Sprawa Jarosława Zientary. „Ryba” miał udawać policjanta i porwać dziennikarza

Mirosław R. ps. Ryba, który wraz z Dariuszem L. ps. Lala jest oskarżony m.in. o uprowadzenie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary, złożył w piątek obszerne wyjaśnienia w sprawie. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i podważał zeznania kluczowych świadków.

Proces Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary toczy się przed Sądem Okręgowym w Poznaniu od stycznia 2019 roku. Według ustaleń prokuratury, we wrześniu 1992 roku, oskarżeni, podając się za funkcjonariuszy policji, podstępnie doprowadzili do wejścia Ziętary do samochodu przypominającego radiowóz policyjny. Następnie przekazali go osobom, które dokonały jego zabójstwa, zniszczenia zwłok i ukrycia szczątków. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

W trakcie piątkowej rozprawy oskarżony Mirosław R. złożył dodatkowe, obszerne wyjaśnienia w sprawie. Podkreślił w nich, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. Jestem niewinny, nigdy nie widziałem pana Jarosława Ziętary, nie znalem go. Jestem byłem policjantem i nigdy nie popełniłem żadnego przestępstwa, a nawet wykroczenia – zaznaczył. Dodał, że w dniu i w czasie, w którym Ziętara został porwany sprzed domu – był na drugim końcu Poznania odprowadzając syna na uroczystość rozpoczęcia roku szkolnego.

Oskarżony w bardzo szczegółowy sposób odniósł się w swoich wyjaśnieniach do zeznań dwóch kluczowych świadków w tej sprawie – Jerzego U., który miał widzieć moment porwania Ziętary, oraz zeznań Macieja B. ps. „Baryła”, poznańskiego gangstera, odsiadującego obecnie wyrok dożywocia, według prokuratury miał być naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Pragnę podkreślić, że oni obaj kłamią przed sądem i wprowadzą wysoki sąd w błąd – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. przez kilka godzin odnosił się do zeznań tych świadków wskazując na liczne – jak podkreślał – nieścisłości i kłamstwa. Oskarżony wskazał, że „Jerzy U. w swoich zeznaniach twierdzi, że był związany z firmą Elektromis i ma pełną wiedzę na ten temat. Jest to nieprawda, pokazują to jego zeznania, w których opowiadał o wydarzeniach, jakie nie miały miejsca i na które nie ma żadnych dowodów”.

Oskarżony wskazywał też m.in., że wersja momentu porwania dziennikarza, jaką podawał Jerzy U. również „zmieniała się”. Jerzy U. mówił, że raz Ziętara wsiadł do samochodu dobrowolnie, bo został zaproszony. W kolejnych, że został wciągnięty. Potem, że został wrzucony do samochodu. W ostatnich zeznaniach ponownie mówił, że wsiadł dobrowolnie – wskazał.

Dodał również, że Jerzy U. sam zeznawał, że porywaczy „widział przez chwilę, z pewnej odległości – a miał rozpoznać ich potem, po kilku latach, w tym nawet tego nieżyjącego (…) U. powiedział, że rozpoznał nas po łysych głowach. Ja w tamtym czasie nie miałem łysej głowy, nosiłem czuprynę i wąsy. U. nie znał nas i nie wiedział jak wyglądaliśmy w tamtym czasie, gdyż poznał mnie dużo później” – zaznaczył oskarżony.

Mirosław R. powiedział także, że Jerzy U. nie mógł widzieć momentu porwania dziennikarza, bo – jak wskazał – w tamtym czasie nie prowadził już „obserwacji Ziętary”.

U. to kolejny świadek, który składa fałszywe zeznania za przysługę, którą prokuratura obiecuje mu spełnić – mówił. W opinii oskarżonego, świadek Jerzy U. to „mściwy, zdeprawowany oszust bez skrupułów”. Dodał, że jest przekonany, że Jerzy U. mści się na nim za to, że pod koniec lat 90. dowiedział się o oszustwach, jakich miał się dopuszczać U.

Każdy, kto wczyta się w akta tej sprawy zauważy, że sprawa jest mocno naciągana; bez żadnych dowodów oskarża się niewinne osoby. Główni świadkowie oskarżenia Jerzy U. i Maciej B. to kryminaliści, którzy dla własnych korzyści zaczęli zeznawać przed prokuratorem wymyślając swoje wersje – powiedział.

Wersje te nie pokrywały się, wiec wycofywano się z zeznań, później je zmieniano, albo modyfikowano tak, by były spójne – ale spójności między tymi zeznaniami nie ma w dalszym ciągu, ponieważ nowe wersje różnią się od siebie znacznie – dodał.

Oskarżony odnosząc się do zeznań Macieja B., wskazał, że „zaczął współpracę z prokuraturą, bo chciał poprawić swoje warunki w zakładzie karnym”, liczył na pomoc prokuratury. Dodał, że „Maciej B. sam twierdzi, że za akt łaski będzie zeznawał to, co chcą”.

Mirosław R. wskazał, że Maciej B. wycofywał się z zeznań, później znów zmienił zdanie. Jak mówił, B. zmieniał też podawane przez siebie wersje zdarzeń, w tym szczegóły dotyczące spotkania, podczas którego miało dojść – jak wynika z ustaleń prokuratury – do podżegania do zabójstwa dziennikarza.

Mowy końcowe we wrześniu
Oskarżony będzie kontynuował składanie wyjaśnień na kolejnej rozprawie, którą zaplanowano we wrześniu. Wtedy też strony mają wygłosić mowy końcowe.

24 lutego przed poznańskim sądem okręgowym zakończył się drugi z procesów dotyczących sprawy Ziętary. Proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) toczył się przed poznańskim Sądem Okręgowym od stycznia 2016 roku.

W akcie oskarżenia Gawronikowi zarzucono, iż „chcąc, aby inne osoby dokonały porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa Jarosława Ziętary, w związku z jego zawodowym zainteresowaniem i planowanymi publikacjami dotyczącymi tzw. szarej strefy gospodarczej, nakłaniał do tego ustalonych pracowników ochrony firmy Elektromis, w szczególności w ten sposób, że podczas prowadzonej z nimi rozmowy, dotyczącej wpływu na postawę Jarosława Ziętary, stwierdził: on ma być skutecznie zlikwidowany”. Były senator nie przyznawał się do winy.

24 lutego Sąd Okręgowy w Poznaniu uniewinnił Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa Ziętary. Sędzia Joanna Rucińska podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że „prokurator nie wykazał, aby oskarżony był sprawcą zarzucanego mu czynu, czego skutkiem musiało być wydanie wyroku uniewinniającego Aleksandra Gawronika”. Wyrok nie jest prawomocny.

Jarosław Ziętara – życie

Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Kim jest podejrzany o zabójstwo dziennikarza w Parku Śląskim?

Prokuratura wydała list gończy za 34-letnim Kamilem Żyłą podejrzanym o zabójstwo dziennikarza, do którego doszło w marcu w Parku Śląskim w Chorzowie. Domniemany sprawca się ukrywa. Możliwe, że przebywa za granicą. Ostatnio zameldowany był w Jastrzębiu-Zdroju. List gończy chorzowskiej prokuratury rozesłano kilka godzin po decyzji sądu, który uwzględnił wniosek śledczych o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Był to konieczny warunek do rozpoczęcia oficjalnych poszukiwań. Prokuratura chce, aby podejrzany był także ścigany poza granicami Polski. O wydanie za nim ENA (Europejskiego Nakazu Aresztowania) śledczy muszą wystąpić do Sądu Okręgowego w Katowicach.

Komunikat z rysopisem i zdjęciem podejrzanego został opublikowany na stronie internetowej chorzowskiej policji.

KAMIL ŻYŁA

Drugie imię: Krzysztof
Imię ojca: Mirosław
Imię matki: Monika
Nazwisko panieńskie matki: Cygan
Płeć: mężczyzna
Miejsce urodzenia: Jastrzębie-Zdrój
Data urodzenia: 1987-08-02
Pseudonim: – brak
Ostatnie miejsce zameldowania: Jastrzębie-Zdrój, ul. Podmiejska 10/13
Obywatelstwo: Polska
Sylwetka: waga około 75 kg, sylwetka szczupła, wzrost 170-180.
Znaki szczególne: tatuaż z logo klubu sportowego FC Barcelona
Włosy: włosy ciemne z możliwością ufarbowania na jasny blond.
Wzrost: 175-180 cm
Kolor oczu: Brązowe

Wszystkie osoby mające jakiekolwiek informacje o poszukiwanym, proszone są o osobisty lub telefoniczny kontakt z policjantami z chorzowskiej komendy pod numerem 47 85 452 55 lub pod numerem 112.

Zabójstwo dziennikarza

W nocy z 26 na 27 marca policja otrzymała informację o śmierci 30-letniego dziennikarza, który został przewieziony na pogotowie ratunkowe w Katowicach. Jego życia nie udało się uratować mimo reanimacji, miał wiele ran zadanych nożem. Okazało się, że został zaatakowany pół godziny wcześniej w Parku Śląskim. Sprawca zakradł się do auta zaparkowanego w pobliżu stadionu GKS Katowice i zaatakował mężczyznę, który siedział w samochodzie razem z kobietą. Po ataku to ona zawiozła go na pogotowie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo dziennikarza w Chorzowie. Śledczy nie wykluczają, że motywem mogła być zazdrość

Chorzowska prokuratura postawiła 35-letniemu Kamilowi Ż. zarzut zabójstwa dziennikarza Pawła K. Podejrzany nie znalazł się jeszcze w rękach policji. Do zbrodni doszło w nocy z piątku na sobotę. Jednym z możliwych motywów analizowanych przez śledczych są sprawy prywatne. Paweł K. miał spotykać się z małżonką Kamila Ż., z którą podejrzany miał być w trakcie rozwodu. 35-letniemu Kamilowi Ż. postawiono dwa zarzuty. Pierwszy z nich dotyczy zabójstwa 30-letniego dziennikarza Pawła K., a drugi – posługiwania się urządzeniem lokalizującym bez wiedzy małżonki.

Jak informowało radio RMF FM, do auta Eweliny Ż. przez kilka dni przyczepione było urządzenie śledzące. Przez to Kamil Ż. mógł wiedzieć, kiedy jego małżonka spotyka się z Pawłem K. Portal Se.pl informuje, że do sądu został skierowany wniosek o tymczasowe aresztowanie Kamila Ż. Mężczyzna nie został do tej pory zatrzymany, z nieoficjalnych doniesień wynika, że może ukrywać się poza Polską. Prokuratura nie wyklucza, że zostanie za nim rozesłany list gończy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zatrzymany w związku z zabójstwem dziennikarza w Chorzowie usłyszał zarzut i został zwolniony

Zakończyło się przesłuchanie 37-latka zatrzymanego w śledztwie dotyczącym zabójstwa dziennikarza w Parku Śląskim w Chorzowie. Mężczyzna, który usłyszał zarzut pomocy sprawcy tej zbrodni w śledzeniu kobiety, z którą spotkał się dziennikarz i która była świadkiem zabójstwa, trafił pod dozór policji. Jak przekazali we wtorek śledczy, kobieta miała na samochodzie zainstalowany lokalizator. Prokuratura na razie kategorycznie nie wskazuje, że zamontował go jej mąż i że to on jest sprawcą zabójstwa. Po zbrodni mężczyzna jednak zniknął.

Urządzenie śledzące, które lokalizowało położenie samochodu, przekazywało informacje drogą telefonii GSM i było zamontowane na zewnętrznej części karoserii samochodu, którym poruszała się kobieta. Jeździła z nim około trzech dób. Szef Prokuratury Rejonowej w Chorzowie Cezary Golik powiedział PAP, że po przesłuchaniu wobec 37-latka zastosowano dozór policji. Prokuratura nie ujawnia treści jego wyjaśnień ani tego, czy przyznał się do zarzutu, tłumacząc to dobrem postępowania.

– Podał szereg okoliczności, szereg faktów, one wszystkie muszą być zweryfikowane, dlatego też nie mogę powiedzieć, co powiedział. Nie mogę tego zrobić przed zatrzymaniem sprawcy przestępstwa – mam nadzieję, że do tego niebawem dojdzie” – powiedział prok. Golik.

Prokuratura, nie informuje wprost, że 37-latek jest znajomym męża kobiety, który zniknął po zabójstwie dziennikarza.

– Na dzisiaj jeszcze tak nie możemy powiedzieć. Oczywiście od początku nie jest tajemnicą, że jedna z wersji śledczych zakłada, że sprawcą przestępstwa może być mąż tej kobiety. Ta wersja nadal nie jest wykluczona, jest wysoce prawdopodobna, zwłaszcza z tego względu, że tego człowieka nie ma – opuścił swoje miejsce zamieszkania, miejsce pracy, nie mamy z nim kontaktu – wskazał Golik.

– Jest taka możliwość, że jest to sprawca przestępstwa, niemniej decyzja co do zarzutów, co do konkretnej osoby na ten moment jeszcze nie jest podjęta – zaznaczył.

Pytany, czy w najbliższym czasie mogą zostać sformułowane zarzuty i formalnie wszczęte poszukiwania męża, odpowiedział, że jest to „wysoce prawdopodobne”.

– Oczywiście jeżeli na ten moment miejsce pobytu tej osoby nie będzie nadal znane, uruchomione zostaną instrumenty poszukiwawcze – powiedział.

W nocy z soboty na niedzielę policja otrzymała informację o śmierci mężczyzny, który został przewieziony na pogotowie ratunkowe w Katowicach. Jego życia nie udało się uratować mimo reanimacji, miał wiele ran zadanych nożem. Był to 30-letni dziennikarz współpracujący z jedną ze śląskich redakcji. Okazało się, że został on zaatakowany pół godziny wcześniej w Parku Śląskim. Sprawca zakradł się do auta zaparkowanego w pobliżu stadionu GKS-u Katowice i zaatakował mężczyznę, który siedział w samochodzie razem z młodą kobietą. Po ataku na dziennikarza to ona zawiozła go na pogotowie w Katowicach.

Narzędzie zbrodni, jeden naoczny świadek i brak wizerunku sprawcy

Już wcześniej śledczy przyznali, że zniknięcie męża kobiety, która spotkała się z dziennikarzem „potęguje przypuszczenie, że to on może być sprawcą tego przestępstwa”. Wiele wskazuje na to, że po zabójstwie w Parku Śląskim wyjechał za granicę. Prokuratorzy i policjanci od początku za prawdopodobne uznają obyczajowe tło zbrodni i starają się dotrzeć do męża kobiety, która towarzyszyła dziennikarzowi na spotkaniu w Parku Śląskim. Jest ona głównym i jedynym naocznym świadkiem. Była już przesłuchiwana kilka razy i powiedziała śledczym, że nie rozpoznała napastnika. Mówiła jedynie, że był to mężczyzna.

Po przeprowadzonej w środę sekcji zwłok prokuratura poinformowała, że dziennikarz miał około 50 ran zadanych nożem. We wtorek prokuratura informowała, że zostało zabezpieczone narzędzie zbrodni – nóż kuchenny. Nagrania monitoringu potwierdzają, że podczas zabójstwa na miejscu były trzy osoby – dwaj mężczyźni i kobieta, ale filmy nie są na tyle dobrej jakości, by pozwalały uzyskać precyzyjny wizerunek sprawcy. 
Źródło info i foto: RMF24.pl

Są wstępne wyniki sekcji zwłok zamordowanego dziennikarza

Prokuratura ma już wstępne wyniki sekcji zwłok dziennikarza, zamordowanego w miniony weekend w Parku Śląskim w Chorzowie. Ofiara miała około 50 ran zadanych nożem – podali śledczy. Specjaliści sprawdzą wkrótce czy na ciele zmarłego nie ma materiału DNA napastnika, który jest poszukiwany. W nocy z soboty na niedzielę policja otrzymała informację o śmierci mężczyzny, który został przewieziony na pogotowie ratunkowe w Katowicach. Jego życia nie udało się uratować mimo reanimacji. Był to dziennikarz współpracujący z jedną ze śląskich redakcji.

Okazało się, że mężczyzna został zaatakowany pół godziny wcześniej w Parku Śląskim. Sprawca zakradł się do auta zaparkowanego w pobliżu stadionu GKS-u Katowice i zaatakował mężczyznę, który siedział w samochodzie razem z młodą kobietą.

– Napastnik zadał ofierze około 50 ciosów nożem, część z nich w ważne narządy wewnętrzne i krwionośne. Nastąpił obfity krwotok, który był bezpośrednią przyczyną zgonu. Są to oczywiście informacje, które pokrywają się z ustaleniami postępowania – powiedział prokurator rejonowy w Chorzowie Cezary Golik po otrzymaniu wstępnych wyników przeprowadzonej w środę sekcji zwłok.

Jak dodał, zostaną przeprowadzone dodatkowe badania – toksykologiczne i histopatologiczne. W badaniach DNA specjaliści sprawdzą także czy na ciele ofiary jest materiał biologiczny napastnika – istnieje pewne prawdopodobieństwo, że dziennikarz broniąc się mógł zadrapać napastnika i jego materiał znajduje się pod paznokciami lub na dłoniach.

Prokuratorzy i policjanci od początku za prawdopodobne uznają obyczajowe tło zbrodni. Starają się dotrzeć do męża kobiety, która towarzyszyła dziennikarzowi na spotkaniu w Parku Śląskim. Jest ona głównym i jedynym naocznym świadkiem. Była już przesłuchiwana kilka razy i powiedziała śledczym, że nie rozpoznała napastnika. Prokuratura zaznacza, że na miejscu zbrodni zabezpieczono wiele innych dowodów.

„Jedna z hipotez obejmuje tło obyczajowe, emocjonalne”

Od czasu zabójstwa policjanci ani prokuratorzy nie mieli mężem kobiety żadnego kontaktu. Wiele wskazuje na to, że wyjechał z kraju. – Jedna z hipotez obejmuje tło obyczajowe, emocjonalne. Zakładamy, że możliwym jest, że mężczyzna będący w związku z tą kobietą w akcie desperacji miłosnej dopuścił się tego czynu. Nie ma co ukrywać, że jest to jedna z wersji śledczych. Problem jest taki, że ten mężczyzna jest na ten moment nieuchwytny, co potęguje przypuszczenie – ale jest to ciągle przypuszczenie – że może być on sprawcą tego przestępstwa – mówił wcześniej prok. Golik.

– Szukamy tego człowieka. Jego przesłuchanie to bardzo pilna i istotna sprawa w tym postępowaniu – podkreślił.

Według nieoficjalnych informacji, telefon poszukiwanego męża kobiety logował się w pobliżu miejsca zbrodni. Prok. Golik, który odmówił kategorycznej odpowiedzi w tej sprawie, potwierdził, że została przeprowadzana analiza danych informatycznych i telekomunikacyjnych – dotyczyła ona powiązań pomiędzy pojawiającymi się w śledztwie numerami telefonów, ich lokalizacjami i korelacji czasowej z przebiegiem badanych przez śledczych wydarzeń. – Nie mogę zdradzić tych informacji ze względu na dobro postępowania. Niemniej analiza logowań telefonów osób powiązanych z dwójką, która siedziała w samochodzie była przeprowadzona i rzuca pewne światło na przebieg wydarzeń – dodał Golik.

We wtorek prokuratura informowała, że zostało zabezpieczone narzędzie zbrodni – nóż kuchenny. Kobieta, która ma w tej sprawie status świadka, została przesłuchana już kilka razy. Zabezpieczone nagrania monitoringu potwierdzają, że podczas zabójstwa na miejscu były trzy osoby – dwaj mężczyźni i kobieta, ale filmy nie są na tyle dobrej jakości, by pozwalały uzyskać precyzyjny wizerunek sprawcy.

Jak opisywała w poniedziałek prokuratura, w nocy z soboty na niedzielę do pary siedzącej w samochodzie na parkingu przy stadionie GKS-u podszedł nieznany mężczyzna. Zaatakował 30-letniego dziennikarza, zadając mu wiele ciosów nożem. Po ataku na znajomego kobieta zawiozła rannego na pogotowie w Katowicach, tam mimo reanimacji nie udało się go uratować.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Nowe fakty ws. zabójstwa dziennikarza w Chorzowie

Pojawiły się nowe informacje na temat okoliczności brutalnego morderstwa dziennikarza, do którego doszło w nocy z soboty na niedzielę w Chorzowie. Wiadomo, co mężczyzna robił kilka godzin przed śmiercią. Zabezpieczono też nagrania z kamer monitoringu miejskiego z miejsca zdarzenia. Pojawiły się nowe informacje ws. makabrycznego zabójstwa dziennikarza TVN Pawła K., do którego doszło w weekend w Parku Śląskim w Chorzowie. Według nieoficjalnych ustaleń gazety „Fakt” kobietą, która wówczas towarzyszyła K. w samochodzie, miała być 33-letnia Ewelina Ż. Para miała się poznać kilka miesięcy temu przez internet – czytamy.

Dosłownie kilka godzin przed tragedią, K. i Ż. zjedli razem kolację i udali się na imprezę. Później pojechali do Parku Śląskiego, gdzie zatrzymali się na parkingu.

„Fakt” donosi, że 33-latka ma być w trakcie rozwodu ze swoim mężem, z którym już nie mieszka. Jak informuje gazeta.pl, policjanci chcą przesłuchać jej męża, ale ten zniknął. Jak twierdzą śledczy, mógł wyjechać z Polski.

Jeśli nie uda się go namierzyć, niewykluczone, że policja wyda za nim list gończy. W niedzielę policjanci zatrzymali za to jego znajomego. Został on przesłuchany i zwolniony, ma status świadka – poinformował prokurator Golik w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

– Przypuszczamy, że osoba ta mogła mieć tylko pośredni związek z tym zdarzeniem, być może w charakterze zacierania śladów bądź pomocnictwa dla sprawcy tego przestępstwa – przekazał wcześniej w „Fakcie” szef Prokuratury Rejonowej w Chorzowie, prok. Cezary Golik.

Kolejną informacją, którą podaje „Fakt”, jest zabezpieczenie nagrań z kamer monitoringu miejskiego przez policję. Na nagraniu widać moment zabójstwa, ale jakość ma być słaba. Z zapisu wynika, że sprawca tuż przed napaścią ukrył się w pobliskich krzakach i czekał na ofiarę. W dogodnym dla siebie momencie zaatakował dziennikarza TVN nożem, zadając mu cios w głowę. Gazeta.pl podaje, że sprawca miał na głowie czapkę, co utrudnia jego identyfikację.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabójstwo 30-letniego dziennikarza w Chorzowie

W nocy z soboty na niedzielę na parkingu przy Parku Śląskim w Chorzowie został zamordowany 29-latek. Lokalne media donoszą, że mężczyzna był dziennikarzem współpracującym ze stacją TVN. Prokuratura rejonowa w Chorzowie w rozmowie z Interią podała, że ofiara mogła znać zabójcę. Śledczy ustalili przebieg wydarzeń, z którego wynika, że na parkingu przy Parku Śląskim stał zaparkowany samochód osobowy, wewnątrz kobieta za kierownicą i mężczyzna na fotelu pasażera, którzy ze sobą rozmawiali. Nagle drzwi się otworzyły, a 29-latek został kilkanaście razy ugodzony nożem.

– Na skutek tych ciosów mężczyzna doznaje bardzo rozległych obrażeń ciała. Kobieta w tym momencie rusza samochodem w kierunku szpitala i nawiązuje połączenie z numerem alarmowym. Na miejscu jest podjęta akcja reanimacyjna. Mężczyzny niestety nie udało się uratować – powiedział Interii prokurator Cezary Golik z Prokuratury Rejonowej w Chorzowie. Jak dodał – ofiara mogła znać zabójcę.

Na miejsce pojechała grupa dochodzeniowo-śledcza, która zabezpieczyła miejsce zdarzenia, policjanci pracowali w obecności prokuratora. W sprawie zabójstwa dziennikarza, do którego doszło w miniony weekend w Parku Śląskim w Chorzowie zatrzymano jedną osobę, która jednak – jak podała prokuratura – może mieć jedynie pośredni związek z tą zbrodnią – być może z zacieraniem śladów lub pomocą sprawcy.. Jej sprawca w dalszym ciągu jest poszukiwany.

Prok. Golik powiedział, że na miejscu przestępstwa zabezpieczono bardzo wiele dowodów. Potwierdził, że ofiara była dziennikarzem. W najbliższych dniach odbędzie się sekcja zwłok.

– Jesteśmy przekonani, że analiza życia osobistego i zawodowego ofiary i kobiety, która mu towarzyszyła bez wątpienia dostarczy informacji, które wskażą tożsamość tego napastnika. Uważamy, że tutaj znajduje się odpowiedź.
Źródło info i foto: interia.pl

Dziennikarz oskarżony o gwałt pozostanie w areszcie

Znany dziennikarz Mariusz. Z oskarżony o gwałt pozostanie w areszcie tymczasowym. We wtorek sąd uwzględnił zażalenie prokuratury na areszt warunkowy, podejrzany nie może wpłacić kaucji.

– We wtorek na posiedzeniu sąd drugiej instancji uwzględnił zażalenie prokuratury na areszt warunkowy, podejrzany (Mariusz Z. – red.) nie będzie mógł wpłacić poręczenia majątkowego i tym samym zmienić tymczasowego aresztowania na nieizolacyjny środek zapobiegawczy – przekazała  prokurator Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

We wtorek odbyło się posiedzenie Sądu Okręgowy w Warszawie ws. znanego dziennikarza, byłego redaktora naczelnego „Super Expressu” Mariusza Z. aresztowanego pod zarzutem gwałtu. Prokuratura złożyła zażalenie na tzw. warunkowy areszt dla dziennikarza, który zasądził sąd pierwszej instancji. Decyzja ta oznaczała, jeżeli dziennikarz wpłaci poręczenie majątkowe w wysokości 500 tys. zł, to będzie zwolniony z aresztu.

Mariusz Z. został zatrzymany w czwartek 13 stycznia. Tego samego dnia w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie usłyszał m.in. zarzut gwałtu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Areszt dla 27-latka. Wbił igłę w plecy kuriera i dziennikarza

Na trzy miesiące trafił do aresztu 27-latek, który w ostatnich dniach w Poznaniu miał zaatakować igłą medyczną pracownika telewizji i kuriera. W piątek mężczyzna usłyszał zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej i uszkodzenia ciała. Jak poinformował Maciej Święcichowski z biura prasowego KWP w Poznaniu, poznański sąd przychylił się do wniosku o areszt dla podejrzanego. Mężczyźnie grozi kara do 2 lat więzienia.

W czwartek w centrum miasta do pracownika jednej z firm kurierskich podszedł mężczyzna, który wbił mu igłę w plecy i uciekł. Powiadomiona o sprawie policja szybko namierzyła napastnika. 27-latek został obezwładniony. Znaleziono przy nim strzykawkę i igłę. W poniedziałek wieczorem w podobny sposób zaatakowany został pracownik lokalnej telewizji. Gdy ekipa telewizyjna realizowała wejście na żywo do serwisu informacyjnego, nieznany mężczyzna podszedł do operatora kamery i wbił mu igłę w plecy.

Rzecznik wielkopolskiej policji mł. insp. Andrzej Borowiak powiedział PAP w piątek, że pracownicy telewizji potwierdzili, iż operatora kamery zaatakował ów zatrzymany mężczyzna. Substancja, która znajdowała się w znalezionej przy 27-latku strzykawce, została wysłana do badań laboratoryjnych.

Zatrzymany mieszkaniec Poznania w styczniu opuścił więzienie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Znany dziennikarz aresztowany. Jest podejrzany o gwałt

Znany dziennikarz i pisarz Mariusz Z. ma odpowiadać za gwałt. Zarzuty postawiła mu warszawska prokuratura. Mężczyzna został aresztowany na trzy miesiące. Wyjdzie jednaka na wolność, jeśli do 28 stycznia wpłaci 500 tys. zł poręczenia majątkowego. Według śledczych, do gwałtu miało dojść w Warszawie w sierpniu 2020 roku. Wtedy organy ścigania otrzymały zawiadomienie w tej sprawie.

Decyzja o zatrzymaniu Mariusza Z. zapadła natomiast w ostatnich dniach. Dziennikarza, który przebywał w hotelu u swego znajomego, zatrzymali funkcjonariusze z Gorlic w Małopolsce. Przewieźli go do stolicy. Wczoraj mężczyzna usłyszał zarzut, za który grozi 12 lat więzienia. Dziś warszawski sąd aresztował go na trzy miesiące. Jeśli jednak wpłaci do 28 stycznia 500 tys. zł poręczenia majątkowego, będzie mógł wyjść na wolność. Prokuratura już zapowiedziała, że będzie zaskarżać decyzję o areszcie.

Mariusz Z. składając w prokuraturze wyjaśnienia, nie przyznał się do gwałtu. Śledczy twierdzą natomiast, że do zdarzenia doszło w sierpniu 2020 roku w jego mieszkaniu w Warszawie. Ofiarą miała być znajoma mężczyzny. Prokuratura wciąż wyjaśnia, czy kobieta została wcześniej odurzona.
Źródło info i foto: RMF24.pl