według jednego ze skruszonych przestępców, miał opowiadać o strzelaninie „Marek z Marek”.

Prokuratura i policja ustaliły, że wykonawcami tej egzekucji byli „Marek z Marek” oraz „Chulio”. Przypisano im także zorganizowanie zamachu w pubie „EB”. W 2013 r. obaj zostali skazani na kary dożywocia. Na wyrok czekali na wolności, ponieważ sąd badający sprawę w latach 2003-11 uznał, że za długo przebywają w aresztach. Jednak w 2014 r. wyrok uchylono i sprawa toczyła się od nowa.
Źródło info i foto: TVP.info

Sprawcy strzelaniny w szkole w Brześciu Kujawskim grozi dożywocie

18-letni sprawca wczorajszego ataku w szkole w Brześciu Kujawskim przyznał się do usiłowania zabójstwa wielu osób. Taki też usłyszał zarzut. Mężczyźnie grozi dożywocie. 18-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób. Mężczyźnie do protokołu zarzuty przedstawili policjanci – informuje Prokuratura Okręgowa we Włocławku.

Sprawca wtargnął do szkoły i przy użyciu starej, czarnoprochowej broni oraz materiałów wybuchowych ranił dwie osoby. Jedną z nich była pani zajmująca się obsługą i ona ma rany postrzałowe. Postrzelona została także 11-letnia uczennica – mówił dziś rzecznik prokuratury Wojciech Fabisiak.

Śledczy ujawnili, że w domu Marka N. znaleziono więcej materiałów wybuchowych, a także urządzenia służące do ich produkcji. Podczas przesłuchania przyznał, że chciał pozabijać osoby przebywające w szkole. Dlatego, jak mówi prokurator Fabisiak, zarzut przedstawiony 18-latkowi do protokołu przez policję – usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych, za który grozi nawet dożywotnie więzienie – zostanie najpewniej rozszerzony.

Fabisiak poinformował także, że prokuratura ma wiedzę o wcześniejszym leczeniu psychiatrycznym mężczyzny i teraz wiele czynności śledczych zależy od decyzji lekarzy. Między innymi to, czy może brać udział w tak zwanych czynnościach procesowych. Wtedy też zapadnie decyzja o ewentualnym wniosku o tymczasowe aresztowanie napastnika.

Sprawcę ataku obezwładnił pracownik szkoły, także woźny. Jak się okazuje, 18-letni dziś Marek N. rok temu pojawił się na boisku tej samej placówki szkolnej z maczetą. Podczas incydentu sprzed roku nikt nie został ranny, a młody mężczyzna został szybko zatrzymany. Od tamtej pory – od lipca do lutego – leczył się w trzech szpitalach psychiatrycznych: w Toruniu, Łodzi oraz Warcie pod Łodzią.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 21-letni Jake Patterson porwał 13-latkę i zamordował jej rodziców. Resztę życia spędzi w więzieniu

Sąd okręgowy w Barron, w stanie Wisconsin, skazał w piątek 21-letniego Jake’a Pattersona na podwójną karę dożywotniego więzienia, bez możliwości przedterminowego zwolnienia, za uprowadzenie 13-letniej Jayme Closs i zamordowanie jej rodziców. Dodatkowo Patterson został skazany na 40 lat więzienia za uprowadzenie nieletniej.

Sędzia James Babler oświadczył wydając wyrok, że zbrodnia, której się dopuścił Patterson jest „najbardziej przerażającą i niebezpieczną”, z jaką miał do czynienia w swojej karierze oraz, że jest on groźny dla otoczenia i dlatego musi być izolowany. Dodał, że dla niego Patterson, były pracownik wytwórni serów, jest „uosobieniem zła”.

Według prokuratury Patterson miał nosić się z zamiarem popełnienia dalszych tego rodzaju przestępstw snując fantazje o „uprowadzeniu wielu dziewczynek i zamordowaniu wielu rodzin”.

„Odzyskałam wolność, której on już nie będzie miał”

Jak ustalono podczas procesu Patterson postanowił uprowadzić Jayme Closs kiedy zobaczył ją wsiadającą do autobusu szkolnego. W październiku 2018 r. wdarł się do domu rodziców dziewczynki Jamesa i Denise, w Barron i zastrzelił ich, po czym uprowadził nastolatkę do znajdującego się na uboczu szałasu, w odległości 97 km na północ od Barron, gdzie przetrzymywał ją przez 88 dni.

10 stycznia br. Jayme udało się uciec korzystając z nieobecności Pattersona. – Obserwowałam jego rutynowe czynności i odzyskałam wolność, którą zawsze będę miała, a on już nie – powiedziała w sądzie. Patterson podczas procesu wyraził skruchę mówiąc, że gdyby mógł „cofnąłby to co zrobił”. Na dziewczynkę natknęła się przypadkowo nauczycielka Jeanne Nutter podczas spaceru z psem. Jak mówiła była ona wychudzona, brudna i w za dużych butach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl