Australijski kontrwywiad chce inwigilować dziennikarzy

Zagraniczne wywiady chętnie werbują australijskich dziennikarzy do szpiegowania, i jest to praktyka powszechna na świecie – stwierdziła w parlamencie wiceszefowa australijskiej służby kontrwywiadowczej. Choć sprawa dotyczy Australii, jej rozwój jest niezwykle interesujący dla wielu krajów demokratycznych, w tym tych w Europie. Dotyczy bowiem prawa dziennikarzy do kontrolowania poczynań władzy oraz prawa władzy do chronienia swoich sekretów w skomplikowanym świecie.

Heather Cook, wicedyrektor Australijskiej Organizacji Bezpieczeństwa Wywiadu (ASIO to odpowiednik polskiej ABW) uważa, że dziennikarze nie mogą być automatycznie wyłączani ze śledztw dotyczących bezpieczeństwa narodowego. Cook prosiła w poniedziałek australijskich posłów podczas przesłuchania w parlamencie, by pozwolili jej organizacji na śledzenie dziennikarzy.

Cook i wielu innych urzędników państwowych tłumaczą się w parlamencie po serii przeszukań, dokonanych w czerwcu br. przez australijską policję w domach dziennikarzy i w redakcjach mediów, które ujawniły serię tajemnic państwowych. Przeszukania wywołały wielką burzę w samej Australii oraz w wielu innych krajach. Australijski rząd został oskarżony o łamanie zasad demokracji i ograniczanie wolności słowa.

W pierwszym przypadku policja przeszukała dom i skonfiskowała archiwum dziennikarza, którzy ujawnił, że rząd Australii chce po raz pierwszy w historii dać australijskiemu wywiadowi elektronicznemu prawo do podsłuchiwania obywateli Australii, w tym dziennikarzy. W drugim przypadku policja przeszukała redakcję publicznej telewizji ABC, która ujawniła ukrywane przez rząd informacje o tym, że australijscy komandosi zabili w Afganistanie grupę cywilów.

Prawa australijskich dziennikarzy do publikowania takich i podobnych informacji bronią tamtejsze i zagraniczne organizacje prawa człowieka i ochrony wolności słowa. W obronę przesłuchiwanych reporterów włączył się m.in. „New York Times”. Australijskie stowarzyszenie dziennikarzy uważa, że rząd mści się na dziennikarzach, którzy utrudniają im życie.

Australijski rząd twierdzi, że w niezwykle skomplikowanej sytuacji międzynarodowej władze muszą mieć możliwości skutecznego zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom. Wicedyrektor ASIO w jawnej części swojego przesłuchania powiedziała też posłom, że dziennikarze są szczególnie mocno narażeni na propozycje szpiegowania własnego kraju. I dodała, że dotyczy to „wielu przypadków na całym świecie”, choć nie podała ani jednego przykładu. Dodała za to, że służby wywiadowcze wielu krajów chętnie używają dziennikarstwa jako przykrywki dla swoich oficerów i agentów.

Na razie nie wiadomo, czy i jakie konsekwencje będzie miała dla australijskich mediów i prawa afera związana z akcjami policji przeciwko reporterom.
Źródło info i foto: onet.pl

Świadkowie wypadku z udziałem Beaty Szydło przed sądem

Trwa proces w sprawie wypadku byłej premier Beaty Szydło w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało dziś sześciu świadków. Trzech z nich zgodziło się, aby dziennikarze wysłuchali ich odpowiedzi. Dwaj mężczyźni i kobieta stwierdzili zgodnie, że podczas przejazdu rządowej limuzyny nie słyszeli sygnałów dźwiękowych, a jedynie widzieli sygnały świetlne.

Posiedzenie sądu w sprawie wypadku z udziałem rządowej kolumny i fiata seicento odbyło się przed sądem w Oświęcimiu. Przed sądem zeznawało sześciu uczestników terapii uzależnień. Wcześniej sąd pytał każdego ze świadków, czy zgadzają się na składanie zeznań w obecności dziennikarzy i czy obecność mediów nie będzie dla nich problemem ze względu m.in. na poruszanie prywatnych problemów, takich jak problemy zdrowotne.

Trzy osoby zgodziły się odpowiadać w obecności dziennikarzy na pytania dotyczące wypadku z 10 lutego 2017 roku, w którym ranna została premier Beata Szydło i funkcjonariusz BOR. Każdy z tych świadków zeznał, że widział sygnały świetlne rządowej kolumny. Żadna z tych osób nie słyszała jednak sygnałów dźwiękowych.

– Widziałam niebieskie światła. Kilka sekund później usłyszałam huk. Sygnałów dźwiękowych nie słyszałam ani przed hukiem, ani po nim. Gdyby pojazdy miały włączone sygnały dźwiękowe, to bym je słyszała – zapewniła przed sądem Ewa S. cytowana przez portal „Fakty Oświęcim”.

Kobieta zeznała także, że niedługo po wypadku pojechała do domu, jednak jak tylko usłyszała w „Wiadomościach”, że rzekomo kolumna rządowa miała włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe, postanowiła zeznawać. Kolejny świadek – Waldemar H., podobnie jak poprzedniczka, widział sygnały świetlne, ale słyszał tylko huk wypadku. Trzeci świadek, Marek W. odpowiedział podobnie, jak poprzednicy.

Jak relacjonuje portal „Fakty Oświęcim”, prokurator Rafał Babiński wnioskował, aby świadkowie zostali poddani badaniom psychologicznym, psychiatrycznym i internistycznym. Na ten wniosek zareagował adwokat Władysław Pociej – pełnomocnik kierowcy seicento, który stwierdził, że byli oni już zbadani przez biegłych lekarzy.

Podobnie jak trzej świadkowie kierowca seicento – Sebastian Kościelnik, który jest oskarżony o spowodowanie wypadku, w wywiadach twierdził, że nie słyszał sygnałów dźwiękowych. Poruszana podczas rozprawy kwestia jest kluczowa do rozstrzygnięcia, ponieważ zdaniem obrońcy 22-latka, zgodnie z przepisami, aby pojazd był uznany za uprzywilejowany, musi mieć włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe. Kolejna rozprawa w sprawie wypadku z udziałem premier Beaty Szydło w Oświęcimiu odbędzie się w maju.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Dwaj dziennikarze agencji Reutera skazani na siedem lat więzienia przez sąd w Mjanmie

Dwaj dziennikarze agencji Reutera usłyszeli wyroki siedmiu lat pozbawienia wolności za nielegalne – jak uznał sąd w Rangunie – wejście w posiadanie dokumentów państwowych. Żaden ze skazanych nie przyznał się do winy.

Zdaniem sądu 28-letni Kyaw Soe Oo i 32-letni Wa Lone uzyskali dostęp do tych dokumentów podczas gromadzenia informacji na temat sytuacji muzułmańskiej mniejszości Rohingja, za co zostali aresztowani w grudniu 2017 roku. Na poczet kary zaliczono im czas spędzony w areszcie.

– To wielki krok w tył w procesie demokratyzacji Birmy, który nie da się pogodzić z rządami prawa ani wolnością słowa- podkreślił szef Reutera Stephen Adler w reakcji na wydany wyrok.

– Nie będziemy czekać, podczas gdy Wa Lone i Kyaw Soe Oo cierpią z powodu tej niesprawiedliwości. W najbliższych dniach zdecydujemy, jak postąpić w tej sprawie oraz czy m.in. ubiegać się o pomoc na arenie międzynarodowej – zapowiedział Adler.

Ogłoszenie wyroku odbyło się z tygodniowym opóźnieniem ze względu na wcześniejsze problemy zdrowotne sędziego prowadzącego rozprawę.

Sprawa masakry Rohingjów

O bezwarunkowe uwolnienie reporterów wcześniej wielokrotnie, ale bezskutecznie zwracały się do birmańskich władz USA, UE i ONZ.

Amerykański ambasador w Birmie Scot Marciel ocenił w poniedziałek, że wyrok w sprawie dziennikarzy jest „głęboko niepokojący dla wszystkich, którzy tak mocno walczyli w tym kraju o wolne media”. Zasugerował, że decyzja sądu osłabi zaufanie Birmańczyków do krajowego wymiaru sprawiedliwości.

Ambasador Wielkiej Brytanii Dan Chugg „w imieniu brytyjskiego rządu, ale też państw członkowskich Unii Europejskiej” wyraził „ogromne rozczarowanie” wyrokiem. Jak wskazał, „wygląda na to, że sędzia zignorował dowody w sprawie i birmańskie prawo, co wyrządziło wielką szkodę birmańskiej praworządności”.

Dziennikarze zostali aresztowani pod zarzutem posiadania tajnych dokumentów; badali wówczas sprawę masakry Rohingjów w stanie Rakhine (Arakan) na zachodzie Birmy dokonanej przez birmańskie wojsko, siły bezpieczeństwa oraz ludność cywilną. W procesie obaj zeznali, że podczas pierwszych przesłuchań byli brutalnie traktowani.

Dziennikarze Reutera byli oskarżeni o złamanie przepisów o tajemnicy państwowej, za co groziło im do 14 lat więzienia. Obaj zapewniali, że stosowali się do zasad etyki dziennikarskiej. Po aresztowaniu powiedzieli swoim bliskim, że zostali zatrzymani, gdy w restauracji w Rangunie dwaj nieznani im policjanci wręczyli im jakieś dokumenty.

Wcześniej sąd odmówił wstrzymania procesu, mimo że policjant wezwany w charakterze świadka obrony zeznał, że jego przełożony wydał mu rozkaz podrzucenia dziennikarzom dowodów przestępstwa. Po tych zeznaniach funkcjonariusz trafił do więzienia za naruszenie zasad pracy w policji, a jego rodzinę wyrzucono z domu, w którym mieszkali z racji jego zawodu.

ONZ: zbrodnie z zamiarem ludobójstwa

Agencja AP wskazuje, że część pozostałych zeznań była wewnętrznie sprzeczna, a dokumenty przedstawione jako dowód w sprawie przeciwko dziennikarzom nie sprawiały wrażenia poufnych ani zawierających wrażliwe dane. Oskarżeni deklarowali, że nie próbowali uzyskać tajnych dokumentów ani nie byli świadomi ich posiadania.

W wyniku prowadzonej przez birmańskie wojsko operacji wymierzonej w muzułmanów Rohingja do sierpnia 2017 roku z kraju uciekło ok. 700 tys. przedstawicieli tej mniejszości, głównie do sąsiedniego Bangladeszu. W opublikowanym w ubiegłym tygodniu raporcie śledczy ONZ uznali, że birmańska armia dokonała masowych zbrodni z „zamiarem ludobójstwa”, a naczelnego dowódcę i pięciu generałów należy osądzić za zorganizowanie najcięższych przestępstw. Władze w Rangunie odpierają te zarzuty.

Przedstawiciel Human Rights Watch na Azję Phil Robertson mówił w zeszłym tygodniu, że Kyaw Soe Oo i Wa Lone „nigdy nie powinni byli trafić do sądu, bo wykonywali swoją pracę, najwyraźniej jednak rządowi zależy przede wszystkim na tym, by ten proces wykorzystać do zastraszenia birmańskich mediów”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruszył proces w sprawie brutalnego zabójstwa Iwony Cygan. 17 osób na ławie oskarżonych

Przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie ruszył proces w sprawie głośnego zabójstwa sprzed prawie 20 lat 17-letniej Iwony Cygan. Na ławie oskarżonych zasiądzie 17 osób, w tym 14 byłych i obecnych funkcjonariuszy policji. Ze względu na dużą liczbę oskarżonych – 17, z których 16 jest aresztowanych – rozprawy toczą się w sali Sądu Rejonowego, która może pomieścić więcej osób, ale proces prowadzi Sąd Okręgowy w pięcioosobowym składzie: dwóch sędziów zawodowych i trzech ławników.

Ponadto, ze względów organizacyjnych i technicznych, także wynikających z dużej liczby osób, sąd wprowadził dla publiczności i dziennikarzy karty wstępu na dwa pierwsze dni procesu – po 20 kart dla każdej z tych grup. Na posiedzeniu organizacyjnym, które odbyło się w maju, sąd wyznaczył 16 terminów rozpraw – aż do września, w tym sześć w czerwcu.

Kto jest wśród oskarżonych?

Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem prokuratura postawiła Pawłowi K., a o współsprawstwo oskarżony został jego ojciec – Józef K. Wśród oskarżonych jest także koleżanka zamordowanej – Renata G.D. Jej zarzuca się utrudnianie postępowania karnego i składanie fałszywych zeznań.

Proces nie mógł się rozpocząć od kilku miesięcy.

Najpierw akt oskarżenia w sprawie zabójstwa Iwony Cygan trafił w grudniu 2017 r. do Sądu Okręgowego w Tarnowie. Jednak wszyscy sędziowie tamtejszego wydziału karnego złożyli – „dla dobra wymiaru sprawiedliwości” – wnioski o wyłączenie z udziału w tej sprawie. Jak informował wówczas rzecznik SO w Tarnowie sędzia Tomasz Kozioł, jeden z oskarżonych byłych policjantów jest powiązany rodzinnie z dwójką sędziów tarnowskich sądów – okręgowego i rejonowego. Zastrzeżenia wobec prowadzenia sprawy w Tarnowie wyrażała także rodzina ofiary.

Sprawa trafiła – postanowieniem Sądu Apelacyjnego w Krakowie – do rzeszowskiego sądu okręgowego, który jednak zwrócił akt oskarżenia prokuraturze w celu uzupełnienia śledztwa. Chodziło o takie sformułowanie niejawnej części zarzutów wobec 14 oskarżonych policjantów (byłych i obecnych), aby były one jawne w całości.

Na początku lutego 2018 Sąd Apelacyjny w Rzeszowie uchylił jednak to postanowienie. Podzielił argumentację prokuratury i uznał, że nie ma przeszkód, aby sąd okręgowy rozpoznał sprawę zabójstwa.

W związku ze zwrotem akt prokuraturze pełnomocnik rodziny Iwony Cygan złożył jednak wniosek o przekazanie sprawy do innego, równorzędnego sądu. Chcieli tego bliscy zamordowanej, ponieważ – jak argumentowali – stracili zaufanie do rzeszowskiego sądu okręgowego. Ich zdaniem zniesienie klauzuli tajności z części dokumentów mogłoby doprowadzić do ujawnienia tajnych zasad pracy operacyjnej i rozpoznawczej policji.

Sprawa pozostała jednak do rozpoznania przez rzeszowski sąd okręgowy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Warszawa: Dwaj dziennikarze oskarżani o molestowanie i mobbing

Warszawska Prokuratura Okręgowa zbada, czy dotychczasowy szef portalu Wyborcza.pl Michał Wybieralski oraz publicysta „Krytyki Politycznej” Jakub Dymek dopuścili się wobec ośmiu kobiet molestowania i mobbingu. W poniedziałek na stronie Codziennikfeministyczny.pl pojawił się artykuł „Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach #metoo”. Osiem kobiet oskarża w nim dziennikarzy m.in. o mobbing i molestowanie, a nawet gwałt.

– W związku z informacjami, które pojawiły się w przestrzeni publicznej, dotyczącymi oskarżenia przez grupę ośmiu kobiet o mobbing i molestowanie szefa portalu Wyborcza.pl oraz publicysty Krytyki Politycznej, prokuratura przeprowadziła z urzędu postępowania przygotowawcze – oświadczyła rzeczniczka Prokuratury Krajowej, prok. Ewa Bialik.

Jak dodała, warszawska prokuratura przeprowadzi teraz „postępowanie w kierunku przestępstw przeciwko wolności seksualnej, mobbingu oraz naruszenia nietykalności cielesnej”. Wybieralski – o czym poinformowali w poniedziałek redaktorzy naczelni Jarosław Kurski, Aleksandra Klich, Piotr Stasiński na stronie Wyborcza.pl – został zawieszony w pełnieniu funkcji redaktora naczelnego.

Podali także, iż dziennikarz przekazał im oświadczenie, w którym przeprasza za swoje zachowania i wypowiedzi, które mogły urazić m.in. autorki tekstu zamieszczonego na Codziennikfeministyczny.pl. „Przepraszam wszystkie osoby – autorki tekstu i inne osoby, jeśli takie są – które poczuły się urażone, molestowane czy prześladowane przez moje wypowiedzi czy zachowania. Ogromnie tego żałuję, nie było to nigdy moją intencją – napisał Wybieralski.

Zawieszona współpraca

Również „Krytyka Polityczna” poinformowała, że w związku z wysuwanymi publicznie zarzutami zawiesza współpracę z Dymkiem. Sam publicysta na portalu społecznościowym zaprzeczył oskarżeniom kobiet. „Zostałem oskarżony i pomówiony o gwałt przez moją byłą partnerkę (…). Chcę powiedzieć, że nie jestem winny i mogę tego dowieść” – napisał.

Według niego „redakcja »Codziennika« nie podjęła żadnej próby kontaktu z nim przed publikacją tekstu”. Zaznaczył również, że publicznie zabierał głos w sprawie molestowania i przemocy seksualnej podkreślając, że „takie przypadki należy piętnować, a przeciwdziałanie nadużyciom jest potrzebne”.

Dodał, że „nie można pozwolić, aby napiętnowanie faktycznych sprawców i praktyk molestowania, było wykorzystywane jako narzędzie nowych nadużyć”. O sprawie – jak napisał – poinformował swoich pracodawców i prawnika.

Autorki artykułu „Papierowi feminiści. O hipokryzji na lewicy i nowych twarzach #metoo” twierdzą, że dziennikarze dopuścili się względem nich mobbingu, molestowania i agresji fizycznej – jedna z kobiet miała m.in. odnieść obrażania ręki. W artykule pojawiły się też oskarżenia dotyczące gwałtu. „Jakubie Dymku, Michale Wybieralski. Nie chcemy takich »feministów«. Nie chcemy takiej lewicy” – napisały.
Źródło info i foto: TVP.info

Francja: Islamiści grożą atakiem na „Charlie Hebdo”

Dziennikarze francuskiego „Charlie Hebdo” znów są zagrożeni. Islamscy ekstremiści grożą kolejnym zamachem. Tym razem chodzi okładkę z karykaturą znanego islamologa Tariqa Ramadana, oskarżonego o zgwałcenie dwóch kobiet.

Jak informuje RMF FM, do redakcji tygodnika satyrycznego napływają setki pogróżek. Muzułmańscy ekstremiści grożą im śmiercią i wysadzeniem w powietrze siedziby tygodnika. Znany z kontrowersyjnych okładek tygodnik tym razem prowokuje rysunkiem Tariqa Ramadana, wykładowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, którego dwie kobiety oskarżyły o gwałt.

Tym razem chodzi o okładkę nowego wydania. Znalazła się tam karykatura znanego islamologa Tariqa Ramadana, wykładowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Dwie kobiety oskarżyły go o gwałt. Tariq Ramadan, wnuk założyciela Bractwa Muzułmańskiego uważany jest za jednego z najważniejszych europejskich uczonych muzułmańskich.

Atak na „Charlie Hebdo”

Tygodnik „Charlie Hebdo” słynie z kontrowersyjnych okładek. W 2006 roku przedrukował budzące gniew muzułmanów karykatury Mahometa. 7 stycznia 2015 roku bracia Kouachi dokonali ataku na redakcję znanego z karykatur Mahometa „Charlie Hebdo” w Paryżu. Sprawcy, deklarujący, że chcą pomścić proroka, zabili 12 osób, w tym pięciu rysowników pisma.
Źródło info i foto: wp.pl

Strzały przy ul. Siedleckiej w Warszawie

Strzelanina przy ul. Siedleckiej w Warszawie. Jak dowiedzieli się dziennikarze RMF FM, jedna z poszkodowanych osób jest w stanie ciężkim. Jak dowiedzieli się dziennikarze RMF FM, po godz. 15:30 do taksówki – z pasażerką w środku – stojącej przy ul. Siedleckiej podbiegł obywatel Armenii. Mężczyzna wsiadł do auta i chciał zmusić kierowcę do szybkiego odjazdu.

Po chwili na miejscu pojawił się niezidentyfikowany napastnik, który oddał kilka strzałów do osób siedzących w pojeździe. Jak ustalili dziennikarze RMF FM, obywatel Armenii został postrzelony w głowę i jego stan jest ciężki. Kierowca taksówki został ranny w rękę, a pasażerka auta nie ma żadnych obrażeń.

Policja bada okoliczności tego zdarzenia – sprawdzane są m.in. zapisy kamer monitoringu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kolumbijska partyzantka Narodowa Armia Wyzwolenia uwolniła dwóch holenderskich dziennikarzy

Kolumbijska partyzantka Narodowa Armia Wyzwolenia (ELN) uwolniła w sobotę rano dwóch holenderskich dziennikarzy porwanych na niespokojnym północnym wschodzie kraju – poinformowało biuro rzecznik praw obywatelskich. Informację potwierdził MSZ Holandii. Dziennikarze zostali przekazani delegacji z biura kolumbijskiego rzecznika praw obywatelskich w regionie Catatumbo w departamencie Norte de Santander. Biuro opublikowało zdjęcia mężczyzn.

Szef MSZ Holandii Bert Koenders w oświadczeniu potwierdził uwolnienie mężczyzn i podziękował kolumbijskiemu rządowi za pomoc. ELN, ostatnia działająca w Kolumbii partyzantka, od soboty przetrzymywała 62-letniego dziennikarza Derka Bolta oraz jego 58-letniego operatora Eugenio Follendera. Zostali uprowadzeni nieopodal miejscowości El Tarra w departamencie Norte de Santander na północnym wschodzie kraju. Region ten jest jednym z bastionów ELN.

Mężczyźni pracowali dla holenderskiej telewizji i przygotowywali program telewizyjnego „Spoorloos”, w którym Derk Bolt próbuje pomóc Holendrom odnaleźć ich biologicznych rodziców na świecie.

W czwartek partyzantka zapowiedziała na Twitterze, że Holendrzy zostaną wypuszczeni na wolność, ale kilka godzin później zdementowano te informacje. W rejonie El Tarry w maju ub. roku porwano m.in. dziennikarkę o kolumbijskim i hiszpańskim obywatelstwie Salud Hernandez, korespondentkę m.in. hiszpańskiego dziennika „El Mundo”. Po kilku dniach ją uwolniono. W tym okresie uprowadzono tam również dwóch kolumbijskich reporterów, którzy także wyszli na wolność po kilku dniach.

ELN, druga pod względem znaczenia po Rewolucyjnych Siłach Zbrojnych Kolumbii (FARC) partyzantka w kraju, w lutym rozpoczęła rozmowy pokojowe z rządem, aby położyć kres trwającemu ponad 50 lat konfliktowi. Negocjacje są prowadzone w stolicy Ekwadoru Quito i na razie nie przyniosły znaczących rezultatów. Mimo rozmów pokojowych walki w terenie trwają.

ELN liczy 1,5 tys. bojowników i często porywa Kolumbijczyków oraz obcokrajowców, z których wielu pracuje w branży naftowej. Partyzantka uprowadza ich dla okupu lub w celach politycznych. Ponad 220 tys. ludzi zginęło w Kolumbii w wyniku konfliktu wojska z FARC, ELN i innymi formacjami paramilitarnymi. FARC podpisało w ub. roku porozumienie pokojowe z rządem w Bogocie.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/swiat/news-kolumbia-eln-uwolnila-dwoch-holenderskich-dziennikarzy,nId,2409657#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/swiat/news-kolumbia-eln-uwolnila-dwoch-holenderskich-dziennikarzy,nId,2409657#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefoxŹródło info i foto: interia.pl

Dziesiątki zatrzymanych po demonstracji w Petersburgu

Kilkadziesiąt osób zatrzymano w sobotę w Petersburgu podczas protestu zorganizowanego przez opozycyjny ruch Otwarta Rosja, założony przez byłego szefa koncernu Jukos Michaiła Chodorkowskiego; wśród zatrzymanych są dziennikarze – poinformowało radio Echo Moskwy.

Korespondent Echa Moskwy w Petersburgu oszacował liczbę zatrzymanych na ponad 50. Wcześniej opozycyjna telewizja Dożd powiadomiła o co najmniej 30 zatrzymanych. Moskiewska rozgłośnia relacjonuje, że według niektórych informacji zatrzymani zostali również organizatorzy akcji protestacyjnej w Petersburgu.

W około 30 miastach Otwarta Rosja organizuje w sobotę protest pod hasłem „Już dość!”, w trakcie którego obywatele składają listy do prezydenta Władimira Putina z żądaniem, by nie brał udziału w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. W niektórych miastach organizatorzy uzyskali zgodę władz na demonstracje. Władze Moskwy i Petersburga takiego zezwolenia nie wydały.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Pracownicy „Charlie Hebdo” dostają pogróżki. Nadzy muzułmanie na okładce magazynu

​Kontrowersyjny magazyn satyryczny “Charlie Hebdo” znów na celowniku islamistów. Po opublikowaniu nowego numeru, na okładce którego znajduje się rysunek nagich muzułmanów, dziennikarze skarżą się, że dostają pogróżki.

Rysunek przedstawia mężczyznę i kobietę z odsłoniętymi genitaliami. Okładka podpisana jest hasłem „Reforma islamu. Muzułmanie, wyluzujcie”. Po publikacji nowego numeru, pracownicy redakcji dostali listy z hasłem „zginiecie”. Współwłaściciel magazynu Eric Portheault powiedział w rozmowie z „Le Parisien”, że poinformował o tym policję. Dodał jednocześnie, że jego pracownicy dostają pogróżki od początku lata.

Według informacji „Le Parisien”, pracownicy redakcji dostali też sporo pogróżek podczas Euro 2016, kiedy na okładce magazynu pojawił rysunek piłkarza Antoine’a Griezmanna, przedstawionego w kształcie wibratora. Pracownicy „Charlie Hebdo” są pod stałą ochroną policji od czasów ataku na redakcję w styczniu 2015 roku. Islamiści zabili wówczas 12 osób. Twierdzili, że to odwet za opublikowanie prześmiewczego rysunku proroka Mahometa.
Żródło info i foto: RMF24.pl