Agenci CBA zatrzymali prezydenta Żyrardowa

Trzy osoby, w tym prezydent Żyrardowa, zostało zatrzymanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dwaj pozostali zatrzymani to biznesmen z Rewala i Gryfic. Trwają przeszukania i czynności z zatrzymanymi. Piotr Kaczorek z wydziału komunikacji społecznej Biura potwierdził PAP zatrzymanie tych trzech osób. – Agenci z warszawskiej delegatury Biura zatrzymali prezydenta miasta i dwóch przedsiębiorców z woj. zachodniopomorskiego – z Rewala i Gryfic – powiedział PAP Kaczorek.

Przeszukania objęły m.in. gabinet prezydenta i biura w Urzędzie Miasta Żyrardowa, mieszkania i pracy zatrzymanych osób – w sumie kilkanaście miejsc.

– Sprawa dotyczy przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego oraz ustawiania przetargów na ponad 1,5 mln zł na sprzedaż nieruchomości w Rewalu będącej własnością Żyrardowa oraz nieruchomości będących w użytkowaniu wieczystym Żyrardowa – podał. Według Kaczorka chodzi o grunty w pobliżu nadmorskiej plaży, na których znajdował się wcześniej ośrodek wypoczynkowy miasta.

Kaczorek poinformował, że zatrzymani przez CBA trafią do Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, gdzie usłyszą zarzuty. Zaznaczył, że czynności w tej sprawie nadal trwają, a samo śledztwo ma wiele wątków.
Źródło info i foto: onet.pl

Albańczycy skazani za handel ludzkimi organami

Sąd w Prisztinie skazał dwóch kosowskich Albańczyków za pobieranie na handel ludzkich organów. Urolog Lutfi Dervishi dostał wyrok siedmiu i pół roku więzienia, karę grzywny w wysokości 8 tys. euro oraz zakaz wykonywania zawodu przez dwa lata po odbyciu kary. Anestezjolog Sokol Hajdini został skazany na rok więzienia.

Według międzynarodowych prokuratorów z sądu w Prisztinie, Dervishi wraz z synem prowadził klinikę Medicus, w której przeprowadzili w 2008 roku co najmniej 23 operacje przeszczepienia nerki. Ich klienci, w tym wielu z Izraela, za nową nerkę płacili 80-100 tys. euro.

Dawcom organów z Rosji, Białorusi, Kazachstanu, Rumunii, Izraela i Turcji oferowano około 10 tys. euro. Prokuratorzy udowodnili w procesie, że wszyscy dawcy byli ludźmi żyjącymi w biedzie i po operacji następowało u nich pogorszenie stanu zdrowia.
Źródło info i foto: TVP.info

Dwaj wydaleni dyplomaci oficerami prowadzącymi zatrzymanego Marka W.?

Dwaj wydaleni pracownicy rosyjskiej ambasady w Warszawie działali pod dyplomatycznym przykryciem, a w rzeczywistości mieli zajmować się działalnością wywiadowczą. Z nieoficjalnych informacji dziennikarza RMF FM Krzysztofa Zasady wynika, że byli oficerami prowadzącymi zatrzymanego przez ABW urzędnika ministerstwa energii. Odbierali od niego informacje dotyczące kluczowych dla Polski projektów energetycznych.

Warszawski sąd do 21 czerwca aresztował Marka W., urzędnika jednego z gospodarczych ministerstw, zatrzymanego przez ABW pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Marek W. miał przekazywać rosyjskim służbom informacje o planowanych działaniach polskiego rządu wobec budowy gazociągu Nord Stream 2.

Samodzielna Sekcja Prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie poinformowała w poniedziałek PAP, że o areszcie zdecydował w sobotę Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia.

Z wnioskiem o trzymiesięczny areszt wystąpił w piątek prokurator z mazowieckiego wydziału zamiejscowego departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Warszawie. Tym samym sekcja prasowa sądu potwierdził nieoficjalne informacje PAP, że śledztwo nadzoruje ten mazowiecki wydział zamiejscowy PK.

W. prokuratura zarzuciła czyn z art. 130 par. 1 Kodeksu karnego, czyli postawiła zarzut szpiegostwa. Ten, kto bierze udział w działalności obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10 – stanowi ten artykuł Kk.

Z informacji sądu wynika, że W. został zatrzymany w piątek o godz. 6.05 rano i zgodnie z decyzją sadu pozostanie w areszcie przynajmniej do 21 czerwca – również do godziny godz. 6.05.

Wcześniej rzeczniczka prasowa Prokuratury Krajowej Ewa Bialik powiedziała PAP, że prokuratura w żaden sposób nie informuje i nie komentuje działań wobec W., ze względu na niejawny charakter postępowania.

„Z materiałów ABW wynika, że Marek W. utrzymywał kontakty z oficerami służb specjalnych Federacji Rosyjskiej i przekazywał im informacje na temat istotnych z punktu widzenia interesów Rzeczypospolitej Polskiej inwestycji” – powiedział PAP rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Wyjaśnił, że Marek W. jako urzędnik jednego z resortów gospodarczych w ramach swoich zawodowych obowiązków zajmował się strategicznymi dla infrastruktury energetycznej Polski projektami oraz pozyskiwaniem środków unijnych na potrzeby programu dywersyfikacji dostaw gazu z Rosji.

Żaryn nie sprecyzował, w którym ministerstwie pracował Marek W. Rynek gazu jest w kompetencjach Ministerstwa Energii, które nie komentuje informacji w sprawie zatrzymania Marka W.
Źródło info i foto: interia.pl

Polacy powiedzieli, że w bagażach mają bombę i granat. Później, że to żart

Dwaj mieszkańcy województwa pomorskiego podczas odprawy bagażowej na gdańskim lotnisku powiedzieli, że w ich bagażach jest bomba i granat. Po chwili funkcjonariuszom Straży Granicznej tłumaczyli, że… tylko żartowali.

Do zdarzenia doszło 20 listopada podczas odprawy biletowo-bagażowej przed wylotem samolotu do Eindhoven. Kiedy pracownica obsługi usłyszała o bombie i granacie, wezwała funkcjonariuszy z Placówki Straży Granicznej w Gdańsku. Ci natychmiast szczegółowo skontrolowali pasażerów i ich bagaże, jednak nie ujawnili żadnych niebezpiecznych przedmiotów – czytamy na stronie SG.

Mężczyźni w wieku 27 i 33 lat zaczęli przepraszać za swoje zachowanie. Twierdzili, że postąpili bardzo głupio, żałują, a muszą lecieć do pracy. Zostali ukarani mandatami, ale do Holandii nie polecieli. Kapitan samolotu nie wpuścił ich na pokład.

Od początku roku była to już w 38 interwencja Straży Granicznej na gdańskim lotnisku wobec osób naruszających warunki bezpieczeństwa lotniska.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Dwaj katalońscy aktywiści na rzecz niepodległości aresztowani

Hiszpański sąd zdecydował o areszcie dla dwóch liderów ruchu na rzecz niepodległości Katalonii. Jak podała agencja AP, aresztowanym aktywistom zarzuca się podburzanie ludzi. To Jordi Sanchez i Jordi Cuixart. Są w Madrycie prowadzi śledztwo w sprawie roli, jaką grali w czasie protestów w dniach 20-21 września w Madrycie.

Rząd Katalonii chce niepodległości

1 października w Katalonii zorganizowano referendum niepodległościowe, nieuznawane przez władze centralne w Madrycie. Według tamtejszego Trybunału Konstytucyjnego głosowanie zarządzono wbrew prawu. Hiszpański rząd próbował zablokować październikowe referendum wszelkimi możliwymi sposobami. Konfiskowano urny i karty do głosowania, zamykano lokale referendalne. W niektórych miejscach brutalność policji i Gwardii Obywatelskiej doprowadziła do starć, w ruch poszły policyjne pałki i gumowe kule. Rannych zostało wówczas w sumie ponad 800 osób.

Ostatecznie frekwencja wyniosła 42,34 proc. – ponad 90 proc. głosujących opowiedziała się za secesją regionu. Kataloński rząd chce teraz negocjować z rządem w Madrycie.

Premier Hiszpanii Mariano Rajoy jest jednak przeciwko rozmowom z władzami Katalonii na temat niepodległości. – Nie jest możliwa mediacja między prawem demokratycznego państwa a nieposłuszeństwem, bezprawiem – stwierdził premier.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Niemcy: Rumuni ukradli kosztowne elektryczne rowery

Dwaj bracia w wieku 30 i 24 lat, są podejrzani o dokonywanie w Niemczech kradzieży rowerów z napędem elektrycznym. Bracia wpadli, gdy w ich jadącej z Niemiec ciężarówce rumuńscy celnicy znaleźli takie rowery wartości ponad 250 tys. euro. Szybko ustalono na podstawie numerów ram, że rowery zostały skradzione ze sklepu w południowych Niemczech.

W środę okoliczności tej sprawy ujawniła prokuratura w Ellwangen (Badenia-Wirtembergia). Braci zatrzymano. Podejrzewa się, że „wyspecjalizowali się” w kradzieżach rowerów z napędem elektrycznym.

Byli dobrze znani policji
 
Śledczy ustalają teraz, jakie jeszcze włamania do niemieckich sklepów z elektrycznymi rowerami w Niemczech idą na konto rumuńskich braci. Rumuńska policja poinformowała, nie ujawniając szczegółów, że obaj zatrzymani są jej dobrze znani.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe ustalenia w sprawie strzelaniny w Krakowie

Dwaj mężczyźni w wieku 32 i 24 lat zostali zatrzymani w Nowej Hucie w Krakowie po tym, jak ich samochód potrącił strażników miejskich. Teraz okazuje się, że kierujący autem, który nie zatrzymał się do kontroli, był pod wpływem narkotyków. W piątek wieczorem w krakowskiej Nowej Hucie padły strzały. Broń została użyta przez policjantów po pościgu, podczas próby zatrzymania samochodu.

Wcześniej, w pobliżu ulicy Pawiej w centrum Krakowa, samochód wjechał w ulicę pomimo zakazu. Kierowca zamiast zatrzymać się do kontroli, zaczął uciekać. Wtedy potrącił dwóch strażników miejskich. Obaj trafili do szpitala. Kierujący samochodem 32-latk był pod wpływem narkotyków. Obok niego siedział 24-letni pasażer.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Dwóch 17-letnich Marokańczyków przyznało się do napadu na polską parę w Rimini

Nastolatkowie przyznali się do napadu na polskich turystów oraz Peruwiańczyka w Rimini we Włoszech – podała dzisiaj włoska agencja prasowa Ansa. Imigranci stawili się na posterunku karabinierów w mieście Pesaro po tym, gdy w mediach opublikowano wizerunki sprawców.

Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media. Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują mediaMłodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media. Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media.Młodzi Marokańczycy przyszli na posterunek karabinierów w małej miejscowości Montecchio koło Pesaro, niedaleko Rimini. Stawili się kilkanaście godzin po tym, gdy włoskie media rozpowszechniły, tydzień po napadzie, zdjęcia z kamer monitoringu przedstawiające jego sprawców.

Nieoficjalnie wiadomo, że właśnie to, a także rosnąca presja prowadzącej poszukiwania policji skłoniły ich do tego, by oddać się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Są przewożeni do Rimini, gdzie ma przesłuchać ich prokurator, w obecności sędziego trybunału dla nieletnich.

Nie wyklucza się, że także trzeci z czterech sprawców gwałtu i pobicia odda się w ręce karabinierów – twierdzi Ansa. Sprawcy mieszkają w Montecchio, dotąd nie byli karani – informują media. Czteroosobowa grupa imigrantów z północnej Afryki napadła w ubiegłym tygodniu w nocy z piątku na sobotę na młodych polskich turystów na plaży w Rimini. 26-letnia Polka została zgwałcona, a jej partner pobity do nieprzytomności. Oboje przebywają nadal w szpitalu.

We wtorek do Rimini przybyła delegacja polskiej prokuratury, która również wszczęła śledztwo w sprawie napaści na Polaków. Zapoznała się z przebiegiem dochodzenia i razem z włoskimi śledczymi przesłuchała poszkodowanych polskich turystów.
Źródło info i foto: onet.pl

Turcja: Zastrzelono dwóch bojowników Państwa Islamskiego

Turecka policja zastrzeliła w nocy z w Ankarze dwóch mężczyzn podejrzewanych o przygotowywanie zamachu w imieniu Państwa Islamskiego (IS) – poinformował gubernator stolicy Ercan Topaca, cytowany przez prorządową agencję Anatolia.

W mieszkaniu, do którego w nocy weszli policjanci, zarekwirowano broń i granaty. Operację przeprowadzono po otrzymaniu informacji od zatrzymanego w Stambule obywatela Azerbejdżanu. Jak podaje Anatolia, miał on przewieźć dwóch podejrzanych do Ankary i powiedzieć śledczym, że mężczyźni byli bliscy dokonania zamachu.

Tureckie władze wielokrotnie oskarżały dżihadystów z IS o przeprowadzanie ataków terrorystycznych w Turcji, w tym o zamach na głównym lotnisku w Stambule, w którym w czerwcu ub.r. zginęło ponad 40 osób i o atak na klub nocny w noc sylwestrową, w którym śmierć poniosło 39 osób.

Agencja Reutera zauważa, że do najnowszej operacji wymierzonej w bojowników IS doszło przed niedzielnym kongresem rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), na którym prezydent Recep Tayyip Erdogan ma zostać przewodniczącym ugrupowania.
Źródło info i foto: interia.pl

Proces niemieckiego biznesmena, który szykanował Polaków. Prześladował ich za PiS

Dwaj świadkowie potwierdzili we wtorek przed gdańskim sądem, że niemiecki przedsiębiorca Hans G. groził podwładnym i znieważał ich. Zeznawali w procesie ws. mowy nienawiści, którą miał kierować biznesmen wobec swojej polskiej pracownicy. Proces cywilny o naruszenie dóbr osobistych przeciwko niemieckiemu przedsiębiorcy, współwłaścicielowi firmy „Pos System” z Kosakowa (Pomorskie), wytoczyła b. pracownica tej spółki Natalia Nitek. Powódka zarządzała projektami w firmie Hansa G. od czerwca 2015 r. do stycznia 2016 r. Proces w tej sprawie rozpoczął się przed Sądem Okręgowym w Gdańsku pod koniec stycznia.

Otwarte prześladowanie

„Hans G. prześladował w otwarty sposób Natalię, to było systematyczne. Bardzo to przeżywała, chudła w oczach. Opowiadała mi, że jej szef jest porywczą osobą, jak coś mu się nie podobało, to wyganiał wszystkich i rzucał przedmiotami. Krzyczał, że pozabija wszystkich Polaków, postawi ich pod mur i powystrzela, mówił o nich, że to są same darmozjady, a prowadzi firmę w Polsce tylko dlatego, że Polacy są tanią siłą roboczą” – mówił przed sądem 28-letni Sebastian B., który przez kilka lat był partnerem życiowym powódki.

Świadek dodał, że gnębienie psychiczne spotęgowało się, kiedy Hans G. dowiedział się, że Nitek jest członkinią Prawa i Sprawiedliwości i kandyduje z listy tej partii do Sejmu.

Sebastian B. nie znał osobiście Hansa G., a wszystkie relacje o niemieckim biznesmenie czerpał od Nitek. Świadek przyznał, że namówił ją w pewnym momencie, żeby zaczęła robić notatki z rozmów ze swoim szefem i je nagrywać.

Drugi świadek – 49-letni Ireneusz K. – mówił, że o Hansie G. usłyszał po raz pierwszy od Nitek w grudniu 2015 r. podczas spotkania po zakończonej kampanii wyborczej do parlamentu. Mężczyzna jako grafik komputerowy przygotował powódce spot wyborczy.

Zastrzelę Cię, bo jesteś patriotką

„Powódka opowiadała, że jej szef wygłasza groźby kierowane do niej i Polaków. Mówił, że w pierwszej kolejności zastrzeli Natalię, bo jest polską patriotką. Bardzo mnie to wzburzyło, bo prywatnie interesuję się tematem nazizmu” – powiedział świadek.

W marcu 2016 r. Telewizja Republika wyemitowała program, w którym Nitek zaprezentowała zarejestrowane z ukrycia nagrania, ilustrujące znieważanie jej na tle m.in. narodowościowym przez pracodawcę Hansa G. Niemiecki przedsiębiorca mówi m.in. „nienawidzę Polaków; nie to, że ich nie lubię, nienawidzę ich. Oni wszyscy są cwelami i idiotami. Lepiej jest w Afryce. Jesteście gównem”. „Tak, jestem! Jestem hitlerowcem! To wina tego kraju [Polski – przyp. red.], że taki jestem” – miał mówić biznesmen. „Zabiłbym wszystkich Polaków. Nie miałbym z tym problemu” – słychać też na nagraniu.

Kolejna rozprawa w procesie odbędzie się 28 kwietnia – na ten termin wezwano sześcioro świadków, w tym dziennikarkę Ewę Stankiewicz, autorkę programu w Telewizji Republika, poświęconego historii Nitek i jej pracodawcy.

Powódka domaga się przeprosin od Hansa G. oraz zadośćuczynienia w wysokości 150 tys. zł, które chce przekazać na powstające w Wejherowie (Pomorskie) Muzeum Piaśnickie.

Podczas pierwszej rozprawy Nitek mówiła dziennikarzom, że Hans G. dyskryminował ją ze względu na jej „poglądy polityczne i narodowość”. „Hans G. używał wobec mnie sformułowań karygodnych, które godzą w moją godność jako Polki, osoby, która jest patriotką, i osoby, która działa też politycznie” – tłumaczyła powódka, która jest pełnomocnikiem Prawa i Sprawiedliwości Sopot Południe. Dodała, że jej były pracodawca często wyrażał się obraźliwie o polskich obywatelach. „Hans G. bardzo wręcz lubił w swoich codziennych rozmowach posługiwać się różnymi zwrotami dotyczącymi Polaków” – zaznaczyła.

Pełnomocnik pozwanego Piotr Malach przyznał na pierwszej rozprawie, że Hans G. wypowiedział słowa o chęci rozstrzelania Polaków. „Postawienie Polaków pod ścianą – to było oczywiście sformułowanie, które może być oburzające, tego nikt nie kwestionuje. (…) Mój klient wypowiedział te słowa jednak w stanie, kiedy tego dnia bardzo dużo zwaliło mu się na głowę z uwagi na działalność powódki i dostawców. Nie było jego zamiarem obrażenie Polaków. Mój klient wyraził już skruchę wobec pracowników spółki. To nie są jego poglądy, mieszka w Polsce od kilkunastu lat; ma tu firmę, dziecko” – argumentował Malach.

Pozew wzajemny złożył też w sądzie pełnomocnik Hansa G., argumentujący, że nagranie wyemitowane w telewizji było prywatną rozmową, zarejestrowaną w sposób nielegalny oraz zmodyfikowaną, co narusza dobra osobiste przedsiębiorcy. W pozwie wzajemnym Hans G. żąda od swojej b. pracownicy przeprosin i wpłaty 10 tys. zł na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Sprawą niemieckiego przedsiębiorcy zajmuje się także Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Śródmieście, która odpowiada za prowadzenie postępowań związanych z tego typu przestępczością. Gdańska prokuratura przejęła śledztwo od Prokuratury Rejonowej w Pucku, która w marcu ub.r. wszczęła postępowanie z urzędu – na podstawie doniesień medialnych.

Śledztwo dotyczy publicznego propagowania ustroju faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa lub nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych. Z kolei art. 257 jest związany z publicznym znieważaniem grupy ludności lub pojedynczych osób z powodu ich przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej. Popełnienie drugiego z przestępstw – surowiej karanego niż pierwsze – może się wiązać z karą do trzech lat więzienia.

W ubiegłym roku w ramach śledztwa Hansowi G. zostało postawionych siedem zarzutów związanych ze znieważeniem pracowników.
Źródło info i foto: TVP.info