Tychy: Jest akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnie dziecko

Prokuratura Rejonowa w Tychach skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantowi, który miał zgwałcić 6-letnią koleżankę swojej córki. Jej matka milczała, bo mężczyzna groził, że zabije dziewczynkę.

Mężczyzna usłyszał zarzuty zgwałcenia 6-latki oraz dopuszczenia się wobec niej „innej czynności seksualnej” oraz doprowadzenia jej do takiej czynności. Kolejne zarzuty, które mu postawiono, dotyczą pokazywania jej pornografii i grożenia pozbawieniem życia lub zdrowia.

Policjant miał wykorzystywać 6-latkę, gdy przychodziła na noc do jego córki. Z ustaleń śledczych wynika, że groził jej śmiercią, jeśli powie komukolwiek o tym, co z nią robi. Matka dziewczynki dowiedziała się o wszystkim ale milczała, bojąc się, że mężczyzna spełni swoje groźby.

Gdy sprawa wyszła na jaw, 6-latkę przesłuchano w obecności biegłego psychologa. Ekspert uznał, że jej słowa są wiarygodne. Mężczyzna trafił do aresztu. Wcześniej pracował w jaworznickiej drogówce. Jest już bezrobotny.
Źródło info i foto: wp.pl

Zgierz: Zwłoki noworodka zakopane w lesie. Zarzut zabójstwa dla matki

Zarzut zabójstwa swojego dziecka usłyszała 37-letnia kobieta. Grozi jej kara dożywotniego pozbawienia wolności – poinformował w piątek PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania. Zwłoki noworodka, zakopane w lesie pod Zgierzem, policja odnalazła w środę wieczorem. W związku z tą sprawą zatrzymano 37-letnią kobietą oraz jej rodziców.

Według biegłych do zgonu dziewczynki doszło już po jej narodzeniu. Ze wstępnych ustaleń wynika, że noworodek był prawidłowo rozwinięty i zdolny do samodzielnego życia poza organizmem matki.

Kobieta przebywa obecnie w zgierskim szpitalu, gdzie została przesłuchana i gdzie usłyszała zarzut zabójstwa swojego dziecka. Jak poinformował Kopania, 37-latka formalnie nie przyznała się do przedstawionego jej zarzutu, choć w złożonych wyjaśnieniach potwierdziła popełnienie przestępstwa.

Z jej relacji wynika, że nie chciała mieć dziecka, ciążę ukrywała przed otoczeniem, w tym przed najbliższymi. Wszystko wskazuje na to, że zażywała także środki, które mogły doprowadzić do poronienia.

Umieściła córkę w foliowym worku i poszła do pobliskiego lasu

We wtorek, w przeddzień zatrzymania, od rana źle się czuła. Gdy jej rodzice poszli do pracy, urodziła. Potwierdziła, że dziecko przyszło na świat żywe. Po około godzinie od porodu umieściła córkę w foliowym worku i poszła do pobliskiego lasu, zabierając ze sobą szpadel. Zakopała noworodka. Następnie wróciła do domu i zajęła się sprzątaniem.
Źródło info i foto: interia.pl

Marki: 26-letni mężczyzna skatował trzymiesięczne dziecko

Policja z podwarszawskich Marek zatrzymała 26-latka podejrzanego o znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad swoim trzymiesięcznym dzieckiem – podaje Onet. Niemowlak z poważnymi ranami głowy i twarzy trafiło do szpitala. Mężczyźnie grozi dożywocie.

Niemowlę z poważnymi ranami głowy i twarzy trafiło do szpitala. Według wstępnej diagnozy, obrażenia ciała mogły skutkować śmiercią dziecka.

– Ze wstępnych oględzin wynikało, że obrażenia twarzy i głowy dziecka mogły powstać w wyniku pobicia – powiedział Onetowi asp. sztab. Tomasz Sitek z Komendy Powiatowej Policji w Wołominie. Dziecko było uderzone w głowę wielokrotnie.

Policjanci natychmiast udali się do mieszkania rodziców chłopca. W środku zastali 26-letniego ojca dziecka. Był pod wpływem alkoholu. Badanie wykazało blisko 1,7 promila alkoholu w jego organizmie. Mężczyzna został zatrzymany.

Niemowlę zostało wypisane ze szpitala. Jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. Decyzją sądu dziecko trafiło do rodziny zastępczej.

26-latkowi grozi 25 lat więzienia, a nawet dożywocie

– Zebrane w sprawie materiały trafiły do prokuratury i sądu rodzinnego w Wołominie. Opinia biegłego sądowego oraz ustalenia, jakie przeprowadzili śledczy, pozwoliły na przedstawienie 26-letniemu ojcu chłopca zarzutów znęcania się fizycznego ze szczególnym okrucieństwem nad swoim dzieckiem oraz usiłowania jego zabójstwa – wyjaśnia asp. sztab. Tomasz Sitek.

Mężczyźnie grozi do 25 lat więzienia, a nawet dożywocie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zamknęli 2-letnie dziecko w pralce. Jest gotowy akt oskarżenia

Ta sprawa zbulwersowała opinię publiczną w sierpniu ubiegłego roku. Na nagraniu upublicznionym w sieci widać było dwuletniego Kacperka zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób. Do sądu w Radomiu trafił akt oskarżenia wobec dwóch oprawców.

Prokuratura Rejonowa Radom-Wschód oskarżyła dwóch mężczyzn o znęcanie się fizyczne i psychiczne ze szczególnym okrucieństwem nad niespełna dwuletnim chłopcem. Według śledczych to 22-letni Tomasz K., który był partnerem matki dziecka i pod którego opieką znajdował się Kacperek, oraz 18-letni Adam B. zamknęli dziecko w pralce automatycznej, gdzie przebywało ono około minuty.

– Nagrywali z tego zdarzenia filmik telefonem komórkowym, który potem ukazał się w sieci. Naśmiewali się z chłopca, a także fotografowali go z włożonym do ust papierosem – powiedziała rzecznik Prokuratury Okręgowej w Radomiu Beata Galas.

Zdaniem śledczych mężczyźni narazili chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat.

Dodatkowo Adamowi B. prokuratura postawiła zarzut polegający na fałszywym oskarżeniu innego kolegi o znęcaniem się nad dwulatkiem. Za fałszywe oskarżenie innej osoby o przestępstwo, której nie popełniła, grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności od lat dwóch.

Zdarzenie wyszło na jaw w sierpniu ubiegłego roku dzięki filmikowi, który ktoś wrzucił do sieci. Na nagraniu widać było dwuletniego chłopca zamkniętego w pralce. Dziecko zanosiło się od płaczu i bezskutecznie próbowało się uwolnić. W tle słychać było głosy śmiejących się z niego osób.
Źródło info i foto: Fakt.pl

18-latka ukryła noworodka w lesie, a potem w szafie. Dziecko nie żyje

Policja zatrzymała 18-letnią kobietę, która po porodzie ukryła noworodka w lesie, a później w szafie. Wrocławska prokuratura zleciła sekcję zwłok, która ma wyjaśnić, czy dziecko urodziło się żywe. Jak powiedziała w czwartek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prok. Małgorzata Klaus, 18-latka urodziła dziecko 1 stycznia.

„Ukryła je w lesie, a następnie w szafie” – powiedziała prokurator. Miało to miejsce w miejscowości pod Trzebnicą (Dolnośląski).

Prokurator poinformowała, że w piątek odbędzie się sekcja zwłok noworodka. Wyjaśni ona, czy dziecko urodziło się żywe.

„Od wyników sekcji zależy, jakie zarzuty usłyszy matka” – powiedziała prok. Klaus.

Rzeczniczka dodała, że kobieta twierdzi, iż dziecko urodziło się martwe. „Rodzina twierdzi zaś, że nic nie wiedziała o ciąży 18-latki” – powiedziała prokurator.
Źródło info i foto: nczas.com

Ciało noworodka znalezione w sortowni śmieci. Jest akt oskarżenia dla 27-letniej matki

Gdańska prokuratura oskarżyła o zabójstwo 27-letnią kobietę. W kwietniu 2017 roku urodziła ona w domu dziecko i – zdaniem śledczych – nie udzieliła mu pomocy, doprowadzając do jego śmierci. Martwe niemowlę kobieta porzuciła na śmietniku, znaleziono je w sortowni odpadów.

O skierowaniu do Sądu Okręgowego w Gdańsku aktu oskarżenia przeciwko 27-latce poinformowała w środę Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku. Jak przypomniała, martwego noworodka znaleźli 20 kwietnia 2017 roku pracownicy sortowni odpadów będącej częścią Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku.

Już następnego dnia gdańska policja ustaliła personalia i zatrzymała matkę dziecka – 27-letnią mieszkankę Gdańska. Kobieta twierdziła, że nie zdawała sobie sprawy, iż jest w ciąży, a gdy w nocy z 14 na 15 kwietnia 2017 roku poczuła się źle, uznała, iż bóle, które odczuwała, związane były z zaparciem. Z zeznań kobiety wynikało, że dziecko urodziła w łazience, a noworodek nie oddychał i nie dawał oznak życia. 27-latka włożyła martwe dziecko do pudełka i porzuciła na śmietniku.

Po zmianie zarzutów kobiecie grozi dożywocie

Początkowo kobiecie postawiono zarzut dzieciobójstwa popełnionego podczas porodu, pod wpływem jego przebiegu. Grozi za to do pięciu lat więzienia. Na wniosek prokuratury sąd aresztował kobietę. Wawryniuk poinformowała, że w toku śledztwa prokuratura zdecydowała o zmianie zarzutu postawionego kobiecie. Zarzucono jej popełnienie zabójstwa z zamiarem ewentualnym, za popełnienie którego to czynu grozi co najmniej osiem lat więzienia, a maksymalnie nawet dożywocie. Kobieta nie przyznała się do popełnienia przestępstwa i odmówiła złożenia wyjaśnień.

Dziecko miało szanse na przeżycie

Zmiana zarzutu związana była z treścią opinii wydanej przez biegłych, którzy badali martwe niemowlę. Jak poinformowała Wawryniuk, z opinii tej wynikało, że dziecko urodziło się w 8. miesiącu ciąży. Przyszło na świat żywe i samodzielnie oddychało, nie miało wad rozwojowych, które uniemożliwiałyby mu życie poza organizmem matki, urodziło się jednak w zamartwicy i wymagało natychmiastowej pomocy lekarskiej.

– Jej udzielenie z dużym prawdopodobieństwem dałoby szanse na przeżycie dziecka – poinformowała rzecznik. Wyjaśniła też, że z ustaleń śledztwa wynika, iż od początku akcji porodowej do urodzenia minęło około dwóch godzin.

– Według biegłych, był to wystarczający czas, by podejrzana mogła podjąć decyzję o wezwaniu pogotowia bądź innej pomocy – poinformowała Wawryniuk. Dodała, że 27-latka została poddana obserwacji sądowo–psychiatrycznej.

– Biegli nie stwierdzili u niej zaburzeń psychicznych związanych z przebiegiem porodu – wyjaśniła rzecznik.
)Źródło info i foto: tvn24.pl

Trwa wyjaśnianie sprawy rodzinnej tragedii w Gdyni. Prokuratora mówi o rozszerzonym samobójstwie

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie śmierci 41-latki z Gdyni. W sobotę nieprzytomną matkę i jej dziecko znalazł w łazience ojciec chłopczyka. Początkowo śledczy przyjęli wersję, że przyczyną tragedii nie był czad. Prokuratora przypuszcza, że mogło dojść do samobójstwa rozszerzonego.

W Gdyni doszło do rodzinnej tragedii. Oczom mężczyzny, który w sobotę przed południem wrócił do domu, ukazał się makabryczny obraz. W wannie leżała nieprzytomna jego 41-letnia żona, a obok niej 6-letni syn. Mężczyzna natychmiast wezwał pogotowie. Niestety, pomimo szybkiego transportu śmigłowcem, życia kobiety nie udało się uratować. Po kilku godzinach zmarła w szpitalu. Wstępnie podejrzewano, że w mieszkaniu doszło do zaczadzenia. Jednak strażacy, którzy przybyli na miejsce tragedii, wykluczyli tę wersję. Zatem teraz sprawą zajęła się prokuratura. Prawdopodobnie przyczyną śmierci kobiety było utonięcie. Po poniedziałkowej sekcji zwłok ofiary znamy nowe fakty w tej sprawie.

Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk poinformowała, że wstępne ustalenia przeprowadzonej tego dnia sekcji zwłok wykazały, że przyczyną śmierci kobiety było utonięcie. Dodatkowo śledczy w mieszkaniu ofiary znaleźli list, co może sugerować, że kobieta odebrała sobie życie. Prokuratura nie wyklucza tzw. samobójstwa rozszerzonego.
Źródło info i foto: se.pl

Gdynia: Rodzinna tragedia w jednym z mieszkań. Matka nie żyje, dziecko walczy o życie w szpitalu

W mieszkaniu na terenie dzielnicy Chwarzno-Wiczlino w Gdyni znaleziono nieprzytomną kobietę i jej sześcioletnią córkę. Obie trafiły do szpitala. Kobiety nie udało się uratować. Nieprzytomną rodzinę znalazł w sobotę przed południem mąż – donosi radiogdansk.pl. Mężczyzna natychmiast wezwał pogotowie. Na miejsce przyleciał śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, który zabrał kobietę i 6-letnie dziecko do szpitala. Niestety, po kilku godzinach kobieta zmarła. Na miejsce wezwano strażaków, którzy nie stwierdzili, żeby w domu ulatniał się czad.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła prokuratura. Sekcja zwłok kobiety, która wyjaśni dokładnie, jaka była przyczyna jej śmierci, odbędzie się w poniedziałek.

Jak nieoficjalnie dowiedziało się radiogdansk.pl, kobieta była w wannie, a dziecko leżało obok. Przyczyną śmierci 41-latki mogło być utonięcie.
Źródło info i foto: wp.pl

Szczecinek: Dziecko połknęło amfetaminę. Sąd skazał ojca na rok więzienia

Ojciec dziecka, które połknęło narkotyki znalezione w zabawce trafi na rok do więzienia – zdecydował sąd w Szczecinku. Mężczyzna środki odurzające przechowywał w pudełku po jajku niespodziance. Do zdarzenia doszło w kwietniu ubiegłego roku. Folię z białym proszkiem w ustach dziecka zauważyła matka dziewczynki, która wezwała pogotowie. Dziecko miało wtedy 16 miesięcy i połknęło amfetaminę, którą ojciec trzymał w pudełku po słodyczach.

Prokuratura postawiła Maciejowi K. dwa zarzuty: nieumyślnego narażenia na utratę życia lub zdrowia osoby, nad którą ciąży na nim obowiązek opieki i zarzut związany z posiadaniem narkotyków. Maciej K. od początku nie przyznawał się do winy. Rodzina mieszkała wówczas w wynajmowanym mieszkaniu, a ojciec dziecka tłumaczył, że narkotyki należały do poprzedniego lokatora.

Wyrok nie jest prawomocny, a obrona zapowiedziała apelację. Ojciec wróci jednak do więzienia, bo odbywa karę za inne przestępstwo.
Źródło info i foto: TVP.info

Warszawa: Ojciec otruł siebie i syna. Nie było podejrzenia, że ojciec może być niebezpieczny

W trakcie sprawy rozwodowej powoływani byli specjaliści, którzy nie stwierdzili, by Tomasz M. stanowił zagrożenie dla dzieci. Matka nie wnosiła o zakaz kontaktu – twierdzą pracownicy wrocławskiego sądu, którzy zajmowali się sprawą. W ostatnią niedzielę 35-letni mężczyzna prawdopodobnie otruł siebie i swojego 4,5-letniego syna. Miał to zrobić w toalecie przy sali zabaw na warszawskim Bemowie. Spotkanie z dzieckiem odbywało się w obecności kuratora.

Rodzina pochodziła z okolic Wrocławia, dlatego też ich sprawą zajmował się Sąd Okręgowy we Wrocławiu. Przed tamtejszym sądem toczyła się rozprawa rozwodowa, rozstrzygany był m.in. wątek opieki nad dziećmi. To wrocławski sąd postanowił, że Tomasz M. ma widywać się ze swoimi dziećmi przy udziale kuratora. Jak twierdzi rzecznik sądu Sylwia Jastrzemska, sprawa rozwodowa małżeństwa M. zakończyła się nieprawomocnym wyrokiem 8 października tego roku. Reprezentująca Tomasza M. mecenas złożyła wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku, które otrzymała 21 listopada. Od tego dnia przysługiwało 14 dni na wniesienie apelacji, która do dziś nie wpłynęła. Sąd okręgowy we Wrocławiu przyznał opiekę nad dziećmi byłej żonie Tomasza M.

W toku postępowania rozwodowego sąd nie ogranicza się tylko do wydania wyroku. W toku tego postępowania sąd wielokrotnie wydawał postanowienia zabezpieczające dobro tych dzieci – powiedziała sędzia Jastrzemska i dodała, że kluczowym jest postanowienie z 13 czerwca tego roku, „na mocy którego sąd ustalił, że kontakty z dziećmi poza miejscem zamieszkania będą odbywały się w każdą nieparzystą sobotę oraz niedzielę, w godzinach 10-18, w obecności kuratora sądowego”.

Sędzia Sylwia Jastrzemska zaznaczyła, że takie postanowienie nie jest ostateczne i sąd opiekuńczy ma obowiązek zmieniać je za każdym razem, gdy zmieni się sytuacja. Tutaj były wielokrotnie składane przez ojca wnioski o zmianę. Ojciec chciał, żeby sąd jemu powierzył opiekę nad dziećmi, chciał je wychowywać – tłumaczy rzeczniczka sądu. Sąd oddalał te wnioski.
Źródło info i foto: RMF24.pl