Nowe informacje dotyczące eksplozji w rosyjskim supermarkecie

Dziesięć osób zostało rannych w środę w wybuchu bomby w supermarkecie w Petersburgu. Eksplodował ładunek wybuchowy domowej roboty z elementami raniącymi – podał Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.

Rzeczniczka wyjaśniła, że wybuchł ładunek o mocy stanowiącej równowartość 200 gramów trotylu. Komitet wszczął dochodzenie w związku z „usiłowaniem morderstwa” – dodała, ale podkreśliła też, że śledczy rozpatrują „wszelkie wersje tego, co się wydarzyło”.

– Ranni zostali hospitalizowani, ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo – poinformował szef petersburskiego oddziału Komitetu Aleksandr Klaus.

Na miejscu wybuchu pracuje „grupa śledczo-operacyjna” Komitetu oraz personel operacyjny regionalnego biura Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) i ministerstwa spraw wewnętrznych – podaje TASS.

Ładunek wybuchowy ukryty był w części sklepu, w której przechowywane są torby lub zakupy klientów – poinformowała AP.

Supermarket, w którym doszło do wybuchu, należy do sieci Pieriekriostok. Kilkadziesiąt osób, w tym klienci i pracownicy sklepu, zostało ewakuowanych. Eksplozja nie spowodowała pożaru ani nie doprowadziła do uszkodzenia budynku – podaje EFE.

W połowie grudnia prezydent Rosji Władimir Putin zatelefonował do prezydenta USA Donalda Trumpa, by podziękować mu za przekazane przez CIA informacje, które umożliwiły udaremnienie ataku terrorystycznego w Petersburgu. Celem ataku miał być m.in. Sobór Kazański.

W kwietniu w petersburskim metrze doszło do zamachu, w którym zginęło 16 osób, w tym zamachowiec samobójca.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niemcy: Zatrzymano 19-letniego Syryjczyka. Gromadził chemikalia, chciał zabić „jak najwięcej ludzi”

19-letni Syryjczyk zatrzymany nad ranem w Niemczech. Tamtejsza prokuratura poinformowała, że mężczyzna szykował zamach terrorystyczny. Zaczął już gromadzić elementy i chemikalia, z których chciał skonstruować bombę. Planował zabić jak najwięcej ludzi – podano w komunikacie. Dziś policyjne siły specjalne i kryminalni ze Schwerina weszli do kilku mieszkań i je przeszukali. Zatrzymany został tylko 19-letni Yamen A.

Prokuratura federalna informuje, że istnieje podejrzenie poważnego aktu przemocy wymierzonego w państwo. Motywowany islamizmem Yamen A. planował zamach z użyciem ładunków wybuchowych i podjął już konkretne działania.

Według śledczych Yamen A. planował atak terrorystyczny w Niemczech co najmniej od lipca. Chciał zabić jak największą liczbę ludzi. Zaczął gromadzić elementy potrzebne do budowy bomby (w tym chemikalia), z których chciał skonstruować śmiertelny ładunek. Na razie prokuratura nie ustaliła, czy miał już ustalone miejsce ataku. Nie ma również śladów prowadzących do siatki terrorystycznej, w której mógłby działać mężczyzna. Więcej szczegółów prokuratura zamierza przedstawić we wtorek o godzinie 14.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zamach na londyńskie metro mógł być o wiele tragiczniejszy

Dokonany przed tygodniem zamach na londyńskie metro z wykorzystaniem bomby domowej produkcji mógł być o wiele tragiczniejszy – oświadczyła w piątek komisarz londyńskiej policji metropolitalnej Cressida Dick. W ataku rannych zostało 30 osób.

„To była bardzo, bardzo niebezpieczna bomba. (…) Zawierała duże ilości materiału wybuchowego i była wypełniona metalowymi elementami” – powiedziała szefowa Scotland Yardu w wywiadzie dla radia LBC. Bomba „uległa tylko częściowej detonacji”, więc „mogło być o wiele gorzej” – wyjaśniła.

Jak dodała, w ostatnich kilku miesiącach brytyjskie służby udaremniły sześć zbrojnych spisków. 30 osób zostało rannych, gdy 15 września w pociągu metra na stacji Parsons Green w zachodnim Londynie eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy z zapalnikiem czasowym, umieszczony w wiadrze i ukryty w plastikowej torbie. Związana z Państwem Islamskim (IS) agencja Amak poinformowała, że zamachu dokonał „oddział” powiązany z tą dżihadystyczną organizacją.

Był to już piąty w tym roku zamach terrorystyczny na terytorium Wielkiej Brytanii. W poprzednich czterech – przy budynku parlamentu, na Moście Londyńskim i przed meczetem w Londynie, a także w Manchesterze podczas koncertu – zginęło łącznie 36 osób.

Dotychczas w związku z atakiem w metrze zatrzymano sześć osób, z których cztery pozostają w areszcie – podała agencja Reutera.
Źródło info i foto: interia.pl

Strzelanina w Tuluzie na południu Francji

Jedna osoba nie żyje, a sześć zostało rannych w strzelaninie, do której doszło wczoraj wieczorem w Tuluzie (południe Francji). Policja podaje, że nic nie wskazuje na to, by był to zamach terrorystyczny, jednocześnie zaznaczając, że na razie żadna z hipotez nie jest odrzucana.

Informację o strzelaninie podał francuski dziennik „Le Figaro”. Świadkowie, na których powołuje się gazeta, twierdzą, że atak przeprowadził motocyklista, który otworzył ogień do grupy osób, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia.

„Nie wykluczamy żadnych tropów, ale na tym etapie nie ma elementów terroryzmu” – przekazano w prefekturze Tuluzy.

Policja nie wyklucza, że strzelanina może mieć związek z przestępczymi porachunkami.
Źródło info i foto: onet.pl

Gangsterzy wpadli, bo sprzedali narkotyki policjantom?

Zatrzymanie sześciu osób oraz przejęcie 10 kg amfetaminy, blisko pół kilograma heroiny i 50 gramów kokainy – to efekt akcji policjantów stołecznego wydziału do walki z przestępczością narkotykową. Według nieoficjalnych informacji portalu tvp.info uderzenie w grupę było możliwe m.in. za sprawą tzw. operacji specjalnej policji. Funkcjonariusze dokonali m.in. zakupu kontrolowanego narkotyków, dzięki czemu aż trzech handlarzy zostało zatrzymanych na gorącym uczynku.

To miała być szybka transakcja. 37-letni Emil K. umówił się wcześniej na sprzedaż dwóch kilogramów amfetaminy z poznanymi jakiś czas wcześniej klientami. Gdy już miał przekazać narkotyk, okazało się, że to misterna pułapka policji.

Jak spod ziemi wyrośli antyterroryści, którzy otoczyli Emila K. Klientem handlarza był bowiem najprawdopodobniej funkcjonariusz stołecznego wydziału antynarkotykowego. Informacji o operacji specjalnej nie chciały jednak potwierdzić oficjalnie, ani komenda stołeczna, ani prokuratura.

Oprócz narkotyków przy zatrzymanym mężczyźnie znaleziono 16 tys. zł. Wiele wskazuje na to, że był on jednym z liderów rozpracowywanej grupy.

Policjanci na zakupach

W podobną pułapkę wpadli także dwaj inni handlarze: 35-letni Marek R. i 31-letni Tomasz R. Mężczyźni zostali zatrzymani w okolicach Łodzi, gdy finalizowali transakcje sprzedaży 3 kg amfetaminy. Do ich ujęcia również wykorzystano antyterrorystów. Przy mężczyznach znaleziono ponad 28 tys. zł.

Niedługo potem zatrzymano kolejnych członków narkogangu: 24-letniego Bartłomieja Sz., 28-letnią Magdalenę K. oraz 33-letniego Marcina K. Podczas przeszukania ich mieszkań znaleziono elementy umundurowania policyjnego oraz sfałszowane dowody osobiste. Przejęto także „arsenał” grupy: trzy rewolwery hukowe. Prawdopodobnie miały służyć do odstraszania zbyt namolnych klientów.

W stołecznej Prokuraturze Okręgowej zatrzymani usłyszeli zarzuty m.in. wprowadzenia do obrotu znacznych ilości narkotyków i uczynienie z tego procederu stałego źródła dochodu. Handlarzom grozi do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: TVP.info

Rosja: W mieszkaniu zamachowca z metra znaleziono fragmenty bomby

Podczas rewizji w mieszkaniu Akbarżona Dżaliłowa, domniemanego sprawcy zamachu w metrze w Petersburgu, znaleziono fragmenty bomby analogiczne do ładunku, który nie wybuchł na stacji metra Płoszczad Wosstanija – poinformował rosyjski Komitet Śledczy. Przedstawicielka komitetu Swietłana Pietrienko zastrzegła jednak, że ostateczne wnioski będzie można wyciągnąć dopiero na podstawie ekspertyzy.

Śledczy badają teraz związki domniemanego zamachowca. Dotąd pojawiły się tylko medialne doniesienia, że 22-letni urodzony w Kirgistanie obywatel Rosji był związany z radykalnymi islamistami.

Część ekspertów wypowiadających się na temat zamachu dopuszcza, że Dżaliłow nie był świadomym swego zadania zamachowcem samobójcą lub też mógł znajdować się pod presją radykalnych islamistów. Taką opinię wyraził np. szef stowarzyszenia weteranów oddziałów antyterrorystycznych Alfa Siergiej Gonczarow, powołując się na informacje o zamachowcu dostępne w otwartych źródłach, np. mediach społecznościowych. Gonczarow nie wykluczył, że zamachowiec nie wiedział, że niesie bombę, którą zdetonowano razem z nim; mógł też być pod wpływem narkotyków czy środków psychotropowych.

Matka Dżaliłowa powiedziała dziennikarzom, że nie wierzy w winę syna.

Dzisiaj zakończyła się identyfikacja wszystkich ofiar śmiertelnych poniedziałkowego zamachu. W eksplozji ładunku wybuchowego w wagonie metra, pomiędzy stacjami Siennaja Płoszczad i Technologiczeskij Institut, zginęło 14 osób. W szpitalach pozostawało w środę wieczorem 55 osób. Stan trzech z nich jest bardzo ciężki. Ładunek pozostawiony na stacji Płoszczad Wosstanija w porę odnaleziono i zneutralizowano. Znajdował się on w atrapie gaśnicy, jego siła rażenia była równoważna kilogramowi trotylu, przy czym zawierał także metalowe elementy zwiększające siłę rażenia.

Szczątki Dżaliłowa zidentyfikowała dzisiaj jego rodzina.
Źródło info i foto: onet.pl

Dżihadyści, który dokonali zamachów w Brukseli, chcieli najpierw uderzyć w Paryż

„Liczne elementy śledztwa pokazały, że grupa terrorystyczna początkowo chciała ponownie uderzyć we Francji” – oświadczyła prokuratura. Terroryści, „zaskoczeni szybkością postępu dochodzenia, ostatecznie podjęli decyzję, żeby uderzyć w Brukseli” – dodano w komunikacie. Oświadczenie prokuratury potwierdza wcześniejsze prasowe doniesienia w tej sprawie – zauważa agencja AFP. Agencja Associated Press wskazuje, że niedzielny komunikat prokuratury potwierdza to, co już wcześniej podejrzewano: seria obław i aresztowań w Brukseli, w tym schwytanie koordynatora listopadowych zamachów w Paryżu Salaha Abdeslama, popchnęła terrorystów do działania.

Dotychczasowe śledztwo wskazuje na bliskie związki między komórką stojącą za atakami w Brukseli a grupą, która na jesieni przeprowadziła ataki we francuskiej stolicy.

W sobotę belgijska prokuratura postawiła czterem osobom zarzut przynależności do organizacji terrorystycznej, w tym zatrzymanemu w piątek Belgowi Mohamedowi Abriniemu, podejrzewanemu o udział w przygotowaniu listopadowych zamachów w Paryżu. Prokuratura potwierdziła, że Abrini to mężczyzna w białym kapeluszu i kurtce z fotografii przedstawiającej trzech zamachowców na lotnisku w Zaventem pod Brukselą; 31-letni Abrini potwierdził, że był tam w czasie ataku terrorystycznego.

Oprócz Abriniego, zarzuty postawiono również Osamie K., który był na miejscu w momencie zamachu na brukselskie metro 22 marca. O przynależność do organizacji terrorystycznej i morderstwa terrorystyczne oskarżeni zostali także Rwandyjczycy Herve B.M i Bilal E.M.

Abrini trafił na listy najbardziej poszukiwanych przestępców w Europie, gdy został zidentyfikowany jako osoba, która jechała samochodem wraz z Salahem Abdeslamem. Abdeslam został schwytany przez belgijską policję po czterech miesiącach poszukiwań, 18 marca w Brukseli, a więc na cztery dni przed zamachami na lotnisku i w metrze.

W atakach z 22 marca w Brukseli zginęły 32 osoby. W listopadowych zamachach w Paryżu śmierć poniosło 130 osób.
Żródło info i foto: wp.pl

Rozkradali most Łazienkowski

Ledwo odremontowany most Łazienkowski znów padł ofiarą przestępców! Złodzieje połasili się na elementy rusztowania. W czwartek około godz. 20.30 strażnicy miejscy zabezpieczający mecz na stadionie Legii usłyszeli charakterystyczny dźwięk piłowanego metalu. Dobiegał on z zarośli przy nowym moście. Mundurowi natychmiast pobiegli na miejsce i zastali tam 44-letniego złomiarza, który brzeszczotem piłował rusztowania. Na widok mundurowych rabuś próbował uciekać z metalowymi rurami pod pachą, ale daleko nie pobiegł. Funkcjonariusze zatrzymali go i przekazali w ręce policji.
Żródło info i foto: se.pl

Co morderca zrobił z komórką Wiktorii?

Od zaginięcia i zabójstwa Wiktorii († 15 l.) minął już ponad miesiąc. Niestety, do tej pory nie wiadomo ani jak, ani dlaczego dziewczynka zginęła. Premedytacja? Afekt? Wypadek? Bez względu na to, co kierowało mordercą, jedno jest pewne: po tym, co zrobił zachował na tyle zimnej krwi, że próbował pozacierać za sobą wszystkie możliwe tropy. Bez śladu przepadł np. nowiutki telefon 15-latki. Zabójca skutecznie go zniszczył, razem z kartą SIM, albo rozparcelował na elementy wyciągając z niego baterię i kartę – tak, by stał się niemożliwy do namierzenia.

„No siema, co jest?” – wykręcając numer Wiktorii cały czas można usłyszeć wiadomość nagraną przez nią na pocztę głosową. Tak jest od 7 marca, dnia, w którym dziewczynka zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Nagranie jest, po telefonie wszelki ślad zaginął. Z informacji, do których dotarliśmy, wynika, że przy ciele 15-latki nie znaleziono komórki, z której przecież – zaledwie kilkadziesiąt minut przed swoją śmiercią – wysyłała sms-y do koleżanki. Nie było jej też w wypompowanej studzience, w której morderca porzucił zwłoki nastolatki.

Gdyby Wiktoria zgubiła telefon, np. uciekając przed sprawcą, znaleźliby go śledczy. Ba, aparat namierzyliby nawet w sytuacji, gdyby znalazł go ktoś inny i próbował uruchomić. I to z nową kartą SIM. Od razu wiedzieliby, gdzie aparat się zalogował i szybko doszli, kto go włączył. Tyle, że nic takiego nie miało miejsca. Komórka dziewczynki, jak rozładowała się lub została wyłączona w okolicy godziny jej śmierci, tak jest wyłączona do chwili obecnej.

Wszystko wskazuje na to, że zabójca doskonale wiedział, co robić, jak zatuszować ślady i odsunąć od siebie wszelkie podejrzenia. Nawet, jeśli śmierć Wiktorii to był wypadek lub zabójca działał w afekcie (czyli w silnym wzburzeniu), to potem szybko ochłonął i z zimną krwią, skrupulatnie zaplanował, jak pozbyć się obciążających go dowodów. W tym, oczywiście, telefonu. Kto wie, czy dziewczynka nie nagrała swojego oprawcy? Czy nie miała w aparacie rzeczy – zdjęć czy filmików – które doprowadziłyby śledczych prosto do niego? I to nawet, gdyby je wykasował? Przecież nie jest tajemnicą, że odzyskanie usuniętych plików nie stanowi żadnego problemu. Także dla osób, które nie są fachowcami.

Morderca miał jeszcze drugą opcję: mógł wyciągnąć kartę SIM, skutecznie się jej pozbyć i przy zwłokach zostawić sam aparat. Ale wtedy oczywistym by było, że niekompletny telefon dziewczynki skrywał jakąś mroczną tajemnicę. Czy to dlatego przepadł bez śladu? – Zabójcy bardzo często pozbywają się telefonów swoich ofiar. Jeśli mieli je w rękach, obawiają się, że nie dość dokładnie powycierali odciski palców. W przypadku morderstwa Wiktorii nie mamy też pewności, czy części sms’ów, które wieczorem, 7 marca, dotarły do jej koleżanki, nie napisał sam zabójca. Stąd, strach przed namierzeniem – mówi nam wynajęty przez rodzinę detektyw, Krzysztof Rutkowski. Jak widać, morderca wszystko przemyślał. W przeciwnym wypadku, mógł przecież pozbyć się karty SIM, a niemal nowy telefon – biały Samsung Galaxy Trend – sprzedać. A tego najwyraźniej nie zrobił…
Żródło info i foto: Fakt.pl

Znalezione elementy to nie szczątki zaginionego boeinga

Metalowe elementy – znalezione na jednej z australijskich plaż – nie są częściami zaginionego boeinga Malaysia Airlines. Poinformował o tym szef australijskiego Biura Bezpieczeństwa Transportu Martin Dolan. Wcześniej podejrzewano, że odnalezione na brzegu elementy mogą pochodzić z zaginionego samolotu. W pobliżu miejsca, gdzie zlokalizowano prawdopodobnie sygnał z czarnej skrzynki, wciąż trwają poszukiwania. Badania prowadzone są z pomocą specjalistycznego batyskafu. Bluefin-21 może sprawdzać dno morskie na głębokości do 4,5 kilometra. Na razie udało się przeszukać około 80 procent obszaru o promieniu 10 kilometrów, który został wyznaczony. Żródło info i foto: TVP.info