Nowe informacje dotyczące śmierci Magdaleny Żuk

Pochodząca z Bogatyni Magdalena Żuk 25 kwietnia 2017 roku pojechała na wakacje do kurortu Marsa-Alam w Egipcie. Tam zginęła w tragicznych okolicznościach. Rodzina zmarłej nie wierzy w to, że Magdalena sama targnęła się na swoje życie. Bliscy pokazali dziennikarzom programu „Interwencja” Polsatu rzekome dowody na to, że 27-latka padła ofiarą przestępstwa.

Magdalena Żuk miała pojechać do Egiptu ze swoim chłopakiem. Wycieczka do Marsa Alam była niespodzianką, ale 27-latka nie wiedziała, że ukochany nie ma paszportu. W rezultacie poleciała sama. Krótko po przybyciu na miejsce jej zachowanie uległo zmianie, co zauważył nie tylko partner, do którego dzwoniła, ale także inni urlopowicze. Podczas wideorozmów Magdalena Żuk wydawała się niespokojna, przestraszona. „Oni tu mają różne sztuczki. Zabierz mnie. Nie wrócę stąd” – mówiła podczas jednego z wideoczatów. Nagranie zostało udostępnione później przez chłopaka kobiety w mediach społecznościowych.

Jak dowiedział się wtedy Fakt24, zachowanie 27-latki niepokoiło też innych podróżnych. Zeznali później zielonogórskiej prokuraturze, że Magda albo cały czas płakała lub siedziała z pustym wzrokiem, albo zachowywała się jak pod wpływem jakiś substancji. – W pewnym momencie zobaczyliśmy ją, jak schodziła do plaży, powolutku, tanecznym krokiem. Tak, jakby była gdzieś w innym świecie. Któraś z dziewczyn nawet krzyknęła: „Magda, chodź do nas, Magda…”. Nie zareagowała i poszła dalej – mówili.

Pewnego dnia weszła na dach

Rezydent, który opiekował się grupą miał wrażenie, że Polka jest niestabilna psychicznie. Inny świadek wspominał także, że pewnego dnia weszła na dach hotelu. W końcu kobieta trafiła do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili, że przechodzi załamanie psychiczne. 27-latka nie zgodziła się jednak na hospitalizację; stwierdzono, że najlepiej będzie, jeśli wróci do kraju. Jednak z uwagi na stan, w jakim się znajdowała, nie mogła lecieć sama. Nie zgodził się na to kapitan samolotu. Postanowiono, że po Polkę przyleci przyjaciel. 28 kwietnia Magda znowu trafiła do szpitala. Była w bardzo złym stanie psychicznym.

Szarpała się z personelem, chciała uciec; przywiązano ją więc do łóżka. Żuk udało się jednak wyswobodzić i sterroryzować stojakiem pielęgniarkę, która pilnowała ją w sali. Kobieta próbowała złapać 27-latkę, ale Polka kopnęła ją tak, że ta upadła. Następnie wyskoczyła przez okno. Zmarła niedługo potem po przewiezieniu do szpitala w Hurghadzie, gdzie trafiła przytomna. Na co zresztą wskazywały nagrania, które wtedy przedostały się do mediów.

Rodzina nie wierzy w samobójstwo Magdaleny

Bliscy Magdaleny Żuk uważają jednak, że nie skoczyła sama, a została wypchnięta z okna. Skontaktowali się z „Interwencją” Polsatu, by pokazać dokumenty, które rzekomo potwierdzają ich teorię (zupełnie odmienną od uzgodnień prokuratury, dowodów, zeznań świadków i przyjaciół Magdaleny) o przestępstwie.

Detektyw Marcin Popowski twierdzi, że Magda miała obrażenia tylko po jednej stronie ciała. Co jego zdaniem jest dość dziwne, gdyż nawet samobójca może rzekomo wykazywać się „instynktem samozachowawczym” i próbować wylądować „na nogi”, by jednak przeżyć. Wtedy taka osoba miałaby m.in. obrażenia kończyn dolnych i miednicy

Ktoś wyrzucił Magdę z okna?

– W tym przypadku obrażenia wskazują, że ciało zostało wyrzucone z okna, ewentualnie było zupełnie bezwładne – dowodził prywatny detektyw Marcin Popowski. Rodzina 27-latki stwierdziła również, że Magdalena Żuk mogła być na jakieś łodzi, ponieważ jej telefon logował się 20 km od brzegu.

Problem w tym, że punkt lokalizacji nie zawsze jest dokładny. Wiele zależy od tego gdzie znajdował się nadajnik GSM, czy był akurat włączony oraz czy komórka Żuk nie uległa np. rozładowaniu. To, że telefon mógł logować się w zupełnie innym miejscu, niż to, w którym przebywał jego właściciel wie każdy użytkownik internetu. Bywa np., że serwisy społecznościowe pokazują, iż nasze urządzenia zalogowały się w oddalonym o kilkanaście kilometrów mieście. Nie jest to niczym niezwykłym.

Magdzie Żuk podano narkotyk?

Rodzina Magdaleny Żuk przekonuje również, że podano jej narkotyk. Chodzi o niejaki khat, roślinę, której spożycie wywołuje euforię i pobudzenie. Khat działa jak energetyk, a ludzie po jego spożyciu stają się bardziej towarzyscy i rozmowni. Zachowanie 27-latki było jednak zupełnie inne. Świadkowie wspominali, że stroniła od ludzi i była smutna.

Bliscy dowodzą również, że osoby, które rzekomo podały Magdzie khata (czy też zmusiły do żucia, bo tak się spożywa ten narkotyk) chciały, by straciła przytomność, ale jej organizm zareagował inaczej. Rzekomo taką substancję wykazano w raporcie toksykologicznym. Czy jednak bezwzględni handlarze ludźmi, którzy wedle rodziny zmarłej, mieli ją zaatakować, nie wiedzieli, że roślina ta pobudza, a nie usypia?

Magdalena Żuk zażywała leki i się leczyła

Już w październiku 2017 roku Fakt24 pisał, że eksperci z Wrocławia i Krakowa natrafili na ślady silnych leków przeciwpsychotycznych w organizmie Żuk, stosowanych m.in. przy leczeniu psychoz, schizofrenii, a czasami depresji. Ustaliliśmy także, że kobieta leczyła się w przeszłości psychologicznie, przeszła załamanie nerwowe oraz zażywał leki.

Ponadto prokuratura nie znalazła żadnych dowodów na to, że 27-latka padła ofiarą przestępstwa, została zgwałcona czy odbyła stosunek seksualny. Obecnie prokuratura analizuje dokumenty, które otrzymała od strony egipskiej.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Egipskie siły bezpieczeństwa zabiły 17 ekstremistów

Egipskie siły bezpieczeństwa zabiły 17 ekstremistów z grupy terrorystycznej, która jest odpowiedzialna za niedawny zamach w Kairze – poinformowało w czwartek późnym wieczorem ministerstwo spraw wewnętrznych Egiptu. Według MSW ekstremiści zginęli podczas operacji sił bezpieczeństwa w Kairze i na północnym zachodzie kraju.

Jak twierdzą egipskie władze, mężczyźni należeli do grupy terrorystycznej Hasm odpowiedzialnej za zamach w Kairze w nocy z niedzieli na poniedziałek. W centrum egipskiej stolicy załadowany materiałami wybuchowymi samochód uderzył w inne pojazdy. Doszło do eksplozji, która zabiła 20 osób. Prezydent Egiptu Abd el-Fatah es-Sisi powiedział, że był to „tchórzliwy akt terroru”.

Władze w Kairze uważają Hasm za zbrojne ramię Bractwa Muzułmańskiego, które po przejęciu władzy przez Abda el-Fataha es-Sisiego uznały za organizację terrorystyczną. Tysiące członków tej organizacji stanęło przed sądami w zbiorowych procesach, a setki skazano na karę śmierci lub wieloletnie kary więzienia.

Jak poinformowało egipskie MSW, tożsamość zamachowcy z Kairu została ustalona poprzez analizę DNA. Według śledczych był on członkiem grupy Hasm.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prezydent Egiptu ponownie przedłużył stan wyjątkowy

Prezydent Egiptu Abd el-Fatah es-Sisi po raz dziewiąty wydał dekret o przedłużeniu stanu wyjątkowego na trzy miesiące. Stan trwa od kwietnia 2017 roku, kiedy w atakach na koptyjskie kościoły zginęło około 45 osób. Szef egipskiego rządu Mustafa Kamal el-Madbuli zadekretował z kolei wznowienie na trzy miesiące godziny policyjnej w częściach prowincji Synaj Północny ze względu na liczne ataki terrorystyczne, które mają miejsce w tym regionie od 2013 roku.

W sobotę linie lotnicze British Airways zawiesiły loty do Kairu na siedem dni bez podania konkretnej przyczyny. Przewoźnik poinformował w oświadczeniu, że w tym czasie w egipskiej stolicy ma zostać przeprowadzona kontrola bezpieczeństwa. Tego samego dnia na zawieszenie lotów zdecydowały się niemieckie linie Lufthansa, jednak w niedzielę połączenia zostały przywrócone.

Przedłużający się stan wyjątkowy po atakach na kościoły

Stan wyjątkowy daje egipskiemu wojsku i policji dodatkowe uprawnienia, mające ułatwić im walkę z terroryzmem oraz pomóc w zapewnieniu bezpieczeństwa obywatelom. Na północnym Synaju stan wyjątkowy jest utrzymywany bez przerwy od 2014 roku. W połowie kwietnia 2017 roku prezydent Sisi zarządził trzymiesięczny stan wyjątkowy po zamachach bombowych na koptyjskie kościoły w mieście Tanta w Delcie Nilu i w Aleksandrii, gdzie zginęło łącznie co najmniej 45 ludzi. Ataki w Niedzielę Palmową przeprowadziło Państwo Islamskie.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Były prezydent Egiptu zmarł w sądzie

Były prezydent Egiptu Mohammed Mursi zmarł wczoraj po zasłabnięciu w sądzie – przekazała państwowa egipska telewizja. Ten związany z Bractwem Muzułmańskim polityk stał na czele Egiptu w latach 2012-2013.

Były prezydent Egiptu Mohammed Mursi zmarł w sądzie w rezultacie ataku serca – poinformowały władze i źródła medyczne. Jego syn poinformował, że władze nie chcą się zgodzić na pochówek w jego rodzinnych stronach w Delcie Nilu.

Urząd prokuratora poinformował, że Mursi zmarł po osunięciu się na podłogę po wygłoszeniu trwającego 20 minut przemówienia. Zgon stwierdzono po przewiezieniu go do szpitala. Medyczny raport stwierdza, że na ciele polityka nie było żadnych obrażeń.

Mursi został wybrany na prezydenta w pierwszych demokratycznych wyborach w Egipcie po demonstracjach z 2012 roku, które na fali tzw. arabskiej wiosny doprowadziły do obalenia Hosniego Mubaraka. Jednak po roku, w rezultacie masowych protestów, został on odsunięty od władzy przez wojsko, dowodzone wówczas przez Abda el-Fataha es-Sisiego, który następnie sam został szefem państwa i pozostaje nim do dziś.

W 2014 roku Sisi zwyciężył w wyborach, zdobywając ponad 96 proc. głosów. Od tego czasu władze egipskie na szeroką skalę stosują represje wobec swych przeciwników. Tysiące członków Bractwa Muzułmańskiego stanęło przed sądami w zbiorowych procesach, a setki skazano na karę śmierci lub wieloletnie kary więzienia. Sam Mursi także został w 2015 r. skazany na karę śmierci, choć rok później sąd kasacyjny unieważnił ten wyrok.

W trakcie rządów Sisiego Egipt oficjalnie uznał Bractwo Muzułmańskie za organizację terrorystyczną. Broniąca praw człowieka Human Rights Watch nazwała ten ruch „decyzją polityczną”, której wyłącznym celem była „chęć rozbicia znaczącego ruchu opozycyjnego”.

Mursi odbywał karę więzienia za podżeganie do zabójstwa manifestantów sprzeciwiających się jego rządom w 2012 roku oraz szpiegostwo na rzecz Kataru. Był on również oskarżany m.in. o szpiegostwo na rzecz palestyńskiego Hamasu, Iranu oraz wspieranego przez ten kraj szyickiego libańskiego Hezbollahu.

„To morderstwo”

Śmierć byłego prezydenta Egiptu Mohammeda Mursiego to „morderstwo” – oświadczyło w Bractwo Muzułmańskie. Ta religijno-polityczna organizacja wezwała zarazem do masowego stawienia się na pogrzebie Mursiego.

W oświadczeniu opublikowanym w internecie Bractwo zaapelowało również do zbierania się przed ambasadami Egiptu na świecie. Kondolencje po śmierci Mursiego rodzinie i „bratniemu narodowi Egiptu” złożył emir Kataru Tamim ibn Hamad as-Sani. Katar, podobnie jak Turcja, wspiera działalność Bractwa Muzułmańskiego.

Mohammed Mursi

Mursi urodził się w 1951 r. w jednej ze wsi w Delcie Nilu, w muhafazie Asz-Szarkijja. Po studiach inżynierskich w latach 70. na uniwersytecie w Kairze, wyjechał do USA na studia doktoranckie na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Po powrocie do kraju został szefem wydziału inżynierii na Uniwersytecie w Az-Zakazik w rodzinnej prowincji. Był żonaty.

W latach 2000-2005 pełnił mandat posła; utracił go w głosowaniu, które – jak utrzymywał – było sfałszowane. Chwalony za wystąpienia w parlamencie został rzecznikiem Bractwa Muzułmańskiego, a w 2011 po powstaniu, które na fali tzw. arabskiej wiosny obaliło 30-letnie rządy Hosniego Mubaraka – przewodniczącym Partii Wolności i Sprawiedliwości.

Mursi został wybrany na prezydenta w pierwszych demokratycznych wyborach w Egipcie w 2012 roku. W kampanii stał na stanowisku, że przyszła pora, by wcielić w życie słynne hasło Bractwa, które brzmi: „Rozwiązaniem jest islam”. BBC opisywało go w 2012 roku jako spokojnego i wyważonego, wydającego się należeć do głównego, konserwatywnego nurtu w obrębie Bractwa.

Podkreślał wielokrotnie, że jest politykiem niezależnym, a rządy organizacji religijno-politycznej do której przynależy nie muszą oznaczać teokracji. Odwoływał się do – jak to określał – „islamu umiarkowanego”. Po objęciu urzędu poparł w konflikcie izraelsko-palestyńskim Hamas, zmieniając kierunek polityczny swojego poprzednika. Kontrowersje wzbudziło jednak szczególnie rozszerzenie przez niego swoich prerogatyw jako głowy państwa.

Po roku prezydentury, w rezultacie masowych protestów, Mursi został odsunięty od władzy przez wojsko, dowodzone wówczas przez Abda el-Fataha es-Sisiego, który następnie sam został szefem państwa i pozostaje nim do dziś. Mursi natychmiast został aresztowany, a Partię Wolności i Sprawiedliwości rozwiązano w 2014 roku.

Od czasu przejęcia władzy przez Sisiego w Egipcie na szeroką skalę stosuje się represje wobec politycznych przeciwników rządu. Bractwo Muzułmańskie uznano za organizację terrorystyczną; tysiące jego członków stanęło przed sądami w zbiorowych procesach, a setki skazano na karę śmierci lub wieloletnie kary więzienia. Sam Mursi także został w 2015 r. skazany na karę śmierci, choć rok później sąd kasacyjny unieważnił ten wyrok.

Jak wylicza portal Al-Dżaziry, byłego prezydenta sądzono w co najmniej w sześciu procesach. Od sześciu lat przebywał w więzieniu. Podczas tego czasu jedynie trzykrotnie zezwolono mu na wizytę rodziny. Mursi odbywał karę więzienia za podżeganie do zabójstwa manifestantów sprzeciwiających się jego rządom w 2012 roku oraz szpiegostwo na rzecz Kataru. Był on również oskarżany m.in. o szpiegostwo na rzecz palestyńskiego Hamasu, Iranu oraz wspieranego przez ten kraj szyickiego libańskiego Hezbollahu.

Organizacje praw człowieka zarzucały władzom Egiptu, że nie zapewniają Mursiemu odpowiedniej opieki medycznej. Informowały, że jest on przez 23 godziny na dobę przetrzymywany w izolatce, co stanowi według ONZ torturę.
Źródło info i foto: onet.pl

Śledztwo w sprawie śmierci Magdaleny Żuk. Są nowe informacje

Chociaż od śmierci Magdaleny Żuk minęły już dwa lata, wciąż nieznane są okoliczności tego zdarzenia. Już teraz wiadomo, że dochodzenie w sprawie zostanie przedłużone.

Początkowo śledczy zamierzali prowadzić dochodzenie w sprawie śmierci Magdaleny Żuk do końca czerwca tego roku. Prawdopodobnie zostanie ono jednak przedłużone. – Będziemy wnosić do Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu o przedłużenie śledztwa na dalszy czas – powiedział w rozmowie z Onetem prokurator Tomasz Czułowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Wciąż jednak nie wiadomo, czy strona egipska wysłała do Polski dokumenty, bez których niemożliwe jest uzyskanie uzupełniającej opinii biegłych specjalizujących się w psychiatrii i toksykologii. Jak podaje Onet, dalsze informacje w sprawie mają pojawić się w przyszłym tygodniu.

Matka postawiła warunek

Po śmierci Magdaleny Żuk w Egipcie pojawiły się teorie, że kobieta zmagała się z problemami psychicznymi, co mogło pchnąć ją do targnięcia się na swoje życie. Z taką interpretacją zdarzeń nie zgadza się matka zmarłej 27-latki. – Próbowano już wmówić opinii publicznej, że Magda cierpiała na chorobę psychiczną i dlatego tak się zachowywała. To wszystko bzdura! Znam swoje dziecko! Była zdrowa! – powiedziała Elżbieta Żuk w styczniowej rozmowie z „Super Expressem”.

Wiadomo już, że kobieta zmarła na skutek obrażeń po tym, jak wyskoczyła przez okno w szpitalu, a przed śmiercią nie została zgwałcona. Nie wiadomo jednak, dlaczego szarpała się z personelem szpitalnym i zachowywała w dziwny sposób. – Daję prokuraturze czas do czerwca. Jeśli do tego czasu nie rozwiążą tej sprawy, to ujawnię wszystkie tajemnice śledztwa – powiedziała Elżbieta Żuk. Nie zdradziła jednak, o jakie „tajemnice” chodzi. – Wiele razy słyszałam, że jeśli pisnę choć słówko, to trafię do więzienia na trzy lata. Ale teraz uznałam, że ważniejsza dla mnie jest prawda – podsumowała.

Śmierć Magdaleny Żuk

Sprawą Magdaleny Żuk w 2017 roku żyła cała Polska. 27-letnia kobieta miała jechać do Egiptu ze swoim partnerem, ostatecznie jednak pojechała sama. Po dwóch dniach partnera kobiety zaniepokoiło jej zachowanie i w porozumieniu z touroperatorem zaplanował jej wcześniejszy powrót do kraju. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia kobiety, trafiła ona do miejscowego szpitala. W tym czasie do Egiptu przyjechał jej znajomy, aby zabrać ją do Polski. W szpitalu dowiedział się, że jest w ciężkim stanie. Kilka godzin później Magdalena Żuk zmarła, rzekomo w wyniku obrażeń doznanych na skutek upadku z wysokości, z pierwszego lub drugiego piętra szpitala.

W ramach śledztwa prokurator zwrócił się do strony egipskiej o pomoc prawną. Chodziło m.in. o przesłuchanie świadków (pracowników hoteli, personelu placówek medycznych) oraz uzyskanie dokumentów istotnych z punktu widzenia śledztwa, w tym badań toksykologicznych i wyników z sekcji zwłok.

Na podstawie wyników sekcji zwłok i badań laboratoryjnych biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazali w opinii z 30 sierpnia 2017 roku, że zmiany urazowe świadczą, że przyczyną zgonu był upadek z wysokości. Nie znaleziono śladów, które dawałyby podstawy do przypuszczeń, że zmarła padła wcześniej ofiarą gwałtu albo innych aktów przemocy.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Egipt: Atak na autokar z turystami. Są ranni

W niedzielę w pobliżu zespołu piramid w Gizie przy autobusie z turystami eksplodował ładunek wybuchowy – podaje Reuters. Rannych zostało co najmniej kilkanaście osób – przekazały agencji źródła w egipskich służbach bezpieczeństwa. Do wybuchu doszło, gdy pojazd mijał będące w budowie nowe muzeum niedaleko piramid w Gizie. Atak został przeprowadzony przy użyciu umieszczonego przy drodze ładunku wybuchowego – podała stacja Sky News. Jeden ze świadków powiedział Reutersowi, że stał akurat w korku niedaleko miejsca zdarzenia, gdy usłyszał „bardzo głośną eksplozję”. W mediach społecznościowych opublikowano pierwsze zdjęcia zniszczonego autobusu.

Kilkunastu rannych

W zamachu ucierpiało kilkanaście osób. AFP pisze o co najmniej 17 rannych. Jak podaje Reuters, większość z nich to zagraniczni turyści. Miejscowe służby bezpieczeństwa przekazały, że co najmniej siedmiu rannych pochodzi z RPA. W autobusie znajdowało się łącznie 25 osób. W wybuchu ucierpiało także czterech Egipcjan, podróżujących samochodem osobowym – pisze portal The National, powołując się na lokalne służby. Jak przekazała TVN24 Ewa Suwara, rzeczniczka polskiego MSZ, na razie nie ma informacji o poszkodowanych Polakach. „Konsul RP monitoruje sytuacje i weryfikuje informacje” – dodała. Na razie nie ma także informacji o ofiarach śmiertelnych. Do tej pory nikt nie wziął odpowiedzialności za atak.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Egipt: Dwaj koptyjscy mnisi skazani na śmierć za zabójstwo biskupa

Dwóch koptyjskich mnichów zostało skazanych na śmierć za zabicie biskupa w Egipcie. Wyrok ogłosił sąd w jednym z miast niedaleko Aleksandrii. Decyzja nie jest prawomocna.

Latem ubiegłego roku 64-letni biskup Epifanius został znaleziony martwy w klasztorze na wschodzie Egiptu. Do zabójstwa przyznało się dwóch mnichów, którzy mieszkali w tym samym klasztorze. Motywem zbrodni miały być bliżej niesprecyzowane różnice zdań między duchownymi.

Jeden z mnichów miał zeznać, że uderzał biskupa żelaznym prętem, aż ten stracił przytomność i zmarł. Drugi z mnichów został oskarżony o pomoc w morderstwie. Jeszcze w lutym tego roku sąd skazał obu mężczyzn na karę śmierci, którą podtrzymał Wielki Mufti Egiptu, zwyczajowo pytany o opinię przy wymierzaniu takiej kary. Teraz wyrok został ogłoszony publicznie, a skazani mogą się jeszcze od niego odwołać.

Po zabójstwie biskupa koptyjski papież w Egipcie wprowadził środki dyscyplinarne dla mnichów. Nakazano im m. in. zamknięcie kont w mediach społecznościowych. Wstrzymano też przyjmowanie kandydatów na duchownych.

Egipscy koptowie to największa mniejszość religijna na Bliskim Wschodzie. W Egipcie stanowią około 10 procent populacji kraju. Większość z nich należy do obrządku prawosławnego.
Źródło info i foto: onet.pl

Cztery ofiary zamachu na autobus turystyczny w Gizie

Do czterech osób wzrósł bilans ofiar śmiertelnych zamachu bombowego na autobus turystyczny w Gizie w Egipcie. Zabici to dwóch wietnamskich turystów i egipski przewodnik. 10 osób zostało rannych. O śmierci obywatela Egiptu poinformował premier tego państwa Mustafa Kamal el-Madbuli. Do eksplozji doszło niedaleko piramid w Gizie. Bomba była ukryta pod murem i wybuchła w pobliżu autobusu z turystami.

Na zdjęciach w mediach społecznościowych widać całkowicie spalony pojazd. W autobusie w trakcie wybuchu przebywało 14 osób; tylko dwóm osobom z pojazdu udało się wyjść z zamachu bez szwanku. Na miejscu ataku działają służby bezpieczeństwa.

Według wstępnych informacji ładunek wybuchowy był domowej roboty. Na razie żadna z organizacji terrorystycznych nie przyznała się do przeprowadzenia zamachu. Trwa śledztwo mające na celu zidentyfikowanie sprawców ataku.

Egipt walczy z radykalną islamską partyzantką, która dokonała wielu ataków, głównie na półwyspie Synaj, gdzie armia prowadzi od lutego zakrojoną na szeroką skalę ofensywę. Piątkowy atak jest jednak pierwszym od dwóch lat na zagranicznych turystów w Egipcie – zauważa AP.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Badania po śmierci turystów i masowych zatruciach w Hurghadzie

W egipskim hotelu doszło do śmierci pary Brytyjczyków. Gdy okazało się, że problemy zdrowotne miało też wielu innych turystów, zlecono przeprowadzanie badań. Nie wyszły one pomyślnie dla hotelu.

W drugiej połowie sierpnia w hotelu Steigenberger Aqua Magic zmarło małżeństwo Brytyjczyków. Biuro podróży Thomas Cook zdecydowało się wówczas zabrać z hotelu wszystkich swoich turystów. Z każdym dniem przybywało informacji na temat warunków w hotelu – w restauracji i pokojach było brudno, jedzenie wydawało się niedogotowane, a w basenie były odchody. „Daily Mail” dotarło też do byłego pracownika hotelu, który dziwił się, że „dopiero teraz ktoś tam umarł”.

Jak informuje agencja AFP, zlecone przez biuro podróży badania żywności i standardów higieny wykazały w hotelu „wysokie stężenia bakterii E. coli i gronkowca”. Biuro podało, że według specjalistów nie miało to wpływu na śmierć brytyjskiej pary. „Czekamy na wyniki sekcji zwłok, którą przeprowadza strona egipska” – podano w oświadczeniu. Badania wody i powietrza wyszły poprawnie, nie wykazały obecności tlenku węgla.

„Jasne jest, że (…) standardy były znacznie poniżej tych, których oczekujemy od naszych partnerów” – czytamy w oświadczeniu. Biuro konkluduje, że wysokie stężenie bakterii jest odpowiedzialne za liczne zatrucia w hotelu.

Śmierć brytyjskich turystów

69-letni John Cooper i 63-letnia Susan Cooper zmarli w trakcie pobytu w hotelu.
Według egipskich władz, mężczyzna został zabrany do szpitala z problemami sercowymi. Zaprzeczała temu córka pary. – Tata nie był w szpitalu. Zmarł w pokoju hotelowym, na moich oczach. Mama zmarła w szpitalu, gdzie pojechałam razem z nią karetką – powiedziała Kelly Ormerod. 

Tylko w lipcu i sierpniu tego roku w hotelu zachorowało kilkanaście osób. Prawnicy próbują dotrzeć do jak największej liczby poszkodowanych. Podejrzewają, że może być ich więcej, ponieważ to nie pierwszy raz, kiedy prowadzą sprawę przeciwko temu hotelowi. – Reprezentowaliśmy już ludzi, którzy zachorowali na poważne choroby gastryczne po pobycie w tym hotelu w 2016 i 2017 roku – twierdzą.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kair: Zatrzymano mężczyznę, który zdetonował ładunek przy ambasadzie USA

Egipskie siły bezpieczeństwa zatrzymały mężczyznę po detonacji ładunku wybuchowego niedaleko silnie strzeżonej ambasady USA w Kairze – poinformowały trzy źródła w tych siłach bezpieczeństwa. Nie ma ofiar w ludziach. Agencja Associated Press podaje, że ładunek został zauważony przed betonowymi barierami, które otaczają budynki amerykańskiej placówki i rezydencji ambasadora.

Cytowana przez Reutera kobieta poinformowała, że usłyszała wybuch, a potem zobaczyła mężczyznę z plecakiem, który został podpalony, w pobliżu Hotelu Semiramis znajdującego się po przeciwnej stronie ulicy niż ambasada. Mężczyzna został następnie rzucony na ziemię przez siły bezpieczeństwa, a ogień zgaszono – powiedziała kobieta.

Ambasada USA w Egipcie poinformowała na swoim koncie na Twitterze, że wie o „zgłoszonym incydencie” i zwróciła się do obywateli USA o omijanie na razie tej okolicy.

Krótko po zdarzeniu obszar został otoczony przez siły bezpieczeństwa; na miejscu pojawiło się wyjątkowo dużo funkcjonariuszy policji – podaje Reuters, powołując się na świadków.

W lecie ub.r. administracja prezydenta USA Donalda Trumpa ogłosiła, że redukuje pomoc gospodarczą i militarną dla Egiptu o ok. 96 mln dolarów oraz wstrzymuje wypłatę 195 mln dolarów na cele wojskowe z powodu naruszania przez władze w Kairze praw człowieka i norm demokratycznych.
Źródło info i foto: onet.pl