Polska nie wyda Szwecji Rosjanina, który porwał dzieci z rodziny zastępczej

Warszawski Sąd Okręgowy odmówił wydania Rosjanina, który uciekł z dziećmi do Polski ze Szwecji. Szwecja wydała za nim Europejski Nakaz Aresztowania pod zarzutem uprowadzenia trzech córek z rodziny zastępczej. Polska prokuratura nie wystąpiła jednak o tymczasowy areszt.

W środę 10 lipca Warszawski Sąd Okręgowy nie zgodził się na wydanie Szwecji 39-letniego Rosjanina Denisa Lisova, który w kwietniu tego roku wraz z trzema córkami został zatrzymany przez Straż Graniczną na lotnisku w Warszawie. Mężczyzna chciał docelowo dostać się do Rosji. Jego obrońca argumentował, że szwedzka opieka socjalna odebrała mu dzieci i umieściła je w rodzinie zastępczej po tym, jak jego żona zachorowała. Była hospitalizowana, lekarze podejrzewali u niej schizofrenię. W ocenie szwedzkich władz ojciec sam nie był zdolny do prawidłowego wychowania swoich córek.

Denis Lisow podkreśla, że służby socjalne nigdy nie zarzuciły mu zaniedbań wychowawczych. Dodatkowo, jego zdaniem, dzieci miały zostać przekazanie rodzinie zastępczej odmiennej kulturowo, pochodzenia arabskiego. Według Rosjanina szwedzkie władze postawiły mu warunek, którego nie był w stanie spełnić – by odzyskać dzieci miał zalegalizować swój pobyt w Szwecji.

Porwał córki i chciał uciec do Rosji

Lisov od siedmiu lat mieszkał w Szwecji. Przyjechał tam ze swoją żoną i najstarszą córką Sofią (obecnie 12-letnią). Po wyjeździe na emigrację małżeństwu urodziły się jeszcze dwie córki – 6-letnia dziś Serafina i 4-letnia Alisa.

Kilka lat temu u żony Lisova zdiagnozowano chorobę i wtedy rodziną zainteresowała się szwedzka opieka społeczna. Zdecydowano, że ojciec nie radzi sobie z opieką nad trzema córkami, więc dziewczynki zostały umieszczone w rodzinie zastępczej. Denisowi Lisovowi przyznano cotygodniowe, 6-godzinne widzenia z dziećmi. Mężczyzna nie mógł się z tym pogodzić, więc postanowił porwać córki. Chciał wywieźć je do rodzinnego kraju. Do Polski przypłynął promem, następnie z warszawskiego lotniska chciał dostać się do swojego kraju.

Mężczyzna jednak, z pomocą rzecznika praw dziecka Mikołaja Pawlaka, złożył w Polsce wniosek o przyznanie mu statusu uchodźcy. W sprawę włączyła się też fundacja Ordo Iuris oraz Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sąd uznał działania władz szwedzkich za „skrajne”

– Sąd stwierdza, że wydany w sprawie niniejszej przez władze szwedzkie europejski nakaz aresztowania narusza wolności i prawa człowieka obywatela Denisa Lisova – uzasadniał sędzia Dariusz Łubowski. Sąd stwierdził też, że Denis Lisov „nie mógł zachować bezczynności, gdy widział, że dzieciom działa się krzywda”. Działanie władz szwedzkich sąd uznał za „skrajne”. Odebranie dzieci miało być „wbrew dobru dziecka”, stąd miała zaistnieć „obligatoryjna przesłanka odmowy przekazania Lisova władzom szwedzkim”.

„Polska po raz kolejny staje po stronie rozdzielanych w innych krajach rodzin” – napisał na Twitterze obrońca ojca dzieci, Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris. Prezes fundacji Jerzy Kwaśniewski dodał: „Polski Sąd Okręgowy potwierdza, że Szwecja naruszyła międzynarodowe gwarancje praw człowieka – ochronę życia rodzinnego z art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Wydanie Denisa Lisova Szwecji groziłoby dalszym łamaniem praw człowieka”.

Sprawę skomentował też wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik. „Dobra decyzja Sądu w sprawie p. Denisa Lisova, wszyscy pozostają w Polsce. Tożsamość dzieci jest fundamentalna. Dziękuję Sądowi. Dziękuję Prokuraturze! Dobro dzieci wygrało. Fajnie być Polakiem” – napisał.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Poszukiwany 26-latek poszukiwany za napad w Niemczech zatrzymany w Wałbrzychu

dav

Wałbrzyscy policjanci zatrzymali 26-letniego mężczyznę, którzy był poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania m.in. za włamanie do sklepu jubilerskiego w Niemczech. Został zatrzymany, gdy przechodził w niedozwolonym miejscu przez jezdnię.

Jak poinformowała w poniedziałek PAP rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu nadkom. Magdalena Korościk, 26-latek został zatrzymany przez policjantów z wydziału ruch drogowego. Przechodził przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

„Po sprawdzeniu w policyjnej bazie danych sprawcy wykroczenia okazało się, że 26-letni mieszkaniec Wałbrzycha poszukiwany jest przez Interpol i wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania” – przekazała Korościk.

Mieszkaniec Wałbrzycha jest podejrzewany o przestępstwa popełniane w Niemczech, w tym włamanie do sklepu jubilerskich, gdzie straty wyniosły prawie 140 tys. euro.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

W Niemczech zatrzymano Bośniaka, który stoi za zamachami w Paryżu w listopadzie 2015 roku

W Saksonii-Anhalcie, w środkowych Niemczech, zatrzymano Bośniaka poszukiwanego na mocy wydanego przez Belgię Europejskiego Nakazu Aresztowania w związku z zamachami w Paryżu w listopadzie 2015 roku – poinformowała drezdeńska prokuratura. 39-letni mężczyzna przebywa obecnie w tymczasowym areszcie ekstradycyjnym. Nie podano, o co konkretnie jest podejrzewany.

Dpa pisze, że Bośniakiem śledczy zainteresowali się podczas postępowania przeciwko jego dwóm rodakom, podejrzanym o złamanie prawa dotyczącego kontroli broni wojskowej. Zatrzymali go tydzień temu koło Halle funkcjonariusze sił specjalnych Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA). Nie znaleziono przy nim żadnej broni ani innych zabronionych przedmiotów.

Seria ataków w Paryżu

13 listopada 2015 roku terroryści z tak zwanego Państwa Islamskiego (IS) zamordowali w Paryżu 130 ludzi. Dziewięciu mężczyzn zaatakowało kilka punktów w stolicy Francji. Na Stade de France trzech dżihadystów wysadziło się w powietrze, zabijając jedną osobę i raniąc kilkadziesiąt. W barach i restauracjach zastrzelonych zostało 39 osób, a dwie zostały ciężko ranne, gdy zamachowiec samobójca zdetonował swój ładunek.

Najwięcej – 90 osób – poniosło śmierć w sali koncertowej Bataclan, gdzie napastnicy strzelali do tłumu zgromadzonego na koncercie, a następnie wzięli zakładników. Po rozpoczęciu operacji policyjnej dwaj terroryści wysadzili się w powietrze, a trzeci został zastrzelony przez siły bezpieczeństwa. Były to najbardziej krwawe zamachy w historii Francji. W 2018 w Brukseli skazano Salaha Abdeslama, jedynego żyjącego członka grupy dżihadystów, która dokonała tamtejszych zamachów. Abdeslam odsiaduje wyrok 20 lat pozbawienia wolności za udział w późniejszej strzelaninie w belgijskiej stolicy.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Groził śmiercią Zbigniewowi Ziobrze. Dopalaczowy baron miał też innych na celowniku

Oprócz pozbycia się ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, który stanął na przeszkodzie nielegalnym interesom, Jan S. miał planować zemstę także na innych osobach. „Rzeczpospolita” dotarła do europejskiego nakazu aresztowania wobec bossa branży dopalaczowej.

Nakaz wydany w maju przez wrocławski sąd zawiera łącznie 10 zarzutów dotyczących podżegania do zabójstwa i stosowania gróźb karalnych. Zgodnie z informacjami prokuratury poszukiwany w całej Europie 28-letni S. chciał usunąć ze swojej drogi wszystkich, którzy udaremnili lewy biznes, przynoszący gangowi zyski rzędu miliona złotych miesięcznie.

Kilka dni temu dziennik ujawnił szczegóły śledztwa w sprawie „zlecenia na Ziobrę” i jednego z prokuratorów, do których zabójstwa miał nakłaniać S. Okazuje się, że w podobny sposób miał on zlecić wyeliminowanie trzech policjantów, którzy rozpracowali i skutecznie rozbili dopalaczowy gang.

Z decyzji sądu o ENA wynika, że Jan S. nakłaniał „kilera” (chemika z jego gangu) do zabójstwa trzech funkcjonariuszy policji, wskazując mu użycie do tego celu m.in. „substancji powodujących zawał serca oraz zapaść krążeniową”.

Z informacji „Rz” wynika też, że S. próbował ustalać adresy policjantów tropiących jego interesy, a wiele wskazuje na to, że służyć miał do tego „patent” z wysyłaniem przesyłek na nazwiska funkcjonariuszy. Odebranie przesyłek miało pomóc ustalić, gdzie mieszkają poszczególni policjanci.

Skala rozmachu, z jaką działał gang, w którym Jan S. miał pełnić kluczową rolę, sięgała poza granice kraju. Dopalacze sprzedawane przez sklep S. kupiło w ciągu kilku lat 16 tys. osób.
Źródło info i foto: TVP.info

Sąd w Szkocji zgodził się na ekstradycję polskiego przestępcy

Szkocki sąd wydaje zgodę na ekstradycję polskiego przestępcy, odrzucając wątpliwości obrony dotyczące praworządności nad Wisłą. Dziennik „The Scotsman” donosi o wyroku sprzed tygodnia, w którym – ze względu na czysto kryminalny charakter zarzutów – sąd zgadza się na deportację Polaka. W szkockim systemie prawnym, opartym na precedensach, otwiera to drogę do podobnych rozstrzygnięć w przyszłości. Na rozpatrzenie czeka jeszcze niemal 50 podobnych spraw.

W Polsce Patryk M dostał w 2011 roku wyrok w zawieszeniu za włamanie i kradzież. Chodzi między innymi o przywłaszczenie sobie kabli telekomunikacyjnych o wartości ponad 16 tysięcy złotych. Polska policja
stawia mu zarzuty, dokładając jeszcze jeden: jazdę po pijanemu. Groziło mu odwieszenie wyroku, bo potem – według policji- przyłapano go na jeździe bez ważnego dokumentu. Uciekł więc do Szkocji.

Cztery lata później Polak został aresztowany na mocy Europejskiego Nakazu Aresztowania. Jego prawnicy przekonywali, że do ekstradycji nie powinno dojść, bo reformy sądownictwa w Polsce nie gwarantują sprawiedliwego procesu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

WB: Zatrzymano Polaka poszukiwanego 4 listami gończymi

CBŚP zatrzymało poszukiwanego od trzech lat Europejskim Nakazem Aresztowania i czterema krajowymi listami gończymi mężczyznę podejrzanego o handel narkotykami. Do zatrzymania doszło w Wielkiej Brytanii.

Zatrzymany mężczyzna był poszukiwany przez polski wymiar sprawiedliwości od prawie trzech lat w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstw o charakterze narkotykowym. Zostały wystawione za nim cztery listy gończe, a także Europejski Nakaz Aresztowania ze względu na informacje, że może przebywać poza granicami kraju.

W wyniku przeprowadzonej akcji polskiej i brytyjskiej policji mężczyzna został zatrzymany w Peterborough w środkowej Anglii. – W miejscu zatrzymania poszukiwanego odkryto także plantację konopi oraz gotową marihuanę – poinformowało CBŚP. Znaleziona marihuana była poporcjowana i gotowa do wprowadzenia na rynek.

CBŚP udało się zatrzymać dilera dzięki współpracy z oficerem łącznikowym polskiej policji w Wielkiej Brytanii, miejscową policją, a także dzięki informacjom pozyskanym w ramach Systemu Informacyjnego Schengen – tzw. SIS.

Zatrzymany diler został sprowadzony do Polski i zostanie postawiony przed polskim wymiarem sprawiedliwości.
Źródło info i foto: onet.pl

Marek Falenta chce uniknąć polskiego więzienia

Obrońca zatrzymanego w Hiszpanii biznesmena Marka Falenty twierdzi, że jego klientowi może grozić niebezpieczeństwo w polskim zakładzie karnym. Zanim Falenta zostanie wydany polskiemu wymiarowi sprawiedliwości, hiszpański sąd sprawdzi, czy obawy biznesmena są uzasadnione.

Przed tygodniem, po dwóch miesiącach unikania stawienia się w więzieniu, Marek Falenta został zatrzymany w Hiszpanii. Polskie władze od razu zapowiedziały, że zwrócą się o przekazanie Marka Falenty do Polski, aby mógł tutaj odbyć karę pozbawienia wolności.

– Nie ufa polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Otrzymaliśmy ewidentne ostrzeżenie, że grozi mu niebezpieczeństwo w zakładzie karnym – powiedział w rozmowie z dziennikiem adwokat Marek Małecki. Hiszpański sąd będzie teraz analizować, czy obawy Falenty są uzasadnione. Jeśli uzna, że tak, może wstrzymać wydanie biznesmena Polsce.

Zatrzymanie Marka Falenty

Marek Falenta został zatrzymany w Walencji 5 kwietnia. Mariusz Ciarka, rzecznik komendanta głównego policji mówił, że mężczyzna był zaskoczony pojawieniem się funkcjonariuszy.

– Miejsce jego pobytu wskazali polscy policjanci, którzy są na miejscu. Poprosiliśmy kolegów z policji hiszpańskiej, aby wraz z polskimi funkcjonariuszami dokonali zatrzymania – mówił rzecznik KGP.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Marek Falenta musi zostać wydany w ciągu 100 dni od zatrzymania

Zgodnie z procedurami unijnymi ścigany musi zostać wydany lub zwolniony z aresztu w ciągu 100 dni od zatrzymania. Taką informację przekazał Sąd Okręgowy w Warszawie odnośnie sytuacji zatrzymanego w piątek w Walencji w Hiszpanii Marka Falenty.

Sąd Okręgowy w Warszawie, który 28 marca wydał za Markiem Falentą Europejski Nakaz Aresztowania (ENA) poinformował, że obecnie tłumaczony jest oryginał tego dokumentu na język hiszpański. Dodano, że sąd ma na to czas do 10 kwietnia. Posiedzenie w sprawie przekazania Falenty stronie polskiej wyznaczy sąd hiszpański.

„Zgodnie z procedurami unijnymi ścigany musi być wydany lub zwolniony z aresztu w państwie wykonującym ENA w maksymalnym terminie 100 dni od dnia zatrzymania” – informuje Sąd Okręgowy w Warszawie.

Sąd zaznacza przy tym, że po wydaniu przez sąd hiszpański postanowienia o przekazaniu Falenty do Polski możliwe są dwa scenariusze. W pierwszym przypadku – jeżeli ścigany wyrazi zgodę na wydanie go do Polski, jego przekazanie musi nastąpić w terminie trzy dni. Natomiast w przypadku gdy Falenta nie wyrazi zgody na przekazanie, wówczas musi ono nastąpić w terminie 10 dni od daty uprawomocnienia się postanowienia sądu hiszpańskiego. W takim wypadku termin na złożenie zażalenia wynosi trzy dni od ogłoszenia postanowienia.

W poniedziałek agencja Associated Press informowała, że Marek Falenta sprzeciwia się przekazaniu go do Polski. AP cytowała anonimowego przedstawiciela Sądu Najwyższego Hiszpanii, który potwierdził, że do czasu ekstradycji ujętego w piątek przez policję Falenty polski przedsiębiorca pozostanie w więzieniu w tym kraju.

Przedstawiciel SN ujawnił, że obrońcy Marka Falenty sprzeciwili się ekstradycji, a procedura przekazania go polskiemu wymiarowi sprawiedliwości może trwać nawet kilka miesięcy.

Z kolei „Rzeczpospolita” poinformowała we wtorek, że obrońcy biznesmena będą wstrzymywać jego ekstradycję do kraju do czasu rozpoznania kasacji od skazującego wyroku. Według informacji „Rz” hiszpański sąd już w przyszłym tygodniu może się zająć wnioskiem strony polskiej o jego wydanie.

„Zapowiada się na zaciętą batalię, bo – jak twierdzi nasze źródło – ‘Falenta jest w fatalnej kondycji psychicznej’, a jego obrońcy już opracowują strategię, jak zablokować przekazanie biznesmena do kraju” – czytamy w artykule.

Marek Falenta został skazany w 2016 r. przez Sąd Okręgowy w Warszawie na 2,5 roku więzienia, w związku z tzw. aferą podsłuchową. Wyrok uprawomocnił się w grudniu 2017 roku. Obrońcy Falenty złożyli kasację do Sądu Najwyższego, czekają także na decyzję prezydenta Andrzeja Dudy, do którego w styczniu ubiegłego roku trafił wniosek o ułaskawienie Falenty.

Ujawnione w tygodniku „Wprost” nagrania wywołały w 2014 r. kryzys w rządzie Donalda Tuska. Chodziło o nagrywane od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. na zlecenie Falenty w warszawskich restauracjach osoby z kręgów polityki, biznesu i funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów: MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ – Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury i rozwoju – Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP Marka Belkę i szefa CBA Pawła Wojtunika.

O tym, że Falenta ma odbyć zasądzoną mu karę 2,5 roku więzienia, zdecydował 31 stycznia Sąd Apelacyjny w Warszawie. Odrzucił tym samym zażalenia obrońców, którzy ubiegali się o odroczenie wykonania kary m.in. ze względu na stan zdrowia skazanego.

Falenta miał stawić się w zakładzie karnym w celu odbycia kary 1 lutego, ale nie zrobił tego. Od tamtego momentu ukrywał się i był poszukiwany w związku z nakazem doprowadzenia do aresztu śledczego, który trafił do jednego ze stołecznych komisariatów 6 lutego 2019 roku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Hiszpania: Marek Falenta sprzeciwił się ekstradycji do Polski

Podczas rozprawy przed hiszpańskim sądem Marek Falenta sprzeciwił się ekstradycji do Polski. Biznesmen poszukiwany Europejskim Nakazem Aresztowania został w piątek zatrzymany nieopodal Walencji. Rzecznik hiszpańskiego Sądu Narodowego, który zajmował się sprawą ekstradycji Marka Falenty, poinformował, że do czasu decyzji w sprawie jego powrotu do Polski, biznesmen pozostanie w areszcie. 

Falenta podczas przesłuchania sprzeciwił się ekstradycji do Polski. Taka deklaracja nie oznacza, że do ekstradycji nie dojdzie, ale z pewnością przedłuży proces – może on potrwać od kilku tygodniu nawet do kilku miesięcy, a sprawa Falenty może zostać ponownie rozpatrzona. 

Groził skokiem z 9. piętra

Falenta został zatrzymany w piątek miejscowości Cullera, 50 kilometrów od Walencji. Miejscowe służby blisko współpracowały z polską policją od kiedy za skazanym wystawiono Europejski Nakaz Aresztowania. Dzięki wspólnym wysiłkom, Falenta został zlokalizowany w luksusowym mieszkaniu w Cullerze, gdzie – jak opisują służby – „dyskretnie mieszkał” wraz ze swoją partnerką.

Kiedy policja dotarła na miejsce, Falenta wszedł na balustradę i groził, że wyskoczy z balkonu na 9. piętrze. Ostatecznie udało się go odwieść od tego zamiaru.

Próba ucieczki przed więzieniem

Za zlecenie nagrywania rozmów polityków Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego w warszawskich restauracjach Marek Falenta został prawomocnie skazany w styczniu 2017 roku. Policja poinformowała sąd, że skazany nie został zatrzymany na podstawie listu gończego i opuścił terytorium Polski.

Obrońca Marka Falenty mówił, że nie wie, gdzie jest jego klient, ale składał do sądu kolejne wnioski w jego imieniu. Cały czas walczy o odroczenie wyroku w czasie. Pod koniec lutego pełnomocnik Falenty złożył wniosek o odroczenie wykonania kary pozbawienia wolności, ale sąd go odrzucił. 
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Jest Europejski Nakaz Aresztowania dla 23-latka podejrzanego o zabójstwo w Siedlcach

Sąd Okręgowy w Siedlcach wydał w piątek Europejski Nakaz Aresztowania za 23-letnim Łukaszem W., podejrzanym o zabójstwo 35-letniego mężczyzny – dowiedział się reporter Polsat News Łukasz Dubaniewicz. Podejrzewa się, że ofiara została zaatakowana przez 23-latka, bo przyłapała go na kradzieży. 35-letni pan Marcin zginął 5 grudnia ubiegłego roku w Siedlcach.

Nieco ponad dwa tygodnie wcześniej, 17 listopada, poślubił panią Elżbietę, z którą wychowywał 5-letnią Nikolę. Wkrótce na świat miało przyjść kolejne dziecko pary.

Ciało pana Marcina, z ranami głowy zadanymi tępym narzędziem, znaleziono w bramie nieopodal sklepu osiedlowego. Z relacji świadków wynika, że kilka minut przed śmiercią 35-latek kłócił się tam z młodym mężczyzną.

Prawdopodobnie był to 23-letni Łukasz W., mieszkaniec powiatu nowosądeckiego. Rodzina zmarłego podejrzewa, że pan Marcin przyłapał go na próbie kradzieży.

Zapłacił kartą zmarłego za zakupy

Śledczy najpierw upublicznili wizerunek Łukasza W. zarejestrowany przez kamery monitoringu oraz zaapelowali o pomoc w ustaleniu miejsca jego pobytu. Pod koniec grudnia Prokuratura Rejonowa w Siedlcach postawiła 23-latkowi dwa zarzuty.

Pierwszy dotyczy zabójstwa, a drugi oszustwa. Ustalono bowiem, że W. zapłacił kartą zmarłego pana Marcina za zakupy w jednym ze sklepów w Siedlcach. Siedlecki sąd podjął decyzję o tymczasowym aresztowaniu Łukasza W. na okres jednego miesiąca. Podejrzany o zabójstwo przebywa jednak na wolności. Ukrywa się zagranicą.

Wniosek prokuratury rejonowej

Pod koniec grudnia W. został zatrzymany w Calais na północy Francji podczas próby dostania się na prom do Wielkiej Brytanii bez wymaganych dokumentów. 23-latek miał wówczas napaść na funkcjonariusza policji.

Jednak po zakończeniu czynności W. został zwolniony. Francuzi nie mieli podstaw, aby go zatrzymać za przestępstwa popełnione na terenie Polski, bowiem sąd w Siedlcach nie wydał jeszcze Europejskiego Nakazu Aresztowania.

– We wtorek zwróciliśmy się do Prokuratury Okręgowej w Siedlcach, aby jej przedstawiciele wystąpili do Sądu Okręgowego w Siedlcach o wydanie takiego nakazu – mówiła polsatnews.pl Katarzyna Wąsak, prokuratur rejonowa w Siedlcach. Do czasu wydania Europejskiego Nakazu Aresztowania Łukasz W. będzie mógł przebywać na wolności.

„Wybił matce swojego dziecka zęby”

Zdaniem Bartosza Weremczuka, prywatnego detektywa, który zaangażował się w sprawę, 23-latek jest poszukiwany także za przestępstwa na terenie innych państw, w tym Szkocji. Jak dotąd żadne z nich nie zdecydowało się jednak na wydanie ENA.

– Z tego, co ustaliliśmy, w Szkocji poszukiwany sądeczanin wybił matce swojego dziecka przednie zęby i chciał wobec niej użyć noża – powiedział detektyw „Gazecie Krakowskiej”.

„Fakt” podkreśla z kolei, że poszukiwany mężczyzna może być niebezpieczny. Przeszedł bowiem szkolenie wojskowe, doskonale posługuje się nożem i trenuje sztuki walki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl