Kulisy działania Państwowej Komisji do spraw Pedofilii

Siedziba w 30-piętrowym biurowcu w centrum Warszawy, podwyższone przez prezydenta zarobki, status na równi z wiceministrami – w takich warunkach, według ustaleń „Gazety Wyborczej”, mają pracować członkowie Państwowej Komisji do spraw Pedofilii. Informatorzy dziennika twierdzą, że „instytucja jest sparaliżowana”, a osobą, która „faktycznie rządzi” w komisji jest zastępczyni przewodniczącego Barbara Chrobak, która ma wprowadzać tam „atmosferę terroru”.

Komisja do spraw pedofilii utworzona została na mocy ustawy, która weszła w życie we wrześniu 2019 roku. Jej powstanie zapowiadał wcześniej premier Mateusz Morawiecki po emisji filmu braci Tomasza i Marka Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. Członkowie komisji złożyli ślubowanie w lipcu 2020 roku. W skład komisji wchodzi siedmiu członków reprezentujących: Sejm, Senat, prezydenta, premiera i Rzecznika Praw Dziecka. W grudniu przewodniczący Błażej Kmieciak informował, że do tamtego czasu komisja skierowała do prokuratury 20 spraw dotyczących przestępstw pedofilii.

W ostatnim czasie komisja prowadziła postępowanie w sprawie księdza Andrzeja Dymera. Jednak 17 lutego je zakończyła w związku ze śmiercią kapłana. Był on oskarżany o wykorzystywanie seksualne nieletnich. Szczecińscy biskupi mieli wiedzieć o jego czynach już w połowie lat 90. ubiegłego wieku.

Podwyższenie zarobków członkom komisji

Wtorkowa „Gazeta Wyborcza” pisze o warunkach pracy, a także o zarobkach członków tej komisji. Donosi, że 3 grudnia 2020 roku Błażej Kmieciak zwrócił się do prezydenta, by ten „uwzględnił członków komisji w zmianach ustawy dotyczącej wynagrodzeń osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe”. Miał to tłumaczyć tym, że, „członkom komisji został przypisany status osób na równi z sekretarzami stanu”, czyli wiceministrami.

„30 grudnia Duda wydał rozporządzenie włączające komisję do grupy płac przysługujących sekretarzom stanu. Teraz każdy z nich zarabia 12 650 zł. Plus dodatki funkcyjne. Jak wysokie? Tego nie wiadomo. Do tego dochodzą mieszkania służbowe (dla osób spoza Warszawy) oraz służbowe samochody – jeden z nich każdego dnia dowozi przewodniczącego do domu, 110 km od Warszawy. Drugi jest do wyłącznej dyspozycji „minister Chrobak”, która – jak podają nasze źródła – specjalnie w tym celu zmieniła wewnętrzny regulamin” – informuje dalej dziennik. Wspomniana Barbara Chrobak to zastępczyni Kmieciaka na stanowisku przewodniczącego komisji. „Wyborcza” zauważa, że Chrobak w minionej kadencji Sejmu była posłanką Kukiz’15, a w 2020 roku przystąpiła do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

„Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie”

Gazeta opisuje również szczegółowo warunki, w jakich pracuje komisja. „Siedziba komisji zajmuje 12. piętro w Spektrum Tower przy ul. Twardej 18. To 30-piętrowy biurowiec w centrum stolicy z panoramicznymi windami i pięciokondygnacyjnym garażem podziemnym. Miesięczny czynsz wynosi tu ok. 25 euro za metr kwadratowy” – czytamy.

„Powierzchnia piętra to ok. 850 m kw., więc czynsz może dochodzić do 80 tys. zł miesięcznie. Za garaż płaci się 185 euro od stanowiska. Koszt wynajmu luksusowej siedziby może więc sięgać 1,5 mln zł rocznie” – wylicza dalej dziennik.

W komentarzu pisze o „Bizancjum w komisji do spraw pedofilii”.

Posłowie niewpuszczeni na kontrolę

W piątek posłowie Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz, Katarzyna Piekarska i Dariusz Joński nie zostali wpuszczeni do siedziby komisji do spraw pedofilii, gdzie mieli zamiar przeprowadzić kontrolę poselską. Nie została udostępniona im dokumentacja.

„Ta komisja ma budżet rzędu 12 milionów złotych rocznie. Chcieliśmy wiedzieć, co robi za te pieniądze. Usłyszeliśmy, że komisja jest niezależna i nie możemy wejść. Tłumaczyliśmy, że jest niezależna w działaniach i decyzjach, ale jako urząd powołany przez Sejm musi podlegać kontroli” – mówił cytowany przez „Wyborczą” poseł Joński.

„Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się nie zgadzam”

Do sprawy przewodniczący Błażej Kmieciak odniósł się w piątek w programie „Sprawdzam” w TVN24. Jak podkreślił, komisja nie jest „instytucją rządową”. – Nie jesteśmy ministerstwem do spraw pedofilii, nie jesteśmy też organizacją samorządową ani spółką Skarbu Państwa. Jesteśmy niezależnym od innych organów organem państwowym, który w sprawach postępowań wyjaśniających jest de facto quasi-sądem – mówił.

Kmieciak zapewnił jednocześnie, że „jeżeli jakikolwiek poseł i senator, bez względu na barwy polityczne, chce porozmawiać na temat wsparcia ofiar albo tego, jak pomagamy osobom skrzywdzonym, to nie ma najmniejszego problemu”.

Przewodniczący komisji odniósł się też do zapowiedzi posłów, że we wtorek ponownie będą próbowali przeprowadzić kontrolę poselską.

– Jeśli chcą zobaczyć dokumenty, to ja się na to nie zgadzam. Nie dlatego, że jestem taki zły, niedobry, (…) chcę chronić ludzi, którzy nam zaufali. Te ponad 100 spraw, które prowadzimy, dotyczy najbardziej intymnych kwestii i show polityczny, który chce zrobić taki czy inny polityk, nie robi na mnie wrażenia, bo nie jesteśmy powołani dla polityków, tylko dla tych, którzy cierpią – mówił dalej Kmieciak.

Instytucja „sparaliżowana”
W dalszej części artykułu „Wyborcza” informuje, że „kilka dni temu” do jej redakcji zgłosiły się osoby, które pracują w komisji.

„Ich zdaniem ‚instytucja jest sparaliżowana’, a osobą, która w komisji ‚naprawdę rządzi’, jest Barbara Chrobak. Nazywana ‚panią minister’ była posłanka Kukiz’15 jest jedną z bardziej znaczących postaci w układzie, który stworzył w prokuraturze duet Ziobro & Święczkowski” – pisze gazeta, powołując się na swoich rozmówców z komisji.

„Atmosfera terroru”

Następnie dziennik przytacza jej zawodowy życiorys.

„Karierę zaczynała jako urzędniczka w strukturach katowickiej prokuratury apelacyjnej, gdzie poznała Święczkowskiego. Jest wiceszefową Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury Rzeczypospolitej Polskiej, organizacji zrzeszającej prokuratorów oddanych obecnej władzy. Należący do tego związku prowadzą najważniejsze dla władzy śledztwa. Mogą liczyć na awanse i nagrody. Według naszych rozmówców z komisji Barbara Chrobak wprowadziła na Twardej ‚atmosferę terroru” – relacjonuje dalej „Wyborcza”.

Gazeta, prezentując te informacje, powołuje się na anonimową notatkę złożoną w redakcji przez informatorów.

Twierdzą, że „w tej chwili nie ma 80 proc. Biura Administracyjno-Finansowego (są na zwolnieniach lub złożyli wypowiedzenia)”.

„Pracownicy urzędu są mobbingowani, nie mogą rozmawiać między sobą, muszą ubierać się, jak Komisja sobie życzy, nie można razem jeść, śmiać się. Zakaz komunikowania się podczas posiłków nawet w pomieszczeniach do tego przeznaczonych” – przytacza dalej treść notatki.

„Osobiście ingeruje w zakupy sprzętu”

W innym miejscu informatorzy opisują, że „Pani Chrobak odesłała do domu pracownicę sekretariatu, żądając, by ta przebrała się w inne ubranie”. Pracownicy zrobiono zdjęcia pokazujące, jak jest ubrana.

„Wyborcza” pisze, że „zdaniem rozmówców z komisji ‚pani minister’ osobiście ingeruje w zakupy sprzętu, domagając się lepszych mebli oraz telefonów Apple’a zamiast samsungów dostarczonych przez administrację rządową”. „Ma też nadużywać samochodu komisji” – czytamy.

„Pani Barbara Chrobak użytkuje samochód służbowy do celów prywatnych. Przebieg 2 tys. km tygodniowo. Pani Chrobak kazała wozić się do domu pod Wrocławiem i z powrotem, mimo że ma w Warszawie mieszkanie służbowe zapewnione przez KPRM. W celu dowolnego korzystania z samochodu służbowego zmieniła par. 8 pkt. 3 regulaminu Komisji” – piszą informatorzy, dodając kopię zmienionego regulaminu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Turcja: Aresztowano 500 strajkujących robotników

Turecka policja aresztowała około 500 osób, które w sobotę brały udział w demonstracji na terenie budowy lotniska w Stambule. Robotnicy krzyczeli między innymi, że nie są niewolnikami, domagając się wypłaty zaległych wynagrodzeń oraz poprawy warunków pracy. W sobotę turecka policja aresztowała około 500 robotników, którzy od kilku dni demonstrowali na placu budowy lotniska w Stambule. Działanie to odbyło się zgodnie z zapowiedzią prezydenta kraju, który groził użyciem siły w razie pojawienia się protestów pracowniczych.

Według zapowiedzi tureckiego rządu, budowane lotnisko ma przejąć rolę dotychczasowego, trzeciego co wielkości w Europie portu lotniczego imienia Ataturka. Jego otwarcia ma dokonać w październiku prezydent Recep Tayyip Erdogan.

„Nie jesteśmy niewolnikami”

Podczas piątkowej demonstracji, protestujący krzyczeli „Nie jesteśmy niewolnikami”. Robotnicy domagali się wypłaty zaległych wynagrodzeń i polepszenia warunków pracy: poprawy warunków mieszkaniowych, wydania ubrań pracowniczych oraz zapewnienia opieki lekarskiej. Gdy okazało się, że delegaci uczestników strajku nie zdołali osiągnąć porozumienia z przedstawicielami inwestorów, policja rozproszyła demonstrację z użyciem gazu łzawiącego. Turecki dziennik „BirGun” podał, że wśród aresztowanych jest sekretarz generalny związku zawodowego Insaat-Is, Yunus Ozgur, który był jednym z organizatorów protestu.

Położyć kres strajkom

Dziennik zacytował także deputowanego największej partii opozycyjnej, socjaldemokratycznej CHP, Alego Sekera, który powiedział, że „przedsiębiorcy nadal zachowują się w Turcji, jakby wciąż trwał stan wyjątkowy ogłoszony po próbie przewrotu z 2016 roku”. Po wprowadzeniu stanu wyjątkowego, prezydent Erdogan zapewniał pracodawców, że to sposób na położenie kresu strajkom, a policja będzie mogła dzięki temu „interweniować natychmiast” w przypadku każdego protestu pracowniczego.

Po ukończeniu prac, stambulski port lotniczy – według jego budowniczych – będzie mógł obsługiwać 200 milionów pasażerów rocznie. Ma być „największą na świecie”, prestiżową inwestycją rządu Erdogana. Uroczyste, częściowe otwarcie zostało wyznaczone na 29 października, czyli Dzień Republiki, ale część tureckich mediów uważa ten termin za mało realny.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Wojciech Bojanowski zatrzymany w Tajlandii

Wojciech Bojanowski został zatrzymany w Tajlandii. Ekspert od lotnictwa w rozmowie z Gazeta.pl wyjaśnia, że nie ma w tym nic dziwnego. Chodzi o możliwość ujawnienia tego, jak działają służby. Dziennikarz TVN24 Wojciech Bojanowski został dzisiaj zatrzymany w Tajlandii, stało się to niedługo przed tym, gdy służby wydostały z jaskini ostatnich członków drużyny piłkarskiej.

Wojciech Bojanowski zatrzymany w Tajlandii

Według tajlandzkiego dziennika „The Standard” Bojanowski miał używać drona w pobliżu jaskini. Richard Barrow, bloger, który na bieżąco śledzi i komentuje wydarzenia w Tajlandii, napisał, że w podobnych okolicznościach niedawno zatrzymano Taja, który latał dronem, gdy tuż obok startował helikopter.

Ekspert: Tego przestrzega się na całym świecie

O sprawę zapytaliśmy Cezarego Orzecha, eksperta lotniczego, rzecznika prasowego Górnośląskiego Towarzystwa Lotniczego. Według Orzecha nie chodzi raczej o względy bezpieczeństwa rozumiane dosłownie – zagrożenie ze strony bezzałogowca dla np. ratowników pracujących na ziemi – ale o możliwość ujawnienia tego, jak działają służby lub wojsko. – W sytuacji takiej, jaką mamy w Tajlandii, wszelkie działania, które mogłyby przeszkodzić lub ujawnić działania służb są niedopuszczalne – mówi w rozmowie z Gazeta.pl Cezary Orzech. – W Tajlandii, jak podejrzewam, wojsko przejęło kontrolę nad przestrzenią powietrzną na tym obszarze. Gdy przestrzeń powietrzna zostaje zamknięta, trzeba się do tego dostosować, to jest bardzo rygorystycznie przestrzegane na całym świecie – wyjaśnia ekspert.

Jak zauważa nasz rozmówca, podobne procedury są wdrażane chociażby w przypadku wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Nad miejscem, gdzie znajduje się Air Force One, nie ma prawa przelecieć nikt w promieniu stu kilometrów – mówi Cezary Orzech.

Bojanowski: Dziękuję za troskę

Sprawę zatrzymania Bojanowskiego potwierdził TVN24. Dziennikarz został szybko wypuszczony. „Widzę, że niewielkie nieporozumienie z moim udziałem wywołało duże zainteresowanie. Dziękuję za troskę 😉 Wszystko w największym porządku – zapraszam na Fakty o 19, gdzie opowiemy o wielkim sukcesie akcji w jaskini” – napisał reporter.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wielka Brytania: Polacy wśród najczęściej zgłaszanych ofiar handlu ludźmi

Brytyjska organizacja Unseen opublikowała w poniedziałek raport podsumowujący pierwszy rok działania ogólnokrajowej infolinii Modern Slavery Helpline, na którą można zgłaszać podejrzenia dotyczące handlu ludźmi. Polacy są drugą najczęściej zgłaszaną narodowością, po Rumunach.

Jak wynika z zaprezentowanych danych, w 2017 roku na Modern Slavery Helpline zgłoszono ponad 4,8 tys. podejrzanych przypadków dotyczących osób z 94 państw. Większość – 3,5 tys. – dotyczyła wyzysku w miejscu pracy, w szczególności w myjniach samochodowych, branży budowlanej, salonach piękności, rolnictwie i fabrykach, a kolejne 700 wykorzystania seksualnego i zniewolenia w celu służby domowej. W ponad 1,4 tys. przypadków sprawy zostały przekazane do dalszego rozpatrzenia przez policję i organy ścigania.

Statystyki wykazały, że aż 10 proc. wszystkich zgłoszeń pochodzi bezpośrednio od ofiar, a 44 proc. – od osób, które mają z nimi bezpośredni kontakt.

Bariera językowa głównym problemem

Według raportu rocznego wśród wszystkich zgłoszeń aż 233 dotyczą Polaków; stanowią oni drugą co do wielkości grupę potencjalnych ofiar po Rumunach (756), a przed Anglikami (212), Tajlandczykami (211) i Bułgarami (98). Jednocześnie obywatele Polski znaleźli się na czele zestawienia, jeśli chodzi o zgłoszenia dotyczące terytorium Walii (40), wyprzedzając Rumunów (17) i Filipińczyków (16).

Unseen ostrzegło, że bariera językowa – słaba znajomość języka angielskiego – często stanowi problem dla polskich ofiar handlu ludźmi. Jak zaznaczono, przygotowano jednak polskojęzyczne ulotki mające zwiększyć świadomość problemu wśród ponad milionowej społeczności Polaków w Wielkiej Brytanii.

Organizacja potwierdziła również, że regularnie pracuje z wydziałem konsularnym ambasady RP w Londynie w celu wsparcia powrotu do kraju osób, które były ofiarami handlu ludźmi.

– Szersza współpraca i przygotowanie usług skierowanych na wsparcie ofiar są kluczowe dla zakończenia zjawiska współczesnego niewolnictwa. Wraz z partnerami pracujemy nad tym, aby najlepiej odpowiedzieć na potrzeby zgłaszane nam przez osoby dzwoniące – przez świadczenie pomocy na terenie Wielkiej Brytanii, do której mają prawo, i wsparcie w powrocie do kraju pochodzenia – powiedziała Rachel Harper z Modern Slavery Helpline.

„To jedynie czubek góry lodowej”

Według statystyk w 2016 roku w ramach państwowego systemu zgłaszania przypadków niewolnictwa znanego jak NRM (National Referral Mechanism) zidentyfikowano 163 polskie ofiary niewolnictwa, z czego aż 148 osób padło ofiarą wyzysku w pracy. To najwyższy wynik od 2012 roku, dla którego dostępne są najstarsze dane, i siódme miejsce wśród grup narodowościowych najczęściej doświadczających tego zjawiska.

Dużej grupie osób poważnie wyzyskiwanych w miejscu pracy udaje się wydostać z takiej sytuacji – zazwyczaj bez śladu w oficjalnych statystykach – by rozpocząć nowe życie na emigracji lub wrócić do Polski. Inni tkwią w niej nawet latami.

Wiceszefowa Narodowej Agencji ds. Zwalczania Przestępczości (NCA) Caroline Young przyznała w październiku ub.r., że oficjalne dane „to jedynie czubek góry lodowej”. – Prawdopodobnie jest bardzo dużo osób, które z różnych powodów nie chcą lub nie mogą się zgłosić (na policję) – oceniła.

Zapytana o radę dla polskich imigrantów, powiedziała: „warto przyjrzeć się wcześniejszej historii zatrudnienia w danej firmie lub porozmawiać z kimś, kto tam pracował. Jeśli oferowane jest nam mieszkanie, warto sprawdzić, czy naprawdę istnieje; jeśli opłacane są koszty podróży, należy upewnić się, że nie wiąże się z tym powstanie zobowiązania wobec pracodawcy”.

Wielowymiarowa pomoc dla ofiar handlu ludźmi

W marcu br. brytyjska ambasada w Warszawie rozpoczęła specjalną kampanię mającą ostrzec Polaków rozważających emigrację do Wielkiej Brytanii przed ryzykiem handlu ludźmi. Od ubiegłego roku przy polskim oddziale Armii Zbawienia funkcjonuje także wspierany przez brytyjski rząd Punkt Weryfikacji Ofert Pracy, który pomaga w ustaleniu wiarygodności pracodawców przed wyjazdem z kraju.

Osoby, które same padły ofiarą handlu ludźmi lub podejrzewają, że problem ten dotyczy znanych im ludzi, mogą zadzwonić w Wielkiej Brytanii na specjalną infolinię (numer 0 8000 121 700), która oferuje wsparcie także w języku polskim.

Wśród organizacji świadczących wsparcie dla ofiar handlu ludźmi i współczesnego niewolnictwa jest także East European Resource Centre (EERC) mieszczące się w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w zachodnim Londynie. Zgodnie z brytyjskim prawem po ustaleniu, że dana osoba mogła paść ofiarą handlu ludźmi, może ona liczyć na tymczasowe zakwaterowanie, wsparcie psychologiczne i pomoc w znalezieniu pracy.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wybuch gazu w Poznaniu to próba tuszowania morderstwa?

Portal wPolityce.pl dotarł do informacji, z których wynika, że tragiczny wybuch gazu w Poznaniu ma podwójne, upiorne dno. W gruzach budynku znaleziono ciało kobiety, której wcześniej ktoś odciął głowę. Możliwe, że eksplozja, w której zginęło kilku mieszkańców była wynikiem celowego działania zabójcy, który w ten sposób chciał ukryć ślady swojej zbrodni.

Informację udało nam się nieoficjalnie potwierdzić w Komendzie Głównej Policji Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa w Poznaniu.

Straż pożarna potwierdziła w poniedziałek, że znalezione zostało ciało piątej śmiertelnej ofiary katastrofy budowlanej w Poznaniu. Do zawalenia się kamienicy przy ul. 28 Czerwca w Poznaniu, prawdopodobnie wskutek wybuchu gazu, doszło w niedzielę. W momencie wybuchu w budynku, według ustaleń służb, znajdowało się 40 mieszkańców. Według służb wojewody rannych zostało 21 osób, w tym trzy ciężko. W miejscu zniszczonej kamienicy cały czas pracują grupy poszukiwawczo-ratownicze.
Źródło info i foto: wpolityce.pl

Zatrzymano podejrzanych w sprawie serii napadów na kobiety w Gdyni

Zatrzymani przez policję mają 15 i 16 lat. Obaj podejrzani są mieszkańcami Gdyni. Nieletnimi zajmie się sąd rodzinny. Policja ujęła podejrzanych w czwartek wieczorem w jednym z marketów. Według informacji rmf24.pl policjanci już od kilku dni znali tożsamość sprawców, ale ujęła nastolatków dopiero wczoraj, gdyż nadal gromadziła dowody w ich sprawie.

Zatrzymani są podejrzewani o dokonanie ośmiu napadów, które miały miejsce od listopada ubiegłego roku w trzech dzielnicach Gdyni. Każdy z nich cechował podobny mechanizm działania – najpierw przewracano na ziemię przechodzącą ulicą kobietę, następnie wyrywano jej torebkę i uciekano z miejsca zdarzenia. Jedna z kobiet, która nie chciała oddać napastnikom swojej własności, została pobita.
Źródło info i foto: wp.pl

Agenci CBA działali z gangiem obcinaczy palców? Jest komentarz Macieja Wąsika

Żaden agent CBA nie został zatrzymany, ani nie dostał zarzutów; reszta to pomówienia – w ten sposób zastępca koordynatora służb specjalnych Maciej Wąsik odniósł się w środę do tekstu „Gazety Wyborczej” i Radia Zet pt. „Tajemnicze dymisje i urlopy agentów CBA”. W tekście napisano, że trzech agentów CBA, w tym dwóch członków ścisłego kierownictwa, zostało odsuniętych od pracy. Według informacji „GW” i Radia Zet są oni podejrzewani o powiązania ze światem przestępczym, m.in. z tzw. gangiem obcinaczy palców.

Według informatorów gazety i radia wszyscy trzej zostali latem zatrzymani i doprowadzeni na przesłuchania. Żaden agent CBA nie został zatrzymany, ani nie dostał zarzutów. Reszta nie warta komentowania. To pomówienia – w ten sposób do publikacji odniósł się w środę na Twitterze Wąsik.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Haniebny atak na francuski żołnierzy pod Paryżem

Samochód wjechał w środę we francuskich żołnierzy na przedmieściach Paryża, w Levallois-Perret. Mer tej miejscowości Patrick Balkany określił incydent jako zamierzone działanie. Sześciu żołnierzy jest rannych, w tym dwóch ciężko. Trwają poszukiwania pojazdu.

Do incydentu doszło ok. godz. 8 przed budynkiem, w którym kwaterują żołnierze, w centrum Levallois-Perret, na północny zachód od Paryża. Sprawca zbiegł z miejsca zdarzenia. Sześciu żołnierzy odniosło obrażenia: czterech lekkie, a dwóch ciężkie. Ich życie nie jest jednak zagrożone.

„Trwa interwencja policji; pojazd jest poszukiwany” – napisała na Twitterze paryska policja.

Balkany poinformował w telewizji BFM TV, że chodziło o samochód marki BMW, który „przyspieszył, gdy żołnierze wychodzili” z budynku.

„Bez wątpienia było to zamierzone działanie. (…) To odrażający akt agresji” – powiedział mer.

Balkany opisał miejscowość jako „cichą i spokojną”. „Nigdy nie dochodziło tam do incydentów” – dodał.

Żołnierze brali udział w wojskowej operacji o kryptonimie „Sentinelle”, której celem jest ochrona najważniejszych obiektów w całym kraju. Od stycznia 2015 roku we Francji dochodzi do dżihadystycznych zamachów. Zginęło w nich już 239 osób. Celem ostatnich były głównie siły bezpieczeństwa rozmieszczone w kluczowych miejscach w kraju.

Francja jest w stanie najwyższej gotowości; w związku z zagrożeniem terrorystycznym w kraju tym kilkakrotnie przedłużano stan wyjątkowy.
Źródło info i foto: interia.pl

Londyn: Kolejny atak kwasem

​Kolejny atak kwasem w Londynie. Tym razem poszkodowani zostali dwaj nastolatkowie. Do ataku doszło we wschodniej dzielnicy Londynu – Bethnal Green. Młodzi mężczyźni zostali zaatakowani na ulicy. Wbiegli do sklepu prosząc o pomoc. Wezwani na miejsce ratownicy usiłowali zminimalizować działanie kwasu, oblewając ich natychmiast wodą. Pomagali im także przechodnie.

Policja poszukuje sprawców, którzy – jak donoszą media – znani są ofiarom ataku. Jako dowody rzeczowe prowadzący śledztwo zabezpieczyli zniszczone ubrania ofiar, które przeżarł kwas. To kolejny taki incydent w Londynie. Dwa tygodnie temu dwaj napastnicy oblali 5 osób, jadąc na skuterze. Doszło do niego w dwóch innych dzielnicach miasta, na północy Londynu.

Pod presją opinii publicznej rząd zastanawia się nad wprowadzeniem zakazu sprzedaży żrących substancji, które mogą być użyte w podobnych atakach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Poszukiwany oszust działał metodą „na elektryka”

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji w Wysokiem Mazowieckiem poszukują mężczyzny, który dokonuje oszustw podając się za pracownika zakładu energetycznego. Jego ofiarami są osoby starsze i samotne.

Poszukiwany mężczyzna od września 2016 r. do stycznia 2017 r. dokonał na terenie powiatu wysokomazowieckiego wielu oszustw „na elektryka”. „Wchodził do domów samotnie mieszkających, starszych osób i pod pozorem wymiany licznika energii elektrycznej lub sprawdzenia instalacji wyłudzał pieniądze za tę usługę” – czytamy w komunikacie. Oszust może poruszać się niebieskim osobowym audi o początkowych numerach rejestracyjnych NEL. Ustalono również, że może mieszkać na terenie województwa podlaskiego bądź warmińsko-mazurskiego.

Jak podaje policja, poszukiwany ma ok. 35 lat i ok. 180 cm wzrostu. Ubrany był w ciemną kurtkę z czerwonymi paskami na rękawach i czarną czapkę z dzianiny.

Wszystkie osoby, które rozpoznają poszukiwanego mężczyznę, proszone o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Wysokiem Mazowieckiem pod numerami telefonów: /86/ 474 17 00 /86/ 474 17 12 bądź z najbliższą jednostką Policji pod nr 997 lub 112.
Żródło info i foto: RMF24.pl