Głogów: 6-latek wypadł z 2. piętra. Ojciec pijany

Chłopiec wypadł z drugiego piętra. Trafił do głogowskiego szpitala, ale jego stan zaczął się pogarszać, dlatego zapadła decyzja o przetransportowaniu dziecka do Wrocławia. Ojciec 6-latka miał 2 promile i w momencie zdarzenia znajdował się w innym pokoju. Do zdarzenia doszło w niedzielę wieczorem w Głogowie (woj. wielkopolskie). Przechodzień zauważył dziecko leżące pod blokiem i powiadomił służby. Okazało się, że chłopiec wypadł z okna, które znajdowało się na drugim piętrze bloku – podaje portal info112.pl.

6-latek trafił do głogowskiego szpitala. Nagle jego stan zaczął się pogarszać. Badania wykazały, że dziecko ma obrażenia wielonarządowe i sporo złamań. Chłopca przetransportowano do placówki we Wrocławiu. Jego stan jest ciężki, ale stabilny. Według serwisu regionfan.pl, 6-latkiem w momencie wypadku opiekował się ojciec, który znajdował się w innym pomieszczeniu i był pijany. W mieszkaniu znajdowało się również inne dziecko, a matka była w pracy.

Podczas zdarzenia ojciec chłopca miał około dwa promile alkoholu w organizmie. Mężczyzna został zatrzymany. W poniedziałek przed południem nadal nie mógł być przesłuchany, bo wciąż był nietrzeźwy.
Źródło info i foto: wp.pl

Tychy: Dziecko ranione nożem w szyje. Matka aresztowana na 3 miesiące

40-latka z Tychów, podejrzana o usiłowanie zabójstwa swojego półtorarocznego syna, została aresztowana na trzy miesiące. Zdecydował o tym Sąd Rejonowy Katowice-Wschód, przychylając się do wniosku prokuratury w tej sprawie. Stan dziecka, które trafiło do szpitala z podciętym gardłem, jest stabilny.

Decydując o zastosowaniu wobec podejrzanej tymczasowego aresztu sąd podzielił argumenty prokuratury, wskazującej m.in. na obawę matactwa oraz grożącą kobiecie surową karę – za usiłowanie zabójstwa grozi od 18 do 25 lat więzienia lub dożywocie. Wcześniej prokuratura zapowiedziała powołanie biegłych psychiatrów, którzy mają ocenić poczytalność podejrzanej i sprawdzić, czy nie cierpi ona na choroby lub zaburzenia psychiczne.

W sobotę kobieta została przesłuchana w katowickiej prokuraturze okręgowej i usłyszała zarzut. Podczas trwającego kilka godzin przesłuchania nie kwestionowała ustalonego przez śledczych przebiegu wydarzeń, ale nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego raniła synka nożem.

– „Kobieta składała wyjaśnienia. W zasadzie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu usiłowania zabójstwa, natomiast w swoich wyjaśnieniach nie podała racjonalnych powodów wskazujących na motyw, na pobudki swojego zachowania” – relacjonowała rzeczniczka katowickiej prokuratury prok. Marta Zawada-Dybek.

Wcześniej śledczy przesłuchali świadków, w tym matkę i brata podejrzanej, z którymi kobieta i jej dziecko dotąd mieszkali. Zabezpieczyli też nóż, którym matka raniła dziecko. Ze względu na przedstawione matce zarzuty prokurator skierował również do sądu rejonowego wniosek o ustanowienie kuratora, który będzie reprezentował prawa dziecka w postępowaniu karnym.

Stan dziecka jest stabilny

Ranny chłopczyk jest leczony w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka im. Jana Pawła II w Katowicach. Trafił tam w piątek z poważnymi, zagrażającymi życiu ranami szyi. Najgłębsza z nich naruszała mięśnie i naczynia krwionośne.

Obecnie, po ratującej życie operacji, stan dziecka jest stabilny, a rokowania lekarzy co do pomyślności leczenia – dobre. Dziecko jest w śpiączce farmakologicznej na oddziale intensywnej terapii dzieci.
Źródło info i foto: TVP.info

Lublin: Trzylatek wypadł z okna. Rodzice kompletnie pijani

O dziecku, które wypadło z okna w budynku w Lublinie zawiadomiła w sobotę wieczorem policję kobieta, świadek wypadku. Trzylatek został przewieziony do szpitala. Funkcjonariusze szybko ustalili, że w mieszkaniu było troje dzieci i pijani rodzice. Ojciec spał, a matka „wyszła na papierosa”. Gdy matka „na chwilę wyszła z domu na papierosa”, a ojciec spał po pracy trzyletni chłopczyk skorzystał z okazji i wszedł na parapet okienny. Po chwili jednak stracił równowagę i wypadł z wysokości pierwszego piętra. Do wypadku doszło w sobotę około 20:20 w Lublinie.

Świadkowie zawiadomili policję i pogotowie. Dziecko zostało przewiezione do szpitala, gdzie ustalono, że upadając na miękkie podłoże nie doznało groźnych dla zdrowia obrażeń.

Jak się okazało w mieszkaniu poza 3-latkiem, który wypadł przez okno, była jeszcze dwójka nieletnich dzieci w wieku 6 i 11-lat. Byli również opiekujący się nimi nietrzeźwi rodzice. Badanie alkomatem wykazało, że w organizmie 33-letniego ojca był ponad 1 promil, a u matki prawie 1,5 promila alkoholu.

Mundurowi ustalają dokładny przebieg oraz okoliczności zdarzenia. Policja przypomina, że za narażenie dzieci na niebezpieczeństwo utraty zdrowia, a nawet życia Kodeks karny przewiduje karę do 5 lat więzienia. O zdarzeniu policja zawiadomi Sąd Rodzinny i Nieletnich. Dzieci trafiły pod opiekę trzeźwego członka rodziny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Maltretowany chłopczyk z Rudy Śląskiej nie żyje. Zatrzymano rodziców dziecka

W skrajnie ciężkim stanie trafił w środę do szpitala w Katowicach miesięczny chłopczyk z Rudy Śląskiej. Zmarł po kilkugodzinnej walce lekarzy o jego życie. Policja zatrzymała rodziców dziecka – poinformował oficer prasowy rudzkiej policji st. asp. Arkadiusz Ciozak.

Do tragedii doszło 22 lipca w Rudzie Śląskiej. Pogotowie do miesięcznego chłopca wezwała najprawdopodobniej rodzina. Śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego niemowlę zostało przetransportowane do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach, gdzie lekarze musieli je reanimować. W skrajnie ciężkim stanie chłopiec trafił na oddział intensywnej terapii, gdzie zmarł.

Lekarze, którzy stwierdzili u niego objawy maltretowania, powiadomili policję. – Zatrzymani zostali rodzice chłopca, a ich drugie dziecko, 14-miesięczna dziewczynka również została przewieziona do szpitala na badania – poinformował asp. Ciozak.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Zapadł wyrok ws. Agaty F. Kobieta spaliła własne dziecko

W sądzie w Lublinie zapadł wyrok w sprawie 23-letniej Agaty F., która spaliła noworodka w piecu, a potem pojechała na wesele. Zwłoki dziecka odkryli bliscy studentki. Do makabrycznego zdarzenia doszło w czerwcu 2018 r. we wsi Majdan Kozłowiecki (woj. lubelskie). Rodzice 21-letniej wówczas studentki znaleźli w piecu zwęglone zwłoki dziecka i powiadomili o tym policję.

Mundurowi zatrzymali Agatę F., gdy bawiła się ze swoim chłopakiem na weselu. Kobieta ukrywała swoją ciążę przed bliskimi, choć oni podejrzewali, że może spodziewać się dziecka. Śledczy ustalili, że 21-latka urodziła w 7-8 miesiącu ciąży. Celowo zażyła substancje psychoaktywne, które wywołały poród. Następnie włożyła dziecko do pieca i spaliła.

Studentka twierdziła, że dziecko urodziło się martwe. Tłumaczyła, że do porodu doszło podczas kąpieli, a noworodek nie oddychał.

„Dziecko wpadło do wody. Wyjęłam je. Było sine i nie oddychało. Trzymałam je na rękach jakieś 15 minut. Potem zawinęłam w ręcznik i włożyłam do kuchenki” – mówiła śledczym.
Źródło info i foto: o2.pl

Brutalnie zaatakowała 6-letnią dziewczynkę. Została zatrzymana przez policję

Zatrzymano kobietę, która w poniedziałkowy wieczór w Jaworznie zaatakowała 6-letnią dziewczynkę: uderzyła ją w głowę kostką brukową. Dziecko trafiło do szpitala w poważnym stanie. Kobieta, która zaatakowała 6-latkę, była poszukiwana za usiłowanie zabójstwa. Zatrzymano ją w małopolskim Chrzanowie.

Pomogły opublikowane w mediach zdjęcia. Poszukiwaną – która stała przy trasie wylotowej z Chrzanowa w kierunku Oświęcimia i próbowała zatrzymywać samochody – zauważyli i rozpoznali podróżujący jednym z aut kobieta i mężczyzna.

Para zatrzymała się w bezpiecznej odległości, zawiadomiła policję i obserwowała poszukiwaną, a wkrótce na miejscu pojawił się policyjny patrol. W chwili zatrzymania kobieta nie stawiała ona oporu. Została przewieziona do komendy w Chrzanowie. Przesłuchana zostanie najprawdopodobniej w środę.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Tragiczny finał poszukiwań aktorki. Policja potwierdza: znalezione ciało należy do Nai Rivery

Szeryf hrabstwa Ventura poinformował, że ciało wyłowione w poniedziałek z jeziora Piru w Kalifornii należy do zaginionej przed niemal tygodniem aktorki Nai Rivery. Wcześniej taką informację nieoficjalnie podawał portal TMZ.

Informację szeryf przekazał na specjalnej konferencji prasowej, która transmitowana była online na żywo. Pojawiła się ona również na Twitterze.

„Konferencja prasowa zakończyła się. Szeryf Ayub potwierdził, że zwłoki znalezione dziś w jeziorze Piru należą do Nai Rivery. W tym trudnym czasie nasze serca kierują się do jej rodziny, przyjaciół i fanów. Przeprowadzona zostanie sekcja zwłok w celu ustalenia przyczyny jej śmierci” – napisano na oficjalnym koncie szeryfa na Twitterze. Policja wykluczyła samobójstwo i udział osób trzecich. Jak przekazano, śmierć aktorki to nieszczęśliwy wypadek.

Aktorka zaginęła w środę po tym, jak poszła popływać łódką z 4-letnim synkiem. Po kilku godzinach dryfującą łódź zauważył żeglarz. Następnie okazało się, że znajduje się na niej synek Rivery.

Chłopiec powiedział policjantom, że mama wskoczyła do wody i już nie wypłynęła. Poszukiwania trwały sześć dni. Były bardzo utrudnione przez fakt, że jezioro ma grząskie dno i znajduje się na nim wiele roślin i głęboki muł.

Naya Rivera miała 33 lata. Była piosenkarką, aktorką i modelką. Przełomowa w jej karierze była rola Santany Lopez w serialu „Glee”. Riverę w mediach społecznościowych żegnają zrozpaczeni przyjaciele i fani.
Źródło info i foto: TVP.info

Pedofil znów chce wyjść na wolność. Domaga się krótszej odsiadki

Jacek P. (54 l.) z Hrubieszowa domaga się od sądu krótszej odsiadki. Zwyrodnialec siedział za gwałt i morderstwo na 17-letniej dziewczynce, a gdy wyszedł, wykorzystał 10-letnie dziecko…

Bestialskie zgwałcenie i zamordowanie 17-letniej uczennicy wstrząsnął Polską w 1988 roku. Bestia z Hrubieszowa (woj lubelskie) została skazana na 25 lat więzienia i po odsiedzeniu wyroku wyszła na wolność. Niestety ćwierć wieku w więzieniu nie odmieniło plugawej natury zbrodniarza. Na wolności Jacek P. związał się z kobietą i prowadził pozornie normalne życie. Tylko przypadek sprawił, że światło dzienne ujrzała jego kolejna plugawa tajemnica.

Mężczyzna zgubił telefon i wtedy wszystko się wydało. Osoby, które go znalazły, odkryły w nim filmy, na których mężczyzna gwałci dziecko. Funkcjonariusze szybko ustalili, że tym obleśnym pedofilem jest Jacek P. Okazało się, że zboczeniec wykorzystał córkę swoich znajomych, która miała wówczas 10 lat. Recydywista stanął przed Sądem Rejonowym w Hrubieszowie i znów został skazany na ćwierć wieku. Jednak Jacek P. nie zgadza się z wyrokiem i chce jego zmiany. Chce wyjść jak najszybciej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

31-letni Daniel G. znęcał się nad 2-letnim synem. Zapadł wyrok w sprawie

Kamilek (2 l.) już jako niemowlę był bestialsko bity. Połamane żebra, kość łonowa, kości czaszki i siniaki na całym ciele – w takim stanie maluszek trafił do warszawskiego szpitala. Pani w sekretariacie prokuratury, która rejestrowała sprawę, płakała, widząc jego obrażenia na zdjęciach. Rodzice chłopczyka zasiedli na ławie oskarżonych. W bulwersującej sprawie zapadł wyrok.

Koszmar Kamilka z podwarszawskiego Chotomowa (pow. legionowski) trwał niemal od jego narodzin. W czterech ścianach niespełna dwumiesięczne dziecko było katowane przez najbliższą mu osobę, jego ojca Daniela G. (31 l.). Maluch nie mógł liczyć na ochronę ze strony swej matki, Dagmary N. (21 l.). Młoda kobieta wiedziała o cierpieniu synka, lecz nie zrobiła nic, by mu pomóc.

Piekło maleństwa przerwał asystent Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jabłonnie. To on we wrześniu 2018 roku pojawił się na rutynowej kontroli w domu młodych rodziców. Pracownik zauważył obrażenia u niemowlęcia i wezwał pogotowie. Kamilek trafił do Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. Jana Bogdanowicza w Warszawie. W placówce okazało się, że maluszek ma połamane żebra, kość łonową, kości czaszki i widoczne na całym ciele siniaki. – Biegły sądowy orzekł, że tak rozległe obrażenia nie mogły powstać przypadkiem – wyjaśniał wówczas prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Horror w Chotomowie. Rodzice chłopczyka z zarzutami

Śledczy nie mieli wątpliwości, że to 31-letni operator koparki stoi za obrażeniami u własnego dziecka. Daniel G. został zatrzymany i trafił do aresztu. Mężczyzna miał utrzymywać, że dziecko spadło mu z przewijaka. Nikt nie dał wiary jego tłumaczeniom. Początkowo prokuratura zarzuciła mu znęcanie się ze szczególnym okrucieństwem nad niemowlęciem.

Danielowi G. zarzucono katowanie maleństwa po całym ciele. Niedługo po urodzeniu synka mężczyzna z dużą siłą rzucił nim o podłogę. Jak podała prokuratura, wyrodny ojciec uderzył swoje dziecko „wielokrotnie w głowę w okolicę ciemieniową lewą i potyliczną prawą nieustalonym narzędziem twardym”. 31-latek nie przyznał się do winy.

Na wniosek prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro oskarżonemu postawiono nie tylko zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad swoim wówczas dwumiesięcznym synkiem, ale także usiłowanie zabójstwa chłopca z zamiarem ewentualnym. Zmiany kwalifikacji czynu dokonano ze względu na brutalność czynu oraz fakt, że Daniel G. był już w przeszłości karany za pobicie.

– Dzieciom należy się miłość, a nie okrucieństwo. Rolą rodziców jest chronić je przed złem, a nie bestialsko bić i łamać kości. To potworne, że ten maleńki chłopiec doświadczył tyle bólu i cierpienia, najprawdopodobniej ze strony własnego ojca. Takie okrucieństwo zasługuje na surową karę – uzasadniał swoją decyzję Zbigniew Ziobro.

Matce Kamilka przedstawiono zarzut niedopełnienia obowiązków oraz narażenia syna na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Dagmara N. nie zrobiła nic, by pomóc maleństwu, które tak bardzo potrzebowało ochrony matki. 21-latka zostawiała je pod opieką kata. Wyrodnej matce grozi do 5 lat więzienia.

W Sądzie Okręgowym Warszawa-Praga zapadło rozstrzygnięcie w tej przerażającej sprawie.

Podczas mów końcowych prokurator wskazywała, że oskarżony musiał być świadomy tego, że może doprowadzić do śmierci dziecka. – Dorosły człowiek, który uderzał głową dziecka, albo bił ją, musiał się godzić z tym, że dziecko nie przeżyje – mówiła prokurator. Jak dodała, Daniel G. zgotował maluszkowi „piekło”. – To był horror. Pani w sekretariacie prokuratury płakała, rejestrując sprawę tego dziecka, widząc jego obrażenia na zdjęciach. Reakcja na takie zachowania powinna być surowa, kara powinna odstraszać innych potencjalnych sprawców – argumentowała prokurator.

Z kolei pełnomocniczka Daniela G. stwierdziła, że oskarżenie nie wskazało żadnego świadka, który by potwierdził taki przebieg zdarzeń. Adwokat podkreśliła też, że zeznania Dagmary N. w tej sprawie są niewiarygodne. – Nikt nie widział jak oskarżony uderza głową dziecka. Postępowanie opiera się na samych poszlakach – mówiła na sali rozpraw pełnomocniczka oskarżonego. Według niej nie daje to podstaw do przedstawionej kwalifikacji czynu.

Podczas rozprawy mowę końcową wygłosiła także pełnomocniczka Dagmary N., która zaznaczyła, że młoda kobieta była uzależniona od swojego partnera. – Nie zdążyła go powstrzymać przed zrobieniem dziecku krzywdy. Wolała milczeć i się podporządkować w zmian za szczątkową formę stabilizacji. Wierzyła, że jej partner jeszcze się zmieni. Ofiary przemocy bardzo często przyjmują taką postawę. Chciała, by jej syn miał ojca i matkę – tłumaczyła przed sądem.

On katował synka, ona na to patrzyła. Zapadł wyrok

Sąd Okręgowy w Warszawie skazał Daniela G. na 15 lat więzienia, pozbawił go praw publicznych na okres 5 lat oraz nakazał zapłacenie 30 tys. złotych zadośćuczynienia na rzecz pokrzywdzonego syna. W uzasadnieniu podano, że zachowanie oskarżonego było „wyjątkowo brutalne” i „całkowicie nie akceptowalne społecznie”.

– Pokrzywdzone dziecko było bezbronnym niemowlęciem. W tym przypadku przemoc, której użył oskarżony była drastyczna i przekroczyła wszelkie możliwe granice. [Oskarżony – przyp. red.] naruszył wszelkie normy etyczne, kulturowe. Właściwie brak słów na to, jak oskarżony się zachował. Należy takie zachowania piętnować – zaznaczył sąd.

Zdaniem sądu oskarżony najwidoczniej uznał, że może „bezkarnie stosować przemoc wobec dziecka”. Nie podzielił jednak stanowiska prokuratury, że było to usiłowanie zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Jak zaznaczył na to potrzebne są „kategoryczne dowody”.

Matka skatowanego Kamilka usłyszała karę 1 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na 5 lat. Dagmara N. dostała również dozór kuratora, a sąd zobowiązał ją do podjęcia pracy zarobkowej lub nauki. – Wiedziała, że dziecko ma obrażenia, jest w złym stanie zdrowia, a mimo wszystko nie wezwała pomocy. W sposób niewłaściwy wywiązała się z roli rodzica – podkreślono w uzasadnieniu.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Sosnowiec: Policjanci zatrzymali mężczyznę, który znęcał się nad 17-miesięcznym dzieckiem swojej partnerki

Sosnowieccy policjanci zatrzymali mężczyznę, który znęcał się nad 17-miesięcznym dzieckiem swojej partnerki i nią samą. To, że dziecko jest pobite, mundurowi zauważyli w trakcie interwencji w jednym z mieszkań. Zatrzymany 26-latek był pijany, miał też przy sobie narkotyki. Jak podał w środę zespół prasowy śląskiej policji, sosnowieccy funkcjonariusze zostali wezwani na interwencję do jednego z bloków w dzielnicy Pogoń. O pomoc mundurowych poprosił 48-letni mężczyzna. Jego syn po awanturze nie chciał wpuścić go do środka.

Sińce, zaschnięta krew…

„Zgłaszający mężczyzna podejrzewał, że po jego wyjściu, mogło tam dojść do pewnych drastycznych wydarzeń. Mundurowi natychmiast poszli do wskazanego mieszkania. 26-latek na początku nikogo nie chciał wpuścić, jednak kiedy osoby obecne wraz z nim zrozumiały, że policjanci nie zrezygnują, brat agresora otworzył drzwi” – opisuje sosnowiecka komenda.

W środku mundurowi zastali pijanego sprawcę awantury, jego konkubinę i jego brata. Kobieta trzymała na rękach malutkie dziecko, które miało obrażenia na twarzy – widoczne sińce i zaschniętą krew. Policjanci wezwali na miejsce służby medyczne, które zaopiekowały się dzieckiem.

Matka musiała uciekać

Okazało się, że matka dziecka również została pobita przez 26-latka. Uciekła z mieszkania chwilę wcześniej. Sprawca został zatrzymany. W organizmie miał blisko promil alkoholu. Policjanci znaleźli w mieszkaniu również należące do zatrzymanego narkotyki. Prokurator, po analizie materiału dowodowego zgromadzonego przez śledczych, zdecydował o przedstawieniu 26-latkowi zarzutów znęcania się, w tym nad osobą nieporadną. Za to przestępstwo może on trafić do więzienia nawet na 8 lat. Podejrzany odpowie również za posiadanie narkotyków. Sąd aresztował go na trzy miesiące.
Źródło info i foto: polsatnews.pl