Prokuratura wszczęła śledztwo ws. zabójstwa 13-letniej Patrycji

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zabójstwa 13-letniej Patrycji. 15-latek zatrzymany w związku z zabójstwem spędził noc w policyjnej izbie dziecka. Dziś ma zostać przesłuchany. „Ten chłopak ma 15 lat. Dokładnie 15 lat skończył wczoraj. Do zdarzenia najprawdopodobniej doszło przed dniem urodzin nastolatka. W związku z tym będzie odpowiadał jako osoba nieletnia. Oczywiście w toku tego postępowania to może się zmienić. Decyduje sędzia rodzinny” – przekazała rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara. Jeszcze dziś ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok 13-latki.

Wczoraj w Piekarach Śląskich policja odnalazła ciało 13-latki. Patrycja była poszukiwana od wtorku. Jej zaginięcie zgłosili rodzice. Dziewczyny szukała rodzina, znajomi i kilkudziesięciu policjantów z Piekar, Bytomia, Knurowa i komendy wojewódzkiej w Katowicach. Miejsce, gdzie znajdują się zwłoki, wskazał służbom 15-letni znajomy dziewczyny. Miał też przyznać się do zabójstwa Patrycji.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska poinformowała że śledztwo, wszczęte dziś w piekarskim ośrodku zamiejscowym Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach, dotyczy zabójstwa Patrycji ze szczególnym okrucieństwem, poprzez – jak podała prokuratura – „kilkunastokrotne ugodzenie jej nożem w okolice klatki piersiowej, brzucha, nogi, rąk oraz podcięcie nożem szyi, co doprowadziło do jej śmierci”.

Od wczoraj media i opinia publiczna zastanawiały się czy nastolatek będzie podlegał odpowiedzialności karnej. Zgodnie z ogólnymi zasadami Kodeksu karnego, za przestępstwo nie odpowiada osoba, która nie ukończyła 17. roku życia, ale w wyjątkowych sytuacjach – np. zbrodni zabójstwa, gwałtu zbiorowego lub porwania – do odpowiedzialności karnej może być pociągnięty już 15-latek.

Decyduje o tym sąd rodzinny i dla nieletnich, biorąc pod uwagę m.in. okoliczności sprawy i stopień rozwoju sprawcy. W takim przypadku orzeczona kara nie może przekroczyć dwóch trzecich górnej granicy zagrożenia za dane przestępstwo; sąd może zastosować także nadzwyczajne złagodzenie kary.

Wobec nieletnich sąd może orzec środki wychowawcze, np. umieszczenie w zakładzie poprawczym (a wcześniej, do zakończenia całej procedury, w schronisku dla nieletnich). Jeżeli 15-latek trafi do poprawczaka, opuści go w wieku 21 lat.

Przyznał się do zabójstwa

Dziś 15-latek ma zostać przesłuchany w obecności rodzica. Wszystko wskazuje na to, że będzie odpowiadał przed sądem jak nieletni.

Ten chłopak ma 15 lat. Dokładnie 15 lat skończył wczoraj. Do zdarzenia najprawdopodobniej doszło przed dniem urodzin nastolatka. W związku z tym będzie odpowiadał jako osoba nieletnia. Oczywiście w toku tego postępowania to może się zmienić. Decyduje sędzia rodzinny. W przypadku, gdyby w momencie popełnienia zbrodni miał 15-lat, mógłby – podkreślam mógłby – odpowiadać jako osoba dorosła. Na to wpływa wiele różnych czynników. Niewykluczone, że w tej sytuacji do tego nie dojdzie – tłumaczyła w rozmowie z reporterką RMF FM Anną Kropaczek rzeczniczka śląskiej policji Aleksandra Nowara.

Zgodnie z przepisami ustawy o postępowaniu w sprawach nieletnich, zostanie przekazany do dyspozycji Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach – Wydział ds. Rodzinnych i Nieletnich z wnioskiem o umieszczenie w schronisku dla nieletnich – poinformowała z kolei Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska.

Wczoraj 15-latek wskazał miejsce, gdzie znajdowało się ciało jego 13-letniej koleżanki. Najpierw mówił, że we wtorek wieczorem Patrycja po kłótni z nim pobiegła w kierunku ul. Bytomskiej w Piekarach Śląskich i wsiadła do autobusu. Z szukającymi dziewczyny policjantami jeździł po znajomych, wskazywał potencjalnych świadków. Policjanci dotarli jednak do świadka, który widział ich razem w autobusie, to rzuciło cień na jego relacje. To był moment zwrotny – powiedziała rzeczniczka śląskiej policji podinsp. Aleksandra Nowara.

15-latek później przyznał, że faktycznie wsiadł z Patrycją do autobusu, mówił, że poszli na spacer. Twierdził też, że ktoś ich napadł. Potem przyznał się do zabójstwa. Według ustaleń śledztwa, sprawca zadał ofierze nożem liczne rany kłute. Wiemy też, że 15-latek najprawdopodobniej zabrał z domu narzędzie, którym mógł zadać rany 13-leniej dziewczynce – stwierdziła rzeczniczka policji. Dotychczas policja nie odnalazła narzędzia zbrodni.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Joanna Smorczewska poinformowała, że prokurator wraz z funkcjonariuszami policji w obecności lekarza specjalisty medycyny sądowej przeprowadził oględziny miejsca zdarzenia oraz oględziny zwłok. Przypuszczalną przyczyną zgonu Patrycji P. były doznane obrażenia klatki piersiowej – dodała. Sekcja zwłok nastolatki ma odbyć się jeszcze w czwartek.

Prok. Smorczewska potwierdziła, że w środę został zatrzymany znajomy zamordowanej, który – jak wynikało z wcześniejszych ustaleń, był ostatnią osobą, która spotkał się z dziewczyną w dniu jej zaginięcia. Rozpytany, przyznał się do zabójstwa. Wziął również udział w eksperymencie procesowym, podczas którego wskazał miejsce ukrycia ciała pokrzywdzone – dodała prokurator.

Policjanci ani prokuratorzy nie chcą na razie odnosić się do podawanych w mediach nieoficjalnych informacji, że Patrycja była w ciąży z 15-latkiem i to było tłem zbrodni. Wynika to z relacji samego zatrzymanego i zostanie zweryfikowane w trakcie sekcji zwłok; mado niej dojść jeszcze dzisiaj. Śledztwo w sprawie śmierci Partycji prowadzi piekarski wydział Prokuratury Rejonowej w Tarnowskich Górach. Czynności z udziałem nastolatka powinny się odbyć w piekarskim oddziale sądu w Tarnowskich Górach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

2,5-latka z obrażeniami głowy w szpitalu. Areszt dla 29-letniego partnera matki

Częstochowscy policjanci zatrzymali 29-letniego mieszkańca tego miasta, podejrzanego o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu u dziecka swojej partnerki. Dziewczynka, która ma dwa i pół roku, z poważnymi obrażeniami głowy trafiła do szpitala. Decyzją sądu 29-latek trafił już do aresztu, gdzie spędzi kolejne trzy miesiące; jeżeli wszczęte śledztwo potwierdzi, że dziecko było ofiarą przemocy, mężczyzna może trafić do więzienia na co najmniej 3 lata – podała w czwartek policja.

– O zdarzeniu powiadomił szpital, do którego zostało przywiezione dziecko z obrażeniami wskazującymi na celowe działanie osób trzecich. Do urazu doszło 6 stycznia, ale dziewczynka do szpitala trafiła dopiero następnego dna – poinformowali policjanci.

– Zebrane w sprawie dowody i przeprowadzone czynności pozwoliły na przedstawienie zarzutu partnerowi jej matki, pod opieką którego się wtedy była. Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu – dodała policja.

29-latek jest dobrze znany częstochowskim policjantom. W przeszłości był wielokrotnie karany za liczne przestępstwa, m.in. za bójki, pobicia i rozboje.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

27-latek mówił, że tylko klepnął dziecko. Dziewczynka walczy o życie w szpitalu

27-letni Daniel P. z Siemirowic (woj. pomorskie) został oskarżony o usiłowanie zabójstwa oraz spowodowanie ciężkich obrażeń ciała u jednej z dziewczynek oraz spowodowanie lekkich obrażeń ciała u drugiej z 5-letnich bliźniaczek. Matka dzieci, 24-letnia Klaudia K., która miała nie reagować na krzywdę córek, odpowie za pomocnictwo w znęcaniu się nad 5-latkami. Danielowi P. grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie. Natomiast Klaudia K. może w więzieniu spędzić do 8 lat.

Klaudia K. wyszła z aresztu, ponieważ ponownie zaszła w ciążę

Wobec oskarżonego stosowany jest tymczasowy areszt. Klaudia K. opuściła go we wrześniu 2020 r. Stało się to na wniosek prokuratury.

– Z uwagi na to, iż Klaudia K. ponownie była w ciąży, stosowane wobec niej tymczasowe aresztowanie zostało uchylone – podał w piątek prokurator Paweł Wnuk.

Wcześniej informował także, że ze względu na zgromadzony już materiał dowodowy w sprawie obawa matactwa ze strony Klaudii K. jest nieaktualna. Oboje oskarżeni nie byli dotychczas karani sądownie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabiła ciężarną i zabrała jej dziecko. Sąd zezwolił na egzekucję Lisy Montgomery

Mimo wyroku sądu niższej instancji sąd apelacyjny w stanie Indiana zezwolił ostatecznie na egzekucję Lisy Montgomery. 57-letnia Amerykanka skazana została na karę śmierci za uduszenie 23-letniej ciężarnej kobiety oraz zabranie jej dziecka. O odłożenie wykonania wyroku wnioskowała obrona.

Zgodnie z listopadowym wyrokiem sądu okręgowego w Indianie wykonanie kary śmierci zostało przełożone, gdyż adwokaci skazanej zakazili się koronawirusem i nie mogli przygotować w terminie przysługującego jej wniosku o zamianę najwyższego wymiaru kary. Do 24 grudnia mieli odpowiedzieć, czy Montgomery będzie w stanie złożyć wniosek o złagodzenie kary bez ich pomocy. Ponieważ nie mogła, w grudniu wnioskowali o uchylenie przez sąd polecenia wykonania kary śmierci, jakie wydał dyrektor amerykańskiego biura więziennictwa w związku z niemożnością stawienia się ich w sądzie.

Sąd apelacyjny oddalił wniosek adwokatów Montgomery, argumentując, że szef Federalnego Biura Więzień działał zgodnie z prawem, zezwalając na wykonanie kary głównej. Po decyzji sądu data wykonania wyroku została wyznaczona na 12 stycznia, ma zostać przeprowadzona w więzieniu stanowym w Indianie. Będzie to pierwsza egzekucja kobiety w USA od 70 lat.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Ojciec zostawił 7-miesięczne dziecko „na chwilę”. Już nie wrócił

Policjanci zajęli się 7-miesięcznym dzieckiem, które ojciec miał „na chwilę” zostawić ze swoim bratem. – Miał wrócić za godzinę, ale nie wrócił wcale – przekazała Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Matka niemowlęcia przebywa w zakładzie karnym.

Policja zajęła się niemowlęciem kilka dni temu, ale informacja w tej sprawie pojawiła się dopiero w czwartek, 31 grudnia. – Na numer alarmowy zatelefonował mężczyzna, który oświadczył, że jest u niego siedmiomiesięczny bratanek. Miał się nim opiekować tylko przez godzinę – tak zapowiedział ojciec chłopca, lecz po syna nie wrócił – przekazała mł. asp. Irmina Sulich.

Zakłopotany mężczyzna, na którego spadł ciężar opieki, powiedział mundurowym, że nie ma jak zająć się młodziutkim bratankiem. – Poprosił, aby zajęli się nim policjanci – podała policja.

Ojciec porzucił 7-miesięczne dziecko. Matka przebywa w zakładzie karnym 

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału wywiadowczo-patrolowego z Targówka, którzy natychmiast udali się do mieszkania zgłaszającego. – Na miejscu okazało się, że ojciec chłopca już ponad dobę nie okazuje zainteresowania, natomiast matka od kilku dni przebywa w zakładzie karnym – przekazali mundurowi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Pabianice: 20-latek z zarzutem brutalnego zabójstwa

Dożywocie może grozić 20-latkowi podejrzewanemu o brutalne zabójstwo rówieśniczki z Pabianic (woj. łódzkie). Mężczyzna w poniedziałek wszedł do mieszkania swojej byłej partnerki. Policjantom przyznał, że zabił ją nożem, a dziecko zabrał i zostawił w okna życia. Niedługo miała odbyć się rozprawa dotycząca tego, czy to on jest jego ojcem.

W poniedziałek, około godziny 13 do mieszkania na osiedlu Piaski w Pabianicach przyszedł mężczyzna. W lokalu była siedmioletnia dziewczynka, jej dwudziestoletnia siostra i jej ośmiomiesięczne dziecko. Siedmiolatka była w innej części mieszkania. Do pokoju siostry poszła dopiero po tym, jak mężczyzna opuścił lokal. W pokoju zobaczyła leżącą w kałuży krwi dwudziestolatkę. Nigdzie w mieszkaniu nie było niemowlęcia.

– Dziewczynka zaalarmowała rodziców, a ci zadzwonili na służby. Kiedy pod blokiem pojawili się policjanci, na miejscu była już karetka pogotowia – opowiada młodsza inspektor Joanna Kącka z łódzkiej komendy wojewódzkiej.

Niestety, życia dwudziestolatki nie udało się uratować. Na jej szyi była rozległa rana – zadana najpewniej nożem. Policjanci wiedzieli, że muszą jak najszybciej znaleźć zabójcę i dowiedzieć się, co stało się z niemowlęciem.

– Siedmiolatka, która poinformowała o zbrodni, wiedziała, że ktoś odwiedził siostrę. Ale nie wiedziała, kto to był – mówi Kącka.

W oknie życia

Kiedy sprawa miała już najwyższy priorytet, policja otrzymała informację o tym, że ktoś zostawił dziecko w oknie życia niedaleko pabianickiego szpitala.

– Dziecko nie było noworodkiem, co od razu wzbudziło nasze podejrzenia. Dodatkowo, niemowlę było owinięte w zakrwawiony kocyk. Krew jednak nie była dziecka – mówi Adam Marczak z Centrum Medycznego Pabianice.

Policjanci połączyli wątki:

– Rysopisem i wiekiem odpowiadało ono poszukiwanemu niemowlęciu. Rodzina zmarłej dwudziestolatki potwierdziła niedługo potem, że to jej dziecko – dodaje Kącka.

Dodała, że dziecko było całe i zdrowe.

Podejrzewany

Policja ustaliła, że w najbliższym czasie w sądzie miała się odbyć rozprawa dotycząca ustalenia ojcostwa dziecka 20-latki. Wieczorem policja zatrzymała dwóch dwudziestolatków. Jeden z nich szybko udowodnił, że z tragedią na pabianickich Piaskach nie miał nic wspólnego i został zwolniony do domu.

– Drugi z nich, przytłoczony zgromadzonym przez policjantów materiałem dowodowym, przyznał, że to on był zabójcą – mówi Kącka.

Funkcjonariusze zabezpieczyli zakrwawione ubrania mężczyzny i monitoring, na którym widać, jak idzie z ośmiomiesięcznym dzieckiem do okna życia. W jego mieszkaniu znaleziony został nóż – najprawdopodobniej to narzędzie zbrodni.

Najpóźniej w środę, jak podaje Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury okręgowej, mężczyzna ma usłyszeć zarzut zabójstwa, za które grozi dożywocie. Po przesłuchaniu śledczy najpewniej zawnioskują o areszt. Niemowlę pozostawione w oknie życia dalej pozostaje w Centrum Medycznym Pabianice. O tym, pod czyją trafi opiekę, ma zadecydować sąd.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo 10-miesięcznego chłopca w Legnicy. Zarzuty dla ojca

Prokuratura Rejonowa w Legnicy postawiła 46-letniemu Dariuszowi B. zarzut zabójstwa niemowlęcia ze szczególnym okrucieństwem oraz z motywacji zasługującej na szczególne potępienie – mówi prok. Lidia Tkaczyszyn. Matka niemowlaka usłyszała z kolei zarzut psychicznego i fizycznego znęcania się nad nim.

– Mężczyzna w celu uspokojenia płaczu dziecka zadał mu kilkanaście ciosów ręką oraz narzędziem. Uderzał w różne części ciała, w tym w główkę powodując obrażania czaszkowo-mózgowe, które spowodowały zgon – powiedziała prokurator.

Jak dodaje rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy, stało się to również w warunkach recydywy. Wobec mężczyzny został skierowany wniosek o tymczasowe aresztowanie.

Jak mówi prokurator, niemowlę miało też inne obrażenia ciała sprzed kliku dni, które nie miały wpływu na zgon.

Przypomnijmy, w niedzielę wieczorem do jednego z mieszkań w Legnicy zostało wezwane pogotowie. Ratownicy, którzy pojawili się na miejscu stwierdzili jednak zgon niemowlęcia. Jak mówiła nam wcześniej prok. Tkaczyszyn, na jego głowie były widoczne obrażenia. Biegły z zakresu medycyny sądowej potwierdził urazy czaszkowo-mózgowe.

W czasie przyjazdu służb ratunkowych na miejscu był tylko 46-letni ojciec chłopca. Mężczyzna – z przeszłością kryminalną miał w chwili zatrzymania miał półtora promila alkoholu we krwi.

„Matka znęcała się fizycznie i psychicznie nad swoim synkiem”

We wtorek odbyło się też przesłuchanie matki dziecka, która została zatrzymana w poniedziałek, a dzisiaj doprowadzona do prokuratury. Jak mówi prok. Tkaczyszyn, z ustaleń śledczych wynika, że kobieta dzień wcześniej piła z ojcem chłopca alkohol i wyszła z mieszkania.

– Prokurator zarzucił jej, że znęcała się fizycznie i psychicznie nad swoim synkiem i naraziła to dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia – powiedziała prok. Tkaczyszyn. Dodała, że prokurator również w tym przypadku planuje skierowanie wniosku o areszt.

Kobieta jest również matką siedmiorga innych dzieci. 9-miesięczny chłopiec był pierwszym dzieckiem ze związku z 46-letnim mężczyzną. Jak ustaliła prokuratura, ojciec zamordowanego niemowlęcia był wcześniej karany; został skazany na 12 lat więzienia za ciężkie uszkodzenia ciała ze skutkiem śmiertelnym.

– Sąd Rejonowy w Legnicy z urzędu prowadził postępowanie o organicznie władzy rodzicielskiej nad 9-miesięczny dzieckiem. W październik sąd ograniczył we władzy rodzicielskiej matkę w ten sposób, że ustanowił nadzór kuratora, a ojca ograniczył do ogólnego wglądu w wychowanie dzieci – powiedziała prok. Tkaczyszyn.

W czasie tragicznego w skutkach zdarzenia w mieszkaniu przebywał tylko 46-latek oraz jego 9-miesięczny synek. Pozostałe dzieci kobiety nie mieszkały tam, ponieważ sąd wcześniej pozbawił ją praw rodzicielskich do nich.
Źródło info i foto: interia.pl

Jest wyrok ws. brutalnego gwałtu na 13-miesięcznej dziewczynce

Na 14 lat więzienia został skazany Łukasz K. Mężczyzna został uznany za winnego gwałtu na 13-miesięcznej córce sąsiadów w Szczecinku. Dodatkowo mężczyzna ma zakaz zbliżania się do ofiary, wykonywania zawodów z dziećmi, a także musi zapłacić 50 tys. złotych nawiązki na rzecz pokrzywdzonej. Wyrok Sądu Okręgowego w Koszalinie jest nieprawomocny. Wyrok wydał sędzia Jacek Matejko. Z uwagi na drastyczność sprawy uzasadnienie jest niejawne.

K. został uznany za winnego doprowadzenia 13-miesięcznej dziewczynki do obcowania płciowego, działając przy tym ze szczególnym okrucieństwem, stosując przemoc i doprowadzając do ciężkich obrażeń ciała u dziecka.

50 tys. złotych nawiązki

Sędzia Jacek Matejko uznał Łukasza K. za winnego zarzucanych mu czynów i skazał go na karę 14 lat pozbawienia wolności, przy czym okres pobytu w areszcie postanowił zaliczyć na poczet wymierzonej kary.

Orzekł wobec oskarżonego zakaz zajmowania wszelkich stanowisk, wykonywania wszelkich zawodów, działalności związanych z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi na okres 10 lat. Przez 10 lat nie wolno mu również kontaktować się żadnymi sposobami z pokrzywdzoną oraz zbliżać się do niej na odległość mniejszą niż 100 m.

Oskarżony ma także zapłacić na rzecz pokrzywdzonej nawiązkę w kwocie 50 tys. zł. Sąd zwolnił go natomiast od uiszczenia kosztów sądowych.

„Pod wpływem impulsu”

– W dniu 11 września (2019 r. – red.) we wczesnych godzinach popołudniowych do SOR szpitala w Szczecinku zgłosili się rodzice z 13-miesięczną dziewczynką, u której to dziewczynki stwierdzili obecność świeżej krwi na ubraniu. Przyjechali do naszego oddziału ratunkowego, gdzie lekarz dyżurny po badaniu dziecka stwierdził, że wystąpiły obrażenia krocza, a w ocenie lekarza-ginekologa konsultującego, rana mogła być wynikiem czynu zabronionego. Została powiadomiona policja, która wdrożyła odpowiednie postępowanie – mówił „Interwencji” Marek Ogrodziński, dyrektor medyczny szpitala w Szczecinku.

Rodzice dziewczynki wcześniej, tego samego dnia zostawili ją pod opieką sąsiadów – Łukasza i Kingi K. Kiedy kobieta na chwilę wyszła z domu, jej mąż brutalnie zgwałcił dziewczynkę.

– Łukasz K. przyznał się do popełnienia zarzucanego przestępstwa i złożył wyjaśnienia, że wykorzystał dziecko seksualnie. Przekazał, że nie wie, co nim powodowało, co go do takiego działania popchnęło. Uczynił to pod wpływem nagłego impulsu – dodawał Ryszard Gąsiorowski z Prokuratury Okręgowej w Koszalinie.

Zawodowy żołnierz, dobra opinia

33-letni Łukasz K. był żołnierzem zawodowym w 104. batalionie logistycznym w Wałczu. Mężczyzna cieszył się bardzo dobrą opinią wśród sąsiadów i znajomych. Wcześniej nie miał problemów z prawem. W śledztwie prokuratura sprawdzała też, czy K. mógł dopuścić się przestępstw wobec dwojga swoich dzieci. Prok. Gąsiorowski 15 września 2020 r. poinformował, że ta teza się nie potwierdziła.

–  On dzieci woził, byli sobie na urlopie, dzieci zadowolone – opowiadała „Interwencji” sąsiadka Łukasza K. Również pracownice przedszkola nie zauważyły niczego niepokojącego w zachowaniu syna mężczyzny.

– Wszystkie dzieci w naszej rodzinie, które miały z nim kontakt, były badane i dzieciom nic nie jest. Nigdy żadnemu dziecku nie zrobił krzywdy. Byliśmy u ginekologa z dziećmi jego. Wszystko jest w porządku – zapewniali członkowie rodziny Łukasza K.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Samochód staranował pieszych na deptaku w Trewirze. 5 osób nie żyje

Pięć osób, w tym małe dziecko zginęło, gdy samochód wjechał w pieszych na deptaku w Trewirze – podała policja. Według władz miasta rannych zostało 15 osób. Policja zatrzymała 51-letniego podejrzanego. „Samochód wjeżdżał w przechodniów celowo. Ludzi dosłownie wyrzucało w powietrze” – relacjonują świadkowie. Wieczorem policja poinformowała, że nie żyje pięć osób, w tym małe dziecko.  Rannych zostało kilka osób. Aresztowano 51-latka. 

Po południu policja nie chciała udzielić więcej informacji na temat płci i wieku zabitych i rannych. – Nie możemy jeszcze powiedzieć o motywacji, musimy najpierw zapytać aresztowanego, co jest trudne – oświadczył rzecznik policji, cytowany przez dziennik „Bild”.

„To był widok grozy”

Burmistrz Trewiru Wolfram Leibe był wyraźnie wstrząśnięty podczas konferencji prasowej. Powiedział: „Po prostu przeszedłem przez centrum miasta i to było po prostu straszne. To był widok grozy. I stał tam trampek… dziewczynka nie żyje”. Policja przekazała, że aresztowano jedną osobę i zabezpieczono samochód. Zaapelowała jednocześnie o unikanie obszaru, gdzie doszło do zdarzenia. Na miejscu pracują służby. W kolejnym komunikacie policja poinformowała, że sprawca został zatrzymany. Nieznane są jeszcze motywy jego działania. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Matka oskarżona o zabicie 10-letniego syna przyznała się do winy

Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko 39-letniej Monice S., która w listopadzie ubiegłego roku miała zabić swego 10-letniego syna. Kobieta przyznała, że udusiła chłopca ręcznikiem w jednym z lubelskich hosteli. Do zbrodni doszło w hostelu przy ul. Orlej w centrum Lublina. Monika S. przyjechała tam z synem 26 listopada ubiegłego roku. 29 listopada miała zabić swoje dziecko.

„Używając ręcznika, który zadzierzgnęła na szyi dziecka, oraz unieruchamiając własnym ciałem klatkę piersiową spowodowała u niego liczne obrażenia między innymi w postaci wielu wybroczyn i wylewów oraz rozedmy płuc, co skutkowało zgonem chłopca na skutek uduszenia” – podała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka.

Według śledczych, oskarżona działała w zamiarze pozbawienia dziecka życia w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Monika S. przyznała się do winy. Złożyła wyjaśnienia, opisując przebieg zdarzeń, które doprowadziły ją do dokonania zabójstwa. Prokuratura nie ujawniła jej zeznań.

W śledztwie S. była badana przez biegłych lekarzy psychiatrów i psychologa, którzy uznali, że w chwili dokonania przestępstwa nie miała ani zniesionej, ani ograniczonej poczytalności. Biegli orzekli, że Monika S. może brać udział w postępowaniu przed sądem. Oskarżona kobieta przebywa w areszcie. Grozi jej nawet dożywocie.
Źródło info i foto: RMF24.pl