Zielona Góra: Mordercza para brutalnie zabiła kochanka kobiety. Trwa śledztwo

Zatrzymano kobietę i mężczyznę, a do akcji wkroczył prokurator. Ma trudne zadanie. Czy próba zabójstwa to skutek zazdrości męża, który odkrył zdradę, a może efekt pikantnej zabawy, która wymknęła się spod kontroli…

Horror rozegrał się w sierpniu zeszłego roku w centrum Zielonej Góry, ale dopiero teraz „krwawe małżeństwo” skierowano na obserwację psychiatryczną. Istnieje bowiem wątpliwość, czy w chwili usiłowania zabójstwa byli w pełni poczytalni.

Co tak naprawdę wydarzyło się w Zielonej Górze?

Śledczy pracujący nad sprawą mówią o wątku miłosnym i zazdrości. Konrad P. miał mieć romans z kobietą, która zwabiła go do mieszkania. On sam zaprzecza jednak romansowi. Mówi, że kobieta sobie to wymyśliła. Ale dlaczego znalazł się z nią w łóżku i pozwolił sobie zapiąć kajdanki?

– Przyszedłem do niej, bo to moja znajoma. Prosiła, żebym jej pomógł, bo mąż znęca się nad nią i dziećmi – opowiada. – Usiadła mi na kolanach i założyła kajdanki – wspomina.

Wtedy wbiegł mąż kobiety i rzucił się na niego z nożem. – Dostałem kilka ciosów, on chciał mnie zabić – twierdzi ofiara ataku. Mężczyzna ocalał, bo w ostatniej chwili wyskoczył przez okno. Ona się przyznała, on nie

Śledztwo trwa. – Małżonkowie usłyszeli zarzut usiłowania zabójstwa oraz spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała – mówi prok. Łukasz Wojtasik z zielonogórskiej prokuratury okręgowej. Kobieta przyznała się do zarzutów. Jej mąż nie, twierdząc, że nic nie pamięta. Morderczej parze grozi dożywocie.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Funkcjonariusze CBŚP i KAS przejęli ponad 9 mln nielegalnych papierosów

Policjanci CBŚP i funkcjonariusze pomorskiej KAS udaremnili przemyt ponad 9 mln szt. papierosów. Nielegalny towar ukryty był w kontenerze, a przypłynął do Polski z Chin. Dzięki wspólnym działaniom służb budżet państwa nie został narażony na straty rzędu 10 mln zł. Wartą ponad 6 mln zł kontrabandę ukryto w kontenerze z walizkami podróżnymi.

Sprawdzenie kontenera, który przypłynął na statku z Azji, to efekt wymiany informacji pomiędzy pomorską KAS i CBŚP z Gdańska. Potwierdzeniem ustaleń był obraz kontenera zarejestrowany przez skaner. Podejrzany ładunek przypłynął do Portu w Gdańsku z Chin i trafić miał do jednej z polskich firm. Według dokumentacji kontener powinien zawierać walizki i faktycznie kilkadziesiąt sztuk znajdowało się w nim.

Podczas dokładnego sprawdzenia kontenera okazało się, że oprócz legalnego towaru ukryto także 939 kartonów wypełnionych papierosami bez polskich znaków akcyzy. Po wyładowaniu kartonów mundurowi zabezpieczyli ponad 9 mln szt. papierosów. Szacunkowa wartość rynkowa zatrzymanego towaru wynosi ponad 6 mln zł. Skarb Państwa mógł stracić na tej próbie przemytu ponad 10 mln zł.

Dalsze czynności w sprawie wykonuje Pomorski Urząd Celno–Skarbowy w Gdyni wspólnie z Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Śródmieście.
Źródło info i foto: Policja.pl

Holandia: Środek do czyszczenia rur zamiast płynu do dezynfekcji. Poparzeni klienci jednego ze sklepów

Klienci i pracownik IKEI z poparzeniami pierwszego stopnia – to efekt pomyłki jednej ze sprzątaczek w holenderskim Haarlem, która wypełniła butelkę po płynie dezynfekującym… środkiem do czyszczenia kanalizacji. Przedstawiciele sklepu wydali oświadczenie. Do zdarzenia doszło w sobotę, jednak lokalne media poinformowały o incydencie w ostatnią środę. Na stronie internetowej publicznego nadawcy NOS opublikowano zdjęcia rąk poparzonych ludzi.

Dozownik z niebezpiecznym środkiem został postawiony przed wejściem do sklepu. Na „dezynfekcję” zdecydowało się co najmniej kilka osób. Gdy zorientowano się, że doszło do pomyłki, na miejsce wezwano policję i zespół pogotowia ratunkowego. Trzy osoby – pracownik i dwoje klientów – wymagały pomocy ratowników.

„Pomyliła etykiety”

Jak ustaliła policja osobą, która wypełniła butelkę była jedna z pracownic sprzątających, „niemówiąca dobrze po niderlandzku”. Kobieta tłumaczyła, że pomyliła etykiety płynów. Przedstawiciele sklepu proszą o kontakt poszkodowane osoby. Według wstępnych informacji kontakt z płynem mogło mieć co najmniej 10 klientów.

„Najmocniej przepraszamy, za to co się wydarzyło. Zawsze zapewniamy bezpieczeństwo przy robieniu zakupów, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca” – poinformowano w oświadczeniu. Niewykluczone, że poszkodowani będą domagali się odszkodowania.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokuratura zajmie się gminami, które przekazały poczcie spisy wyborców

Śledczy zajmą się każdą gminą, która przekazała dane Poczcie Polskiej. To efekt działań organizacji pozarządowej – informuje w piątek „Rzeczpospolita”. Dziennik informuje. że Sieć Obywatelska Watchdog Polska postanowiła sprawdzić, ile gmin przekazało Poczcie Polskiej rejestry wyborców.

„Anonimowe e-maile z Poczty Polskiej z taką prośbą trafiły do samorządowców w całym kraju w nocy z 22 na 23 kwietnia. Rejestry były potrzebne do organizacji wyborów 10 maja drogą korespondencyjną. Większość samorządowców od razu zadeklarowała, że danych nie da. By ustalić, ile gmin pozytywnie odpowiedziało na e-maila, Sieć Obywatelska wystąpiła do wszystkich z nich” – pisze gazeta.

„Rzeczpospolita” przypomniała, że w Polsce jest 2477 gmin. „Sieć Obywatelska dostała odpowiedzi z niemal połowy. Wynika z nich, że gmin, które przekazały dane poczcie, jest stosunkowo niewiele – 106. Rejestrów wyborców nie podało 658 gmin, a z 342 odpowiedzi dla Watchdog Polska nie wynika jednoznaczne, jaka była decyzja” – wskazuje „Rz”.

„Sieć Obywatelska chce zawiadomić prokuraturę w sprawie wszystkich samorządów, które pozytywnie odpowiedziały na żądanie poczty. Zawiadomienia trafiły już w sprawie gmin: Boguty-Pianki, Dobra (małopolskie), Gielniów, Klonowa, Łochów, Nurzec-Stacja, Pniewy (mazowieckie), Radziłów, Siemiątkowo, Smyków, Widawa i Witonia” – informuje dziennik.

W artykule czytamy, że przyczyną zawiadomień jest to, że „w momencie, gdy Poczta Polska wysyłała żądania przekazania rejestrów, nie miała do tego podstawy prawnej”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowogrodziec: Poszukiwania Kacpra Błażejowskiego. Koniec akcji w rzece, bez efektu

Wciąż trwają poszukiwania trzyletniego trzyletniego Kacpra Błażejowskiego z Nowogrodźca (woj. dolnośląskie), który zaginął w poniedziałek wieczorem. Chłopiec w chwili zaginięcia przebywał z ojcem na działce w pobliżu rzeki. We wtorek prowadzono tam działania poszukiwawcze – nie zakończyły się one jednak sukcesem. Ojciec chłopca w chwili zaginięcia dziecka był nietrzeźwy.

Kacper Błażejowski z Nowogrodźca zaginął w poniedziałek 27 kwietnia – przed godziną 19 jego rodzina zgłosiła to policji. W poszukiwania chłopca zaangażowali się m.in. policjanci z Bolesławca. Chłopiec zaginął w pobliżu rzeki Kwisa, dlatego do akcji dołączyli także płetwonurkowie. Jak podaje RMF FM, akcja na rzece została zakończona – nie zakończyła się odnalezieniem chłopca.

– Dzisiaj dwukrotnie odcinek od Nowogrodźca do Parzyc został sprawdzony łodziami z sonarami. Strażacy w skafandrach brodzili i bosakami ratowniczymi sprawdzali wszystkie miejsca. Człowiek nie byłby w stanie tamtędy przepłynąć – powiedział w rozmowie z portalem Andrzej Śliwowski, komendant straży pożarnej w Bolesławcu.

W szczytowym momencie poszukiwań w akcji brało udział ponad 200 osób.

– Planowane jest przeszukanie terenu, gdzie był widziany chłopiec, a potem zwiększanie obszaru poszukiwań – powiedziała w rozmowie z Fakt24 Anna Kublik-Rościszewska, rzeczniczka prasowa policji w Bolesławcu.

Dziennik ustalił, że w chwili zaginięcia Kacper Błażejowski był pod opieką ojca. Mężczyzna miał być nietrzeźwy. Został zatrzymany i usłyszał zarzuty. Fakt informuje, że odpowie także za przestępstwa przeciwko mieniu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA: Pozytywny efekt koronawirusa. Od 7 tygodni w Miami nie doszło do ani jednego morderstwa

Od 7 tygodni w Miami nie doszło do ani jednego morderstwa. Sytuacja ma związek z obostrzeniami wprowadzonymi przez amerykański rząd w związku z epidemią koronawirusa. Ostatni raz takie statystyki odnotowano w 1957 roku. Jak informuje „Miami Herald”, zabójstwa nie odnotowano w mieście od 17 lutego do 12 kwietnia, co łącznie daje 7 tygodni i 6 dni. Jak zauważa gazeta, w 1957 r. Miami taki wskaźnik osiągało przez 7 tygodni i 3 dni.

Miami bez zabójstw dzięki kwarantannie

Należy zauważyć, że około połowa okresu, o którym mowa, dotyczy czasu jeszcze przed wprowadzeniem ograniczeń dotyczących koronawirusa. „Zaczęło się w połowie lutego, na długo przed tym, zanim ktokolwiek został zamknięty” – poinformował szef policji Miami Jorge Colina, który wraca do zdrowia po zakażeniu koronawirusem, w rozmowie z telewizją FOX10.

„Dlaczego? Szczerze mówiąc nie wiem. Jestem po prostu wdzięczny, że nadal idzie tak, jak powinno” – dodał.

Jak podaje CBS News, powołując się na statystyki policji w Miami, zmniejszyła się także liczba innych przestępstw. Również w Los Angeles poprawiły się statystyki. Liczba zabójstw spadła o 21 proc., a ogólna liczba przestępstw o prawie 10 proc.

Jak zauważa portal, inaczej jest w Chicago, gdzie mimo obostrzeń i izolacji nadal dochodzi do rozbojów i strzelanin. Burmistrz Miami Francis Suarez wprowadził lokalny stan wyjątkowy 12 marca. Zarządzenie zostało od tego czasu przedłużone sześć razy.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Francja: Ze względu na kwarantannę rośnie liczba przypadków przemocy domowej

Minister spraw wewnętrznych Christophe Castaner poinformował, że francuska policja odnotowała 32-proc. wzrost liczby przypadków interwencji w związku z przemocą domową w tygodniu po wprowadzeniu administracyjnego nakazu pozostawania w domu. W regionie paryskim odnotowano o 36 proc. więcej przypadków przemocy domowej – podał Castaner.

Minister zapowiedział utworzenie systemu alarmowego dla ofiar przemocy, który będzie funkcjonował w aptekach, gdzie osoby bite i maltretowane będą mogły w pierwszej kolejności poinformować o zajściach i skontaktować się z policją. Castaner zapowiedział w stacji telewizyjnej France2 w czwartek, że walka z przemocą domową jest priorytetem policji. Poinformował, że funkcjonariusze odnotowali do tej pory 225 tys. przypadków łamania nakazu pozostawania w domu przy przeprowadzonych 3,7 mln kontroli.

Administracyjny nakaz pozostawania w domu obowiązuje we Francji od 17 marca. Wyjście z domu możliwe jest jedynie z pisemnym upoważnieniem w celu zrobienia zakupów, dojazdu do pracy i pilnej wizyty lekarskiej. Dozwolone są też krótkie wyjścia rekreacyjne w obrębie do kilometra od domu i nie dłużej niż przez godzinę. Na oficjalnym formularzu upoważnienia muszą zostać umieszczone dane osoby wychodzącej, cel i godzina wyjścia z domu.

Złamanie zakazu karane jest grzywną w wysokości 135 euro, a przypadku ponownego naruszania zasad – karą 1500 euro. Jeśli dojdzie do czterech naruszeń w ciągu 30 dni kara wyniesie 3700 euro i sześć miesięcy pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Lubuskie: Efekty kontroli wewnętrznych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V.

Dymisje, postępowania dyscyplinarne i wyjaśniające w lubuskiej policji – to efekty kontroli wewnętrznych rozpoczętych po zabójstwie młodej Ukrainki Kristiny V. Kobieta szukała ochrony przed jej przyszłym zabójcą, ale jej nie znalazła. Na razie nie wiadomo jednak, czy to wyłącznie błędy ludzkie, czy winny jest system działania policji.

Mordercą 26-letniej Ukrainki był jej równolatek, mieszkaniec Gorzowa Paweł R. Kamery monitoringu pralni, w której pracowała kobieta, zarejestrowały zabójstwo: 11 września mężczyzna wszedł do środka, wyciągnął broń i z bardzo bliskiej odległości strzelił jej w głowę. W trzy godziny po dokonaniu zabójstwa sam został śmiertelnie postrzelony przez niemieckich policjantów na autostradzie pod Berlinem.

– Nie chciała być z Pawłem R., dlatego odgrażał się jej wielokrotnie. On się w niej zakochał na zabój, nagabywał ją, wysyłał SMS-y – relacjonowali dziennikarzom „Uwaga TVN” znajomi Kristiny i Pawła R. Z dotychczasowych ustaleń policji wiadomo, że mężczyzna strzelił z broni „czarnoprochowej”, na którą nie jest potrzebne żadne zezwolenie.

Tylko wykroczenie

Po zabójstwie komendant główny policji generał Jarosław Szymczyk zdecydował, że wszystkie okoliczności działań lubuskiej policji mają wyjaśnić doświadczeni funkcjonariusze z biura kontroli. Poznaliśmy wstępne ustalenia opisane w ich raporcie. Wiadomo, że młoda Ukrainka w połowie czerwca przyszła do komisariatu II w Gorzowie. Prosiła policjantów o pomoc. Tłumaczyła, że czuje się zastraszana przez Pawła R.

– Oficer dyżurny po wysłuchaniu kobiety uznał, że działania Pawła R. to wyłącznie wykroczenie, a nie przestępstwo – mówi nasz rozmówca z lubuskiej policji.

Już następnego dnia komendant komisariatu potwierdził decyzję oficera dyżurnego i skierował sprawę do prowadzenia przez funkcjonariusza referatu do spraw wykroczeń. Chodzi o wykroczenie z artykułu 107 Kodeksu wykroczeń, który mówi o „złośliwym dokuczaniu innej osobie”. Grozi za to kara ograniczenia wolności (np. do ograniczenia pobytu do miejsca zamieszkania) lub grzywna w maksymalnej wysokości 1500 złotych.

Doświadczony funkcjonariusz policji w ten sposób wyjaśnia znaczenie decyzji oficera dyżurnego, którą potwierdził później komendant: – Artykuł 107 Kodeksu wykroczeń jest stosowany najczęściej w przypadku sporów sąsiedzkich. Oficer dyżurny miał wybór, mógł zakwalifikować doniesienie Kristiny jako przestępstwo z artykułu 190 Kodeksu karnego, czyli gróźb karalnych. To otwiera drogę policjantom i prokuraturze do zdecydowanych działań, jak wydania zakazu zbliżania się, kontaktowania, a nawet objęcia ochroną osoby zagrożonej. Nasz rozmówca prosi przy tym o zachowanie anonimowości.

Pomoc policjanta

Postępowanie o wykroczenie szybko trafiło z komisariatu do Sądu Rejonowego w Gorzowie, który już na początku września uznał winę Pawła R. i ukarał go finansowo. Niemal w tym samym czasie w pomoc Kristinie V. zaangażował się funkcjonariusz miejscowego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji.

– Skontaktował się z nim kolega Kristiny, opowiedział o jej problemach z Pawłem R. O rosnącym strachu, kolejnych pogróżkach kierowanych przez SMS-y i poprzez komunikatory. Policjant przejrzał materiały, przejął się sprawą. Wszyscy wspólnie pojechali ponownie do komisariatu – relacjonuje nam osoba znająca kulisy sprawy.

Policjanta z CBŚP, Kristinę V. oraz jej kolegę przyjął zastępca komendanta komisariatu. Ukrainka potwierdziła wtedy, że Paweł R. kieruje wobec niej groźby karalne. Jednak nie złożyła zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa z artykułu 190 tego dnia – policjanci z pionu dochodzeniowego byli zajęci innymi sprawami.

– Następnego dnia policjant z CBŚP osobiście napisał zawiadomienie do prokuratury, skierował wniosek o ściganie Pawła R. Jednak Kristina V. nie złożyła pod tym dokumentem swojego podpisu, bo uznała, że poprzedniego dnia źle została potraktowana na komisariacie – mówi nasz rozmówca.

To ważny moment, gdyż zgodnie z kodeksowymi zapisami przestępstwo groźby karalnej – czyli właśnie artykuł 190 Kk – ścigane jest na wniosek pokrzywdzonego. To znaczy, że ani policja, ani prokuratura bez inicjatywy ze strony osoby zagrożonej nie mogą podejmować żadnych czynności.

W służbie statystyki

Dlaczego Kristina V. tak się zachowała? – Proszę wczuć się w jej sytuację. Imigrantka, starająca się ułożyć sobie życie w nowym kraju. Jej było strasznie ciężko zdecydować się na działania przeciwko Polakowi. Bała się, że straci szansę na stały pobyt, pracę i przyszłość – mówi dziennikarzowi tvn24.pl jeden z jej polskich znajomych. A dlaczego tak się zachowywali funkcjonariusze z komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim?

– Myślę, że minimalne znaczenie miała narodowość dziewczyny. Dla mnie działanie oficera dyżurnego i jego przełożonego to klasyczna ucieczka przed wszczęciem postępowania o przestępstwo. To rzutuje na statystykę przestępczości, która jest ujęta w mierniki. A jak ktoś ma złe wyniki, to obrywa na odprawach, więc najlepiej jest spychać przestępstwa na wykroczenia – mówi doświadczony funkcjonariusz. – Policjant z CBŚP nie ma mózgu opanowanego przez dążenie do sukcesu statystycznego i dzięki temu dobrze ocenił sytuację. Bo Centralne Biuro Śledcze jest w ogromnej mierze wolne od statystyki – dodaje.

– Gdy będą znane pełne wnioski z kontroli w tej sprawie, natychmiast je wdrożymy – deklaruje rzecznik lubuskiej Komendy Wojewódzkiej Policji nadkomisarz Marcin Maludy.

Kontrola kontroli

W Komendzie Głównej Policji potwierdziliśmy oficjalnie odwołania z funkcji komendanta i zastępcy komendanta komisariatu II w Gorzowie Wielkopolskim.

– Dodatkowo prowadzone są postępowania dyscyplinarne wobec funkcjonariusza komisariatu, który prowadził czynności po pierwszym zgłoszeniu o zagrożeniu od Kristiny V. Prowadzone są również czynności wyjaśniające wobec funkcjonariuszy wydziału kontroli komendy wojewódzkiej, którzy jako pierwsi badali sprawę – usłyszeliśmy w KGP.

Udało nam się również potwierdzić, że trwa „postępowanie wyjaśniające” wobec funkcjonariuszy pionu kontroli wewnętrznej z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie, wysłanych na miejsce tuż po zabójstwie. Ich zadaniem było prześwietlenie działań policjantów z komisariatu i przedstawienie raportu przełożonym.

– Mamy podejrzenia, że nie przedstawili prawdziwego przebiegu zdarzeń. Nie tyle chcieli bezstronnie skontrolować działanie policjantów z komisariatu, co je wytłumaczyć – mówi nam oficer komendy głównej policji.

Niezależne od ustaleń kontrolerów Komendy Głównej Policji śledztwo prowadzi także prokuratura wspólnie z Biurem Spraw Wewnętrznych, czyli „policją w policji”. Prokuratorzy będą oceniać działania funkcjonariuszy w kontekście ewentualnej odpowiedzialności karnej – żadne takie decyzje jeszcze nie zapadły, choć np. niedawno na komisariacie II „policja w policji” zabrała wszelkie dokumenty związane ze sprawą Kristiny V. Natomiast ustalenia kontroli wewnętrznej służą komendantowi głównemu policji i komendantom wojewódzkim do podejmowania decyzji personalnych, takich jak dymisje lub nawet wydalenie ze służby, a także do wprowadzania zmian w funkcjonowaniu policji.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Przechwycono prawie 9 mln sztuk papierosów

Policjanci CBŚP i funkcjonariusze Pomorskiego Urzędu Celno-Skarbowego w Gdyni odkryli przemyt prawie 9 mln sztuk papierosów – poinformowała w poniedziałek rzecznik prasowy CBŚP kom. Iwona Jurkiewicz. Nielegalny towar przypłynął do Polski z Azji. Jego szacunkowa wartość to ponad 6,2 mln zł. Skarb Państwa mógł zostać narażony na uszczuplenia wynoszące prawie 10,5 mln zł – podała rzeczniczka.

Sprawdzenie kontenera, który przypłynął na statku z Azji to efekt wymiany informacji pomiędzy pomorską KAS i CBŚP z Gdańska.

Kontrabandę ukryto za „zastawką”

Funkcjonariusze tuż po otwarciu kontenera zobaczyli tzw. „zastawkę” czyli warstwę legalnego towaru, za którą przemytnicy ukryli kontrabandę.

– Jest to dość powszechna praktyka stosowana przez grupy przestępcze zajmujące się przemytem kontenerowym. Tym razem były to okute blachą drzwi. Po wyładowaniu części towaru z kontenera mundurowi dotarli do 8,9 mln szt. papierosów bez polskich znaków akcyzy – zaznaczyła Jurkiewicz.

– Zgromadzone przez służby informacje doprowadziły do szczegółowej kontroli transportu z deklarowanym ładunkiem drzwi. Według dokumentacji towar miał trafić na Łotwę. Funkcjonariusze najpierw zeskanowali kontener za pomocą urządzenia RTG, a następnie użyto psa wyszkolonego do wykrywania tytoniu. Zarówno obraz zarejestrowany przez urządzenie, jak i reakcja psa nie pozostawiały złudzeń, co do konieczności szczegółowego sprawdzenia kontenera – wyjaśniła rzeczniczka CBŚP.

Nielegalny towar został zabezpieczony, podobnie jak kilkadziesiąt sztuk drzwi, które znajdowały się w kontenerze. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi Pomorski Urząd Celno–Skarbowy w Gdyni wspólnie z Prokuraturą Rejonową Gdańsk-Śródmieście w Gdańsku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Koszalin. Bezdomny próbował zaciągnąć 11-latkę do lasu

W Koszalinie 39-letni bezdomny próbował zaciągnąć do pobliskiego lasu 11-letnią dziewczynkę. Przeszkodził mu w tym znajomy jej rodziców, który uratował dziecko. Dzięki szybkiej reakcji policji udało się zatrzymać sprawcę. 11-letnia dziewczynka około godziny 16 jechała rowerem ulicą Zwycięstwa. W pewnym momencie drogę zagrodził jej nieznajomy mężczyzna, który chwycił ją za gardło. Siłą oraz groźbą zmusił ją, by poszła z nim w kierunku pobliskiego lasu.

Na szczęście w tym momencie, ulicą przejeżdżał znajomy rodziców dziewczynki. Jego interwencja uchroniła 11-latkę przed nieszczęściem. Na jego widok napastnik puścił dziecko i rzucił się do ucieczki.

Pies tropiący i poszukiwania

– Natychmiast na miejsce skierowani zostali policjanci. To były działania na szeroką skalę. To był nasz priorytet – powiedziała stacji TVN24 sierż. sztab. Beata Gałka z Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie. W poszukiwania podejrzanego zaangażowano również psa tropiącego.

Starania przyniosły upragniony efekt. W schronisku dla bezdomnych zatrzymano 39-letniego mężczyznę, który został osadzony w policyjnym areszcie. Niebawem powinien usłyszeć zarzuty.
Źródło info i foto: Fakt.pl